Gość: Rafis
IP: 213.199.196.*
11.08.04, 00:15
Brak pokory, czyli nie ma się czym chwalić
Środa, 11 sierpnia 2004r.
Kilka lat temu władze Paryża zdecydowały się naprawić wszystkie chodniki,
żeby paryżanie podnieśli oczy z podłogi i zobaczyli jakie piękne mają miasto.
Czy o Wrocławiu możemy powiedzieć to samo? Czy przez piętnaście lat
zbudowaliśmy coś, czym nasi następcy będą się zachwycać tak jak my dziś Halą
Ludową?
Mimo tego, że we Wrocławiu powstało dużo nowych budowli, także w ścisłym
centrum miasta, po 1989 roku nie dorobiliśmy się żadnego budynku wybitnego
czy bardzo dobrego. Czasy Maxa Berga, gdy to co się budowało we Wrocławiu
było zauważane w Europie, są już odległą przeszłością.
- Największym grzechem wrocławskiej architektury jest to, że nie potrafi się
wpasować w miasto i jego specyfikę - twierdzi prof. Waldemar Wawrzyniak z
wydziału architektury Politechniki Wrocławskiej.
- Ulica jest jak zdanie, a budynki jak konkretne litery. W jednym zdaniu może
być tylko jeden wykrzyknik. Tymczasem wszystkie nowe budynki chcą być
wykrzyknikami - dodaje Andrzej Zwierzchowski, prezes wrocławskiego oddziału
Stowarzyszenia Architektów Polskich.
Oczywiście są tacy, którzy twierdzą, że mamy się czym pochwalić.
- W naszej architekturze dużo się dzieje. Udało się nam wytworzyć wrocławski
styl, który charakteryzuje się właśnie mnogością detali - mówi Tomasz
Ossowicz, architekt, dyrektor Biura Rozwoju Wrocławia. - Wprawdzie ci, którzy
lubią formy proste i szlachetne mogą powiedzieć, że taki styl trąci
prowincjonalizmem, ale Gaudi także nie był specjalnie oszczędny - dodaje.
Wielkie malowanie
Jednak ze świecą szukać budynku, który choćby w dziesiątej części nosił w
sobie ponadczasowe piękno barcelońskiego kościoła Sagrada Familia. Kiedy
spytaliśmy kilku wrocławskich architektów, które z budynków zbudowanych w
ostatnich piętnastu latach im się podoba, zgadzali się jedynie co do Pasażu
pod Błękitnym Słońcem.
- Jest to zdecydowanie nowa jakość, która świetnie wpisuje się w Rynek - mówi
Tomasz Ossowicz.
Nie da się ukryć, że właściwie jedyne z czego możemy być zadowoleni to Rynek.
Dzięki prostemu zabiegowi, jakim jest malowanie, Wrocław wyzwolił się z
typowej dla poprzedniego ustroju szarości. A Rynek jest tego najlepszym
przykładem. Zazdroszczą go nam dziś wszystkie miasta w Polsce.
- Z budynkami jest tak jak z kobietami. Jeśli się ich regularnie nie myje i
maluje to nawet te najładniejsze nie wyglądają ciekawie - mówi Andrzej
Zwierzchowski.
W ten sam sposób urodę odzyskały także gmach główny Uniwersytetu
Wrocławskiego, czy biblioteka im. Ossolińskich.
Barbareum w modnym stylu
Gdy spojrzeć krytycznym okiem na nowe budynki, jakie w tym samym czasie
wyrosły we Wrocławiu, to okaże się, że nie mamy się czym pochwalić. Jest
kilka takich, które samodzielnie nie odbiegają od europejskiego standardu,
ale postawione tam gdzie stoją szkodzą miejscu. Jednak to tylko porządny
standard, który do tego zawsze kłóci się ze swoim otoczeniem.
Dobrym przykładem jest Europeum, budynek fundacji Krzyżowa przy ul.
Kazimierza Wielkiego. Budynek bardzo przypomina nowoczesną architekturę
holenderską - stylu obowiązującym obecnie na świecie. Europeum ma kilka cech,
które je wyróżniają we Wrocławiu - przede wszystkim przy jego budowie
zastosowano przezroczyste szkło, zamiast kiczowatego szkła refleksyjnego.
Obiekt fundacji Krzyżowa ma także dobre proporcje, czyli przede wszystkim
wysoki parter. Dzięki takiemu rozwiązaniu podkreśla się wielkomiejski
charakter ulicy, przy której stoi. Do tego trzeba dodać dobrą jakość
wykonania, co w stolicy Dolnego Śląska nie jest regułą. Jednak ten budynek ma
tyluż zwolenników, co przeciwników. Ci ostatni twierdzą, że zupełnie nie
pasuje do stojącego obok kościoła ewangelicko-augsburskiego.
- Postawienie go w tym miejscu to barbareum - dodaje Andrzej Zwierzchowski.
- Umiejscowienie Europeum przy ul. Kazimierza Wielkiego jest porażką
wszystkich, którzy mają wpływa na to gdzie jaki budynek powstaje - przyznaje
Tomasz Ossowicz.
Zaglądanie do talerzy
Podobną dyskusję wywołuje nowy wydział prawa na pl. Uniwersyteckim. Budynek w
stylu nawiązujący do neomodernizmu robi bardzo dobre wrażenie - tak na
studentach jak i przypadkowych przechodniach.
Także on ma wysoki parter, i przezroczystą szybę, przez którą widać, co
dzieje się w środku, zamiast kiczowatego lustra.
- Wrocławscy architekci zdecydowanie nadużywają luster - twierdzi prof
Wawrzyniak. - Jednak nie wszędzie przeźroczyste szkło się sprawdza. Budynek
Prawa robi dobre wrażenie z trzech stron, ale pomysł zaglądania studentom do
talerzy, do czego architekt zmusił nas na północnym rogu budynku rodzi
skojarzenia rodem z głębokiego socrealizmu - dodaje.
Budynek prawa ma także swoich zagorzałych obrońców.
- To bardzo ciekawy budynek. Robi dobre wrażenie i świetnie pasuje do
otoczenia - mówi Michał Witkowski, student, jeden z organizatorów
akcji "Żądamy dobrej Architektury."
Mistrz kontrowersji
Mimo wszystko budynek Europeum i nowy gmach prawa wyróżniają się pozytywnie
spośród budowli wzniesionych w ostatnich latach. W naszej architekturze
dominujący jest tzw. niedbały postmodernizm - niedbały głównie ze względu na
brak dbałości o detale i wykończenia. Widoczny choćby w przypadku mistrza
kontrowersji: budynku Solpolu 1. Z jednej strony budynek wprost zaprasza do
tego, żeby go odwiedzić co jest zasługą dużych szklanych witryn. Do tego jest
kolorowy i z pewnością oryginalny. Jednak został zbudowany w erze discopolo i
plastikowych krasnali w ogródkach, co niestety widać na pierwszy rzut oka.
- Ten budynek powstał na fali pewnej mody. Moda minęła, a budynek niestety
nadal stoi - mówi Waldemar Wawrzyniak.
- Z drugiej strony z budynkami takimi jak Solpol jest tak, że gdy przetrwają
trzydzieści lat i nie zostaną zburzone, trafiają na wykazy zabytków - broni
kontrowersyjnej konstrukcji Tomasz Ossowicz.
Zdecydowana większość postawionych w ostatnich latach we Wrocławiu budynków
nie pasuje do niczego. Świetnie ilustruje to inny kontrowersyjny budynek -
centrum handlowe, które przy ul. Szewskiej postawił Howell.
Stanęło ono obok rewelacyjnego Kameleona i mimo, że jest nowszy o
kilkadziesiąt lat - zupełnie nie wytrzymuje tego sąsiedztwa. Najwięcej
kontrowersji budzi przeszklona winda, która widać prawie ze z placu 1 Maja.
Na jednych sprawia ona bardzo dobre wrażenie. Jednak z drugiej strony winda -
element pionowy sąsiaduje z Kameleonem, gdzie podkreślane są linie poziome.
Efekt - budynki zamiast ze sobą współgrać - konkurują.
Trypolis we Wrocławiu
Inny przykładem architektury, która niektórym się podoba, ale gryzie się z
otoczeniem to budynek Archicomu przy ul. Św. Mikołaja.
- Architekt próbował odwrócić utarte zwyczaje i w miejsce ścian dał okna, a w
miejsce okien mur. Dało by to ciekawy efekt, gdyby nie niebiesko - fioletowy
dach, który nie pasuje zupełnie do niczego we Wrocławiu - mówi Andrzej
Zwierzchowski.
Zdobienia na tym dachu rzeczywiście stylem pasują raczej do Trypolisu czy
Istambułu niż do Wrocławia.
- Jednak ten budynek nie konkuruje ze swoim otoczeniem - broni go Tomasz
Osowicz. - Mnie się podoba i wiem, że nie jestem w tym odczuciu odosobniony -
dodaje.
Jednak właśnie gmach przy ul. Św. Mikołaja doskonale ilustruje to, co
charakteryzuje wrocławskie budownictwo ostatnich 15 lat.
- Architektom brak pokory i umiaru. Z osobna wiele budynków wyglądało by
ciekawie, ale ustawione przy zabytkowych kamienicach i kościołach robią
fatalne wrażenie. Z drugiej strony trzeba zarzucić to samo urzędnikom, którzy
pozwalają na takie odstępstwa od ogólnego charakteru miasta - dodaje prof.
Wawrzyniak.
------------------------------------------------------------------------------
--
Czekamy na Państwa opinię
Czy nowe budynki we Wrocławiu się państwu podobają? Czy studenci mają
twierdząc, że o