Gość: Oktoberfest
IP: *.akron.wroc.pl / *.18.akron.wroc.pl
31.05.05, 06:55
Fundusz uderzy w piratów
Urzędnicy Narodowego Funduszu Zdrowia chcą, by sprawcy wypadków powszechnie
płacili za leczenie swoich ofiar
Szykuje się rewolucja w systemie opłat za leczenie ofiar wypadków. Mają
płacić tylko ich sprawcy, a nie, jak dotąd, wszyscy podatnicy.Urzędnicy od
opieki zdrowotnej szukają pieniędzy na leczenie ofiar wypadków drogowych.
Znaleźli je w kieszeniach sprawców tych zdarzeń. W Poznaniu wezwania do
zapłaty (od 200 do 5 000 zł) dostało już prawie stu kierowców, którzy byli
sprawcami wypadków.
Przedstawiciele Funduszu uważają, że prędzej czy później ta zasada zacznie
obowiązywać w całej Polsce. A jest o co walczyć: Roczne koszty leczenia ofiar
wypadków drogowych szacuje się na 1,5 mld zł.
Spójrzmy na to w ten sposób: czy osoba, która świadomie wchodzi w konflikt z
prawem, bo siada za kierownicą, choć jest pod wpływem alkoholu, ma prawo
oczekiwać, że my wszyscy, z ubezpieczenia zdrowotnego, powinniśmy zapłacić za
leczenie jej lub osób, które ucierpią w wyniku wypadku? Warto to chyba
rozważyć mówi Renata Furman, rzecznik NFZ
Problem w tym, że powinni płacić tylko pijani kierowcy i notoryczni piraci
drogowi. Tymczasem poznański NFZ wysyła wezwania każdemu sprawcy jak leci.
Cios w pirata
NFZ chce mieć bat na piratów drogowych, podobny do tego, jaki mają od dawna
towarzystwa ubezpieczeniowe. Sprawca kilku stłuczek lub wypadków rocznie jest
traktowany jak klient wysokiego ryzyka i płaci nawet 200 proc. podstawowej
polisy za samochód. Z polisy OC muszą zostać pokryte koszty wynikające ze
szkód powodowanych przez kierowcę. Ale już nie koszty normalnego leczenia
szpitalnego tłumaczy Michał Witkowski, rzecznik PZU.
Czy mieli prawo
Oddziały NFZ w Poznaniu i Rzeszowie ślą już do kierowców wezwania do zapłaty.
Do wprowadzenia systemu przymierza się Łódź. Scenariusz działania jest
następujący: jeśli sąd orzeknie winę kierowcy, Fundusz dostaje pismo z
wyszczególnionymi kosztami leczenia poszkodowanych. I na tej podstawie
egzekwuje je od sprawcy. W środowisku ubezpieczeniowym nie brakuje opinii, że
inicjatywa NFZ jest bezprawna. Fundusz mógłby domagać się zwrotu pieniędzy
za leczenie, tylko gdyby ofiary wypadku były nieubezpieczone, a więc
pozbawione prawa bezpłatnego leczenia szpitalnego mówi Michał Witkowski,
rzecznik prasowy PZU. Roszczenia NFZ są dość spektakularne. Jedyną osobą
uprawnioną do dochodzenia zwrotu kosztów leczenia jest sam poszkodowany.
Natomiast NFZ nie ma podstawy do dochodzenia od posiadaczy pojazdów
mechanicznych zwrotu kosztów związanych z udzielaną pomocą medyczną, którą
przecież gwarantuje pacjentom wtóruje mu Lidia Deja, rzecznik Warty SA.
Brakuje systemu
Przedstawiciele Biura Rzecznika Ubezpieczonych przyznają, że koszty leczenia
są pokrywane z powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. Jeśli ofiara wypadku
jest ubezpieczona, leczy się ją na koszt państwa, nie powstaje więc szkoda,
którą sprawca musi naprawić. Ale jeśli ranny nie jest objęty tym
ubezpieczeniem, ciężar leczenia przechodzi na firmę, która wystawiła polisę
sprawcy wypadku. Na zwrot kosztów leczenia trzeba jednak długo czekać, a
szpital zostaje z rachunkiem, którego nie ma kto zapłacić. Brakuje stałego
cennika usług medycznych. Jego wprowadzenie otworzyłoby wreszcie drogę do
systemu ponoszenia odpowiedzialności przez sprawców wypadków. Są konkretne
propozycje, by w zależności od rodzaju uszkodzeń ciała ofiary, pewną kwotę
ryczałtowo płaciło państwo, a resztę – sprawca mówi Barbara Krawczyk,
dyrektor Biura Rzecznika Ubezpieczonych.
Polisa NW (nieszczęśliwe wypadki) wbrew pozorom nie chroni wcale kierowcy od
zadośćuczynienia ofiarom wypadku. Obejmuje ona bowiem tylko i wyłącznie
samego kierowcę.
Osoby przestraszone pomysłem Funduszu mogą wykupić dodatkowe osobiste polisy
odpowiedzialności cywilnej w swoich towarzystwach ubezpieczeniowych. Taka
polisa kosztuje kilkadziesiąt złotych. Chcemy takich zmian w naszym systemie
ubezpieczeniowym, by zwrot kosztów leczenia ofiar był możliwy do szybkiego
wyegzekwowania mówią przedstawiciele Funduszu.
Data: 2005-05-31 MARCIN PRZEWOŹNIAK /Życie Warszawy/