wardejn
15.11.01, 00:22
Oglądałem przedstawienie "Homlet" w teatrze "Kalambur" z którego refleksjami
podzielił się z czytelnikami portalu gazety Leszek Pułka. Nie mogę się
powstrzymać przed zacytowaniem i skomentowaniem pewnych co dziwaczniejszych
fragmentów tego zdumiewającego tekstu.
Leszek Pułka:
"We wrocławskiej realizacji pastiszu "Hamleta" z pewnością najsmaczniejsze były
tartinki na popremierowym bankiecie."
Pastisz to utwór będące świadomym naśladownictwem jakiegoś stylu lub tekstu.
Jeśli ten spektakl naśladował ( w formie parodii, groteski albo jekiejkolwiek
innej) Hamleta Szekspira to obawiam się, że oglądałem jakieś całkiem inne
przedstawienie. Spektakl opowiada o sytuacji w której prowincjonalny teatr
przygotowuje się do wystawienia "Hamleta". Pastisz stylu drogi panie to byłoby
mniej więcej coś takiego:
Oryginał: "We wrocławskiej realizacji pastiszu "Hamleta" z pewnością
najsmaczniejsze były tartinki na popremierowym bankiecie. "
Pastisz: "W tekście Leszka Pułki najbardziej inteligentnym fragmentem wywodu
była kropka po ostatnim zdaniu."
Leszek Pułka:
"Prawdę o nas reżyser i autor Andrzej Celiński zamknął w słowach przez l u d z
i w r a ż l i w y c h nadal uważnych za wulgarne. Ściera, wóda i telefon
komórkowy jako metafory współczesnych postaw wydały mi się banalne, ograne i
zwyczajnie prostacze."
Ściera i wóda jako metafory współczesności ? Znaki naszych czasów ? Ich
wyróżnik ? Coś co zaistniało na przełomie wieków ? Jako metafory ? Ściera to
ściera sprzątaczka wyciera nią podłogę, aktor grający szefa teatru dzwoni z
telefonu czyli robi z nim to co się robi z telefonem... Rzeczywistość to
rzeczywistość i nie odczaruje pan problemu ściery i wódy nazywając go banalnym.
Domyślam się , że zalicza się pan do "ludzi wrażliwych", ja także (któż w końcu
sam siebie do nich nie zalicza) niemniej jednak nie czułem się obrażony ani nie
zauważyłem wulgarnej intencji wpisanej w przesłanie spektaklu, co najwyżej w b
o h a t e r ó w tej historii. Falstaff to także postać w sporym stopniu
wulgarna, że już o bohaterach różnych "Schoping and Fucking" nie wspomnę.
Leszek Pułka:
Ściera, wóda i telefon komórkowy jako metafory współczesnych postaw wydały mi
się banalne, ograne i zwyczajnie prostacze."
Cóż zrobić drogi panie recenzencie , rzeczywistość sportretowana w spektaklu j
e s t banalna i prostacza. Jej portretu chyba nie da się przedstawić w
koronkach i złoconej ramie. Ale jako widz musiałbym wykazać maksymalnie złą
wolę, albo całkowitą ślepotę ,żeby nie zauważyć interpretacyjnego nawiasu w
jaki rzeczywistość ta została ujęta przez Celińskiego, choćby przez zderzenie
jej z nutą czystej poezji której jak sam pan twierdzi zabrzmiała szlachetnie, a
której sensu w zderzeniu z "prostactwem i banałem" jak obiektywnie pan
przyznaje - nie udało się panu zrozumieć. Tak się składa, że pracuję na
uniwersytecie i nie jedną już widziałem sytuację rozgrywającą się po
habilitacyjnym bankieciku wśród luminarzy humanizmu, przy których wulgarność i
prostactwo zachowań bohaterów "Homleta" jest jak kwilenie niemowląt. Jeśli żywi
pan iluzję iż bycie człowiekiem wykształconym albo znawcą sztuki oznacza zawsze
subtelność i wyrafinowanie to podziwiam pana naiwność.
Leszek Pułka:
"Homlet" jest także najzwyczajniej wtórny wobec lekkich, błyskotliwych komedii
Bogusława Schaeffera, skonstruowanych na podobnej zasadzie zderzenia banału i
idealizmu, głupoty i wyrafinowanej filozofii (słynne "Tercety" i "Kwartety")((
To samo pisano o tekstach Schaeffera w chwili ich pojawienia się na scenach
porównujac je z "lekkimi i błyskotliwymi" komediami Mrożka i Głowackiego (!).
Niewiele tu dla mnie podobieństw do Schaeffera jeśli oczywiście pominąć temat
zderzenia niskiego z wysokim . Tylko, że wtedy musielibyśmy sięgnąć do
Arystofanesa i stwierdzić, że Schaeffer jest wobec niego "wyraźnie wtórny"
Leszek Pułka:
Gdy Mrożek, Schaeffer, u Włochów Fo śmieją się z błazeńskich czapek filozofów w
wielkim i lekkim stylu, Celiński niemal sadza widzów na kuble z brudną wodą po
zmywaniu podłóg.
Jak zatem wrażliwy panie Leszku przedstawić ludzi którzy mają wrodzoną
skłonność do wylewania na innych kubłów pomyj, w dodatku robią to w formie
eleganckiego dyskursu obficie cytując Szekspira i Goethego ? Albo takich
którzy plują jak czarna Mamba jadem na odległość, a intencja dopatrywania się
we wszystkim niskich pobudek i głupoty zaślepia ich do tego stopnia, że nie
widzą nic poza czernią, którą tak bardzo pragną widzieć nawet tam gdzie jej nie
ma ? Otóż wydaje mi się, że wartością tekstu granego w "Kalamburze" ( tego
którego ja oglądałem na szeregowym przedstawieniu) jest przedstawienie takiej
właśnie paskudnej duchowej konstrukcji - niskiej i prymitywnej intencji
dokopania i oplucia drugiego człowieka , którą skrywa elegancki i pełny
swady "bon mot". Przedstawiony w spektaklu portret miernotki walącej w
przeciwnika cytatem z filozofa albo wieszcza to niech mi pan wierzy postać
przeraźliwie rzeczywista. Cokolwiek pan pisze o kubłach pomyj pomieszanych z
Szekspirem - pisze pan w jakimś stopniu o pewnym specyficznym typie kanalii
(bohaterze sztuki) racjonalizującej teoriami, ideami i zręcznymi
sformułowaniami swą irracjonalną niechęć (czasami pełną jadu nienawiść) do
wszystkiego co nie mieści się w jej ciasnym pojęciu kanonu dzieła sztuki.
Leszek Pułka:
W swej sztuczce zmieszał oryginał Szekspira z Hamletem-kazirodcą, Ofelią-
zamaskowanym transwestytą i dyrektorem teatru, który mówiąc: "Być albo nie
być", tarza się po podłodze.
Być może przedstawienie zmieniło się od czasu premiery, ale z tego co pamiętam
dyrektor teatru nie tarza się po podłodze mówiąc "być albo nie być". Jest to
jeden z najspokojniejszych fragmentów spektaklu, pięknie i refleksyjnie
wypowiedziany tekst - jakby chwila prawdy o marnej sytuacji ludzi teatru, tekst
mówiony prawie szeptem (musiałem wytężać słuch), intymny i poetycki. Nawiasem
mówiąc wydaje mi się na miejscu, że ludzie teatru wyrażają swoje frustracje
tekstem dramatycznym . Homlet kazirodca i Ofelia zamaskowany transwestyta to
pomysły postaci - reżysera, której bzdurność autor spektaklu wyśmiewa, a nie
jak zdaje się pan sugerować akceptuje jako swoje własne idee.
Leszek Pułka:
"Gdy Mrożek, Schaeffer, u Włochów Fo śmieją się z błazeńskich czapek filozofów
w wielkim i lekkim stylu"
W jakich jednostkach mierzy pan wielkość stylu tak różnych i nierównych autorów
jak Mrożek, Schaeffer i Fo ?
Leszek Pułka:
Mnie to bawi średnio, choć jasne, że czasem rezygnujemy z godności osobistej,
ustępując przed chamstwem.
Nie takie to całkiem jasne i oczywiste skoro wyniki ostatnich wyborów tak
strasznie zaskoczyły i zszokowały nasze wrażliwe elity do których jak
zrozumiałem pan także się zalicza
Oczywiste, że wóda dla wielu nadal jest lekiem na całe zło.
Postać pijaka to postać złożona i piękna na swój tajemniczy i przekorny sposób -
polecam lekturę "Pod Wulkanem" i ostatniej nagrodzonej nagrodą "Nike" książki
Jerzego Pilcha
Leszek Pułka:
Naturalne, że marzymy o posiadaniu insygniów władzy nawet tak mizernych jak
klucz do gabinetu.
Że o posadce estetycznej wyroczni bawiącej się w arbitra dobrego smaku (szef
teatru) nie wspomnę. Pokusa sądzenia i wydawania arbitralnych opinii
podpartych prostacką i banalną niechęcią i ciasnotą umysłową jest ogromnie
silna i także daje iluzję władzy nad duszami. „Sądzę więc jestem ponad
sądzonymi” to jedno z pospolitszych złudzeń ludzi zajmujących się nauką i
sztuka. Śmieszne ale prawdziwe.
Leszek Pułka:
Prawdą jest i to, że chamstwu, wódzie i chorym ambicjom ulegają także artyści
teatru. Ale jaki stąd wniosek dla nas?
Mimo wszystko pisać o teatrze z miłością a nie nienawiścią. Nie mogę się oprzeć
wrażeniu , że autor jednak lubi swoich pokracznych bohaterów i na swój sposób
im współczuje. W końc