Gość: w ks.pedofil z Szczecina IP: *.chello.pl 10.03.08, 08:48 "Gazeta Wyborcza": Wstrząsający reportaż o tym jak Kościół katolicki ukrywał aferę pedofilską zamieszcza gazeta w swym dodatku "Duży Format". O molestowaniu dzieci przez ks. Andrzeja, założyciela i dyrektora ogniska dla trudnej młodzieży w Szczecinie, wiedziało trzech biskupów i wielu księży. Latami straszna prawda nie mogła zostać ujawniona. Chłopcy zwierzyli się wychowawcom, oni zaś w 1995 r. poinformowali bp. Stanisława Stefanka, któremu podlegała oświata w archidiecezji. Hierarcha nie uznał ich relacji za wiarygodne. Nie porozmawiał z żadnym z poszkodowanych. Grzesznik w Kościele - zobacz materiał w Onet.tv Rozgoryczeni wychowawcy poprosili o pomoc dwóch zakonników. Przyjął ich abp Marian Przykucki. - Powiedział, że boleje nad sprawą i pomoże w rozwiązaniu, wspomina jeden z zakonników. Ale arcybiskup zaufał osądowi bp. Stefanka i nie kazał sprawy dalej badać. Wprawdzie odsunął ks. Andrzeja od pracy w ognisku, ale wiosną 1996 r. powierzył mu nadzór nad szkołami katolickimi w Szczecinie. Potem ks. Andrzej kierował Liceum Katolickim w Szczecinie, przewodniczył Stowarzyszeniu Szkół Katolickich. Wychowawcy nie dali za wygraną. W 2003 r. ich zeznania i relacje ofiar spisał dominikanin Marcin Mogielski. Jego zwierzchnik o. Maciej Zięba przekazał je obecnemu arcybiskupowi szczecińsko- kamieńskiemu Zygmuntowi Kamińskiemu. Metropolita zajął się sprawą dopiero, gdy wychowawcy zasugerowali, że pójdą do prokuratury. Sąd biskupi przesłuchał tylko dwóch pokrzywdzonych. Ks. Andrzej został odsunięty od oświaty dopiero w 2007 r. Czterej chłopcy, którzy go oskarżyli, są już dorośli. Ryszard próbuje ułożyć sobie życie: - Ale każde wspomnienie o ks. Andrzeju cofa mnie z tej drogi. Eryk wyjechał z Polski. Mówi, że połowa duszy mu umarła, a pustka po niej boli w rozdzierający sposób. Postępowanie przed sądem biskupim ma zakończyć się w połowie roku. Ks. Andrzej zaprzecza: - w życiu takich rzeczy nie robiłem. Chce odzyskać nadzór nad diecezjalnym szkolnictwem." Odpowiedz Link Zgłoś
edico Portal Ruchu Ofiar Księży 22.03.08, 19:23 www.ruchofiarksiezy.org/phpBB2/index.php?sid=f33f69e04de66aae3016391f19766736 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mark Ksiądz tymczasem o erekcji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.08, 20:16 Ksiądz wyparł się swoich słów w telewizji, ale cała klasa potwierdza naszą wersję - mówią uczniowie szczecińskiego gimnazjum, którzy wysłuchali kontrowersyjnej katechezy o miłości O zakończonej skandalem lekcji katechezy w Gimnazjum nr 14 w Szczecinie pisaliśmy dwa tygodnie temu. Według uczniów drugiej klasy ksiądz Krzysztof Łuczyk nazwał homoseksualistów osobami chorymi psychicznie, a 14-letniej Nicoli, która stanęła w obronie gejów i lesbijek, polecił opisanie aktu homoseksualnego. Odmówiła. Oburzony ojciec Nicoli zgłosił się do "Gazety". Po interwencji dyrektora ksiądz przeprosił uczniów, "jeśli poczuli się urażeni jego wypowiedziami". Parę dni później ks. Krzysztof wystąpił jednak w programie ,,Warto rozmawiać" w TVP 2. Na pytanie Jana Pospieszalskiego, czy katecheza wyglądała tak, jak opisują ją dzieci, odparł: - Absolutnie nie. Mówiłem o związkach między kobietą i mężczyzną, że owocem ich miłości są dzieci i że związki homoseksualne są nienaturalne. Nie kazałem nikomu opisywać aktu homoseksualnego. Zapytałem tylko uczennicę, czy związek między dwoma mężczyznami jest czymś naturalnym. Pospieszalski przedstawiał księdza jako ofiarę nagonki antyklerykalnej "Gazety". Katecheta tłumaczył: - Może za daleko poszliśmy w dyskusji? Jednak moim obowiązkiem jest głoszenie prawdy, mimo że można być za to prześladowanym jak Chrystus. W klasie Nicoli zapanowało wzburzenie. - Wyszliśmy na kłamców. Ale przy dyrektorze cała klasa potwierdziła naszą wersję - mówi "Gazecie" Nicola. - Ksiądz robi wszystko, by nas oczernić, boi się konsekwencji. Patryk: - Ksiądz kłamie. Ojciec Nicoli: - Córkę dotknęło telewizyjne wyznanie księdza. Nasze dzieci wyszły na kłamców. Dlaczego nikt nas nie zaprosił do programu? Dyrektor Mirosław Mika rozmawiał z uczniami o katechezie: - Klasa zawsze będzie mówiła jednym głosem. Może byłoby inaczej, gdybym porozmawiał z każdym z osobna, ale wolę im tego oszczędzić. Nie mam przesłanek, by nie wierzyć uczniom. Ale nie mam też powodu, by podważać to, co mówi ksiądz. Jeżeli ktoś ma rozmawiać z księdzem, to nie ja, tylko kuria. Z chodzenia na religię zrezygnował Patryk: - Też miałem inne zdanie o gejach. Ksiądz na to, że skoro rodzice wychowali homoseksualistę, to niech mama przyjdzie do szkoły. - Przyszłam. Ale zamiast dyskutować o homoseksualizmie, ksiądz zwrócił mi uwagę, że Patryk nie powinien całować się z koleżanką, bo, jak się wyraził, głębokie całowanie wywołuje erekcję członka. A to jest, dodał, bardzo niepożądane - opowiada matka Patryka. Po tej rozmowie rodzice uznali, że syn rzeczywiście nie powinien już chodzić na lekcje religii. Komentarz Piotra Pacewicza Warto powtórzyć wniosek poprzedniego tekstu: ten katecheta nie nadaje się do prowadzenia zajęć z młodzieżą, zwłaszcza w gimnazjum. Łamie zasady pedagogiki, a jego nauki są sprzeczne z wartością tolerancji. Nie umie przyjąć, że uczeń ma inne zdanie, musi ucznia złamać. Gdyby choć unikał tematyki seksualnej... Ale najwyraźniej nie potrafi. Rozumiem, że dla dyrekcji w okresie naboru do szkoły to nie jest wygodny temat, ale może ktoś wreszcie zlituje się nad uczniami? Jan Pospieszalski zrobił w TVP typową grandę-propagandę. Zaprosił księdza, ten przyrównywał się do Chrystusa, a drugiej strony sporu nie było. Pospieszalski odsądził od czci i wiary "Gazetę" i wyżej podpisanego, a na ekranie wyświetlał napis: "Co zrobić, żeby Pismo Święte pozostało w Polsce legalne?". Odpowiadam Pospieszalskiemu: w sprawie Pisma - nic nie trzeba, w sprawie takiej katechezy w publicznej szkole - owszem. fot. Cezary Aszkiełowicz Uczniowie Gimnazjum nr 14 w Szczecinie. - Na szczęście cała klasa wie, jak było - mówią Nicola i Patryk (z lewej). Obok Justyna i Alicja Źródło: Gazeta Wyborcza www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5138787.html Odpowiedz Link Zgłoś
privus Skarbnik Watykanu kardynał Pell pedofilem? 30.06.17, 21:45 Kardynał Pell, który jest prefektem Sekretariatu ds. Ekonomii, czyli odpowiednikiem ministra finansów w Watykanie, to według BBC osobistość numer trzy w Kościele katolickim oraz - jak podkreśla AP - najwyższy w historii dostojnik watykański, który usłyszał zarzuty w związku ze skandalem dotyczącym nadużyć seksualnych wśród duchownych. www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/swiat/skarbnik-watykanu-kardyna%c5%82-pell-z-zarzutami-o-napa%c5%9bci-seksualne/ar-BBDra5M?li=BBr5KbO Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: er J.Kaczyński o internautach IP: *.chello.pl 11.03.08, 17:51 wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,5010274.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: er Re: J.Kaczyński o internautach IP: *.chello.pl 11.03.08, 18:25 "Jarosław Kaczyński udzielił PiS-owemu portalowi obszernego wywiadu. Nie, nie czytałem całego, ale polecam zwrócić uwagę na fragment dotyczący ułatwienia głosowania w wyborach. Akurat w poprzednim wpisie wspomniałem o e-votingu. Jarosław Kaczyński mówi o internautach i stwierdza co następuje: "Osobiście nie jestem zwolennikiem zmuszania ludzi do brania udziału w wyborach ani też znacznych ułatwień jeśli chodzi o oddawanie głosu. Akt głosowania powinien być według mnie czynnością poważną, świadomą, wymagającą pewnej fatygi. Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać. Dlaczego? Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować na kogo ma zagłosować." Wiem, że może nie warto odnosić się do tego typu kwiatków i lepiej puścić je mimo monitora. Mówi to jednak gość szefujący największej partii opozycyjnej, a znając chwiejność i "wahadłowość" przekonań polskiego elektoratu być może ponownie przyszły premier. Co zrobić? Rozłożyć ręce? To być może nic nie znaczące słowa. Internetu ogarnąć się nie da. Zerkam na USA. To co się dzieje w sieci wokół kampanii Baracka Obamy (a wcześniej Rona Paula) to czystej wody obywatelski, oddolny ruch. Ludzie masowo blogują, organizują spotkania, zbierają pieniądze. Nikt nie zastanawia się nawet, czy na co dzień oglądają porno w sieci pijąc przy tym piwo i paląc jointa. Internet tak wrył się w krajobraz kampanii w USA, że z ust analityków padają nawet porównania Hillary Clinton do PC, a Baracka Obamy do Mac'a. Nie mówiąc o pytaniach od internautów podczas debat. Ciekawe co zrobiłby Jarosław Kaczyński, gdyby taki młody internauta zadał mu pytanie o wybory przez sieć? Chciałby się upewnić, czy na biurku nie stoi puszka browaru, a w osobnym oknie przeglądarki nie ma odpalonego Youporn'a? Ciekawe z punktu widzenia PR jest użycie tych słów właśnie w wywiadzie dla portalu. Gdyby padły w "Dzienniku", albo w "Rzepie", to jeszcze mógłbym się uśmiechnąć pod nosem. Ale opowiadanie takich głupot o internautach w internecie to bardzo ciekawe zagadnienie. Te słowa to zresztą kolejny dowód, że politycy trzęsą portkami przed internautami. Ich znaczenie należy odczytywać dokładnie odwrotnie, niż to wynika z treści. Jeżeli Kaczyński stwierdza, że "wiadomo, kto ma przewagę w internecie", to nie znaczy, że internauci są z układu, ale że nie bardzo (socjotechnicznie) da się ogarnąć tę pozornie rozproszoną grupę ludzi. Z kolei słowa, że "tą grupą najłatwiej manipulować" znaczą mniej więcej tyle, że jest najmniej podatna na jakiekolwiek manipulacje. Trzeba ją zatem maksymalnie zmarginalizować. Politycy nie poczuli tak naprawdę co potrafią internauci. Oddolne ruchy polityczne czy społeczne są na pewno przed nami. Dziennikarstwo obywatelskie daje możliwość szybkiego informowania o wszelkich projektach. Pozwala także bezlitośnie punktować wpadki i wyszukiwać problemy. Bez owijania w przeintelektualizowaną czasami bawełnę obecną w prasie. Pozwala na konkret, a tego jak ognia boją się politycy. A już całkowicie odkładając na bok osobisty stosunek Kaczyńskiego do internautów, jasnym jest, że walczy po prostu o utrzymanie poparcia. Według badań e-voting spowodowałby znaczny wzrost procentowego udziału w wyborach. Należy założyć, że nie przełożyłby się on raczej na poparcie dla PiS. Przechodząc nad tym jednak do porządku dziennego, nigdy nie wprowadzimy więcej e-państwa w państwie. Wszelkiej maści urzędnicy nie dopuszczą do rejestracji firmy w sieci (jak to ma miejsce np. w Szkocji). Lobby Urzędów Skarbowych też raczej nie ucieszy się z uproszczenia rozliczenia PIT do krótkiego formularza, gdzie wszelkie wyliczenia wykonywane są online, a cały proces składania zeznania podatkowego to kwestia kilku minut. Na takich uproszczeniach zależy za to internautom. To oni muszą rozpocząć debatę na te tematy pisząc na blogach i serwisach dziennikarstwa obywatelskiego. Więc piszmy." Ireporter.blox.pl , 08.o3.2008 ,matesky Odpowiedz Link Zgłoś
edico PiS "idea" :)) 15.03.08, 17:24 photofile.name/photo/fishki_net/3509878/75921906.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mixer Re: orędolenie IP: *.ols.vectranet.pl 01.04.08, 15:36 leży w jego naturze :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mark Kim są Kaczyńscy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.08, 10:29 www.polonica.net/Kim_sa_Kaczynscy.htm Odpowiedz Link Zgłoś
edico Jezus w Top Gear 15.03.08, 23:26 forum.gazeta.pl/forum/0,62489,1540823.html?f=62&w=77038098&a=77046077&rep=1 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Ksiądz skazany za rozbicie Drogi Krzyżowej 20.03.08, 14:09 Półtora roku więzienia w zawieszeniu i dwa lata bez prawa jazdy - to wyrok dla ks. Józefa G., który samochodem wjechał w grupę ludzi modlących się w nabożeństwie Drogi Krzyżowej. Wypadek wydarzył się w Turośni Kościelnej, niedaleko Białegostoku. Polonez 76-letniego duchownego uderzył w modlących się przy jednej z ustawionych wzdłuż ulicy stacji Drogi Krzyżowej. Rannych zostało dziesięć osób, osiem karetką odjechało do szpitala. Kapłan tłumaczył się, że oślepiło go zachodzące słońce. Prokuratura zarzuciła mu spowodowanie katastrofy drogowej. Ksiądz przyznał się do winy i złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Wczoraj białostocki sąd rejonowy ją zatwierdził: półtora roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata, odebranie prawa jazdy na dwa lata (liczone od czerwca) i wypłacenie dwóm poszkodowanym odszkodowania w łącznej kwocie 2,3 tys. zł. Wiadomo, że inne poszkodowane osoby zadośćuczynienia będą dochodzić na drodze cywilnej. Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok miasta.gazeta.pl/bialystok/1,85994,5039995.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Dzisiaj jest wielkie "Święto Jare" 21.03.08, 19:01 I znowu stare piękne święto zostało przesłonione katolickim. Na jajkach - symbolach życia - "pisze się" wizerunki importowanych świętych... Święto Jare (21 Marzec - pierwszy dzień wiosny) poświęcone było szczególnie Matce Ziemi i narodzinom nowego życia po mroźnej zimie, a także bogu Rodowi. W święto to malowano pisanki - jajka, które były słowiańskim symbolem wiosennego odrodzenia się życia. Towarzyszące mu obrzędy magiczne miały wnosić do domostw energię i radość życia oraz zapewnić dobry urodzaj i powodzenie na cały rozpoczynający się wiosną rok. Najbardziej powszechnym i znanym zwyczajem było (symbolizujące przepędzenie zimy) topienie lub spalenie słomianej kukły, zwanej Marzanną (kukły przedstawiającej boginię, którą w rytualny sposób palono, topiono, w czasie wiosennego Święta Jarego, aby przywołać wiosnę). Kukłę wykonywano ze słomy, owijano białym płótnem, zdobiono wstążkami i koralami. Tradycja nakazywała, aby dziecięcy orszak z Marzanną i zielonymi gałązkami jałowca w dłoniach, obszedł wszystkie domy we wsi. Po drodze podtapiano Marzannę w każdej wodzie, jaka się nadarzyła. Wieczorem kukłę przejmowała młodzież. W świetle zapalonych gałązek jałowca wyprowadzano Marzannę ze wsi, podpalano i wrzucano do wody. Zazwyczaj czyniono to przy szczególnym wszczynaniu hałasu – trzaskaniu z batów, terkocie i klekocie wszelkich grzechotek, śpiewie i grze na wszelkiego rodzaju instrumentach. Z topieniem "Śmiercichy", również obecnie, związane są różne przesądy: nie wolno dotknąć pływającej w wodzie kukły, bo grozi to uschnięciem ręki, obejrzenie się za siebie w drodze powrotnej może spowodować chorobę, a potknięcie i upadek - śmierć w ciągu najbliższego roku. Również i w tym przypadku nie obyło się z podejmowanymi próbami zakazania tego starosłowiańskiego zwyczaju, czego pierwsze wyraźne wzmianki odnajdujemy w 1420 roku na Synodzie Poznańskim. Rodzima tradycja okazała się jednak silniejsza. W konsekwencji na przełomie XVII/XVIII wieku próbowano tradycje topienia Marzanny zastąpić (w dzień środy przed wielkanocnej) zrzucaniem z wieży kościelnej kukły symbolizującej Judasza, co również zakończyło się niepowodzeniem. Po rytualnym symbolicznym przepędzeniu zimy, przychodziła kolej na powitanie i przyjęcie wiosny. Na wzgórzach mężczyźni rozpalali ogniska mające dodatkowo przyspieszyć oczekiwane przyjście wiosny i słonecznych dni. Młodzi wyruszali na łąki i do lasu w poszukiwaniu wierzbowych i leszczynowych witek pokrytych pąkami bazi, z których następnie "budowali" wiechy. Sprzątano i wietrzono całe domostwa oraz tzw. obejście, prano i szykowano świeże odzienie, pieczono placki a szczególnie wiosenne kołacze. Najważniejsze było jednak malowanie jajek - prasłowiański symbol życia, płodności i magicznej siły witalnej. Pisanka była bowiem szczególnym elementem magicznych obrzędów mogących zapewnić zdrowie i dorodność nie tylko domownikom ale i zwierzętom gospodarczym – w tym celu zwykło się nimi pocierać chore miejsca lub toczyć po grzbietach zwierząt. Dla przepędzenia złych mocy, po zakończeniu wszelkich (mogących trwać nawet kilka dni) przygotowań do właściwego święta, w wieczór przedświąteczny obchodzono całe gospodarstwo i ziołami okadzano każdy jego zakątek. Nazajutrz obchodzono Śmigus - rytuał który początkowo polegał na uderzaniu się nawzajem rozkwitłymi witkami wierzbowymi, baziami. Wierzono, iż pozwala wygonić to tzw. złe, oczyszcza człowieka i daje mu siłę. Kulminacją Święta Jarego były zazwyczaj urządzane na świętych wzgórzach uroczyste uczty podczas których obdarowywano się kraszankami oraz igrzyska połączone ze śpiewem i tańcem. W pewnych regionach resztki jadła z tych uczt zakopywano w miedzach, celem zwiększenia płodności ziemi. Następny dzień rozpoczynano od obmywania się w świętej wodzie (z czasem rytuał ów przekształcił się w przedpołudniowy zwyczaj oblewania się zimną wodą zwany Dyngusem), co miało moc dodawania ludziom siły życiowej analogicznie tak, jak deszcz daje tę siłę roślinom (w jeszcze późniejszym okresie Śmigus i Dyngus połączono w jeden zwyczaj zwany dziś powszechnie Śmigusem Dyngusem a ostatnio Lanym Poniedziałkiem). Wieczorem tego dnia udawano się na mogiły przodków, gdzie wspominano zmarłych i pozostawiano dla nich jadło. Ostatnim rytuałem był zwyczaj sadzenia młodych drzewek, w korzeniach których zakopywano kawałki świątecznego kołacza. W pewnych regionach dodatkowo urządzano barwne pochody zwierząt i ludzi przebranych za zwierzęta. Pewnego nawiązania do tej starej tradycji można doszukiwać się dzisiaj w mszy dla zwierząt, choć odprawianej w okresach oderwanych od tej tradycji. Szły też w nich dziewczęta w brzozowych wiankach i młodzieńcy niosący palmy. Korowód zamykali muzykanci, którzy hałasowali głośno, żeby wywołać burzę, deszcz i pioruny - pierwsza wiosenna burza była bowiem postrzegana jako akt miłosny Peruna z Ziemią (dopiero po pierwszym grzmocie można było rozpoczynać wszelkie prace związane z uprawą roli). W szczególnych przypadkach czarnym i białym wołem orano zarys wioski, co miało dodatkowo chronić jej mieszkańców przed złymi mocami. Wiele wskazuje na to, że również nasza Bogurodzica - jako utwór hymniczny - bliższa jest starym tradycjom kręgu bizantyjsko-słowiańskiego, niż przesuwanego okresu jej powstania na wiek XII. Praktyk adaptacji pogańskich tradycji i wierzeń można się dopatrywać - jak się wydaje - także w takiej unikalnej formie katolicyzmu, na jaką wyglądają obchody Świąt Wielkanocnych na Filipinach. Uważny obserwator w języku potocznym wyłowi również słowiańskie życzące pozdrowienie "cześć", którym obdarzali się kupalnicy przy podawaniu rogu ze słowiańskim syconym miodem. A więc ze słowiańskim pozdrowieniem dla wszystkich odwiedzających ten wątek - Wesołych Świąt!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kazik Re: Dzisiaj jest wielkie "Święto Jare" IP: 209.193.110.* 22.03.08, 02:11 a jak to wszystko ma sie w swietle Biblii? czyz Ona nie powinna miec pierwszenstwa? Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Dzisiaj jest wielkie "Święto Jare" 31.03.08, 02:31 Przed decyzjami papieży wypowiadającymi się w imieniu Boga jako jego jedynie słusznych zastępców na tej ziemi??? Czy chcesz powalić cały system katolicki zadając takie pytanie??? aaa111aaa.wrzuta.pl/audio/HH35cBe2ZF/zespol_reprezentacyjny_-_mur Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p Wielkanoc w 1940 r. IP: *.chello.pl 22.03.08, 18:54 Będziecie o niej pamiętać przy dzieleniu się jajkiem i oblewaniu wodą kolońską? 68 lat temu w Warszawie bito Żydów - bynajmniej nie z inspiracji hitlerowców... Fragmenty z dziennika Adama Czerniakówa: ekscesy antysemickie / wiosna 1940: = 24.03.40 - Po obiedzie na ulicach żydowskich bicie Żydów z wybijaniem szyb. Rodzaj pogromu. = 25.03.40 - Na ulicach pogromy. Na rogu Żurawiej bito i wybijano szyby. Baba bijąca Żydów grasuje znów na ulicach. = 26.03.40 - Na ulicy biją (hale). Kieruję pismo do odnośnych czynników. = 27.03.40 - [w Krakowie na spotkaniu z Frankiem] Opowiedziałem o pogromach w Warszawie, których nie było od 1880. (...) Artl co do bicia ma wątpliwości. = 28.03.40 - [w Krakowie] Inż. Reicher (przyjechał z Bornsteinem) zawiadamia o pogromie wczoraj. Buchweitz nie mógł dotrzeć do Gminy na Grzybowską. Wobec tego postanowiliśmy pójść do Artla. W międzyczasie nadjeżdża woźna Wojnarowska z oświadczeniem, że bito, gromiono i z listem od Lichtenbauma, że raniono Rozena i Rosenthala po drodze z SS do Gminy, że Gmina oblężona. 46. 1940-03-24 - 1940-03-24 Uroczyście obchodzono Purym. Niezły nastrój, chociaż położenie dość ciężkie 47. 1940-03-24 - 1940-03-29 Pogrom wielkanocny 48. 1940-03-25 - 1940-03-26 Wielkanoc roku 1940 wypada około miesiąca przed Paschą /25 marca/. Skończyła się zima. Jest słońce i lód. 49. 1940-03-26 - 1940-03-29 wyjazd Czerniakowa z grupą radnych pociągiem (sleepingiem) do Krakowa - do władz GG. Czerniakow referuje sprawy bezpieczeństwa życia i mienia, stan finansowy Gminy, roboty publiczne, opaski, pogrom warszawski 50. 1940-03-26 - Święto Rezurekcji staje się dla Żydów czasem panicznego strachu - i nie z powodu okupanta, choć za jego cichą zgodą. Mnożą się chuligańskie gangi, złożone z wyrostków i dzieci w wieku szkolnym, które napadają na żydowskich przechodniów i sprawiają im mordercze bicie. Kapłan pisze, że prześladowania wielkanocne to było polowanie, Żydzi byli traktowani jak zwierzęta. Jedyną reakcją napadniętych była ucieczka, co jeszcze dodawało zapału napastnikom. "Jesteśmy tchórzami". 51. 1940-03-27 - Niemcy wcielają w życie zasady zapobiegania epidemiom: jeżeli ktoś jest chory, podwórzejest zamykane na okres dwóch tygodni, pod koniec kwarantanny wszystkie mieszkania muszą być zdezynfekowane. Również oba podwórza, przylegające do zainfekowanego, muszą być zamknięte przez cztery dni. Następnie również w "podejrzanych" domach przeprowadza się dezynfekcję. Dezynfekcja oznacza przy okazji ogołocenie mieszkań ze wszystkich wartościowych rzeczy. Po dezynfekcji w mieszkaniach, następuje dezynfekcja osobista: Żydzi są zmuszani do pójścia do łaźni, odkażania swoich ciał i ubrań, co staje się prawdziwą torturą. Łaźnia jest parowa, a podczas odkażania kobietom obcina się włosy, a mężczyznom brody. Dezynfekowane ubrania zamieniają się w podarte i pogniecione szmaty, których nie można dłużej nosić. 52. 1940-03-27 - Do łaźni Żydzi są wysyłani setkami i pozostają tam jie krócej niż 15 do 20 godzin. Każdy jest zmuszany do przechodzenia przez kolejne etapy dezynfekcji - każdy zajmuje 4-5 godzin. Nadzy igłodni, czekają na dopełnienie rozlicznych formalności. "Czystość" odkażonych trwa czasami zaledwie kilka dni - po dwóch dniach można otrzymać zawiadomienie, że np. sąsiednie podwórko objęte jest kwarantanną - i tortura oczyszczania zaczyna się na nowo. 53. 1940-03-27 - 1940-03-30 Przez pełne trzy dni Polacy oszaleli - Warszawa zmieniła się w pole walki, nastał kompletny chaos, mnożyły się napaści i rabunki na Żydach w biały dzień, pod akceptującym okiem miłujących porządek Niemców. 54. 1940-03-27 - 1940-03-27 Ciekawa rozmowa z Meszulimem... nie spodziewa się nic dobrego od wroga ani z kontaktu z nim 55. 1940-03-27 - 1940-03-27 1,5 godziny trwała grabież apteki przy ul. Żabiej 8. Byli tam polscy policjanci i tamci policjanci, nikomu to jednak nie przeszkadzało w rabowaniu. 56. 1940-03-27 - 1940-03-27 Mówi się, że polskie wyrostki otrzymały od tamtych po 2 zł i więcej złotych dziennie. Przywieziono ich w samochodach i wypuszczono w dzielnicy żydowskiej 57. 1940-03-27 - 1940-03-27 Młody człowiek, dostał podczas roboty żelazem po głowie, zmarł 58. 1940-03-28 - Niemcy podejmują nowe działanie polityczne: pod ich egidą uzbrojeni w kije i pałki młodzi ludzie /nie ma pośród nich ani jednego dorosłego/ urządzają Żydom pogromy. Napadają na sklepy i okradają je. Jeśli nie ma towaru - rozbijają okna wystawowe. Stające na drodze Żydzi są bici i ranieni. 59. 1940-03-28 - Pod wieczór Kapłan wybrał się w ważnej sprawie na Nalewki: dzielnica zrobiła na nim wielkie wrażenie. Na ulicach czuło się strach, ludzie przemykali się jak cienie. Ulica Franciszkańska, którą przechodzi autor, jest zamknięta przez wojskowych - a przejście Nalewkami jest dozwolone jedynie wzdłuż lewej strony ulicy /patrząc od Gęsiej/. Prawa strona jest pusta i bezludna, patrolowana przez wojskowych. 60. 1940-03-28 - Młodzi chuligani nie zaglądają na Nalewki - sklepy są pozamykane, niedawno zostały opróżnione i porozbijane. Ale autor przechodząc słyszy dobiegający z innych ulic charakterystyczny dźwięk rozbijanych szyb. "Patriotyczna polska młodzież" działa pod okiem okupantów, którzy chętnie filmują jej akcje. Chaim z goryczą pisze, że jeszcze rok wcześniej słyszał okrzyki: "Niech żyje Polska!", "Niech żyje Śmigły-Rydz!" - teraz patrioci krzyczą, w podbitym mieście, w obecności okupanta, "Niech żyje Hitler!", "Precz z Śmigłym- Rydzem!" "Chcemy Polski bez Żydów!". Boli go, że na ruinach ojczyzny oragnizowane są demonstracje na cześć Hitlera. 61. 1940-03-29 - 1940-03-29 sprawa getta: = 29.03.40 - W Gminie nowe polecenia zamurowania ghetta... 62. 1940-03-29 - 1940-03-30 sprawa Żydów wysiedlonych do Warszawy z Reichu: = 29.03.40 - W Gminie (...) stworzenie azylu dla 3000 ludzi wysiedlonych z Reichu... = 30.03.40 - (...) żądania Reicherta o utworzeniu (...) kwarantanny dla 3000 wysiedleńców z Reichu... 63. 1940-03-29 - 1940-03-29 Z powodu rzekomej epidemii nie zezwolono na otwarcie szkół żydowskich. Dzieci wałęsają się na ulicach, chodzą zrozpaczone Wiele wypadków podrzucania dzieci pod drwi instytucji społecznych 64. 1940-03-30 - 1940-03-30 sprawa getta: = 30.03.40 - Od rana pogłoski o ghetcie. Byłem u Laschtoviczki, odradził pójść dziś do Szefa. Potem u Leista, doręczyłem (...) list nasz w sprawie niemożliwości zrobienia murów (naruszenie instalacji wodociągowej, sieci elektr[ycznej], kabli etc.). 65. 1940-03-30 - 1940-03-30 Mówią, że podobno rozmawiano z prof. Cybichowskim, który miał oświadczyć, że że napady na Żydów należą do starej polskiej tradycji. 66. 1940-03-30 - Duża delegacja przedstawicieli głównych polskich Judenratów została zaproszona do Krakowa przez gubernatora Franka. Nikt nie wie, po co. Delegacja już powróciła, ale nie udziela żadnych informacji. 67. 1940-03-30 - Jaszunski, jeden z członków delegacji warszawskiej, mówi, że byli w Krakowie traktowani z szacunkiem. O czym mówiono - nie chcą informować przed posiedzeniem zarządu Judenratu. Natychmiast rozchodzą się sprzeczne plotki - ktoś widział delegatów i byli weseli, ktoś inny też widział, i byli smutni. Niektórzy mówią, że okupant będzie odtąd nieco mniej okrutny - inni, że za kilka dni w Warszawie powstanie getto. 68. 1940-03-30 - 1940-03-30 Ekscesy - c.d. Napadnięto na Gminę Żydowską. Przegnano chuliganów przy pomocy Batalionów Pracy. Mówią, że BP bardzo ucierpiały na skutek tych napadów. Rozen i Rosental zostali zrarnieni. Wzmaga się nienawiść do chrześcijan. Uogólnia się napaści pijanych wyrostków ze szkół rzemieślniczych (m.in ze szkoły Konarskiego na Lesznie) warszawa.getto.pl/index.php?mod=zdarzenia&month=03_40 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Wielkanoc w 1940 r. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.08, 02:44 Nie bardzo wiem, co Ci odpowiedzieć na ten przykry i smutny post nawiązujący do tragicznych zdarzeń. Ze swojego punktu widzenia na pewno masz jakąś rację. Ale czy nie pomyliłeś(aś) czasem wątku traktującego o bieżących sprawach rzucając wszystkim w twarz swoje historie z pierwszej połowy ubiegłego wieku??? Odpowiedz Link Zgłoś
edico Ksiądz skazany za dziecięcą pornografię 27.03.08, 19:31 Pół roku więzienia w zawieszeniu na pięć lat i dożywotni zakaz pracy z dziećmi. Taki wyrok usłyszał wczoraj były kapelan puławskiego szpitala ksiądz Krzysztof C. za ściągnięcie z Internetu zdjęć z pornografią dziecięcą. Niemiecka policja ustaliła, że na stronę z pornografią dziecięcą wchodził m.in. internauta z Puław. Te informacje przekazała polskiej policji. Okazało się, że komputer należał do księdza Krzysztofa C. W sierpniu ubiegłego roku policjanci przeszukali jego mieszkanie. Zabezpieczyli komputer, płyty CD i dyskietki. Żadnej pornografii nie znaleźli. Do postawienia księdzu zarzutu i skierowania sprawy do sądu posłużyły jednak ślady połączeń pozostawione w Internecie. W trakcie procesu okazało się, że zdjęcia z pornografią dziecięcą zostały wprawdzie usunięte, ale powołany biegły odzyskał je z pamięci komputera. - 12 czerwca 2006 roku ksiądz łączył się ze stroną pornograficzną dwukrotnie: tuż po godz. 13, potem po 22. Połączenia trwały po kilka minut - stwierdziła niemiecka policja. Komputer został namierzony dzięki adresowi IP. Na przesłuchaniu w postępowaniu przygotowawczym ksiądz przyznał, że przeglądał ze swego komputera internetowe strony pornograficzne. Zaprzeczył, aby komukolwiek pokazywał ściągane stamtąd fotografie. Podczas procesu twierdził jednak, że zdjęć nie ściągał, a jedynie je oglądał. Nie umiał wytłumaczyć swojego postępowania. Obrońca księdza w mowie końcowej przekonywał sąd, że każde wejście na stronę internetową jest technicznym ściągnięciem treści na niej zawartych. A samo wchodzenie na stronę z pornografią dziecięcą nie jest przestępstwem. I dlatego wnosił o uniewinnienie oskarżonego. Na niekorzyść byłego kapelana świadczyła jednak informacja z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie, o jaką poprosił sąd. Wynikało z niej jednoznacznie, że niemiecka policja przesłała do Polski dane wyłącznie tych osób, które ściągały pornografię na swoje komputery. A nie tych, które zdjęcia jedynie oglądały. Dlatego sąd skazał księdza na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 5 lat, przepadek komputera oraz dożywotni zakaz edukowania, wychowywania i wszelkich form opieki nad dziećmi. Wyrok nie jest prawomocny. Ksiądz Krzysztof C. w momencie nagłośnienia sprawy przez media pracował jeszcze jako kapelan w puławskim szpitalu. - Wówczas sam poprosił o rozwiązanie stosunku pracy - informuje Marian Jedliński, dyrektor szpitala. www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080327/PULAWY/634725351 PS. Teraz kameryla kościelna w celu zabezpieczenia swoich interesów powinna utworzyć dla księży etaty z-ców komendantów wojewódzkich policji ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mixer Re: Ksiądz skazany za dziecięcą pornografię IP: *.ols.vectranet.pl 01.04.08, 15:38 Niuestety, ten zawód ma odpał sexualny wcale nie od dzisiaj. To już czarna tradycja wśród czarnych. Odpowiedz Link Zgłoś
edico Czarne egzorcyzmy księdza z Trawnik 03.04.08, 10:01 "Wkładał moją nogę pod sutannę i do czegoś dotykał". Pod zarzutem molestowania seksualnego 12-letniej dziewczynki policja zatrzymała wczoraj księdza z Trawnik. Rodzice Oli pochodzą z Trawnik (powiat świdnicki). Przed kilku laty wyjechali za pracą do jednego z miast w południowej Polsce. Dziewczynka co roku przyjeżdżała do dziadków na wakacje. Latem zeszłego roku przed kolejnym wyjazdem do Trawnik dziecko zaczęło się moczyć i mieć kłopoty z mówieniem. W końcu Ola powiedziała matce o dręczących ją koszmarach. Były one związane z osobą 38-letniego Mirosława W., księdza z miejscowej parafii. Prokurator: - Dziewczynka powiedziała, że duchowny w towarzystwie innego dziecka zapraszał ją na plebanię. Tam mieli oglądać święte obrazki. Według słów Oli duchowny, na oczach drugiego dziecka, wkładał jej stopę pod sutannę i onanizował się. Dziewczynka pamiętała kilka takich wizyt. Śledczy chcieli zatrzymać księdza jesienią, jednak duchowny był na plebanii nieobecny. - Latem 2005 r. ksiądz poprosił o bezterminowy urlop zdrowotny - tłumaczy ks. Mieczysław Puzewicz, rzecznik prasowy lubelskiej kurii metropolitalnej. Według naszych informacji duchowny w sierpniu wyjechał na Ukrainę. Prokuratura nie chcąc spłoszyć księdza, o sprawie nie informowała mediów. Z tego powodu za księdzem nie rozesłano także oficjalnego listu gończego. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się jednak, że zdjęcie duchownego trafiło na wszystkie przejścia graniczne z Ukrainą. Dyskrecja przyniosła efekty. W nocy z wtorku na środę poszukiwany ksiądz przekroczył przejście graniczne w Dorohusku. Informacja trafiła na policję, która wczoraj ok. godz. 3.30 zatrzymała księdza w pociągu relacji Lublin - Chełm. Wczoraj po południu śledczy przedstawili duchownemu zarzuty "doprowadzania małoletniego do poddania się innej czynności seksualnej" za co według art. 200 kodeksu karnego grozi od roku do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Do przestępstwa według prokuratury doszło co najmniej kilkakrotnie, latem 2003 i 2004 r. Ksiądz nie przyznał się do stawianych mu zarzutów. Wczoraj po południu prokuratura wystąpiła do sądu o aresztowanie duchownego na trzy miesiące, a sąd przychylił się do tego wniosku. - Sprawa księdza z Trawnik jest nam znana. Zależy nam na pełnym jej wyjaśnieniu, ale do czasu wyroku sądu nie będziemy jej komentować - powiedział rzecznik kurii. Imię dziewczynki zostało zmienione Kuria siedlecka przeprosiła za księdza W grudniu 2004 r. Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej skazał na dwa lata więzienia księdza Zbigniewa S. z miejscowości Połoski. Prokurator zarzucił mu molestowanie seksualne nieletnich uczennic. Tuż po zatrzymaniu duchownego, w grudniu 2003 r. kuria siedlecka w specjalnym oświadczeniu złożyła "wyrazy ubolewania i przeproszenia osobom, które mogły zostać pokrzywdzone". Rzecznik kurii ksiądz Paweł Siedlanowski poinformował, że ksiądz Zbigniew Sz. został odwołany z funkcji proboszcza jeszcze przed zatrzymaniem, bo sprawa wyszła na jaw trzy dni wcześniej. miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,3165857.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Modlitwa do papieża leczy z bezpłodności 01.04.08, 19:04 Wiele bezpłodnych par, które modliły się do Jana Pawła II przy jego grobie, doczekało się dzieci - powiedział kardynał Stanisław Dziwisz w wywiadzie dla włoskiego dziennika katolickiego "Avvenire". Metropolita krakowski ujawnił, że zna liczne takie przypadki. Kardynał podał przykład Polki, bierzmowanej przed laty przez arcybiskupa Wojtyłę. Kobieta nie mogła mieć dzieci, a niedawno modliła się o to przy grobie papieża i teraz jest w ciąży. Osobisty sekretarz opowiedział również o małżeństwie z Mediolanu - ono również oczekuje teraz dziecka, mimo że wcześniej lekarze uznali parę za bezpłodną. ... www.tvn24.pl/0,1544434,wiadomosc.html| Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że jeżeli nie są to produkty wieku starczego tych kadr kościelnych, to skutek zażywania co najmniej świętego sporyszu. Odpowiedz Link Zgłoś
edico Miłość bliźniego po katolicku - "na szubienicę!".. 04.04.08, 17:35 Grupa parlamentarzystów bliskich środowisku Radia Maryja zwróciła się do sejmowej komisji etyki o ukaranie naganą Janusza Palikota (PO) za to, że nazwał o. Rydzyka "belzebubem". Palikot nie zamierza przepraszać redemptorysty. Poseł powiedział, że gdy wychodził z Sejmu, został otoczony przez zwolenników Radia Maryja, którzy - jak opisywał - krzyczeli "na szubienicę z nim", "powiesić", "zdrajca". Palikot dodał, że poinformował o tym policję. Europosłowie Urszula Krupa, Witold Tomczak, Bogdan Pęk, Zdzisław Podkański, Andrzej Zapałowski, Janusz Wojciechowski oraz posłanki PiS Anna Sobecka, Gabriela Masłowska i Krystyna Grabicka skierowali wniosek w tej sprawie do członków Komisji Etyki Poselskiej i marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego. "Palikotem kieruje nienawiść do kapłana" - Od dłuższego czasu jesteśmy świadkami nagłaśnianych w mediach wypowiedzi posła Janusza Palikota, w których dopuszcza się pomówień, gróźb i zniesławienia osób publicznych, w tym także kapłana katolickiego - napisali we wniosku. Parlamentarzyści zaznaczyli, że w marcu w programie TVN "Teraz My" Palikot nazwał o. Tadeusza Rydzyka "belzebubem" i "użył jeszcze kilkakrotnie innych obraźliwych epitetów". Ponadto - napisano - w innym programie TVN "Kuba Wojewódzki" Palikot miał m.in. mówić: "krok po kroku wykończymy Rydzyka". "Belzebub z Torunia, siewca zła" - zobacz J. Palikota w "Teraz My!" Zdaniem autorów wniosku, Palikot jako poseł "nie kieruje się poczuciem służby publicznej", a jedynie "nienawiścią wobec kapłana katolickiego i organizowanych przez niego dzieł". "Powyższe działania przypominają zachowania tajnych służb komunistycznych, poprzedzające porwanie i zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszki" - napisali. Palikot: to o. Rydzyk wzbudza nienawiść Palikot nie zgadza się z ocenami autorów wniosku. Jak powiedział, "ojciec Rydzyk wzbudza w ludziach nienawiść". Zaznaczył, że nie zamierza przepraszać redemptorysty. - Jeżeli ktoś, kogoś ma przepraszać to on, za to co robi - podkreślił poseł PO. Zaznaczył, że w czwartek, gdy wychodził z Sejmu, został otoczony przez zwolenników Radia Maryja, którzy - jak opisywał - krzyczeli "na szubienicę z nim", "powiesić", "zdrajca". Palikot dodał, że poinformował o tym policję. Jak zapowiedział, to samo zamierza powiedzieć przed Komisją Etyki Poselskiej. Przewodniczący Komisji Etyki Poselskiej Franciszek Stefaniuk (PSL) powiedział, że komisja "rozpatruje wszystkie wnioski, które są do niej kierowane". Stefaniuk dodał, że komisja może nakazać Palikotowi przeproszenie ojca Rydzyka, ale - jak podkreślił - jeszcze nic mu nie wiadomo na ten temat, więc niczego nie chce przesądzać. Komisja etyki, jeśli uzna, że poseł naruszył zasady etyki poselskiej, może zwrócić mu uwagę, upomnieć go lub udzielić nagany. wiadomosci.onet.pl/1723717,11,otoczyli_palikota_w_sejmie_na_szubienice,item.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Katolickie pogaństwo 05.04.08, 17:31 Osobiście czuję się bardzo zażenowany i zdegustowany takimi pomysłami, jakbym znalazł się wśród annałów artefaktów historii rozwoju ludzkości: wiadomosci.onet.pl/1724238,11,item.html Przecież to to jawne bezczeszczenie zwłok JP2, który wyraźnie napisał: "grób ziemny!" A teraz jego doczesne szczątki będą rozdrapywane... I jeszcze ten termin teologiczny dzielący zwłoki na... relikwie pierwszego stopnia, ... To, co robią arcy poganie KRK jest wręcz okropne. Paranonicy chyba też pierwszego stopnia ;( wiadomosci.onet.pl/1724238,11,item.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Sądownictwo w Polsce pod patronatem kościoła 05.04.08, 17:51 Gowin nie stawił się w sądzie ze względu na "potrzebę uczestniczenia w liturgii Wielkiego Piątku". Sąd uwzględnił usprawiedliwienie. I co tu komentować? Jaki jest koń, każdy widzi. Wniosek: - wypadku wezwania na rozprawę sądową wystarczy odpisać, że w tym dniu uczestniczy się w spowiedzi i tam otrzyma się rozgrzeszenie ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
edico Zakonnice oskarżone o nakłanianie do gwałtów 10.04.08, 21:39 Przed sądem ruszył proces sióstr ze zgromadzenia boromeuszek. Dotyczy on gwałtów w ośrodku wychowawczym w Zabrzu, w którym chłopcy gwałcili słabszych kolegów - informuje serwis dziennik.pl. - Zróbcie z nim porządek - tak miała mówić siostra boromeuszka z ośrodka wychowawczego w Zabrzu do swoich podopiecznych. A posłuszne dzieci polecenia wykonywały. Chłopcy bezlitośnie bili swoich kolegów i ich gwałcili. Z czasem gwałceni zaczęli robić to samo innym. To, co dzieje się za murami placówki, odkryła przypadkowo policja. - Prowadzącej Ośrodek Wychowawczy Sióstr Boromeuszek Agnieszce F. postawiono zarzut pomocnictwa przy doprowadzeniu małoletniego do poddania się czynności seksualnej. Prokurator zarzuca jej także szereg czynów dotyczących naruszenia nietykalności cielesnej wychowanków oraz ich znieważania - mówi rzecznik Sądu Okręgowego w Gliwicach, sędzia Tomasz Pawlik. Kierowniczce grozi dwanaście lat więzienia. Jej pomocnica Bogumiła Ł. może trafić za kraty na rok - informuje serwis dziennik.pl. wiadomosci.onet.pl/1727475,11,zakonnice_oskarzone_o_naklanianie_do_gwaltow,item.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Re: Zakonnice zakonnice znęcają się nad dziećmi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.09, 02:38 W Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek w Studzienicznej niepełnosprawne maluchy są bite po twarzy, targane za włosy i szturchane - ujawnia "Uwaga" TVN. Skandaliczne zachowanie zakonnic zarejetsrował telefonem komórkowym przypadkowy turysta. Siostry wszystkiemu zaprzeczają. Film zarejestrowany przez turystę jest wstrząsający. "Domek, który wynajmowałem, graniczył z domem opieki społecznej dla dzieci niesprawnych intelektualnie. Któregoś dnia zobaczyłem scenę, w której zakonnica idzie za dzieckiem. Nagle dziecko zatrzymuje się i ściąga buty. Zakonnica zaczyna na dziecko wrzeszczeć. Następnie bierze buty i zaczyna nimi dziecko okładać po głowie. Zaczęła je targać za włosy, bić po twarzy. To była jedna z dwóch takich scen, kiedy widziałem ewidentną przemoc wobec dzieci" - mówi "Uwadze" Piotr Banaszek. Dodaje, że wiele razy słyszał krzyki dochodzące z placówki. Zobacz fragment programu Uwaga TVN Kolejne przykłady agresji wobec dzieci zarejestrowała kamera reporterów TVN. Jednak siostry, poproszone o komentarz, twierdzą, że w całej sytuacji nie ma nic złego. "Ta siostra po prostu się broni. To było w jakiejś obronie koniecznej. Ja tutaj nie widzę wyraźnie, żeby ona targała ją za włosy. Ona trzyma ją za głowę" - tak film nagrany przez turystę ocenia siostra Anna, dyrektor DPS w Studzienicznej. W prowadzonym przez zakonnice domu opieki mieszka 50 dzieci z porażeniem mózgowym, chorobą Downa, autyzmem, niepełnosprawnych fizycznie. Placówkę prowadzi Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Problemu nie dostrzegli także przełożeni sióstr i władze nadzorujące dom opieki. www.dziennik.pl/wydarzenia/article457968/Tak_zakonnice_znecaja_sie_nad_dziecmi.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Zakonnice zachęcały do gwałtów i przemocy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.09, 03:14 W ośrodku wychowawczym w Zabrzu chłopcy gwałcili słabszych kolegów. Jeśli ktoś się sprzeciwiał, sprawiedliwość wymierzano mu biciem. Oprawców do działania zachęcały opiekunki - siostry ze zgromadzenia boromeuszek. Jak poinformował portal Dziennik.pl, przed sądem w Zabrzu ruszył dziś ich proces. Chłopcy bezlitośnie bili swoich kolegów i ich gwałcili. Z czasem gwałceni zaczęli robić to samo innym. Wreszcie, zupełnie przypadkiem, to, co dzieje się za murami placówki, odkryła policja - pisze Dziennik.pl. - "Prowadzącej Ośrodek Wychowawczy Sióstr Boromeuszek Agnieszce F. postawiono zarzut pomocnictwa przy doprowadzeniu małoletniego do poddania się czynności seksualnej. Prokurator zarzuca jej także szereg czynów dotyczących naruszenia nietykalności cielesnej wychowanków oraz ich znieważania" - mówi portalowi rzecznik Sądu Okręgowego w Gliwicach, sędzia Tomasz Pawlik. Według relacji świadków, pewnego razu Agnieszka F. za karę zamknęła w pokoju chłopca wraz z dwoma kolegami, a oni go zgwałcili. www.ekumenizm.pl/content/article/20080410154238980.htm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Zakonnice nie dopuszczają matki do dziecka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.09, 03:18 Siostry zakonne z Ośrodka Opiekuńczo-Wychowawczego w Gliwicach nie dopuszczają do dziecka jego mamy - czytamy w "Super Expressie". Od ponad dwóch tygodni Agnieszka S. i jej mąż Paweł przeżywają potworne katusze. Urzędnicy odebrali im synka, bo uznali, że są zbyt biedni, by go wychowywać. A do tego wszystkiego zakonnice zabraniają im kontaktu z Wojtusiem. Po interwencji "Super Expressu" bulwersującym postępowaniem sióstr zajął się sąd. Dziennikarze poszli z panią Agnieszką do ośrodka. Na pytanie przez domofon, czy może wejść, słyszymy odpowiedź: nie. Dopiero po interwencji naszych reporterów brama się otwiera. Do środka wpuszczona jest tylko matka. Po zaledwie 4 minutach pani Agnieszka opuszcza budynek. - Powiedziały, że Wojtuś jest chory i nie mogę do niego iść - mówi drżącym głosem i dodaje: napisały na kartce, że mam zadzwonić za 5 dni po godzinie 16, a wtedy powiedzą, jak czuje się nasz synek…. Prezes Sądu Rejonowego w Chorzowie nie ma wątpliwości, że uniemożliwienie matce kontaktu z dzieckiem to naruszenie praw rodzicielskich, których przecież pani Agnieszka nie jest pozbawiona. - W związku z tym natychmiast zażądamy wyjaśnień ze strony dyrekcji palcówki, w której przebywa Wojtuś. Pani Agnieszka ma pełne prawo do spotkań i odwiedzin swojego synka. Niewykluczone, że dziecko już wkrótce wróci do mamy i taty - powiedział. kab media.wp.pl/kat,1022939,wid,10742316,wiadomosc.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Zakonnica winna śmierci dziecka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.09, 03:21 Zakonnica z Domu Dziecka w Otorowie usłyszała wczoraj wyrok za niedopilnowanie chłopca, który w kwietniu utopił się w rowie Sąd uznał ją winną nienależytej opieki nad 4-letnim Mateuszem. Wychowanek prowadzonego przez siostry domu dziecka zginął 12 kwietnia, kiedy bez opieki odszedł z placu zabaw i wpadł do rowu melioracyjnego. - Oskarżona nie zachowała należytej staranności, w wyniku czego doszło do wypadku - uzasadniła sędzia Renata Orlińska. Po czym skazała siostrę na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Wydając tak niski wyrok, sąd wziął po uwagę, że Jolanta W. wiele lat ofiarnie pracowała w ośrodku, a tragedia jest dla niej silnym przeżyciem osobistym. Dom dziecka w Otorowie prowadzony jest przez siostry ze zgromadzenia Urszulanek, ale utrzymuje się z dotacji starosty. Dlatego tuż po wypadku pojawili się w nim kontrolerzy z Urzędu Wojewódzkiego. Co zobaczyli na miejscu? Z grafiku wynikało, że czasami jedna wychowawczyni miała pod opieką jednocześnie aż 48 dzieci. Siostry pracowały nie tylko intensywnie, ale też długo. Co trzeci tydzień każda z zatrudnionych w domu dziecka zakonnic pełniła nocny dyżur. Nie zwalniało jej to jednak z pracy za dnia. W takim "dyżurowym tygodniu" wymiar pracy wynosił... 99 godzin - ponad dwukrotnie więcej niż pozwala kodeks pracy. Bywało, że dziećmi zajmowały się osoby, które w ogóle nie były wychowawcami, a zatrudniono je do pomocy, np. przy porządkach. Brakowało wykwalifikowanej opiekunki dla najmniejszego, młodszego niż trzy lata wychowanka. Dyrektorka nie tylko nie miała odpowiedniej specjalizacji, ale nawet nie skończyła studiów. Urzędnicy sporządzili raport i wysłali do domu dziecka pismo z listą zmian, które należy wprowadzić. Siostry odpowiedziały, że ze względu na brak rąk do pracy nie są w stanie ich przeprowadzić. Tłumaczyły, że dom dziecka przy zakonie to szczególna instytucja. Zakonnice są cały czas na miejscu i gdy któraś z sióstr poczuje się zmęczona, zastępuje ją koleżanka. Lista zmian została do domu dziecka wysłana ponownie. Na razie urzędnicy czekają na odpowiedź. Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań miasta.gazeta.pl/poznan/1,36037,4570273.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Nieznana historia zakonnic molestujących dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.09, 03:23 free.of.pl/g/gnieznoracja/artykuly/nalogi.htm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Katolicy w USA są wściekli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.09, 03:27 A wszystko przez kontrowersyjną opinię dziennikarki "Cosmopolitan". Według Nicole Beland trudno jest zniwelować zły wpływ kilkudziesięcioletniej indoktrynacji dziewczynek wychowujących się w szkołach katolickich. Utożsamiają one seks z czymś złym. W dużej mierze to zakonnice są odpowiedzialne za represjonowanie kobiecych potrzeb seksualnych, co negatywnie odbija się na jakości ich pożycia - twierdzi Nicole Beland, dziennikarka "Cosmopolitan". Beland twierdzi też, że dziewczynki uczące się w szkołach prowadzonych przez zakonnice zostały poddane "praniu mózgu" w sprawach zdrowego seksu. I nic dziwnego, że taka opinia natychmiast wywołała ostrą reakcję amerykańskich środowisk konserwatywnych. Członek Ligi Katolickiej William Donahue ironicznie parafrazuje artykuł z "Cosmopolitan". Nie jest tak łatwo zniwelować wpływ kiludziesięcioletniej indokrynacji dziewczynek wychowujących się w żydowskich szkołach albo przez ultraliberalnych rodziców - stwierdził Donahue. www.sfora.pl/Masz-nieudany-seks-To-wina-zakonnic-a5788 Odpowiedz Link Zgłoś
privus Zakonnice znęcały się nad niepełnosprawnymi (film) 09.11.10, 16:05 www.to.com.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091015/KRAJ_SWIAT/62084077 www.to.com.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091015/KRAJ_SWIAT/22082970 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Zarzuty dla księdza za śmierć 13-latka 10.04.08, 21:41 Ks. Stanisław K., były proboszcz parafii w Hłudnie, przyczynił się do śmierci 13-letniego Bartka - twierdzi prokuratura w Brzozowie. W czwartek duchownemu przedstawiła zarzuty - informuje serwis gazeta.pl. Zdaniem śledczych ksiądz znęcał się nad Bartkiem Obłojem, który w połowie grudnia ub. r. powiesił się. - Ks. Stanisław K. bił go po głowie, plecach, szarpał chłopcem, popychał go. K. oskarżał także chłopaka o kradzież z kościoła pieniędzy i smyczy. Groził, że jeżeli Bartek nie przyzna się do winy, to wezwie policję, a informacje o tym będzie rozpowszechniał po całej szkole. Księdzu postawiliśmy zarzut fizycznego i psychicznego znęcania się nad chłopakiem, które przyczyniło się do tego, że 13-latek targnął się na życie - mówi Aurelia Skiba, prokurator rejonowy w Brzozowie. Śledczy ustalili, że duchowny psychicznie i fizycznie znęcał się także nad trzema dziewczynkami z "zerówki" ze Szkoły Podstawowej w Hłudnie. Ksiądz nie przyznał się do winy. Odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu do 12 lat więzienia. Prokuratura nie stosowała wobec księdza żadnych środków zapobiegawczych - informuje serwis gazeta.pl. wiadomosci.onet.pl/1727749,11,item.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Każdy uczciwy katolik powinien być antyklerykałem 12.04.08, 14:45 Cz. I. Klerykalizm to postawa, wedle której ksiądz traktuje świeckiego jak bezradne, głupie dziecko. Duchowny powie, gdzie jest zło, gdzie jest dobro, duchowny objaśni, wyjaśni, nakieruje, bo świecki niczego nie wie. Duchowny zna prawdę, świecki jest ślepy. A kto duchownemu dał do tego prawo? To musiało się źle skończyć. Paweł Smoleński: Podczas niedawnej dyskusji w Lublinie "Co dzisiaj dzieli Polaków?" zaprotestował ojciec przeciwko wskazywaniu wyłącznie na to, co Polaków od siebie oddala. Da się pokazać, co nas łączy? O. Ludwik Wiśniewski: Podziałów, w dodatku brzydkich, wywołujących agresję, poniżających drugiego człowieka mamy w Polsce dość, więc wypada skupić się na tym, co nas łączy. Nie powinniśmy się dzielić, ale różnić, bo różnice między ludźmi mogą być piękne, wartościowe, ciekawe. Na co dzień nie uświadamiamy sobie, ile mamy wspólnego. Uciekają nam najprostsze prawy, choćby taka, że jesteśmy ludźmi, nasze najgłębsze pragnienia są takie same, zapewne wszyscy dążymy do pokoju, miłości, dobra. W oparciu o to trzeba szukać punktów wspólnych. Trudno mi zauważyć w Polsce nadmiar potrzeby społecznej miłości. - Nie ma pan racji, a przynajmniej ja nie chcę wierzyć, że tak jest. Można się natomiast obawiać, że na lata utrwalony zostanie pewien niedobry standard. Robimy kampanię wyborczą i nagle wszyscy dochodzą do wniosku, że musi być ostra i bardzo brutalna. Nie ma w niej miejsca na konkurencję programów. Ważna jest tylko walka z drugim człowiekiem. Jesteśmy przekonani, że musimy szukać haków - prawdziwych, ale też wydumanych, żeby zohydzić konkurentów. Wypowiadamy obraźliwe słowa, gdyż mamy nadzieję, że w ten sposób zarobimy parę dodatkowych punktów. Wszyscy wpędzamy się w jakąś obrzydliwą grę. Opozycja recenzuje rząd - i znów zdaje mi się, że robi to tylko po to, żeby pokazać, jak bardzo niegodziwi ludzie dorwali się do władzy. Rząd odpowiada opozycji podobnym językiem. Wszyscy to oglądamy, czasem mówimy o naszym zniesmaczeniu, ale zdecydowanie zbyt często cieszymy się, że ten temu dowalił, ten temu coś wyciągnął, ten tego obraził albo poniżył. Dalej - jeżeli gazeta ma się dobrze sprzedać, musi pokazać skandal i atakować. Jeżeli mamy zaproszenie do publicznej dyskusji, musimy obrzucić rozmówcę błotem, bo nie zostaniemy zauważeni. I tak dalej. Jeden z uczestników panelu powiedział, że styl polskiej debaty publicznej, padające w niej pomówienia, obelgi, że wszystko to razem wzięte nie wykracza poza reguły demokracji. Że, koniec końców, to tylko słowa. Niedobre, bolesne, obraźliwe - ale tak po prostu jest w demokracji. Uważam przeciwnie. To wcale nie są objawy normalnie funkcjonującej demokracji. Tak wcale nie musi być. Nie ma ojciec najlepszego zdania o polskiej klasie politycznej. - Nie umiem jej ocenić. Pewnych ludzi po prostu szanuję. Innych - powiem tak - po prostu nie rozumiem. Po co obrażać konkurentów, mówiąc, że to targowiczanie, ZOMO? Po co skłócać ludzi? Kiedyś w Petersburgu siedziałem między młodymi Rosjanami. Był z nami pewien Amerykanin, katolik, grał na gitarze i, mam wrażenie, że bardzo lubił Rosję. Działo się to akurat przed wyborami do rady miejskiej. Któryś z Rosjan mówi: "Ja znam tych wszystkich kandydatów. Nikt z nich nie startuje w wyborach, żeby zrobić coś dla miasta. Będą pracować tylko dla siebie". Drugi dodaje: "Jeśli ktoś startuje w wyborach, musi z tego coś mieć. On sam, jego rodzina, jego partia, koledzy. Ludzie po to idą do władzy". Oburzył się Amerykanin. Powiedział: "Jeśli nie zmienicie swojego sposobu myślenia, nie macie prawa narzekać, bo nic się u was nie poprawi". Chłopak aż zzieleniał, był naprawdę wściekły. Wtedy pomyślałem sobie, choć może jestem naiwny, że w Polsce znam kilku ludzi służby. Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Każdy uczciwy katolik powinien być antykleryk 12.04.08, 14:50 Cz. II. Lecz być może przeznaczeniem ludzi służby jest to, że wypadają z polityki. W znakomitej większości zostają cynicy i gracze. - Czasem można odnieść takie wrażenie. Lecz nie chciałbym, żeby los tych, którzy idą do polityki, by służyć, był z góry przesądzony. Przez te ostatnie kilkanaście lat tacy ludzie zrobili wiele dla Polski. Mam nadzieję, że znajdą swoich naśladowców. Podoba się ojcu w Polsce? - Oczywiście. Przecież pamiętam, co działo się tutaj przez większość mojego życia. 20 lat temu byłem przekonany, że skończę w więzieniu. Nie skończyłem. Trochę w tej rozmowie narzekam, chciałbym, żeby w wielu wypadkach działo się inaczej. Ale kiedy słyszę człowieka, który strasznie narzeka na sytuację w Polsce, odpowiadam mu: "Myślałem, że będzie znacznie gorzej. Nie trzeba szukać daleko. Wystarczy poczytać, jak w kraju działo się po I wojnie światowej, gdy pierwszy raz odzyskaliśmy niepodległość. Swary, kłótnie, zastrzelono demokratycznie wybranego prezydenta. Dzisiaj nie jest tak strasznie". Ale jeszcze niedawno z ust ludzi najważniejszych w państwie słyszeliśmy, że Polska po 1989 roku zmarnowała swoją szansę i dopiero oni to naprawią. - I to jest właśnie bardzo przykre, bo bardzo nieprawdziwe. To znów opinia, która dzieli Polaków. Gdyż jednym może się wszystko nie podobać, a inni mają prawo być dumni ze swoich dokonań i będzie to zadowolenie uzasadnione. Polaków nie dzielą tylko politycy i opinie wypowiadane w gazetach. - Niestety, Kościół też dzieli. Jest np. pewne katolickie radio, które w tym się specjalizuje. Przeraża mnie, jak wielu duchownym jest po drodze z Radiem Maryja, jak wielu podziela wyrażane tam poglądy. To bardzo niedobrze, że część Kościoła przykłada rękę do polskich podziałów. Polskę dzielą np. poglądy na zapłodnienie in vitro. Wiemy, jakie w tej sprawie jest stanowisko Kościoła. Po posiedzeniu Komisji Wspólnej Episkopatu i Rządu biskupi oświadczają, że z chęcią będą uczestniczyć w pracach nad ustawą, która zajmie się również in vitro. Co oznacza, że w prawie państwowym, dotyczącym tak katolików, jak ludzi innych wyznań i niewierzących, będą chcieli zapisać jeden system wartości. - Nie rozumiem takiej postawy. Nie należę ani do sfer rządowych, ani do sfer Episkopatu. W moim przekonaniu Episkopat nie powinien uczestniczyć w tworzeniu prawa państwowego. Rolą Kościoła jest jasne zaprezentowanie stanowiska: to uważamy za dobro, to uważamy za zło. Koniec, ani kroku dalej. Bo dalej niech się martwi władza świecka. Niech rozważy, czy kierować się stanowiskiem Kościoła, jak je zapisać w paragrafach i w ustawach, ale też - czy je w ogóle zapisać. Kościół i władza to dwie rozłączne sfery. Stanowienie prawa nie jest rolą księży. W moim przekonaniu angażowanie się przedstawicieli Kościoła w proces legislacyjny jest bardzo niebezpieczne. Właśnie taka postawa dzieli Polaków, a nie łączy. Co jest przyczyną, że część Kościoła pozwoliła w ostatnich latach tak mocno wmanewrować się w politykę? Że z bycia w orbicie władzy świeckiej, z wpływu na doraźną politykę czerpie tak wielką radość? A z drugiej strony - skąd bierze się tak wielka potrzeba rządzących, by podeprzeć się ołtarzem? - Niedawno oglądaliśmy spektakl na Jasnej Górze: premier przemawia od ołtarza, ksiądz stoi tak, jakby był najbliższym współpracownikiem premiera. Byłem zniesmaczony. Już szykowano przecież sprawę w Ministerstwie Rolnictwa, za kilka dni jeden z wicepremierów zostanie oskarżony o łapówkarstwo. A tam wszyscy uśmiechnięci, wiecują. To jakaś hipokryzja. Żaden polityk, a tym bardziej ten, który mówi, że jest związany z Kościołem, nie powinien wystawiać Kościoła na pośmiewisko. Może to siła inercji? Może komunizm niewiele nas nauczył albo - może utrwalił poczucie władzy. Gdy do Polski po raz pierwszy przyjechał Jan Paweł II i spotkał się z Edwardem Gierkiem, ludzie mówili: jak się patrzyło na papieża i Gierka, było widać, kto tu naprawdę rządzi. Może Kościołowi brakuje takiej władzy. Nie wiem, dlaczego niektórych ludzi Kościoła tak ciągnie do polityki. Gdyby Polska była w niebezpieczeństwie, gdyby waliło się i paliło, to owszem. Ale teraz? Tak, taka postawa to dla mnie wielka zagadka. Chyba odezwały się, zupełnie niepotrzebnie, dawne uprzedzenia, lęki, namiętności... ...zachłanność na wpływy, potrzeba władzy? - Nie wiem, choć obawiam się, że może pan mieć trochę racji. Może to stare nawyki, przyzwyczajenia, jak z jakiejś wioski sprzed stuleci: proboszcz jest panem i władcą, ma prawo dyktować wszystko, nawet to, ile parafianie winni mieć dzieci. Niestety, nawet wielu biskupów prezentuje postawę takich proboszczów. To, co ojciec mówi, to czysty antyklerykalizm. - Uważam, że w Polsce, ale nie tylko w Polsce, uczciwy katolik powinien być antyklerykałem. Rola kleru jest przecież ograniczona. Gdy duchowni próbują rozpychać się, rządzić, sterować władzą, wchodzić na nie swoje pola, zaczyna być niebezpiecznie. Rozmawiałem z ludźmi znającymi Holandię. Zastanawiali się, co tam się stało, dlaczego opustoszały kościoły. Mieli w zasadzie jedną odpowiedź. To efekt klerykalizmu: proboszcz wiedział o wszystkim, we wszystko się wtrącał, o wszystkim chciał decydować. Klerykalizm to postawa, wedle której ksiądz traktuje świeckiego jak bezradne, głupie dziecko. Duchowny powie, gdzie jest zło, gdzie jest dobro, duchowny objaśni, wyjaśni, nakieruje, bo świecki niczego nie wie. Duchowny zna prawdę, świecki jest ślepy. A kto duchownemu dał do tego prawo? To musiało się źle skończyć. A może to Polacy są niesprawiedliwi i wolą pamiętać Kościołowi to, co złe? Wolą pamiętać biskupowi obronę księdza molestującego dzieci, niż dostrzegać dobro? - Grzechów Kościoła nie można zamiatać pod dywan, choć z drugiej strony ulubionym przedmiotem plotek zawsze byli duchowni, proboszczowie. Mam wrażenie, że sprawy lustracyjne dotyczące księży wynikają z takiej potrzeby: aha, mamy go, niby taki dobry pasterz, a zobaczcie państwo, co robił. Lubimy bliźnim wyciągać różne nieprzyjemne rzeczy. Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Każdy uczciwy katolik powinien być antykleryk 12.04.08, 14:56 Cz. III. Póki Kościół na własnej skórze nie poczuł, jak smakuje lustracja, póty głośno wołał, że wyzwoli nas prawda z ubeckich zapisków. Nawet niektórzy biskupi, którzy dziś z wielkim namysłem mówią o takich dokumentach, bo okazało się, że nie muszą być ani tak jednoznaczne, ani tak prawdziwe, twierdzili, że to dobra droga poznania przeszłości. - Niestety, było i tak (milczenie). Mam wrażenie, że w pewnym momencie przyszedł strach, także na biskupów, co też w tych teczkach może być na mnie, na moich księży. Nie musiało to wynikać z obaw przed własnymi życiorysami. W teczkach może być po prostu wszystko, najbardziej przerażające bzdury. Dlaczego Kościół nie dostrzegł strachu świeckich? - Nie wiedzieliśmy, co to jest. Nie umieliśmy podejść właściwie do teczek. Pamiętam moje dokumenty. Oglądam je i widzę, że taki i ów donosił, więc niech się przyzna, niech ogłosi publicznie i będzie po sprawie. Lecz kiedy poczytałem, głębiej się zastanowiłem, zacząłem sobie przypominać - musiałem dojść do wniosku, że jedna sprawa drugiej nierówna. Nie wystarcza wprost odczytać te donosy, trzeba wniknąć, co działo się naprawdę, rozpatrzeć we własnym sumieniu. Kościół nie widział strachu świeckich przed teczkami, gdyż brakowało mu wiedzy. Ale też miłości bliźniego. Grzechy Kościoła, trudne momenty, cała miniona epoka winny być dla nas nauczką. Ale musimy też wyciągnąć wnioski z dnia dzisiejszego. Jeśli przeżyjemy to właściwie, nie zasłaniając się sutanną i rzekomą nadzwyczajnością księży, Kościół dobrze sobie poradzi. Lecz jeśli - powtórzę - duchowny - tak biskup, jak i proboszcz - będzie alfą i omegą, w świątyniach zobaczymy puste ławki. Kiedyś nie było takiej obawy. - Łatwiej było być z ludźmi, łatwiej można było akceptować ich różnorodność, bo społeczeństwo było uciskane i Kościół był uciskany. Wśród ludzi panował strach, więc szukali miejsca, gdzie mogą o nim zapomnieć, choćby na chwilę. Ale i wśród duchownych strach też był obecny. Niewielu tolerowało działania opozycyjne. Jeszcze mniej angażowało się w opozycję. Duchowni byli tacy sami jak społeczeństwo. Ani lepsi, ani gorsi. Choć generalnie Kościół dobrze przeszedł przez tamten czas. Ale teraz też jest w Kościele wiele miejsc otwartych, nastawionych na dialog, przyjaznych. Co będzie dalej? - Nie wiem. Jeżeli duchowni, poczynając od biskupów, zdobędą się na pokorę, wtedy będzie dobrze. Jeżeli natomiast Kościół zastygnie w butności, jeżeli będziemy oskarżać wszystkich wkoło, jeśli uwiedzie nas chęć uczestniczenia w polityce, jeśli będziemy czuli się uprawnieni do stanowienia prawa, źle widzę przyszłość. Jednak mam nadzieję, że duchowieństwo stanie się pokorne. Rozmawiał Paweł Smoleński * O. Ludwik M. Wiśniewski - dominikanin, jako duszpasterz akademicki w latach 1962-72 w Gdańsku, a następnie do 1981 r. w Lublinie wywarł duży wpływ na tamtejsze środowiska studenckie. Większość jego ówczesnych wychowanków utworzyła Ruch Młodej Polski. W 1977 r. był współzałożycielem Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Później pracował we Wrocławiu i w Krakowie, a w latach 1990-96 w Petersburgu. Mieszka w Lublinie. Źródło: Gazeta Wyborcza www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5044320.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Efekty paetz'owania 12.04.08, 15:11 Mieszkanie w najelegantszej i najbardziej prestiżowej dzielnicy Wiecznego Miasta, pełne cennych obrazów i perskich dywanów to przywilej najbogatszych rzymian. I arcybiskupa Juliusza Paetza - pisze "Życie Warszawy". "ŻW" dotarło do dokumentów potwierdzających, że abp Juliusz Paetz posiada w stolicy Włoch luksusowy apartament. Poprosiliśmy kilka rzymskich biur nieruchomości o wycenę jego powierzchni obliczanej na ok. 80-100 m2. Jego wartość może sięgać nawet miliona euro. Dzięki byłemu mężowi bratanicy arcybiskupa dowiedzieliśmy się też, co jest w środku. - Mieszkanie ma sypialnie, dwa pokoje, przestronny salon, łazienkę i kuchnię. Na ścianach wiszą wartościowe płótna oprawione w cenne ramy, podłogę zaściełają perskie kobierce. Jest pełno antyków - opowiada "ŻW" Paolo Pozza. - To nie jest normalna sytuacja, aby arcybiskup miał w Rzymie własne mieszkanie. Ci, którzy pracują dla Stolicy Apostolskiej, mieszkają zazwyczaj w apartamentach należących do Watykanu. Z kolei przyjezdni nocują w klasztorach, domach pielgrzyma - twierdzi watykanista Franco Pisano z Asia News. Arcybiskup Paetz ma jeszcze w Poznaniu pół bliźniaka, który dzieli z bratem-lekarzem. To jego córce Paetz zapisał w testamencie zarówno to mieszkanie jak i rzymski apartament. img.interia.pl/wiadomosci/nimg/Abp_Paetz_luksusowy_abp_1452810.jpg fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/antyki-i-perskie-dywany-rzymskie-luksusy-abp-paetza,868335,2943 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Kociół po staremu wbrew VSII 12.04.08, 23:16 Warszawa, dnia 10 kwietnia 2008 r. Oświadczenie Prezydium Konferencji Episkopatu Polski Od pewnego czasu odnotowuje się w środkach społecznego przekazu niepokojące sygnały, sugestie czy nawet żądania podważające kompetencję Stolicy Apostolskiej w dziedzinie obsadzania stolic biskupich. Tego typu działania stanowią niedopuszczalną metodę wywierania nacisku na wewnętrzne sprawy Kościoła oraz są próbą ograniczania jego autonomii. Przypominamy, że Stolica Apostolska reprezentowana przez Nuncjusza Apostolskiego w Polsce i w porozumieniu z Konferencją Episkopatu Polski stosuje autonomiczną procedurę kanoniczną obsady stolic biskupich. Próby jej ograniczania i kontrolowania były podejmowane od wieków przez reżimy absolutystyczne, próbujące zawładnąć wszystkimi wymiarami życia człowieka. Ostatnio miało to miejsce w czasach komunistycznych. Kościół powszechny i Kościół w Polsce zawsze bronił wolności swoich decyzji personalnych. Stwierdzamy z ubolewaniem, że w naszym kraju pojawiają się obecnie próby podważania usankcjonowanej od lat praktyki wyboru biskupów diecezjalnych przez naciski, także za pomocą środków społecznego przekazu, włączając w to również media publiczne. Działania te przynoszą szkodę Kościołowi i społeczeństwu, zwłaszcza że w dyskusjach używany jest język niechęci, podziałów i antagonizmów. Te działania są równocześnie zaprzeczeniem wychowawczej roli mass mediów, które zamiast budowania ducha jedności i tworzenia płaszczyzn porozumienia, zamieniają się w narzędzia służące szerzeniu nieufności i podejrzliwości. Skutkiem takiej działalności będzie nieuchronne pogłębienie podziałów i uprzedzeń w społeczeństwie. W imię wspólnego dobra Ojczyzny wzywamy wszystkich do zaniechania podobnych praktyk, a ludzi Kościoła prosimy o przyjmowanie decyzji Ojca Świętego w duchu wiary i zrozumienia, tak jak czyniliśmy to w latach pontyfikatu Sługi Bożego Jana Pawła II. + Józef Michalik Metropolita Przemyski Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski + Stanisław Gądecki Zastępca Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski + Stanisław Budzik Sekretarz Generalny Konferencji Episkopatu Polski www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20080412&id=po02.txt Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mark Życiński wiedział o współpracy Wielgusa z SB IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.08, 20:39 - Ostrzegałem Kościół, żeby sprawę współpracy metropolity warszawskiego z SB rozstrzygnął wewnątrz własnych struktur. Kiedy Kościelna Komisja Historyczna znalazła dokument poświadczający współpracę abp Wielgusa ze służbami bezpieczeństwa, poinformowano o tym abp. Życińskiego. On jednak nie zareagował - oskarżał ks. Isakowicz-Zaleski. Ostre słowa wobec padały wczoraj kilkukrotnie. Dodał, że metropolita lubelski abp Życiński wielokrotnie twierdził, że akta IPN są sfałszowane. - Z tym stwierdzeniem nigdy się nie zgodzę - twierdził autor książki. Isakowicz-Zaleski na UMCS promował swoją książkę "Moje życie nielegalne". Jak stwierdził, po śmierci Jana Pawła II Kościół stoi przed kryzysem. Do sprawy abp. Wielgusa wracał wielokrotnie. - Popełnił szereg błędów. Zaprzeczając współpracy ze służbami bezpieczeństwa sam siebie pogrążył. Wielokrotnie w wywiadach zmieniał swoje wersje, przez co stał się osobą niewiarygodną - mówił Isakowicz. Zaznaczył też, że źle się stało, iż to właśnie Wielgus został odznaczony nagrodą im. ks. Idziego Radziszewskiego za "wybitne osiągnięcia naukowe w duchu humanizmu chrześcijańskiego" (przyznaje ją Towarzystwo Naukowe KUL). - Katolicka uczelnia, jaką jest KUL, przyznając tak ważny tytuł powinna brać pod uwagę nie tylko osiągnięcia naukowe, ale także moralność jej laureata - dodał Isakowicz-Zaleski. Podkreśłił, że nagroda, która miała być przysługą dla Wielgusa, stała się dla niego tylko dodatkowym problemem i utrapieniem. W grudniu 2006 r. abp Stanisław Wielgus został mianowany metropolitą warszawskim. Wtedy również pojawiły się nieoficjalne informacje dotyczące jego współpracy z SB. Wielgus wszystkiemu zaprzeczał. 5 stycznia 2007 r. arcybiskup przejął urząd metropolity warszawskiego. Tego samego dnia Kościelna Komisja Historyczna stwierdziła, że podjął on współpracę z SB. Zaplanowany na 7 stycznia ingres nie odbył się - abp Wielgus złożył rezygnację z funkcji. Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin miasta.gazeta.pl/lublin/1,48724,5142411.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p biskupi zaufali gen. Kiszczakowi IP: *.chello.pl 24.04.08, 19:13 Biskupi zaufali gen. Kiszczakowi Gen. Kiszczak zapewnił, że dokumenty dotyczące księży zostały zniszczone/fot. P. Bławicki Gen. Kiszczak zapewnił, że dokumenty dotyczące księży zostały zniszczone/fot. P. Bławicki /Agencja SE/East News Wtorek, 9 stycznia (06:12) Słyszałem, że generał Czesław Kiszczak przekazał w 1990 r. informację prymasowi, że wszystkie materiały dotyczące duchownych zostały zniszczone. Z tego może wynikać postawa niektórych księży, którzy zaprzeczają haniebnej współpracy z SB, brnąc w tę straszną dla nich i dla Kościoła matnię powiedział "Życiu Warszawy" emerytowany biskup. Według informacji gazety, większość hierarchów jeszcze w ubiegłym roku była pewna, że w archiwach IPN nie ma poważnych materiałów obciążających księży. Panowało przekonanie, że kompromitujące materiały poszły na przemiał. Dlatego w wielu diecezjach wydano nieformalne zalecenie, aby księża, którzy byli tajnymi współpracownikami, nie przyznawali się do tego. W ostateczności agenci w sutannach mieli mówić, że prowadzili z SB grę, bądź ich współpraca nie wyrządziła nikomu krzywdy. Tak właśnie tłumaczyli się o. Hejmo (TW Hejnał, Dominik), ks. Czajkowski (TW Jankowski), a ostatnio abp Wielgus (TW Grey). - Chyba nikt w Kościele nie zdawał sobie sprawy, że zostało tyle tak ciężkich dokumentów. Okazało się jednak, ku zaskoczeniu wielu dostojników, że dużo najtrudniejszych akt zostało w postaci mikrofilmów w archiwach Departamentu I, czyli wywiadu. Żaden TW nie może być pewny, że nie ma jego teczki. Natrafiałem na przypadki, że akta zniszczone w jednym województwie odnajdują się na mikrofilmach wywiadu, powiedział "Życiu Warszawy" ks. Isakowicz- Zaleski. PAP Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w 5 księży donosiło na Wałęsę IP: *.chello.pl 20.05.08, 18:26 "Wśród 140 tajnych współpracowników służb specjalnych PRL, którzy donosili na Lecha Wałęsę, znalazło się 5 księży. Wałęsa odmawia podania ich nazwisk". Odpowiedz Link Zgłoś
privus Re: 5 księży donosiło na Wałęsę 30.06.17, 21:41 Kościół zawsze grał we własnym interesie na dwóch harfach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zły Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.ostnet.pl 21.05.08, 22:01 Nie dobrze! Same śmieci i śmieciarze! Odpowiedz Link Zgłoś
privus Kościół podczepia się pod walentynki 15.02.10, 00:34 Pewien tygodnik, którego misją społeczną jest doprowadzanie milionów Polaków do szału (nie chodzi o "Wprost") udowadnia, że jeśli w czymś Kościoła nie ma, to tylko dlatego, że Kościół jeszcze tego nie odkrył . Proszę państwa, Kościół odkrył walentynki. Naturalnie Dzień Świętego Walentego ma tyle wspólnego z Kościołem katolickim, co słonina ze słoniem. Pod wezwaniem tego świętego są głównie kaplice cmentarne, gdyż jest to patron zabójców, samobójców, ofiar zarazy, padaczki, chorób umysłowych i opętanych. W dodatku nie wiadomo, czy w ogóle istniał. Święty Walenty to postać legendarna, podobnie jak Święty Mikołaj. Kościół próbuje postaci te odzyskać przez resakralizację. Walentego skreślono z kalendarza liturgicznego w roku 1969. 14 lutego Kościół obchodzi wyłącznie pamiątkę świętych Cyryla i Metodego. Jednak jeśli świecka tradycja jest silna, Kościół wyznaje zasadę: nie możesz ich pokonać, to się do nich przyłącz. Wraz z amerykanizacją Europy popularność zyskały typowo amerykańskie święta. Kościół musiał jakoś nadążyć. W 1997 Jan Paweł II osobiście pozdrowił wiernych z okazji Dnia Św. Walentego, i do tradycji świeckiej dołączyła kościelna. Walentynki to tradycja bardzo, ale to bardzo świecka, i trudno ją "ukościelnić". Kościół próbuje tu podobnej manipulacji, co ze Świętym Mikołajem. Nie było żadnego świętego Mikołaja biskupa, który rozdawał dzieciom prezenty. Tradycja ta została zmyślona, by świeckiemu i pogańskiemu zwyczajowi Santa Clausa, czyli życzliwego holenderskiego kobolda, nadać jakieś cechy religijne. Mimo to Kościół usiłuje przekonywać, że to jakaś pradawna tradycja chrześcijańska, która uległa wulgarnemu zeświecczeniu, i trzeba ją na powrót sakralizować. Możliwe więc, że również Walenty wróci wkrótce do kalendarza liturgicznego: tym razem jako patron czystości przedmałżeńskiej, ślubów kościelnych i metody termicznej. Tak można wnosić ze sposobów obchodzenia walentynek, jakie proponuje Kościół katolicki. Karmelici bosi z Wadowic mają dziś w ofercie budujący spektakl Miłosne wejrzenie. Od zakochania do miłości oblubieńczej. Paulini z Leśniewa zapraszają zakochanych na błogosławieństwo, kawę i ciasteczka: wypiekane z dodatkiem cuda czyniącej wody z cudownego źródełka. Parafia św. Floriana w Katowicach zaprasza na Walentynki ze świętym Walentym, czyli mszę i koncert fletowy. Jan Góra, dominikanin, proponuje święcenie pierścionków narzeczeńskich oraz uroczyste składanie ślubów czystości. Również narzeczeńskiej. A więc, do wyboru, do koloru. Jednak czy nowa kościelna tradycja może konkurować ze starą, świecką? Która ma charakter coraz bardziej erotyczno-seksualny, z prezentami kupowanymi w seks-shopach? Sacrum konkuruje z profanum, ale czy się z nim nie wymiesza? W przypadku Świętego Mikołaja takiego ryzyka nie ma, ale walentynki... Można odnieść wrażenie, że próbując przywrócić religijny charakter świętu, które nigdy takowego nie miało, Kościół gra pod siatką.Co będzie następne? Katolickie Halloween? www.pardon.pl/artykul/3977/kosciol_podczepia_sie_pod_walentynki Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w burzenie pustych kościołów we Francji IP: *.chello.pl 22.05.08, 17:37 wiadomosci.onet.pl/1414383,2678,kioskart.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w Re: burzenie pustych kościołów we Francji IP: *.chello.pl 22.05.08, 17:42 Sophie de Ravinel/31.05.2007 08:00 Kościoły do zburzenia , "Lefigaro" Małe wiejskie kościółki stoją puste i popadają w ruinę Odwiedza je coraz mniej wiernych, a utrzymanie świątyń jest bardzo drogie. Merowie francuskich miast i miasteczek coraz częściej wydają decyzję o ich rozbiórce. Merostwa zastanawiają się nad przyszłością kościołów. Zachować je czy zburzyć? Nie ma wątpliwości, że czarne chmury zawisły nad małymi wiejskimi kościołami. Tak jakby zniknęło swego rodzaju tabu zakazujące ich rozbiórki. Béatrice de Andia, stojąca na czele nowego Stowarzyszenia na rzecz Ochrony Dziedzictwa Religijnego, potwierdza w oparciu o raport Senatu, że "2800 spośród 15 tysięcy chronionych wiejskich kościołów jest zagrożonych. – To wróży, że obiekty niesklasyfikowane jako zabytki, których ochrona nie jest dla państwa priorytetem, mają przed sobą mroczną przyszłość – mówi ta była urzędniczka merostwa Paryża, odpowiedzialna za kulturę. Christian Prunier, który w 2003 roku stworzył poświęconą historii i zabytkom stronę internetową clochers.org, twierdzi, że "aby pozbyć się jakiejś budowli, wystarczy pozwolić jej niszczeć przez 20 lat, następnie ogrodzić ją czerwonymi taśmami jako niebezpieczną, a później sporządzić orzeczenie o zagrożeniu. Wówczas rozbiórka nie jest już czymś wstydliwym. Staje się wręcz obowiązkiem”. – Francuzi są jednak "organicznie przywiązani" do swoich świątyń – mówi Alain Guinberteau, założyciel strony internetowej 40000clochers.com, który ogłosił konkurs fotograficzny z nagrodą za najlepsze zdjęcia wiejskich kościołów. W Wandei, historycznym regionie znanym z powstań chłopskich, gdzie w XIX wieku budowano liczne obiekty sakralne, coraz więcej urzędników miejskich przełamuje tabu i zaczyna burzyć kościoły z powodu braku środków na ich utrzymanie. Miedzy stosami kamieni, popękanych posadzek i strzaskanych dachówek, rosną chwasty. Widać jeszcze trzymający się jakoś narożnik ściany i zardzewiałe żelazne pręty sterczące ku niebu. W tym opuszczonym przez ludzi miejscu jeszcze rok temu stał kościół, górujący nad całą okolicą – teatrem wojen wandejskich. Wzniesiony w 1870 roku w najwyższym punkcie departamentu Maine-et-Loire kościół parafialny miasteczka Saint-Georges-des-Gardes został zburzony w sierpniu ubiegłego roku. – Został zdekonstruowany – uściśla mer Gabriel Lahaye, który nie będąc wprawdzie wyznawcą filozofii Jacques’a Derridy, wybrał takie określenie ze względu na jego łagodniejszy charakter i zawarty w nim odcień szacunku. Licząca 1500 mieszkańców gmina ma inny kościół i nie mogła udźwignąć kosztów remontu – ponad milion euro. Budowle wzniesione przed 1905 rokiem są utrzymywane przez wspólnoty lokalne. – Mówiono mi: "Będziesz tego żałował!" Ale nie ma czego – zapewnia Gabriel Lahaye. Jeden z mieszkańców, Gérald Eloire, próbował sprzeciwić się rozbiórce, wysyłając list otwarty do mera, tworząc stowarzyszenie, mobilizując media. Na próżno. Ten ateista z przekonania, który zdecydował się zamieszkać w miasteczku właśnie z powodu uroku jego kościoła, pociągnął za sobą tylko garstkę mieszkańców. I spotkał się z wieloma przejawami wrogości. Mer na miejscu dawnego budynku zamierza wybudować małą kapliczkę w nowoczesnym stylu. Mówi, że "inne gminy zamierzają postąpić podobnie". Rzeczywiście, w regionie pełno jest kościołów zbudowanych w XIX wieku, aby pomieścić licznych wówczas wiernych. Nowe świątynie wznoszono nawet za cenę burzenia tych zbyt małych lub naruszonych zębem czasu, choć miały walory architektoniczne. Bernard Briodeau, mer Valanjou potwierdza, że przejrzał dokładnie różne plany, ekspertyzy, zbadał regionalne i departamentalne źródła pomocy i konto gminy, zanim pogodził się z oczywistością: kościół św. Marcina w jego miasteczku również skazany jest na zagładę. Mer ma nadzieję, że uda mu się zachować wieżę obronną z XV wieku, do której cztery stulecia później został dobudowany budynek świątyni. Na razie rozbiórką ma być objęty tylko kościół i dzwonnica. Podobnie jak w Saint-Georges-des-Gardes, kler administrujący tymi miejscami nie wyraził zastrzeżeń. Msza odprawiana jest w innym kościele tej małej gminy, a jest w niej co najmniej pięćdziesiąt kaplic, kapliczek domowych czy stacji Drogi Krzyżowej. – Liczba praktykujących wyraźnie spadła podczas ostatnich dziesięciu lat – zauważa mer – i ludzie akceptują tę decyzję. Wiedzą, że ich wiara jest silniejsza niż stare bezwartościowe kamienie. Priorytet dzisiejszego Kościoła to żywe kamienie! Bernard Briodeau otrzymał listy, anonimowe lub podpisane, od osób niekiedy spoza gminy, w których straszono go "ogniem piekielnym", jeśli popełni "świętokradztwo". – Wiem, że w tym regionie nie należy dotykać kościoła, nawet jeśli msza w nim jest odległym wspomnieniem. To wpływ historii i tradycji. Ale co ja mogę zrobić? Michel Baron, mer odległego o 45 kilometrów Gesté, mówi, że on też szukał innych rozwiązań. Tym bardziej, że kościół, bardzo obszerny, którego zburzenie właśnie przegłosowała rada miejska, jest jedynym w liczącej 2500 mieszkańców gminie. Jeszcze odprawia się w nim msze. Na miejscu kościoła mer obiecuje zbudowanie "sali na 500 miejsc, która może być podzielona na dwie części – nowoczesnej, łatwej do ogrzania, przyciągającej młodzież". Proboszcz parafii, Pierre Pouplart podchodzi do tego z rezerwą. – To są sprawy gminy – mówi. – Rozumiem, że ma ona problemy z kosztami konserwacji. Ojciec André Boudier, odpowiedzialny za sztukę sakralną w diecezji Angers zauważa: – Kościoły o walorach zabytkowych muszą być ratowane. Burzenie innych trzeba zaakceptować. Na ich miejscu powinny powstać budowle lepiej przystosowane do dzisiejszych potrzeb. "Lefigaro" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vaticanszczik lekcja religii -Sulęcin k. Poznania IP: *.chello.pl 25.05.08, 08:41 pl.youtube.com/watch?v=iQz-mj07080 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: antyradiator tab. rej. : "Toruń przeprasza za Radio Maryja" IP: *.chello.pl 26.05.08, 17:42 wiadomosci.wp.pl/gid,9986810,img,9986820,kat,0,galeriazdjecie.html?G%5Bpage%5D=15 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: et Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.chello.pl 26.05.08, 18:56 "Ed" , polecam Tobie poniższą książkę. Ja kupiłem ją w salonie prasowo-książkowym "Kolportera". Książka idealnie współbrzmi z niniejszym wątkiem :))) Pozdrawiam. www.wab.com.pl/index.php?id=7&bid=680 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.08, 12:52 Dziękuję za informację. Już zamówiłem. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.08, 00:04 Polecam znacznie lepszą opartą na faktach od dywagacji (poniekąd bardzo słusznych) porównujących katolicyzm z marketingiem i jego formami: Rric Lacanau / Paolo Luca: Grzeszni papieże, URAEUS, Gdynia 1993, ISBN 83-85732-00-4 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: z o , następny ks. pedofil IP: *.chello.pl 29.06.08, 21:56 miasta.gazeta.pl/szczecin/1,34959,5404147,Ksiadz_uwiodl_nastolatke_ze_Stargardu.html Odpowiedz Link Zgłoś