Gość: Rafis
IP: *.wro.vectranet.pl / 62.29.254.*
02.01.05, 21:25
Czy budować nowe deptaki
ZOBACZ TAKŻE
• Komentarz - żeby nie deptać w miejscu (02-01-05, 20:32)
• Co wrocławianie sądzą o deptakach (02-01-05, 20:30)
Marek Szempliński 02-01-2005 , ostatnia aktualizacja 02-01-2005 20:30
Świdnicka, Oławska, Szewska... i co jeszcze. Miejscy urzędnicy chcą ulice w
centrum zamieniać w deptaki. A którędy będziemy jeździć?
W grudniu został oddany kolejny deptak - fragment ul. Świdnickiej od
przejścia podziemnego do pl. Teatralnego. A już miejscy urzędnicy myślą o
zamknięciu dla samochodów kolejnych ulic: Oławskiej i Szewskiej. Ale decyzje
te budzą emocje - do redakcji dzwonią zwolennicy i przeciwnicy deptaków.
- Nie jestem maniakiem motoryzacji, nie pcham się z samochodem do Rynku, ale
mam pytanie: po co ludzie mają spacerować po deptaku na Szewskiej? - mówi
Czytelnik. - Handel tam prawie nie istnieje. Za to ulica jest pierwszorzędnym
skrótem z południa miasta na północ. Bez niej zwiększą się korki na
Kazimierza Wielkiego.
Pani Iwona, studentka architektury, przekonuje: - Deptaków nie może być za
dużo. Żeby ludzie w centrum spacerowali, muszą czymś tam dojechać. Może
kolejny zamiast na Szewskiej urządzić na Kuźniczej.
Tłumaczy, że to przedłużenie deptaka ze Świdnickiej i najkrótsza droga dla
pieszych od Piłsudskiego do mostu Uniwersyteckiego: - Przeważnie tędy chodzi
większość studentów Uniwersytetu.
Maciej Kruszyna, specjalista od dróg z Politechniki Wrocławskiej, współautor
koncepcji zamiany na deptak ulicy Szewskiej, tłumaczy: - Dojazd powinna
zapewnić komunikacja zbiorowa, dlatego jestem zwolennikiem tramwaju na
Szewskiej, i to w obie strony.
Przekonuje: - Ciągle mamy za mało miejsc do spacerowania. Widać to w
porównaniu z Krakowem, nie wspominając o miastach niemieckich. Ulice
zamienione w deptaki przyciągną handel i usługi.
A co o nowych deptakach sądzą inni fachowcy?
Architekt Tadeusz Sawa-Borysławski: - Deptaki to świetna sprawa, ale trzeba
się zastanowić, czy potrzebne są wszędzie i za wszelką cenę. Na szczęście
można tanio je urządzić, stawiając tylko znaki zakazu wjazdu. Kiedy nie zdają
egzaminu, niewielkim kosztem można przywrócić poprzednie rozwiązanie.
Rafał Eysymontt, historyk sztuki zajmujący się historią rozwoju miast: - W
sprawie deptaków urzędnicy stracili umiar. Stawiają na rozwiązania
wprowadzane w Niemczech lat 70., które nie zawsze się sprawdziły. Pomijam, że
urządzamy je w złym guście. Chodzi także o zrównoważony rozwój miasta. Jeśli
chcemy do centrum przyciągnąć firmy, to trzeba umożliwić dotarcie do nich tym
pracownikom i klientom, którzy nie mają czasu spacerować. Zwłaszcza kiedy
alternatywą są supermarkety, do których dojadą samochodem.
Wrocłąwska prasa ma kolejny problem :)