kklement
18.12.04, 20:19
Regularnie co rok jednostki marudne i traktujące świat dookoła siebie jako
źródło wszelakich niedogodności zaczynają chóralne zawodzenia: "znowu
strzelają ! Gdzie policja i straż miejska ?! Zakazać sprzedaży ! Zakazać
używania !"
Robi mi się niedobrze, gdy to słyszę lub czytam. Pirotechnika jest jedną z
najbardziej fascynujących rozrywek, jaką stworzył człowiek. Jest ściśle
związana z atawistyczną fascynacją ogniem, jaka wytworzyła się w trakcie
setek tysięcy lat powstawania naszego gatunku. Co robimy na biwakach,
wycieczkach w góry itp. ? Rozpalamy ogniska, siadamy wszyscy wokół nich (
zauważcie, że istnieje niepisane prawo, z którego sobie nawet nie zdajemy
sprawy, że każdy, nawet obcy, ma prawo się do ogniska dosiąść - najstarszy
przejaw humanitaryzmu ! ) i godzinami wpatrujemy się w płomienie. A
wszechobecne grille ? Czy tylko o żarcie z rusztu ( brrr, przecież ono jest
tak naprawdę okropne ) w nich chodzi ? Oczywiście, że nie. Wszyscy po trochu
jesteśmy piromanami. Kochamy ogień.
A sztuczne ognie ? Kto nie zamiera z rozdziawioną japą, gdy niebo wypełniają
eksplozje rac ? Kto pozostaje obojętny wobec ognistych pióropuszy wulkanów ?
Podobnie i zamiłowanie do eksplozji bierze się ze środka nas - głównie
mężczyzn. Obcowanie z mocą uwięzioną w substancji i nagle, jak piorun,
wyzwoloną, fascynuje. Opanowanie tych mocy, używanie ich, fascynuje jeszcze
bardziej. To połączenie fascynacji ogniem z inną fascynacją, zapewnie równie
starą - fascynacją bronią. Kierowani nią mężczyźni wstępują do formacji
mundurowych ( nie wierzcie w zapewnienia, że "dulce et decorum est pro
patria ..." - tu chodzi o broń, mundur i wrażenie wywieranie na płci
pięknej ! ), pozostali zaś kręcą się wokół sklepów z bronią, stoisk z
książkami o broni i wojskowości itp.
Zresztą czy tylko dojrzali mężczyźni to odczuwają ? Jasne, że nie ! Gros
zabawek dla chłopców stanowią militaria ! Plastikowe karabiny, pistolety,
broń biała, nawet hełmy. Żołnierzyki. Czołgi i samoloty.
Oraz petardy i fajerwerki.
Pamiętam, że gdy byłem dzieckiem, pirotechnika była jedną z naszych
ulubionych rozrywek. Niestety, siermiężne peerelowskie czasy ( pozdrowienia
dla Ditrana ! ty chociaż miałeś butapren ) nie rozpieszczały nas w tym
względzie, gdyż w handlu dostępne były tylko i wyłącznie ( głównie przy
okazji odpustów ): kapiszony, korki, zimne ognie, ew. prochowe silniczki do
rakiet w składnicach harcerskich. Resztę trzeba było sobie zrobić samemu.
Saletra z cukrem, karbid, "siarka" z zapałek. To dopiero był hardcore :) ...
I to dopiero było niebezpieczne ! Nie tak, jak dzisiejsze wyroby
pirotechniczne - odpalane z opóźnieniem, oklejone instrukcjami,
przewidywalne. Nasze wynalazki zapalały się czy wybuchały nam w rękach.
Szczególnie kretyńskie z racji swojej niebezpieczności były "śruby" -
odpowiedniki właśnie petard ! Dlatego śmieszą mnie głosy, że trzeba zakazać
sprzedaży "korsarzy" ( tak dzieciaki nazywają petardy ) młodocianym. Wolicie,
żeby zaczęły bawić się samoróbkami ? A może amunicją do tatusiowych
pistoletów ?
Nie dam się przekonać, że 2 - 3 tygodniowe zabawy dzieciaków petardami są tak
uciążliwe, że policja i straż miejska powinny ścigać małolatów, a handel
pirotechniką powinien zostać zakazany. W grudniu raczej nie ma się okien
pootwieranych na oścież, a podwójne okna - wszyscy mamy takie - znacząco
redukują hałasy z zewnątrz.
Natomiast posiadaczom strachliwych psów odpowiadam: miasta są przede
wszystkim dla ludzi ! Także tych 8 czy 14-letnich. I to przede wszystkim wasi
pupile są obciążeniem dla ludzi, a nie ludzie w wieku szkolnym dla waszych
pupili. Petardy i rakiety słychać przez 2 - 4 tygodnie. Ujadanie waszych
czworonogów słychać przez cały boży rok, jak i przez cały rok wdeptujemy w
pozostałości po nich ! A zresztą w ostateczności można pójść do weterynarza
po Relanium dla strachliwego pieska na tych kilkanaście dni, i tyle.
Kwitując krótko: to jest WOLNY KRAJ WOLNYCH LUDZI ! Pozwólcie dzieciakom
mniejszym i tym całkiem dorosłym mieć trochę frajdy !
Howgh ! :)