baran1949
27.02.11, 19:19
Gdyby tak w sanatoriach przykładano więcej uwagi do leczenia, mnóstwo ludzi nie musiałoby się operować, stan zdrowia byłby inny, lepszy. Ale teraz sanatoria nie troszczą się o stan zdrowia kuracjuszy, odwalają lipę, byle turnus minął na najtańszych zabiegach i najniższych kosztach.
Leczenie balneologiczne w Polsce mogłoby przynosić ogromne efekty zdrowotne. Mamy doskonałe wody lecznicze, wewnętrzne i zewnętrzne. Mamy bazę, kadrę, ale jakość jest bardzo niska. Kiedyś, w latach 70, 80 wyjeżdżało się z sanatorium zdrowym, albo zostawało na jeszcze jeden turnus. Diety, specjalne zabiegi, nawet kilkakrotne badania w ciągu turnusu, jak trzeba to odchudzanie, oczyszczanie organizmu. Taki wyjazd wystarczał na kilka lat dobrej formy. Teraz nie zostało z tego nic. Czeka sie 2 lata i jedzie kilkaset km by dostać zabiegi nic nie warte, jakaś tania lampa, kąpiel w zwykłej wodzie, masaż fragmentaryczny. Ten ostatni to już prawdziwa kpina, masaż kawałka kręgosłupa... . Wbrew logice i skutkom. Dobra rehabilitacja mogłaby uchornić przed masowymi operacjami kręgosłupa, zupełnie nieskutecznymi, po których ludzie są operowanie kolejne razy i lądują na wózkach. Drogie bardzo, niebezpieczne, ryzykowne operacje mogłyby być w Polsce zapomniane, gdyby wykorzystywano potężne zasoby doskonałych wód i zabiegów. W wielu mądrych krajach zrezygnowano dawno z operacji kręgosłupa (USA. Wielka Brytania, Niemcy idą za tym trendem wytrwale) stawiając na rehabilitację, doskonaląc lekarzy, organizując dobry poziom rehabilitacji. W Polsce się lekceważy te sprawy, w Polsce się operuje, kosztownie okaleczając ludzi i to bardzo młodych. A jakie to oszczędności przyniosłoby w wymiarze materialnym? Potężne! Tylko wszystkim to wisi. Turnusy też kosztują całkiem sporo, kilka tysięcy nawet na osobę, tylko jeśli sanatoria organizują terapię źle, to szkoda pieniędzy. A organizują źle, poza zabiegami najtańszymi z możliwych potrafią oszczędzać nawet na papierze toaletowym, wydzielając kuracjuszom najtańszy, najgorszy. Kto był, to wie, o czym piszę. Skuteczna terapia sanatoryjna mogłaby być raz na 2 lata, ale w obecnej postaci, to nawet co pół roku niewiele daje. Zmiana klimatu, inny tryb życia, coś tam dają, ale to urlop raczej, niż leczenie. Kiedyś sanatoria były porządnie kontrolowane, te pod opieką akademii medycznych organizowały konsultacje z wybitnymi specjalistami, lekarze sanatoryjni opiekowali się bardzo skutecznie swoimi pacjentami, kontrolowali stan zdrowia po zabiegach. Dziś to brzmi jak bajka, niewiarygodnie zupełnie, a szkoda.