łapanka na piłsudskiego

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.12.05, 21:28
czy ktoś jeszcze został dziś przez pana dzielnicowego tam złapany? koło 16tej
przyczaili się pod rossmanem i oprócz zatrzymywania ludzi, przebiegających na
czerwony, zatrzymywali prawie wszystkich rowerzystów. jakieś statystyki
musieli chyba przed końcem roku poprawić. albo to rządy pisu, sama nie wiem.

jadę sobie chodnikiem, niemal pustym, bo wszyscy albo w sklepach, albo na
dworcu, albo w domach szykują się do jutra. są za to dzielni policjanci, każą
mi się zatrzymać i wylegitymować. dlaczego? bo jechała pani chodnikiem. no,
rzeczywiście, nie będę zaprzeczała. znam jednak przepis, który mi na to
pozwala. próbuję zacytować, pan policjant przerywa i mówi, pani sobie doczyta.
pani mówi więc, że czytała, pan policjant - a prawo jazdy pani ma? to tym
bardziej niech pani sobie doczyta. proszę p. policjanta, aby zacytował
przepis, on mówi, że chodnikiem mogą jeździć tylko dzieci do lat 10. kończy
się pouczeniem. plus wieloma bluzgami z mojej strony, ale to już w chwilę później.

no i proszę was, poratujcie mnie - zapoznałam się z kodeksem ruchu drogowego
chyba dosyć szczegółowo (choć nadal nie wiem, czy rowerzysta ma obowiązek w
sezonie zimowym jeździć z światłami włączonymi cały czas, jak kierowcy
samochodów) i jestem pewna, że pan policjant się mylił, nie ja. i co teraz,
powinnam jeździć z kodeksem przy sobie, żeby móc się nim wspierać, jak kolejny
dzielnicowy będzie łapankę robił?!

pozdrawiam przedświątecznie, z nieco jeszcze popsutym humorem (policjant był
bardzo obcesowy, ja wszystko rozumiem, że taka praca itd., ale można przecież
nie być bucem i nie traktować ludzi jak debili, prawda?).
    • Gość: różowy Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.12.05, 22:21
      grunt, to samej sobie odpowiadać na posta;) ale - sprawdziłam przepisy jeszcze
      raz i muszę zwrócić honor (?) panom policjantom - w terenie zabudowanym
      obowiązuje ograniczenie prędkości do 50km/h, więc nie mam prawa jeździć
      chodnikami. hm. ciekawe, czy kierowcy wiedzą o tym ograniczeniu do 50km/h,
      wracałam niedawno do domu przez most grunwaldzki i ci, którzy mnie mijali, to
      tak na oko podbijali tę stawkę dwukrotnie. policjantów nie było, jechali więc
      nie niepokojeni przez nikogo. ech. wiele niecenzuralnych slow mi sie nasuwa, gdy
      myslę o tych przepisach. dosyć często jeżdżę po zmroku czy wręcz w nocy, gdy
      ulicami poruszają się głównie kierowcy, niemający zbytniego szacunku do
      przepisów i zazwyczaj uciekam wtedy na chodnik. odtąd będę wiedziała, że grozi
      mi za to mandat. cóż - lepszy mandat, niż utrata zdrowia czy wręcz życia?

      pozdrawiam raz jeszcze.
      • Gość: lukasz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.ziebice.silesianet.pl 23.12.05, 22:46
        wiesz co jest gorsze...(przynajmniej dla mnie)
        jak udaje mi sie jechac zgodnie z ograniczeniem predkosci przyklad...
        Jade droga jest ograniczenie do 40km/h ja jade nieco ponad bo powiedzmy 45km/h z
        tylu podjezdza samochod i trabi zebym mu zjechal bo nie moze wyprzedzic - wtedy
        dopiero mozna sie zdenerwowac i pojawiaja sie niecenzuralne slowa ;) Jednym
        slowem CHAMSTWO nie zna granic!
        Pozdrawiam i zycze wspanialego sezonu w nadchodzacym 2006 roku ;)
      • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 23.12.05, 23:13
        > ulicami poruszają się głównie kierowcy, niemający zbytniego szacunku do
        > przepisów i zazwyczaj uciekam wtedy na chodnik. odtąd będę wiedziała, że grozi
        > mi za to mandat. cóż - lepszy mandat, niż utrata zdrowia czy wręcz życia?

        Gdzie Wy wszyscy jeździcie?!

        Ja jeżdżę kilkanaście lat ulicą i śmiem twierdzic, ze ulicami jeżdżą głównie normalni ludzie - tak samo jak głównie normalni jeżdżą rowerami lub chodzą chodnikiem.

        Jak się jeździ jasno, przepisowo i wyraźnie sygnalizuje swoje zamiary nie ma się z tym problemu - nie pamiętam kiedy ktoś ostatnio na mnie trąbił...
        • Gość: artek Re: łapanka na piłsudskiego IP: 85.219.243.* 24.12.05, 07:06
          > Gdzie Wy wszyscy jeździcie?!
          tu i ówdzie ... po polskich drogach

          > Ja jeżdżę kilkanaście lat ulicą i śmiem twierdzic, ze ulicami jeżdżą głównie
          > normalni ludzie - tak samo jak głównie normalni jeżdżą rowerami lub chodzą
          > chodnikiem.
          tak sobie myślę, że jeśli miarą tej "normalności" jest notoryczne łamanie
          przepisów, to dziękuję bardzo! zresztą pal sześć przepisy. wiele z nich jest
          sprzecznych czy mało logicznych (szczególnie tych rowerowych). gorzej że
          powoduje to zagrożenie dla prowadzącego czy innych użytkowników drogi. właśnie
          taka jest "normalność", niestety.

          > Jak się jeździ jasno, przepisowo i wyraźnie sygnalizuje swoje zamiary
          imho to raczej nienormalne że ktoś jeździ przepisowo, jasno czy wyraźnie
          sygnalizuje swoje zamiary.
          normalny polski kierowca nie sygnalizuje zamiaru skrętu a raczej triumfalnie
          oznajmia rozpoczęcie manewru - jedno cyknięcie migaczem i już. o zbyt szybkiej
          jeździe nie ma nawet co pisać. batmaństwo "normalnych" rowerzystów czy jazda po
          chodnikach to też norma, choć mało przepisowa. a już pierwsze miejsce zająć może
          "normalna" świeżo upieczona matka z wózkiem dziecięcym łażąca po drodze dla
          rowerów - z tłumaczeniem - przecież to też pojazd (złota czcionka dla tych pań)!
          a jak się na taką z daleka dzwoni to ryja drze "gdzie jedziesz debilu, przecież
          widzisz że z dzieckiem jadę" ;))))
          (niestety wielokrotnie sprawdzone empirycznie)
          • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 24.12.05, 14:13
            Hehe :-)
            Motoryczne łamanie przepisów :)

            Jak to jest, że tylu Polakow wciąż jest żywych! :P
            • Gość: artek Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 25.12.05, 10:08
              tomek854 napisał:
              > Hehe :-)
              > Motoryczne łamanie przepisów :)
              > Jak to jest, że tylu Polakow wciąż jest żywych! :P
              tak, bardzo śmieszne.

              suche statystyki są jednak powalające:

              www.policja.pl/ruchd.htm
              rocznie mamy ok. 60 tys. wypadków (ile to dziennie?), ok 6 tys. zabitych i ponad
              60 tys. rannych.
              oczywiście to mizerne liczby w porównaniu z ubiegłorocznym tsunami (ponad 200
              tys ofiar), ale.. pełzająca epidemia, taka cicha niemedialna śmierć. chyba że
              się autobus rozwali.

              www.policja.pl/RUCH_DROGOWY/raport_2004.htm
              W roku 2004 do jednostek Policji zgłoszono 424.938 kolizji drogowych. W
              porównaniu z rokiem ubiegłym, kiedy zanotowano 367.700 kolizji, nastąpił wzrost
              o 15,6%.

              W 2004 roku znaczącą większość wypadków spowodowali kierujący pojazdami. Byli
              oni sprawcami 41 605 wypadków (81,5% ogółu), w wyniku tych zdarzeń śmierć
              poniosły 4 301 osoby, a 55 915 zostało rannych. Głównymi przyczynami wypadków
              było: niedostosowanie prędkości do warunków ruchu (12082 wypadki),
              nieprzestrzeganie pierwszeństwa przejazdu (9444 wypadki), a także nieprawidłowe
              wykonywanie takich manewrów jak: wyprzedzanie, omijanie, wymijanie (4703 wypadki).

              W 2004 roku nietrzeźwi uczestniczyli w 6.929 wypadkach drogowych, śmierć w nich
              poniosło 837 osób, a 8.450 odniosło obrażenia ciała.
              Nietrzeźwi uczestnicy ruchu w 2004 roku spowodowali 5.781 wypadków.
              Najliczniejszą grupę nietrzeźwych sprawców wypadków stanowią kierujący. W
              odniesieniu do ogólnej liczby wypadków spowodowanych przez kierujących,
              nietrzeźwi stanowili 9,3%.

              Kolejną grupą sprawców wypadków drogowych są piesi. W 2004 roku spowodowali oni
              8 041 zdarzeń w wyniku których śmierć poniosły 1 144 osoby, a rany odniosło 7
              160 uczestników ruchu.
              Najczęstszą przyczyną było: nieostrożne wejście na jezdnię – 4 454 wypadki, (tj.
              55,3% wszystkich zdarzeń spowodowanych przez pieszych), nieprawidłowe
              przekraczanie jezdni - 1 030 wypadków oraz przekraczanie jezdni w miejscu
              niedozwolonym – 598 wypadków.

              • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 25.12.05, 14:44
                Pomyślmy:

                50 000 wypadków w roku...

                No jest źle. Ale tyo jeszcze nie Armagedon.

                Po za tym o rozjeżdżaniu rowerzystów akurat nic tu nie ma.
                • Gość: różowa j. Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.12.05, 18:18
                  a od jakiej sumy byłoby - według ciebie źle? ciekawe.
                  • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 25.12.05, 18:25
                    A napisałem, ze jest dobrze?
                    • Gość: różowy jazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.12.05, 20:45
                      dostrzegłam nutę rozczarowania, że jednak nie armageddon. rzeczywiście, gdyby
                      dziennie w wypadkach samochodowych ginęła cała ludzkość, można by było
                      stwierdzić, że jest źle. znakomita logika.
                      • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 26.12.05, 01:14
                        No nie wiem dlaczego dostrzegłaś taką nutkę

                        Chciałem powiedzieć tylko, że owszem jest to duża liczba, ale wypadków nie da się wyeliminować całkowicie. Zawsze będą.
                • Gość: artek Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 25.12.05, 18:20
                  > Pomyślmy:
                  > 50 000 wypadków w roku...
                  > No jest źle. Ale tyo jeszcze nie Armagedon.
                  ponad 6000 śmierci których można by było uniknąć (to ok 2% wszystkich w 2004,
                  spory odsetek). zestawiając ze statystykami demograficznymi - ujemny przyrost
                  naturalny - deficyt śmierci w odniesieniu do urodzeń to nieco ponad 7000. proszę
                  jaki prosty sposób na jego likwidację. wystarczy spuścić nogę z gazu i nie
                  wymuszać pierwszeństwa.

                  > Po za tym o rozjeżdżaniu rowerzystów akurat nic tu nie ma.
                  mowa o notorycznym łamaniu przepisów będących najczęstszą przyczyną wypadków -
                  przełożenie jest niestety bardzo wymierne
                  • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 25.12.05, 18:34
                    > ponad 6000 śmierci których można by było uniknąć (to ok 2% wszystkich w 2004,
                    > spory odsetek). zestawiając ze statystykami demograficznymi - ujemny przyrost
                    > naturalny - deficyt śmierci w odniesieniu do urodzeń to nieco ponad 7000. prosz
                    > ę
                    > jaki prosty sposób na jego likwidację. wystarczy spuścić nogę z gazu i nie
                    > wymuszać pierwszeństwa.

                    Oczywiście że tak. Niestety nie uda się zlikwidować wszystkich wypadków komunikacyjnych, bo niektóre naprawdę są wypadkami niezawinionymi przez kierowców. ALe dużo można zrobić, jeżeli zacznie przestrzegać się przepisów.

                    > mowa o notorycznym łamaniu przepisów będących najczęstszą przyczyną wypadków -
                    > przełożenie jest niestety bardzo wymierne

                    Jazda bez świateł, przejazd po przejściu dla pieszych, jazda po chodnikach to najczęściej przez rowerzystów popełniane wykroczenia.

                    Proponuję powszechną zmianę na lepsze rozpocząć od przestrzegania przepisow samemu a nie od pouczania innych. Ja tak się staram jeździć: przepisowo, jezdnią, z oświetleniem i odblaskami, sygnalizując wyraźnie swoje zamiary - nikt mnie nie potracił, żeby ktoś zatrąbił nie zdarza się praktycznie nigdy (wyłączywszy dresiarzy oraz pewnych niedzielnych kierowców, którzy robią to, bo im się wydaje, ze jak mnie ostrzegą będzie bezpieczniej)... Przy okazji nie utrudniam życia pieszym na chodnikach i nie stwarzam zagrożenia np. dla małych dzieci biegających wokół idących chodnikiem rodziców.

                    Co ciekawe patrząc na to z drugiej strony czyli zza kierownicy (8 lat, w tym zawodowo) nigdy nie zdarzyło mi się żeby _prawidłowo_ jadący rowerzysta utrudnił mi przejazd (bo konieczność zwolnienia jeżeli go nie mogę wyprzedzić nie uważam za utrudnienie mi jazdy, tylko za coś naturalnego w przypadku spotkania wolniejszego pojazdu) czy stworzył zagrożenie. Moje kilka starć z rowerzystami to były-

                    - wjazd nagle z chodnika na jezdnię
                    - przejazd po przejściu dla pieszych
                    - jazda bez świateł
                    - jazda lewą stroną (pod prąd)
                    - jazda z czerwoną lampką z przodu
                    - rozpoczecie skretu/zmiany pasa bez sygnalizacji i upewnienia sie, czy nie zajedzie mi sie drogi

                    Do tego wielokrotnie bylem potracany lub obdzwaniany jako pieszy na chodniku przez jadacych na nim rowerzystow.

                    Czyli jednak moje zdanie pozostaje niezmienione:
                    Niestety wielu kierujących postępuje zgodnie z przepisami, i to niezalkeżnie od rodzaju pojazdu, jaki prowadzą. Jednak zanim zaczniemy wszystkich pouczać spójrzmy na siebie - czy my jesteśmy w porządku?
                    • Gość: artek Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 25.12.05, 19:05
                      > Proponuję powszechną zmianę na lepsze rozpocząć od przestrzegania przepisow
                      > samemu a nie od pouczania innych. Ja tak się staram jeździć: przepisowo,
                      > jezdnią, z oświetleniem i odblaskami, sygnalizując wyraźnie swoje zamiary -

                      a kto powiedział że ja tak nie jeżdżę? dwie lampki z przodu. czerwony tył,
                      odblaski, kask itd.
                      dzisiaj trasa z muchoboru na grunwald (na świąteczny obiadek ;) i z powrotem w
                      20 minut w jedną stronę, grzecznie wuzetką i ze wszystkimi szykanami w rodzaju
                      wystawianie łapki. żadnych chodniczków (za wyjątkiem odcinka od wiaduktu do
                      starej klecińskiej bo tam inaczej się nie da przejechać).
                      to jak, mogę pouczać?
                      ;P

                      > Czyli jednak moje zdanie pozostaje niezmienione:
                      > Niestety wielu kierujących postępuje zgodnie z przepisami, i to niezalkeżnie
                      > od rodzaju pojazdu, jaki prowadzą.
                      oczywiście. statystyki które przytoczyłem też dotyczą wszystkich prowadzących w
                      tym rowerzystów i woźniców.

                      > Jednak zanim zaczniemy wszystkich pouczać spójrzmy na siebie -
                      > czy my jesteśmy w porządku?
                      to nie ma nic do rzeczy. mówić trzeba. czasem w takich rozmowach uświadamia się
                      sobie również i własne niedociągnięcia, poznaje się też punkt widzenia drugiej
                      czy trzeciej strony.

                      ale że przepisy dotyczące rowerów są wyjątkowo niechlujne i często nieżyciowe
                      (szczególnie w odniesieniu do naszej infrastruktury drogowej) - to zupełnie inna
                      rzecz.
                      • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 25.12.05, 20:19
                        > to jak, mogę pouczać?

                        A pouczaj sobie. Ale to nie Ty marudzisz że niedobrzy policjanci z chodnika Cię zganiają. Jeździłeś ulicą i żyjesz :)

                        Nie rozumiem tylko dlaczego wystawianie łapki uważasz za szykany - jak jedziesz samochodem to też używanie kierunkowskazów uważasz za dopust boży? ;-)

                        > ale że przepisy dotyczące rowerów są wyjątkowo niechlujne i często nieżyciowe
                        > (szczególnie w odniesieniu do naszej infrastruktury drogowej) - to zupełnie inn
                        > a
                        > rzecz.

                        To prawda. Dlatego ja czasem też je łamię, bo np. nie uśmiecha mi się stać trzy cykle na Hallera-Gajowicka żeby przejechać przez skrzyżowanie. Ale jeżeli przejeżdżam na czerwonym przez skrzyżowanie to patrzę aby akurat droga była całkiem pusta. Jak jednak się pomylę i ktoś mnie potrąci to nawet jeżeli to będzie kierowca-debil będzie to tylko i wyłącznie moja wina, jako przejeżdżającego na czerwonym, i do nikogo nie będę mógł mieć pretensji.
                        • Gość: artek szykana IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 25.12.05, 21:22
                          1. utrudnienie, przeszkoda stwarzana komuś rozmyślnie, złośliwie
                          2. szykany (lm), pot. to, co ma na celu zwiększenie elegancji, szyku,
                          wystawności (zwykle w wyrażeniu: z szykanami)
                          <fr. chicane; w zn. 2: może częściowo nawiązanie do wyrazu szyk elegancja>

                          miałem na myśli oczywiście to drugie znaczenie
                          • tomek854 Re: szykana 26.12.05, 01:15
                            Hehe ;-)

                            Ja tam sygnalizuję żeby inni wiedzieli co będę robił, a nie dla szpanu ;-)

                            Ale spoko, wisi mi to, ważne że ktoś sygnalizuje :-)
            • Gość: różowa j. Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.12.05, 20:53
              aha, czyli mamy taką logikę - jest żywych wielu polaków, co oznacza, że kierowcy
              nie łamią przepisów (lub łamią je na niewielką skalę, niezasługującą na
              określenie notorycznie). gdyby polscy kierowcy notorycznie łamali przepisy,
              niewielu polaków by przeżyło. czy ty, tomek, miałeś kiedyś zajęcia z logiki czy
              sam tak sobie wykombinowałeś?
              • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 26.12.05, 01:22
                Z logiki nie miałem osobnych zajęć ;-)

                U mnie to było na algebrze ;-)

                Za to nie wiem, czy Ty miałaś :). Ale nieważne, bo wątek po wklejeniu danych i tak zboczył z kursu.

                Więc wróćmy do początku i pomyśl logicznie: czy jeżeli ktoś mówi "większość kierowców jeździ niezgodnie z przepisami" a ja powiem "nieprawda, nie większość, a przynajmniej nie wszędzie i nie cały czas" to czy wklejenie rocznika statystycznego zmieni ten fakt, że jednak większość kierowców jeździ normalnie? ;-)

                Owszem jest dużo wypadków, jest ich o wiele za dużo, ale jakby wszyscy non stop łamali przepisy, to byśmy właśnie wtedy mieli prawie ten rzeczony armagedon, i bardzo możliwe, że jakieś 80% z nas nie mogło by juz pisać na tym forum, bo zginęło by dotychczas...

                I nie, powyższego akapitu nie wymyśliłem sobie sam tak o. Miałem też conieco statystyki na studiach ;)

                A teraz: jaki wpływ ogólne statystyki mają na to, czy można bezpiecznie jeździć po jezdni? Żeby tam jeszcze było napisane ile wypadków jest z udziałem rowerzystów?
        • Gość: różowyjazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.12.05, 12:30
          ja np. jeżdżę dwa razy w tygodniu króciutki kawałek ulicą sudecką, wieczorem po
          20tej i jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się tam przejechać bez problemów ze strony
          kierowców, z których trąbienie na mnie uważam za najmniej szkodliwy. np. do dziś
          pamiętam, jak jakiś miesiąc-półtora temu taki pan wyprzedzał furgonetką jakiś
          samochód osobowy, który i tak jechał grubo ponad 50km/h. furgonetka wjechała na
          mój pas i milimetry dzieliły nas od siebie - a gdybym np. straciła równowagę?
          pan by pewnie nawet nie zauważył. po tym zdarzeniu miałam niezłą traumę, więc
          proszę mi nie wmawiać, że wszyscy kierowcy są zajebiści, bo nie są. a na pewno
          nie ci wieczorni.ok, nie twierdzę też wcale, że wszyscy są beznadziejni, bo to
          też byłoby nieprawdą. jednak tych kilku, których w ciągu dnia spotykam, sprawia,
          że wolę ryzykować mandat i zderzenie z nieprzychylnością pieszych, niż jazdę po
          ulicy. aha i żeby nie było - jestem oświetlona, widoczna dla kierowców z daleka
          - sprawdzałam, a zamiar skręcenia itp. też jednoznacznie sygnalizuję, więc nie
          poczuwam się tu do jakiejkolwiek winy (że niby to trąbienie to dlatego, że coś
          robię niezgodnie z przepisami).
          • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 24.12.05, 14:15
            Może akurat jeździsz tym fragmentem Sudeckiej, gdzie jest ścieżka? ;-)

            Sudecka akurat nie jest problemem dla mnie - to szeroka ulica i bez problemu można zostać ominiętym...

            NIe mówię że wszyscy kierowcy są zajebiści, po prostu śmiesz mnie twierdzenie że wszyscy to ziejący szaleńcy z pianą na ustach ;-)
        • Gość: Mikołaj Tomku, czy Ty na pewno we Wrocławiu jeździsz? IP: 85.219.243.* 26.12.05, 13:25
          Podkreślasz kilkukrotnie w tym wątku, że jak się jeździ przepisowo to nie ma
          problemu, bo kierowcy są dobrzy w większości. Dwie rzeczy:

          a) To prawda, że większość kierowców to nie są trąbiący pieniacze tylko w miarę
          rozsądni ludzie. Gdyby było inaczej, szybko by wyginęli. Nie mniej jednak, aby
          Cię zabić wystarczy, jeden dupek nieodpowiedzialny za kierownicą - ten
          konkretny, który Cię uderzy. Więc problemem istnieje, niezależnie od liczebności
          kretynów za kierownicą.

          b) Czy Ty Tomku czasem w innym mieście nie mieszkasz? Twierdzisz, że tam gdzie
          jeździsz, można się czuć w pełni bezpiecznie na rowerze na jezdni? To chyba nie
          we Wrocławiu, chyba nie w Polsce! Tym, którzy twierdzą że ulice są niebezpieczne
          dla rowerzystów sugerujesz (nie proś o cytat, takie mam po prostu wrażenie
          czytajac Twoje odpowiedzi), że jeżdżą nieprzepisowo - dosyć to dziecinne
          zagranie, tym bardziej, że wiesz dobrze, że stali uczestnicy tego forum na ogół
          nie łamią przepisów.

          Widzisz, ja jeżdże z lampkami, odblaskami etc. W wakacje zeszłego roku udeżył
          mnie autobus - kierowca wyprzedził mnie tylko po to, żeby następnie zajechać mi
          drogę podjeżdżając do przystanku. Nie wiem jakim cudem się nie przewróciłem, ale
          byłem tak przerażony, że jeszcze trochę i bym w portki narobił, aż nie byłem w
          stanie podejść "z mordą" do kierowcy, bo nogi (dosłownie!) jak z waty. Nikomu
          nie życzę.

          W te wakacje w Skałce udeżył mnie od tyłu samochód gdy zatrzymałem się przed
          skrzyżowaniem. Pogięte koło, rozwalona dętka, noga cała czerwona od krwi, bliznę
          na kolanie mam na pamiątkę. Reguła zachowania pędu to nie bajer.

          Gdy wracam ul. Robotniczą z uczelni, to wyprzedzanie mnie (zwłaszcze przez
          autobusy) w odległosci mierzonej w centymetrach jest na porządku dziennym. To
          jest reguła a nie wyjątek, rozumiesz?

          Oba moje rowery są przepisowo oświetlone gdy trzeba + dodatkowe odblaski,
          dodatkowo w mieście ubieram taką jaskrawożółtą kamiezelkę jak mają policjanci z
          drogówki. Za misato na cieniarce jeżdżę w kasku, w mieście nie, ale chyba
          zmienie ten zwyczaj - lampki nie zapewniają mi bezpieczeństwa przy kolizji, kask
          pewnie też nie, ale zawsze wolę mieć coś między czaszką a betonem/asfaltem
          gdybym miał rąbnąc dyńką.

          Więc o jakich bezpiecznych ulicach we Wrocławiu piszesz? Może Ty po Maślicach
          jeździsz, albo po alejkach między willami na Biskupinie? Tam faktycznie jest
          bezpiecznie.
          Wcale się nie dziwię tym, którzy jeżdżą chodnikiem. W kilku miejscach w mieście
          też to robię - ważniejsze dla mnie życie i zdrowie a nie ideologia i durne przepisy.
          • tomek854 Re: Tomku, czy Ty na pewno we Wrocławiu jeździsz? 26.12.05, 16:00
            > a) To prawda, że większość kierowców to nie są trąbiący pieniacze tylko w miarę
            > rozsądni ludzie.

            Miło że chociaż Ty to zauważasz :-)

            > b) Czy Ty Tomku czasem w innym mieście nie mieszkasz?

            NIe, nie :-) Teraz akurat znowu we Wrocławiu :-)

            > dla rowerzystów sugerujesz (nie proś o cytat, takie mam po prostu wrażenie
            > czytajac Twoje odpowiedzi), że jeżdżą nieprzepisowo - dosyć to dziecinne
            > zagranie, tym bardziej, że wiesz dobrze, że stali uczestnicy tego forum na ogół
            > nie łamią przepisów.

            Uwazam że jazda z zgodna z przepisami, choć nie wyeliminuje wszystkich zagrożeń, znacząco poprawia bezpieczeństwo. I nie, nie wszycy jeżdżą zgodnie z przepisami - różowy jazz jeździ po chodnikach, ty też :)

            Skoro przy Twojej ilości jeżdżenia (zakładam, że ostatnio jeździsz o wiele więcej niż ja, bo ja niestety mało co sprzed komputera się ruszam - taki czas) miałeś niebezpieczne zdarzenia rok temu w wakacje i w ostatnie wakacje, to chyba nie jest tak tragicznie? Owszem, ja też miałem (nawet identyczną sytuację z autobucem) ale miałem też kilka niebezpiecznych sytuacji na przejściach dla pieszych czy wysiadając z tramwaju na środku ulicy - także to nie jest tak, że akurat rowerem jest wyjątkowo niebezpiecznie.

            Po jakich ja jeżdżę ulicach - dużo jeżdżę klecińską. Dla bezpieczeństwa jadę z pół metra jeżeli nie więcej od krawężnika. Pozwoli mi to uciec na prawo w-razie-jakby-co oraz uniemożliwia wyprzedzanie na grubość lakieru, bo kiedy nie jadę tuż przy krawężniku samochody się nie mieszczą. Jeżeli tylko jest możliwość zjeżdżam na prawo, aby ułatwić wyprzedzanie.

            Na biskupinie dawno nie byłem :)
            • Gość: Mikołaj Re: Tomku, czy Ty na pewno we Wrocławiu jeździsz? IP: 85.219.243.* 26.12.05, 18:02
              > I nie, nie wszycy jeżdżą zgodnie z przepisa
              > mi - różowy jazz jeździ po chodnikach, ty też :)

              Widzisz, kilka pięter niżej w tym wątku Roman podał przykład: ulica Podwale w
              stronę placu Orląt Lwowskich. Wracam tamtędy z uczelni, a gdy jest po zmroku to
              nie jadę parkiem z obawy przed dresiarzami. I nigdy przez myśl mi nie przyszło
              kluczyć pomiędzy dziurami w kostce brukowej wśród mijających mnie samochodów -
              zawsze jadę tamtędy chodnikiem, który jest prawie w ogóle przez pieszych nie
              używany.

              > Skoro przy Twojej ilości jeżdżenia (zakładam, że ostatnio jeździsz o wiele
              > więc
              > ej niż ja, bo ja niestety mało co sprzed komputera się ruszam - taki czas)

              To akurat błędne założenie :-). Kupiłem sobie bilet miesięczny, bo miałem
              chwilowo dosyć roweru; nie mam "cyklozy" na szczęście i nie dostaję wysypki jak
              muszę pojechać gdzieś komunikacją miejską. Choć przyznaję, że roweru trochę mi
              już brakuje, i jak bilet się skończy (jakieś dwa tygodnie zostały) to ponownie
              będę jeździł na dwóch kólkach.
              • tomek854 Re: Tomku, czy Ty na pewno we Wrocławiu jeździsz? 26.12.05, 20:40
                > Widzisz, kilka pięter niżej w tym wątku Roman podał przykład: ulica Podwale w
                > stronę placu Orląt Lwowskich.

                Tam z powodzeniem można by zrobić ścieżkę rowerową - właśnie dlatego, że akurat tam nie jest używany chodnik. Ale to już problem dla ZDiKu (a jak widzimy np. w moim sąsiednim wątku organizacja ruchu rowerowego to dla ZDiKu naprawdę duży problem)
    • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 23.12.05, 23:09
      > przepis, on mówi, że chodnikiem mogą jeździć tylko dzieci do lat 10. kończy
      > się pouczeniem. plus wieloma bluzgami z mojej strony, ale to już w chwilę później.

      A jak kierowcy zamiast znać swoje prawa obrzucają nas rowerzystów bluzgami to są niedobrzy...

      Ot, hipokryzja rowerowa nasza w pigułce :-)

      Ja tam całe życie jeżdżę jezdnią i nie wyobrażam sobie slalomowania po wąskich chodnikach między pieszymi...
      • Gość: AntoniuS Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.12.05, 11:56
        >Ja tam całe życie jeżdżę jezdnią i nie wyobrażam sobie slalomowania po wąskich
        >chodnikach między pieszymi...

        A to tez ma swoj urok!
      • Gość: różowyjazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.12.05, 12:43
        e, chodniki aż tak wąskie nie są. ale jeszcze coś mi się przypomniało - już dwa
        razy zostałam potrącona przez samochód - gdy jechałam na ścieżce rowerowej. za
        każdym razem była to wina kierowcy, ale co z tego, czy dzięki temu czuję się
        pewniej? nie i to był kolejny powód, dla którego zdecydowałam się na jeżdżenie
        po chodnikach. oczywiście, gdy są wystarczająco szerokie. gdy nie - ulica, gdzie
        regularnie, np. na jedności narodowej przy skrzyżowaniu z prusa, samochody
        jadące z prusa prosto wymuszają na mnie pierwszeństwo (raz skończyło się
        poważnym upadkiem - znowu nie z mojej winy). ech, tomek cenię cię, ale właśnie
        zaczęły mi się przypominać wszystkie moje wypadki i aż przestaję się dziwić moim
        rodzicom, że nie lubią, gdy jeżdżę na rowerze. o, świetna była jeszcze ulica
        szewska przed remontem - tam też nikt na ciebie nie trąbił, gdy starałeś się
        dziury ominąć i nie wpaść w szyny tramwajowe? to może tylko ja wyzwalam w
        kierowcach niepohamowany przymus trąbienia, nie wiem.

        a wracając do wczorajszej sytuacji, to najbardziej niedorzeczne było (ja wiem,
        że ci policjanci dostali taki przykaz, że mają spisywać i pouczać rowerzystów i
        tyle - mieli to wypełnić), że ten policjant mógł mi wlepić mandat - rozwalił mi
        się dzwonek i wczoraj byłam bez niego, co, jak dobrze wiem, jest nieprzepisowe.
        ale tam przecież nie chodziło o przepisy.

        natomiast, jeśli chodzi o kierowców, to nie do końca wiem, co masz na myśli? czy
        domaganiem się o swoje prawa jest przejeżdżanie koło mnie w odległości znacznie
        mniejsza, niż przepisowa? czy domaganiem się swoich praw jest przejeżdżanie
        przez ścieżkę rowerową bez upewnienia się, że nie masz przed maską rowerzysty?
        • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 24.12.05, 14:20
          > e, chodniki aż tak wąskie nie są. ale jeszcze coś mi się przypomniało - już dwa
          > razy zostałam potrącona przez samochód - gdy jechałam na ścieżce rowerowej. za
          > każdym razem była to wina kierowcy, ale co z tego, czy dzięki temu czuję się
          > pewniej? nie i to był kolejny powód, dla którego zdecydowałam się na jeżdżenie
          > po chodnikach. oczywiście, gdy są wystarczająco szerokie. gdy nie - ulica, gdzi
          > e

          Skoro Cię na ścieżkach rowerowych potrącają, to równie dobrze mogą na chodniku :)

          > regularnie, np. na jedności narodowej przy skrzyżowaniu z prusa, samochody
          > jadące z prusa prosto wymuszają na mnie pierwszeństwo (raz skończyło się
          > poważnym upadkiem - znowu nie z mojej winy). ech, tomek cenię cię, ale właśnie
          > zaczęły mi się przypominać wszystkie moje wypadki i aż przestaję się dziwić moi
          > m

          Na mnie nie wymuszają. A bywam tam czasem. Czekają na Ciebie, czy jak? :-)

          > rodzicom, że nie lubią, gdy jeżdżę na rowerze. o, świetna była jeszcze ulica
          > szewska przed remontem - tam też nikt na ciebie nie trąbił, gdy starałeś się
          > dziury ominąć i nie wpaść w szyny tramwajowe? to może tylko ja wyzwalam w
          > kierowcach niepohamowany przymus trąbienia, nie wiem.

          Nie, nikt na mnie nigdy nie trąbił na Szewskiej...

          A Twoim rodzicom też się nie dziwię, skoro tak przyciągasz szaleńców, że nawet na ścieżce rowerowej próbują Cię przejechać :)

          > natomiast, jeśli chodzi o kierowców, to nie do końca wiem, co masz na myśli? czy
          > domaganiem się o swoje prawa jest przejeżdżanie koło mnie w odległości znacznie
          > mniejsza, niż przepisowa? czy domaganiem się swoich praw jest przejeżdżanie
          > przez ścieżkę rowerową bez upewnienia się, że nie masz przed maską rowerzysty?

          NIc takiego nie mówiłem, choć być może zdarzają się tacy, którzy "chcą pokazać pedałowcowi gdzie jego miejsce".

          Za to kompletnym debilizmem dla mnie są rowerzyści, którzy jadą, "bo mają takie prawo", często nawet nie wiedząc o tym, ze akurat w danym momencie je łamią.

          Kiedyś mało co nie rozjechałem kretyna skręcająć z grabiszyńskiej od Oporowa w prawo w hallera, a debil wyskoczył mi z BP (pod prąd) i uderzał na przejście. Jeszcze próbował mnie pobić (ale nie wysiadłem z samochodu) bo uważał, że ma pierwszeństwo bo jest z prawej, a po za tym jedzie na tamtą stronę ulicy bo tam jest ścieżka :-)
          • Gość: różowy jazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.12.05, 18:15
            wiesz, tomek, gratuluję ci dobrego samopoczucia. nie, nie jestem kretynką i tam,
            gdzie jest ścieżka rowerowa, nią właśnie jeżdżę (to a'propos sudeckiej). a co do
            tego, że zostałam potrącona dwa razy na ścieżce, to rzeczywiście, kupa śmiechu.
            jeszcze zabawniejsze jest to, że raz stało się to tuż pod okiem policji - był
            maraton na hallera i stała tam masa policji. jacyś młodzieńcy zostali przez nich
            zatrzymani, stanęli przed ścieżką rowerową i zostali pouczeni, że mają zapiąć
            pasy. tak się tym przejęli, że ruszyli bez popatrzenia, czy nie ma przed nimi
            nikogo. a byłam ja. i co, to moja wina, tak? bo powinnam była przewidzieć, że są
            nieuważni? sory. a co do tego, że równie dobrze mogą mnie potrącić na chodniku,
            to chyba kpisz - żeby wjechać na chodnik trzeba zazwyczaj pokonać krawężnik, a
            ścieżki często są integralną częścią ulicy, prawda? zazdroszczę ci, że nikt na
            ciebie nie trąbi, nie wiem, może gdybym była mało atrakcyjnym facetem też by tak
            było? uważam, że nasza dalsza dyskusja nie ma sensu - ja uważam, że większość
            kierowców w pl jeździ jak debile, ale tych u nas przecież w ogóle nie brak, nie
            tylko w samochodach, na rowerach też. ja w dalszym ciągu będę jeździła po
            chodnikach, doprawdy, wolę oberwać torebką od wkurzonej pani np., niż znowu
            koziołkować nad samochodem. życzę ci dalszej bezwypadkowej jazdy i
            niewymuszających na tobie pierwszeństwa kierowców.
            • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 25.12.05, 18:40
              > maraton na hallera i stała tam masa policji. jacyś młodzieńcy zostali przez nic
              > h
              > zatrzymani, stanęli przed ścieżką rowerową i zostali pouczeni, że mają zapiąć
              > pasy. tak się tym przejęli, że ruszyli bez popatrzenia, czy nie ma przed nimi
              > nikogo. a byłam ja. i co, to moja wina, tak? bo powinnam była przewidzieć, że s
              > ą
              > nieuważni? sory. a co do tego, że równie dobrze mogą mnie potrącić na chodniku,
              > to chyba kpisz - żeby wjechać na chodnik trzeba zazwyczaj pokonać krawężnik, a
              > ścieżki często są integralną częścią ulicy, prawda?

              ścieżka na hallera nie jest integralną częścią ulicy. Jest oddzielona od niej co najmniej wysokim krawężnikiem, jeżeli nie trawnikiem, a na dużej części jest zintegrowana z chodnikiem. Czyli podany przez ciebie przykład (oczywiścię bardzo egzotyczny) dowodzi, że równie dobrze mogli cię oni potrącić na chodniku. Bo przecież tak samo im nie wolno jeździć po chodniku jak i po ścieżce...

              > było? uważam, że nasza dalsza dyskusja nie ma sensu - ja uważam, że większość
              > kierowców w pl jeździ jak debile, ale tych u nas przecież w ogóle nie brak, nie
              > tylko w samochodach, na rowerach też

              Że pozwolę sobie zapytać: masz prawo jazdy? Używasz go?
              Bo z mojego doświadczenia i rozmów z innymi kierowcami wynika, że im kto ma większe doświadczenie za kółkiem tym mniej krzyczy na innych że są debilami ;-)

              > ja w dalszym ciągu będę jeździła po
              > chodnikach, doprawdy, wolę oberwać torebką od wkurzonej pani np., niż znowu
              > koziołkować nad samochodem. życzę ci dalszej bezwypadkowej jazdy i
              > niewymuszających na tobie pierwszeństwa kierowców.

              Dobrze, w takim razie skoro świadomie decydujesz się łamać prawo nie miej pretensji do innych że robią to samo. Pamiętaj jednak, że jeżeli ja będę szedł po chodniku to choćbyś dzwonek urwała to Ci nie zejdę z drogi. Chociaż z tego co piszesz to już chyba urwałaś - czy to nie Ty masz dredy, kolorowy szalik i jeździsz na takiej zielonej damce? :-) Co do życzeń - dziękuję, i nawzajem.
              • Gość: różowy jazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.12.05, 20:38
                nie, nie wyglądam tak, jak opisałeś. miałam dredy i szalik, ale wtedy nie miałam
                tej damki. ścieżka na hallera, o której piszę, przecina w kilku miejscach
                jezdnię, zauważyłeś? i tam właśnie zostałam potrącona. ale - co za różnica, dla
                ciebie wszystko jest egzotyczne chyba. tak, mam prawo jazdy, ciekawe, co jeszcze
                cię zainteresuje, swoją drogą. a moja opinia o kierowcach polskich bierze się z
                moich pobytów poza polską. jakoś okazuje się, że można sensownie jeździć i nawet
                nie trąbić, nawet nie wjeżdżać na nikogo na pasach (także na pieszych), gdy się
                wyjedzie za nasze rogatki. widziałeś kiedyś kierowców w takiej irlandii np?
                dziwne, byłam tam przez pewien czas i ani razu źle o kierowcach nie pomyślałam.
                a we wrocławiu mam tak parę razy dziennie. (czekam teraz, aż stwierdzisz, że w
                takim razie powinnam się wyprowadzić - nie martw się, planuję) jesteś dziecinnie
                złośliwy, myślałeś o tym, żeby zostać policjantem? tam potrzebują takich ludzi,
                jak sądzę. ach i co do łamania prawa, to argument jest świetny - ja w najgorszym
                razie nabiję sobie i komuś parę siniaków (jeśli by doszło do zderzenia mojego z
                pieszym). natomiast kierowca samochodu nie spowoduje tylko takich strat, łamiąc
                prawo i wpadając na kogoś.
                • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 26.12.05, 01:37
                  ścieżka na hallera, o której piszę, przecina w kilku miejscach
                  > jezdnię, zauważyłeś? i tam właśnie zostałam potrącona. ale - co za różnica

                  Taka, że zostałaś w takim razie potrącona na przejeździe rowerowym a nie na ścieżce. Pierwszy rozdział Kodeksu, definicje. Polecam lekturę, jeżeli chce się coś komuś udowodnić.

                  Skoro zatem zdarzenie nie miało miejsca na ścieżce, a na przejeździe nie było to nic nadzwyczajnego. Ja również kilka razy obiłem się o samochód na przejazdach dla roweru - wymuszenie pierwszeństwa z ich strony. Różnica między jazdą jezdnią a chodnikiem w tym przypadku jest taka, że jak będę jeździł jezdnią nie będę narażony na coś takiego (bo będę uczestniczył w głównym "nurcie" ruchu", natomiast jak będę jeździł chodnikiem i przecinał jezdnię po pasach jeżeli coś takiego się zdarzy będzie to tylko i wyłącznie moja wina, ponieważ nie mam prawa jeździć po pasach wzdłuż.

                  a moja opinia o kierowcach polskich bierze się z
                  > moich pobytów poza polską. jakoś okazuje się, że można sensownie jeździć i nawe
                  > t nie trąbić, nawet nie wjeżdżać na nikogo na pasach (także na pieszych), gdy się
                  > wyjedzie za nasze rogatki. widziałeś kiedyś kierowców w takiej irlandii np?

                  W Irlandii akurat nie. Ale w Szkocji się napatrzyłem, kiedy byłem kierowcą 3.5 tonówki w Glasgow. Zwróciłaś uwagę, że tam rowerzyści nie jeżdżą po chodnikach? (owszem, związek jest w obie strony - nie jeżdżą, bo nie łamią przepisów, a nie muszą łamać przepisów, bo mało kto łamie i nikt się nie boi).

                  Zupełnie mnie nie interesuje gdzie pragniesz ułożyć sobie życie. Możesz sobie żyć gdzie chcesz i frustrować się ile wlezie, bylebyś tylko postępowała zgodnie z prawem.

                  > jesteś dziecinnie
                  > złośliwy, myślałeś o tym, żeby zostać policjantem? tam potrzebują takich ludzi,

                  Hmm. No to skoro potrzebują dziecinnie złośliwych to będę miał szansę tylko jeżeli faktycznie wyjedziesz z kraju, bo z tobą nie mam co iść w szranki ;)

                  > ach i co do łamania prawa, to argument jest świetny - ja w najgorszym
                  > razie nabiję sobie i komuś parę siniaków (jeśli by doszło do zderzenia mojego z
                  > pieszym).

                  No właśnie, wolałbym, zeby nikt mi nie nabił paru siniaków kiedy idę chodnikiem. I chyba mam prawo czuć się na chodniku bezpiecznie?

                  > natomiast kierowca samochodu nie spowoduje tylko takich strat, łamiąc
                  > prawo i wpadając na kogoś.

                  No tak. Dlatego jadąc po ulicy trzeba być świadomym zagrożenia.
                  Dzisiaj jechałem sobie ścieżką rowerową wzdłuż "na ostatnim groszu" - rozpędzony, ale niespecjalnie, i całe szczęście bo z bocznej alejki wyjechał mi jakiś facet na rowerze zupełnie nie patrząc że ja jadę (miałem światła i wszystko) i zaczął powolutku sobie jechać środkiem ścieżki, tak że ominąłem go jadąc po żywopłocie a potem nie wyrobiłem zeby wrócić na ścieżkę przed skrzyżowaniem i uderzyłem w krawężnik - mam zcentrowane koło.

                  Bo tak jest - nie czuje zagrożenia, to ma w dupie, najwyżej nabije sobie, czy komuś, siniaka czy scentruje koło. Gdyby jego kierowca uderzył skończyło by się dużo gorzej.

                  Ale wątpię, czy on by tak ochoczo wyjechał bez patrzenia na szosę gdybym po niej jechał ciężarówką, i zaczął jechać środkiem pasa, prawda?

                  I to jest kolejny argument, jaki mam na to, że jazda po chodnikach nie jest bezpieczniejsza.

                  Owszem - dla CIEBIE jest, ale dla innych nie. Bo popatrz na satystyki: ilu rowerzystów dziennie jest potrącanych przez samochody, a ilu pieszych przez rowery?
                  • Gość: róż. j. Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.12.05, 11:33
                    Bo popatrz na satystyki: ilu rowe
                    > rzystów dziennie jest potrącanych przez samochody, a ilu pieszych przez rowery?


                    no ilu?
                    • Gość: artek Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 26.12.05, 12:22
                      w 2004 roku 741 zabitych 7066 rannych rowerzystów. to kilkanaście procent ogółu
                      poszkodowanych, ale dla porównania tylko kilka procent wypadków jest z udziałem
                      rowerzystów.
                      rowerzysta na jezdni w razie wypadku po prostu nie ma szans.
                      • Gość: różowa Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.12.05, 12:31
                        tomek zdaje się twierdzić, że jeśli będziesz jechał przepisowo, to nic ci się
                        nie stanie, a jak stanie, to sam jesteś sobie winien. pieszy ma szanse na kilka
                        siniaków, jak już pisałam - gdy wpadnie pod koła nawet super rozpędzonego
                        roweru. a że przy zderzeniu roweru z samochodem, sytuacja już nie jest taka
                        bezpieczna, zdaje się tomka nie wzruszać. lubią swoje życie, niech siedzą w
                        domach, a nie wsiadają na rowery.
                        • Gość: chodnikowiec Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.05, 13:54
                          spokojnie, pie..ie kiedyś tir w tomka to zobaczy o co chodzi
                        • Gość: AntoniuS Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.12.05, 15:23
                          >pieszy ma szanse na kilka siniaków, jak już pisałam - gdy wpadnie pod koła
                          nawet >super rozpędzonego roweru.
                          No az ta różowo to nie jest, chyba slyszeliscie jakos rok temu o wypadku w
                          ktorym zginal pieszy bo wjechał w niego rozpedzony rowerzysta (ktory w dodadku
                          zbiegl z miejsca wypadku)
                          • Gość: Mikołaj S. Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.05, 16:01
                            na 499 zabitych rowerzystow, jeden pieszy to naprawde nic

                            bede jezdzil po chodniku ZAWSZE I WSZĘDZIE
                            • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 26.12.05, 16:03
                              > na 499 zabitych rowerzystow, jeden pieszy to naprawde nic

                              Że się dostosuję do Waszego poziomy dyskusji: pie..ie Cię kiedyś rowerzysta na chodniku to inaczej będziesz gadał :-)
                          • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 26.12.05, 16:01
                            No własnie.
                          • Gość: różowyjazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.12.05, 17:49
                            okurczę, nie, nie słyszałam o tym. jakieś szczegóły? bo ja na mojej damce, to
                            raczej mało zawrotne prędkości osiągam i nie wyobrażam sobie, żebym nawet super
                            rozpędzona mogła komuś większą krzywdę zrobić. parę razy zaliczyłam różnego
                            rodzaju upadki - najczęściej przez kierowców, zajeżdżających mi drogę na ulicy
                            lub na przejazdach rowerowych i raz tylko miałam poważniejsze problemy, tak poza
                            tym - siniaki lub zadrapania. myślę więc, że gdybym na kogoś wpadła, to i tej
                            osobie nic poważniejszego by się nie mogło przydarzyć.
                            • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 26.12.05, 20:44
                              Wpadnij na przykład na 4 letnie dziecko. I daruj sobie dziecinną złośliwosć - przecież nie zamierzasz wstępować do Policji ;-)

                              Ciekawe, że ja się na rowerze przewróciłem od czasu I komunii może dwa-trzy razy. Raz bo próbowałem wyprawiać jakieś sztuczki, raz jak mnie autobus przycisnął do krawężnika a raz jak jak za szybko wszedłem w zakręt i wpadłem w dziurę...
                              • Gość: róż. j. Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.12.05, 02:29

                                > Ciekawe, że ja się na rowerze przewróciłem od czasu I komunii może dwa-trzy raz
                                > y.

                                tomek, doprawdy, wspaniały jesteś. ach!
                                • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 27.12.05, 03:32
                                  A jakieś poważne argumenty do dyskusji masz?
                                • Gość: różowyjazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.12.05, 11:40
                                  a ty uprawiasz poważną dyskusję? bo argumenty, że od kiedyś tam się przwróciłeś
                                  ileś razy, to doprawdy o czym mają świadczyć? mało jesteś dla mnie interesujący,
                                  więc i szczegóły z twojego życia mnie mało obchodzą.
                                  • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 27.12.05, 18:15
                                    Jest to przykład na to, że jak się rozsądnie jeździ to się nie ma na co dzień takich wypadków. Nawet zawinionych przez innych.
                                    • Gość: różowyjazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.12.05, 19:56
                                      no tak. że też od początku się nie domyśliłam. sama sobie jestem winna.

                                      jeżdżę rozsądnie i takie wypadki (poważne) nie zdarzają mi się codziennie. raz
                                      na pół roku, powiedzmy. ale uważam, że nie powinny zdarzać się w ogóle.
                                      • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 28.12.05, 04:57
                                        Ja też tak uważam. Fajnie że chociaż tu się zgadzamy.

                                        Jednak wydaje mi się dziwne, że choć jeździsz po chodniku, bo tam bezpieczniej, ja mam takich wypadków mniej...
                              • Gość: różowyjazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.12.05, 11:42
                                jak już pisałam niżej - większa jest szansa, że na dziecko wpadnę w parku, niż
                                na chodniku, gdzie zazwyczaj ktoś je trzyma za rękę, żeby np. na ulicę nie
                                wskoczyło. a w parku - biegają zazwyczaj bez opieki. ech. rzeczowe argumenty.
                                (przypomina mi się scena z misia - a jakby tam wasza staruszka matka
                                przechodziła...)
                                • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 27.12.05, 18:18
                                  Dobrze. W takim razie skoro nie możemy używac argumentów "na chodniku można potrącić dziecko" to nie używajmy również argumentów "na jezdni mozna zostać potrąconym przez samochód", bo to jest ta sama kateogria argumentów.
                        • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 26.12.05, 16:02
                          > tomek zdaje się twierdzić, że jeśli będziesz jechał przepisowo, to nic ci się
                          > nie stanie, a jak stanie, to sam jesteś sobie winien.

                          To Tobie się tak zdaje że ja tak twierdzę :-)

                          Czy to nie ty mówiłaś coś o logicznym myśleniu? :-)
                      • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 26.12.05, 16:06
                        Wciąż nie wiemy ile wypadków spowodowanych zostało przez rowerzystów a ile przez kierujących więc dalej nam to nic nie daje.
          • Gość: azazel Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.orange.pl 25.12.05, 23:12
            Tomek - jednym słowem HIPOKRYZJA w czystej postaci. wybrałem rower zamiast komunikacji miejskiej, robie miesięcznie koło 1000 km po mieście i wiem jak jest. nie próbuj wmówić mi (i rowerzystom którzy czytają ten post), że jest wszystko ok. kierowcy samochodów czasem nawet nie zwracają uwagi na przejazdy rowerowe. w tym roku uczestniczyłem w 3 stłuczkach spowodowanych przez kierowców samochodów, sam nie spowodowałem żadnej. świadczyć to może o tym, że ludzie nie są w ogóle przezwyczajeni do takich "nowości" jak ścieżka rowerowa czy rowerzysta który ma pierwszeństwo.
            • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 26.12.05, 01:47
              > Tomek - jednym słowem HIPOKRYZJA w czystej postaci. wybrałem rower zamiast komu
              > nikacji miejskiej, robie miesięcznie koło 1000 km po mieście i wiem jak jest. n
              > ie próbuj wmówić mi (i rowerzystom którzy czytają ten post), że jest wszystko o
              > k.

              NIkomu nie próbuję wmawiać że wszystko jest OK. Każdemu zdarza się złamać przepis. Po prostu jeżdżę rowerem po ulicy od kiedy zrobiłem kartę rowerową, a i wcześniej robiem to pod opieką starszych. Nie wiem ile miesięcznie robię po mieście, bo nie mam licznika już (nie chciał się trzymać, bo mam kierownicę z rurki o zmiennej szerokości, więc zdjąłem). Uważam na podstawie mojego kilkunastoletniego doswiadczenia, że rozsądne jeżdżenie rowerem po jezdni mieście nie stanowi większego zargrożenia. Warto też przeczytać sobie przepisy, bo nie zawsze mamy rację. Ja przepisy znam, a ostatnio sobie powtórzyłem, bo robię kolejną kategorię prawa jazdy. Każde moje niebezpieczne zdarzenie z rowerzystą było spowodowane _jego_ nieprawidłowym zachowaniem na drodze. Ale i każda moja stłuczka jak to nazywasz z samochodem była spowodowana niewiedzą kierowcy. Czyli na podstawie mojego przypadku można wysnuć ostrożnie wniosek, że zagrożenie powodują kierujący nie znający przepisów, niezależnie od tego czym się poruszają.

              kierowcy samochodów czasem nawet nie zwracają uwagi na przejazdy rowerowe. w
              > tym roku uczestniczyłem w 3 stłuczkach spowodowanych przez kierowców samochodó
              > w, sam nie spowodowałem żadnej. świadczyć to może o tym, że ludzie nie są w ogó
              > le przezwyczajeni do takich "nowości" jak ścieżka rowerowa czy rowerzysta który
              > ma pierwszeństwo.

              Zgadzam się z tym. Dlatego ja uwazam. Dzisiaj miałem pierwszeństwo, ale lekko przyhamnowałem i dopiero widząc że dresiarze w BMW mnie puszczają, przejechałem przez przejazd ;-) (Dresiarze w BMW mnie puścili? Coś takiego, przecież skoro większośc kierowców to debile, to dresiarze na pewno w tym przodują - chyba popsułem kolejny mit :) )

              Mi samemu też zdarza się popełniać błędy i stwarzać zagrożenie - nie dalej jak we wtorek zajechałem drogę rowerzyście skręcając w prawo w Ziębicką. Pamiętałem że muszę ustąpić, ale za późno spojrzałem w lusterko i samochód już był lekko skręcony, więc nie mogłem nic zobaczyc. Mea culpa.
              • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 26.12.05, 01:49
                > że muszę ustąpić, ale za późno spojrzałem w lusterko i samochód już był lekko
                > skręcony, więc nie mogłem nic zobaczyc. Mea culpa.

                Aha, gwoli wyjaśnienia: nie mogłem obrócić głowy, bo jechałem ciężarówką i widzę tylko 90 stopni w prawo. Ale to mnie nie usprawiedliwia, bo choć na ciężarówkę dopiero się uczę powinienem o tym wiedzieć, bo dostawczymi jeżdżę nie od dziś, a one też mają blachę z tyłu i nie można się po prostu obejrzeć za siebie. ...
            • tomek854 Do azazela: 26.12.05, 01:55
              Z tego co piszesz, niebezpieczne sytuacje zdarzają Ci się na przejazdach rowerowych. A więc w momentach gdzie krzyżuje się ruch rowerowy z samochodowym.

              Jest to kolejny argument za jazdą po jezdni: w takim przypadku unikamy takich sytuacji bo jedziemy "z głównym nurtem" ;-)
    • Gość: pomidor Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.mm.pl 24.12.05, 23:46
      > sezonie zimowym jeździć z światłami włączonymi cały czas, jak kierowcy
      > samochodów) i jestem pewna, że pan policjant się mylił, nie ja.

      ten pan prosi sie o doszkolenie, albo przekwalifikowanie:
      tinyurl.com/97u78
      ze nie ma na takich cymbalow bata...
      i jeszcze jeden krotki cytat z precla:
      tinyurl.com/cj83j
      • Gość: AntoniuS Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.12.05, 00:45
        >ten pan prosi sie o doszkolenie, albo przekwalifikowanie

        Z posta lady jazz nie wynika że policjant zarzucił jej brak świateł wiec nikogo
        nie trzeba przekwalifikowywac; zarzucał "jedynie" jazde po chodniku co jak sie
        okazało wg kodeksu słusznie bo lady jazz ma ponad 10lat (a przepis durny jak but
        -juz widze siebie jako ojca puszczjacego swojego 11letniego bachora wieczorem
        rowerem po ulicy!)
        • quartet Re: łapanka na piłsudskiego 25.12.05, 18:21
          np. moja mama ma znacznie powyżej 10 lat i czasem sobie jeździ na rowerze,
          okropnie bojąc się samochodów, oczywiście. i co, też przecież łamie prawo.
          rodzina przestępców. a może to prawo jest trochę nie-ten-tego?
          • Gość: artek Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 25.12.05, 19:11
            > np. moja mama ma znacznie powyżej 10 lat i czasem sobie jeździ na rowerze,
            > okropnie bojąc się samochodów, oczywiście. i co, też przecież łamie prawo.
            > rodzina przestępców.
            niedawno przy okazji dyskusji o wrocławiu jako mieście rowerów jeden spryciarz
            na takie dictum stwierdził: to niech nie jeździ w ogóle.

            > a może to prawo jest trochę nie-ten-tego?
            nawet zgodnie z obecnie obowiązującym prawem można spokojnie problem obejść
            stawiając na każdym nadającym się do tego (tj odpowiednio szerokim) chodniku C13
            poziomo z C16 (trakt rowerowo pieszy). są przecież takie odcinki w mieście.
            problemem jest raczej chęć/niechęć czy może obawy decydentów. albo w ogóle
            niechętna postawa jak wyżej wzmiankowany svarte_sjel.

            • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 25.12.05, 20:22
              > niedawno przy okazji dyskusji o wrocławiu jako mieście rowerów jeden spryciarz
              > na takie dictum stwierdził: to niech nie jeździ w ogóle.

              I powiem Ci, że wbrew pozorom nie jest to takie głupie myślenie. Jak się mama będzie bała wypuścić swoim maluchem na ulicę też bedzie jeździła po chodnikach? przecież powoli jakby jeżdziła i ustępowała pieszym to by się nic nie stało...

              > nawet zgodnie z obecnie obowiązującym prawem można spokojnie problem obejść
              > stawiając na każdym nadającym się do tego (tj odpowiednio szerokim) chodniku C1
              > 3
              > poziomo z C16 (trakt rowerowo pieszy). są przecież takie odcinki w mieście.
              > problemem jest raczej chęć/niechęć czy może obawy decydentów. albo w ogóle
              > niechętna postawa jak wyżej wzmiankowany svarte_sjel.

              Tylko że to nie jest według wszystkich rozwiązanie najlepsze. Jak taki ciągrowerowo pieszy ma wyglądać tak, jak pod carrefourem, czy jak "ścieżki" na legnickiej, to ja na przykład wolę jeździć ulicą - jedzie sobie człowiek spokojnie i szybko te 30 na godzine a nie użera się slalomując między wrogo nastawionymi pieszymi.
              • Gość: różowa jazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.12.05, 20:45
                pewnie, po mieście powinni jeździć tylko dzielni młodzieńcy w sile wieku,
                osiągający prędkość 30km/h na swoich wspaniałych rowerach. brawo. nareszcie
                rozumiem twoją linię rozumowania. znakomicie. masz jeszcze jakieś wymagania? że
                np. rower starszy, niż 2 lata czy niekosztujący jakiejś kwoty też nie powinien
                mieć prawa jeżdżenia? to przypomina mi przepisy zakazujące ludziom otyłym wstępu
                na plaże. jak są grubi, niech siedzą w domach, a nie wyłażą i pętają się. jak
                ktoś jest stary i boi się jechać między samochodami, to jego problem. nie np.
                problem kierowców, że jeżdżą wzbudzając strach, nie problem kiepskiego prawa.
                • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 26.12.05, 01:53
                  > pewnie, po mieście powinni jeździć tylko dzielni młodzieńcy w sile wieku,
                  > osiągający prędkość 30km/h na swoich wspaniałych rowerach. brawo. nareszcie
                  > rozumiem twoją linię rozumowania. znakomicie. masz jeszcze jakieś wymagania? że
                  > np. rower starszy, niż 2 lata czy niekosztujący jakiejś kwoty też nie powinien
                  > mieć prawa jeżdżenia? to przypomina mi przepisy zakazujące ludziom otyłym wstęp
                  > u
                  > na plaże. jak są grubi, niech siedzą w domach, a nie wyłażą i pętają się. jak
                  > ktoś jest stary i boi się jechać między samochodami, to jego problem. nie np.
                  > problem kierowców, że jeżdżą wzbudzając strach, nie problem kiepskiego prawa.

                  Eh. Miło się z Tobą dyskutowało, ale niestety zaczyna brakować Ci argumentów, więc zaczynasz się trochę pienić.

                  Mój ojciec, starszy pan, po dwóch zawałach, jeździ sobie czasami na rowerku na swojej starej ukrainie bez przerzutek. Jeździ po jezdni, zgodnie z przepisami. Nie ma problemów.

                  Dzisiaj na Beyzyma spotkałem starszą panią na Jubilacie. Trochę zwolniłem, zamienieliśmy parę słów. Jechała na działkę, gdzie dokarmia koty (miała słoiczki w reklamówce na kierownicy i tylko to mógłbym jej zarzucić). Jechała jezdnią. Kiedy skręcałem w bok wciąż żyła :-)
                  • Gość: różowy jazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.12.05, 02:31
                    > Eh. Miło się z Tobą dyskutowało, ale niestety zaczyna brakować Ci argumentów, w
                    > ięc zaczynasz się trochę pienić.

                    jestem oazą spokoju i czekam na twoje rzeczowe argumenty z zapartym tchem.
                    • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 27.12.05, 03:34
                      Widzę, że jednak masz problemy z logicznym myśleniem albo z czytaniem ze zrozumieniem.

                      Skoro wymienione przeze mnie osoby jeżdżą po jezdzni to są dowodem na to, że nie prawdą jest twierdzenie, że starsza osoba nie może jeździć po ulicy.
                      • Gość: różowyjazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.12.05, 11:39
                        a więc tak wygląda definicja dyskusji w twoim wykonaniu - ja ci podam przykłady
                        ludzi, których ja znam, a ty mi podasz swoje przykłady i tak mamy się licytować?
                        sory, chyba coś ci się pomyliło. nie chodzi o to, żeby podawać jakieś
                        jednostkowe przykłady, bo co one nam mówią. chodzi o generalizacje. a są one
                        takie, że nawet ludzie obecni na tym forum jeżdżą chodnikami, bo się boją, bo
                        trudno jest zmienić w innym wypadku kierunek ruchu itp. i to jest chyba
                        ważniejsze, niż to, że spotkane przez ciebie panie (jak z nimi rozmawiałeś,
                        przecież trzeba gęsiego na rowerach jeździć?) sobie dzielnie na rowerach
                        jeździły. ja jestem mało dzielna. i o czym nam to mówi? o mnie i o tamtych
                        paniach li i jedynie. a to nie są zajęcia z psychologii, żeby jednostkowe
                        przypadki były istotne.
                        • Gość: artek Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.05, 12:01
                          ja tam myslę, ze twierdzenie "jak się boja to niech nie jeżdżą" jest zwyczajnie
                          niekonstytucyjne. państwo ma zapewnić bezpieczną infrastrukturę i bezpieczne
                          prawo. w tej chwili tego nie robi.
                          i nawet nie chodzi o to że pewna, znaczna część ludnosci (rowerzyści w liczbie
                          paru milionów) czuje się czy jest przez ustawodawstwo dyskryminowana.
                          naprawdę nie można człowieka zmuszać do tego aby z powodu głupiego widzimisię
                          paru decydentów wystawiał swe zdrowie i życie na niebezpieczeństwo (potwierdzane
                          statystykami wypadków).
                          zwłaszcza, że jazda po chodniku jest dopuszczana przez ustawodawstwo
                          międzynarodowe czy innych państw, i że przy braku bezpiecznej infrastruktury
                          rowerowej jest to z pewnością tzw. mniejsze zło - bo straty społeczne
                          spowodowane dopuszczeniem jazdy rowerów po chodnikach są niewspółmiernie małe do
                          strat spowodowanych przymuszeniem jazdy rowerami na jezdni.
                          wiem, że się co niektórzy ekscytują że rok temu gdzieś w polsce małolat
                          rozjechał na chodniku jakąś babcię. taki debilek w stylu maciusia który latem
                          rozbił się na pilczyckiej.
                          smutne, prawdziwe, ale to było raz rok temu, ale w ciągu tego roku co rusz parę
                          razy w miesiącu czytamy że ktoś rozjechał gdzies samochodem rowerzystę.
                          i co?
                          i nico...
                          dalej się wypomina tego który rozjechał ...
                          • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 27.12.05, 18:28
                            > ja tam myslę, ze twierdzenie "jak się boja to niech nie jeżdżą" jest zwyczajnie
                            > niekonstytucyjne. państwo ma zapewnić bezpieczną infrastrukturę i bezpieczne
                            > prawo. w tej chwili tego nie robi.
                            > i nawet nie chodzi o to że pewna, znaczna część ludnosci (rowerzyści w liczbie
                            > paru milionów) czuje się czy jest przez ustawodawstwo dyskryminowana.
                            > naprawdę nie można człowieka zmuszać do tego aby z powodu głupiego widzimisię
                            > paru decydentów wystawiał swe zdrowie i życie na niebezpieczeństwo (potwierdzan
                            > e
                            > statystykami wypadków).


                            Czy ja mogę rozwinąć ten tok rozumowania na inne dziedziny życia? Np. "jestem nauczycielem i państwo mi nie płaci tyle, żeby mnie było stać na kupno bezpiecznego samochodu. Przecież nie będę wystawiał swe zdrowie i życie na niebezpieczeństwio (potwierdzone statystykami) i jeździł maluchem! Ukradnę sobie mercedesa. W ogóolnym rozliczeniu społecznym straty jakiejś firmy ubezpieczeniowej są niczym w porównaniu do wartości życia nauczycieli jeżdżących maluchami".

                            > zwłaszcza, że jazda po chodniku jest dopuszczana przez ustawodawstwo
                            > międzynarodowe czy innych państw

                            O, a w jakich państwach tak jest? Bo ja się nie spotkałem :) Z tego co wiem nasz kodeks drogowy jest zgodny z konwencją luksemburska czy jak się to nazywa, a wedługj jej ustaleń rower jest pojazdem. W Chinach czy innej Azji też raczej rowerzyści jeżdżą po ulicach...
                            • Gość: artek Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 27.12.05, 20:07
                              > > zwłaszcza, że jazda po chodniku jest dopuszczana przez ustawodawstwo
                              > > międzynarodowe czy innych państw
                              > O, a w jakich państwach tak jest? Bo ja się nie spotkałem :) Z tego co wiem nas
                              > z kodeks drogowy jest zgodny z konwencją luksemburska czy jak się to nazywa,

                              wiedeńska
                              www.prawko-kwartnik.info/konwencjaw.html
                              o zakazach jazdy po chodniku czy zebrach nie ma słowa ;P
                              a jest akapit o możliwości wykorzystania każdego dostępnego pobocza. czy można
                              pod to podciągnąć chodnik to zupełnie inna sprawa.
                              a fakt że na zachodzie rowery nie jeżdżą po chodnikach wynika nie z zakazu a z
                              odpowiedniej infrastruktury, przyjaznych przepisów i przysłowiowej kultury jazdy.
                              • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 28.12.05, 05:05
                                Słusznie, Wiedeńska a nie luksemburska. Coś mi się pomyliło z jakimiś przepisami o wzajemnym uznawaniu praw jazdy.

                                > o zakazach jazdy po chodniku czy zebrach nie ma słowa ;P

                                Ale wciąż używane są sformułowania "chodnik dla pieszych" (już samo chodnik to nie to samo co "jezdnik") oraz "przejście dla pieszych".

                                > a jest akapit o możliwości wykorzystania każdego dostępnego pobocza. czy można
                                > pod to podciągnąć chodnik to zupełnie inna sprawa.

                                Nie można. Chodnik to nie jest pobocze. Poza tym nawet jeżeli, to tylko chodnikiem prawym można by jechać. Prędzej już można by podczepić to pod ten przepis: "a)Z wyjątkiem przypadków bezwzględnej konieczności, każdy kierujący jest obowiązany korzystać wyłącznie - jeżeli one istnieją - z dróg, jezdni, pasów ruchu i dróg wydzielonych, przeznaczonych do ruchu użytkowników tej kategorii, do której sam należy." - ale i tak słowa tu nie ma o chodnikach.

                                > a fakt że na zachodzie rowery nie jeżdżą po chodnikach wynika nie z zakazu a z
                                > odpowiedniej infrastruktury, przyjaznych przepisów i przysłowiowej kultury jazd
                                > y.

                                Owszem, również z zakazu wynika, ale jak słusznie zauwazyłeś to ma związek z przysłowiową kulturą jazdy - tam się zakazów nie łamie po prostu.
                        • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 27.12.05, 18:21
                          Polecam powrót do zajęć z logiki.

                          Skoro twierdzisz "jest niemożliwym że cośtam" a ja ci podam jeden przykład przeczący temu, to to wystarczy do wykazania, że Twoje twierdzenie o niemożliwości jest nieprawdziwe.

                          Gdybym na przykład napisał "wszyscy posiadacze damek nie używają dzwonków" a ty byś powiedziała "nieprawda, moja siostra używa" to już by to było wystarczające żebym znienił zdanie.

                          Ale ja nie piszę "wszyscy, nigdy, niemożliwe". Ja staram się pisać wypośrodkowanie.
                          • Gość: różowyjazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.12.05, 20:01
                            aż mnie zainspirowałeś i jeszcze raz przejrzałam cały wątek. gdzie ja napisałam
                            "nigdy", "zawsze", "wszyscy" itp? nie używam wielkich kwantyfikatorów prawie w
                            ogóle, także tym razem.

                            nie twierdzę, że nie da się jeździć po ulicach. sama jeżdżę nimi dosyć często,
                            choć częściej chodnikami. stwierdzam jedynie, że jest to na tyle niebezpieczne,
                            że wolę czasem łamać przepisy, niż ryzykować zbyt wiele. tyle. nie wiem, czy
                            dalsza dyskusja ma sens. ty masz swoje zdanie, ja swoje, nic sobie nie
                            udowodnimy. oboje dalej będziemy łamali prawo, tyle. pozdrawiam, bez odbioru.
              • Gość: Mikołaj Re: łapanka na piłsudskiego IP: 85.219.243.* 26.12.05, 13:04
                > jedzie sobie człowiek spokojnie i sz
                > ybko te 30 na godzine

                No, kurczę! Kolejny zawodowy kolarz na forum! Trzymasz średną 30km/h
                _w_mieście_? OK, chcę to zobaczyć.
                • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 26.12.05, 16:05
                  Jazda 30 to jest szybko, nie średnio. Piszę przecież. Spokojnie to znaczy, że mogę tę prędkość rozwinąć bez stresu, że mi ktoś pod koła wlezie.

                  Mój rekord (jak miałem licnzik) to nieco ponad 40, a średnia ponad 20 na godzinę to był bardzo dobry wynik. Przeważnie wychodziło koło 18tu.
                  • Gość: Mikołaj Re: łapanka na piłsudskiego IP: 85.219.243.* 26.12.05, 17:51
                    > Mój rekord (jak miałem licnzik) to nieco ponad 40, a średnia ponad 20 na godzin
                    > ę to był bardzo dobry wynik. Przeważnie wychodziło koło 18tu.

                    No, to są całkiem wiarygodne osiągi :-)
                    • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 26.12.05, 20:45
                      No trudno żeby nie były wiarygodne, skoro są prawdziwe :)

                      Przyznasz chyba jednak, że jazda 30 na godzinę po równym asfalcie nie jest jakimś oszałamiającym wyczynem :-)
                      • Gość: Mikołaj Re: łapanka na piłsudskiego IP: 85.219.243.* 28.12.05, 03:47
                        > Przyznasz chyba jednak, że jazda 30 na godzinę po równym asfalcie nie jest jaki
                        > mś oszałamiającym wyczynem :-)

                        Zależy jak długo. Jeśli przez parę kilometrów to faktycznie nie, ale jeśli to
                        jest średnia (a tak rozumiem zdanie "jadę po mieście 30km/h") to jest to może
                        nie oszałamiający, ale jednak wyczyn.
                        • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 28.12.05, 05:07
                          Chodziło mi o konkretny fragment. Na klecińskiej na przykład zawsze przyciskam ile mogę, żeby możliwie jak najmniej przeszkadzać samochodom. To nie jest wyczyn, nawet jeżeli udawało mi się czasem osiągnąć 40...
                  • Gość: Mikołaj Re: łapanka na piłsudskiego IP: 85.219.243.* 26.12.05, 17:52
                    > Mój rekord (jak miałem licnzik) to nieco ponad 40, a średnia ponad 20 na godzin
                    > ę to był bardzo dobry wynik. Przeważnie wychodziło koło 18tu.

                    No, to są całkiem wiarygodne osiągi. :-)
              • Gość: Roman Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.ks.k.pl / 80.53.160.* 26.12.05, 17:00
                Czytam ten wątek, który się bardzo w święta rozrósł (w czym głównie Twoja
                zasługa) i mam wrażenie, że się mocno zaperzyłeś. Jestem jednym z najwięcej
                jeżdżących na tym forum. Do 12 XI, kiedy miałem wypadek (w okolicznościach
                niezwiązanych z opisywanymi w tym watku, było to w górach) przejechałem od
                początku roku ok. 9000 km. Niemal codziennie pokonywałem trasę przez centrum
                miasta (Kozanów - Traugutta) do pracy. Moje spostrzeżenia w kwestii
                bezpieczeństwa:
                1. korzystam ze ścieżek rowerowych, także tych które powstały z chodników np.
                Legnicka czy Popowicka i problemy z pieszymi mam sporadyczne, z pewnością jest
                wolniej niż jezdnią, ale jakoś z wiekiem zauważam u siebie mniejszą skłonność
                do ryzyka, a jazda Popowicką czy Legnicką na pewno do takich należą
                2. staram się przestrzegać przepisów, ale korzystam też z chodników - ze
                względu bezpieczeństwa nie będę ortodoksem, np. nikt mnie nie przekona że jazda
                Podwalem, po kostce w kierunku pl. Orląt, dalej do Braniborskiej i do pl.
                Strzegomskiego należy do bezpiecznych i korzystam z chodnika, zawsze ostrożnie
                i ustępując pieszym
                3. ten sposób poruszania się na pewno nie jest szybki, ale zdecydowanie nie
                warto ryzykować; przy 30 km/h można się już mocno uszkodzić (w lecie przy 25
                trochę się potłukłem, ostatnio przy 45 trochę połamałem).
                • Gość: artek Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 26.12.05, 17:49
                  > względu bezpieczeństwa nie będę ortodoksem, np. nikt mnie nie przekona że
                  > jazda Podwalem, po kostce w kierunku pl. Orląt, dalej do Braniborskiej
                  > i do pl. Strzegomskiego należy do bezpiecznych

                  powiedzmy ze czasem mi się zdarzała taka trasa - rzadko w szczycie - i
                  przychylam się do powyższej opinii.
                  a właśnie w szczycie zmiana pasa na lewy (np. żeby skręcić z piłsudskiego w
                  kierunku braniborskiej albo taki sam manewr na braniborskiej na wysokości
                  sokolniczej) dla roweru jest zwyczajnie NIEWYKONALNY!
                  trzeba niestety na chodnik i przejechać przejściem dla pieszych.
                  • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 27.12.05, 00:10
                    > a właśnie w szczycie zmiana pasa na lewy (np. żeby skręcić z piłsudskiego w
                    > kierunku braniborskiej albo taki sam manewr na braniborskiej na wysokości
                    > sokolniczej) dla roweru jest zwyczajnie NIEWYKONALNY!

                    Proszę proszę. Dokonuję NIEWYKONALNYCH manewrów! :-)

                    W szcycie to jest banalne, bo wszyscy stoją w korku. Poza szczytem trzeba trochę uważać :-)
                    • Gość: różowy jazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.12.05, 02:31
                      > Proszę proszę. Dokonuję NIEWYKONALNYCH manewrów! :-)

                      a nie pisałam? WSPANIAŁY!
                      • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 27.12.05, 03:35
                        No jeżeli ktoś, kto umie skręcić w lewo jest WSPANIAŁY - to widać tak ;-)

                        Dziękuję bardzo :)

                        Ale mi się zawsze wydawało raczej, że to jest normalne.
                    • Gość: artek Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 27.12.05, 07:38
                      > Proszę proszę. Dokonuję NIEWYKONALNYCH manewrów! :-)

                      brawo, brawo

                      > W szcycie to jest banalne, bo wszyscy stoją w korku. Poza szczytem trzeba
                      > trochę uważać :-)

                      dwa sznurki samochodów sunące od pl. pkwn 50-ką w kierunku pl. kirowa. ja na
                      rowerze przy krawężniku. myślisz że mam jakiekolwiek szanse na przebicie się na
                      lewy pas? no way!
                      • Gość: Roman Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.ks.k.pl / 80.53.160.* 27.12.05, 10:39
                        > pl. pkwn 50-ką w kierunku pl. kirowa
                        A gdzie są te place?
                        • Gość: artek Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.05, 11:34
                          och doprawdy, ja stary wrocławiak jestem, z urodzenia, i te nowe nazwy jeszcze
                          się nie utrwaliły ;P a tu już do kolejnego nowego się trzeba przyzwyczajać (jak
                          zapewne wiadomo pl. 1 maja odchodzi w niebyt).
                      • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 28.12.05, 05:09
                        Ja skręcam w lewo częściej z Grabiszyńskiej w Piłsudzkiego. Masz 3 pasy a nie dwa. Da się.

                        Jeżeli jednak boisz się, lub tak się zdarzy, że akurat Cię nikt nie puści, możesz zwolnić i poczekać aż się zaczną zatrzymywać na światłach i wtedy zmienisz bez problemu.
                • tomek854 Romanie 26.12.05, 21:00
                  Widzisz, tu jest ta subtelna różnica. Jesteś mniej więcej takim samym łamaczem przepisów jak ja - jedziesz sobie po szerokim, pustym chodniku mając za alternatywę dziurawą kostkę. I ustępujesz pieszym, bo to oni są na prawie, a nie Ty.

                  To tak jak ja z moimi przejazdami na czerwonym - skoro i tak nikt nie jedzie i droga jest pusta, to po co mam stać?

                  Gdybym jednak władował się pod koła radiowozowi i musiałby ostro hamować sprawa by się miała nieco inaczej. I nie wypisywałbym wtedy na forum "jadę sobie spokojnie na czerwonym, a tutaj policjantom się nudziło i postanowili wlepić mi mandat". A taka mniej więcej jest różnica między Twoją jazdą po szerokim pustym chodniku na Podwalu a jazdą Rózowego Jazzu po zatłoczonym wąskim chodniku w jednym z najruchliwszych miejsc. Tam jest taki tłok, że nawet prowadzisz rower to on może innym przeszkadzać. I uważam, że jak w niektórych przypadkach jazda po chodniku (choć wciąż nieprzepisowa) może byc tolerowana (twój przykład, czy np. przy brukowanym odcinku klecińskiej gdzie też nikt nie chodzi a kostka jest tragiczna to w tamtym miejscu o ktorym ona pisze mandat jak najbardziej powinien zostać wlepiony.

                  A teraz uwaga: dzisiaj w nocy też jechałem po chodniku! Jechałem sobie po Klecińskiej od estakady do FATu i jakiś facet z psem szedł po ścieżce (tam gdzie jest stara Klecińska za ekranami) i żeby go ominąć zeskoczyłem na dół na jezdnię, a potem nie było obniżonego krawężnika, to sobie pojechałem ten fragmencik do Francuskiej chodnikiem, bo tam był zjazd. Ale to była jakaś 1 w nocy i nikogo akurat nie było w pobliżu ;-)

                  Z ciekawości: jaki cel przyświecał ZDiKowi że zamiast wpuścić rowerzystów na starą nieużywaną, asfaltową jezdnią, każą im jeżdzić po zbudowanej (ile to kosztuje!) wąskiej, lawirującej w jednym miejscu między drzewami ścieżce, z której nawet jest ciężko skręcić w boczne ulice przez ten krawężnik - czy nie taniej by było zrobić wlot na jednym i na drugim początku i już? A tam po trawniczku ludzie by sobie mogli z pieskami spacerować ;-)
                  • Gość: artek Re: Romanie IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 27.12.05, 07:36
                    > A teraz uwaga: dzisiaj w nocy też jechałem po chodniku! Jechałem sobie po
                    > Klecińskiej od estakady do FATu i jakiś facet z psem szedł po ścieżce
                    typowe. chodzą tamtędy również piesi - bo bliżej do przystanków i przejść dla
                    piszych.

                    > (tam gdzie jest stara Klecińska za ekranami) i żeby go ominąć zeskoczyłem na
                    > dół na jezdnię,

                    phi - tak codziennie jeżdżę! hint - wjeżdżam z australijskiej i tamże wracam, a
                    droga rowerowa dziwnym trafem żadnego zjazdu nie ma. widać dla tylko dla tranzytu.

                    > Z ciekawości: jaki cel przyświecał ZDiKowi że zamiast wpuścić rowerzystów na
                    > starą nieużywaną, asfaltową jezdnią, każą im jeżdzić po zbudowanej

                    to nie zdik -on tylko prowadzi inwestycje, założenia, projekty itp jeśli już to
                    któreś z biur w urzędzie miasta.
                    to również projektant. w um inżynierów za dużo nie ma, to urzędnicy dla których
                    liczy się sztuka (nie "art" - ilość).
                    a projektant dupa, jak mu kazali to namalował, a że drogi dla rowerów
                    projektować za bardzo nie potrafi, a że przepisy w tym zakresie sa baaaardzo
                    ogólnikowe i każdy robi jak chce choćby od ekierki, więc wychodzi jak wychodzi.

                    btw stara klecińska wbrew pozorom jest używana do ruchu lokalnego, również jako
                    parking a także przez moją żonę jako tor rolkowy. spełnia więc bardzo ważną rolę
                    i niech tak zostanie!

                • tomek854 Roman 2 26.12.05, 21:09
                  > Czytam ten wątek, który się bardzo w święta rozrósł (w czym głównie Twoja
                  > zasługa) i mam wrażenie, że się mocno zaperzyłeś.

                  A teraz o mnie. Bywałeś może na masach krytycznych?

                  Ja byłem. Charakterystyczną rzeczą która zwróciła moją uwagę było to, że im kto bardziej jeździł nieprzepisowo tym miał większe pretensje. Znam parę "damkowatych" osób z widzenia. Na masie strasznie gardłowali jacy to kierowcy niedobrzy. A potem spotykam ich na mieście o 1 w nocy zasuwających bez najmniejszego nawet odblasku. Dzisiaj się z takim kretynem o mało co nie zderzyłem koło górki skarbowców - nie zabrałem ze sobą reflektorka i miałem tylko diodki (wiesz, że to raczej światło pozycyjne niż oświetleniowe) więc jechałem sobie ostrożnie i postanowiłem wyminąć kałużę, ale w ostatniej chwili musiałem w nią wjechać i z rykiem "z drogi, ku.." minął mnie jakiś cichociemny na skrzypiącym gracie. Po co mu diodki, on mnie widzi, nie?

                  Rzeczą, która mnie tu najbardziej rozkręciła w dyskusji nie jest sam fakt jazdy czy nie jazdy po chodnikach. Oczywiście twierdzenie "jazda rowerem po ulicy to pewna śmierć" jest absurdem, czego ja, Ty, czy Mikołaj jesteśmy najlepszymi przykładami, więc trudno się z tym nie spierać. Ale chodzi mi o takie nasze polskie myślenie: kali łamać przepisy - dobrze, inni łamać przepisy - niedobrze.

                  Nie jestem za ortodoksyjnym przestrzeganiem litery prawa - wolę przestrzegać jego ducha. A więc jak sobie jedziesz po podwalu chodnikiem i nikomu nie przeszkadzasz to czemu nie? Ale w miejscach gdzie są wąskie i zatłoczone chodniki kategorycznie nie - tym bardziej że ruch na ulicy jest taki duży, że samochody poruszają się z prędkościami roweropodobnymi jeśli nei wolniej, a zatem jazda po jezdni jest zagrożeniem praktycznie żadnym :) Tam nigdy się nie zgodzę na to że jeżdżenie po chodnikach jest 1. bezpieczniejsze 2. słuszne.
                  • Gość: Roman Re: Roman 2 IP: *.ks.k.pl / 80.53.160.* 26.12.05, 23:08
                    > A teraz o mnie. Bywałeś może na masach krytycznych?
                    Nie.
                    > Ja byłem. Charakterystyczną rzeczą która zwróciła moją uwagę było to, że im
                    kto
                    > bardziej jeździł nieprzepisowo tym miał większe pretensje. Znam parę "damkowat
                    > ych" osób z widzenia. Na masie strasznie gardłowali jacy to kierowcy
                    niedobrzy.
                    Nie jestem zwolennikiem takich spędów, których uczestnikom w dużej mierze (wiem
                    że nie wszystkim) zależy na zadymie.
                    Zwróć uwagę, że gdy łamię przepisy, to w imię "większego dobra". I jestem
                    zdecydowanie przeciwny rozpowszechnionemu w maszym społeczeńswie pędowi ku
                    anarchii.
                    • tomek854 Re: Roman 2 27.12.05, 00:09
                      Ja też jestem przeciwny. Byłem tam służbowo. Chodzilo mi tylko o to, ze to daje pewiem poglad na podejscie tych najbardziej "żądających" rowerzystów.

                      Próbowałem rozmawiać z nimi, ale sam lider (wiem wiem, "masa sie sama organizuje" :P) tej akcji zasuwal na jakims starym gracie bez swiatel. Probowalem go kilka razy spytac, czemu wymaga przestrzegania jego praw jako uzytkownika ruchu przez innych, skoro sam nie ma roweru ktoryt by w tym ruchu mogl uczestniczyc, za kazdym razem czestowal mnie mrozaca krew w zylach historia jak to wszyscy chcą go zabić, albo przynajmniej zniszczyć mu rower, zgrabnie unikając odpowiedzi na pytanie, dlaczego sobie nie kupi diodkowych lampek za kilkanaście złotych.

                      Coś czuję, że znacznie mi bliżej do Twojego rowerowego(i nie tylko) podejścia do życia
                  • Gość: różowyjazz Re: Roman 2 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.12.05, 02:34
                    Znam parę "damkowat
                    > ych" osób z widzenia. Na masie strasznie gardłowali jacy to kierowcy niedobrzy.
                    > A potem spotykam ich na mieście o 1 w nocy zasuwających bez najmniejszego nawe
                    > t odblasku. Dzisiaj się z takim kretynem o mało co nie zderzyłem koło górki ska
                    > rbowców - nie zabrałem ze sobą reflektorka i miałem tylko diodki (wiesz, że to
                    > raczej światło pozycyjne niż oświetleniowe) więc jechałem sobie ostrożnie i pos
                    > tanowiłem wyminąć kałużę, ale w ostatniej chwili musiałem w nią wjechać i z ryk
                    > iem "z drogi, ku.." minął mnie jakiś cichociemny na skrzypiącym gracie. Po co m
                    > u diodki, on mnie widzi, nie?


                    rzeczywiście, to że TY znasz kilka osób jeżdżących na damkach, któe nie mają
                    oświetlenia, wskazuje na to, że na pewno wszyscy, którzy na takich rowerach się
                    poruszają, nie mają lampek. i co z tego, że co wieczór (teraz może nie, ale gdy
                    jest cieplej) w parku koło galerii dominikańskiej mija mnie 2-3 młodzieńców na
                    rowerach bynajmniej nie damkowych, bez ani pół odblasku, o lampce nie
                    wspominając? ale skoro różowyjazz jeździ po chodniku i jeździ tam na damce, to
                    na pewno nie ma też oświetlenia i inni na damkach (zna ich przecież tomek) też
                    nie mają oświetlenia. wniosek - zakazać jeżdżenia na damkach. precz z damkami!
                    • tomek854 Re: Roman 2 27.12.05, 03:40
                      Twoja zdolnośc logicznego myślenia jest zaskakująca - bierzesz moją wypowiedź i tak ją fajnie przetwarzasz, że jestem zaskoczony twoją kobiecą logiką:

                      > skoro różowyjazz jeździ po chodniku i jeździ tam na damce, to
                      > na pewno nie ma też oświetlenia i inni na damkach (zna ich przecież tomek) też
                      > nie mają oświetlenia. wniosek - zakazać jeżdżenia na damkach. precz z damkami!

                      Przepraszam, że wśród moich znajomych lampek nie używają tylko ci na damkach. Nie miałem na myśli że należy zakazać jeżdżenia na damkach. nie miałem również na myśli, że wszystkich posiadaczy dredów należy zesłać na syberię (nie wiem co jeszcze mogę zastrzec, bo nie wiem, na co wpadniesz następnym razem). A że wśród ogółu rowerzystów zdarzają się buce na różnych pojazdach - to prawda. Ze dwa razy widziałem debili którzy mieli czerwoną lampkę przypiętą z przodu i oni nie jechali na damkach ;)
    • Gość: różowyjazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.12.05, 17:58
      nie sądziłam, że ten wątek aż tak się rozrośnie. dobrze, że taka dyskusja się
      zawiązała, jak sądzę. podsumowując krótko - wszyscy łamiemy prawo. nawet tomek
      (!). i ja na pewno nie przestanę go łamać, póki nie zostanie uregulowany problem
      kierowców jeżdżących nieodpowiedzialnie. ja już nawet na ścieżkach rowerowych
      staram się jechać wolniej, niż mogłabym - odkąd parę razy zaliczyłam wypadek za
      sprawą nieuważnego pieszego, za nic mającego ścieżkę dla rowerów. uważam więc,
      że i od kierowców mogę domagać się uważnej jazdy. póki tego nie będzie - będę
      jeździła chodnikami. jeżdżę wolno i uważnie, rzadko kiedy spotykam się tam z
      niechęcią pieszych (z podobną częstotliwością, jak i na ścieżkach rowerowych,
      zresztą) - przypuszczam, że i oni doskonale wiedzą, że nie warto jeździć ulicami.

      aha i mam jeszcze jedno pytanie - co z parkami? tam przecież są takie ścieżki
      dla pieszych, nie zauważyłam oznaczeń, aby to były również drogi dla rowerów.
      czy więc jeżdżąc po parku, popełniam wykroczenie?
      • Gość: artek Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 26.12.05, 19:36
        > nie sądziłam, że ten wątek aż tak się rozrośnie. dobrze, że taka dyskusja się
        > zawiązała, jak sądzę. podsumowując krótko - wszyscy łamiemy prawo.
        bo najczęściej się inaczej nie da. jednakże skala wykroczenia najczęściej jest
        niewielka (chyba, że ktoś faktycznie rozjeżdża pieszych po chodnikach albo
        przejeżdża na przejściu z maksymalną prędkością - ale to extremum nieczęsto
        spotykane również wśród kierowców).

        > aha i mam jeszcze jedno pytanie - co z parkami? tam przecież są takie ścieżki
        > dla pieszych, nie zauważyłam oznaczeń, aby to były również drogi dla rowerów.
        > czy więc jeżdżąc po parku, popełniam wykroczenie?

        publiczne - otwarte parki z reguły są dostępne dla rowerów - o ile nie ma wprost
        zakazu wjazdu w formie znaku lub tabliczki z napisem - aczkolwiek z takim
        parkiem we wrocławiu się jeszcze nie spotkałem i jak do tej pory nikt z żadnego
        parku (czy to szczytnickiego czy tego na lotniczej) nie wyrzucał.
        są wyjątki - do japońskiego się już nie da wjechać. pamiętam że jako dziecko tam
        też z kolegami jeździłem. no ale po odbudowie to i nawet nie dziwi.
        podobnie z ogrodem botanicznym.
      • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 26.12.05, 20:49
        > (!). i ja na pewno nie przestanę go łamać, póki nie zostanie uregulowany problem
        > kierowców jeżdżących nieodpowiedzialnie.

        Ja natomiast problem kierujących jeżdżących niezgodnie z przepisami postanowiłem zacząć zwalczać od siebie samego, a dopiero potem oczekiwać tego od innych.

        > że i od kierowców mogę domagać się uważnej jazdy. póki tego nie będzie - będę
        > jeździła chodnikami. jeżdżę wolno i uważnie

        ... a większosć kierowców na których psioczysz jeździ "szybko i bezpiecznie". Widzisz tu pewną zbieżnosć? :)

        > aha i mam jeszcze jedno pytanie - co z parkami? tam przecież są takie ścieżki
        > dla pieszych, nie zauważyłam oznaczeń, aby to były również drogi dla rowerów.
        > czy więc jeżdżąc po parku, popełniam wykroczenie?

        Alejka parkowa to nie jest droga publiczna. A więc obowiązują przepisy parkowe. Jeżeli nie ma zakazu - można jechać. W sprawach nieuregulowanych przepisami parkingowymi powinniśmy stosować ustalenia KD - np. pierwszeństwo z prawej :)
        • Gość: Roman Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.ks.k.pl / 80.53.160.* 26.12.05, 23:11
          > Alejka parkowa to nie jest droga publiczna. A więc obowiązują przepisy
          parkowe.
          > Jeżeli nie ma zakazu - można jechać.
          Tak jest obecnie, ale jeszcze kilkanaście lat temu alejki parkowe były
          opatrzone zakazami wjazdu dla rowerzystów.
        • Gość: różowyjazz Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.12.05, 11:33
          nie rozumiem więc w ogóle logiki przepisów - po chodnikach nie mogę jeździć, ale
          po alejkach parkowych, gdzie jest znacznie większe prawdopodobieństwo, że dzieci
          będą biegały bez żadnej opieki i coś może się im przydarzyć - tam mogę jeździć.
          dziwne.
          • Gość: artek Re: łapanka na piłsudskiego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.05, 11:44
            > nie rozumiem więc w ogóle logiki przepisów
            nie tylko ty :)))
            przypuszczalnie ci którzy je uchwalają też za bardzo logiki nie widzą, ale cóż,
            w imię tzw wyższych racji ;P

            > po alejkach parkowych, gdzie jest znacznie większe prawdopodobieństwo, że
            > dziec będą biegały bez żadnej opieki i coś może się im przydarzyć - tam mogę
            > jeździć.
            w tzw krajach cywilizowanych jazda rowerem po chodniku jest dozwolona, podobnie
            przejeżdżanie przez przejscie dla pieszych.
            nie zabrania jej także konwencja wiedeńska o ruchu drogowym. co z tego, nasi
            spece uznali że nie wolno i juz!
            w tejże konwencji jest np. zapis o przejazdach rowerowych - rower ma
            pierwszeństwo również wtedy gdy znajduje się _przed_ przejazdem, ustapić
            rowerowi musi zarówno samochód skręcający z drogi równoległej jak i poprzecznej.
            ale parę lat temu nasi posłowie poszli na łatwiznę i stosowne regulacji
            wykreslili. i tak dalej ...
            ale wypowiadający się w niezłej jeździe urzędnik któregoś tam ministerstwa
            twierdził z uporem że przepisy sa w porządku, tylko "kultura jazdy" nie za
            bardzo ....
            • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 27.12.05, 18:31
              > w tzw krajach cywilizowanych jazda rowerem po chodniku jest dozwolona, podobnie
              > przejeżdżanie przez przejscie dla pieszych.
              > nie zabrania jej także konwencja wiedeńska o ruchu drogowym. co z tego, nasi
              > spece uznali że nie wolno i juz!

              Możesz podać przykład? Bo to coś nowego jest dla mnie.
          • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 27.12.05, 18:31
            To logiczne. Przepisy KD odnoszą się do dróg publicznych. Drogę stanowi jezdnia, torowisko, chodniki, pobocza, scieżki rowerowe. Parki nie stanowią. Proste.
            • sledzik4 Re: łapanka na piłsudskiego 16.01.06, 11:22
              Tomak854 napisał:
              Alejka parkowa to nie jest droga publiczna. A więc obowiązują przepisy parkowe.
              Jeżeli nie ma zakazu - można jechać. <

              Potwierdzenie Twoich słów. :)
              img30.imageshack.us/img30/6103/148487710fu.jpg
              • tomek854 Re: łapanka na piłsudskiego 17.01.06, 04:51
                Ależ to jest jak najbardziej potwierdzenie:

                Na dole jest napis "osoby naruszające regulamin" czy coś tam (bo liter nie ma) ale na pewno nie ma napisu "osoby naruszające kodeks drogowy". A zatem te zakazy obowiązują w regulaminie parku.
    • Gość: sakrafajs rower to pojazd jak kazdy inny, nie wiem dlaczego IP: 87.207.159.* 02.02.06, 10:38
      mialby miec pozwolenie do jazdy po chodzniku i to bez swiatel!
    • Gość: Luki Jazda na chodniku zabroniona w Niemczech i Szwajca IP: *.dynamic.chello.pl 31.03.14, 21:33
      W Niemczech kodeks drogowy zabrania jazdy po chodniku - www.rad-recht.de/rad-recht/rechtsirrtuemer/gehweg/
      podobnie w Szwajcarii - www.bve.be.ch/bve/de/index/mobilitaet/mobilitaet_verkehr/rechtliche_grundlagen.assetref/content/dam/documents/BVE/TBA/de/TBA_MV_LV_Veloverkehr_Auszuege_Rechtliche_Grundlagen.pdf
Pełna wersja