Gość: 1944
IP: *.nat.rsk.pl
23.08.06, 19:28
byłem ostatnio gościem na ślubie, oczywiście kościelnym, bo takie się w
większości bierze.Rzecz się działa w rzeszowskiej Katedrze.Rodzice państwa
młodych to ludzie dobrze sytuowani, stąd też za udzielenie dzieciom ślubu nie
szczędzili grosza, p[ięknie udekorowali kościół, "wielebny" proboszcz
dostał "co swoje" i w kopercie i w darach, kosz / ogromny/ owoców, flaszkę
/podobno/ mszalnego wina, drogie naczynia liturgiczne. I wszystko byłoby w
porządku, bo takie /podobno/ są "niewymuszone" zwyczaje, ale... w trakcie
mszy koncelebrowanej przez rzeczonego proboszcza, wśród uczestników zaczęła
przechadzać się zakonnica z... tacą przeznaczoną na ofiarę! Wzbudziło to
niesmak wśród zebranych z których większość to przykładni katolicy. Stworzyła
się niesmaczna sytuacja, Kościół poprzez swojego urzędnika próbował wyciągnąć
podwójne pieniądze za jedną usługę!
Ps. Proboszcz kilkakrotnie zmieniał w tym dniu terminy poszczególnych
uroczystości ślubnych, po to by "upchnąć" dodatkowo jeszcze jednen ślub.
Pieniądze nie śmierdzą, zwłaszcza w Kościele. Amen.