Gość: slawek
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
04.06.05, 08:28
Motoryzacyjna powódź
Sobota, 4 czerwca 2005r.
Wrocław zaczyna się dusić w natłoku aut, których jest już w mieście ponad 300
tysięcy
Z roku na rok na ulicach Wrocławia jest coraz więcej samochodów. Niestety,
wraz z rosnącą liczbą pojazdów nie przybywa nowych ulic. Nie ma się co
łudzić, że intensywne inwestycje drogowe zaplanowane na najbliższe dwa lata
radykalnie poprawią sytuację
Kiedy zaczynałem studiować pięć lat temu, na ulicach nie było jeszcze tak
źle. Przestałem jednak jeździć autobusami MPK. Gdy tylko zrobi się ciepło,
jeżdżę rowerem – mówi Łukasz Sak, student informatyki z Uniwersytetu
Wrocławskiego.
Kierowcy narzekają na korki i brak parkingów. Z kolei pasażerowie MPK skarżą
się na zatłoczone autobusy i tramwaje oraz na zbyt małą częstotliwość
kursowania. Inni mieszkańcy pomstują na hałas i spaliny. Tymczasem co miesiąc
przybywa samochodów zarejestrowanych we Wrocławiu liczącym ok. 650 tys.
mieszkańców. Ich liczba zaczęła znowu gwałtownie rosnąć w ubiegłym roku, po
wejściu Polski do Unii Europejskiej. Obecnie na dwóch mieszkańców przypada
przeciętnie jeden samochód. Dodać do tego trzeba jeszcze auta jeżdżące po
Wrocławiu, choć zarejestrowane w innych miastach (np. służbowe). To wskaźnik
zmotoryzowania, jaki występuje w krajach Europy Zachodniej.
Co robią urzędnicy, żeby obronić miasto przed zalewem samochodów w
nadchodzących latach?
Biuro Rozwoju Wrocławia pracuje obecnie nad zmianą studium uwarunkowań i
kierunków rozwoju przestrzennego miasta. – Poprawiamy w studium również
podstawowy układ komunikacyjny i wprowadzamy uzupełnienia do niego.
Priorytetem jest dokończenie zachodniej i północnej części obwodnicy
śródmiejskiej oraz rozbudowa tras wylotowych z miasta – mówi Marek Żabiński,
wicedyrektor BRW.
Do rogatek
Oprócz tego w dokumencie tym będą elementy systemu „park&ride” (ang. parkuj i
jedź). – W rejonie tras wylotowych będziemy lokować parkingi, na których
kierowcy będą mogli zostawić auto i jechać dalej komunikacją miejską. Bilet
parkingowy będzie wówczas upoważniał do przejazdu tramwajem lub autobusem –
dyrektor Żabiński wyjaśnia ideę systemu.
Ale studium to tylko koncepcja, na podstawie której urzędnicy będą
opracowywać szczegółowe plany miejscowe. Wprowadzenie w życie tylko części
zawartych w nim zapisów potrwa 10-15 lat.
Według magistratu, pewne odciążenie ulic może spowodować stworzenie szybkiej
kolejki miejskiej i połączenie jej z siecią tramwajową.
– Mamy trzy koncepcje. Liczymy, że jesienią prezydent miasta zdecyduje, którą
będziemy wdrażać w życie. Teraz prowadzimy rozmowy z koleją i robimy analizy –
mówi Zbigniew Komar, dyrektor departamentu infrastruktury. Dodaje, że bez
względu na to, który model wybiorą włodarze miasta, gmina będzie zabiegać o
dotację z przyszłego budżetu Unii Europejskiej (lata 2007-2013) na realizację
związanych z tym inwestycji.
Będzie trudno
– Szansa na to, że ruch samochodów osobowych zmniejszy się dzięki
zintegrowaniu kolejki miejskiej z siecią połączeń autobusowych i
tramwajowych, jest niewielka – przyznaje dyrektor Komar. – Sukcesem będzie,
jeżeli przez kilka lat, gdy zapewne będzie wzrastać liczba aut, uda się
utrzymać natężenie ruchu ulicznego na obecnym poziomie – ocenia.
Jego zdaniem pozytywne skutki uruchomienia kolejki miejskiej odczuwalne będą
w tych częściach miasta, gdzie dojazd do centrum odbywa się jedną, dwiema
trasami – np. z rejonu Psiego Pola lub z dzielnic zachodnich.
– Gdyby miasto konsekwentnie wprowadzało politykę komunikacyjną, uchwaloną
przez radnych pod koniec lat 90., nie byłoby problemu – ocenia dr Maciej
Kruszyna, adiunkt w zakładzie budowy dróg i lotnisk Instytutu Inżynierii
Lądowej Politechniki Wrocławskiej. – Tymczasem to martwy dokument. Po powodzi
zrobiono całkiem sporo i wydawało się, że problem komunikacji we Wrocławiu
został opanowany. Teraz, gdy znowu zaczął się wzrost gospodarczy i rośnie
liczba aut, nie widać zdecydowanych działań – dodaje.
Bardzo złym zjawiskiem jest np. to, że powstające w ostatnich latach masowo
osiedla na peryferiach nie są połączone z centrum komunikacją miejską. –
Przez to ludzie są skazani na samochód – wytyka dr Kruszyna.
Inne zwyczaje
Dla porównania Kraków, który od wielu lat prowadzi zdecydowaną politykę
komunikacyjną, doczekał się już pozytywnych rezultatów. Obecnie 60 procent
podróży w tym mieście odbywa się tramwajami i autobusami (samochody stanowią
w tej statystyce 40 proc.). Dlatego bez zachęcania mieszkańców do korzystania
z komunikacji miejskiej, ale też z rowerów, miasto nie obroni się przed
zagrożeniami, jakie niesie motoryzacja. •
Jak radzimy sobie z rosnącą liczbą samochodów w mieście?
* Halina Kajdecka, kierowca
Kiepsko. Właśnie stoję na placu Solnym z włączonym silnikiem
i czekam chyba już 10 minut, aż się zwolni jakieś miejsce, żeby zaparkować.
Fatalnie jest też na ulicach. Mnóstwo czasu traci się w korkach. Często muszę
wyjeżdżać dużo wcześniej, żeby na czas dotrzeć na spotkanie.
* Grzegorz Kobylański, rowerzysta
Rok temu zrezygnowałem z samochodu i przerzuciłem się na rower. Z domu do
pracy w centrum mam jakieś 7 kilometrów, a w mieście zawsze przytrafi się
jakiś korek. Rowerem dojazd do pracy zajmuje mi 15 minut mniej niż gdy
korzystałem z auta. No i mam przy okazji trochę ruchu.
* Grzegorz Goleń,
pieszy
Bardzo irytuje mnie to, co się dziej, na ulicach
i chodnikach. Kierowcy parkują gdzie się da. Przez to nie można nawet
normalnie przejść. Ludzie muszą się przeciskać koło ścian budynków. Denerwuje
mnie też, gdy autobus staje w korku. Dlatego, jak mogę, to chodzę na
piechotę. Urzędnicy powinni jednak coś z tym zrobić.
Bartosz Wawryszuk - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska