Atlasu mecz o wszystko

20.06.08, 13:58
[Stal Rzeszów] "ma szansę na bonus także we Wrocławiu."

musiałaby wygrać, aby zdobyć bonus, albo przegrać tylko 3 punktami
na razie mało prawdopodobne
zobaczymy co dziś pokaże w meczu z gorzowskim ZBOWiD-em

"Z kolei Atlas, aby wywalczyć dzisiaj bonus z "jaskółkami", musi
wygrać różnicą aż 22 punktów!"

no nareszcie, w trzecim (!) artykule panu redaktorowi udało się
dorachować jakich rozmiarów zwycięstwa Sparta potrzebuje do
zgarnięcia bonusa :7

"Spodziewają się - i słusznie - mocno przyczepnego toru."

już dwukrotnie mieliśmy twardawy tor (w meczach z Bykami i Lwami)
na kopie z Zielonką pewne problemy z kondycją miał Węgrzyk i Sitera

"Wspierać powinien go Szwed Peter Ljung, forma pozostałych jest
wielką zagadką, choć warto pamiętać, że przeciętny Patrick Hougaard
właśnie w meczu z Atlasem zdobył komplet piętnastu punktów."

cała drużyna Jaskółek (poza Koldim) jest nieprzewidywalna
Ljung na razie nie spełnia pokładanych w nim przed sezonem nadziei
na współliderowanie tarnowskiej drużynie

"Tymczasem skład Atlasu nie jest żadnym zaskoczeniem. Trener Marek
Cieślak już nie ryzykuje i nie zamierza testować na polskich torach
formy Mikaela Maksa, Rory Schleina czy Leona Madsena."

Schlein ma ligę w Anglii

"Na torze ponownie zobaczymy zatem bardzo słabo spisujących się w
tym sezonie - Słabonia, Wegrzyka, Jeleniewskiego i Siterę."

Węgrzyk (przynajmniej we Wrocku) jeszcze nie zawiódł

"Oby tym razem choć dwóch z nich zbliżyło się do granicy ośmiu
punktów w meczu. Bo tylko wtedy można myśleć o zdobyciu bonusa."

niedokładny rachunek
zakładając że Crumpie z Tomkiem zrobią wspólnie ok. 28 punktów (po 5
startów) pozostała czwórka (z juniorem) musiałaby dorzucić min. 30
punktów, aby po 15. wyścigu cieszyć się z bonusa
    • kyos co do spadków 20.06.08, 14:11
      "Cieślak już kiedyś spuścił wrocławski klub do II ligi..."

      że niby trener chce spuścić własny klub ?
      za transfery i politykę kadrową odpowiada zarząd klubu (np. dlaczego
      nie podpisali z Holderem 2-letniego kontraktu?), nie trener

      "Sześć punktów w sezonie nie zagwarantowało Sparcie utrzymania. A
      przygoda z II ligą trwała aż 10 lat."

      11 lat

      "Kontuzja Piotra Barona, ostatni sezon w karierze Tommy'ego
      Knudsena, niespodziewany transfer przed sezonem Piotra Protasiewicza
      do Polonii Bydgoszcz. To wszystko sprawiło, że Atlas pod wodzą
      trenera Jana Ząbika nie był w stanie skutecznie walczyć o
      utrzymanie."

      ...do tego przed sezonem odszedł jeszcze Załuski, a parę spotkań u
      siebie przegraliśmy trochę pechowo --a przecież w tym samym prawie
      składzie (powracający Baron w miejsce Knudsena; wzmocnienie jedynie
      Szubą, Lechem i Węgrzykiem) wygraliśmy w następnym roku bardzo mocny
      drugoligowy maraton, z ciasną czołówką (Gdańsk, Czewa, Rybnik)
      • Gość: Taki jeden Re: co do spadków IP: 89.100.225.* 21.06.08, 11:36
        > ...do tego przed sezonem odszedł jeszcze Załuski, a parę spotkań u
        > siebie przegraliśmy trochę pechowo --a przecież w tym samym prawie
        > składzie (powracający Baron w miejsce Knudsena; wzmocnienie jedynie
        > Szubą, Lechem i Węgrzykiem) wygraliśmy w następnym roku bardzo mocny
        > drugoligowy maraton, z ciasną czołówką (Gdańsk, Czewa, Rybnik)

        Nie do końca. Przyszedł Hancock, w jednym meczu zadebiutował Klingberg. Do tego
        Łabędź (wtedy w życiowej formie) w pakiecie z Cierniakiem. A Zbysiu Lech, już
        bardziej bawiąc się w żużel, kręcił kółka dla Łodzi... Waldek Szuba natomiast
        był w ekipie, która spadała. A propos, widziałem go zimą na mieście, przytył
        chyba ze dwadzieścia kilo :)
        • kyos Re: co do spadków 21.06.08, 13:19
          no fakt, trochę mi się pokręciło z Szubą i Lechem :) o Hancocku
          sobie przypomniałem dopiero jakiś czas po wysłaniu posta :/
          generalnie zmiany kadrowe znacząco nie zmieniły siły składu z
          poprzedniego sezonu, była ona porównywalna w 1997 i 1998 --a
          przecież dominacja WTS-u w II lidze była wyraźna mimo wyrównanej
          czołówki
    • Gość: wroclaw-abroad Atlasu mecz o wszystko IP: *.cable.ubr03.haye.blueyonder.co.uk 22.06.08, 10:44
      Atlasu mecz o wszystko...i co dalej gdzie informacja o wygrnanym
      wysoko meczu skazywanego z gory Atlasu!!? Czy naprawde redakcja
      sportowa gazety.pl nie stac na nic wiecej??
      Szkoda...
      • kyos Re: Atlasu mecz o wszystko 22.06.08, 18:41
        Gość portalu: wroclaw-abroad napisał(a):

        > Atlasu mecz o wszystko...i co dalej gdzie informacja o wygrnanym
        > wysoko meczu skazywanego z gory Atlasu!!? Czy naprawde redakcja
        > sportowa gazety.pl nie stac na nic wiecej??
        > Szkoda...

        nasz wspaniały pan red. J.M. pewnie nie wyrobił się w piątkowy wieczór by
        wklepać artykuł przed zamknięciem weekendowego wydania (co dziwi bo mecz
        zakończył się mimo wszystko dość wcześnie, bo o 20:45), dlatego "dieło" obaczymy
        chyba dopiero dziś ok. 22 ;)

        osobiście dłużej czekać mi się nie chce, więc poniżej wklejam własną subiektywną
        relację z meczu :)
      • kyos relacja (1) 22.06.08, 18:43
        w związku z bardzo wysoką temperaturą i niską wilgotnością powietrza,
        utrzymującymi się we Wrocku od kilku dni, mogło się okazać że standardowe
        zabiegi pielęgnacyjne made by Shreck okażą się niedostateczne i tor znów będzie
        twardawy –kibice byli więc raczeni widokiem traktorów i funkcyjnych z miotłami
        (czyszczenie krawężnika) aż po godz. 18:32, w ostatnich zaś minutach przed
        rozpoczęciem meczu dwukrotnie Shreck i traktorzyści wyjaśniali coś sobie,
        gwałtownie i nerwowo gestykulując rękami –choć mecz (nie prezentacja!) planowo
        miał się zacząć o 18:30, doszło do jeszcze większego kuriozum, gdy tuż przed
        wozem z zawodnikami na tor wjechała polewaczka, zrobiła kółko zraszając skąpo
        ścieżkę przy kredzie, a potem dwa kółka na „pełnym wytrysku” i całej szerokości
        toru, gdy zawodnicy objeżdżali już stadion; polewaczka wyprzedziła zresztą na
        dystansie wóz z zawodnikami, jak na „pojazd z pierwszeństwem przejazdu”
        przystało :)))
        mecz okazał się bardzo pechowy dla Tobiasa Buscha –w I wyścigu nie opanował
        motocykla na wejściu w I łuk i w bandę zabrał ze sobą obu wrocławian; Niemiec
        trafił do karetki (ostatecznie na szczęście nie opuściła stadionu, ale zawodnik
        już więcej nie wystąpił), zaś po sprzęt wrocławskich juniorów poleciała chyba
        cała ekipa funkcyjnych z parkingu; jeden z motocykli znalazł się nawet za bandą,
        odwieziono go na bronach ciągnika
        w powtórce Maciej Janowski wystartował już zdecydowanie pewniej (w pierwszej
        odsłonie uciekł mu ze startu Szymon Kiełbasa), zaś po raz kolejny nie spisał się
        Filip Sitera, który po złym wyjściu spod taśmy nie potrafił wyprzedzić
        wolniejszego tarnowianina na wyjściu z I łuku, ani na całym dystansie
        w II wyścigu kibice mogli podziwiać nowe wcielenie Słabonia, który nie dość że
        nie stracił pozycji w I łuku (co dotąd zdarzało mu się nagminnie), to do końca
        gryzł tor i szukał ścieżki na wyprzedzenie ciut wolniejszego od siebie Marcina
        Rempały
        III wyścig to już było to co tygrysy lubią najbardziej i na co wszyscy czekali
        –uderzeniowa para meczu z Motomyszami Jeleń-Węgorz koncertowo pojechała po
        dublet, choć trzeba przyznać że SuperMario miał spore problemy z obroną drugiej
        pozycji przez Koldim i gdy na II łuku 2. (?) okrążenia lider Jaskółek wyprzedzał
        go po zewnętrznej, trochę nieczysto potraktował tarnowianina, wybijając go z
        rytmu jazdy
        kolejny wyścig to następny upadek EmDżeja w I łuku, tym razem podciętego przez
        walecznego i ambitnego dzisiejszego dnia Petera Ljunga –niestety powtórki w
        trzyosobowym składzie nie udało się zamienić w kolejny dublet (było 3:2),
        ponieważ ze startu posłuszeństwa odmówił motocykl Maćka i na odrobienie strat z
        Tarnowa trzeba było jeszcze poczekać
        wyścig V zakończył się kolejnym pewnym dubletem pary Jeleń-Węgorz, przez
        pierwsze dwa okrążenia ubezpieczającej się wzajemnie przed jadącym na trzeciej
        pozycji Rempałą; Jeleń pognał do przodu gdy już było pewne że najmłodszy z
        tarnowskiego klanu odpuścił sobie walkę
        wyścig VI okazał się pierwszą z pięknych gonitw wczorajszego meczu –trener
        Jaskółek Roman Jankowski desygnował w miejsce Daniła Iwanowa Petera Ljunga, aby
        w parze z Kołodziejem powalczyli o co najmniej remis w starciu z Crumpie’m i
        EmDżejem –w I łuku po słabym starcie w ogonie stawki znalazł się Kangur, na
        czoło z najbardziej zewnętrznego pola zdecydowanie wysunął się Szwed, zaś na
        drugą pozycję przedarł się przy kredzie wrocławski junior –w tym momencie
        rozpoczął się szalony pościg Jasona, który na II łuku szybko rozprawił się z
        Koldim, minął jak wściekły szatan młodszego partnera (Maciek uciekał pod bandę
        na prostej, potem z trudem odzyskał rytm jazdy ;), a następnie jak TGV na II
        łuku 2. okrążenia minął zdumionego Ljunga –3. pozycję udało się obronić Maćkowi,
        mimo widocznych problemów z płynną jazdą, co oznaczało że do odrobienia strat w
        dwumeczu brakowało już tylko 6 punktów
        w następnym wyścigu tarnowski Szwed nie miał już nic do powiedzenia wobec pewnej
        jazdy od startu do mety… Słonika, kolejny dublet powiększył zaś przewagę
        wrocławian do 19 punktów –wyścig VIII dał zaś wyrównanie w dwumeczu, choć para
        Crump-Janowski we wczorajszej dyspozycji spokojnie mogłaby nawet przywieźć
        dublet na zupełnie bezbarwnym już Marcinie Rempale (godny uwagi występ jednie w
        pierwszym starcie) i beznadziejnym rodaku wrocławskiego lidera, Kevinie Doolanie
        –EmDżej nadal jednak borykał się z problemami po dwóch dzwonach z początku meczu
        i mimo iż mógł wyprzedzić na dystansie Rempałę, nie był w stanie
        wyścigi IX i X przyniosły kolejne upadki –zamknięty przy kredzie na wejściu w I
        łuk przez Iwanowa (?!) Słonik doznał uślizgu tylnego koła (coś wybitnie
        Krzyśkowi nie leży tor A, w poprzednim meczu tak samo zamknął go… Mateusz
        Szczepaniak); w powtórce w trzyosobowym składzie z olbrzymią przewagą wygrał
        Ogór, natomiast z tyłu trwała rozpaczliwa walka Koldiego z… torem i Iwanowem,
        który po kolejnym błędzie minął swojego wolniejszego partnera –w następnym
        wyścigu znów mógł paść remis, gdyż broniący honoru Jaskółek jak ostatni
        Mohikanin Peter Ljung po raz drugi wyskoczył jak diabeł z pudełka z najbardziej
        zewnętrznego pola startowego i uciekł zaskoczonym wrocławianom, na swoje jednak
        nieszczęście w szczycie II łuku za ostro dodał gazu, podniosło mu przednie koło
        i efektownie upadł; sędzia nie przerwał wyścigu, gdy Szweda minęła cała stawka,
        wstał o własnych siłach, wsiadł na motocykl i markotnie kontynuował wyścig
        (wkrótce został zdublowany); na 3. okrążeniu w II łuku pewne problemy z
        opanowaniem motocykla miał Węgorz, jadący za nim wystraszony tarnowski junior
        puścił gaz i już bardzo zachowawczo dojechał do mety
        wyścig XI to druga z pięknych gonitw tego meczu –trener Jankowski postanowił
        desygnować jako parowego dla Koldiego, w miejsce zaliczającego olimpiadę
        Doolana, Marcina Rempałę, przeciwko Jasonowi i Słonikowi –Australijczyk po raz
        kolejny zaspał startując z zewnętrznych pól, zaś na wyjściu z I łuku Janusz
        Kołodziej rozprawił się ze Słonikiem; na przeciwległej prostej Crump z 4.
        miejsca zrównał się już ze Słaboniem, nie mogąc go jednak wyprzedzić po
        zewnętrznej (Słonik nie zorientował się jeszcze gdzie jest partner), zszedł do
        kredy; w II łuku fatalny w skutkach błąd popełnił prowadzący Koldi i ratował się
        kontrowaniem motocykla na zewnętrznej; Słonik widząc co się dzieje, jeszcze
        szerzej odszedł na środek toru robiąc miejsce Crumpie’mu –cała trójka ciasno
        wyszła z łuku, przy czym lepiej ustawieni wrocławianie bez problemów wyprzedzili
        lidera Jaskółek –brawa należą się dla całej trójki za stalowe nerwy, bo błąd
        bądź zmiana toru jazdy przez któregokolwiek z nich mogły zakończyć się
        karambolem– do końca wyścigu wrocławianie jechali już popisowo parą (Słonik jako
        prowadzący i po dużej), na ostatnim łuku Krzysiek za szeroko jednak odszedł i
        został trochę z tyłu, chociaż Crumpie do końca się oglądał by puścić kolegę
        przed siebie – sympatycznie :) po dwóch kolejnych dubletach wrocławianie
        uzyskali 29-punktową przewagę i pewnie zmierzali po bonus
        podwyższenie mogło nastąpić już w następnym wyścigu –Daniel Jeleniewski z
        Maciejem Janowskim nie pozostawili parze Rempała-Kiełbasa jakichkolwiek złudzeń
        i pewnie objęli prowadzenie dubletem, jednak na II łuku 3. (?) okrążenia znów
        dał o sobie znać pech Maćka, który upadł prawie w tym samym miejscu i prawie w
        ten sam sposób co wcześniej tarnowski Szwed (podniosło mu koło) –jadący za nim
        Marcin Rempała od razu położył motocykl żeby nie wjechać w juniora –w powtórce
        już bez wykluczonego Janowskiego, Jeleń pewnie pognał po 12. już wrocławską
        „trójkę”, zaś tarnowianie bezpiecznie podążali po remis, oszczędzając siły i sprzęt
      • kyos relacja (2) 22.06.08, 18:51
        wyścig XIII był trzecią piękną gonitwą spotkania, w której spotkali się Ljung,
        Koldi (jako dżoker), Ogór i SuperMario –ze startu przepięknie parą wyjechali…
        tarnowianie i wtedy… zaczęło się robić dziwnie :) Ljung choć jechał z
        zewnętrznego pola (tym razem C ;), ani myślał wypuścić przed siebie dżokera i go
        ubezpieczać (zwycięstwo 8:1 zredukowałoby przewagę wrocławian do 22 punktów i
        rozgrywka o bonus byłaby jeszcze otwarta), pomknął przed siebie –osamotniony i
        wolny Koldi nie dał rady szarżującemu z determinacją Węgorzowi, mimo poszerzania
        toru jazdy i blokowania rywala (tak jak Mario potraktował jego z kolei w wyścigu
        III); tak z możliwego 8:1 zrobiło się 5:2 dla tarnowian –w wyścigu nie liczył
        się zupełnie Ogór, który po przegranym starcie został daleko z tyłu i nie podjął
        już walki
        wyścigi nominowane to była już egzekucja –w XIV, w którym spotkała się trójka z
        poprzedniego wyścigu (Koldi, Ogór i Węgorz), zwycięstwo 4:2 zapewniło bonus
        wrocławianom, choć o to zwycięstwo znów musiał napracować się… SuperMario, w
        fantastyczny sposób wyprzedzając po raz kolejny na dystansie prowadzącego
        „Piasta” Kołodzieja, Ogór zaś po raz kolejny raził nieskutecznością, choć tym
        razem akurat próbował gonić Koldiego –w XV Jeleń z Jasonem przypieczętowali
        zwycięstwo Sparty dubletem nad Peterem Ljungiem

        po stronie tarnowskiej na wyróżnienie zasługuje jedynie Peter Ljung, który od
        początku na tle kolegów z drużyny imponował walecznością, ambicją,
        przygotowaniem kondycyjnym i sprzętowym –trzykrotnie prowadził stawkę wyścigu,
        raz nie dał rady piekielnie szybkiemu Crumpowi, raz pewne zwycięstwo odebrał mu
        błąd na feralnym II łuku, za trzecim razem jednak pewnie wygrał (jedyne
        zwycięstwo indywidualne i drużynowe Jaskółek) –choć w tym akurat przypadku
        popełnił taktyczny błąd nie oglądając się na partnera jadącego przecież jako dżoker
        z pozostałych tarnowian trudno cokolwiek dobrego powiedzieć o bezbarwnym Kevinie
        Doolanie i Danile Iwanowie, Marcin „Co By Mi Się Chciało Chcieć” Rempała poza
        pierwszym startem jeździł strasznie pasywnie i okazał się fartownym ciułaczem
        punktów (pech Janowskiego)
        rozczarował Janusz Kołodziej który trzy pierwsze starty kompletnie zawalił
        (przegrany pojedynek z Węgorzem zupełnie wytrącił go z rytmu jazdy; w następnym
        wyścigu przywieziony na zero przez wrocławskiego juniora; potem jeszcze
        rywalizacja o 2 pkt z… Iwanowem), zaś w trzech następnych mimo prowadzenia
        tracił wypracowane pozycje i cenne punkty po błędach (XI) lub ze względu na
        koszmarnie wolny sprzęt (XIII i XIV)
        po stronie wrocławskiej na swoim perfekcyjnym poziomie pojechał Jason Crump
        (dwukrotnie musiał wydzierać zwycięstwa po przegranych startach), który
        zrezygnował z występu tego dnia w lidze angielskiej (!); Daniel Jeleniewski
        zaimponował wreszcie skutecznością na starcie (tylko raz przegrał start, z
        Ljungiem w X); Mariusz Węgrzyk potwierdził że jego dobra dyspozycja w czasie
        majówki nie była dziełem przypadku, trzykrotnie pokonał Koldiego, z tego dwa
        razy w kluczowych wyścigach (XIII i XIV) wyprzedzając go na dystansie (przy
        pasywnej postawie Ogóra) i odbierając punkty dżokera; Tomek Jędrzejak bezbłędnie
        pojechał w pierwszych trzech startach, w końcówce jednak po przegranych startach
        zupełnie sobie odpuścił ;) Słonik udanym występem być może wreszcie się
        przełamał, tym razem podjął bowiem walkę i to całkiem skutecznie; pechowe zawody
        odjechał Maciek Janowski, który gdyby nie defekt (IV), problemy z płynną jazdą
        (VIII) i upadek (XII) miał szansę wykręcić nawet dwucyfrówkę; kolejny słaby
        start zaliczył Filip Sitera, co może dziwić u etatowego reprezentanta Czech

        słów parę o Fanatykach –pardon: „Ultrasach” jak się w piątek wszystkim oznajmili
        oprawę zrobili piękną, szkoda tylko że mało kto miał okazję ją podziwiać (chyba
        nie więcej jak 2 tys.), brakowało też fanklubu Jaskółek („Prostaków 05” zdaje
        się) –uroki rozgrywania meczu w piątek ( panowie z EŻ znów się popisali :/ )
        nie jestem pewien jednak do kogo skierowali swoje hasła „Wielu Cię puściło
        Sparto, my pozostaliśmy Ci wierni” i „Dla was to tylko żużel, dla nas to sens
        życia” –jak rozumiem kierowali to do takich pikników jak ja –pikników którzy
        pozostali równie wierni a mają częstokroć staż kibicowski kilkakrotnie dłuższy
        od Sz.P. Ultrasów, pikników którzy byli w piątek obecni (bo jak ci sezonowi z
        lat 90. mieliby się dowiedzieć o buńczucznych tezach Sz.P. FSW ??? jak nieobecni
        na piątkowym meczu mogli przeczytać te banery ???)
        napinki Sz.P. spod Wieży zaczynają mi powoli działać na nerwy –ostatnio na
        Youtube znalazłem songa FSW (protest-songa?), całkiem fajnego poza tym, ale w
        którym padają słowa „każdy piknik jest frajerem” i „chociaż pikników jest tak wielu”
        po pierwsze obrażanie normalnych kibiców świadczy o obrażających a nie o obrażanych
        po drugie brakuje komuś chyba logiki, bo jeśli jest nas (pikników) „tak wielu”,
        to jak jednocześnie „wielu Cię opuściło Sparto” (że niby zostali sami FSW) ???
        po trzecie jak ktoś kto deklaruje że na żużel przyszedł „jakieś 4 lata temu”
        (czyli w 2004) –a taki tekst pada w songu– może gadać o tradycji której pikniki
        „oczywiście” nie znają i nie szanują ??? jak ktoś kto zna tylko smak medali DMP
        po 2000 może mówić o Sparcie, skoro nigdy jej nawet na oczy nie widział (od 1997
        wrocławski klub n-i-e jeździ pod nazwą Sparty) ??? otóż Sz.P. Ultrasi: pikniki
        to j-e-d-y-n-e osoby z którymi możecie rozmawiać o tradycji wrocławskiego żużla,
        jeśli chcecie mówić o kibicowskiej wierności barwom Sparty rozejrzyjcie dalej
        niż wokół Wieży a znajdziecie tą samą garstkę pasjonatów, która na Olimpiq
        przychodziła w sile 300 ludzi za czasów Jaska, Bzdęgi, Glinki, Gonciarza i
        Piekarskiego, gdy Sparta nosiła „zaszczytne” miano „czerwonej latarni” i
        zaliczała 31-meczowy maraton bez punktu –ba, to wśród starszych panów którymi
        gardzicie znajdziecie tych co pamiętają obu starszych Słaboniów, Kupczyńskiego i
        Pociejkowicza (obaj wymienieni w songu FSW), Trzeszkowskiego, Bruzdę czy Janego,
        tych co pamiętają legendarne DMŚ w 61, pierwszy finał IMŚ na polskiej ziemi w 70
        czy też finał MŚP w 78
        po czwarte, nie trzeba wymachiwać szalikiem pod Wieżą aby być kibicem dla
        którego żużel jest całym życiem –odpowiedzcie sobie na pytanie dlaczego więcej
        dzieciaków przychodzi ze swoimi rodzicami na „normalne” sektory niż pod Wieżę ?
        żużel to przecież sport rodzinny „dziedziczony” tak przez kibiców jak i przez
        zawodników, w tym sporcie na kibica się wychowuje od małego („czym skorupka za
        młodu nasiąknie…” i „miłość od kołyski aż po grób”, chciałoby się powiedzieć), a
        nie transferuje ze stadionu piłkarskiego; poza tym jest spore grono osób (co z
        tego że nie zorganizowane tak jak wy???) które żużlem żyje na codzień, śledzi
        wyniki z całego świata, gromadzi fotki i programy zawodów, wycina artykuły,
        kupuje książki i szuka wszelkich informacji o swym kochanym żużelku, tworzy
        własne archiwa, traktuje ten sport hobbystycznie ale z całą powagą jak na
        wytrawnych „statystów” (a la Sienkiewiczowscy ;) przystało
        trochę pokory Panowie :/
    • kyos DMŚJ 22.06.08, 19:03
      jeszcze jedna dobra nowina --dzięki świetnej postawie m.in. Maćka Janowskiego
      (14 pkt.) Polska w niemieckim Diedenbergen awansowała do finału DMŚ U-21 :)))
Pełna wersja