Gość: M.P.
IP: *.chem.uni.wroc.pl
06.07.02, 12:50
W nocy ze środy na czwartek zostałem zwinięty przez policję z chodnika za jazdę
na rowerze. Panowie policjanci wzięli mnie na badanie alkomatem bo nieopacznie
przyznałem się, że jakieś pół godziny wcześniej piłem piwo. Na badaniu wyszło,
że mam w wydychanym powietrzu 0.5 promila alkoholu. Tak ich ten fakt
zbulwersował, że przez nastepne trzy godziny byłem wożony do dwóch różnych
komisariatów oraz na Izbę Wytrzeźwień na badanie krwi (to już ja sobie
zażyczyłem). Przez te trzy godziny cały czas był przeze mnie zajęty radiowóz
wraz z obsadą policyjną (najpierw było 5 policjantów, potem sukcesywnie ich
ubywało, na końcu zostało ich tylko 3). Tak więc teraz zupełnie mnie nie dziwi
czas dojazdu patrolu policyjnego do okradzionego samochodu moich znajomych (2
godz.). Jak tak długi czas wożenia się ze straszliwie nabombanym i
niebezpiecznym rowerzystą ma się do podobno złej sytuacji w policji (braki w
etatach i brak pieniędzy na benzynę)? Nadmienie, że na Izbie lekarze mieli
wyraźny ubaw z całej sytuacji i niemiłosiernie szydzili z policjanta, który
mnie eskortował. Natępną zastanawiającą rzeczą było to, że na którymkolwiek z
komisariatów byłem i pojawiał się inny patrol padało pytanie skierowane do
mojego opiekuna "złapałeś bandziora?", czemu towarzyły ironiczne spojrzenia i
uśmieszki. Najwyraźniej samych policjantów bawi łapanie jeleni i uważają to oni
za doskonały sposób na spędzenie nocy bez wysilania się w łapanie prawdziwych
bandziorów. Do tego zdarzenia byłem jedną z nielicznych wśród moich znajomych
osób, które ufały policji, teraz niestety mam ich za nierobów, którzy szukają
okazji do nic nierobienia. Szcególnie, że przez cały mój czas bytności na
komisariatach byłem jedyną zatrzymaną osobą, co skłania mnie do wniosku, że
byłem największym przestępcą w tym czasie na Krzykach. Życzę policji dlaszych
sukcesów w łapaniu szalonych rowerzystów i jednocześnie tych drugich ostrzegam
przed piciem piwa w gorące i duszne dni - policja czuwa.