Gość: Mintaj
IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl
02.06.01, 21:52
Właśnie wróciłem z koncertu Procol Harum w Teatrze Polskim. Było
rewelacyjnie!!! Piotr Kaczkowski by powiedział, że "ładnie grali, panie
doktorze". Zostałem muzycznie dopieszczony niemal do końca - niemal, bo nie
doczekałem się "In held twas in I". Ale nie narzekam, gdyż zespół zagrał bodaj
wszystkie swoje największe przeboje, nierzadko w wersjach odbiegających nieco
od oryginałów. Panowie pozwalali sobie na lekkie improwizacje, np. w "A whiter
shade of pale" czy "Grand Hotel". Grupa w znakomitej formie, często żartująca
(zwłaszcza Gary Brooker) i wspominająca stare koncerty w Polsce. Popijali na
scenie piwo Lech, co im się skojarzyło z Wałęsą. Zakończyli swój występ
Walpurgiami, a później na bis były "Conquistador" i wspomniany wyżej "Bielszy
odcień bieli". Nie muszę dodawać, że pożegnała ich długa i burzliwa owacja na
stojąco. Bilety diabelnie drogie, ale ten występ wart był każdych pieniędzy!
Może Was zainteresować, że organizator koncertu, "Klekot", po raz pierwszy
publicznie zapowiedział, że we wrześniu tego roku do Wrocławia na jedyny
koncert w Polsce (podobno jedyny) przyjedzie Tom Jones!