interlecter
16.08.01, 22:26
I rzeczywiście, cała doksografia starożytna mówiąc o myśli Heraklita wskazuje,
że istotną ideą naszego filozofa było to, że ogień jest podstawowym elementem,
i że wszystkie rzeczy są tylko przekształceniami ognia. Także ocalałe fragmenty
w znacznym stopniu to potwierdzają:
"Wszystkie rzeczy wymieniają się na ogień, a ogień wymienia się na wszystkie
rzeczy, tak jak towary wymienia się na złoto, a złoto wymienia się na towary".
"Tego świata, jednego i tego samego świata wszechrzeczy nie stworzył żaden z
bogów, ani żaden z ludzi, lecz był on, jest i będzie wiecznie żyjącym ogniem,
zapalającym się według miary i gasnącym".
"Przemiany ognia: najpierw w morze, a następnie jednej połowy morza w ziemię,
drugiej zaś w ognisty wiatr".
Dlaczego Zaś Heraklit wskazał, że właśnie w ogniu tkwi "natura" wszystkiego,
staje się jasne, jeśli tylko zwróci się uwagę na fakt, że ogień w sposób
paradygmatyczny wyraża cechy wiecznej zmienności, konfliktu, harmonii. Ogień
bowiem jest wiecznie w ruchu, jest życiem, które żyje śmiercią tego, co spala,
jest nieustanną przemianą w dym i popiół, jest - jak doskonale mówi o swoim
bogu Heraklit - "głodem i sytością", to znaczy jednością przeciwieństw, głodem
rzeczy, który sprawia, że rzeczy istnieją, i sytością rzeczy, która niszczy
rzeczy i sprawia, Że umierają.
To wyjaśnia także, dlaczego bóg czy bóstwo heraklitejskie, które zostało już
nazwane nocą i dniem, głodem i sytością, wojną i pokojem, tzn. jednością
przeciwieństw, utożsamia się z tym ogniem. Czytamy we fragmencie 64:
"Wszystkim kieruje błyskawica".
Błyskawica zaś jest boskim ogniem. Ogniowi - bogu Heraklit zdaje się także
przypisywać eschatologiczną funkcję najwyższego sędziego:
"Bo gdy ogień opanuje nagle wszystko, będzie sądził i wydawał wyroki".
Heraklit w przeciwieństwie do Mizelijczyków przypisywał pierwszej boskiej
zasadzie inteligencję:
"Natura ludzka jest pozbawiona rozumu, lecz nie boska".
Wydaje się także niemal pewne, że Heraklit nazwał tę swoją zasadę logosem.
Jeżeli nawet - jak wielu utrzymuje - logos nie oznacza w sensie właściwym
rozumu i inteligencji, ale raczej regułę, według której wszystko się
urzeczywistnia, oraz prawo, które jest wspólne dla wszystkich rzeczy i
wszystkim rządzi, to jednak zawiera w sobie rozum i inteligencję.
Wreszcie jasne jest, że dla Heraklita prawdą może być tylko i wyłącznie ujęcie,
zrozumienie i wyrażenie tego wspólnego wszystkiemu logosu. W konsekwencji staje
się zrozumiałe to, że ostrzega przed zmysłami, ponieważ zatrzymują się one na
zjawiskowej stronie rzeczy; że pogardza powszechnie przyjętymi opiniami ludzi,,
ponieważ zapominają oni o tym, co czynią na jawie, tak samo jak nie wiedzą o
tym, co czynią we śnie; że pogardza wiedzą innych filozofów, ponieważ uważa ją
za próżną erudycję, która gromadzi rozliczne szczegółowe wiadomości, a nie
rozumie powszechnego prawa. Pozwala to także zrozumieć ów ton wyniosły i
pyszny, a czasami i denerwujący, jaki przyjmuje Heraklit w stosunku do
wszystkich innych, jako że on, pojąwszy ów logos, czuje się jego prorokiem,
jedynym prorokiem. W końcu zrozumiały staje się także rodzaj języka i typ
ekspresji, jaki zastosował w swoim dziele: jest to język proroków, wyroczni i
Sybilli, czyli ten język, który mówi coś i nie mówi, jednocześnie kryje coś i
odsłania, krótko mówiąc, język wyznaczony przez sam logos, który Heraklit
chciał odsłonić.
Heraklit wypowiedział też kilka poglądów na temat duszy, które wychodzą poza
poglądy jego poprzedników. Z jednej strony Heraklit, tak jak Milezyjczycy,
utożsamiał naturę duszy z naturą zasady i twierdził, że jest ogniem. Powiedział
także, że dusza jest tym mądrzejsza, im bardziej sucha, a tym samym utożsamił
głupotę ze zwilgotnieniem duszy.
Ale obok tej kategorii poglądów wyraził drugi ich rodzaj o zupełnie innej
zawartości treściowej, który doprowadził go do odkrycia w duszy czegoś, co ma
właściwości całkowicie odmienne od właściwości ciała.
"Choćbyś wszystkie drogi przeszedł, nie dotrzesz do granic duszy; tak głęboki
jest jej logos".
B. Snell zwrócił uwagę, że to rozumienie "głębi duszy" zakłada zdecydowane
odróżnienie jej od jakiegokolwiek organu i jakiejkolwiek funkcji fizycznej: nie
ma sensu mówienie o głębokiej ręce czy głębokim uchu.
Tak więc - precyzuje dalej uczony - "wyobrażenie głębi powstało właśnie dla
oznaczenia cechy charakterystycznej duszy, a jest nią to, że posiada ona
szczególną właściwość, która nie ma związku ani z miejscem, ani z rozciągłością
[...]. Poprzez to wyobrażenie głębi Heraklit chce pokazać, że dusza, w
przeciwieństwie do tego, co jest fizyczne, rozciąga się w nieskończoność".
Ten drugi porządek poglądów wiąże się z religijnym wymiarem myśli orfickiej,
według której życie ciała przynosi śmierć duszy, a śmierć ciała jest życiem
duszy. I wraz z orfikami Heraklit przypuszczalnie uznawał nagrody i kary po
śmierci, a zatem osobową nieśmiertelność.
"Po śmierci czeka ludzi wiele takich rzeczy, których się nie spodziewają ani
nawet sobie nie wyobrażają".
Jest to jednak ten porządek myśli, który nie harmonizuje z wizją całości, bo w
niej nie ma miejsca dla duszy rozumianej osobowo ani dla życia pozagrobowego.
Na zakończenie opisu sylwetki Heraklita warto przywołać kilka z jego poglądów
moralnych, które prawdopodobnie zostały zainspirowane bardziej jego orficką
wizją duszy aniżeli jego nauką o rzeczywistości. Szczęście - mówi - nie może
polegać na przyjemnościach ciała: gdyby tak było, szczęśliwe byłyby woły przy
żłobie. Inny jego fragment myśl tę precyzuje:
"Trudna jest walka z pożądaniem, gdyż to, czego ono chce, kupuje kosztem duszy".
Myśl ta jest jakby zapowiedzią istoty ascetycznej etyki Fedona: zaspokajanie
ciała oznacza zgubę duszy.
Nieco inne poglądy głosili eleaci, filozofowie należący do szkoły filozoficznej
uformowanej przez Parmenidesa z Elei. Eleaci ufali wyłącznie rozumowi i
dedukcji. Sądzili, że myśl zawsze odtwarza coś istniejącego, natomiast zmysły
ulegają złudzeniom; odrzucając poznanie zmysłowe negowali wielość rzeczy i ich
ruch; przyjmowali, że istnieje tylko jeden byt, niezmienny i nieruchomy.
Przytoczmy tu choć jeden argument przeciwko ruchowi, sformułowany przez Zenona
z Elei: lecąca strzała wypuszczona z łuku w każdej chwili znajduje się w pewnym
miejscu (a więc spoczywa) i równocześnie to miejsce opuszcza, czyli porusza
się. Pojawił się więc problem metafizycznej antynomii.
Parmenides zastosował zasadę sprzeczności: nic nie może jednocześnie być i nie
być. Uznał powstawanie za szczególny przypadek ruchu. Skoro nie ma ruchu nie ma
powstawania. Przesłanką było stwierdzenie, że byt może powstać tylko z nie-
bytu, a nie-byt nie istnieje, bo nie można go pomyśleć - tak więc powstawanie
czegokolwiek jest niemożliwe. Zatem świat nie posiada rzeczywistego istnienia
lecz jest tylko złudzeniem poznawczym (tzw. akosmizm).
Nie ma powstawania ani przemijania, bo powstawanie to jeszcze nie byt, zaś
przemijanie to już nie byt, a więc powstawanie i przemijanie są nie-bytem, a
nie-bytu nie ma.
Ze swego twierdzenia, że byt jest a nie-bytu nie ma Parmenides wyciągnął daleko
idące wnioski. Heraklit twierdził, że przeciwieństwa tkwią w naturze bytu,
natomiast Parmenides uznał, że skoro zjawiska są pełne przeciwieństw, to nie są
prawdziwym obrazem bytu.
*Prawdziwy byt nie ma początku, bo mógłby powstać tylko z nie-bytu, a nie-bytu
nie ma. Jest więc wieczny.
*Każda przerwa byłaby nie-bytem, czyli musi być ciągły, nieruchomy i
niezmienny, bo mógłby zamienić się tylko w nie-byt.
*Jest także niepodzielny, bo części bytu nie będąc już bytem musiałyby być nie-
bytem.
*Nie ma w sobie różnic, bo to, co różne od bytu jest nie-bytem. Byt jest więc
stały i jeden.
I na tym poprzestaniemy na dziś. Jutro będzie troszkę więcej szczegółów na
temat eleatów...a może będzie coś innego. Zobaczymy...