Dodaj do ulubionych

złe tłumaczenia z angielskiego w filmach i telewiz

29.06.09, 06:48
wyglada na to, że tłumaczenia filmów w polskiej tv są robione przez ludzi,
którzy nie znają, nie rozumieją "żywego języka", przez co tłumacznia są mocno
nietrafione i nie oddają kolorytu, ani nastroju sytacji.

I tak:
wczoraj (28/06)w TVP był nadany film "Major Payane", pod polskim tytułem
"Szczeniackie wojsko" (tu "na dzień dobry" tracimy smaczek gry słownej, bo
"Payne" czyta się jak "pain" czyli "ból"..)

ale błąd był gdzie indziej - w rozmowie z kapitanem drużyny mjr. Payne mówi
doń "you brown nose", co było przetłumaczone jako "brudasie".
Tymczasem jego sens to "podlizuch" bo w j. ang. mówi się o "lizaniu zadka".
No i stąd "brown nose"...

Na ile świadomość takich szczegółów może być istotna, nie posłuży historia
mojego kolegi, skąd inną wspaniałego faceta, który w raz z żoną przyjmował
znajome małżeństwo z pracy. Było to na względnych początkach ich pobytu w
Australii.

I cóż, chciał skomplementować dowcipną uwagę znajomego anglosasa, i myśląc o
wyrażeniu "smart ass" - na co właściwe tłumaczenie jest "spryciula", a dosł
"sprytna dupa" (co nie ma konotacji damskiej).

I zamiast "smart ass" powiedział właśnie "brown nose"...
Cóż się dziwić, że znajomość się nie rozwinęła - tylko na uboczu żonę kolegi
zapytano "dlaczego twój mąż mnie nie lubi?"

Macie podobne spostrzeżenia?

P.
Obserwuj wątek
    • Gość: Tom Re: złe tłumaczenia z angielskiego w filmach i te IP: *.171.192.28.static.crowley.pl 30.06.09, 12:28
      jestem w posidaniu dvd z filmem : "Good, bad & ugly" który jakiś
      matoł przetłumaczył na okładce "Dobrzy, źli i brzydcy" - bynajmniej
      nie jest to pirackie wydanie. Tłumaczowi nie przyszło do głowy żeby
      oglądnąć nawet początek filmu.
      • Gość: plm Re: złe tłumaczenia z angielskiego w filmach i te IP: *.rzeszow.mm.pl 30.06.09, 13:34
        A skąd pewność,że tłumacz miał możliwość obejrzenia tego filmu?
        • Gość: pontscheq Re: złe tłumaczenia z angielskiego w filmach i te IP: *.rzeszow.vectranet.pl 30.06.09, 20:13
          tłumacz z reguły dostaje tzw. przeglądówkę, czyli kopię filmu do obejrzenia
          zanim zacznie tłumaczenie, oczywiście wszystko poufnie itede, ale taka kopia
          może na przykład mieć bugi, czyli np. film da się obejrzeć tylko do pewnego
          momentu, a potem coś się dzieje i np. płyta dalej nie chce się odtwarzać na
          jakimkolwiek sprzęcie. co do błędów, tłumaczowi często nie chce się głębiej
          pomyśleć i zastanowić nad sensem tłumaczonego tekstu, albo pracuje na
          przedwczoraj i nie ma czasu dokładnie wszystkiego posprawdzać, albo też skuje
          się na tzw. false friends i wyjdzie mu że "fatal result" to fatalny rezultat
          (autentyk z chyba zone reality albo czegoś innego w tym typie), albo film jest
          np. kręcony przez argentyńczyków czy ruskich i w skrypcie do tłumaczenia tekst
          (np. angielski) jest tak fragmentaryczny lub mielony jest w kółko jeden frejzal
          w swoich milion pięćset stu dziewięciuset odcieniach znaczenia, że nawet
          kontekst rzadko kiedy ratuje. Powody wpadek translatorskich można mnożyć (no ale
          tłumacz to też człowiek więc omylnym jest/bywa), łatwo jest komuś błędy wytykać,
          proponuję samemu się za to zabrać, życzę powodzenia. Aha, i jeszcze jedno, albo
          i drugie itede itepe. O tłumaczeniach tytułów filmów niejedna gazeta się
          rozpisywała (wiadomo, ma być chwytliwy i przyciągający uwagę potencjalnego
          widza, bla bla bla); ponadto, tłumacz musi się zmieścić w ramach czasowych -
          czyli np. ilość znaków w linii musi mieścić się w limicie do iluśtam jeśli film
          jest z tekstem i widz ma to wszystko przeczytać, ewentualnie musi się to dać
          przeczytać, jeśli mamy do czynienia z tzw. kłapaniem, czyli znowu powinno to być
          łatwe do przeczytania, odpowiadać mniej więcej obrazowi i, no, też być w miarę
          chyba atrakcyjne. A że tłumacz zamiast "spryciula" czy coś tam użył innego
          zwrotu - jego decyzja; niby wszystko da się zrobić jeśli nie lepiej to inaczej,
          ale w końcu jak ktoś jest niezadowolony z tłumaczeń, no to misiaczkowie zróbcie
          tak: nagrajcie sobie fragment filmu/programu bla bla bla i wyślijcie tam gdzie
          trzeba z własną wersją tłumaczenia i ew. ofertą współpracy... w końcu złe
          tłumaczenia znikną i ebribadi vil bi hepi.
          • Gość: plm Re: złe tłumaczenia z angielskiego w filmach i te IP: *.rzeszow.mm.pl 30.06.09, 21:25
            Jest dokładnie, jak w poście powyżej, tylko niestety obecnie jeszcze o doborze tłumacza bardzo czesto decyduje kasa. Stąd mnóstwo tłumaczeń trafia do amatorów, ponieważ zaniżają stawki, ci odsprzedają je innym amatorom, często brakuje materiałów referencyjnych i tak to się kręci. Błąd z pierwszego postu jest ewdidentnym błędem językowym (brakiem wiedzy), a ten z drugiego może być spowodowany brakiem filmu, brakiem wyczucia, myślenia etc. Mnóstwo ciekawych "kwiatków" można wyłapać na kanałach Discovery, czasem nawet nie trzeba wnikać w oryginalny tekst.
            • Gość: pontscheq Re: złe tłumaczenia z angielskiego w filmach i te IP: *.rzeszow.vectranet.pl 30.06.09, 22:40
              tiaa, diskowery rzondzi, tylko że dla nich polskie tłumaczenia robi studio
              company, więc niby powinno to trzymać poziom, a tak tylko czyma poziom, czyli leży
          • pjd1 Re: złe tłumaczenia z angielskiego w filmach i te 02.07.09, 05:10
            hm.. jest parę tez

            - tytuły filmów - tu rzeczywiście jest problem, bo mają być chwytliwe i czasem
            mają wbudowaną grę słów itp... tu nie widzę problemu z tym, że jest on inny po
            polsku
            - że błędy są ok: cóż, tu się nie zgadzam. ZA cokolwiek płacimy, mamy prawo
            oczekiwać przyzwoitej jakości.. Bo zwróć proszę uwagę, że nie mówię o jakiejś
            chałupniczej produkcji, tylko filmach w TVP..
            - a co do "spróbuj sam" - to pisywałem po angielsku - i oczywiście, (tak samo
            jak po polsku) zawsze prosiłem osobę trzecią o przejrzenie tekstu przed
            wypuszczeniem... takie są zwyczajnie dobre zasady pracy..
            i tak samo polecam się jako korektor profesjonalnych tekstów dla biznesu..
    • Gość: ? Re: złe tłumaczenia z angielskiego w filmach i te IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.06.09, 14:26
      błędy niestety są i będą. Podobnie jest w tłumaczeniach z angielskiego na inne
      języki. Jeśli znacie choćby ang. i niem. to pożyczcie/kupcie jakiś film na DVD i
      zobaczcie, że tłumaczenie niemieckie też jest z lekka "zrypane".
    • Gość: Roberts British v American Slang IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.09, 22:26
      www.youtube.com/watch?v=mCJjPymi79s&mode=related&search=&locale=en_US&persist_locale=1
      • pjd1 Re: British v American Slang 02.07.09, 05:10
        interesujące.

        sporo jest tego rzeczywiście; i np. komórka to w brytyjskim "mobile", a w
        amerykańskim "cell"...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka