Dodaj do ulubionych

Pierwsze efekty programu dla absolwentów "Pierw...

IP: *.biuro.kom / 10.101.1.* 14.08.02, 00:51
Pierwsza praca wyglada tak, moi drodzy, ze jednych zatrudniaja
na 3-miesieczne staze za marny grosz (mniej wiecej 300 zl za 8
godzin pracy), ale wczesniej innych zwalniaja z tego miejsca.
Wiem, bo jestem tego najdorodniejszym przykladem. Nie ma co -
walka z bezrobociem jak sie patrzy. W jaki jednak sposob ma to
doprowadzic do zmniejszenia bezrobocia, kiedy jeden bezrobotny
zostaje zastapiony kolejnym? Chyba tylko pracodawcy ten projekt
na cos sie przyda - wiecej zarobi!
Obserwuj wątek
    • Gość: HANKA Re: Pierwsze efekty programu dla absolwentów IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.08.02, 12:16
      dobrze że w końcu ktoś się tym zajął, bo to czysty absurd,
      dlatego załączam moję doświadczenia z programu pierwsza praca

      Program „Pierwsza praca” dla absolwentów.

      Jestem tegoroczną absolwentką politologii. Zaraz po
      obronie, w lipcu, zgłosiłam się do Urzędu Pracy, żeby wziąć
      udział w programie „Pierwsza praca”. Poszłam tam niechętnie.
      Szukam bowiem pracy na własną rękę od kilku miesięcy.
      Zarejestrowałam się bo to wymóg. Tylko wtedy bowiem obowiązuje
      mnie ubezpieczenie zdrowotne.

      SZKOLENIE
      Pierwsza wizyta zwala z nóg. Wie o tym każdy bezrobotny,
      który musi odstać swoje kilka godzin w kolejce na schodach, W
      kolejce, która jest tam zawsze. Nie zraziłam się jednak. Po
      pierwszej wizycie każdy absolwent obowiązkowo musi przejść
      szkolenie, które trwa także kilka godzin oraz wypełnić pare
      formularzy. Szkolenie, które przeszłam, a które jest obowiązkowe
      (jak wszystkie inne wizyty w dniu wyznaczonym inaczej jest się
      skreślonym z listy zarejestrowanych) okazało się tzw. waleniem
      kotka za pomocą młotka. Panie prowadzące wyjaśniają bowiem
      absolwentom ( w większości z wyższym wykształceniem) tajniki
      pisania CV i listu motywacyjnego. Tak jakby od pisania listów
      przybywało miejsc pracy. Jest tu też czas na zabawę pt. ”Znajdź
      kogoś kto...” , która polega na tym, że z grupy uczestników
      szkolenia należy znaleźć osobę, która lubi lody, często się
      uśmiecha, ma taki samo kolor oczu jak ty, często ma katar, itd.
      Potem wszyscy zajmują się diagnozą własnych predyspozycji
      zawodowych. Pani pokazuje planszę z takowymi predyspozycjami, z
      których należy wybrać kilka najbardziej pasujących do nas
      samych. Ta sama procedura ma miejsce przy określaniu głównych
      cech charakteru (własnego) i przy wartościach jakie ma nam
      przynieść praca. Potem czas na film. I tutaj już wymiękłam. Mój
      kierunek studiów obejmuje bowiem zakres komunikacji oraz
      częściowo psychologii i filmów na oglądałam się całe mnóstwo.
      Ale cóż obowiązek obowiązkiem. Dowiedziałam się więc (choć już
      wiedziałam), że na rozmowę z pracodawcą należy ubrać się
      elegancko, włoski związać, ładnie się uśmiechać, nie zajmować
      pozycji zamkniętej (nogi i ręce skrzyżowane), itd. Film banalny
      i tendencyjny. Nie przejęłoby mnie to, gdyby nie fakt, że
      większość absolwentów trafia szlag, że traktują ich jak idiotów,
      i że takie szkolenia są obowiązkowe. Panie zadają ponadto
      pytania w stylu: a jakie znacie sposoby poszukiwania pracy?. I
      każdy podnosi z ironicznym uśmiechem (byle szybciej) łapkę do
      góry, cedząc przez zęby: w prasie, w Internecie, przez znajomych
      itd. Pani podpisuje kartę wizyt z nazwą kursu „Samodzielna(y) w
      poszukiwaniu pracy. Cały cyrk się kończy i wszyscy już
      samodzielni w poszukiwaniu pracy wracają do domu. Dowiedziałam
      się też wtedy, że jeśli nie zgłoszę się do urzędu w terminie mi
      wyznaczonym, muszę przynieść zaświadczenie od lekarza lub od
      pracodawcy, u którego byłam na rozmowie w sprawie pracy za ten
      właśnie dzień. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie sytuacji w
      której proszę potencjalnego pracodawcę o zaświadczenie do
      urzędu, ale.... inaczej mnie wykreślą. Można przeżyć i to –
      pomyślałam sobie, dopóki nie zajrzałam do Urzędu Pracy , do
      pokoju 301.

      POKÓJ 301

      Urzędują w nim 3 panie, które nie spieszą się ze swoją pracą,
      przekładając papierki z kupki na kupkę. Kiedy byłam tam po raz
      pierwszy, obowiązkowo po raz któryś z kolei wypełniłam
      formularze i złożyłam 40 podpisów. Dziś już wiem, że należy to
      robić w każdym pokoju i zastanawiam się nad wyrobieniem sobie
      pieczątki, z napisem chociażby „a takiego wała”, choć istnieje
      możliwość, że ze złości trzasnęłabym nią Panią w czoło.
      A więc pierwsza wizyta w 301. Niczego nie można się dowiedzieć.
      Pytam o szkolenie w j. angielskim dotyczące Unii Europejskiej, a
      Pani buzie w dzióbek i , że nie ma jeszcze programu (mimo, iż
      informacja o kursie znajduję się na tablicy ogłoszeń) i żebym
      przyszła za tydzień a ona się wszystkiego dowie i da mi
      skierowanie na szkolenie. I wpisała mi datę następnego spotkania
      w „moim dzienniczku”. Pytałam jeszcze o ofertę pracy dla mojej
      siostry, ponieważ zauważyłam pewną nieścisłość. Pracodawca
      szukał absolwenta prawa, stanowisko było określone jako radca
      prawny. Pani nie widziała w tym żadnej różnicy, a ja nie miałam
      jej siły wyjaśniać, że absolwent prawa nie jest radcą bez
      aplikacji. Poinformowała mnie, że to one w Urzędzie tak sobie
      nazwały stanowisko, bo pracodawca sam go nie określił. No cóż,
      nieznajomość prawa szkodzi. Uciekłam.
      Kolejna wizyta odebrała mi mowę.

      KOSZMAR? HORROR? NIE, TO JAWA.

      Najpierw pokój 308. Parę formularzy i kilka podpisów. Nic
      nowego. A potem od 9 do 14 w kolejce do pokoju 301. Cały
      korytarz absolwentów. Udało mi się wyprosić, żeby mnie
      wpuszczono bez kolejki bo chcę się tylko dowiedzieć czy muszę
      stać, żeby się zapisać na ten cholerny kurs czy mogę to zrobić
      telefonicznie, w końcu mają wszystkie moje dane osobowe i
      wszystkie możliwe do zaprezentowania podpisy. Nie mogę. Muszę
      stać. Więc stoję. 50 osób przede mną (niektórzy z nich mieli
      pecha, bo po dwóch godzinach dowiedzieli się, że to nie ich
      kolejka i, że najpierw muszą stać do rejestracji). Nogi mi
      cierpną. Gorąco. Zniecierpliwienie przechodzi w złość, kupiona
      gazeta przeczytana od deski do deski, głowa boli, zaduch. Ale
      stoję, choć nie wiem już nawet jak się nazywam. W kolejce
      zawiązują się znajomości, słychać niewybredne żarty. Ktoś po 3
      godzinach czekania rezygnuje. Komentarz: poszedł się powiesić.
      Ktoś zastanawia się głośno, że jak to jest, że do pokoju wchodzi
      jedna osoba a wychodzą po godzinie cztery. Ktoś odpowiada, że
      okres oczekiwania na przyjęcie jest tak długi, że faktycznie
      można spokojnie się rozmnażać. Ktoś się zakłada o 50 gr, że
      zdąży lub nie zdąży wejść. Ktoś opowiada, o ubikacji na 7
      poziomie w Urzędzie, że ostatnio idąc się tam wysiusiać trafił
      na kolesia ładującego w żyłę. Ktoś wpada na genialny pomysł,
      żeby pozamieniać cyferki z godzinami urzędowania na tablicy
      ogłoszeń. A więc możliwości jest wiele. Jest bowiem napisane:
      godziny przyjęć od 8:00 do 14:00, przerwa śniadaniowa od 10:00
      do 10:15. Można zamieniając same słowa a pozostawiając godziny
      na swoim miejscu uzyskać całkiem ciekawy wynik. Albo zrobić
      przerwę od 10:00 do 10:01plus urzędowanie od 10:01 do 8 rano
      następnego dnia i zrobić zmianowy system pracy. Żarty są
      przaśne, w końcu w kolejce stoi elita polskiego społeczeństwa.
      Godzina 13:00. Jeszcze 2 osoby przede mną. Cholera nie zdążę.
      Zmarnowałam cały dzień. Więcej mnie tu nie zobaczą. Mam gdzieś
      to ubezpieczenie. Wykończę się prędzej w kolejkach do pokoju
      301. Ale musze stać, przecież termin mam na dziś....
      Obok mnie stoi dziewczyna. Wróciła specjalnie z wakacji, też ma
      termin na dziś (jak zresztą większość czekających) i musi wejść.
      Ona już nie zdążyła. Inni, choć wiedzą już że nie wejdą dziś,
      stoją i czekają dalej. Nie wiedzą co robić. Umawiają się że ktoś
      przyjdzie w poniedziałek i zajmie rano kolejkę wszystkim, którzy
      nie weszli dziś. Każdego roznosi od środka. Wchodzę . Uff...


      GROCH O ŚCIANE.

      Usiadłam. Tłumaczę, że przyszłam się zapisać na kurs, że tylko
      po skierowanie, żeby dała mi je szybko to jeszcze ktoś zdąży
      wejść. Popatrzyła na mnie z politowaniem i przyniosła
      formularze. Dane osobiste i czego się spodziewam po programie
      Pierwsza praca. Pytam czy daje to wszystkim wchodzącym. Tak –
      odpowiada. Pytam dlaczego nie rozda ich wcześniej wszystkim
      siedzącym i czekającym, ludzie mieliby co robić, i wszystko
      szybciej by szło. Znowu wzrok boga zza biurka. Proszę uzupełnić –
      słyszę. Tłumaczę pani, że po tylu godzinach oczekiwania, nie
      jestem w stanie szybko wymyślić sensowną odpowiedź. Nie szkodzi,
      przecież mamy czas. Zastanawiam się, myśląc o tym, żeby
      szybciej, może ktoś jeszcze
    • Gość: alice Re: Pierwsze efekty programu dla absolwentów 'Pie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.08.02, 12:27
      Z tego, co sie orientuję, to firmy sa bardzo
      restrykcyjnie sprawdzane przed wydaniem im pozwolenia na
      przyjęcie absolwentów z tego programu. Głównym kryterium
      jest m.in. to, czy w ciągu ostatniego roku firma nie
      zwolniła żadnego pracownika, tak więc Ci nie wierzę.
      Zauważ, że na trzydzieści pare firm startujących, tylkko
      kilkanaście uzyskało takie pozwolenie i w związku z tym
      pewną refundację kosztów zatrudnienia. Moze jakieś
      bliższe szczegóły?
      • Gość: Robert Re: Pierwsze efekty programu dla absolwentów 'Pie IP: *.lj.pl / 192.168.1.* 22.10.02, 13:26
        21 absolwentow? No to faktycznie bezrobocie spadnie dzieki tej
        fenomenalnej akcji przynajmniej o polowe... Iscie zawrotna
        liczba:)
    • tonieona1 Re: Pierwsze efekty programu dla absolwentów 06.01.03, 19:43
      pracodawcy nie chcą rozmawiać o stażu..chodzę za nim od 3
      miesięcy...nie chcą pracownika za darmo !!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka