milet72
11.11.12, 12:28
Nigdy nie sądziłem, że we Wrocławiu dojdzie do takiego rozpasania urzędników! Mamy obecnie sytuację, w której urzędnik jest feudalnym władcą absolutną. Jego władza jest nieograniczona a sam jest nietykalny. Ale do rzeczy:
31 października został odwołany dyrektor Zespołu Szkół nr 4 we Wrocławiu. Stało się to po 6 latach pracy na tym stanowisku, po otrzymaniu wyróżniającej oceny pracy i wygraniu w zeszłym roku ponownie konkurs. Odwołanie nastąpiło w okolicznościach świadczących o absolutnej arogancji i bezczelności wrocławskich władz oświatowych:
1) wybrano datę 31 października, tuż przed świętami - zapewne po to, aby odebrać nauczycielom możliwość reakcji;
2) odwołania wyglądało tak: na specjalnym zebraniu rady pedagogicznej dyr. Wydziału Edukacji, p. Bugajska wstała i powiedziała: "Dyrektor szkoły została odwołana. Wydział oferuje pełną pomoc i wsparcie w tej sytuacji". Na krzyki z sali domagające się podania powodów, p. Bugajska stwierdziła, że ich nie poda i kazała wszystkim wracać na salę, dając tym wyraźny sygnał: "jesteście, drodzy nauczyciele, kmiotami, władza nie schyli się do rozmowy z wami, won tyrać!" - tak właśnie wygląda "pomoc i wsparcie" Wydziału Edukacji!
3) w poniedziałek 5 listopada rada pedagogiczna zespołu podjęła uchwałę domagająca się przywrócenia dyrektora na stanowisko. Za uchwałą głosowało 80% członków, co daje pewne pojęcie o tym, jak dyrektor był w szkole odbierany
4) w czwartek 8 listopada poznaliśmy "powody" odwołania. Używam cudzysłowu, ponieważ są one absurdalne. Pierwszy powód: na basenie na 34 uczniów było 2 opiekunów, a tymczasem - jako że na jednego nauczyciela ma przypadać 15 uczniów - powinno ich być trzech. Teoretycznie więc aż czterech uczniów było bez opieki. "Teoretycznie" ponieważ naprawdę trenerów było czterech - dwóch ze szkoły i dwóch z klubu (czego kontrolerzy nie chcieli odnotować). Powód drugi: w kilku dziennikach trenerów nie było wpisanych tematów. To koniec powodów. Tymczasem dyrektora szkoły w trakcie jego kadencji można odwołać wyłącznie w przypadkach szczególnie uzasadnionych. Zgodnie z utrwaloną linią orzeczniczą, szczególnie uzasadnione przypadki to np.: malwersacja pieniędzy, niegospodarność, skazanie dyrektora, aresztowanie dyrektora, jego demoralizacja - ten kaliber spraw. Tutaj nic takiego nie miało miejsca, stwierdzone uchybienia nadawały się co najwyżej na upomnienie (o ile w ogóle, bo przy stopniu szkolnej biurokracji nie zawsze wszystko jest w idealnym porządku). Do tego uchybienia stwierdzono podczas kontroli w lipcu - skoro więc były takie poważne, według WE "uniemożliwiające kierowanie szkołą", dlaczego odwołanie nie nastąpiło natychmiast, w czasie wakacji? Co więcej, aby odwołanie dyrektora było zgodne z prawe, powinno nastąpić po uzyskaniu pozytywnej opinii kuratora oświaty. Tymczasem Dolnośląski Kurator Oświaty sprzeciwił się odwołaniu, które w tym świetle jest podwójnie niezgodne z prawem.
Ani dyrektor WE, p. Bugajska, ani dyrektor Wydziału Spraw Społecznych, p. Sutryk, nie chcą uznać dokonań odwołanej dyrektor (a jest ich naprawdę ogromna lista), ani stanowiska nauczycieli szkoły, ani rodziców. Przekaz płynący z rozmów z urzędnikami jest jasny: my możemy wszystko, won stąd, mordy w kubeł i pracować. A że coś zrobiliśmy niezgodnie z prawem? No to co, możecie nam skoczyć!
Jak widzimy z powyższego, wrocławski Wydział Edukacji stoi na stanowisku, że może sobie każdego dyrektora odwołać kiedy chce, nie oglądając się na przepisy. Cel całej akcji wydaje się jasny: zastraszyć dyrektorów pozostałych szkół we Wrocławiu, aby jak potulne baranki realizowali wizje urzędników. Po tek akcji każdy z nich będzie wiedział, że jakakolwiek próba wychylenia się będzie skutkować kontrolą, znalezieniem jakichś drobnych uchybień i wywaleniem dyrektora na zbity pysk.
Jako nauczyciele zespołu sądzimy, że powód może być jeszcze inny. Otóż nasz szkoła mieści się przy Parku Południowym, parkingu i pętli tramwajowo-autobusowej. Obok mamy już jeden hotel 5-gwiazdkowy, druga elegancka rezydencja jest wykańczana obok. Miejsce jest więc naprawdę piękne i warte... no właśnie, WIELE warte. Mamy więc powody przypuszczać, że odwołania dyrektora to pretekst do likwidacji szkoły i sprzedaży budynku lub działki za grube miliony. Jak wiadomo miastu na gwałt potrzeba pieniędzy...
Piszę o tym wszystkim, ponieważ nie zgadzam się z metodami działania urzędników. Nie zgadzam się z wyrzucaniem ludzi z pracy na pysk za nic. Nie zgadzam się na bezkarność urzędników. Nie zgadzam się, by Wrocław był miastem bezprawia. Nie zgadzam się, by panowały tu zwyczaje z powiacików, w których dyrektor chodzi na pasku burmistrza. To, co obserwujemy (na szczytach władzy też: stadion, hulanki prezesa Hali Stulecia, sprawa Jana Ż., Dyanmicom etc.) to popis pychy, buty i arogancji. Niestety, my, Wrocławianie, doprowadziliśmy do tego sami, wybierając prezydenta Dutkiewicza na 3. kadencję. Władza uderza do głowy a potem się od niej psuje...
Podobna sytuacja może przydarzyć się każdemu z Was. Pewnego dnia możecie zostać wezwani do urzędu, który zażąda sobie od Was czegoś absurdalnego. Albo wlepi Wam karę z kapelusza. Dlatego musimy powiedzieć NIE! Teraz!