Dodaj do ulubionych

jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności

15.10.08, 15:34
Eksperymenty te doprowadziły Seligmana do wniosku, że poddanie jednostki
oddziaływaniu przykrych bodźców i jednocześnie pozbawienie jej możliwości
wpływu na tę sytuację wywołuje u niej specyficzny stan bezradności. Na
podstawie wywiadów z badanymi osobami oraz obserwacji ich zachowania się w
trakcie eksperymentów określił on właściwe dla niego symptomy, tj:

- obniżenie nastroju, negatywna samoocena, oskarżanie się za niepowodzenia
- rezygnacja, utrata motywacji do działania, bierność
- spowolnienie reakcji motorycznych
- trudności w koncentracji, deficyty w zakresie uczenia się i myślenia.

Podobne objawy wystąpiły również u badanych zwierząt: spowolnienie ruchowe,
brak zainteresowania zwykłymi czynnościami życiowymi, jak jedzenie, picie czy
aktywność seksualna,, trudności w uczeniu się i wykonywaniu zdań, a także
spadek wagi i zaburzenia snu.
Duże podobieństwo, jakie zachodzi między obserwowaną w laboratorium
bezradnością a depresją (diagnozowaną w oparciu o DSM III-R) pozwoliło uznać
bezradność za jej model eksperymentalny. Seligman uważa, że przyczyną wielu
przypadków normalnej depresji jest doświadczanie ciągłych niepowodzeń, nad
którymi nie można w żaden sposób panować. Człowiek postawiony w takiej
sytuacji uczy się, że jego zachowania nie mają wpływu na to, co mu się
przydarza i nie podejmuje prób zmiany swojego położenia - innymi słowy staje
się bezradny.
(...)nie wszystkie osoby poddane treningowi wyuczonej bezradności poddawały mu
się. U około jednej trzeciej badanych nie zaobserwowano typowych dla tego
stanu objawów. Zdaniem autora, istnieją dwa czynniki, które kształtują
podatność na wyuczoną bezradność i depresję: styl atrybucyjny, czyli styl
wyjaśniania przyczyn pomyślnych i niepomyślnych wydarzeń, oraz skłonność do
tzw. ruminacji – uporczywego rozważania własnych niepowodzeń. (...)
Pesymistyczny styl atrybucyjny wyraża się w postaci tendencji do oceniania
przyczyn niepowodzeń zawsze jako stałych, o dużym zasięgu i wynikających z
wewnętrznych dyspozycji podmiotu. Przyczyny sukcesów interpretowane są
odwrotnie, tj. jako przejściowe, o niewielkim zasięgu i uwarunkowane przez
zewnętrzne okoliczności. Optymistyczny styl artybucyjny oznacza postrzeganie
przyczyn niepowodzeń jako przejściowych, o małym zasięgu i będących
konsekwencją sytuacji, natomiast przyczyn sukcesów - jako stałych, o dużym
zasięgu i wynikających z wewnętrznych cech, czy dyspozycji jednostki.
Pesymistyczny lub optymistyczny styl atrybucyjny kształtuje się we wczesnym
okresie życia, przede wszystkim na bazie procesów uczenia się, jakie zachodzą
w trakcie relacji dziecka z osobami znaczącymi. Zdaniem Seligmana w
powstawaniu tej dyspozycji kluczową rolę odgrywają trzy czynniki:

- styl atrybucyjny matki
- nadmierny krytycyzm dorosłych
- kryzysy życiowe okresu dzieciństwa.

Styl atrybucyjny matki. Jak pokazały badania, istnieje bardzo wyraźny związek
między stylem atrybucyjnym dzieci i matek. Co ciekawe jednak, nie stwierdzono
podobnej zbieżności między dziećmi i ojcami.(...)
Nadmierny krytycyzm dorosłych. Dzieci budują swoją samoocenę przede wszystkim
w oparciu o to, co na ich temat mówią opiekunowie. Dotyczy to także oceniania
skutków własnego postępowania. Dziecko, które jest bezustannie krytykowane
łatwo dojdzie do przekonania, że wszystko, co robi jest złe i że nie można
tego zmienić. Jego sposób wyjaśniania przyczyn swojego zachowania zostanie na
trwałe zdominowany przez pesymistyczne atrybucje.

Osoba, która potrafi kontrolować własne procesy atrybucyjne może dowolnie
obierać pesymistyczny lub optymistyczny sposób wyjaśniania zdarzeń w
zależności od tego, w jakiej znajduje się sytuacji. Optymizm wskazany jest
wtedy gdy:

· stoimy przed ważnym zadaniem (egzamin, zawody sportowe, poszukiwanie pracy itp.)
· staramy się o przywództwo lub chcemy je utrzymać
· chcemy polepszyć sobie nastrój
· znajdujemy się w okolicznościach związanych z zagrożeniem zdrowia (operacja,
długotrwała choroba, pobyt w szpitalu itp.)

Pesymizm sprawdza się natomiast wtedy gdy:

· sytuacja jest ryzykowna a koszty porażki duże
· udzielamy rad osobie znajdującej się w kłopotach
· chcemy okazać komuś współczucie.

www.poradnikmedyczny.pl/mod/archiwum/481_problematyka_wyuczonej_bezradno%C5%9Bci.html
Obserwuj wątek
    • 60_secund Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 00:30
      jakie długie!
      ale początek wypisz wymaluj przypominał moją pracę wpewnym biurze,
      tfuuu
    • amfor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 10:14
      ilosc imponujaca, jak to w diagnostyce. gorzej z terapia.

      ceikawe czemu "bezradnosc" a nie "frustracja"? bo na bezradnosc damy rade, wez
      sie w garsc czyli terapia behawioralna.
      • amfor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 10:18
        to bardzo naukowe. jest przeciez "model eksperymentalny". atrybucja to zaden
        psychozargon, tylko naukowe okreslenie jak trza! psychoanalityk mowi ze problemy
        ze wczesnego dziecinstwa sie wywodza, to bzdura! sellingam powie ze ze wczesnego
        dziecinstwa, bo eksperymentalnie przypierdolil dziecku we wczesnym dziecinstwie
        i zobaczyl ze marnie z nim to dopiero nauka!
        • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 10:31
          a ja widze w swojej wyobrazni dzien, w ktorym pan Dolor idzie na
          grupowa i udaje mu sie odkryc i uswiadomic sobie choc jedna jedyna
          rzecz, wokol ktorej krazyl swoimi myslami przez cale zycia, ale
          ktorej sedna nigdy nie byl w stanie dostrzec
          jakze to byloby piekne








          albo by sie rozwalil emocjonalnie i nie byl w stanie pozbierac przez
          pare lat
          no ale na szczescie to tylko moja wyobraznia
          • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 12:59
            > no ale na szczescie to tylko moja wyobraznia

            na szczęście! :)
            • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 13:22
              co to za terapia na ktorą chodzisz?
              • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 13:27
                a co? sugerujesz że zła? bo dobra terapia powinna człowieka całkowicie rozwalić?

                eklektyczna, ukierunkowana na docieranie do źródeł problemów, akceptację siebie,
                trzymanie się moich własnych priorytetów.
                • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 14:00
                  aurelia_aurita napisała:

                  > a co? sugerujesz że zła?
                  pytam

                  > trzymanie się moich własnych priorytetów.
                  to widac dziala


                  eklektyczna, czyli co? jak to wyglada?
                  • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 14:24
                    psycholog nie trzyma się filozofii żadnej konkretnej ze szkół terapeutycznych, a
                    korzysta po prostu z tego, co jej zdaniem się sprawdza. w ogóle ona ma dystans
                    do teorii wszelkich, po prostu słucha i zadaje pytania (to ostatnie dla mnie
                    jest ważne, bo osobiście nie zniosłabym terapeutki która wyłącznie słucha i
                    parafrazuje). czasem (rzadko!) delikatnie coś doradza - ale bardziej jako
                    propozycję do przemyślenia i tylko w sytuacji, gdy już ustalimy, czego tak
                    naprawdę chcę, co mi się wydaje że chcę, a czego się boję chcieć.
                    jestem o tyle zadowolona, że trafiłam na odpowiednią osobę do moich (dość
                    specyficznych) problemów. wcześniej np. dałam sobie wmówić, że nie wiem czego
                    chcę - a tu okazało się, że wiem czego chcę, tylko nie wierzę w siebie i łatwo
                    tracę cel z oczu.
                    jeśli chodzi o odczucia w trakcie terapii, to owszem, poruszamy trudne i bolesne
                    sprawy (inaczej nie miałoby to sensu), ale w taki sposób, że dość szybko
                    wyciągam konstruktywne wnioski i coraz bardziej akceptuję swoją przeszłość
                    (której przecież już nie zmienię), jestem też coraz bardziej świadoma swoich
                    mocnych i słabych stron. i coraz bardziej uniezależniam się od krzywdzących
                    i/lub nierozumiejących mnie opinii z zewnątrz - choć to nadal jest chyba moim
                    największym problemem.
                    • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 14:40
                      > jestem o tyle zadowolona, że trafiłam na odpowiednią osobę do
                      moich (dość
                      > specyficznych) problemów.
                      specyficznych?
                      • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 14:54
                        tak, niektóre są dość specyficzne. pozwolisz, że o nich nie będę pisać,
                        wystarczy że zna je moja psycholog.
                        ale ogólnie, chodziło mi o to, że każdy powinien szukać psychologa indywidualnie
                        dla siebie.
                        • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 14:59
                          aurelia_aurita napisała:

                          > tak, niektóre są dość specyficzne. pozwolisz, że o nich nie będę
                          pisać,
                          pozwolisz, ze pozostane zdumiona tym, jak niesamowite masz parcie na
                          bycie "specyficzną"
                          i jak bardzo kupy sie nie trzyma to co piszesz na forum (chocby)
                          o terapii
                          • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:06
                            pozwolisz, że niezmiernie się zdziwię, jakie to analizy mojej osoby wychodzą
                            spod twojej klawiatury.
                            hehe, powiem mojej psycholog że to kompletna nieprawda to wszytko do czego
                            doszłyśmy na terapii, bo nienill z forum sądzi dokładnie na odwrót :)
                            • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:08
                              aurelia_aurita napisała:

                              > pozwolisz, że niezmiernie się zdziwię, jakie to analizy mojej
                              osoby wychodzą
                              > spod twojej klawiatury.
                              pozwolisz ze sie nie zdziwie tym, ze nie zauwazylas, ze nie tylko
                              spod mojej
                              • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:11
                                spod twojej i euforyka.
                                ale ja jednak bardziej wierzę ludziom z reala.
                                no i samej sobie.
                                • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:12
                                  i można by się jeszcze zastanowić, dlaczego wy oboje macie takie parcie na
                                  analizowanie mojej osoby...
                                  • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:19
                                    aurelia_aurita napisała:

                                    > i można by się jeszcze zastanowić, dlaczego wy oboje macie takie
                                    parcie na
                                    > analizowanie mojej osoby...
                                    to analizuj
                                    • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:31
                                      > > i można by się jeszcze zastanowić, dlaczego wy oboje macie takie
                                      > parcie na
                                      > > analizowanie mojej osoby...
                                      > to analizuj

                                      ?
                                      ależ ja to Tobie, słonko zostawiam. zauważyłam że bardzo lubisz podczepiać się
                                      pod moje wpisy, obojetnie na jaki temat, i wyskakiwać z pretensjami, zaczynając
                                      w ten sposób długaśną wymianę zdań (bo moją z kolei słabością jest to, że łatwo
                                      się daję sprowokować)
                                      • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:37
                                        zauważyłam że bardzo lubisz podczepiać się
                                        > pod moje wpisy, obojetnie na jaki temat,
                                        widocznie jest czego sie czepiac
                                        • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:44
                                          > zauważyłam że bardzo lubisz podczepiać się
                                          > > pod moje wpisy, obojetnie na jaki temat,
                                          > widocznie jest czego sie czepiac

                                          nie "jest się czego czepiać" a TY ZNAJDUJESZ coś do przyczepienia.
                                          może po prostu lubisz się czepiać?
                                          • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:52
                                            > nie "jest się czego czepiać" a TY ZNAJDUJESZ coś do przyczepienia.
                                            > może po prostu lubisz się czepiać?
                                            lubie
                                            szczegolnie gdy widze osobe, ktorej wrozylabym wspaniala kariere w
                                            UPR
                                            • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:58
                                              ehh, cóż, chyba muszę się pogodzić z tym, że co bym nie napisała, to zawsze będę
                                              miała ogonek w postaci nienilki, która będzie szukała w moich postach śladów
                                              korwina. napiszę o dupie marynie, a ona że ja o korwinie.

                                              ps. a ja ci wróżę wpaniałą "karierę" w sekcie.
                                              • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 16:03
                                                aurelia_aurita napisała:

                                                > ehh, cóż, chyba muszę się pogodzić z tym, że co bym nie napisała,
                                                to zawsze będ
                                                > ę
                                                > miała ogonek w postaci nienilki,
                                                :)
                                                spoko, bez paniki
                                                tak masz tylko w momencie, gdy piszesz o swoich przekonaniach
                                                • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 16:07
                                                  problem w tym, że ty prawie w każdym moim poście widzisz przejaw własnych
                                                  wyobrażeń nt. moich przekonań
                                                  ale może to i dobrze, na forum będzie dużo wpisów i wreszcie prześcigniemy
                                                  boreliozę - bo moje wpisy będą się liczyły podwójnie.
                                                  no i w sumie, jako osoba za wszelką cenę dążąca do bycia wyróżnioną, chyba
                                                  powinnam się cieszyć, że ktoś tak wytrwale za mną chodzi :)
                                                • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 16:12
                                                  a teraz nasunęła mi się taka refleksja.
                                                  załóżmy, że napiszę sobie wątek w którym wyrażę jakieśtam własne przekonania. a
                                                  ty przylecisz, zeby się przyczepić.
                                                  tylko po co? aż tak bardzo zależy ci, żeby je wyśmiać? a może zwalczyć? toż to
                                                  nic innego jak powielanie schematów "czarnej pedagogiki"...
                                                  • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 16:28
                                                    > tylko po co?
                                                    Ledzie i Maskowi tez mi sie zdarza odpisywac
                                                    po co? genialne pytanie
                                                  • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 16:36
                                                    w takim razie zostaje mi tylko napisać:
                                                    serdeczne pozdrowienia.
                                                    i (będę wredna, bo w którymś momencie niepotrzebnie byłam miła):
                                                    smacznego.
                                                  • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 16:39
                                                    > i (będę wredna, bo w którymś momencie niepotrzebnie byłam miła):
                                                    > smacznego.
                                                    Iza zrobila to chociaz w nerwach
                                                    a pani na zimno i z premedytacją
                                                    fiu fiu
                                                  • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 16:45
                                                    na zimno? z premedytacją?
                                                    pewnie lepiej ode mnie wiesz jaki jest obecny stan moich nerwów, kiedy stawiasz
                                                    mnie w jednym rzędzie z maskiem i pajacem korwin-mikkem.
                                                    no i po prostu chciałam się odwdzięczyć za to, że kiedy zapytałaś mnie na czym
                                                    polega moja terapia, ja naiwna rozpisałam się i trochę wywnętrzyłam, myślałam -
                                                    o ja głupia - że po prostu chcesz informacji - a tu okazało się że wcale cię nie
                                                    interesowała moja terapia tylko po prostu szukałaś sobie pretekstu żeby dalej
                                                    się czepiać.
                                                    u mnie jest prosto. cios za cios.
                                                  • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 16:51
                                                    aurelia_aurita napisała:

                                                    > na zimno? z premedytacją?
                                                    wiec cofam
                                                    zostawiam tylko ostatnia linijke

                                                    ja naiwna rozpisałam się i trochę wywnętrzyłam, myślałam -
                                                    > o ja głupia - że po prostu chcesz informacji -
                                                    chcialam
                                                    bo za cholere nie da sie poskladac do kupy tego, co o tej terapii
                                                    piszesz

                                                    > u mnie jest prosto. cios za cios.
                                                    wiec bardziej starannie dobieraj rodzaj broni
                                                  • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 16:55
                                                    > bo za cholere nie da sie poskladac do kupy tego, co o tej terapii
                                                    > piszesz

                                                    być może napisałam nieskładnie. a może masz fałszywy obraz niektórych moich
                                                    przekonań. albo nieuważnie czytasz moje wpisy i widzisz w nich rzeczy, których
                                                    nie ma, ale do których chcesz sie przyczepić. nie wiem.
                                                    trzeba było po prostu zapytać, wyjaśniłabym to co niejasne.
                                • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:19
                                  aurelia_aurita napisała:

                                  > spod twojej i euforyka.
                                  nieprawda
                                  nie cala prawda
                • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:05
                  aurelia_aurita napisała:

                  >bo dobra terapia powinna człowieka całkowicie rozwalić
                  > ?
                  a nie moze byc tak, ze to zalezy od czlowieka i na te sama terapie
                  rozni ludzie moga zareagowac inaczej? a ja Dolora nie znam i nie
                  wiem jak moglby zareagowac
                  to jedna terapia musi byc do dupy, a inna nie?
                  • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:13
                    chodziło mi o to, że swoim pisaniem sprawiasz wrażenie, że masz pretensje do
                    wszystkich, których terapia doszczętnie nie rozwaliła, jak również do tych,
                    którzy radzą sobie bez terapii.
                    • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:19
                      aurelia_aurita napisała:

                      > chodziło mi o to, że swoim pisaniem sprawiasz wrażenie,
                      wiec jest to tylko Twoje wrazenia
                      • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:20
                        :) :) :)
                        nie tylko moje
                        • nienill Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:25
                          super
                          zrobimy glosowanie
                          monopol na gloszenie prawdy otrzyma wiekszosc
                          • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 15:28
                            > monopol na gloszenie prawdy otrzyma wiekszosc

                            albo ci, co najczęściej zabierają głos i/lub najgłośniej krzyczą
          • dolor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 17:50
            nienill napisała:

            > a ja widze w swojej wyobrazni dzien, w ktorym pan Dolor idzie na
            > grupowa i udaje mu sie odkryc i uswiadomic sobie choc jedna jedyna
            > rzecz, wokol ktorej krazyl swoimi myslami przez cale zycia, ale
            > ktorej sedna nigdy nie byl w stanie dostrzec
            > jakze to byloby piekne

            A w oddali, na tle gór,piękny zachód słońca, z jakimś Morricone w podkładzie.
            >
            albo by sie rozwalil emocjonalnie i nie byl w stanie pozbierac przez
            > pare lat
            > no ale na szczescie to tylko moja wyobraznia

            Pewnie ani jedno, ani drugie, mam silny odruch przeciwstawiania się każdemu, kto
            chce mną kierować dłużej niż dwa, trzy kwadranse. Że o tendencji do stawiania
            pytań: dlaczego tak, a nie inaczej, nie wspomnę.
        • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 12:58
          no akurat ta cała teoria seligmana z tymi jego 'atrybucjami' to niewiele ma
          wspólnego z nauką, raczej z pseudonauką. jak się robi ekspreymenty, to jeszcze
          trzeba wiedzieć co się bada a nie wymyślać jakieś pseudowyjaśnienia.

          --
          nie lubię poniedziałku. ani wtorku. tak samo jak środy, czwartku i piątku.
          soboty też nie lubię, bo za krótka. a niedziela to już prawie poniedziałek.
          • loserka Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 16:50
            A od kiedy tio psychologia jest nauką sensu stricto?
            Psychologia zajmuje się jedynie stawianiem hipotez i interpretacjami oraz
            tworzeniem teoretycznych modeli.
          • dolor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 17:55
            A nie jest tak, że to jednak wydaje się logiczne i zgodne z doświadczeniem? Jak
            niekiedy np. racjonalizacja, intelektualizacja, a nawet projekcja.
            • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 18:01
              to że słońce 'wschodzi' i 'zachodzi' albo że istnieją jakieśtam epicykle, też
              wydaje się logiczne i zgodne z doświadczeniem :)
              a jednak przyszedł taki kopernik i coś tam poprzestawiał.
              faktem jest to, że widzimy słońce w różnych punktach nieba w ciągu dnia. a
              reszta - to interpretacje. i ja jednak wolę te interpretacje, które się trzymają
              brzytwy Ockhama.
              • dolor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 18:10
                A które się trzymają?
                • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 18:15
                  ..te o układzie słonecznym, ruchu obrotowym i grawitacji?
                  • dolor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 18:22
                    Wiesz, które:) A słońce wschodzi i zachodzi, tylko przyczyna inna: po części
                    dlatego, że Ziemia się kręci, po części dla tego, że człowiekowi się zwykle
                    wydaje, że wszystko się obraca wokół niego...
            • loserka Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 18:24
              dolor napisał:

              > A nie jest tak, że to jednak wydaje się logiczne i zgodne z doświadczeniem? Jak
              > niekiedy np. racjonalizacja, intelektualizacja, a nawet projekcja.

              tak, logiczne i generalnie - a raczej statystycznie - zgodne z doświadczeniem,
              ale wskaż mi inną gałąź nauki, w której teoria tak często mija się z praktyką. a
              lepiej - z rzeczywistością.
              • dolor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 18:32
                loserka napisała:

                > dolor napisał:
                >
                > tak, logiczne i generalnie - a raczej statystycznie - zgodne z doświadczeniem,
                > ale wskaż mi inną gałąź nauki, w której teoria tak często mija się z praktyką
                a lepiej - z rzeczywistością.
                >
                W sensie - psychologia? Ponoć nie nauka. Jak i filozofia.
                • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 18:39
                  > W sensie - psychologia? Ponoć nie nauka. Jak i filozofia.

                  oj nieeee... w filozofii posługujesz się wyłącznie językiem logiki, a w
                  psychologii masz do dyspozycji całą metodologię naukową.
                  a że efekty są jakie są - to już inna sprawa.
                  • dolor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 19:00
                    aurelia_aurita napisała:

                    > oj nieeee... w filozofii posługujesz się wyłącznie językiem logiki, a w
                    > psychologii masz do dyspozycji całą metodologię naukową.
                    > a że efekty są jakie są - to już inna sprawa.
                    >
                    Z tym "wyłącznie językiem logiki" to bym się sprzeczał. Logika posługuje się
                    językiem logiki, cała reszta to wariacje z jej użyciem.
                    Jak doświadczenia w psychologii, metodologia naukowa, ale wnioski - właściwie
                    nie wiadomo, dlaczego akurat takie. Do momentu: ileś tam procent badanych
                    zrobiło to i to, wszystko jasne. Ale potem jest: świadczy to o tym, że... Rzadko
                    potrafię zgadnąć, o czym świadczy. Jednak na pewne, ciekawe prawidłowości czasem
                    ktoś tam wpada.
                    • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 19:03
                      no to tu się całkowicie zgadzamy
                      • dolor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 20:26
                        aurelia_aurita napisała:

                        > no to tu się całkowicie zgadzamy
                        >
                        Tak mi się właśnie wydawało. Tylko co ja robię źle, że zawsze tyle muszę pisać,
                        zanim ktoś to zauważy?

                        A wracając do doświadczeń i wniosków, to właściwie i psychiatria podąża tą
                        drogą. Myszy (szczury, psy) które po wstrzyknięciu danej substancji (wrzuceniu
                        do wody, impulsach elektrycznych) wykazywały, posmutnienie, apatię, brak
                        apetytu, pod wpływem innego środka szybciej wracały do normalnego zachowania w
                        stosunku do tych, którym podano placebo. Świadczy to o tym, ze u ludzi chorych
                        na depresję...
                        Albo teoria serotoninowa, dla której najlepszym dowodem był fakt, że SSRI
                        działają. Metanaliza wykazuje, że nie działają? Ale przecież codzienne
                        doświadczenia praktyków pokazują coś innego. A jeśli nawet i nie działają, to
                        znaczy tylko, że trzeba poziom tej serotoniny inaczej zwiększyć.
        • dolor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 17:45

          > to bardzo naukowe. jest przeciez "model eksperymentalny". atrybucja to zaden
          psychozargon, tylko naukowe okreslenie jak trza!

          Żargon, ale przynajmniej nie puste słowo, trzeba użyć wielu wyrazów, żeby je
          wyjaśnić. Nawet o dziwo wydaje się być logiczne.

          >psychoanalityk mowi ze problemy ze wczesnego dziecinstwa sie >wywodza, to
          bzdura! sellingam powie ze ze wczesnego
          > dziecinstwa, bo eksperymentalnie przypierdolil dziecku we wczesnym
          >dziecinstwie i zobaczyl ze marnie z nim to dopiero nauka!

          Mnie się wydaje, że to tylko wycinek problemu, podobnie, jak i przyczyny - tylko
          nieliczne brane wogóle pod uwagę (gdzie osobowość, gdzie genetyka?) Ale w
          przeciwieństwie do psychoanalizy, raczej dokładać, nie wykreślać trzeba.
          A Seligman nie przypierdalał dziecku, tylko psu, Hiroto dorosłemu.
          • amfor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 22:50
            >Nawet o dziwo wydaje się być logiczne.

            czyli zgodne z mysleniem dolora.
            • dolor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 23:17
              amfor napisał:

              > >Nawet o dziwo wydaje się być logiczne.
              >
              > czyli zgodne z mysleniem dolora.

              Chciałbym:)

              A Tobie się nie wydaje logiczne?
              • amfor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 23:27
                mi sie wydaje ideo-logiczne
      • dolor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 17:36
        amfor napisał:

        > ilosc imponujaca, jak to w diagnostyce. gorzej z terapia.

        no tak, jak zawsze.

        > ceikawe czemu "bezradnosc" a nie "frustracja"? bo na bezradnosc damy rade, wez
        sie w garsc czyli terapia behawioralna.

        mnie by się bardziej pasowała kapitulacja, poddanie się, rezygnacja. A rada tam
        była: pokłóć się z sobą, jak pokłóciłbyś się z kimś, kto cię obraża. Mało
        przekonujące, ale kto wie.
        • amfor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 22:45
          > > ceikawe czemu "bezradnosc" a nie "frustracja"? bo na bezradnosc damy rade
          > , wez
          > sie w garsc czyli terapia behawioralna.
          >
          > mnie by się bardziej pasowała kapitulacja, poddanie się, rezygnacja. A rada tam
          > była: pokłóć się z sobą, jak pokłóciłbyś się z kimś, kto cię obraża. Mało
          > przekonujące, ale kto wie.

          nie o wrazliwosc jezykowa mi szlo tylko kwestie jak najbardziej praktyczne, bo
          za tym jak najbardziej sie kryje pewna wizja tego na czym ma polegac leczenie.
          • dolor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 23:15
            amfor napisał:

            > nie o wrazliwosc jezykowa mi szlo tylko kwestie jak najbardziej praktyczne, bo
            za tym jak najbardziej sie kryje pewna wizja tego na czym ma polegac leczenie.

            A to niby czemu? Mnie się bezradność nijak z braniem w garść nie kojarzy, ani z
            terapią behawioralną, tak jak frustracja z rezygnacją zresztą. I niby co z tą
            frustracją się powinno robić? Psychoanalizę?
            Co najwyżej ta "wyuczona" razi.
            • amfor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 23:26
              model wyuczonej bezradnosci jest sztandarowy w terapie bhawioralno poznawczej.
              mi sie kojarzy, zarowno jezykowo jak i z praktyki uczestniczenia w takiej terapi.

              nie chodzi o to co mialoby sie robic z frustracja, tylko co sie zrobi z
              bezradnoscia. tu w gruncie rzeczy nic nie jest powiedziane pozatym ze istnieja
              depresje egzogenne, pozatym cala "otoczka naukowa" to w gruncie rzeczy pewne
              intencje co do przebiegu terapii.
              • dolor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 17.10.08, 00:00
                Więc to o to chodzi, przyznam, że o behawioralno-poznawczej nic nie wiem, prócz
                tego, że zwykle podawana jako przykład tej skutecznej. Najwyższy czas mi się w
                to wczytać.
                • amfor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 17.10.08, 00:03
                  dla pewnych kregow z zasady ona jest tak samo skuteczna jak z zasady
                  psychodynamiczna jest nieskuteczna.
              • dolor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 17.10.08, 00:11
                >tu w gruncie rzeczy nic nie jest powiedziane pozatym ze istnieja
                > depresje egzogenne

                A jednak bardzo mi się to do myślenia depresyjnego pasuje. Wprawdzie tu trochę
                tak, jakby się skupić np. tylko na bezsenności. Ale jednak, jakby się udało
                złagodzić, byłoby łatwiej. To: jestem nieudacznikiem i zawsze wszystko partaczę,
                dość powszechne, jak czytam, słyszę i sam o sobie sądzę. Przynajmniej okresowo,
                ale ten typ myślenia jest jak kaszel, albo jak chęć skończenia ze sobą.
    • aidka Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 14:02
      a jak było u Ciebie? poddałeś się ?
      • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 14:27
        no właśnie, dolor! napisz o swoich atrybucjach, hihi :D
        • dolor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 18:09
          aurelia_aurita napisała:

          > no właśnie, dolor! napisz o swoich atrybucjach, hihi :D
          >
          Czemu hihi? W myśl tego, trochę chyba sztucznego podziału, to jednak naturalny
          dla mnie jest "styl pesymistyczny", a przeciwstawiać się temu mogę tylko jak mam
          siłę, czyli jak ani organizm, ani otoczenie, zbytnio nie dopierdoli. Czyli nie w
          tym momencie. Teraz raczej mam ochotę dopisać, że nieczytelność i brak logiki
          wypowiedzi to moja stała cecha i przyczyna niektórych problemów.
          • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 18:14
            hihi to dlatego, że byłam w całkiem dobrym humorze jak to pisałam :)
            i sobie zażartować chciałam, ot tak jakoś.
            a organizmowi można pomóc w postaci prochów antydepresyjnych. seligman wprawdzie
            chyba nie wierzył w farmakoterapię depresji, ale, jak już gdzieś wspomniałam,
            autorytatywnie oświadczam ;) że seligman to głupi chuj.
            • loserka Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 18:25
              seligman to głupi chuj.
              >

              dlaczego?
              dlaczego głupi i dlaczego chuj?
              • aurelia_aurita Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 18:34
                głupi, bo jak go kiedyś czytałam, to mnie w poczucie winy wpędził i utrwalił we
                mnie przekonanie, że sposobem na depresje jest wzięcie się w garść.
                a chuj z tego samego powodu.
      • dolor Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 16.10.08, 18:01
        aidka napisała:

        > a jak było u Ciebie? poddałeś się ?\

        Właściwie notorycznie się poddaje, a potem próbuję pozbierać, znów poddaję itd.
        Tylko bagno robi się coraz głębsze.
        • aidka Re: jeszcze o syndromie wyuczonej bezradności 18.10.08, 10:41
          dolor napisał :
          >
          > Właściwie notorycznie się poddaje, a potem próbuję pozbierać, znów
          poddaję itd.
          > Tylko bagno robi się coraz głębsze.

          coraz łatwiej się poddać ? coraz trudniej wygramolić ?
          >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka