Dodaj do ulubionych

Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2)

    • edico Re: Ze stajni JP2 10.10.07, 14:11
      Argentyna: Ksiądz skazany na dożywocie za udział w tzw. brudnej wojnie

      Argentyński ksiądz, były kapelan policji, został skazany we wtorek na
      dożywotnie więzienie za współudział w torturowaniu, porywaniu i zabójstwach w
      okresie tzw. brudnej wojny w tym kraju, w okresie rządów junty wojskowej w
      latach 1976-1982.

      69-letni ksiądz Christian von Wernich był pierwszym duchownym, odpowiadającym w
      procesie o ludobójstwo. Sąd udowodnił mu "współudział" w siedmiu zabójstwach, 31
      przypadkach stosowania tortur i 42 porwaniach przeciwników wojskowego reżimu.
      Oskarżony przez cały czas procesu utrzymywał, iż jest niewinny.

      Kilku byłych więźniów zeznało, że von Wernich m. in. uczestniczył w sesjach
      tortur i prezkonywał oprewców, że wykonują wolę bożą.

      W oświadczeniu argentyńskiego Kościoła, podpisanym przez kardynała Jorge
      Bergoglio i opublikowanym po ogłoszeniu wyroku wskazano, iż "argentyński Kościół
      jest poruszony cierpieniem, jakie spowodował udział jednego z księży w poważnych
      przestępstwach". Zaapelowano o pojednanie i wyrzeczenie się nienawiści i chęci
      odwetu. - Jeśli jakikolwiek duchowny (...) współuczestniczył w aktach przemocy,
      działał wbrew Bogu, ludzkości i własnemu sumieniu - czytamy w oświadczeniu Kościoła.

      Wyrok, ogłoszony w La Placie przez sędziego Carlosa Rozanskiego, został z
      entuzjazmem przyjęty przez czekające przed budynkiem sądu kilkaset kobiet z
      grupy "Matek z Plaza de Mayo", zajmującej się sprawami łamania praw człowieka w
      latach wojskowej dyktatury. Większość kobiet to matki zaginionych wówczas swych
      córek i synów.

      Jako kapelan osławionego policyjnego szwadronu śmierci w Buenos Aires, ksiądz
      von Wernich miał m.in. namawiać w czasie duszpasterskich wizyt w więzieniu
      ofiary tortur by zeznawały. Ksiądz twierdził w czasie procesu, iż nie zdawał
      sobie sprawy z tego, iż ludzie ci byli poddawani okrutnym torturom lub że
      więziono ich bezprawnie.

      W czasach argentyńskiej tzw. brudnej wojny zaginęło od 11 do 30 tys. ludzi,
      głównie działaczy lewicowych, lecz także nie mających nic wspólnego z polityką.
      (jas,PAP)
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,4563641.html
    • edico Katolicyzm jest sprzeczny z konstytucją!!! 14.10.07, 00:18
      Kościół katolicki nie dopuszczając kobiet do kapłaństwa ewidentnie narusza
      polską Konstytucję, która gwarantuje równość niezależnie od płci. Łamie więc
      zasadę równości i niedyskryminacji.

      Dlaczego może liczyć na takie przywileje skoro inne stowarzyszenia można
      zdelegalizować jeśli ich cele lub działalność są niezgodne z prawem???

      Zgodnie z literą prawa nie wolno jest podejmować jakiejkolwiek ingerencji
      naruszającej niezbywalne prawa jednostki gwarantowane konstytucją. Takie
      działania można uznać i zakwalifikować jako zamach, co jest przestępstwem.

      Czy zatem KRK działający na zasadach sprzecznych z konstytucją można
      zdelegalizować lub zmusić do zmiany swego wewnętrznego prawa pamiętającego
      najczarniejsze karty Kościoła?
    • Gość: mark Re: Ksiądz katolicki pobił parafianina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.07, 15:30
      "Tygodnik Ostrołęcki": Wieś zbiera pieniądze, aby zaciągnąć przed sąd
      suspendowanego proboszcza z Krysiaków. O pobicie oskarżył go parafianin. Księdza
      broniła 30-letnia gosposia, z zawodu masażystka.
      Pieniądze mają iść na opłaty sądowe i wynagrodzenie dla mecenasa Grzegorza
      Samsla - rolnika z Krysiak, który oskarżył księdza o naruszenie swojej
      nietykalności cielesnej. Zrzuca się cała wieś - pisze "Tygodnik Ostrołęcki".

      - Tak sami spontanicznie się opodatkowaliśmy. Każdy daje "co łaska” - mówi
      sołtys wsi Krysiaki, Marian Trzciński. Pierwsza rozprawa z powództwa cywilnego
      odbyła się w maju. Miała być ugodowa. Do ugody jednak nie doszło. 16
      października miało zeznawać ośmiu świadków oskarżenia i trzech obrony. Rolnicy z
      parafii Krysiaki, stawili się w komplecie. W obronie oskarżonego mówiła jedynie
      gosposia - 30-letnia Alicja F., z zawodu masażystka.
      wiadomosci.onet.pl/1630637,11,item.html
    • edico Szatan uwziął się na kościółkową Polskę :)) 29.10.07, 17:12
      POWYBORCZE KOMENTARZE W RADIU MARYJA

      Jeśli PO nie popełni jakichś strasznych błędów, to ma na długo zapewnioną
      władzę: gospodarka jest w doskonałym stanie, do wzięcia jest około 60 mld euro.
      Starczy dla wszystkich: dla uczciwych i dla złodziei, dla mądrych i dla głupich
      - można było usłyszeć w Radiu Maryja w powyborczych tygodniu.
      "Gazeta Wyborcza" wybrała fragmenty rozmów z różnych audycji na antenie
      toruńskiej rozgłośni. Jak zauważają autorzy artykułu, w radiu trwa powyborczy
      szok, a słuchacze dzwonią i płaczą w słuchawki telefonów.

      Czy Polska przetrwa? - pyta o. Rydzyk. I mówi: "Polska jest szczególną areną
      walki. Szatan się uwziął na Polskę, bo to jest najsilniejszy kraj katolicki w
      świecie". - Teraz niekoniecznie trzeba mieć karabiny maszynowe, żeby kogoś
      zabić. My tego doświadczamy na co dzień, tych wszystkich oszczerstw, pomówień.
      To jest walka cywilizacji i to jest w całym świecie. Czy Polska tę próbę
      przetrwa? To zależy od naszej mocy - ocenia redemptorysta.

      A ksiądz z Sandomierza oceniając wyniki wyborów mówi na antenie: "Nie mogę spać
      po wyborach, trudno to wszystko przełknąć. Kolejny raz człowiek się zawiódł na
      narodzie".

      W powyborczy poniedziałek, głos na antenie zabrał Krzysztof Wyszkowski (zasłynął
      oskarżając Lecha Wałęsę o współpracę z bezpieką). - Partia, która nie ma żadnego
      programu, kandydata na premiera, wygrała z partią, która miała władzę, wszystkie
      narzędzia do wygrania wyborów i poległa - mówił.

      O. Rydzyk uspokaja jednak słuchaczy. "Nie trzeba płakać, trzeba zastanowić się,
      dlaczego tak się stało".

      Słuchaczka radia z Gdańska ma swoje wytłumaczenie na wynik wyborczy. - Niestety
      wielu wyborców oddało taki głos, jaką mają świadomość. A prasa niemiecka u nas
      jest rozdawana za darmo - wyjaśnia.

      PiS niepotrzebnie oddało władzę

      Profesor Jerzy Robert Nowak, historyk i główny ideolog toruńskiej rozgłośni,
      mówi z kolei, że PiS nie powinno doprowadzić do przedterminowych wyborów, tylko
      nadal trwać w koalicji z Samoobroną i LPR i przeprowadzić lustrację,
      dezubekizację i pogonić aferzystów. Oburza się ciszą wyborczą przedłużoną przez
      Państwową Komisję Wyborczą. - Czy wtedy nie doszło do przekrętów? Rozmawiałem z
      wieloma osobami, ludzie są niepewni - ocenia.

      Podobnego zdania jest "pani Barbara z bydgoskiego":
      - Nigdy się z tym nie zgodzę - mówi.
      - "Jestem pewna, że w tych wyborach nastąpiło wyraźne oszustwo"

      Własną opinię nt. porażki wyborczej PiS ma słuchaczka z Katowic. - Większość
      zdegenerowanych dziennikarzy, działających na wyraźne zlecenie rodzimych i
      międzynarodowych liberalnych centrów, jest bezpośrednio odpowiedzialna za wynik
      wyborów - ocenia.
      Nigdy się z tym nie zgodzę - mówi.
      Linki:
      www.tvn24.pl/0,1526517,wiadomosc.html
      wiadomosci.onet.pl/1631864,11,1,1,,item.html
      www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=65741
      miasta.gazeta.pl/torun/1,35576,4619605.html?skad=rss
    • edico O. Rydzyk chce pieniądzy ze skarbu państwa 04.11.07, 17:48
      Fundacja "Lux Veritatis" związana z ojcem Tadeuszem Rydzykiem chce 27 milionów
      ze Skarbu Państwa na... poszukiwanie i wykorzystanie wód termalnych. Może ich
      nie dostać, bo sprzyjający dotąd Rydzykowi urzędnicy po wyborach stali się
      ostrożni - pisze "Super Express".

      Ojciec Rydzyk chce za pomocą wód termalnych ogrzewać m.in. akademiki swojej
      Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Już w lutym udało mu
      się uzyskać na ten cel 12 milionów złotych z Narodowego Funduszu Ochrony
      Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW). Po pieniądze sięgnął za pomocą
      fundacji "Lux Veritatis", tej samej, która uzyskała koncesję dla telewizji Trwam.

      Na przyznanie 12 milionów złotych dotacji dla fundacji "Lux Veritatis" zgodziła
      się w lutym 2007 roku - bez większych problemów - rada NFOŚiGW, w której
      przewagę mieli ludzie związani z PiS. Ojciec dyrektor przystąpił do poszukiwania
      ciepłych wód. Jakież było zdziwienie członków rady NFOŚiGW, gdy w październiku
      dostali z fundacji o. Tadeusza wniosek o zwiększenie dotacji o 15 milionów
      złotych. Koszty wzrosły, bo ponoć wykonawcy postanowili zmienić technologię i
      głębokość wiercenia.

      Sytuacja po wyborach zmieniła się na tyle, że w ubiegły wtorek (30 października)
      z porządku obrad wniosek Rydzyka spadł.

      - Oni teraz obawiają się, że niezbyt wnikliwie zbadali pierwszy wniosek, na
      podstawie którego przyznali fundacji 12 milionów złotych - mówi nasz informator.
      Jak dowiedzieli się reporterzy "Super Expressu", w najbliższy wtorek (6
      listopada) fundacja "Lux Veritatis" ponawia wniosek o dodatkowe pieniądze na
      poszukiwania i wykorzystanie wód termalnych.
      (asz, PAP)
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,4638006.html
      • edico Re: Gorące źródła dla o. Rydzyka 04.11.07, 17:54
        Ponad 12 mln zł z NFOŚiGW dostanie Fundacja Lux Veritatis założona przez o.
        Tadeusza Rydzyka na poszukiwanie i wykorzystanie źródeł termalnych.

        Energetyczne plany fundacji, założonej przez dyrektora Radia Maryja, opisała
        wczoraj "Rzeczpospolita". Wniosek Lux Veritatis do Narodowego Funduszu Ochrony
        Środowiska i Gospodarki Wodnej opiewa na 12,2 mln zł. Tyle ma kosztować głęboki
        na kilka tysięcy metrów odwiert, dzięki któremu fundacja chce dotrzeć do źródeł
        termalnych. Ich energię planuje wykorzystać m.in. do ogrzewania kampusu i
        akademików Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej przy Porcie Drzewnym w
        Toruniu. Właśnie na terenie szkoły fundacja planuje wwiercić się w ziemię.

        Wniosek fundacji zaopiniował już Mariusz Orion-Jędrysek, główny geolog kraju i
        wiceminister środowiska z PiS. Dotację poparła też rada nadzorcza NFOŚiGW, na
        czele której stoi popierany przez partię braci Kaczyńskich Kazimierz Kujda. A
        właśnie tę partię od dawna faworyzują media o. Rydzyka: Radio Maryja, Telewizja
        Trwam i Nasz Dziennik.

        Politycy opozycji zapowiadają, że w sprawie dotacji będą się domagali wyjaśnień
        od rządu. Nie wykluczają też złożenia wniosku do prokuratury, bo podejrzewają,
        że "w tej sprawie mogło dojść do co najmniej ominięcia przepisów".

        Wczoraj w sprawie dotacji dla o. Rydzyka wypowiedział się zarząd NFOŚiGW.
        "Rozpatrywanie wniosku Fundacji Lux Veritatis poddane było precyzyjnie
        określonej procedurze zgodnej z ustawą Prawo ochrony środowiska oraz wszystkimi
        przepisami obowiązującymi Narodowy Fundusz przy dysponowaniu środkami na
        dofinansowanie przedsięwzięć określonych w Polityce Ekologicznej Państwa
        przyjętej przez Sejm" - czytamy na stronie internetowej Funduszu. "Wnioskodawca
        złożył wszystkie wymagane dokumenty i opinie, łącznie z koncesją na poszukiwanie
        i rozpoznanie złoża wód termalnych na terenie miasta Toruń."

        Niemal równolegle z przyznaniem pieniędzy dla fundacji Lux Veritatis, posłowie z
        Ruchu Ludowo-Chrześcijańskiego - również wspieranego przez o. Rydzyka -
        zorganizowali konferencję "Nowe koncepcje energetyczne dla Polski XXI w.", na
        której propagują odnawialne źródła energii, m.in. wody termalne. - Chcemy zmusić
        do myślenia decydentów - oznajmiła Gabriela Masłowska z RLCh w "Aktualnościach",
        sztandarowej audycji Radia Maryja. - Energia geotermalna jest dla Polski tym,
        czym ropa dla Kuwejtu.
        (caj)
        miasta.gazeta.pl/torun/1,69973,3922378.html
    • edico Religijny duch czasu 07.11.07, 20:49
      Mocny film dokumentalny pokazujący i wyjaśniający jak społeczeństwo jest
      manipulowane. Dokument podzielony jest na 3 części:

      I. ... wszystko » Religijna - pokazuje astro-teologiczne podstawy
      chrześcijaństwa. Udowadnia, iż religia chrześcijańska jest jedynie splagiatowaną
      wersją wcześniejszych mitów, głównie egipskich i opiera się na astrologii.

      II. 11 Września - dotyczy najsłynniejszej akcji terrorystycznej służb
      specjalnych USA, dokonanej na własnych obywatelach.

      III. Banki i plan zniewolenia świata - czyli kto stoi za kontrolą światowej
      gospodarki i polityki. Komu zależy na wywoływaniu wojen i komu się to opłaca,
      oraz kto dąży do wykreowania Jednego Ogólnoświatowego Rządu, Globalnego
      imperium: niewolników rządzonych przez garstkę Panów i kontrolowanych totalnie,
      rodem z Orwellowskiego "Roku 1984"...
      video.google.com/videoplay?docid=-5870901554543719947&total=100&start=80&nu
      • edico Re: Religijny duch czasu, czyli biblijne katolenie 28.05.14, 22:16
        Jezus. Dowody zbrodni
    • ka12332 Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) 24.11.07, 14:45
      apostazja.pl/
    • Gość: FR Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.chello.pl 16.12.07, 13:18
      pożyteczny ten wątek


      --
      apostazja.info/
    • Gość: ministrant był seks, nie było przestępstwa IP: *.autocom.pl 04.01.08, 10:11
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4808375.html
    • Gość: ministrant smutne święta w Hłudnie IP: *.autocom.pl 04.01.08, 10:15
      www.przemyslanin.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=565&Itemid=83
    • Gość: ada Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.08, 11:32
      siedleczka.myminicity.com/
    • Gość: r Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.chello.pl 30.01.08, 19:56
      co ze sprawcą śmierci tego chłopca ? czy jeszcze biega luzem ?

      ----------------------------------

      25.12.2007.
      ImagePrzed śmiercią ubrał się w liche łachy i gumofilce. W liście napisał, żeby
      to, co jego, oddać ubogim...





      Ludzie w Hłudnie pod Brzozowem, zamiast gotować się do świąt, wciąż
      rozpamiętują śmierć 13-letniego Bartka. Dlaczego chłopiec odebrał sobie życie?

      - To ksiądz proboszcz pchnął go do śmierci, bo oskarżył go
      bezpodstawnie o kradzież - uważają mieszkańcy.

      Paulinka, 12-letnia siostra Bartka, dostała od swoich kolegów ze
      szkoły prezent na święta. Dzieci dały jej śliczny kubek i zrobiły laurkę, w
      której napisały: Pulinka, jesteśmy z Tobą.
      - Znalazłyśmy razem jego ciało. Ten widok wciąż stoi córce przed
      oczami. Wydaje jej się, że Bartek mówi do niej, że jest mu bardzo zimno - martwi
      się o córkę Marta Obłój.
      Połamiemy się opłatkiem na cmentarzu

      W domu naznaczonym tragedią nikt o świętach nie myśli. W kuchni
      nie gotują się smaczne potrawy, a w piekarniku nie piecze się placek.

      - A jakie tam święta, przełamiemy się tylko opłatkiem - macha
      ręką babcia Bartka. - A potem syn i synowa pójdą na cmentarz, by połamać się
      opłatkiem z synem.

      Do ubierania choinki też nikt nie ma głowy. Ale trzeba to będzie
      zrobić, żeby, choć trochę radości miały młodsze dzieci. Bartek zawsze chodził do
      lasu po gałązki jedliny, bo lubił jak mu sztuczna choinka pachniała prawdziwym
      igliwiem.

      - Prosił, abym upiekła mu swojskiego chleba na święta, bo on
      taki domowy chleb strasznie lubił - płacze babcia. - Jadł go zaraz po
      wyciagnięciu z pieca, jak był jeszcze gorący i chrupiący.

      Świąteczne ubranie w spadku

      Jeszcze kilka dni przed śmiercią, Bartek cieszył się, że rodzice
      kupili mu na święta nowe ubranie i buty. Chciał wyglądać porządnie, bo zamierzał
      iść z połaźnikami kolędować. Marzył, aby kupić sobie aparat fotograficzny,
      zbierał pieniądze. Wiedział, że z kolędy wpadnie mu trochę grosza do kieszeni.

      - Mówiłam mu, Bartek jesteś już za duży. A on mi na to, że
      skryje się za młodszymi - wspomina matka.

      Teraz, zgodnie z ostatnim życzeniem chłopca, jego ubrania i
      wszystkie wartościowe przedmioty zostaną podarowane krewnym.

      - Wtedy, w piątek, jak wyszedł z domu, to ubrał się tak podle,
      że aż wstyd. Na nogach miał stare gumofilce, a na siebie wdział jakieś szmaty, w
      których nikt już nie chciał chodzić - babcia domyśla się, że chłopak nawet w
      chwili śmierci miał na uwadze swoją ostatnią wolę.
      W liście napisał, że musi to zrobić, bo ksiądz oskarżył go o kradzież. A on
      przysięga na Boga, że tego nie zrobił. "I żeby go (księdza) zabrali z parafii,
      bo to....” (ten wyraz po napisaniu listu Bartek zamazał). "To, co jest moje,
      oddać potrzebującym” - brzmi ostatnie zdanie.
      Przed śmiercią by nie kłamał

      Rodzina wierzy święcie w każde słowo, które Bartek napisał w
      liście. - Wiem, że on księdza nie okradł, bo przed śmiercią by nie kłamał -
      zapewnia pan Zbyszek, ojciec Bartka.
      Bliscy wierzą też w słowa, które chłopak zamazał. Padają w nich pod adresem
      księdza oskarżenia natury obyczajowej. - Zastanawialiśmy się, dlaczego je
      napisał i potem przekreślił. Ale pewnie sam przed sobą nie chciał się do nich
      głośno przyznać - uważa jego matka. - Kazał list przekazać policji. Ufał, że ona
      te słowa odczyta. My też podzielamy jego wiarę w policję. Mamy nadzieję, że
      prawda, dlaczego Bartek się zabił, zostanie odkryta.

      Złe początki

      Ks. Stanisław Kaszowski, który przyszedł do Hłudna 10 lat temu,
      już na początku nie przypadł ludziom do gustu. Poszło o jakieś pieniądze, które
      zbierano na rzecz powodzian. Spór był na tyle ostry, że parafianie zdecydowali
      się jechać do biskupa, by prosić o odwołanie kapłana. Konflikt jednak zażegnano.
      Ale ludziom z księdzem słodko nie było. - Czasami trzeba było chodzić do niego z
      dziesięć razy, by ochrzcić dziecko, albo wziąć ślub - mówi pani Wanda,
      mieszkanka Hłudna.

      Ludzie na wsi są cierpliwi. Przemykali nawet oko na sygnały, że
      księdzu zdarza się od czasu do czasu uderzyć jakieś dziecko.

      Cios pod żebro

      Anna i Krzysztof Kałamuccy, jako jedni z nielicznych, postawili
      się księdzu. - To było dwa lata temu. Karolina miała wtedy 9 lat. Na lekcji
      religii ksiądz ją o coś zapytał. Ona nie umiała odpowiedzieć. Uderzył ją wtedy w
      żebra - opowiada matka.

      Dziecko przyszło z płaczem do domu. Rodzice postanowili pojechać
      na pogotowie. Pielęgniarka zawiadomiła policję. - Spisali protokół i
      powiedzieli, że będą sprawę robić, ale poradzili, żeby jeszcze inni rodzice,
      których dzieci zostały pobite, też się zgłosili - dodaje pan Krzysztof.
      Kałamucki poszedł do jednego ojca, którego dziecko dostało pod
      oko. Ale ten powiedział: Człowieku, co ty chcesz zrobić? Moje dziecko idzie do
      Pierwszej Komunii! Poszedł do drugiego, ale ten też nie chciał wojny z księdzem.

      - Wtedy dyrektor wezwał nas do szkoły na spotkanie. Proboszcz od
      razu na wstępie rzucił się: Czegoś nie przyszła do mnie, tylko poleciałaś na
      pogotowie. A ja mu na to, bo ksiądz nie jest lekarzem - opowiada matka Karoliny.

      Płacz przed religią

      Na spotkaniu stanęło na tym, że rodzice wycofają oskarżenie, ale
      pod warunkiem, że ksiądz nie dotknie już ich dziecka.

      Matka Karoliny: - Może miesiąc był spokój, a potem wszystko
      wróciło do "normy”. Moja córka tak bała się księdza, że rano przed szkołą
      klękała przede mną i mówiła: mamo, dzisiaj jest religia, został mnie w domu.

      Po śmierci Bartka ludzie zaczęli skarżyć się jeden przez
      drugiego. - Mojego syna uderzył w twarz, bo mu zaglądnął do jakiegoś pisma -
      mówi Anna Górniak, matka Dawida.
      Inni opowiadają, że targał dzieci za uszy tak mocno, że potrafił je poobrywać.

      - Teraz wychodzi, jakiego kata żeśmy we wsi trzymali - denerwuje
      się Kałamucki.

      We wsi nie będzie Bożego Narodzenia?

      - Ta tragedia przepełniła szalę goryczy. Dlatego nie oddamy
      kluczy do kościoła -zapewnia twardo Stanisław Gładysz, były sołtys Hłudna. -
      Jeśli hierarchia nie odwoła naszego proboszcza i nie przyśle nam innego księdza,
      to nie będzie ani pasterki ani mszy w Boże Narodzenia, bo księdza Kaszowskiego
      do naszego kościoła nie wpuścimy.

      - Jeszcze na święta chłopa mi zamkną - martwi się jego żona,
      Małgorzata.
      - We wsi jest tak, jakby Bożego Narodzenia nie miało być - Ola, młoda mieszkanka
      Hłudna nie może pogodzić się z takimi świętami.

      Po niedzielnej spowiedzi przedświątecznej pani Agata, matka
      najlepszego kolegi Bartka, poszła do księdza. Bo w czasie spowiedzi zapytał jej
      syna, czy nie czuje się winny za śmierć Bartka.

      - To była chyba sugestia, że mój syn razem z Bartkiem go
      okradali - uważa matka. - Powiedziałam mu, żeby dał mojemu synowi spokój, bo
      jedno dziecko już zniszczył. Kazał mi wyjść.
      W zeszły czwartek Rada Parafialna i mieszkańcy wsi spotkali się
      z księdzem dziekanem z Dekanatu w Dynowie. - Wyszło na to, że to my robimy
      księdzu proboszczowi straszną przykrość. Dziekan uznał, że ksiądz postąpił
      słusznie, bo piąta przykazanie mówi "Nie kradnij” - mówi Gładysz.

      - Ludzie są strasznie na niego cięci. Jeszcze dojdzie do
      kolejnej tragedii - martwi się mieszkaniec Hłudna.

      W piątek w szkole miał być "opłatek”, ale dzieci zapowiedziały,
      że księdza na oczy nie chcą widzieć. - Na spotkaniu z dziekanem pani z Gminnego
      Ośrodka Pomocy Społecznej powiedziała, że uczniowie z klasy Bartka w rozmowie z
      psychologiem mówili o księdzu z taką nienawiścią, że są małe szanse na
      odbudowanie zaufania - dodaje były sołtys.

      - Jak możemy pozwolić,
    • Gość: a o.o. Kapusie IP: *.chello.pl 13.02.08, 21:14


      8334 księży, zakonników, zakonnic i aktywistów kościelnych – tyle
      liczyła agentura antykościelnego pionu SB w szczytowym pod tym
      względem roku 1984*. Oznaczałoby to, że po stanie wojennym prawie co
      trzecia osoba duchowna w tej lub innej formie współpracowała z SB. W
      1984 r. – w rok po drugim pobycie papieża w Polsce – raczej władza
      bała się Kościoła i zabiegała o jego względy niż na odwrót.(..)
      W odróżnieniu od oficerów SB ich tajni współpracownicy – księża –
      trwale oszukiwali otoczenie, byli dwulicowi, zakłamani, przyczajeni,
      zdradzieccy. Ich publiczne role sprzeczne były z rzeczywistymi. Ta
      zdradziecka hipokryzja wzbudza niechęć. Takie są normalne,
      samoobronne odruchy moralne ludzi, że brzydzi ich udawanie (..)
      Biskupi wzywając do silniejszego potępienia kaperujących niż
      skaperowanych stają w kolizji z potocznymi odruchami moralnymi.
      Czynią tak dla korzyści swojej firmy. Pogląd episkopatu, że esbecy
      byli oprawcami, a donoszący im duchowni ofiarami represji, byłby
      trafny, ale wobec epoki stalinowskiej (do 1956 r.). Władza wtedy
      więziła, męczyła, budziła grozę, wymuszała kolaborację. W
      przywołanej już dokumentacji IPN czytamy (str. 65), jak SB
      wynagradzała swoich księży: Tajni współpracownicy mogli liczyć na
      drobne upominki (saszetka, parasol, zegar kominkowy, paczki
      delikatesowe) lub większe prezenty (lodówki, pralki, radia,
      magnetofony), a także na ułatwienia – zgodę na wyjazd za granicę,
      kasację podatków itp. Interesujący jest przypadek tajnego
      współpracownika o pseudonimie „Jesion” – księdza z województwa
      katowickiego, który 1 grudnia 1988 r. otrzymał 11 500 zł jako zwrot
      za zakup książki „Listy pasterskie Prymasa Polski oraz Episkopatu za
      1975–1981” i kwartalnika „Znaki Czasu”. W grę wchodziła także pomoc
      w karierze zawodowej, realizacji ambicji naukowych (dok. nr 98) czy
      załatwieniu innych spraw. Okazją do wynagradzania były urodziny,
      imieniny, dzień nauczyciela (z funduszu „O” jeden z księży otrzymał
      wiązankę kwiatów na urodziny, inny książkę na imieniny, a tajny
      współpracownik „Wiktoria” kwiaty i bransoletkę ze srebra za
      współpracę w IV kwartale 1988 r. oraz z okazji urodzin).W latach 60.
      księża dostawali jednorazowo od SB 300 do 700 zł (czyli pół płacy
      minimalnej lub całą), paczki żywnościowe, kupony na ubrania czy
      sutannę. Niekiedy większą rolę niż pieniądze i prezenty odgrywały
      motywy patriotyczne. Apelowano o lojalność wobec państwa.Pewien
      wybitny potem biskup, pseudonim Ignacy, w 1965 r. pokwitował odbiór
      80 tys. lirów (około 80 dolarów). Między innymi w czasie soboru
      dostarczał protokoły rzymskich zebrań polskiego episkopatu.Jak
      podaje „Życie Warszawy” opierając się na dokumentacji IPN, ogólnie
      znany ksiądz profesor, pseudonim Jankowski, w zamian za donosy na
      przełożonych i na polityków opozycji dostawał paszport, pokwitował
      też wywiadowi polskiemu 128 dolarów premii.Długoletni agent
      mieszkający w Rzymie 20 razy kwitował pieniądze. W rozmowie z
      Piotrem Najsztubem (1 maja 2005 r., Onet.pl) tłumaczył się, że tylko
      potwierdzał służbowe wydatki swego współbiesiadnika. Obiecywano mu
      też zwiększenie nakładu czasopisma, które redagował. Obietnicy nie
      spełniono.Niedoszłego metropolitę warszawskiego zdaniem „Gazety
      Polskiej” (z 3 stycznia 2007 r.) skuszono obietnicą pomocy w
      karierze naukowej. Z innych źródeł wiadomo, że wśród marchewek była
      też pomoc pieniężna.Krakowski infułat dostawał od SB kawę, koniak,
      raz markowe wieczne pióro, kwiaty, album o Krakowie („Newsweek” z 14
      stycznia 2007 r.). Tygodnik ten podaje też, że agentów kuszono
      obiecując np. materiały budowlane czy pomoc w załatwianiu
      sprowadzenia z zagranicy samochodu.Stosowaną wobec księży marchewkę
      scharakteryzować można tak: Służba Bezpieczeństwa, a także wywiad
      nie były hojne, ale ich współpracownicy w sutannach zadowalali się
      byle czym.Częstym motywem współpracy księży z SB była obietnica
      wsparcia ich przez policję polityczną w konfliktach personalnych
      wewnątrz instytucji kościelnych. Kler tworzy zamknięty,
      zhierarchizowany krąg zawodowy, z którego nie ma dokąd odejść.
      Intrygi podjazdowe są w takich środowiskach częste i pełne
      zawziętości, gdyż zależność od przełożonych jest bardzo silna.
      Kij
      A oto te represje, przy użyciu których – zdaniem episkopatu – SB
      zmuszała do współpracy.Skłaniając księży do donoszenia ludzie SB za
      odmowę współpracy najczęściej grozili niewydaniem paszportu.
      Przyszły bp Tadeusz Pieronek odmówił, a mimo to paszport dostał.
      Podobnie późniejszy prymas Glemp. Powiedział on (jak twierdzi): Wy
      jesteście od tego, żeby mnie zgnoić. Ja od tego, żeby się nie dać. Z
      życiorysu wynika, że paszport mimo to otrzymywał. Wobec przyszłego
      kardynała Macharskiego paszportową groźbę spełniono, ale był to rok
      1950 i mało kto go wówczas dostawał (wywiad ks. Tadeusza
      Macharskiego dla „Tygodnika Powszechnego” z 22 stycznia 2007
      r.).Werbując innego późniejszego dygnitarza kurii krakowskiej
      grożono mu, że w razie odmowy nie skończy studiów albo ojciec straci
      swój zakład garbarski – podaje „Newsweek” z 14 stycznia 2007 r.
      Tygodnik twierdzi, że pewien krakowski prałat-kurialista, któremu
      nadano pseudonim Junak, nie został zwerbowany w 1979 r., choć
      wykorzystano przy tym zeznania związane ze skandalem, w jaki miał
      zaplątać się duchowny. Na czym polegał skandal, czym więc mu
      grożono – nie wiadomo. O spełnieniu gróźb ani „Newsweek” nie pisze,
      ani nie świadczy o tym dalsza kariera kościelna Junaka.„Dziennik
      Online” z 8 grudnia 2006 r. opowiada o podhalańskim księdzu,
      pseudonim Ewa, zwerbowanym na podstawie kompromitujących materiałów
      i przy wykorzystywaniu konfliktu, jaki miał z kurią. Rodzaju
      nacisków nie skonkretyzowano. Autorzy nie podają, czy groźby
      skompromitowania księdza spełniono.Miesięcznik „Więź” (nr 7–8 z 2006
      r.), omawiając słynną wówczas sprawę wybitnego księdza mają-cego w
      SB pseudonim Jankowski, pisze o szantażu zastosowanym wobec niego w
      1956 i w 1960 r. Ale nie podaje, na czym ten szantaż polegał.
      Miesięcznik twierdzi zaś, że ów wybitny ksiądz był człowiekiem
      uwikłanym w sieć szantażu i fałszywych obietnic. Po podaniu
      informacji tak ogólnikowej autorzy powiadają, że czytając akta
      dostrzegają potężny mechanizm systemu komunistycznego, który
      cynicznie i z premedytacją używał ludzi do swych własnych celów
      niszcząc ich moralnie i duchowo. Na czym miałaby polegać potęga
      systemu, cynizm i niszczenie – tego się nie dowiadujemy. Bluzganie
      zamiast faktów o tym, jak zmuszano do 24-letniej współpracy
      nieszczęsną rzekomo ofiarę SB.W obrębie IV Departamentu SB
      zajmującego się Kościołem lęgły się, jak wiadomo, inicjatywy
      przestępcze. Najbardziej drastyczne było zabójstwo ks. Popiełuszki
      osądzone w połowie lat 80. Wszystkie jednak znane dziś dowody
      przestępstw, a także niepotwierdzone podejrzenia dotyczą poczynań
      ludzi z SB wobec księży aktywnych jako opozycjoniści polityczni. W
      dokumentacji nie ma natomiast ani jednego śladu zastraszania
      terrorem duchownego z tego tylko powodu, że odmówił donoszenia do SB.
      Szantaż
      Wszyscy lustratorzy zarzucają Służbie Bezpieczeństwa werbowanie przy
      użyciu szantażu. Dzisiejszy biskup, a ówczesny ksiądz z diecezji
      katowickiej w 1979 r. wiózł dla swojego biskupa szynki kupione w
      Baltonie – podaje „Gazeta Wyborcza” w portalu internetowym (3
      listopada 2006 r.). SB zagroziła, że ujawni, iż handluje deficytowym
      towarem. Jest to jedyny konkretny przejaw szantażu, jaki znaleźliśmy
      w obfitej dokumentacji o werbowaniu księży. Ów ksiądz nie handlował
      bowiem szynkami, a SB groziła, że go w to wrobi.Dr Dorota
      Gałaszewska-Chilczuk z IPN tak mówi „Kurierowi Lubelskiemu” (z 11
      • Gość: a Re: c.d. , o.o. Kapusie IP: *.chello.pl 13.02.08, 21:27


        Dr Dorota Gałaszewska-Chilczuk z IPN tak mówi „Kurierowi
        Lubelskiemu” (z 11 stycznia 2007 r.) o agenturze na KUL: W
        większości przypadków werbunków na KUL stosowano szantaż.
        To była najbardziej skuteczna metoda w przypadku tej uczelni.
        Dlaczego? Trzeba pamiętać, że KUL znajdował się w specyficznej
        sytuacji. Na przełomie lat 40. i 50. władze odebrały uniwersytetowi
        prawo przyznawania stopni naukowych. SB nakłaniając do współpracy
        gwarantowała, że kariera naukowa takiej osoby ruszy z kopyta. Że
        otrzyma ona stypendium zagraniczne, a może nawet zostanie jej
        odblokowany stopień naukowy. Z tej perspektywy trudno się komuś
        dziwić, że decydował się na współpracę.Obietnice wsparcia, pomocy,
        udzielenia protekcji w kręgu IPN nazywa się więc szantażem.
        W zbiorze opracowań instytutu pt. „Aparat represji w Polsce Ludowej
        1944–1989” (1/3 2006) na str. 294 nazywa się szantażem następujący
        sposób zwerbowania księdza o pseudonimie Stanisław: milicja
        zatrzymała go za wykroczenie drogowe i skierowała sprawę do
        kolegium – instancji, która się tym zajmowała. Zabrano mu prawo
        jazdy i groził mu powtórny egzamin. SB werbując obiecała, że sprawy
        nie będzie, prawo jazdy mu się zwróci bez egzaminu. Ksiądz się
        zgodził na transakcję i brał potem wynagrodzenie.Ksiądz mający
        pseudonim Franciszek (vide cytowany już „Newsweek”) korzystał z
        protekcji SB przy sprowadzaniu sobie auta volvo 340 z zagranicy.
        Często Służba Bezpieczeństwa obiecywała legalizację budowy kościołów
        bez pozwolenia, niekaranie za kupowanie na lewo materiałów bu-
        dowlanych (np. w podkrakowskich Mydlnikach i w Chramcówkach).
        Obiecywano też, że celnicy przymkną oczy na przemyt dewocjonaliów na
        handel (ibidem). Niezwerbowanemu mimo starań pracownikowi
        krakowskiej kurii, pseudonim Rajdowiec, obiecywano umorzenie kary za
        nielegalne przekroczenie granicy.Biskupi, IPN, politycy rządzący i
        prawicowi publicyści bezzasadnie nazywają grożeniem, represjami,
        szantażem opisane tu formy nacisku werbowników. Chronienie przed
        karami należnymi w świetle ówczesnego prawa uznawać należy za
        obietnicę korzyści, kuszenie nagrodą, a więc za marchewkę. Szantaż
        to są np. groźby ujawnienia czegoś złego, o czym przełożeni księdza
        nie wiedzą. Albo grożenie tym, że się spreparuje nieprawdziwe
        zarzuty. Nie zaś odpuszczanie występków prawnie
        zakazanych.Rozsławiony przez lustratorów długoletni płatny agent
        pracujący w Rzymie w rozmowie z red. Piotrem Najsztubem żali
        się: ...chwyta się ofiary, a przecież agenci, ci co byli wysyłani,
        żeby złapać, siedzą sobie spokojnie i pensję biorą czy emeryturę.
        Ale ojciec czuje się ofiarą? – pyta Najsztub. – Oczywiście, że tak,
        jeszcze jak. Równie dobrze złodziej sklepowy mógłby twierdzić, że
        winne są reklamy, którymi skuszono go, biednego. Mąż zaś mógłby
        mówić, że byłby wierny żonie, gdyby go kobiety nie kokietowały.W
        taki to sposób obietnice korzyści stają się szantażem.
        Funkcjonariusze PRL łamiący prawo wyłącznie na korzyść werbowanych
        określani zostają jako główni winowajcy. Zwerbowani księża
        przyjmujący z byle powodu rolę dwoistą, zdradziecką wobec swego
        otoczenia przedstawieni są zaś jako ofiary werbowników.Z całej
        ujawnionej dotychczas obfitej już dokumentacji o werbowaniu księży
        wynika, że księża kapusie udzielili zgody na współpracę w zamian za
        drobne korzyści. Po 1956 r. nie dręczono ich ani nie grożono przy
        werbunku niczym strasznym. Brakuje śladów spełniania przez SB innych
        gróźb niż odmowa paszportu, a i to nie zawsze. Odmówienie współpracy
        niczym więc poza pozostaniem w kraju nie groziło, a przytłaczająca
        większość ludzi, jeśli nie miała poza Polską rodziny, ze względów
        dewizowych nie wyjeżdżała wówczas za granicę. Tak więc kłamstwem
        zajeżdża dokonywana dziś przez środki przekazu heroizacja księży,
        którzy odmawiali kapowania. Podobnie jak satanizacja ich kusicieli.

        * Instytut Pamięci Narodowej „Metody pracy operacyjnej aparatu
        bezpieczeństwa wobec kościołów i związków wyznaniowych 1945–1989”,
        Warszawa 2004.

        Dorota Jagodzińska - Lasota
        • Gość: Oldtimer Re: Czarny obraz czarnych. IP: *.krak.tke.pl 15.02.08, 11:08
          Coraz ostrzejsze wypowiedzi niejakiego pieronka, zatrudnionego na
          etacie biskupa, świadczą o żądzy czarnych do zawłaszczania coraz to
          nowych dziedzin życia. Post "lingwisty" o bpie sandomierskim,
          wskazującym na "jedynie słuszny" zakład pogrzebowy w gminie pysznica
          skąd pochodzi kolejny geniusz podkarpacki, wójt cholewka, dowodzi
          jasno , że kler rości sobie prawo do decydowania o nas od poczęcia
          do śmierci,od in vitro do kremacji. Sic transit gloria mundi w
          katolandzie.
          • Gość: mixer Re: Czarny obraz czarnych. IP: *.ols.vectranet.pl 01.04.08, 15:34
            Czarny obraz czarnych nie zmienia się od wieków. Jest to środowisko
            niereformowalne w swym zadufaniu "bożego zastępstwa" w walce o
            należną mamonę.
            • edico Re: Pasterz z nadwyżką charyzmy 02.04.08, 00:44
              Warto przeczytać:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21155&w=29439239&a=29439239
    • edico Porażka czy klęska moralności katolickiej??? 16.02.08, 15:06
      Glemp zajmował się kundlami a bp Pieronek fauną nieco podlejszego gatunku
      twierdząc, że "Psy i szczury wrócą do nor"
      dziennik.pl/polityka/article123376/Bp_Pieronek_Psy_i_szczury_wroca_do_nor.html
      • Gość: mark Re: Chamstwo elyty polskiego Kościoła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.08, 18:40
        W wywiadzie dla Dziennika Pieronek był "łaskaw" powiedzieć:

        [...]"gdy zmarł Jan Paweł II, który miał duży wpływ moralny na polskie
        społeczeństwo, kiedy wszystkie psy i szczury opuszczają swoje kryjówki i idą na
        polowanie."
        azraelk.wordpress.com/category/kosciol/
        • edico Re: Chamstwo elyty polskiego Kościoła 19.02.08, 19:10
          Ludzie którym pali się grunt pod nogami, stają się agresywni i chamscy. W tym
          wypadku jak u szczura zagonionego w kąt. Kościół widzi, że grunt usuwa mu sie z
          pod nóg.

          W Polsce po raz pierwszy ślubów kościelnych było mniej niż
          cywilnych, a w dużych miastach ta proporcja zbliża się jak 1:2, więc to ma sie
          czego bać.

          Być może Pieronek uznał, że droga Ojca Muchomora jest słuszna - trzeba być
          agresywnym, by zostać zauważonym. Taki syndrom oblężonej twierdzy. Co prawda
          tych oblężonych jest jeszcze spora grupka, ale mury się kruszeją a dezercje są
          coraz powszechniej występujące.

          Zdają sobie sprawę że przegrywają i że z kompromisami przy dotychczasowej
          postawie będzie coraz trudniej, o ile będą jeszcze możliwe.
          • Gość: mark Samo życie ludzi kościoła :)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.08, 19:36
            • Zakonnica wynosiła kosmetyki. Ochrona wezwała przeoryszę. - Córko! Diabeł cię
            opętał? - spytała. A zakonnica: - Nie, matko przełożona, to Pan Bóg mnie opuścił.

            • Ksiądz próbował ukraść zestaw długopisów. Tłumaczył się, że ma biedną
            parafię. W końcu zapłacił i wręczył ochroniarzom po świętym obrazku.
            www.ceo.org.pl/portal/epio_dokument?docId=35447
            • Gość: mark Re: "Błogosłswiona" krytyka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.08, 20:35
              Kościół katolicki w Hiszpanii wykonał kolejny krok w długiej walce z rządem José
              Luisa Rodrigueza Zapatero. Konferencja Episkopatu pośrednio wezwała wiernych do
              głosowania przeciwko socjalistom w wyborach parlamentarnych zaplanowanych na 9
              marca.
              wiadomosci.onet.pl/1468351,240,1,blogoslawiona_krytyka,kioskart.html
              • Gość: kazik Re: "Błogosłswiona" krytyka IP: *.mammothnetworks.com 19.02.08, 21:10
                wiec gdzie w tym kosciele jest PRAWDA BIBLIJNA,gdzie wyrazy przykladu
                Jezusa neutralnosci?
                zamiast ludziom glosic i wyjasniac temat Krolestwa Bozego,to tylko
                im w glowie wladza i panowanie.czyli nic innego jak w Biblii
                wspomniany Babilon Wielki.
                szczerzy ludzie,zajrzyjcie do Biblii,rozdzialy 17,18 i pomyslcie.
                • edico Ukryty grzech kościoła 15.03.08, 17:32
                  Wiedziało o tym wielu księży, trzech biskupów. Latami straszna prawda nie mogła
                  zostać ujawniona - reportaż o tym jak kościół katolicki ukrywał aferę pedofilską
                  w Szczecinie w poniedziałek w Gazecie Wyborczej (dodatek Duży Format).

                  Ksiądz Andrzej, dyrektor ogniska dla trudnej młodzieży w Szczecinie, obwiniany o
                  pedofilię. Ludzie, którzy domagali się ustalenia prawdy, przez 13 lat słyszeli:
                  nie działajcie na szkodę Kościoła.

                  "Przyszedłem do ogniska w 1992 r. Miałem 15 lat. Ks. Andrzej zaprosił mnie do
                  pokoju. Zaczął mnie obmacywać, dotykać po genitaliach, nakłaniał, żebym ja też
                  go dotykał (nie zrobiłem tego, leżałem bezsilnie). Doprowadził mnie do orgazmu.
                  Kiedy wstałem, kazał siebie uderzyć, bo mnie skrzywdził". To jedno z wyznań
                  podopiecznych Ogniska św. Brata Alberta w Szczecinie. Sprawcą wykorzystywania
                  miał być ks. Andrzej, założyciel i wtedy dyrektor ogniska. Chłopcy zwierzyli się
                  wychowawcom, oni zaś w 1995 r. poinformowali bp. Stanisława Stefanka, któremu
                  podlegała oświata w archidiecezji. Nie uznał ich relacji za wiarygodne. Nie
                  porozmawiał z żadnym z chłopców.


                  - Nie miałem takiego zlecenia od księdza arcybiskupa - mówi nam bp Stefanek,
                  dziś ordynariusz łomżyński. Rozgoryczeni wychowawcy poprosili o pomoc dwóch
                  zakonników. Przyjął ich zwierzchnik Stefanka abp Marian Przykucki. - Powiedział,
                  że boleje nad sprawą i pomoże w rozwiązaniu - wspomina jeden z zakonników.

                  Wychowanek ogniska: Umarło mi pół duszy

                  Ale arcybiskup zaufał osądowi bp. Stefanka i nie kazał sprawy dalej badać.
                  Odsunął ks. Andrzeja od pracy w ognisku, ale wiosną 1996 r. powierzył mu nadzór
                  nad szkołami katolickimi w Szczecinie. Potem ks. Andrzej kierował Liceum
                  Katolickim w Szczecinie, przewodniczył Stowarzyszeniu Szkół Katolickich.
                  Wychowawcy nie dali za wygraną. W 2003 r. ich zeznania i relacje ofiar spisał
                  dominikanin Marcin Mogielski. Jego zwierzchnik o. Maciej Zięba przekazał je
                  obecnemu arcybiskupowi szczecińsko-kamieńskiemu Zygmuntowi Kamińskiemu.
                  Metropolita zajął się sprawą dopiero, gdy wychowawcy zasugerowali, że pójdą do
                  prokuratury. Sąd biskupi przesłuchał tylko dwóch pokrzywdzonych. Ks. Andrzej
                  został odsunięty od oświaty dopiero w 2007 r. Mówi nam, że naciskał na to
                  senator Jarosław Gowin (dziś poseł PO).

                  Ks. Andrzej: - W życiu takich rzeczy nie robiłem. Chce odzyskać nadzór nad
                  diecezjalnym szkolnictwem.

                  Czterej chłopcy, którzy go oskarżyli, są już dorośli. Ryszard próbuje ułożyć
                  sobie życie: - Ale każde wspomnienie o ks. Andrzeju cofa mnie z tej drogi. Eryk
                  wyjechał z Polski. Mówi, że połowa duszy mu umarła, a pustka po niej boli w
                  rozdzierający sposób. Postępowanie przed sądem biskupim ma zakończyć się w
                  połowie roku.

                  Ojciec Mogielski: Nikt nie chciał słuchać ofiar

                  - Szczęść Boże. Nazywam się Marcin Mogielski. Jestem dominikaninem. To ja w 2003
                  r. spisałem świadectwa wykorzystywania seksualnego wychowanków Ogniska św. Brata
                  Alberta. Zrobiłem to, by przedstawić je abp. Kamińskiemu, metropolicie
                  szczecińsko-kamieńskiemu. Nie miałem wątpliwości, że postępuję słusznie.
                  Dlaczego? Odpowiem tak jak arcybiskupowi, który pytał, jakim prawem prowadzę
                  śledztwo w jego diecezji: prawem miłości bliźniego i wierności Ewangelii. Od
                  1991 r. ognisko miało nieść pomoc młodzieży z rodzin patologicznych. Dla wielu
                  młodych miało stać się namiastką domu. Obiecałem im, że doprowadzę sprawę do końca.

                  Ten, kto nigdy nie został zbrukany, może mieć tylko mętne pojęcie o takim
                  dramacie. Ale ja zbrukany zostałem. Miałem 18 lat. Czułem wstyd i upokorzenie.
                  Odrazę do samego siebie, do swojego ciała, tak jakbym to ja zrobił coś złego.
                  Dlatego nie byłem w stanie włączyć się od początku w pomoc chłopcom z ogniska.
                  Nie byłem gotów stanąć przed nimi i wysłuchać opowieści o koszmarach, których i
                  ja doświadczyłem. Gdy wreszcie zacząłem działać w imieniu skrzywdzonych, szybko
                  stałem się celem ataku. Użyto wiedzy, że byłem wykorzystany seksualnie.

                  Jestem duszpasterzem akademickim w Warszawie. Nie wiem, jak moje wyznanie
                  przyjmą ludzie, którym niosę Słowo Boże. Wybaczcie. Musiałem to wszystko
                  powiedzieć, bo w tak dramatycznych sytuacjach porządny człowiek nie może udawać,
                  że nic się nie stało. I nie ma tu nic do rzeczy wiara, pozycja, zasługi dla
                  Kościoła, dla społeczeństwa. Wystarczy ludzki odruch - pochyl się nad cierpieniem.

                  Wierzyłem, że abp Kamiński wszystko wyjaśni. Przed nim zadania nie podjął jego
                  poprzednik - abp Przykucki i bp Stefanek. Nikt nie chciał słuchać ofiar, nikt
                  nie próbował im pomóc. A ludziom, którzy dążyli do wyjaśnienia sprawy,
                  powtarzano: nie działajcie na szkodę Kościoła - mówi Gazecie Wyborczej
                  dominikanin Marcin Mogielski.

                  Reportaż o strasznej historii ze Szczecina w poniedziałek w Gazecie Wyborczej.
                  (Roman Daszczyński, Paweł Wiejas)
                  ***

                  Jeżeli znacie inne historie zamiatane przez Kościół pod dywan, piszcie do nas:
                  grzechwkosciele@gazeta.pl
                  Źródło: Gazeta Wyborcza
                  www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5004980.html
                  (Video do wglądu)
                  • edico Tajemnica biskupiego pamiętnika 15.03.08, 18:24
                    Metropolita lubelski abp Życiński przyznał dziś, że docierały do niego
                    oskarżenia wobec księży o molestowanie seksualne.

                    Odniósł się w ten sposób do ujawnionej w poniedziałek przez "Gazetę Wyborczą”
                    afery pedofilskiej w Szczecinie, w którą zamieszany był ks. Andrzej, założyciel
                    i dyrektor ogniska dla trudnej młodzieży. O sprawie przez 13 lat miało wiedzieć
                    trzech biskupów i wielu księży.

                    - Miałem dwa czy trzy przypadki, gdzie kierowano do mnie oskarżenia o działania
                    konkretnych księży, podjęliśmy działania natychmiastowe i okazało się, że
                    oskarżenia były bezpodstawne - powiedział metropolita lubelski Józef Życiński.

                    - Miałem także sytuacje, gdy formułowane oskarżenia potwierdziły się i szybkie
                    działanie wykluczyło atmosferę sensacji wokół tego. Ale nie wiem, czy
                    obowiązkiem było wtedy nagłaśniać i informować o każdym szczególe. Naszym celem
                    jest ochrona godności każdego człowieka i troska o elementarną sprawiedliwość.
                    Natomiast tworzenie klimatu sensacji, skandalu jest już czymś, co nie mieści się
                    w zadaniach Kościoła.

                    "- Obowiązkiem biskupa nie jest występować w roli pomocnika czy asystenta
                    prokuratora, ale dawać świadectwo prawdzie i uczciwości." (PAP, MAG)
                    www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080312/LUBLIN/579682331
                • Gość: Ed Prawda biblijna w wydaniu katolickich sług bożych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.08, 15:43
                  Gość portalu: kazik napisał(a):

                  > wiec gdzie w tym kosciele jest PRAWDA BIBLIJNA,gdzie wyrazy
                  > przykladu Jezusa neutralnosci?
                  Św. Hieronim jasno postawił sprawę twierdząc "Wolno jest kłamać ludziom, nawet w
                  sprawach religii, oby tylko oszustwo przyniosło owoce".
                  Wyrazy prawdy i neutralności - o których wspominasz wynikają wprost z Biblii. W
                  ewangelii Mateusza (19:27) czytamy":
                  - "Nieprzyjaciół zaś moich, tych, którzy nie chcieli, żebym nimi rządził,
                  przyprowadźcie tu i zabijcie na moich oczach."


                  > zamiast ludziom glosic i wyjasniac temat Krolestwa Bozego,to tylko
                  > im w glowie wladza i panowanie.czyli nic innego jak w Biblii
                  > wspomniany Babilon Wielki.
                  Tak było niestety Kaziu od samego początku. Przeanalizuj proszę historię, jak to
                  pozostawieni przez Chrystusa apostołowie przystąpili do głoszenia jego nauk.
                  Punktem wyjścia stało się stworzenie organizacji do zbierania mamony.

                  > szczerzy ludzie,zajrzyjcie do Biblii,rozdzialy 17,18 i pomyslcie.
                  Nie wątpię, że są jeszcze szczerzy ludzie w tym Kościele a także sporadycznie
                  można znaleźć i księży, których kręgosłup moralny wcale nie musi być podpierany
                  spuścizną po papieżu Aleksandrze VI (1492-1503).

                  Pozdrawiam
    • Gość: w biskupi IP: *.chello.pl 18.02.08, 10:47
      Biskupi - wsiok na wsioku
      Autor: kakareich 17.02.08, 18:38
      Dodaj do ulubionych Skasujcie
      Odpowiedz

      wg miejsca urodzenia:
      Balcerek Grzegorz -Grodzisk Wlkp
      Ziółek Władysław - wies Komorniki k. Wolborza
      Zimowski Zygmunt-Kupienin k.Mędrzechowa
      Zimoń Damian- Niedobczyce
      Zimałek Marian -wies Maków, par. Skaryszew
      Ziemba Wojciech-Wampierzow
      Życiński Józef-Nowa Wies koło Piotrkowa Trybunalskiego
      Bagiński Jan - Kamionka
      Zawitkowski Józef - Wał, par. Żdżary
      Zając Jan -Libiąż
      Wysocki Józef-Jartypory
      Wilski Teofil -Skubarczew
      Wieczorek Jan-Bodzanowice
      Tyrawa Jan-Boguszow-Gorce
      Tomasik Henryk-Łukow
      Tokarczuk Ignacy-w Łubiankach Wyższych k. Zbaraża
      Świerzawski Wacław -w Złoczowie w Archidiecezji Lwowskiej
      Śrutwa Jan-we wsi Majdan Górny w parafii Tomaszów Lubelski
      Śliwiński Andrzej-w Werblini koło Pucka
      Szkodoń Jan -w Chyżnem
      Szal Adam -w Wysokiej k. Łańcuta
      Styrna Jan -w Przyborowie
      Stobrawa Paweł-w Zborowskiem
      Stefanek Stanisław-w Majdanie Sobieszczańskim
      Socha Paweł-w Wojsławicach, pod Radomiem
      Skworc Wiktor-w Rudzie Śląskiej - Bielszowicach
      Skucha Piotr-w Łaganowie
      Siczek Stefan-w Siczkach koło Radomia
      Ryczan Kazimierz-w Żurawicy,
      Romaniuk Kazimierz -w Hołowienkach k. Sokołowa
      Regmunt Stefan-w Krasnymstawie
      Rakoczy Tadeusz-w Gilowicach koło Żywca
      Pylak Bolesław-w Łopienniku
      Pikus Tadeusz -we wsi Zabiele
      Pieronek Tadeusz-we wsi Radziechowy koło Żywca
      Pazdur Józef -w Woli Skrzydlańskiej
      Ozorowski Edward-w Wólce-Przedmieście koło Białegostoku.
      Orszulik Alojzy -w Baranowicach, par. Żory
      Nycz Kazimierz-w Starej Wsi koło Oświęcimia
      Nowak Stanisław -w Jeziorzanach
      Nossol Alfons-w Brożcu (diecezja opolska)
      Napierała Stanisław-w Kalwach
      Muszyński Henryk-w Kościerzynie
      Miziński Artur-w Opolu Lubelskim
      Michalik Józef-w Zambrowie (diecezja łomżyńska)
      Mering Wiesław-w Żukowie koło Gdańska
      Mazur Jerzy-w Hawłowicach
      Mazur Jan-w Połoskiem
      Martyniak Jan -w Spasie koło Starego Sambora
      Marcinkowski Roman-w Szczutowie
      Małysiak Albin-w Koconiu, parafia Ślemień,
      Leszczyński Mariusz-w Horyńcu
      Kusz Gerard-w Dziergowicach
      Kupny Józef-w Dąbrówce Wielkiej
      Kruszyłowicz Marian-w Gliniszczach
      Krupa Piotr-w Braciejowej (diecezja tarnowska)
      Kędziora Stanisław -w Seligowie (Parafia Pszczonów, Diecezja Łowicka)
      Kasyna Ryszard-w Nowym Stawie
      Karpiński Ryszard-w Rudzienku,
      Kamiński Zygmunt-we Wzgórzu-Bełżycach
      Kamiński Romuald-Janówce w diecezji ełckiej
      Jarecki Piotr-w Sierpcu na terenie diecezji płockiej
      Janiak Edward-w Malczycach
      Gurda Kazimierz-w Książnicach Wielkich
      Gulbinowicz Henryk-w Szukiszkach,
      Gołębiewski Marian -w Trzebuchowie nieopodal Koła
      Gocłowski Tadeusz-w Piskach
      Głódź Sławoj Leszek-w Bobrówce (Arch. Białostocka)
      Gębicki Stanisław -w Witkowie, (powiat Lipno, parafia Zaduszniki,
      diecezja włocławska)
      Gądecki Stanisław-w Strzelnie
      Gałecki Jan -w Zalesiu
      Frankowski Edward-Kępa Rzeczycka k. Stalowej Woli
      Fortuniak Zdzisław-w Wieszczyczynie koło Śremu
      Dziwisz Stanisław-w Rabie Wyżnej
      Dzięga Andrzej-w Radzyniu Podlaskim
      Dydycz Antoni-w Serpelicach
      Duś Marian-w Róży, w Diecezji Tarnowskiej
      Depo Wacław-w Szydłowcu k/Radomia
      Dembowski Bronisław-w Komorowie, powiat Ostrów Mazowiecka
      Dec Ignacy -w Hucisku koło Leżajska,
      Cisło Mieczysław-w Niemirówku (parafia Krasnobród, diec. zamojsko-
      lubaczowska)
      Cieślik Paweł -w Czernicach na ziemi złotowskiej.
      Cichy Stefan-w Przyszowicach
      Budzik Stanisław-w Łękawicy k. Tarnowa
      Bronakowski Tadeusz-pochodzi z parafii Studzieniczna, obecnie
      parafia Kolnica
      Bobowski Władysław-w Tropiu
      Bernacki Gerard -w Książenicach
      Białogłowski Edward-w Rzeplinie
      • edico Re: biskup i to w polskokatolickim kościele :)) 18.02.08, 17:02
        www.polonica.net/Lista_zydow_w_zniewalanej_Polsce.htm

        - Józef Glemp - Prymas Polski - pochodzenie żydowskie - jego brat nazywa sie
        Glemb, komunista, PZPR-owski pułkownik LWP, w 1989 r. kandydował z listy PZPR
        - Bronisław Dąbrowski - Arcybiskup - pochodzenie żydowskie -
        - Tadeusz Gocławski - Arcybiskup - pochodzenie żydowskie -
        - Józef Kowalczyk - Arcybiskup - pochodzenie żydowskie -
        - Franciszek Macharski - Finkelstein - Kardynał - pochodzenie żydowskie -
        doceniony przez żydomasonerię, odznaczony "Orderem Oficera Legii Honorowej"
        - Józef Michalik - Arcybiskup - pochodzenie żydowskie -
        - Henryk Muszyński - Jaks - Arcybiskup - pochodzenie żydowskie -
        - Kazimierz Nycz - Arcybiskup - pochodzenie żydowskie -
        - Edmund Piszcz - Arcybiskup - pochodzenie żydowskie -
        - Marian Przykucki - Arcybiskup - pochodzenie żydowskie -
        - Bolesław Pylak - Arcybiskup - pochodzenie żydowskie -
        - Jerzy Stroba - Arcybiskup - pochodzenie żydowskie -
        - Ignacy Tokarczuk - Arcybiskup - pochodzenie żydowskie -
        - Stanisław Wielgus - Arcybiskup - narodowość polska - nienawistnie atakowany
        przez żydo-media
        - Wojciech Zięba - Arcybiskup - pochodzenie żydowskie -
        - Damian Zimon - Arcybiskup - pochodzenie żydowskie -
        - Władysław Ziółek - Arcybiskup - pochodzenie żydowskie -
        - Roman Andrzejewski - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Bohdan Bejze - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Jan Chrapek - Kohn - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Bronisław Dembowski - Winkiel - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Czesław Domin - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Edward Frankowski - Biskup - narodowość polska
        - Stanisław Gądecki - Hartmann - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Sławoj Leszek Głódź - Izaak Nowin - Biskup - pochodzenie żydowskie
        - Kazimierz Górny - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Władysław Jedruszów - Biskup - pochodzenie ukraińskie -
        - Zygmunt Kamiński - Biskup - narodowość polska
        - Piotr Libera - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Edward Materski - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Jan Mazur - Biskup - narodowość polska
        - Wiesław Mering - Biskup - pochodzenie żydowskie - agent SB, Tajny
        Współpracownik SB "Lucjan"
        - Stanisław Napierała - Biskup - narodowość polska
        - Alfons Nossol - Biskup - pochodzenie niemieckie -
        - Stanisław Nowak - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Alojzy Orszulik - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Juliusz Paetz - Biskup - pochodzenie żydowskie - pederasta, oskarzony o
        molestowanie klerykow,
        - Tadeusz Pieronek - Mosze Michlis - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        modernista, judaizator Kościoła Rzymsko-Katolickiego, członek powiązanej ze
        światową żydomasonerią i żydofinansjerą, żydomasońskiej i antypolskiej Fundacji
        im. Stefana Batorego" - fundacja założona w Nowym Jorku przez żyda, masona,
        spekulanta gieldowego George'a Sorosa, nowojorskiego finansistę (o węgierskim
        rodowodzie, stąd m.in. nazwa fundacji). W PRL została ona zarejestrowana w dniu
        7 maja 1988 roku w Sądzie Rejonowym Warszawa Praga. Były to czasy reżimu agenta
        sowieckiego Wojciecha Jaruzelskiego.
        - Tadeusz Rakoczy - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Kazimierz Romaniuk - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Tadeusz Rybak - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Edward Samsel - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Andrzej Suski - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Jan Szlaga - Biskup - pochodzenie niemieckie -
        - Stanisław Szymecki - Biskup - narodowość polska
        - Andrzej Śliwinski - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Adam Śmigielski - Biskup - narodowość polska
        - Jan Śrutwa - Biskup - pochodzenie ukraińskie -
        - Wacław Świerzawski - Biskup - narodowość polska
        - Szczepan Wesoły - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Jan Wieczorek - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Wojciech Zięba - Biskup - pochodzenie żydowskie -
        - Józef Życiński - Reiffstein - Biskup - pochodzenie żydowskie - modernista,
        judaizator Kościoła Rzymsko-Katolickiego

        Dla ciekawostki można podrzucić temat do dalszych badawczych dywagacji, ilu to
        spośród nich popiera kościół Rydzyka???

        Ze zdziwieniem nie znalazłem tutaj Zimonia. Być może jest to lista nie zupełnie
        aktualna lub też ma on pochodzenie marsjańskie pozostające poza sferą
        zainteresowań :))

        Generalnie rzecz biorąc głupoty są wszędzie bliźniaczo podobne ;))

        A to, że najbardziej nieudacznego potomka wysyłało się na księdza, w penych
        środowiskach jest starą tradycją
        • Gość: liska Re: biskup i to w polskokatolickim kościele :)) IP: *.aster.pl 12.03.11, 20:21
          Jestem spokrewniona z ks prymasem Józefem Kowalczykiem (od strony mamy-Kowalczykówny). Do czterech pokoleń wstecz wiem, że moja rodzina to Polacy- katolicy. Moi przodkowie, to rolnicy z okolic Zaborowa-powiatu brzeskiego w województwie krakowskim. Nic mi nie wiadomo o osobach pochodzenia żydowskiego w rodzinie. Zastanawia mnie zaś, skąd ktoś wziął taką niedorzeczną informację? Nie istnieją długie drzewa genealogiczne naszej rodziny, na których możnaby to sprawdzić, bo jak wspomniałam, moi przodkowie, to ubodzy chłopi- ojciec prymasa miał pole obok pola mojego pradziadka. Nikt w rodzinie na pewno też nigdzie się nie chwalił żydowskimi korzeniami, bo ich nie posiadamy... To przykre, że dla udowodnienia swoich politycznych tez, niektórzy posuwają się do kłamstwa. Gdy zobaczyłam tę listę, nie mogłam się powstrzymać przed skomentowaniem, bo to naprawdę oburzające, że nie tylko szarga się dobre imię mojej rodziny, ale i używa się go, aby kreować nienawiść, kształtować opinie ludzi dla własnych celów politycznych w tak nieuczciwy sposób.
      • Gość: kierczyńska Re: biskupi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.06.08, 22:59
        wymowne
    • edico Węcławski nie jest już katolikiem 18.02.08, 19:07
      Tomasz Węcławski, znany teolog (był członkiem Międzynarodowej Komisji
      Teologicznej w Rzymie), wystąpił z Kościoła. To jego definitywne rozstanie z
      Kościołem, po odejściu z kapłaństwa w marcu 2007 r. W oświadczeniu tłumaczył
      wtedy, że "po wieloletnim i gruntownym zastanowieniu doszedł do przekonania, że
      z racji sumienia nie powinien reprezentować instytucji i wspólnoty kościelnej".
      W obecności proboszcza parafii zamieszkania i dwóch świadków, dokonał aktu
      apostazji, czyli odstępstwa od Kościoła rzymskokatolickiego.
      serwisy.gazeta.pl/kosciol/1,64807,4864298.html
    • edico Ksiądz KRK skazany za pedofilię 18.02.08, 19:25
      Na 3,5 roku więzienia sąd skazał księdza KRK z Miechowa (powiat pucki) za
      pedofilię. Kapłan dopuszczał się czynności seksualnych z dziewczynką poniżej 15
      roku życia.
      (Dziennik Bałtyck)
    • edico SEX 13-latce zamiast katechezy 18.02.08, 20:04
      "Ten potwór jest niegodny kapłańskiej sutanny! - oburza się "Super Express".
      Andrzej S. - 46 letni katecheta ze Szczawnicy zbałamucił jedną ze swoich
      uczennic. Dziewczyna miała wtedy 13 lat!"
      wiadomosci.o2.pl/?s=257&t=463029

      I to jest motyw, dla czego kościołowi potrzebne są lekcje religii poczynając od
      przedszkola ;((
    • edico Zlikwidują gimnazjum, utworzą szkołę katolicką 19.02.08, 12:00
      Plan utworzenia w Stalowej Woli szkoły katolickiej w miejscu likwidowanego
      Gimnazjum nr 1 budzi ogromne emocje. Rodzice uczniów z zamykanej szkoły wysłali
      protest w tej sprawie do biskupa diecezji sandomierskiej.

      Robert Czarnecki z rady rodziców twierdzi, że stalowowolscy radni podjęli
      uchwałę o likwidacji Gimnazjum nr 1 bez konsultacji z rodzicami. - Stało się to
      na wakacjach ub. r., a informacja dotarła do nas dopiero w listopadzie. Na
      zebraniu rodziców większość opowiedziała się przeciwko tym zamiarom - opowiada
      Czarnecki. - Poszliśmy porozmawiać z radnymi, usłyszeliśmy, że gimnazjum
      katolickie będzie lepsze, że takie szkoły lepiej wychowują. Nie chodzi o to, by
      tamta szkoła nie powstała. Ale co się stanie z naszymi dziećmi? Chcemy, by
      skończyły szkołę, którą wybrały, by trzecioklasiści w ostatnim roku nauki nie
      byli przenoszeni - dodaje.

      Na szczęście dla niezadowolonych rodziców uchwała o zamiarze likwidacji została
      uchylona ze względów formalnych. Ale 31 stycznia sprawa ponownie stanęła na
      radzie i uchwała - już poprawiona - przeszła. Formalnie zaopiniować ją musi
      jeszcze kuratorium, ale rodzice nie mają wątpliwości, że likwidacja jest już
      prawie faktem. - W akcie rozpaczy napisaliśmy do biskupa sandomierskiego - mówi
      Czarnecki i dodaje: - Szkoły katolickie powstają w wielu miastach, ale nie
      likwiduje się z tego powodu publicznych. I jedne, i drugie działają obok siebie.

      Mariola Tyrała, dyrektorka Gimnazjum nr 1: - W Stalowej Woli są budynki przy
      parafiach. Kiedyś budowane przez rodziców, dziś są wykorzystywane komercyjnie
      albo stoją puste. Jest też olbrzymi budynek KUL-u. Przed południem sale stoją
      niewykorzystane, bo uczą się tu głównie studenci zaoczni. Dlaczego szkoła
      katolicka ma powstać kosztem innej szkoły?

      W rejonie gimnazjum są trzy duże osiedla. Zdaniem dyrektorki części uczniów
      dwukrotnie wydłuży się droga do szkoły. - Gimnazja, które mają przejąć naszych
      uczniów, już i tak pracują od 7 do 16, a WF odbywa się tam na korytarzach -
      wylicza minusy Tyrała.

      Mimo tych argumentów prezydent Stalowej Woli nie ma najmniejszych wątpliwości. -
      Ta szkoła z powodu braku uczniów w ciągu roku, dwóch i tak zostałaby
      zlikwidowana - mówi Andrzej Szlęzak. Czy nie lepiej było zdecydować się na
      stopniowe wygaszanie gimnazjum, skoro jego likwidacja budzi tyle emocji? -
      Trzeba uprzedzać fakty, a nie czekać i ponosić niepotrzebne koszty - uważa
      prezydent. Podkreśla, że jest zwolennikiem różnorodności oferty edukacyjnej. Na
      razie szkoła katolicka będzie jej jedynym urozmaiceniem.

      Ks. Tomasz Orzeł, delegat biskupa sandomierskiego ds. utworzenia szkoły
      katolickiej w Stalowej Woli, wyjaśnia, że w miejscu Gimnazjum nr 1 ma powstać
      gimnazjum i liceum, których organem prowadzącym jest diecezja sandomierska. -
      Otrzymaliśmy stosowne pozwolenie, by od 1 września 2008 r. uruchomić szkołę -
      mówi. - Będą w niej uczyć świeccy nauczyciele ze Stalowej Woli, uznający
      chrześcijański system wartości. Nauka będzie bezpłatna, nie będzie czesnego ani
      żadnych innych obowiązkowych opłat - deklaruje ks. Orzeł.

      Zapewnia, że budynek, mimo że będzie w nim katolicka szkoła, nadal pozostanie
      własnością miasta. - To nie jest tak, że oto drapieżny kler otrzymuje od miasta
      majątek. Budynek zostanie użyczony diecezji tylko na określony cel, co oznacza,
      że będzie mogło się mieścić tam tylko gimnazjum i liceum, a już na przykład nie
      technikum - wyjaśnia ksiądz Orzeł. - Bardzo chętnie spotkałbym się z rodzicami i
      odpowiedział na ich wątpliwości i zarzuty. Wysłałem pismo do rady rodziców z
      zaproszeniem na spotkanie w tej sprawie w pierwszy piątek po feriach, ale nikt
      nie przyszedł - twierdzi.

      Nie wyklucza przyjęć do katolickiej szkoły uczniów, którzy uczą się w Gimnazjum
      nr 1. - Choć nie jest to ani łatwe, ani proste. Nowo powstała szkoła będzie
      musiała pracować na swoją renomę. Przyjęcie uczniów już ukształtowanych jest
      ryzykowne - uważa ks. Orzeł.

      Czy wbrew woli rodziców diecezja także utworzy szkołę? - Nie możemy robić
      niczego na siłę. Do listopada ubiegłego roku wydawało się, że jest przyzwolenie
      na utworzenie szkoły katolickiej, reakcje były pozytywne. Szkoła powstaje
      przecież przede wszystkim dla miasta, dla społeczeństwa. Będzie poszerzeniem
      oferty edukacyjnej - wylicza ks. Orzeł. Czy nie lepiej byłoby uruchomić szkołę w
      innym miejscu? - Pozwolenie na utworzenie szkoły dotyczy konkretnego miejsca.
      Warunki, w jakich będzie się uczyć młodzież, musiał zaakceptować np. sanepid.
      Rezygnacja oznaczałaby opóźnienie co najmniej o kolejny rok uruchomienia placówki.

      Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów
      miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34965,4935986.html
    • Gość: mark Jak prawnik PC kościelną ziemią handlował IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.08, 19:35
      Ksiądz Piotr Gaś zawiadomił prokuraturę o oszustwie na szkodę parafii, ale wciąż
      nie może się otrząsnąć: - Dlaczego ludzie, wydawałoby się, znający prawo, z
      dobrą opinią są w stanie pójść tak daleko?

      O tej transakcji w warszawskim światku prawniczym aż huczy. Próbujemy u kilku
      adwokatów, których wiedza to o wiele więcej niż środowiskowe plotki. Odmawiają
      rozmowy. Nawet anonimowo.

      - Mały, lokalny kościół nacięty został w sposób niemożliwy, sytuacja wygląda
      tak, jakby komuś wyjąć krzesło spod d... O takim numerze jeszcze nie słyszałem -
      komentuje jeden z nich. Urywa w pół zdania.

      Chodzi o majątek parafii ewangelicko-augsburskiej pod wezwaniem Świętej Trójcy w
      Warszawie: 8,2 tys. m kw. doskonałego terenu budowlanego w centrum miasta, jego
      wartość Kościół szacuje na 80 mln zł.

      Za połowę tej ceny nieruchomość sprzedali wynajęci przez parafię prawnicy. Na
      razie transakcja jest papierowa: są akty notarialne, kupiec, ale nie ma
      pieniędzy na kontach Kościoła.

      Proboszcz Świętej Trójcy ks. Piotr Gaś zaalarmował prokuraturę.

      Za transakcją stoi znany adwokat - kiedyś poseł PC, przyjaciel Kaczyńskich i
      Kościoła - mec. Józef Lubieniecki z Olsztyna. Według niego wszystko odbyło się
      lege artis, co więcej, z upoważnienia parafii.

      Jest jeszcze kupiec spółka Glob Tower, ulokowana w pokoju od podwórka marnej
      kamienicy, z którą kancelaria Lubienieckiego spisała akt notarialny kupna
      działek na tzw. serku wolskim.

      Szef Prokuratury Rejonowej dla Warszawy-Śródmieścia Robert Myśliński: - W
      listopadzie wszczęliśmy śledztwo. Badane są dwa wątki - potwierdzania nieprawdy
      w dokumentach, chodzi o pełnomocnictwa dla adwokatów, akty notarialne, oraz o
      oszustwo na szkodę parafii. Tyle mogę powiedzieć.

      Sprawy dyskretne w dyskrecji załatwiane

      Parafia Świętej Trójcy liczy niemal 2 tys. wiernych, w tym wielu znanych -
      prawnicy, menedżerowie, profesorowie. Jej wizytówką jest zabytkowy XVIII-wieczny
      kościół Świętej Trójcy przy pl. Małachowskiego (słynny z koncertów i nabożeństw
      ekumenicznych) oraz dom opieki Tabita w podwarszawskim Konstancinie. Dziś oba
      kwitną. Bo w parafii pojawiły się duże pieniądze.

      To wynik restytucji przejętego za PRL przedwojennego majątku Kościoła. Zaczęła
      się w połowie lat 90., odbywa się według reguł ustawy o stosunku państwa do
      Kościoła ewangelicko-augsburskiego w RP przed komisją regulacyjną przy MSWiA.

      Skala utraconych majątków plasuje polskich luteran na trzecim miejscu, za
      Gminami Wyznaniowymi Żydowskimi i Kościołem katolickim. Według danych z 2004 r.
      złożyli 1,2 tys. wniosków reprywatyzacyjnych. W znakomitej większości już
      załatwionych.

      Co najmniej od 1999 r. warszawskim luteranom pomaga mecenas Józef Lubieniecki.

      - To zamknięte środowisko, sprawy są delikatne i w dyskrecji załatwiane - mówi
      znany warszawski adwokat, też specjalista od nieruchomości i roszczeń
      reprywatyzacyjnych, ale nie kościelnych.

      Jaka była droga Lubienieckiego do tej elity?

      W orbicie Kaczyńskiego

      Olsztyńscy adwokaci mówią o nim "Żożo" (tego przydomku zakazał jednak używać
      "Gazecie"). Warszawscy pamiętają jego najlepsze karty - rok 1980, gdy jako
      sędzia zapisał się do "Solidarności". A po 13 grudnia 1981 r. przesiedział osiem
      miesięcy w obozie internowania.

      W latach 80. związał się z Kościołem katolickim. Był doradcą i syndykiem
      olsztyńskiej kurii biskupiej, wreszcie zaufanym metropolity warmińskiego abp.
      Edmunda Piszcza. To otwierało potem Lubienieckiemu wiele drzwi.

      Po 1989 r. mec. Lubieniecki zaangażował się w politykę. Z listy OKP dostał się
      do Sejmu kontraktowego. Jako poseł wstąpił do Porozumienia Centrum. - Prezes
      Kaczyński szukał ludzi związanych z hierarchią Kościoła. Na rękę były mu
      kontakty Lubienieckiego - mówi człowiek z otoczenia PC w tamtych latach.

      Za politycznymi koneksjami poszły posady państwowe. Lubieniecki był
      pełnomocnikiem likwidatora RSW Prasa Książka Ruch w Olsztyńskiem. Prywatyzował
      "Gazetę Olsztyńską", za PRL oficjalne pismo Komitetu Wojewódzkiego PZPR, był
      wiceprezesem Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. Ponoć brano go pod uwagę
      jako kandydata na ministra sprawiedliwości w gabinecie Jana Krzysztofa Bieleckiego.

      Źródło: Gazeta Wyborcza
      www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4949553.html
      • Gość: majster Re: Jak prawnik PC kościelną ziemią handlował IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.08, 11:28
        mogą mu naskoczyć
    • Gość: wr zmarł ateista IP: *.chello.pl 22.02.08, 17:20

      "Ateista umarl.
      Porzadny byl czlowiek, ale umarl i bylo to dla niego bardzo
      traumatyczne przezycie. Tym bardziej, ze zupelnie nieoczekiwanie
      znalazl sie w piekle. Przywital go Diabel. Ateista poczul sie
      nieswojo, ale Diabel byl bardzo konkretny:
      - O, widze, zepPan u nas nowy... To ja moze oprowadze, tu jest
      panski apartament.
      Ateista patrzy, a tu pokoje na hektary, gustownie urzadzone, lózko
      wodne, baldachimy, lazienka ogromna, bidety, klimatyzacja...
      Diabel dalej ciagnie:
      - Jesli pan jest zmeczony i chce odpoczac, to prosze sie nie
      krepowac, jesli pan jednak sobie zyczy, to oprowadze Pana...
      Ida, a widoki przed nimi bardzo intrygujace, dyskretny luksus,
      przyjemna muzyka, piekne kobiety, tu ktos maluje obrazy, tam ktos
      cwiczy gimnastyke, przeszli kolo olimpijskiego basenu, silowni,
      dalej restauracje, drink bary...
      Ateista zaczyna sie czuc dziwnie, ida dalej. Nagle dotarli do
      pomieszczenia przegrodzonego sciana z bardzo grubego szkla
      pancernego.
      Za szklem - tortury, diably smaza jakichs nieszczesników w kotlach z
      wrzaca smola, innych rozciagaja, cwiartuja, wypruwaja im flaki.
      Szyba tlumi dzwieki, ale przez skóre czuc, ze nieszczesnicy musza
      krzyczec wnieboglosy, na ich twarzach maluje sie niewypowiedziane
      cierpienie. Ohyda, cos przerazliwego. Ateista poczul sie wielce
      nieswojo, patrzy na te scene za szyba, patrzy, zaczyna nerwowo
      drapac sie po glowie i zezowac na diabla... Diabel wyczul sytuacje,
      macha reka i mówi:
      - ...a wie pan, tym to sie prosze zupelnie nie przejmowac, to
      chrzescijanie oni sobie cos takiego wymyslili..."

      z :"palnick 1"
      • Gość: kazik Re: zmarł ateista IP: *.mammothnetworks.com 22.02.08, 20:46
        czy pieklo naprawde jest,mozna dowiedziec sie z Biblii.i to w bardzo
        prosty i zrozumialy sposob dla kazdego szczerego czlowieka.nie tak,
        jak to okresla tzw.chrzescijanstwo,ale tak jak uczy prawdziwy
        chrystianizm oparty na Slowie Bozym,Biblii[listem Bozym do ludzkosci]
        • edico Re: zmarł ateista 11.04.08, 01:43
          Kaziu, katolicyzm już tak dawno odszedł od tego chrześcijaństwa, że sam już nie
          wie, co to jest chrześcijaństwo a zna go co najwyżej z nazwy.
      • Gość: mixer Re: zmarł ateista IP: *.ols.vectranet.pl 01.04.08, 15:28
        Dobre :)
    • Gość: lr wg Glempa nie było układu w sprawie "teczek" SB IP: *.chello.pl 03.03.08, 10:15
      Glemp: to kłamstwa - nie było układu z SB
      Prymas Józef Glemp
      AFP

      "Dziennik": - Jako prymas i ówczesny przewodniczący Episkopatu z całą powagą
      mogę powiedzieć, że przy Okrągłym Stole absolutnie nie było żadnego układu z
      komunistami - mówi prymas Józef Glemp, odpowiadając na pytanie czy Episkopat
      poparł Okrągły Stół w zamian za zniszczenie akt SB dotyczących księży.
      I dodaje: - To są kłamstwa i bzdury. Kościół wysłał dwóch przedstawicieli na
      obrady Okrągłego Stołu. Uważam, że był to słuszny sposób na zmianę ustroju bez
      rozlewu krwi. To, że komuniści wyszli na tej przemianie bardzo dobrze
      ekonomicznie i nie zostali rozliczeni, jest ceną, jaką zapłaciliśmy za
      ewolucyjną zmianę ustroju. O żadnych teczkach nie było mowy, najlepszy dowód, że
      ich nie zniszczono.

      Prymas porusza także inne kwestie, w tym in vitro i temat państwa wyznaniowego:
      - Czym innym jest doktryna Kościoła i wynikające z niej przykazania, które
      obowiązują wierzących, a czym innym prawo państwowe, które obowiązuje wszystkich
      obywateli. Państwo jest niezależne i Kościół nie narzuca mu żadnych rozwiązań,
      choć ma prawo wypowiadać się na tematy społeczne - ukazywać je w perspektywie
      swojego nauczania. W Polsce za grzech nie idzie się do więzienia, chyba że ten
      grzech ma wymiar społeczny i jest ujęty w prawie cywilnym jako przestępstwo. My
      nie chcemy państwa wyznaniowego - mówi prymas. Z kolei obecność Polski w UE
      ocenia "zdecydowanie pozytywnie". - Wiadomo było, że pewne problemy będą, ale
      lepiej, że je rozwiązujemy, będąc członkiem tej wspólnoty. Owszem, musieliśmy
      nieco pomniejszyć naszą suwerenność, ale jednocześnie zyskaliśmy większy wpływ
      na losy Europy, a nawet świata. Dzięki obecności w Unii możemy zrobić dużo
      dobrego, np. przekonywać, że wolność musi być realizowana w odniesieniu do
      prawdy i sprawiedliwości.

      "Dziennik" 03.03.2008
      • Gość: mixer Re: Od prawdomówności Glempa IP: *.ols.vectranet.pl 01.04.08, 15:30
        można co najwyżej zawrotu glowy dostać. Już dawno przestał
        kontrolować, to co mówi.
    • Gość: Alfa psssst..... IP: *.chello.pl 03.03.08, 19:11
      www.emetro.pl/emetro/1715307,0.html?skan=3386034
    • Gość: z olsztyński ks.prof dziekan Wydz. Teol. TW "Kamil" IP: *.chello.pl 05.03.08, 18:14
      TW "Kamil" i doktorat dla kardynała
      Szykuje się kolejna przykra afera lustracyjna w polskim Kościele
      Jak wynika z publikacji IPN – długoletnim współpracownikiem SB był ks. prof.
      Cyprian Rogowski, członek Rady Naukowej Episkopatu i dziekan Wydziału Teologii
      Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.
      REKLAMA Czytaj dalej

      W czerwcu z rąk domniemanego TW "Kamila" doktorat honoris causa
      warmińsko-mazurskiej uczelni odbierać ma sam kardynał Stanisław Dziwisz.

      Fakt kolaboracji ks. prof. Rogowskiego ze służbami bezpieczeństwa ujawnił 19
      lutego lokalny miesięcznik "Debata", założony i redagowany przez byłych
      działaczy antykomunistycznego podziemia. Paweł Warot – historyk z olsztyńskiego
      oddziału IPN – opisał w nim karierę TW "Kamila", który podjął współpracę z
      aparatem bezpieczeństwa jako zwykły wikary (w 1982 r.), a skończył ją jako
      obiecujący naukowiec. Według materiałów cytowanych przez autora – "Kamil", czyli
      ks. Rogowski, przez lata sumiennie informował SB o poczynaniach innych
      duchownych (w tym swojego biskupa oraz księży niemieckich), stanowiąc dla służb
      PRL niezwykle cenne źródło informacji.

      Zaangażowanie to przybierało nieraz formy makabreski. W listopadzie 1984 r. –
      tuż po zabójstwie ks. Popiełuszki, gdy większość uwikłanych we współpracę księży
      zrywała kontakty z SB – olsztyński agent bez emocji opowiadał bezpiece o
      "dyskusjach, przewidywaniach i różnych przypuszczeniach wśród kleru" na temat
      morderstwa ks. Jerzego. Rok później ks. Rogowski miał mówić otwarcie, że "z
      utęsknieniem" czeka na śmierć biskupa Obłąka, który utrudnia mu wyjazd za
      granicę w celach naukowych.

      Teolog kontra IPN

      Następnego dnia po publikacji artykułu jego bohater podał historyka IPN do sądu.
      Zdaniem ks. prof. Rogowskiego – zawarte w materiałach IPN informacje na jego
      temat są nieprawdziwe, a same dokumenty zostały sfabrykowane przez służbę
      bezpieczeństwa.

      – To haniebne, by mnie, człowieka, który jest patriotą, oskarżać o takie rzeczy
      – oburza się dziekan. – Dziwię się, że to, co pan Warot wypisał o mnie w tym
      szmatławcu, bierze się w ogóle na poważnie. Jak można wydawać na kogoś wyrok na
      podstawie esbeckich papierów?! Nie mam dziś innego wyjścia, muszę bronić swoich
      praw w sądzie.

      Paweł Warot nie jest zdziwiony reakcją ks. prof. Rogowskiego, gdyż ten już w
      zeszłym roku publikował na uczelni oświadczenia, w których groził sądem każdemu,
      kto oskarży go o współpracę z SB. Plotki o agenturalnej przeszłości dziekana
      wydziału teologii krążyły już bowiem w środowisku akademickim od dawna –
      podobnie zresztą jak w Kościele, co potwierdził w rozmowie z "GP" ks. Tadeusz
      Isakowicz-Zaleski. Historyk IPN nie obawia się jednak niekorzystnego wyroku
      sądowego, choć sam proces uważa za nonsens:

      – Niech ks. prof. Rogowski formułuje zarzuty wobec funkcjonariuszy SB, skoro
      jego zdaniem przez osiem lat fałszowali dokumenty. Ja jestem pewien, że
      materiały są autentyczne. Dokumenty "Kamila" tworzyło 12 osób, a pamiętajmy, że
      w latach 80. ks. Rogowski był niewiele znaczącym wikarym. Gdyby dokumenty
      "Kamila" były sfabrykowane, ich fałszowaniem zajmowałyby się m.in. takie osoby
      jak naczelnik Wydziału III Departamentu I MSW Eugeniusz Spyra czy zastępca
      dyrektora Departamentu I MSW Czesław Jackowski. Rodzi się pytanie: po co mieliby
      to robić?

      Kuria wiedziała od roku

      Autor publikacji to niejedyna osoba, której grozi proces za ujawnienie
      dokumentów "Kamila". "GP" dowiedziała się, że ks. prof. Rogowski straszył sądem
      rektora UWM – prof. Ryszarda Góreckiego, znanego z prolustracyjnych poglądów (w
      2007 r. jako jeden z niewielu rektorów nie przyłączył się do nagonki na ustawę
      PiS). Rektor Górecki słyszał co prawda przed publikacją o sprawie TW "Kamila" i
      nigdy nie ukrywał swych dążeń do "dekomunizacji" uczelni, ale podejmowaniu
      działań na szkodę ks. prof. Rogowskiego zdecydowanie zaprzecza:

      – Ksiądz dziekan oskarżył mnie, że IPN, nie wiedzieć czemu, pracuje na moje
      zlecenie. To absurdalne i zarazem bardzo przykre. Jeśli chodzi o samą
      publikację, nie mam niestety podstaw prawnych, by wyciągać konsekwencje wobec
      ks. prof. Rogowskiego jako pracownika uczelni. Uważam jednak, że problem
      "Kamila" jest na tyle istotny, że powinien zająć się nim Kościół.

      Racja, ale czy sprawa tak ważnego agenta (według IPN "Kamil" współpracował także
      z wywiadem PRL) faktycznie stanie się przedmiotem zainteresowania hierarchii?
      Czy domniemanemu TW "Kamilowi" pozwoli się w imieniu rektora i
      duchownych-intelektualistów wręczać w czerwcu honorowy doktorat kardynałowi
      Dziwiszowi? "GP" dotarła do informacji, że warmińska kuria metropolitalna już od
      roku wiedziała o dokumentach dotyczących niejasnej przeszłości ks. prof.
      Cypriana Rogowskiego, jednak nie podjęła w tej kwestii żadnych działań. Biskup
      Jacek Jezierski przyznaje, że o TW "Kamilu" słyszano w kurii, lecz zaraz potem
      dodaje:

      – Obowiązuje nas memoriał Episkopatu, który mówi, że jeśli ktoś uwikłał się w
      takie kontakty, to powinien się do tego po prostu przyznać. Jeśli komuś zostanie
      udowodniona współpraca, a ten ktoś skłamie, to kodeks prawa kanonicznego
      przewiduje pewne sankcje za nielojalność wobec władzy kościelnej. Co do ks.
      prof. Rogowskiego, należy go najpierw wysłuchać i poczekać na kolejne dokumenty.

      TW "Kamil" i kardynał Dziwisz

      Jeden z bardziej znanych profesorów UWM, zastrzegający anonimowość, obawia się
      jednak, że zbyt długie "oczekiwanie" może skończyć się kompromitacją i dla
      uczelni, i dla Kościoła. Chodzi oczywiście o zapowiadaną na czerwiec wizytę
      kardynała Stanisława Dziwisza. Ks. prof. Rogowski jest bowiem nie tylko
      dziekanem Wydziału Teologii UWM (do sierpnia 2008 r.), ale i członkiem Rady
      Naukowej Episkopatu.

      – Bezpośredni udział księdza dziekana we wręczaniu doktoratu kardynałowi byłby
      skandalem. Osoba, którą obciążają tak poważne dowody, nawet dla dobra wiernych
      powinna do wyjaśnienia sprawy na pewien czas usunąć się w cień. Inaczej po raz
      kolejny Kościół będzie świadkiem zawstydzającego spektaklu z dawnym TW w roli
      głównej – uważa nasz rozmówca.
    • Gość: z diecezjalne IPN-y ? IP: *.chello.pl 05.03.08, 18:36


      Czy gdańska kuria ma materiały SB?


      Piotr Piotrowski, Marek Sterlingow

      Listy tajnych współpracowników SB wśród księży znajdują się w gdańskiej kurii?
      Krzysztof Wyszkowski, działacz gdańskiej opozycji lat 80., uważa, że to fakt i
      IPN powinien domagać się zwrotu tej dokumentacji od duchownych

      Wyszkowski twierdzi, że kuria posiada materiały dotyczące agentów SB
      działających na terenie dwóch diecezji: gdańskiej i chełmińskiej. - Przekazano
      je za czasów Okrągłego Stołu i później prezydentury Lecha Wałęsy - mówi
      Wyszkowski. - Dość zmowy milczenia w tej sprawie.

      Były sekretarz redakcji "Tygodnika Solidarność" złożył wniosek w tej sprawie do
      gdańskiego oddziału IPN już w listopadzie ub. r. Teraz skontaktował się z
      mediami. - Przez kilka miesięcy próbowałem się spotkać w tej sprawie z abp.
      Gocłowskim - mówi. - Kiedy się to nie udało, postanowiłem sprawę upublicznić.
      Uważam, że Kościół powinien sam rozpocząć proces autolustracji. Chodzi przede
      wszystkim o zdemaskowanie agentury wśród biskupów, a potem duchowieństwa
      niższego szczebla.

      Według Wyszkowskiego dokumenty powinny znajdować się w siedzibie kurii
      metropolitalnej w Gdańsku Oliwie.

      Abp Tadeusz Gocłowski nie przypomina sobie, żeby otrzymał takie dokumenty. - Nie
      pamiętam. Osobiście jestem przekonany, że to nie nastąpiło. Być może, zostało to
      przekazane kurii, czyli wikariuszowi generalnemu, ale też nie sądzę, żeby tak
      się stało, to sprawa zbyt poważna, żebym o niej nie wiedział.

      Metropolita gdański jest zaskoczony wnioskiem gdańskiego opozycjonisty. - Nie
      zamierzam zajmować się tymi problemami, od tego jest IPN - powiedział "Gazecie"
      arcybiskup. - Mam jednak wrażenie, że Polska ulega w ostatnich dniach
      niezrozumiałej histerii związanej z teczkami bezpieki.

      Wniosek Wyszkowskiego do IPN ma związek z innym jego wnioskiem do gdańskiego
      oddziału IPN: o wszczęcie śledztwa w sprawie współudziału funkcjonariuszy i
      agentów gdańskiej SB w próbie uprowadzenia ks. Jerzego Popiełuszki 13
      października 1984 r. oraz jego porwania 19 października 1984 r., zakończonego
      zabójstwem. Zdaniem Wyszkowskiego w 1984 r. podczas procesu toruńskiego sprawców
      zabójstwa ks. Popiełuszki ujawnione zostały liczne fakty wskazujące na to, że
      zbrodnia była prowokacją mającą obciążyć gdańskie podziemie "Solidarności".

      Materiały gdański IPN przekazał już do katowickiego oddziału instytutu, który
      prowadzi śledztwo w obu sprawach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka