Dodaj do ulubionych

RAZEM WROCŁAWIANIE !!!

IP: *.ok.ae.wroc.pl 21.11.05, 16:51
I dobrze. Wrocław cieszył aż do połowy XVIII wieku miał połowiczną autonomię.

Naukowcy zbadali tożsamość wrocławian
Aneta Augustyn 20-11-2005, ostatnia aktualizacja 20-11-2005 21:10

Stolicę mamy w nosie, cenimy sobie niezależność, Wrocław kochamy.
Wrocławianie żyją we własnym mikropaństwie, w którym im nadzwyczaj dobrze.

Tak przynajmniej wynika z badań socjologów, którzy dotarli do 720 wrocławian.
Pytano nastolatków i emerytów, osoby najróżniejszych profesji ze wszystkich
dzielnic miasta. Dotychczas takich badań jeszcze u nas nie było.

- Spodziewałem się, że wrocławianie akceptują swoje miasto, ale zaskoczyło
mnie, że aż na taką skalę - mówi dr Piotr Żuk z Instytutu Socjologii
Uniwersytetu Wrocławskiego, szef zespołu.

Aż 70 proc. badanych nie ma ochoty - nawet gdyby im dano taką możliwość -
przeprowadzać się do innego miasta. A jeśli już, to do Krakowa lub Gdańska. O
ewentualnej przeprowadzce do Warszawy myśli zaledwie trzy procent. W ogóle
sympatią do niej nie pałamy. Sądzimy, że żyje się tam gorzej. Orientujemy się
bardziej na Zachód, na Europę niż na stolicę - Warszawa nie jest dla nas
żadnym punktem odniesienia. Uważamy się za bardziej uprzejmych i otwartych od
warszawiaków, a kontakty z centralą najchętniej byśmy rozluźnili. Aż 61 proc.
chce, żeby lokalne władze były niezależne od rządu w Warszawie i miały
swobodę podejmowania decyzji choćby w kwestii podatków.

- Nasze władze mogą się tylko cieszyć, że wrocławianie chcą dla nich takiej
autonomii - mówi dr Żuk. - Przypuszczam, że w innych miastach nie byłoby
takiego poparcia. Wrocław był zawsze niezależny i niepokorny. Poza tym z
ankiet wyszło to, na co liczyłem i o czym sam jestem przekonany: że Wrocław
jest miastem bardziej otwartym niż inne.

"Otwartość" - to słowo stale przewija się w badaniach, sami uważamy je za
nasz znak rozpoznawczy. Zdaniem socjologów ma korzenie w okresie powojennym,
gdy wśród napływowej ludności mieszały się tradycje i zwyczaje przywiezione z
różnych stron kraju. Jesteśmy otwarci na innych, nie przeszkadza nam, że ktoś
jest innej wiary czy narodowości. Zdecydowana większość badanych nie ma nic
przeciwko temu, żeby Niemiec, Czech czy Rosjanin był naszym kolegą w pracy,
szefem, sąsiadem albo i zięciem.

Najważniejszym wydarzeniem w powojennej historii miasta jest dla nas powódź z
1997 roku - wtedy to najwyraźniej pokazaliśmy naszą spontaniczność i
samoorganizację. Tych kilka powodziowych dni wyjątkowo zintegrowało
wrocławian.

W badaniach o Wrocławiu oprócz zwykłych mieszkańców opowiadają także znane
osoby. - Ludzie automatycznie kojarzeni z tym miastem, jak Janerka,
Litwiniec, Gonera czy profesor Miodek - mówią socjologowie. W przyszłym roku
na Dni Wrocławia ukaże się książka oparta m.in. na wynikach badań oraz na
listach czytelników, którzy pisali do nas o swoim mieście.

- Chcemy, żeby nie była to hermetyczna naukowa cegła, tylko efektownie
wydany, pisany przystępnym językiem portret wrocławian - podkreśla Piotr Żuk.

O tym, co jeszcze powiedziały o wrocławianach badania - czytaj w
piątkowej "Wieży Ciśnień"
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka