Dodaj do ulubionych

Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2)

    • Gość: w ks.pedofil z Szczecina IP: *.chello.pl 10.03.08, 08:48

      "Gazeta Wyborcza": Wstrząsający reportaż o tym jak Kościół katolicki ukrywał
      aferę pedofilską zamieszcza gazeta w swym dodatku "Duży Format". O molestowaniu
      dzieci przez ks. Andrzeja, założyciela i dyrektora ogniska dla trudnej młodzieży
      w Szczecinie, wiedziało trzech biskupów i wielu księży. Latami straszna prawda
      nie mogła zostać ujawniona.
      Chłopcy zwierzyli się wychowawcom, oni zaś w 1995 r. poinformowali bp.
      Stanisława Stefanka, któremu podlegała oświata w archidiecezji. Hierarcha nie
      uznał ich relacji za wiarygodne. Nie porozmawiał z żadnym z poszkodowanych.

      Grzesznik w Kościele - zobacz materiał w Onet.tv Rozgoryczeni wychowawcy
      poprosili o pomoc dwóch zakonników. Przyjął ich abp Marian Przykucki. -
      Powiedział, że boleje nad sprawą i pomoże w rozwiązaniu, wspomina jeden z
      zakonników. Ale arcybiskup zaufał osądowi bp. Stefanka i nie kazał sprawy dalej
      badać. Wprawdzie odsunął ks. Andrzeja od pracy w ognisku, ale wiosną 1996 r.
      powierzył mu nadzór nad szkołami katolickimi w Szczecinie. Potem ks. Andrzej
      kierował Liceum Katolickim w Szczecinie, przewodniczył Stowarzyszeniu Szkół
      Katolickich.

      Wychowawcy nie dali za wygraną. W 2003 r. ich zeznania i relacje ofiar spisał
      dominikanin Marcin Mogielski. Jego zwierzchnik o. Maciej Zięba przekazał je
      obecnemu arcybiskupowi szczecińsko- kamieńskiemu Zygmuntowi Kamińskiemu.
      Metropolita zajął się sprawą dopiero, gdy wychowawcy zasugerowali, że pójdą do
      prokuratury. Sąd biskupi przesłuchał tylko dwóch pokrzywdzonych. Ks. Andrzej
      został odsunięty od oświaty dopiero w 2007 r.

      Czterej chłopcy, którzy go oskarżyli, są już dorośli. Ryszard próbuje ułożyć
      sobie życie: - Ale każde wspomnienie o ks. Andrzeju cofa mnie z tej drogi. Eryk
      wyjechał z Polski. Mówi, że połowa duszy mu umarła, a pustka po niej boli w
      rozdzierający sposób.

      Postępowanie przed sądem biskupim ma zakończyć się w połowie roku. Ks. Andrzej
      zaprzecza: - w życiu takich rzeczy nie robiłem. Chce odzyskać nadzór nad
      diecezjalnym szkolnictwem."
      • edico Portal Ruchu Ofiar Księży 22.03.08, 19:23
        www.ruchofiarksiezy.org/phpBB2/index.php?sid=f33f69e04de66aae3016391f19766736
        • Gość: mark Ksiądz tymczasem o erekcji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.08, 20:16
          Ksiądz wyparł się swoich słów w telewizji, ale cała klasa potwierdza naszą
          wersję - mówią uczniowie szczecińskiego gimnazjum, którzy wysłuchali
          kontrowersyjnej katechezy o miłości

          O zakończonej skandalem lekcji katechezy w Gimnazjum nr 14 w Szczecinie
          pisaliśmy dwa tygodnie temu. Według uczniów drugiej klasy ksiądz Krzysztof
          Łuczyk nazwał homoseksualistów osobami chorymi psychicznie, a 14-letniej Nicoli,
          która stanęła w obronie gejów i lesbijek, polecił opisanie aktu homoseksualnego.
          Odmówiła.

          Oburzony ojciec Nicoli zgłosił się do "Gazety". Po interwencji dyrektora ksiądz
          przeprosił uczniów, "jeśli poczuli się urażeni jego wypowiedziami".

          Parę dni później ks. Krzysztof wystąpił jednak w programie ,,Warto rozmawiać" w
          TVP 2. Na pytanie Jana Pospieszalskiego, czy katecheza wyglądała tak, jak
          opisują ją dzieci, odparł: - Absolutnie nie. Mówiłem o związkach między kobietą
          i mężczyzną, że owocem ich miłości są dzieci i że związki homoseksualne są
          nienaturalne. Nie kazałem nikomu opisywać aktu homoseksualnego. Zapytałem tylko
          uczennicę, czy związek między dwoma mężczyznami jest czymś naturalnym.

          Pospieszalski przedstawiał księdza jako ofiarę nagonki antyklerykalnej "Gazety".

          Katecheta tłumaczył: - Może za daleko poszliśmy w dyskusji? Jednak moim
          obowiązkiem jest głoszenie prawdy, mimo że można być za to prześladowanym jak
          Chrystus.

          W klasie Nicoli zapanowało wzburzenie.

          - Wyszliśmy na kłamców. Ale przy dyrektorze cała klasa potwierdziła naszą wersję
          - mówi "Gazecie" Nicola. - Ksiądz robi wszystko, by nas oczernić, boi się
          konsekwencji.

          Patryk: - Ksiądz kłamie.

          Ojciec Nicoli: - Córkę dotknęło telewizyjne wyznanie księdza. Nasze dzieci
          wyszły na kłamców. Dlaczego nikt nas nie zaprosił do programu?

          Dyrektor Mirosław Mika rozmawiał z uczniami o katechezie: - Klasa zawsze będzie
          mówiła jednym głosem. Może byłoby inaczej, gdybym porozmawiał z każdym z osobna,
          ale wolę im tego oszczędzić. Nie mam przesłanek, by nie wierzyć uczniom. Ale nie
          mam też powodu, by podważać to, co mówi ksiądz. Jeżeli ktoś ma rozmawiać z
          księdzem, to nie ja, tylko kuria.

          Z chodzenia na religię zrezygnował Patryk: - Też miałem inne zdanie o gejach.
          Ksiądz na to, że skoro rodzice wychowali homoseksualistę, to niech mama
          przyjdzie do szkoły.

          - Przyszłam. Ale zamiast dyskutować o homoseksualizmie, ksiądz zwrócił mi uwagę,
          że Patryk nie powinien całować się z koleżanką, bo, jak się wyraził, głębokie
          całowanie wywołuje erekcję członka. A to jest, dodał, bardzo niepożądane -
          opowiada matka Patryka.

          Po tej rozmowie rodzice uznali, że syn rzeczywiście nie powinien już chodzić na
          lekcje religii.

          Komentarz Piotra Pacewicza

          Warto powtórzyć wniosek poprzedniego tekstu: ten katecheta nie nadaje się do
          prowadzenia zajęć z młodzieżą, zwłaszcza w gimnazjum. Łamie zasady pedagogiki, a
          jego nauki są sprzeczne z wartością tolerancji. Nie umie przyjąć, że uczeń ma
          inne zdanie, musi ucznia złamać. Gdyby choć unikał tematyki seksualnej... Ale
          najwyraźniej nie potrafi. Rozumiem, że dla dyrekcji w okresie naboru do szkoły
          to nie jest wygodny temat, ale może ktoś wreszcie zlituje się nad uczniami?

          Jan Pospieszalski zrobił w TVP typową grandę-propagandę. Zaprosił księdza, ten
          przyrównywał się do Chrystusa, a drugiej strony sporu nie było. Pospieszalski
          odsądził od czci i wiary "Gazetę" i wyżej podpisanego, a na ekranie wyświetlał
          napis: "Co zrobić, żeby Pismo Święte pozostało w Polsce legalne?". Odpowiadam
          Pospieszalskiemu: w sprawie Pisma - nic nie trzeba, w sprawie takiej katechezy w
          publicznej szkole - owszem.

          fot. Cezary Aszkiełowicz

          Uczniowie Gimnazjum nr 14 w Szczecinie. - Na szczęście cała klasa wie, jak było
          - mówią Nicola i Patryk (z lewej). Obok Justyna i Alicja

          Źródło: Gazeta Wyborcza
          www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5138787.html
      • privus Skarbnik Watykanu kardynał Pell pedofilem? 30.06.17, 21:45
        Kardynał Pell, który jest prefektem Sekretariatu ds. Ekonomii, czyli odpowiednikiem ministra finansów w Watykanie, to według BBC osobistość numer trzy w Kościele katolickim oraz - jak podkreśla AP - najwyższy w historii dostojnik watykański, który usłyszał zarzuty w związku ze skandalem dotyczącym nadużyć seksualnych wśród duchownych.
        www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/swiat/skarbnik-watykanu-kardyna%c5%82-pell-z-zarzutami-o-napa%c5%9bci-seksualne/ar-BBDra5M?li=BBr5KbO
    • Gość: er J.Kaczyński o internautach IP: *.chello.pl 11.03.08, 17:51
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,5010274.html
      • Gość: er Re: J.Kaczyński o internautach IP: *.chello.pl 11.03.08, 18:25

        "Jarosław Kaczyński udzielił PiS-owemu portalowi obszernego wywiadu. Nie, nie
        czytałem całego, ale polecam zwrócić uwagę na fragment dotyczący ułatwienia
        głosowania w wyborach. Akurat w poprzednim wpisie wspomniałem o e-votingu.
        Jarosław Kaczyński mówi o internautach i stwierdza co następuje:

        "Osobiście nie jestem zwolennikiem zmuszania ludzi do brania udziału w wyborach
        ani też znacznych ułatwień jeśli chodzi o oddawanie głosu. Akt głosowania
        powinien być według mnie czynnością poważną, świadomą, wymagającą pewnej fatygi.
        Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem,
        oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu
        przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę
        odebrać. Dlaczego? Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim
        posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować na kogo ma zagłosować."

        Wiem, że może nie warto odnosić się do tego typu kwiatków i lepiej puścić je
        mimo monitora. Mówi to jednak gość szefujący największej partii opozycyjnej, a
        znając chwiejność i "wahadłowość" przekonań polskiego elektoratu być może
        ponownie przyszły premier. Co zrobić? Rozłożyć ręce? To być może nic nie
        znaczące słowa. Internetu ogarnąć się nie da. Zerkam na USA. To co się dzieje w
        sieci wokół kampanii Baracka Obamy (a wcześniej Rona Paula) to czystej wody
        obywatelski, oddolny ruch. Ludzie masowo blogują, organizują spotkania, zbierają
        pieniądze. Nikt nie zastanawia się nawet, czy na co dzień oglądają porno w sieci
        pijąc przy tym piwo i paląc jointa. Internet tak wrył się w krajobraz kampanii w
        USA, że z ust analityków padają nawet porównania Hillary Clinton do PC, a
        Baracka Obamy do Mac'a. Nie mówiąc o pytaniach od internautów podczas debat.

        Ciekawe co zrobiłby Jarosław Kaczyński, gdyby taki młody internauta zadał mu
        pytanie o wybory przez sieć? Chciałby się upewnić, czy na biurku nie stoi puszka
        browaru, a w osobnym oknie przeglądarki nie ma odpalonego Youporn'a?

        Ciekawe z punktu widzenia PR jest użycie tych słów właśnie w wywiadzie dla
        portalu. Gdyby padły w "Dzienniku", albo w "Rzepie", to jeszcze mógłbym się
        uśmiechnąć pod nosem. Ale opowiadanie takich głupot o internautach w internecie
        to bardzo ciekawe zagadnienie. Te słowa to zresztą kolejny dowód, że politycy
        trzęsą portkami przed internautami. Ich znaczenie należy odczytywać dokładnie
        odwrotnie, niż to wynika z treści. Jeżeli Kaczyński stwierdza, że "wiadomo, kto
        ma przewagę w internecie", to nie znaczy, że internauci są z układu, ale że nie
        bardzo (socjotechnicznie) da się ogarnąć tę pozornie rozproszoną grupę ludzi. Z
        kolei słowa, że "tą grupą najłatwiej manipulować" znaczą mniej więcej tyle, że
        jest najmniej podatna na jakiekolwiek manipulacje. Trzeba ją zatem maksymalnie
        zmarginalizować.

        Politycy nie poczuli tak naprawdę co potrafią internauci. Oddolne ruchy
        polityczne czy społeczne są na pewno przed nami. Dziennikarstwo obywatelskie
        daje możliwość szybkiego informowania o wszelkich projektach. Pozwala także
        bezlitośnie punktować wpadki i wyszukiwać problemy. Bez owijania w
        przeintelektualizowaną czasami bawełnę obecną w prasie. Pozwala na konkret, a
        tego jak ognia boją się politycy. A już całkowicie odkładając na bok osobisty
        stosunek Kaczyńskiego do internautów, jasnym jest, że walczy po prostu o
        utrzymanie poparcia. Według badań e-voting spowodowałby znaczny wzrost
        procentowego udziału w wyborach. Należy założyć, że nie przełożyłby się on
        raczej na poparcie dla PiS. Przechodząc nad tym jednak do porządku dziennego,
        nigdy nie wprowadzimy więcej e-państwa w państwie. Wszelkiej maści urzędnicy nie
        dopuszczą do rejestracji firmy w sieci (jak to ma miejsce np. w Szkocji). Lobby
        Urzędów Skarbowych też raczej nie ucieszy się z uproszczenia rozliczenia PIT do
        krótkiego formularza, gdzie wszelkie wyliczenia wykonywane są online, a cały
        proces składania zeznania podatkowego to kwestia kilku minut.

        Na takich uproszczeniach zależy za to internautom. To oni muszą rozpocząć debatę
        na te tematy pisząc na blogach i serwisach dziennikarstwa obywatelskiego. Więc
        piszmy."

        Ireporter.blox.pl , 08.o3.2008 ,matesky
        • edico PiS "idea" :)) 15.03.08, 17:24
          photofile.name/photo/fishki_net/3509878/75921906.jpg
          • Gość: mixer Re: orędolenie IP: *.ols.vectranet.pl 01.04.08, 15:36
            leży w jego naturze :)
            • Gość: mark Kim są Kaczyńscy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.08, 10:29
              www.polonica.net/Kim_sa_Kaczynscy.htm
    • edico Jezus w Top Gear 15.03.08, 23:26
      forum.gazeta.pl/forum/0,62489,1540823.html?f=62&w=77038098&a=77046077&rep=1
    • edico Ksiądz skazany za rozbicie Drogi Krzyżowej 20.03.08, 14:09
      Półtora roku więzienia w zawieszeniu i dwa lata bez prawa jazdy - to
      wyrok dla ks. Józefa G., który samochodem wjechał w grupę ludzi
      modlących się w nabożeństwie Drogi Krzyżowej.
      Wypadek wydarzył się w Turośni Kościelnej, niedaleko Białegostoku.
      Polonez 76-letniego duchownego uderzył w modlących się przy jednej z
      ustawionych wzdłuż ulicy stacji Drogi Krzyżowej. Rannych zostało
      dziesięć osób, osiem karetką odjechało do szpitala. Kapłan tłumaczył
      się, że oślepiło go zachodzące słońce. Prokuratura zarzuciła mu
      spowodowanie katastrofy drogowej. Ksiądz przyznał się do winy i
      złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze.

      Wczoraj białostocki sąd rejonowy ją zatwierdził: półtora roku
      więzienia w zawieszeniu na dwa lata, odebranie prawa jazdy na dwa
      lata (liczone od czerwca) i wypłacenie dwóm poszkodowanym
      odszkodowania w łącznej kwocie 2,3 tys. zł. Wiadomo, że inne
      poszkodowane osoby zadośćuczynienia będą dochodzić na drodze
      cywilnej.
      Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok
      miasta.gazeta.pl/bialystok/1,85994,5039995.html
    • edico Dzisiaj jest wielkie "Święto Jare" 21.03.08, 19:01
      I znowu stare piękne święto zostało przesłonione katolickim. Na jajkach -
      symbolach życia - "pisze się" wizerunki importowanych świętych...

      Święto Jare (21 Marzec - pierwszy dzień wiosny) poświęcone było szczególnie
      Matce Ziemi i narodzinom nowego życia po mroźnej zimie, a także bogu Rodowi. W
      święto to malowano pisanki - jajka, które były słowiańskim symbolem wiosennego
      odrodzenia się życia.

      Towarzyszące mu obrzędy magiczne miały wnosić do domostw energię i radość życia
      oraz zapewnić dobry urodzaj i powodzenie na cały rozpoczynający się wiosną rok.
      Najbardziej powszechnym i znanym zwyczajem było (symbolizujące przepędzenie
      zimy) topienie lub spalenie słomianej kukły, zwanej Marzanną (kukły
      przedstawiającej boginię, którą w rytualny sposób palono, topiono, w
      czasie wiosennego Święta Jarego, aby przywołać wiosnę).

      Kukłę wykonywano ze słomy, owijano białym płótnem, zdobiono wstążkami i
      koralami. Tradycja nakazywała, aby dziecięcy orszak z Marzanną i zielonymi
      gałązkami jałowca w dłoniach, obszedł wszystkie domy we wsi. Po drodze
      podtapiano Marzannę w każdej wodzie, jaka się nadarzyła. Wieczorem kukłę
      przejmowała młodzież. W świetle zapalonych gałązek jałowca wyprowadzano Marzannę
      ze wsi, podpalano i wrzucano do wody.

      Zazwyczaj czyniono to przy szczególnym wszczynaniu hałasu – trzaskaniu z batów,
      terkocie i klekocie wszelkich grzechotek, śpiewie i grze na wszelkiego rodzaju
      instrumentach. Z topieniem "Śmiercichy", również obecnie, związane są różne
      przesądy: nie wolno dotknąć pływającej w wodzie kukły, bo grozi to uschnięciem
      ręki, obejrzenie się za siebie w drodze powrotnej może spowodować chorobę, a
      potknięcie i upadek - śmierć w ciągu najbliższego roku.

      Również i w tym przypadku nie obyło się z podejmowanymi próbami zakazania tego
      starosłowiańskiego zwyczaju, czego pierwsze wyraźne wzmianki odnajdujemy w 1420
      roku na Synodzie Poznańskim. Rodzima tradycja okazała się jednak silniejsza. W
      konsekwencji na przełomie XVII/XVIII wieku próbowano tradycje topienia Marzanny
      zastąpić (w dzień środy przed wielkanocnej) zrzucaniem z wieży kościelnej kukły
      symbolizującej Judasza, co również zakończyło się niepowodzeniem.

      Po rytualnym symbolicznym przepędzeniu zimy, przychodziła kolej na powitanie i
      przyjęcie wiosny. Na wzgórzach mężczyźni rozpalali ogniska mające dodatkowo
      przyspieszyć oczekiwane przyjście wiosny i słonecznych dni. Młodzi wyruszali na
      łąki i do lasu w poszukiwaniu wierzbowych i leszczynowych witek pokrytych pąkami
      bazi, z których następnie "budowali" wiechy. Sprzątano i wietrzono całe domostwa
      oraz tzw. obejście, prano i szykowano świeże odzienie, pieczono placki a
      szczególnie wiosenne kołacze. Najważniejsze było jednak malowanie
      jajek - prasłowiański symbol życia, płodności i magicznej siły witalnej.

      Pisanka była bowiem szczególnym elementem magicznych obrzędów mogących zapewnić
      zdrowie i dorodność nie tylko domownikom ale i zwierzętom gospodarczym – w tym
      celu zwykło się nimi pocierać chore miejsca lub toczyć po grzbietach zwierząt.

      Dla przepędzenia złych mocy, po zakończeniu wszelkich (mogących trwać nawet
      kilka dni) przygotowań do właściwego święta, w wieczór przedświąteczny
      obchodzono całe gospodarstwo i ziołami okadzano każdy jego zakątek.

      Nazajutrz obchodzono Śmigus - rytuał który początkowo polegał na uderzaniu się
      nawzajem rozkwitłymi witkami wierzbowymi, baziami. Wierzono, iż pozwala wygonić
      to tzw. złe, oczyszcza człowieka i daje mu siłę. Kulminacją Święta Jarego były
      zazwyczaj urządzane na świętych wzgórzach uroczyste uczty podczas których
      obdarowywano się kraszankami oraz igrzyska połączone ze śpiewem i tańcem.

      W pewnych regionach resztki jadła z tych uczt zakopywano w miedzach, celem
      zwiększenia płodności ziemi. Następny dzień rozpoczynano od obmywania się w
      świętej wodzie (z czasem rytuał ów przekształcił się w przedpołudniowy zwyczaj
      oblewania się zimną wodą zwany Dyngusem), co miało moc dodawania ludziom siły
      życiowej analogicznie tak, jak deszcz daje tę siłę roślinom (w jeszcze
      późniejszym okresie Śmigus i Dyngus połączono w jeden zwyczaj zwany dziś
      powszechnie Śmigusem Dyngusem a ostatnio Lanym Poniedziałkiem).
      Wieczorem tego dnia udawano się na mogiły przodków, gdzie wspominano zmarłych i
      pozostawiano dla nich jadło.

      Ostatnim rytuałem był zwyczaj sadzenia młodych drzewek, w korzeniach których
      zakopywano kawałki świątecznego kołacza.

      W pewnych regionach dodatkowo urządzano barwne pochody zwierząt i ludzi
      przebranych za zwierzęta. Pewnego nawiązania do tej starej tradycji można
      doszukiwać się dzisiaj w mszy dla zwierząt, choć odprawianej w okresach
      oderwanych od tej tradycji. Szły też w nich dziewczęta w brzozowych wiankach i
      młodzieńcy niosący palmy. Korowód zamykali muzykanci, którzy hałasowali głośno,
      żeby wywołać burzę, deszcz i pioruny - pierwsza wiosenna burza była bowiem
      postrzegana jako akt miłosny Peruna z Ziemią (dopiero po pierwszym grzmocie
      można było rozpoczynać wszelkie prace związane z uprawą roli).
      W szczególnych przypadkach czarnym i białym wołem orano zarys wioski, co miało
      dodatkowo chronić jej mieszkańców przed złymi mocami.

      Wiele wskazuje na to, że również nasza Bogurodzica - jako utwór hymniczny -
      bliższa jest starym tradycjom kręgu bizantyjsko-słowiańskiego, niż przesuwanego
      okresu jej powstania na wiek XII.

      Praktyk adaptacji pogańskich tradycji i wierzeń można się dopatrywać - jak się
      wydaje - także w takiej unikalnej formie katolicyzmu, na jaką wyglądają obchody
      Świąt Wielkanocnych na Filipinach.

      Uważny obserwator w języku potocznym wyłowi również słowiańskie życzące
      pozdrowienie "cześć", którym obdarzali się kupalnicy przy podawaniu rogu ze
      słowiańskim syconym miodem.

      A więc ze słowiańskim pozdrowieniem dla wszystkich odwiedzających ten wątek -
      Wesołych Świąt!!!
      • Gość: kazik Re: Dzisiaj jest wielkie "Święto Jare" IP: 209.193.110.* 22.03.08, 02:11
        a jak to wszystko ma sie w swietle Biblii? czyz Ona nie powinna miec
        pierwszenstwa?
        • edico Re: Dzisiaj jest wielkie "Święto Jare" 31.03.08, 02:31
          Przed decyzjami papieży wypowiadającymi się w imieniu Boga jako jego jedynie
          słusznych zastępców na tej ziemi???
          Czy chcesz powalić cały system katolicki zadając takie pytanie???
          aaa111aaa.wrzuta.pl/audio/HH35cBe2ZF/zespol_reprezentacyjny_-_mur
    • Gość: p Wielkanoc w 1940 r. IP: *.chello.pl 22.03.08, 18:54


      Będziecie o niej pamiętać przy dzieleniu się jajkiem i oblewaniu wodą
      kolońską?
      68 lat temu w Warszawie bito Żydów - bynajmniej nie z inspiracji
      hitlerowców...

      Fragmenty z dziennika Adama Czerniakówa:

      ekscesy antysemickie / wiosna 1940: = 24.03.40 - Po obiedzie na ulicach
      żydowskich bicie Żydów z wybijaniem szyb. Rodzaj pogromu. = 25.03.40 - Na
      ulicach pogromy. Na rogu Żurawiej bito i wybijano szyby. Baba bijąca Żydów
      grasuje znów na ulicach. = 26.03.40 - Na ulicy biją (hale). Kieruję pismo do
      odnośnych czynników. = 27.03.40 - [w Krakowie na spotkaniu z Frankiem]
      Opowiedziałem o pogromach w Warszawie, których nie było od 1880. (...) Artl
      co do bicia ma wątpliwości. = 28.03.40 - [w Krakowie] Inż. Reicher
      (przyjechał z Bornsteinem) zawiadamia o pogromie wczoraj. Buchweitz nie mógł
      dotrzeć do Gminy na Grzybowską. Wobec tego postanowiliśmy pójść do Artla. W
      międzyczasie nadjeżdża woźna Wojnarowska z oświadczeniem, że bito, gromiono i
      z listem od Lichtenbauma, że raniono Rozena i Rosenthala po drodze z SS do
      Gminy, że Gmina oblężona.
      46. 1940-03-24 -
      1940-03-24 Uroczyście obchodzono Purym. Niezły nastrój, chociaż położenie
      dość ciężkie
      47. 1940-03-24 -
      1940-03-29 Pogrom wielkanocny
      48. 1940-03-25 -
      1940-03-26 Wielkanoc roku 1940 wypada około miesiąca przed Paschą /25 marca/.
      Skończyła się zima. Jest słońce i lód.
      49. 1940-03-26 -
      1940-03-29 wyjazd Czerniakowa z grupą radnych pociągiem (sleepingiem) do
      Krakowa - do władz GG. Czerniakow referuje sprawy bezpieczeństwa życia i
      mienia, stan finansowy Gminy, roboty publiczne, opaski, pogrom warszawski
      50. 1940-03-26 -
      Święto Rezurekcji staje się dla Żydów czasem panicznego strachu - i nie z
      powodu okupanta, choć za jego cichą zgodą. Mnożą się chuligańskie gangi,
      złożone z wyrostków i dzieci w wieku szkolnym, które napadają na żydowskich
      przechodniów i sprawiają im mordercze bicie. Kapłan pisze, że prześladowania
      wielkanocne to było polowanie, Żydzi byli traktowani jak zwierzęta. Jedyną
      reakcją napadniętych była ucieczka, co jeszcze dodawało zapału
      napastnikom. "Jesteśmy tchórzami".
      51. 1940-03-27 -
      Niemcy wcielają w życie zasady zapobiegania epidemiom: jeżeli ktoś jest
      chory, podwórzejest zamykane na okres dwóch tygodni, pod koniec kwarantanny
      wszystkie mieszkania muszą być zdezynfekowane. Również oba podwórza,
      przylegające do zainfekowanego, muszą być zamknięte przez cztery dni.
      Następnie również w "podejrzanych" domach przeprowadza się dezynfekcję.
      Dezynfekcja oznacza przy okazji ogołocenie mieszkań ze wszystkich
      wartościowych rzeczy. Po dezynfekcji w mieszkaniach, następuje dezynfekcja
      osobista: Żydzi są zmuszani do pójścia do łaźni, odkażania swoich ciał i
      ubrań, co staje się prawdziwą torturą. Łaźnia jest parowa, a podczas
      odkażania kobietom obcina się włosy, a mężczyznom brody. Dezynfekowane
      ubrania zamieniają się w podarte i pogniecione szmaty, których nie można
      dłużej nosić.
      52. 1940-03-27 -
      Do łaźni Żydzi są wysyłani setkami i pozostają tam jie krócej niż 15 do 20
      godzin. Każdy jest zmuszany do przechodzenia przez kolejne etapy dezynfekcji -
      każdy zajmuje 4-5 godzin. Nadzy igłodni, czekają na dopełnienie rozlicznych
      formalności. "Czystość" odkażonych trwa czasami zaledwie kilka dni - po dwóch
      dniach można otrzymać zawiadomienie, że np. sąsiednie podwórko objęte jest
      kwarantanną - i tortura oczyszczania zaczyna się na nowo.
      53. 1940-03-27 -
      1940-03-30 Przez pełne trzy dni Polacy oszaleli - Warszawa zmieniła się w
      pole walki, nastał kompletny chaos, mnożyły się napaści i rabunki na Żydach w
      biały dzień, pod akceptującym okiem miłujących porządek Niemców.
      54. 1940-03-27 -
      1940-03-27 Ciekawa rozmowa z Meszulimem... nie spodziewa się nic dobrego od
      wroga ani z kontaktu z nim
      55. 1940-03-27 -
      1940-03-27 1,5 godziny trwała grabież apteki przy ul. Żabiej 8. Byli tam
      polscy policjanci i tamci policjanci, nikomu to jednak nie przeszkadzało w
      rabowaniu.
      56. 1940-03-27 -
      1940-03-27 Mówi się, że polskie wyrostki otrzymały od tamtych po 2 zł i
      więcej złotych dziennie. Przywieziono ich w samochodach i wypuszczono w
      dzielnicy żydowskiej
      57. 1940-03-27 -
      1940-03-27 Młody człowiek, dostał podczas roboty żelazem po głowie, zmarł
      58. 1940-03-28 -
      Niemcy podejmują nowe działanie polityczne: pod ich egidą uzbrojeni w kije i
      pałki młodzi ludzie /nie ma pośród nich ani jednego dorosłego/ urządzają
      Żydom pogromy. Napadają na sklepy i okradają je. Jeśli nie ma towaru -
      rozbijają okna wystawowe. Stające na drodze Żydzi są bici i ranieni.
      59. 1940-03-28 -
      Pod wieczór Kapłan wybrał się w ważnej sprawie na Nalewki: dzielnica zrobiła
      na nim wielkie wrażenie. Na ulicach czuło się strach, ludzie przemykali się
      jak cienie. Ulica Franciszkańska, którą przechodzi autor, jest zamknięta
      przez wojskowych - a przejście Nalewkami jest dozwolone jedynie wzdłuż lewej
      strony ulicy /patrząc od Gęsiej/. Prawa strona jest pusta i bezludna,
      patrolowana przez wojskowych.
      60. 1940-03-28 -
      Młodzi chuligani nie zaglądają na Nalewki - sklepy są pozamykane, niedawno
      zostały opróżnione i porozbijane. Ale autor przechodząc słyszy dobiegający z
      innych ulic charakterystyczny dźwięk rozbijanych szyb. "Patriotyczna polska
      młodzież" działa pod okiem okupantów, którzy chętnie filmują jej akcje. Chaim
      z goryczą pisze, że jeszcze rok wcześniej słyszał okrzyki: "Niech żyje
      Polska!", "Niech żyje Śmigły-Rydz!" - teraz patrioci krzyczą, w podbitym
      mieście, w obecności okupanta, "Niech żyje Hitler!", "Precz z Śmigłym-
      Rydzem!" "Chcemy Polski bez Żydów!". Boli go, że na ruinach ojczyzny
      oragnizowane są demonstracje na cześć Hitlera.
      61. 1940-03-29 -
      1940-03-29 sprawa getta: = 29.03.40 - W Gminie nowe polecenia zamurowania
      ghetta...
      62. 1940-03-29 -
      1940-03-30 sprawa Żydów wysiedlonych do Warszawy z Reichu: = 29.03.40 - W
      Gminie (...) stworzenie azylu dla 3000 ludzi wysiedlonych z Reichu... =
      30.03.40 - (...) żądania Reicherta o utworzeniu (...) kwarantanny dla 3000
      wysiedleńców z Reichu...
      63. 1940-03-29 -
      1940-03-29 Z powodu rzekomej epidemii nie zezwolono na otwarcie szkół
      żydowskich. Dzieci wałęsają się na ulicach, chodzą zrozpaczone Wiele wypadków
      podrzucania dzieci pod drwi instytucji społecznych
      64. 1940-03-30 -
      1940-03-30 sprawa getta: = 30.03.40 - Od rana pogłoski o ghetcie. Byłem u
      Laschtoviczki, odradził pójść dziś do Szefa. Potem u Leista, doręczyłem (...)
      list nasz w sprawie niemożliwości zrobienia murów (naruszenie instalacji
      wodociągowej, sieci elektr[ycznej], kabli etc.).
      65. 1940-03-30 -
      1940-03-30 Mówią, że podobno rozmawiano z prof. Cybichowskim, który miał
      oświadczyć, że że napady na Żydów należą do starej polskiej tradycji.
      66. 1940-03-30 -
      Duża delegacja przedstawicieli głównych polskich Judenratów została
      zaproszona do Krakowa przez gubernatora Franka. Nikt nie wie, po co.
      Delegacja już powróciła, ale nie udziela żadnych informacji.
      67. 1940-03-30 -
      Jaszunski, jeden z członków delegacji warszawskiej, mówi, że byli w Krakowie
      traktowani z szacunkiem. O czym mówiono - nie chcą informować przed
      posiedzeniem zarządu Judenratu. Natychmiast rozchodzą się sprzeczne plotki -
      ktoś widział delegatów i byli weseli, ktoś inny też widział, i byli smutni.
      Niektórzy mówią, że okupant będzie odtąd nieco mniej okrutny - inni, że za
      kilka dni w Warszawie powstanie getto.
      68. 1940-03-30 -
      1940-03-30 Ekscesy - c.d. Napadnięto na Gminę Żydowską. Przegnano chuliganów
      przy pomocy Batalionów Pracy. Mówią, że BP bardzo ucierpiały na skutek tych
      napadów. Rozen i Rosental zostali zrarnieni. Wzmaga się nienawiść do
      chrześcijan. Uogólnia się napaści pijanych wyrostków ze szkół rzemieślniczych
      (m.in ze szkoły Konarskiego na Lesznie)
      warszawa.getto.pl/index.php?mod=zdarzenia&month=03_40
      • Gość: Ed Re: Wielkanoc w 1940 r. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.08, 02:44
        Nie bardzo wiem, co Ci odpowiedzieć na ten przykry i smutny post nawiązujący do
        tragicznych zdarzeń. Ze swojego punktu widzenia na pewno masz jakąś rację. Ale
        czy nie pomyliłeś(aś) czasem wątku traktującego o bieżących sprawach rzucając
        wszystkim w twarz swoje historie z pierwszej połowy ubiegłego wieku???
    • edico Ksiądz skazany za dziecięcą pornografię 27.03.08, 19:31
      Pół roku więzienia w zawieszeniu na pięć lat i dożywotni zakaz pracy z dziećmi.
      Taki wyrok usłyszał wczoraj były kapelan puławskiego szpitala ksiądz Krzysztof
      C. za ściągnięcie z Internetu zdjęć z pornografią dziecięcą.

      Niemiecka policja ustaliła, że na stronę z pornografią dziecięcą wchodził m.in.
      internauta z Puław. Te informacje przekazała polskiej policji.

      Okazało się, że komputer należał do księdza Krzysztofa C. W sierpniu ubiegłego
      roku policjanci przeszukali jego mieszkanie. Zabezpieczyli komputer, płyty CD i
      dyskietki. Żadnej pornografii nie znaleźli. Do postawienia księdzu zarzutu i
      skierowania sprawy do sądu posłużyły jednak ślady połączeń pozostawione w
      Internecie. W trakcie procesu okazało się, że zdjęcia z pornografią dziecięcą
      zostały wprawdzie usunięte, ale powołany biegły odzyskał je z pamięci komputera.

      - 12 czerwca 2006 roku ksiądz łączył się ze stroną pornograficzną dwukrotnie:
      tuż po godz. 13, potem po 22. Połączenia trwały po kilka minut - stwierdziła
      niemiecka policja. Komputer został namierzony dzięki adresowi IP.

      Na przesłuchaniu w postępowaniu przygotowawczym ksiądz przyznał, że przeglądał
      ze swego komputera internetowe strony pornograficzne. Zaprzeczył, aby
      komukolwiek pokazywał ściągane stamtąd fotografie. Podczas procesu twierdził
      jednak, że zdjęć nie ściągał, a jedynie je oglądał. Nie umiał wytłumaczyć
      swojego postępowania.

      Obrońca księdza w mowie końcowej przekonywał sąd, że każde wejście na stronę
      internetową jest technicznym ściągnięciem treści na niej zawartych. A samo
      wchodzenie na stronę z pornografią dziecięcą nie jest przestępstwem. I dlatego
      wnosił o uniewinnienie oskarżonego.

      Na niekorzyść byłego kapelana świadczyła jednak informacja z Komendy
      Wojewódzkiej Policji w Lublinie, o jaką poprosił sąd. Wynikało z niej
      jednoznacznie, że niemiecka policja przesłała do Polski dane wyłącznie tych
      osób, które ściągały pornografię na swoje komputery. A nie tych, które zdjęcia
      jedynie oglądały.

      Dlatego sąd skazał księdza na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 5 lat,
      przepadek komputera oraz dożywotni zakaz edukowania, wychowywania i wszelkich
      form opieki nad dziećmi. Wyrok nie jest prawomocny.

      Ksiądz Krzysztof C. w momencie nagłośnienia sprawy przez media pracował jeszcze
      jako kapelan w puławskim szpitalu. - Wówczas sam poprosił o rozwiązanie stosunku
      pracy - informuje Marian Jedliński, dyrektor szpitala.
      www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080327/PULAWY/634725351
      PS. Teraz kameryla kościelna w celu zabezpieczenia swoich interesów powinna
      utworzyć dla księży etaty z-ców komendantów wojewódzkich policji ;))
      • Gość: mixer Re: Ksiądz skazany za dziecięcą pornografię IP: *.ols.vectranet.pl 01.04.08, 15:38
        Niuestety, ten zawód ma odpał sexualny wcale nie od dzisiaj. To już
        czarna tradycja wśród czarnych.
        • edico Czarne egzorcyzmy księdza z Trawnik 03.04.08, 10:01
          "Wkładał moją nogę pod sutannę i do czegoś dotykał". Pod zarzutem molestowania
          seksualnego 12-letniej dziewczynki policja zatrzymała wczoraj księdza z Trawnik.

          Rodzice Oli pochodzą z Trawnik (powiat świdnicki). Przed kilku laty wyjechali za
          pracą do jednego z miast w południowej Polsce. Dziewczynka co roku przyjeżdżała
          do dziadków na wakacje. Latem zeszłego roku przed kolejnym wyjazdem do Trawnik
          dziecko zaczęło się moczyć i mieć kłopoty z mówieniem. W końcu Ola powiedziała
          matce o dręczących ją koszmarach. Były one związane z osobą 38-letniego
          Mirosława W., księdza z miejscowej parafii.

          Prokurator: - Dziewczynka powiedziała, że duchowny w towarzystwie innego dziecka
          zapraszał ją na plebanię. Tam mieli oglądać święte obrazki. Według słów Oli
          duchowny, na oczach drugiego dziecka, wkładał jej stopę pod sutannę i onanizował
          się. Dziewczynka pamiętała kilka takich wizyt.

          Śledczy chcieli zatrzymać księdza jesienią, jednak duchowny był na plebanii
          nieobecny. - Latem 2005 r. ksiądz poprosił o bezterminowy urlop zdrowotny -
          tłumaczy ks. Mieczysław Puzewicz, rzecznik prasowy lubelskiej kurii
          metropolitalnej. Według naszych informacji duchowny w sierpniu wyjechał na
          Ukrainę. Prokuratura nie chcąc spłoszyć księdza, o sprawie nie informowała
          mediów. Z tego powodu za księdzem nie rozesłano także oficjalnego listu
          gończego. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się jednak, że zdjęcie duchownego trafiło
          na wszystkie przejścia graniczne z Ukrainą.

          Dyskrecja przyniosła efekty. W nocy z wtorku na środę poszukiwany ksiądz
          przekroczył przejście graniczne w Dorohusku. Informacja trafiła na policję,
          która wczoraj ok. godz. 3.30 zatrzymała księdza w pociągu relacji Lublin - Chełm.

          Wczoraj po południu śledczy przedstawili duchownemu zarzuty "doprowadzania
          małoletniego do poddania się innej czynności seksualnej" za co według art. 200
          kodeksu karnego grozi od roku do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Do
          przestępstwa według prokuratury doszło co najmniej kilkakrotnie, latem 2003 i
          2004 r. Ksiądz nie przyznał się do stawianych mu zarzutów.

          Wczoraj po południu prokuratura wystąpiła do sądu o aresztowanie duchownego na
          trzy miesiące, a sąd przychylił się do tego wniosku.

          - Sprawa księdza z Trawnik jest nam znana. Zależy nam na pełnym jej wyjaśnieniu,
          ale do czasu wyroku sądu nie będziemy jej komentować - powiedział rzecznik kurii.

          Imię dziewczynki zostało zmienione

          Kuria siedlecka przeprosiła za księdza

          W grudniu 2004 r. Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej skazał na dwa lata więzienia
          księdza Zbigniewa S. z miejscowości Połoski. Prokurator zarzucił mu molestowanie
          seksualne nieletnich uczennic. Tuż po zatrzymaniu duchownego, w grudniu 2003 r.
          kuria siedlecka w specjalnym oświadczeniu złożyła "wyrazy ubolewania i
          przeproszenia osobom, które mogły zostać pokrzywdzone". Rzecznik kurii ksiądz
          Paweł Siedlanowski poinformował, że ksiądz Zbigniew Sz. został odwołany z
          funkcji proboszcza jeszcze przed zatrzymaniem, bo sprawa wyszła na jaw trzy dni
          wcześniej.
          miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,3165857.html
    • edico Modlitwa do papieża leczy z bezpłodności 01.04.08, 19:04
      Wiele bezpłodnych par, które modliły się do Jana Pawła II przy jego grobie,
      doczekało się dzieci - powiedział kardynał Stanisław Dziwisz w wywiadzie dla
      włoskiego dziennika katolickiego "Avvenire".
      Metropolita krakowski ujawnił, że zna liczne takie przypadki. Kardynał podał
      przykład Polki, bierzmowanej przed laty przez arcybiskupa Wojtyłę. Kobieta nie
      mogła mieć dzieci, a niedawno modliła się o to przy grobie papieża i teraz jest
      w ciąży.

      Osobisty sekretarz opowiedział również o małżeństwie z Mediolanu - ono również
      oczekuje teraz dziecka, mimo że wcześniej lekarze uznali parę za bezpłodną.
      ...
      www.tvn24.pl/0,1544434,wiadomosc.html|
      Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że jeżeli nie są to produkty wieku starczego
      tych kadr kościelnych, to skutek zażywania co najmniej świętego sporyszu.
    • edico Miłość bliźniego po katolicku - "na szubienicę!".. 04.04.08, 17:35
      Grupa parlamentarzystów bliskich środowisku Radia Maryja zwróciła się do
      sejmowej komisji etyki o ukaranie naganą Janusza Palikota (PO) za to, że nazwał
      o. Rydzyka "belzebubem". Palikot nie zamierza przepraszać redemptorysty. Poseł
      powiedział, że gdy wychodził z Sejmu, został otoczony przez zwolenników Radia
      Maryja, którzy - jak opisywał - krzyczeli "na szubienicę z nim", "powiesić",
      "zdrajca". Palikot dodał, że poinformował o tym policję.
      Europosłowie Urszula Krupa, Witold Tomczak, Bogdan Pęk, Zdzisław Podkański,
      Andrzej Zapałowski, Janusz Wojciechowski oraz posłanki PiS Anna Sobecka,
      Gabriela Masłowska i Krystyna Grabicka skierowali wniosek w tej sprawie do
      członków Komisji Etyki Poselskiej i marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego.

      "Palikotem kieruje nienawiść do kapłana"


      - Od dłuższego czasu jesteśmy świadkami nagłaśnianych w mediach wypowiedzi posła
      Janusza Palikota, w których dopuszcza się pomówień, gróźb i zniesławienia osób
      publicznych, w tym także kapłana katolickiego - napisali we wniosku.

      Parlamentarzyści zaznaczyli, że w marcu w programie TVN "Teraz My" Palikot
      nazwał o. Tadeusza Rydzyka "belzebubem" i "użył jeszcze kilkakrotnie innych
      obraźliwych epitetów". Ponadto - napisano - w innym programie TVN "Kuba
      Wojewódzki" Palikot miał m.in. mówić: "krok po kroku wykończymy Rydzyka".

      "Belzebub z Torunia, siewca zła" - zobacz J. Palikota w "Teraz My!"

      Zdaniem autorów wniosku, Palikot jako poseł "nie kieruje się poczuciem służby
      publicznej", a jedynie "nienawiścią wobec kapłana katolickiego i organizowanych
      przez niego dzieł". "Powyższe działania przypominają zachowania tajnych służb
      komunistycznych, poprzedzające porwanie i zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszki"
      - napisali.

      Palikot: to o. Rydzyk wzbudza nienawiść

      Palikot nie zgadza się z ocenami autorów wniosku. Jak powiedział, "ojciec Rydzyk
      wzbudza w ludziach nienawiść". Zaznaczył, że nie zamierza przepraszać
      redemptorysty. - Jeżeli ktoś, kogoś ma przepraszać to on, za to co robi -
      podkreślił poseł PO.

      Zaznaczył, że w czwartek, gdy wychodził z Sejmu, został otoczony przez
      zwolenników Radia Maryja, którzy - jak opisywał - krzyczeli "na szubienicę z
      nim", "powiesić", "zdrajca". Palikot dodał, że poinformował o tym policję.

      Jak zapowiedział, to samo zamierza powiedzieć przed Komisją Etyki Poselskiej.

      Przewodniczący Komisji Etyki Poselskiej Franciszek Stefaniuk (PSL) powiedział,
      że komisja "rozpatruje wszystkie wnioski, które są do niej kierowane". Stefaniuk
      dodał, że komisja może nakazać Palikotowi przeproszenie ojca Rydzyka, ale - jak
      podkreślił - jeszcze nic mu nie wiadomo na ten temat, więc niczego nie chce
      przesądzać.

      Komisja etyki, jeśli uzna, że poseł naruszył zasady etyki poselskiej, może
      zwrócić mu uwagę, upomnieć go lub udzielić nagany.
      wiadomosci.onet.pl/1723717,11,otoczyli_palikota_w_sejmie_na_szubienice,item.html
    • edico Katolickie pogaństwo 05.04.08, 17:31
      Osobiście czuję się bardzo zażenowany i zdegustowany takimi pomysłami, jakbym
      znalazł się wśród annałów artefaktów historii rozwoju ludzkości:
      wiadomosci.onet.pl/1724238,11,item.html
      Przecież to to jawne bezczeszczenie zwłok JP2, który wyraźnie napisał: "grób
      ziemny!"
      A teraz jego doczesne szczątki będą rozdrapywane...
      I jeszcze ten termin teologiczny dzielący zwłoki na... relikwie pierwszego
      stopnia, ...

      To, co robią arcy poganie KRK jest wręcz okropne. Paranonicy chyba też
      pierwszego stopnia ;(
      wiadomosci.onet.pl/1724238,11,item.html
    • edico Sądownictwo w Polsce pod patronatem kościoła 05.04.08, 17:51
      Gowin nie stawił się w sądzie ze względu na "potrzebę uczestniczenia
      w liturgii Wielkiego Piątku". Sąd uwzględnił usprawiedliwienie.
      I co tu komentować?
      Jaki jest koń, każdy widzi.
      Wniosek:
      - wypadku wezwania na rozprawę sądową wystarczy odpisać, że w tym dniu
      uczestniczy się w spowiedzi i tam otrzyma się rozgrzeszenie ;))
    • edico Zakonnice oskarżone o nakłanianie do gwałtów 10.04.08, 21:39
      Przed sądem ruszył proces sióstr ze zgromadzenia boromeuszek. Dotyczy on gwałtów
      w ośrodku wychowawczym w Zabrzu, w którym chłopcy gwałcili słabszych kolegów -
      informuje serwis dziennik.pl.
      - Zróbcie z nim porządek - tak miała mówić siostra boromeuszka z ośrodka
      wychowawczego w Zabrzu do swoich podopiecznych. A posłuszne dzieci polecenia
      wykonywały. Chłopcy bezlitośnie bili swoich kolegów i ich gwałcili. Z czasem
      gwałceni zaczęli robić to samo innym. To, co dzieje się za murami placówki,
      odkryła przypadkowo policja.

      - Prowadzącej Ośrodek Wychowawczy Sióstr Boromeuszek Agnieszce F. postawiono
      zarzut pomocnictwa przy doprowadzeniu małoletniego do poddania się czynności
      seksualnej. Prokurator zarzuca jej także szereg czynów dotyczących naruszenia
      nietykalności cielesnej wychowanków oraz ich znieważania - mówi rzecznik Sądu
      Okręgowego w Gliwicach, sędzia Tomasz Pawlik. Kierowniczce grozi dwanaście lat
      więzienia. Jej pomocnica Bogumiła Ł. może trafić za kraty na rok - informuje
      serwis dziennik.pl.
      wiadomosci.onet.pl/1727475,11,zakonnice_oskarzone_o_naklanianie_do_gwaltow,item.html
      • Gość: * Re: Zakonnice zakonnice znęcają się nad dziećmi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.09, 02:38
        W Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży Zgromadzenia Sióstr
        Franciszkanek w Studzienicznej niepełnosprawne maluchy są bite po twarzy,
        targane za włosy i szturchane - ujawnia "Uwaga" TVN. Skandaliczne zachowanie
        zakonnic zarejetsrował telefonem komórkowym przypadkowy turysta. Siostry
        wszystkiemu zaprzeczają.

        Film zarejestrowany przez turystę jest wstrząsający. "Domek, który wynajmowałem,
        graniczył z domem opieki społecznej dla dzieci niesprawnych intelektualnie.
        Któregoś dnia zobaczyłem scenę, w której zakonnica idzie za dzieckiem. Nagle
        dziecko zatrzymuje się i ściąga buty. Zakonnica zaczyna na dziecko wrzeszczeć.
        Następnie bierze buty i zaczyna nimi dziecko okładać po głowie. Zaczęła je
        targać za włosy, bić po twarzy. To była jedna z dwóch takich scen, kiedy
        widziałem ewidentną przemoc wobec dzieci" - mówi "Uwadze" Piotr Banaszek.
        Dodaje, że wiele razy słyszał krzyki dochodzące z placówki.

        Zobacz fragment programu Uwaga TVN

        Kolejne przykłady agresji wobec dzieci zarejestrowała kamera reporterów TVN.
        Jednak siostry, poproszone o komentarz, twierdzą, że w całej sytuacji nie ma nic
        złego. "Ta siostra po prostu się broni. To było w jakiejś obronie koniecznej. Ja
        tutaj nie widzę wyraźnie, żeby ona targała ją za włosy. Ona trzyma ją za głowę"
        - tak film nagrany przez turystę ocenia siostra Anna, dyrektor DPS w Studzienicznej.

        W prowadzonym przez zakonnice domu opieki mieszka 50 dzieci z porażeniem
        mózgowym, chorobą Downa, autyzmem, niepełnosprawnych fizycznie. Placówkę
        prowadzi Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Problemu nie
        dostrzegli także przełożeni sióstr i władze nadzorujące dom opieki.
        www.dziennik.pl/wydarzenia/article457968/Tak_zakonnice_znecaja_sie_nad_dziecmi.html
        • Gość: * Zakonnice zachęcały do gwałtów i przemocy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.09, 03:14
          W ośrodku wychowawczym w Zabrzu chłopcy gwałcili słabszych kolegów. Jeśli ktoś
          się sprzeciwiał, sprawiedliwość wymierzano mu biciem. Oprawców do działania
          zachęcały opiekunki - siostry ze zgromadzenia boromeuszek. Jak poinformował
          portal Dziennik.pl, przed sądem w Zabrzu ruszył dziś ich proces.



          Chłopcy bezlitośnie bili swoich kolegów i ich gwałcili. Z czasem gwałceni
          zaczęli robić to samo innym. Wreszcie, zupełnie przypadkiem, to, co dzieje się
          za murami placówki, odkryła policja - pisze Dziennik.pl.

          - "Prowadzącej Ośrodek Wychowawczy Sióstr Boromeuszek Agnieszce F. postawiono
          zarzut pomocnictwa przy doprowadzeniu małoletniego do poddania się czynności
          seksualnej. Prokurator zarzuca jej także szereg czynów dotyczących naruszenia
          nietykalności cielesnej wychowanków oraz ich znieważania" - mówi portalowi
          rzecznik Sądu Okręgowego w Gliwicach, sędzia Tomasz Pawlik.

          Według relacji świadków, pewnego razu Agnieszka F. za karę zamknęła w pokoju
          chłopca wraz z dwoma kolegami, a oni go zgwałcili.
          www.ekumenizm.pl/content/article/20080410154238980.htm
          • Gość: * Zakonnice nie dopuszczają matki do dziecka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.09, 03:18
            Siostry zakonne z Ośrodka Opiekuńczo-Wychowawczego w Gliwicach nie dopuszczają
            do dziecka jego mamy - czytamy w "Super Expressie". Od ponad dwóch tygodni
            Agnieszka S. i jej mąż Paweł przeżywają potworne katusze.

            Urzędnicy odebrali im synka, bo uznali, że są zbyt biedni, by go wychowywać. A
            do tego wszystkiego zakonnice zabraniają im kontaktu z Wojtusiem. Po interwencji
            "Super Expressu" bulwersującym postępowaniem sióstr zajął się sąd.

            Dziennikarze poszli z panią Agnieszką do ośrodka. Na pytanie przez domofon, czy
            może wejść, słyszymy odpowiedź: nie. Dopiero po interwencji naszych reporterów
            brama się otwiera. Do środka wpuszczona jest tylko matka.

            Po zaledwie 4 minutach pani Agnieszka opuszcza budynek. - Powiedziały, że Wojtuś
            jest chory i nie mogę do niego iść - mówi drżącym głosem i dodaje: napisały na
            kartce, że mam zadzwonić za 5 dni po godzinie 16, a wtedy powiedzą, jak czuje
            się nasz synek….

            Prezes Sądu Rejonowego w Chorzowie nie ma wątpliwości, że uniemożliwienie matce
            kontaktu z dzieckiem to naruszenie praw rodzicielskich, których przecież pani
            Agnieszka nie jest pozbawiona. - W związku z tym natychmiast zażądamy wyjaśnień
            ze strony dyrekcji palcówki, w której przebywa Wojtuś. Pani Agnieszka ma pełne
            prawo do spotkań i odwiedzin swojego synka. Niewykluczone, że dziecko już
            wkrótce wróci do mamy i taty - powiedział.

            kab
            media.wp.pl/kat,1022939,wid,10742316,wiadomosc.html
            • Gość: * Zakonnica winna śmierci dziecka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.09, 03:21
              Zakonnica z Domu Dziecka w Otorowie usłyszała wczoraj wyrok za niedopilnowanie
              chłopca, który w kwietniu utopił się w rowie
              Sąd uznał ją winną nienależytej opieki nad 4-letnim Mateuszem. Wychowanek
              prowadzonego przez siostry domu dziecka zginął 12 kwietnia, kiedy bez opieki
              odszedł z placu zabaw i wpadł do rowu melioracyjnego. - Oskarżona nie zachowała
              należytej staranności, w wyniku czego doszło do wypadku - uzasadniła sędzia
              Renata Orlińska. Po czym skazała siostrę na trzy miesiące więzienia w
              zawieszeniu na dwa lata. Wydając tak niski wyrok, sąd wziął po uwagę, że Jolanta
              W. wiele lat ofiarnie pracowała w ośrodku, a tragedia jest dla niej silnym
              przeżyciem osobistym.

              Dom dziecka w Otorowie prowadzony jest przez siostry ze zgromadzenia Urszulanek,
              ale utrzymuje się z dotacji starosty. Dlatego tuż po wypadku pojawili się w nim
              kontrolerzy z Urzędu Wojewódzkiego.

              Co zobaczyli na miejscu? Z grafiku wynikało, że czasami jedna wychowawczyni
              miała pod opieką jednocześnie aż 48 dzieci. Siostry pracowały nie tylko
              intensywnie, ale też długo. Co trzeci tydzień każda z zatrudnionych w domu
              dziecka zakonnic pełniła nocny dyżur. Nie zwalniało jej to jednak z pracy za
              dnia. W takim "dyżurowym tygodniu" wymiar pracy wynosił... 99 godzin - ponad
              dwukrotnie więcej niż pozwala kodeks pracy.

              Bywało, że dziećmi zajmowały się osoby, które w ogóle nie były wychowawcami, a
              zatrudniono je do pomocy, np. przy porządkach. Brakowało wykwalifikowanej
              opiekunki dla najmniejszego, młodszego niż trzy lata wychowanka. Dyrektorka nie
              tylko nie miała odpowiedniej specjalizacji, ale nawet nie skończyła studiów.

              Urzędnicy sporządzili raport i wysłali do domu dziecka pismo z listą zmian,
              które należy wprowadzić. Siostry odpowiedziały, że ze względu na brak rąk do
              pracy nie są w stanie ich przeprowadzić. Tłumaczyły, że dom dziecka przy zakonie
              to szczególna instytucja. Zakonnice są cały czas na miejscu i gdy któraś z
              sióstr poczuje się zmęczona, zastępuje ją koleżanka.

              Lista zmian została do domu dziecka wysłana ponownie. Na razie urzędnicy czekają
              na odpowiedź.

              Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań
              miasta.gazeta.pl/poznan/1,36037,4570273.html
              • Gość: * Nieznana historia zakonnic molestujących dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.09, 03:23
                free.of.pl/g/gnieznoracja/artykuly/nalogi.htm
                • Gość: * Katolicy w USA są wściekli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.09, 03:27
                  A wszystko przez kontrowersyjną opinię dziennikarki "Cosmopolitan". Według
                  Nicole Beland trudno jest zniwelować zły wpływ kilkudziesięcioletniej
                  indoktrynacji dziewczynek wychowujących się w szkołach
                  katolickich.

                  Utożsamiają one seks z czymś złym. W dużej mierze to zakonnice są
                  odpowiedzialne za represjonowanie kobiecych potrzeb seksualnych, co negatywnie
                  odbija się na jakości
                  ich pożycia - twierdzi Nicole Beland, dziennikarka "Cosmopolitan".

                  Beland twierdzi też, że dziewczynki uczące się w szkołach prowadzonych przez
                  zakonnice zostały poddane "praniu mózgu" w sprawach zdrowego
                  seksu.

                  I nic dziwnego, że taka opinia natychmiast wywołała ostrą reakcję amerykańskich
                  środowisk konserwatywnych. Członek Ligi Katolickiej William Donahue ironicznie
                  parafrazuje artykuł z "Cosmopolitan".

                  Nie jest tak łatwo zniwelować wpływ kiludziesięcioletniej indokrynacji
                  dziewczynek wychowujących się w żydowskich szkołach albo przez ultraliberalnych
                  rodziców
                  - stwierdził Donahue.

                  www.sfora.pl/Masz-nieudany-seks-To-wina-zakonnic-a5788
        • privus Zakonnice znęcały się nad niepełnosprawnymi (film) 09.11.10, 16:05
          www.to.com.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091015/KRAJ_SWIAT/62084077
          www.to.com.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091015/KRAJ_SWIAT/22082970
    • edico Zarzuty dla księdza za śmierć 13-latka 10.04.08, 21:41
      Ks. Stanisław K., były proboszcz parafii w Hłudnie, przyczynił się do śmierci
      13-letniego Bartka - twierdzi prokuratura w Brzozowie. W czwartek duchownemu
      przedstawiła zarzuty - informuje serwis gazeta.pl.
      Zdaniem śledczych ksiądz znęcał się nad Bartkiem Obłojem, który w połowie
      grudnia ub. r. powiesił się. - Ks. Stanisław K. bił go po głowie, plecach,
      szarpał chłopcem, popychał go. K. oskarżał także chłopaka o kradzież z kościoła
      pieniędzy i smyczy. Groził, że jeżeli Bartek nie przyzna się do winy, to wezwie
      policję, a informacje o tym będzie rozpowszechniał po całej szkole. Księdzu
      postawiliśmy zarzut fizycznego i psychicznego znęcania się nad chłopakiem, które
      przyczyniło się do tego, że 13-latek targnął się na życie - mówi Aurelia Skiba,
      prokurator rejonowy w Brzozowie.

      Śledczy ustalili, że duchowny psychicznie i fizycznie znęcał się także nad
      trzema dziewczynkami z "zerówki" ze Szkoły Podstawowej w Hłudnie. Ksiądz nie
      przyznał się do winy. Odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu do 12 lat więzienia.
      Prokuratura nie stosowała wobec księdza żadnych środków zapobiegawczych -
      informuje serwis gazeta.pl.
      wiadomosci.onet.pl/1727749,11,item.html
    • edico Każdy uczciwy katolik powinien być antyklerykałem 12.04.08, 14:45
      Cz. I.

      Klerykalizm to postawa, wedle której ksiądz traktuje świeckiego jak bezradne,
      głupie dziecko. Duchowny powie, gdzie jest zło, gdzie jest dobro, duchowny
      objaśni, wyjaśni, nakieruje, bo świecki niczego nie wie. Duchowny zna prawdę,
      świecki jest ślepy. A kto duchownemu dał do tego prawo? To musiało się źle skończyć.

      Paweł Smoleński: Podczas niedawnej dyskusji w Lublinie "Co dzisiaj dzieli
      Polaków?" zaprotestował ojciec przeciwko wskazywaniu wyłącznie na to, co Polaków
      od siebie oddala. Da się pokazać, co nas łączy?
      O. Ludwik Wiśniewski: Podziałów, w dodatku brzydkich, wywołujących agresję,
      poniżających drugiego człowieka mamy w Polsce dość, więc wypada skupić się na
      tym, co nas łączy. Nie powinniśmy się dzielić, ale różnić, bo różnice między
      ludźmi mogą być piękne, wartościowe, ciekawe.
      Na co dzień nie uświadamiamy sobie, ile mamy wspólnego. Uciekają nam najprostsze
      prawy, choćby taka, że jesteśmy ludźmi, nasze najgłębsze pragnienia są takie
      same, zapewne wszyscy dążymy do pokoju, miłości, dobra. W oparciu o to trzeba
      szukać punktów wspólnych.

      Trudno mi zauważyć w Polsce nadmiar potrzeby społecznej miłości.
      - Nie ma pan racji, a przynajmniej ja nie chcę wierzyć, że tak jest. Można się
      natomiast obawiać, że na lata utrwalony zostanie pewien niedobry standard.

      Robimy kampanię wyborczą i nagle wszyscy dochodzą do wniosku, że musi być ostra
      i bardzo brutalna. Nie ma w niej miejsca na konkurencję programów. Ważna jest
      tylko walka z drugim człowiekiem. Jesteśmy przekonani, że musimy szukać haków -
      prawdziwych, ale też wydumanych, żeby zohydzić konkurentów. Wypowiadamy
      obraźliwe słowa, gdyż mamy nadzieję, że w ten sposób zarobimy parę dodatkowych
      punktów. Wszyscy wpędzamy się w jakąś obrzydliwą grę.

      Opozycja recenzuje rząd - i znów zdaje mi się, że robi to tylko po to, żeby
      pokazać, jak bardzo niegodziwi ludzie dorwali się do władzy. Rząd odpowiada
      opozycji podobnym językiem. Wszyscy to oglądamy, czasem mówimy o naszym
      zniesmaczeniu, ale zdecydowanie zbyt często cieszymy się, że ten temu dowalił,
      ten temu coś wyciągnął, ten tego obraził albo poniżył.

      Dalej - jeżeli gazeta ma się dobrze sprzedać, musi pokazać skandal i atakować.
      Jeżeli mamy zaproszenie do publicznej dyskusji, musimy obrzucić rozmówcę błotem,
      bo nie zostaniemy zauważeni. I tak dalej.

      Jeden z uczestników panelu powiedział, że styl polskiej debaty publicznej,
      padające w niej pomówienia, obelgi, że wszystko to razem wzięte nie wykracza
      poza reguły demokracji. Że, koniec końców, to tylko słowa. Niedobre, bolesne,
      obraźliwe - ale tak po prostu jest w demokracji. Uważam przeciwnie. To wcale nie
      są objawy normalnie funkcjonującej demokracji. Tak wcale nie musi być.

      Nie ma ojciec najlepszego zdania o polskiej klasie politycznej.
      - Nie umiem jej ocenić. Pewnych ludzi po prostu szanuję. Innych - powiem tak -
      po prostu nie rozumiem. Po co obrażać konkurentów, mówiąc, że to targowiczanie,
      ZOMO? Po co skłócać ludzi?
      Kiedyś w Petersburgu siedziałem między młodymi Rosjanami. Był z nami pewien
      Amerykanin, katolik, grał na gitarze i, mam wrażenie, że bardzo lubił Rosję.
      Działo się to akurat przed wyborami do rady miejskiej.
      Któryś z Rosjan mówi: "Ja znam tych wszystkich kandydatów. Nikt z nich nie
      startuje w wyborach, żeby zrobić coś dla miasta. Będą pracować tylko dla
      siebie". Drugi dodaje: "Jeśli ktoś startuje w wyborach, musi z tego coś mieć. On
      sam, jego rodzina, jego partia, koledzy. Ludzie po to idą do władzy". Oburzył
      się Amerykanin. Powiedział: "Jeśli nie zmienicie swojego sposobu myślenia, nie
      macie prawa narzekać, bo nic się u was nie poprawi". Chłopak aż zzieleniał, był
      naprawdę wściekły.
      Wtedy pomyślałem sobie, choć może jestem naiwny, że w Polsce znam kilku ludzi
      służby.
      • edico Re: Każdy uczciwy katolik powinien być antykleryk 12.04.08, 14:50
        Cz. II.

        Lecz być może przeznaczeniem ludzi służby jest to, że wypadają z polityki. W
        znakomitej większości zostają cynicy i gracze.
        - Czasem można odnieść takie wrażenie. Lecz nie chciałbym, żeby los tych, którzy
        idą do polityki, by służyć, był z góry przesądzony. Przez te ostatnie
        kilkanaście lat tacy ludzie zrobili wiele dla Polski. Mam nadzieję, że znajdą
        swoich naśladowców.

        Podoba się ojcu w Polsce?
        - Oczywiście. Przecież pamiętam, co działo się tutaj przez większość mojego
        życia. 20 lat temu byłem przekonany, że skończę w więzieniu. Nie skończyłem.
        Trochę w tej rozmowie narzekam, chciałbym, żeby w wielu wypadkach działo się
        inaczej. Ale kiedy słyszę człowieka, który strasznie narzeka na sytuację w
        Polsce, odpowiadam mu: "Myślałem, że będzie znacznie gorzej. Nie trzeba szukać
        daleko. Wystarczy poczytać, jak w kraju działo się po I wojnie światowej, gdy
        pierwszy raz odzyskaliśmy niepodległość. Swary, kłótnie, zastrzelono
        demokratycznie wybranego prezydenta. Dzisiaj nie jest tak strasznie".

        Ale jeszcze niedawno z ust ludzi najważniejszych w państwie słyszeliśmy, że
        Polska po 1989 roku zmarnowała swoją szansę i dopiero oni to naprawią.
        - I to jest właśnie bardzo przykre, bo bardzo nieprawdziwe. To znów opinia,
        która dzieli Polaków. Gdyż jednym może się wszystko nie podobać, a inni mają
        prawo być dumni ze swoich dokonań i będzie to zadowolenie uzasadnione.

        Polaków nie dzielą tylko politycy i opinie wypowiadane w gazetach.

        - Niestety, Kościół też dzieli. Jest np. pewne katolickie radio, które w tym się
        specjalizuje. Przeraża mnie, jak wielu duchownym jest po drodze z Radiem Maryja,
        jak wielu podziela wyrażane tam poglądy. To bardzo niedobrze, że część Kościoła
        przykłada rękę do polskich podziałów.

        Polskę dzielą np. poglądy na zapłodnienie in vitro. Wiemy, jakie w tej sprawie
        jest stanowisko Kościoła. Po posiedzeniu Komisji Wspólnej Episkopatu i Rządu
        biskupi oświadczają, że z chęcią będą uczestniczyć w pracach nad ustawą, która
        zajmie się również in vitro. Co oznacza, że w prawie państwowym, dotyczącym tak
        katolików, jak ludzi innych wyznań i niewierzących, będą chcieli zapisać jeden
        system wartości.

        - Nie rozumiem takiej postawy. Nie należę ani do sfer rządowych, ani do sfer
        Episkopatu. W moim przekonaniu Episkopat nie powinien uczestniczyć w tworzeniu
        prawa państwowego. Rolą Kościoła jest jasne zaprezentowanie stanowiska: to
        uważamy za dobro, to uważamy za zło. Koniec, ani kroku dalej.

        Bo dalej niech się martwi władza świecka. Niech rozważy, czy kierować się
        stanowiskiem Kościoła, jak je zapisać w paragrafach i w ustawach, ale też - czy
        je w ogóle zapisać. Kościół i władza to dwie rozłączne sfery. Stanowienie prawa
        nie jest rolą księży. W moim przekonaniu angażowanie się przedstawicieli
        Kościoła w proces legislacyjny jest bardzo niebezpieczne. Właśnie taka postawa
        dzieli Polaków, a nie łączy.

        Co jest przyczyną, że część Kościoła pozwoliła w ostatnich latach tak mocno
        wmanewrować się w politykę? Że z bycia w orbicie władzy świeckiej, z wpływu na
        doraźną politykę czerpie tak wielką radość? A z drugiej strony - skąd bierze się
        tak wielka potrzeba rządzących, by podeprzeć się ołtarzem?

        - Niedawno oglądaliśmy spektakl na Jasnej Górze: premier przemawia od ołtarza,
        ksiądz stoi tak, jakby był najbliższym współpracownikiem premiera. Byłem
        zniesmaczony. Już szykowano przecież sprawę w Ministerstwie Rolnictwa, za kilka
        dni jeden z wicepremierów zostanie oskarżony o łapówkarstwo. A tam wszyscy
        uśmiechnięci, wiecują. To jakaś hipokryzja. Żaden polityk, a tym bardziej ten,
        który mówi, że jest związany z Kościołem, nie powinien wystawiać Kościoła na
        pośmiewisko.

        Może to siła inercji? Może komunizm niewiele nas nauczył albo - może utrwalił
        poczucie władzy. Gdy do Polski po raz pierwszy przyjechał Jan Paweł II i spotkał
        się z Edwardem Gierkiem, ludzie mówili: jak się patrzyło na papieża i Gierka,
        było widać, kto tu naprawdę rządzi. Może Kościołowi brakuje takiej władzy.

        Nie wiem, dlaczego niektórych ludzi Kościoła tak ciągnie do polityki. Gdyby
        Polska była w niebezpieczeństwie, gdyby waliło się i paliło, to owszem. Ale
        teraz? Tak, taka postawa to dla mnie wielka zagadka. Chyba odezwały się,
        zupełnie niepotrzebnie, dawne uprzedzenia, lęki, namiętności...


        ...zachłanność na wpływy, potrzeba władzy?

        - Nie wiem, choć obawiam się, że może pan mieć trochę racji. Może to stare
        nawyki, przyzwyczajenia, jak z jakiejś wioski sprzed stuleci: proboszcz jest
        panem i władcą, ma prawo dyktować wszystko, nawet to, ile parafianie winni mieć
        dzieci. Niestety, nawet wielu biskupów prezentuje postawę takich proboszczów.

        To, co ojciec mówi, to czysty antyklerykalizm.

        - Uważam, że w Polsce, ale nie tylko w Polsce, uczciwy katolik powinien być
        antyklerykałem. Rola kleru jest przecież ograniczona. Gdy duchowni próbują
        rozpychać się, rządzić, sterować władzą, wchodzić na nie swoje pola, zaczyna być
        niebezpiecznie.

        Rozmawiałem z ludźmi znającymi Holandię. Zastanawiali się, co tam się stało,
        dlaczego opustoszały kościoły. Mieli w zasadzie jedną odpowiedź. To efekt
        klerykalizmu: proboszcz wiedział o wszystkim, we wszystko się wtrącał, o
        wszystkim chciał decydować.

        Klerykalizm to postawa, wedle której ksiądz traktuje świeckiego jak bezradne,
        głupie dziecko. Duchowny powie, gdzie jest zło, gdzie jest dobro, duchowny
        objaśni, wyjaśni, nakieruje, bo świecki niczego nie wie. Duchowny zna prawdę,
        świecki jest ślepy. A kto duchownemu dał do tego prawo? To musiało się źle skończyć.

        A może to Polacy są niesprawiedliwi i wolą pamiętać Kościołowi to, co złe? Wolą
        pamiętać biskupowi obronę księdza molestującego dzieci, niż dostrzegać dobro?

        - Grzechów Kościoła nie można zamiatać pod dywan, choć z drugiej strony
        ulubionym przedmiotem plotek zawsze byli duchowni, proboszczowie. Mam wrażenie,
        że sprawy lustracyjne dotyczące księży wynikają z takiej potrzeby: aha, mamy go,
        niby taki dobry pasterz, a zobaczcie państwo, co robił. Lubimy bliźnim wyciągać
        różne nieprzyjemne rzeczy.
        • edico Re: Każdy uczciwy katolik powinien być antykleryk 12.04.08, 14:56
          Cz. III.

          Póki Kościół na własnej skórze nie poczuł, jak smakuje lustracja, póty głośno
          wołał, że wyzwoli nas prawda z ubeckich zapisków. Nawet niektórzy biskupi,
          którzy dziś z wielkim namysłem mówią o takich dokumentach, bo okazało się, że
          nie muszą być ani tak jednoznaczne, ani tak prawdziwe, twierdzili, że to dobra
          droga poznania przeszłości.

          - Niestety, było i tak (milczenie). Mam wrażenie, że w pewnym momencie przyszedł
          strach, także na biskupów, co też w tych teczkach może być na mnie, na moich
          księży. Nie musiało to wynikać z obaw przed własnymi życiorysami. W teczkach
          może być po prostu wszystko, najbardziej przerażające bzdury.

          Dlaczego Kościół nie dostrzegł strachu świeckich?

          - Nie wiedzieliśmy, co to jest. Nie umieliśmy podejść właściwie do teczek.
          Pamiętam moje dokumenty. Oglądam je i widzę, że taki i ów donosił, więc niech
          się przyzna, niech ogłosi publicznie i będzie po sprawie. Lecz kiedy poczytałem,
          głębiej się zastanowiłem, zacząłem sobie przypominać - musiałem dojść do
          wniosku, że jedna sprawa drugiej nierówna. Nie wystarcza wprost odczytać te
          donosy, trzeba wniknąć, co działo się naprawdę, rozpatrzeć we własnym sumieniu.
          Kościół nie widział strachu świeckich przed teczkami, gdyż brakowało mu wiedzy.
          Ale też miłości bliźniego.

          Grzechy Kościoła, trudne momenty, cała miniona epoka winny być dla nas nauczką.
          Ale musimy też wyciągnąć wnioski z dnia dzisiejszego. Jeśli przeżyjemy to
          właściwie, nie zasłaniając się sutanną i rzekomą nadzwyczajnością księży,
          Kościół dobrze sobie poradzi. Lecz jeśli - powtórzę - duchowny - tak biskup, jak
          i proboszcz - będzie alfą i omegą, w świątyniach zobaczymy puste ławki.

          Kiedyś nie było takiej obawy.

          - Łatwiej było być z ludźmi, łatwiej można było akceptować ich różnorodność, bo
          społeczeństwo było uciskane i Kościół był uciskany. Wśród ludzi panował strach,
          więc szukali miejsca, gdzie mogą o nim zapomnieć, choćby na chwilę. Ale i wśród
          duchownych strach też był obecny. Niewielu tolerowało działania opozycyjne.
          Jeszcze mniej angażowało się w opozycję. Duchowni byli tacy sami jak
          społeczeństwo. Ani lepsi, ani gorsi. Choć generalnie Kościół dobrze przeszedł
          przez tamten czas.

          Ale teraz też jest w Kościele wiele miejsc otwartych, nastawionych na dialog,
          przyjaznych.

          Co będzie dalej?

          - Nie wiem. Jeżeli duchowni, poczynając od biskupów, zdobędą się na pokorę,
          wtedy będzie dobrze. Jeżeli natomiast Kościół zastygnie w butności, jeżeli
          będziemy oskarżać wszystkich wkoło, jeśli uwiedzie nas chęć uczestniczenia w
          polityce, jeśli będziemy czuli się uprawnieni do stanowienia prawa, źle widzę
          przyszłość. Jednak mam nadzieję, że duchowieństwo stanie się pokorne.

          Rozmawiał Paweł Smoleński

          * O. Ludwik M. Wiśniewski - dominikanin, jako duszpasterz akademicki w latach
          1962-72 w Gdańsku, a następnie do 1981 r. w Lublinie wywarł duży wpływ na
          tamtejsze środowiska studenckie. Większość jego ówczesnych wychowanków utworzyła
          Ruch Młodej Polski. W 1977 r. był współzałożycielem Ruchu Obrony Praw Człowieka
          i Obywatela. Później pracował we Wrocławiu i w Krakowie, a w latach 1990-96 w
          Petersburgu. Mieszka w Lublinie.

          Źródło: Gazeta Wyborcza
          www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5044320.html
    • edico Re: Efekty paetz'owania 12.04.08, 15:11
      Mieszkanie w najelegantszej i najbardziej prestiżowej dzielnicy Wiecznego
      Miasta, pełne cennych obrazów i perskich dywanów to przywilej najbogatszych
      rzymian. I arcybiskupa Juliusza Paetza - pisze "Życie Warszawy".

      "ŻW" dotarło do dokumentów potwierdzających, że abp Juliusz Paetz posiada w
      stolicy Włoch luksusowy apartament. Poprosiliśmy kilka rzymskich biur
      nieruchomości o wycenę jego powierzchni obliczanej na ok. 80-100 m2. Jego
      wartość może sięgać nawet miliona euro.

      Dzięki byłemu mężowi bratanicy arcybiskupa dowiedzieliśmy się też, co jest w
      środku. - Mieszkanie ma sypialnie, dwa pokoje, przestronny salon, łazienkę i
      kuchnię. Na ścianach wiszą wartościowe płótna oprawione w cenne ramy, podłogę
      zaściełają perskie kobierce. Jest pełno antyków - opowiada "ŻW" Paolo Pozza.

      - To nie jest normalna sytuacja, aby arcybiskup miał w Rzymie własne mieszkanie.
      Ci, którzy pracują dla Stolicy Apostolskiej, mieszkają zazwyczaj w apartamentach
      należących do Watykanu. Z kolei przyjezdni nocują w klasztorach, domach
      pielgrzyma - twierdzi watykanista Franco Pisano z Asia News.

      Arcybiskup Paetz ma jeszcze w Poznaniu pół bliźniaka, który dzieli z
      bratem-lekarzem. To jego córce Paetz zapisał w testamencie zarówno to mieszkanie
      jak i rzymski apartament.
      img.interia.pl/wiadomosci/nimg/Abp_Paetz_luksusowy_abp_1452810.jpg
      fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/antyki-i-perskie-dywany-rzymskie-luksusy-abp-paetza,868335,2943
    • edico Kociół po staremu wbrew VSII 12.04.08, 23:16
      Warszawa, dnia 10 kwietnia 2008 r.
      Oświadczenie Prezydium Konferencji Episkopatu Polski

      Od pewnego czasu odnotowuje się w środkach społecznego przekazu niepokojące
      sygnały, sugestie czy nawet żądania podważające kompetencję Stolicy Apostolskiej
      w dziedzinie obsadzania stolic biskupich. Tego typu działania stanowią
      niedopuszczalną metodę wywierania nacisku na wewnętrzne sprawy Kościoła oraz są
      próbą ograniczania jego autonomii.
      Przypominamy, że Stolica Apostolska reprezentowana przez Nuncjusza Apostolskiego
      w Polsce i w porozumieniu z Konferencją Episkopatu Polski stosuje autonomiczną
      procedurę kanoniczną obsady stolic biskupich. Próby jej ograniczania i
      kontrolowania były podejmowane od wieków przez reżimy absolutystyczne, próbujące
      zawładnąć wszystkimi wymiarami życia człowieka. Ostatnio miało to miejsce w
      czasach komunistycznych. Kościół powszechny i Kościół w Polsce zawsze bronił
      wolności swoich decyzji personalnych.

      Stwierdzamy z ubolewaniem, że w naszym kraju pojawiają się obecnie próby
      podważania usankcjonowanej od lat praktyki wyboru biskupów diecezjalnych przez
      naciski, także za pomocą środków społecznego przekazu, włączając w to również
      media publiczne. Działania te przynoszą szkodę Kościołowi i społeczeństwu,
      zwłaszcza że w dyskusjach używany jest język niechęci, podziałów i antagonizmów.
      Te działania są równocześnie zaprzeczeniem wychowawczej roli mass mediów, które
      zamiast budowania ducha jedności i tworzenia płaszczyzn porozumienia, zamieniają
      się w narzędzia służące szerzeniu nieufności i podejrzliwości. Skutkiem takiej
      działalności będzie nieuchronne pogłębienie podziałów i uprzedzeń w społeczeństwie.
      W imię wspólnego dobra Ojczyzny wzywamy wszystkich do zaniechania podobnych
      praktyk, a ludzi Kościoła prosimy o przyjmowanie decyzji Ojca Świętego w duchu
      wiary i zrozumienia, tak jak czyniliśmy to w latach pontyfikatu Sługi Bożego
      Jana Pawła II.
      + Józef Michalik
      Metropolita Przemyski
      Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

      + Stanisław Gądecki
      Zastępca Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski

      + Stanisław Budzik
      Sekretarz Generalny Konferencji Episkopatu Polski
      www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20080412&id=po02.txt
    • Gość: mark Życiński wiedział o współpracy Wielgusa z SB IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.08, 20:39
      - Ostrzegałem Kościół, żeby sprawę współpracy metropolity warszawskiego z SB
      rozstrzygnął wewnątrz własnych struktur. Kiedy Kościelna Komisja Historyczna
      znalazła dokument poświadczający współpracę abp Wielgusa ze służbami
      bezpieczeństwa, poinformowano o tym abp. Życińskiego. On jednak nie zareagował -
      oskarżał ks. Isakowicz-Zaleski. Ostre słowa wobec padały wczoraj kilkukrotnie.
      Dodał, że metropolita lubelski abp Życiński wielokrotnie twierdził, że akta IPN
      są sfałszowane. - Z tym stwierdzeniem nigdy się nie zgodzę - twierdził autor
      książki.

      Isakowicz-Zaleski na UMCS promował swoją książkę "Moje życie nielegalne". Jak
      stwierdził, po śmierci Jana Pawła II Kościół stoi przed kryzysem. Do sprawy abp.
      Wielgusa wracał wielokrotnie. - Popełnił szereg błędów. Zaprzeczając współpracy
      ze służbami bezpieczeństwa sam siebie pogrążył. Wielokrotnie w wywiadach
      zmieniał swoje wersje, przez co stał się osobą niewiarygodną - mówił Isakowicz.

      Zaznaczył też, że źle się stało, iż to właśnie Wielgus został odznaczony nagrodą
      im. ks. Idziego Radziszewskiego za "wybitne osiągnięcia naukowe w duchu
      humanizmu chrześcijańskiego" (przyznaje ją Towarzystwo Naukowe KUL).

      - Katolicka uczelnia, jaką jest KUL, przyznając tak ważny tytuł powinna brać pod
      uwagę nie tylko osiągnięcia naukowe, ale także moralność jej laureata - dodał
      Isakowicz-Zaleski. Podkreśłił, że nagroda, która miała być przysługą dla
      Wielgusa, stała się dla niego tylko dodatkowym problemem i utrapieniem.

      W grudniu 2006 r. abp Stanisław Wielgus został mianowany metropolitą
      warszawskim. Wtedy również pojawiły się nieoficjalne informacje dotyczące jego
      współpracy z SB. Wielgus wszystkiemu zaprzeczał. 5 stycznia 2007 r. arcybiskup
      przejął urząd metropolity warszawskiego. Tego samego dnia Kościelna Komisja
      Historyczna stwierdziła, że podjął on współpracę z SB. Zaplanowany na 7 stycznia
      ingres nie odbył się - abp Wielgus złożył rezygnację z funkcji.

      Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin
      miasta.gazeta.pl/lublin/1,48724,5142411.html
    • Gość: p biskupi zaufali gen. Kiszczakowi IP: *.chello.pl 24.04.08, 19:13


      Biskupi zaufali gen. Kiszczakowi
      Gen. Kiszczak zapewnił, że dokumenty dotyczące księży zostały zniszczone/fot. P.
      Bławicki
      Gen. Kiszczak zapewnił, że dokumenty dotyczące księży zostały zniszczone/fot. P.
      Bławicki /Agencja SE/East News

      Wtorek, 9 stycznia (06:12)

      Słyszałem, że generał Czesław Kiszczak przekazał w 1990 r. informację prymasowi,
      że wszystkie materiały dotyczące duchownych zostały zniszczone. Z tego może
      wynikać postawa niektórych księży, którzy zaprzeczają haniebnej współpracy z SB,
      brnąc w tę straszną dla nich i dla Kościoła matnię ­ powiedział "Życiu Warszawy"
      emerytowany biskup.

      Według informacji gazety, większość hierarchów jeszcze w ubiegłym roku była
      pewna, że w archiwach IPN nie ma poważnych materiałów obciążających księży.
      Panowało przekonanie, że kompromitujące materiały poszły na przemiał.

      Dlatego w wielu diecezjach wydano nieformalne zalecenie, aby księża, którzy byli
      tajnymi współpracownikami, nie przyznawali się do tego. W ostateczności agenci w
      sutannach mieli mówić, że prowadzili z SB grę, bądź ich współpraca nie
      wyrządziła nikomu krzywdy. Tak właśnie tłumaczyli się o. Hejmo (TW Hejnał,
      Dominik), ks. Czajkowski (TW Jankowski), a ostatnio abp Wielgus (TW Grey).

      - Chyba nikt w Kościele nie zdawał sobie sprawy, że zostało tyle tak ciężkich
      dokumentów. Okazało się jednak, ku zaskoczeniu wielu dostojników, że dużo
      najtrudniejszych akt zostało w postaci mikrofilmów w archiwach Departamentu I,
      czyli wywiadu. Żaden TW nie może być pewny, że nie ma jego teczki. Natrafiałem
      na przypadki, że akta zniszczone w jednym województwie odnajdują się na
      mikrofilmach wywiadu, powiedział "Życiu Warszawy" ks. Isakowicz- Zaleski.

      PAP
    • Gość: w 5 księży donosiło na Wałęsę IP: *.chello.pl 20.05.08, 18:26
      "Wśród 140 tajnych współpracowników służb specjalnych PRL, którzy donosili na
      Lecha Wałęsę, znalazło się 5 księży.
      Wałęsa odmawia podania ich nazwisk".
      • dzi1a Re: 5 księży donosiło na Wałęsę 18.06.15, 21:46
        • privus Re: 5 księży donosiło na Wałęsę 30.06.17, 21:41
          Kościół zawsze grał we własnym interesie na dwóch harfach.
    • Gość: Zły Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.ostnet.pl 21.05.08, 22:01
      Nie dobrze! Same śmieci i śmieciarze!
      • privus Kościół podczepia się pod walentynki 15.02.10, 00:34
        Pewien tygodnik, którego misją społeczną jest doprowadzanie milionów
        Polaków do szału (nie chodzi o "Wprost") udowadnia, że jeśli w czymś
        Kościoła nie ma, to tylko dlatego, że Kościół jeszcze tego nie
        odkrył . Proszę państwa, Kościół odkrył walentynki.
        Naturalnie Dzień Świętego Walentego ma tyle wspólnego z Kościołem
        katolickim, co słonina ze słoniem. Pod wezwaniem tego świętego są
        głównie kaplice cmentarne, gdyż jest to patron zabójców, samobójców,
        ofiar zarazy, padaczki, chorób umysłowych i opętanych. W dodatku nie
        wiadomo, czy w ogóle istniał.

        Święty Walenty to postać legendarna, podobnie jak Święty Mikołaj.
        Kościół próbuje postaci te odzyskać przez resakralizację. Walentego
        skreślono z kalendarza liturgicznego w roku 1969. 14 lutego Kościół
        obchodzi wyłącznie pamiątkę świętych Cyryla i Metodego.

        Jednak jeśli świecka tradycja jest silna, Kościół wyznaje zasadę:
        nie możesz ich pokonać, to się do nich przyłącz. Wraz z
        amerykanizacją Europy popularność zyskały typowo amerykańskie
        święta. Kościół musiał jakoś nadążyć.

        W 1997 Jan Paweł II osobiście pozdrowił wiernych z okazji Dnia Św.
        Walentego, i do tradycji świeckiej dołączyła kościelna.

        Walentynki to tradycja bardzo, ale to bardzo świecka, i trudno
        ją "ukościelnić". Kościół próbuje tu podobnej manipulacji, co ze
        Świętym Mikołajem.

        Nie było żadnego świętego Mikołaja biskupa, który rozdawał dzieciom
        prezenty. Tradycja ta została zmyślona, by świeckiemu i pogańskiemu
        zwyczajowi Santa Clausa, czyli życzliwego holenderskiego kobolda,
        nadać jakieś cechy religijne.

        Mimo to Kościół usiłuje przekonywać, że to jakaś pradawna tradycja
        chrześcijańska, która uległa wulgarnemu zeświecczeniu, i trzeba ją
        na powrót sakralizować.

        Możliwe więc, że również Walenty wróci wkrótce do kalendarza
        liturgicznego: tym razem jako patron czystości przedmałżeńskiej,
        ślubów kościelnych i metody termicznej. Tak można wnosić ze sposobów
        obchodzenia walentynek, jakie proponuje Kościół katolicki.

        Karmelici bosi z Wadowic mają dziś w ofercie budujący spektakl
        Miłosne wejrzenie. Od zakochania do miłości oblubieńczej. Paulini z
        Leśniewa zapraszają zakochanych na błogosławieństwo, kawę i
        ciasteczka: wypiekane z dodatkiem cuda czyniącej wody z cudownego
        źródełka.

        Parafia św. Floriana w Katowicach zaprasza na Walentynki ze świętym
        Walentym, czyli mszę i koncert fletowy. Jan Góra, dominikanin,
        proponuje święcenie pierścionków narzeczeńskich oraz uroczyste
        składanie ślubów czystości. Również narzeczeńskiej.

        A więc, do wyboru, do koloru. Jednak czy nowa kościelna tradycja
        może konkurować ze starą, świecką? Która ma charakter coraz bardziej
        erotyczno-seksualny, z prezentami kupowanymi w seks-shopach?

        Sacrum konkuruje z profanum, ale czy się z nim nie wymiesza? W
        przypadku Świętego Mikołaja takiego ryzyka nie ma, ale walentynki...

        Można odnieść wrażenie, że próbując przywrócić religijny charakter
        świętu, które nigdy takowego nie miało, Kościół gra pod siatką.Co
        będzie następne? Katolickie Halloween?

        www.pardon.pl/artykul/3977/kosciol_podczepia_sie_pod_walentynki
    • Gość: w burzenie pustych kościołów we Francji IP: *.chello.pl 22.05.08, 17:37
      wiadomosci.onet.pl/1414383,2678,kioskart.html
      • Gość: w Re: burzenie pustych kościołów we Francji IP: *.chello.pl 22.05.08, 17:42
        Sophie de Ravinel/31.05.2007 08:00
        Kościoły do zburzenia , "Lefigaro"

        Małe wiejskie kościółki stoją puste i popadają w ruinę
        Odwiedza je coraz mniej wiernych, a utrzymanie świątyń jest bardzo drogie.
        Merowie francuskich miast i miasteczek coraz częściej wydają decyzję o ich
        rozbiórce.
        Merostwa zastanawiają się nad przyszłością kościołów. Zachować je czy zburzyć?
        Nie ma wątpliwości, że czarne chmury zawisły nad małymi wiejskimi kościołami.
        Tak jakby zniknęło swego rodzaju tabu zakazujące ich rozbiórki. Béatrice de
        Andia, stojąca na czele nowego Stowarzyszenia na rzecz Ochrony Dziedzictwa
        Religijnego, potwierdza w oparciu o raport Senatu, że "2800 spośród 15 tysięcy
        chronionych wiejskich kościołów jest zagrożonych. – To wróży, że obiekty
        niesklasyfikowane jako zabytki, których ochrona nie jest dla państwa
        priorytetem, mają przed sobą mroczną przyszłość – mówi ta była urzędniczka
        merostwa Paryża, odpowiedzialna za kulturę.

        Christian Prunier, który w 2003 roku stworzył poświęconą historii i zabytkom
        stronę internetową clochers.org, twierdzi, że "aby pozbyć się jakiejś budowli,
        wystarczy pozwolić jej niszczeć przez 20 lat, następnie ogrodzić ją czerwonymi
        taśmami jako niebezpieczną, a później sporządzić orzeczenie o zagrożeniu.
        Wówczas rozbiórka nie jest już czymś wstydliwym. Staje się wręcz obowiązkiem”. –
        Francuzi są jednak "organicznie przywiązani" do swoich świątyń – mówi Alain
        Guinberteau, założyciel strony internetowej 40000clochers.com, który ogłosił
        konkurs fotograficzny z nagrodą za najlepsze zdjęcia wiejskich kościołów.



        W Wandei, historycznym regionie znanym z powstań chłopskich, gdzie w XIX wieku
        budowano liczne obiekty sakralne, coraz więcej urzędników miejskich przełamuje
        tabu i zaczyna burzyć kościoły z powodu braku środków na ich utrzymanie.

        Miedzy stosami kamieni, popękanych posadzek i strzaskanych dachówek, rosną
        chwasty. Widać jeszcze trzymający się jakoś narożnik ściany i zardzewiałe
        żelazne pręty sterczące ku niebu. W tym opuszczonym przez ludzi miejscu jeszcze
        rok temu stał kościół, górujący nad całą okolicą – teatrem wojen wandejskich.
        Wzniesiony w 1870 roku w najwyższym punkcie departamentu Maine-et-Loire kościół
        parafialny miasteczka Saint-Georges-des-Gardes został zburzony w sierpniu
        ubiegłego roku. – Został zdekonstruowany – uściśla mer Gabriel Lahaye, który nie
        będąc wprawdzie wyznawcą filozofii Jacques’a Derridy, wybrał takie określenie ze
        względu na jego łagodniejszy charakter i zawarty w nim odcień szacunku.

        Licząca 1500 mieszkańców gmina ma inny kościół i nie mogła udźwignąć kosztów
        remontu – ponad milion euro. Budowle wzniesione przed 1905 rokiem są utrzymywane
        przez wspólnoty lokalne. – Mówiono mi: "Będziesz tego żałował!" Ale nie ma czego
        – zapewnia Gabriel Lahaye. Jeden z mieszkańców, Gérald Eloire, próbował
        sprzeciwić się rozbiórce, wysyłając list otwarty do mera, tworząc
        stowarzyszenie, mobilizując media. Na próżno. Ten ateista z przekonania, który
        zdecydował się zamieszkać w miasteczku właśnie z powodu uroku jego kościoła,
        pociągnął za sobą tylko garstkę mieszkańców. I spotkał się z wieloma przejawami
        wrogości.

        Mer na miejscu dawnego budynku zamierza wybudować małą kapliczkę w nowoczesnym
        stylu. Mówi, że "inne gminy zamierzają postąpić podobnie". Rzeczywiście, w
        regionie pełno jest kościołów zbudowanych w XIX wieku, aby pomieścić licznych
        wówczas wiernych. Nowe świątynie wznoszono nawet za cenę burzenia tych zbyt
        małych lub naruszonych zębem czasu, choć miały walory architektoniczne. Bernard
        Briodeau, mer Valanjou potwierdza, że przejrzał dokładnie różne plany,
        ekspertyzy, zbadał regionalne i departamentalne źródła pomocy i konto gminy,
        zanim pogodził się z oczywistością: kościół św. Marcina w jego miasteczku
        również skazany jest na zagładę. Mer ma nadzieję, że uda mu się zachować wieżę
        obronną z XV wieku, do której cztery stulecia później został dobudowany budynek
        świątyni.

        Na razie rozbiórką ma być objęty tylko kościół i dzwonnica. Podobnie jak w
        Saint-Georges-des-Gardes, kler administrujący tymi miejscami nie wyraził
        zastrzeżeń. Msza odprawiana jest w innym kościele tej małej gminy, a jest w niej
        co najmniej pięćdziesiąt kaplic, kapliczek domowych czy stacji Drogi Krzyżowej.
        – Liczba praktykujących wyraźnie spadła podczas ostatnich dziesięciu lat –
        zauważa mer – i ludzie akceptują tę decyzję. Wiedzą, że ich wiara jest
        silniejsza niż stare bezwartościowe kamienie. Priorytet dzisiejszego Kościoła to
        żywe kamienie! Bernard Briodeau otrzymał listy, anonimowe lub podpisane, od osób
        niekiedy spoza gminy, w których straszono go "ogniem piekielnym", jeśli popełni
        "świętokradztwo". – Wiem, że w tym regionie nie należy dotykać kościoła, nawet
        jeśli msza w nim jest odległym wspomnieniem. To wpływ historii i tradycji. Ale
        co ja mogę zrobić?

        Michel Baron, mer odległego o 45 kilometrów Gesté, mówi, że on też szukał innych
        rozwiązań. Tym bardziej, że kościół, bardzo obszerny, którego zburzenie właśnie
        przegłosowała rada miejska, jest jedynym w liczącej 2500 mieszkańców gminie.
        Jeszcze odprawia się w nim msze. Na miejscu kościoła mer obiecuje zbudowanie
        "sali na 500 miejsc, która może być podzielona na dwie części – nowoczesnej,
        łatwej do ogrzania, przyciągającej młodzież". Proboszcz parafii, Pierre Pouplart
        podchodzi do tego z rezerwą. – To są sprawy gminy – mówi. – Rozumiem, że ma ona
        problemy z kosztami konserwacji.

        Ojciec André Boudier, odpowiedzialny za sztukę sakralną w diecezji Angers
        zauważa: – Kościoły o walorach zabytkowych muszą być ratowane. Burzenie innych
        trzeba zaakceptować. Na ich miejscu powinny powstać budowle lepiej przystosowane
        do dzisiejszych potrzeb.
        "Lefigaro"
    • Gość: vaticanszczik lekcja religii -Sulęcin k. Poznania IP: *.chello.pl 25.05.08, 08:41
      pl.youtube.com/watch?v=iQz-mj07080
    • Gość: antyradiator tab. rej. : "Toruń przeprasza za Radio Maryja" IP: *.chello.pl 26.05.08, 17:42
      wiadomosci.wp.pl/gid,9986810,img,9986820,kat,0,galeriazdjecie.html?G%5Bpage%5D=15
    • Gość: et Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.chello.pl 26.05.08, 18:56
      "Ed" , polecam Tobie poniższą książkę. Ja kupiłem ją w salonie
      prasowo-książkowym "Kolportera". Książka idealnie współbrzmi z niniejszym
      wątkiem :)))
      Pozdrawiam.
      www.wab.com.pl/index.php?id=7&bid=680
      • Gość: Ed Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.08, 12:52
        Dziękuję za informację. Już zamówiłem.

        Pozdrawiam
        • Gość: * Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.08, 00:04
          Polecam znacznie lepszą opartą na faktach od dywagacji (poniekąd bardzo
          słusznych) porównujących katolicyzm z marketingiem i jego formami:

          Rric Lacanau / Paolo Luca: Grzeszni papieże, URAEUS, Gdynia 1993, ISBN 83-85732-00-4
    • Gość: z o , następny ks. pedofil IP: *.chello.pl 29.06.08, 21:56
      miasta.gazeta.pl/szczecin/1,34959,5404147,Ksiadz_uwiodl_nastolatke_ze_Stargardu.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka