Dodaj do ulubionych

Spotkajmy się we Lwowie

27.08.08, 14:37
jmk.livenet.pl/Lviv%2007-11.05.2007%20Part1/index.html
jmk.livenet.pl/Lviv%2007-11.05.2007%20Part2/index.html
Obserwuj wątek
    • Gość: rikitiki nie ma juz Lwowa, jest Lviv IP: 92.3.158.* 27.08.08, 20:53
      Ok, sentymentalny art. majacy polowe wspolnego z prawda.

      Czy pani redaktor byla na Lyczakowie?
      Zakazano obcokrajowcom(w domysle Polakom)nie majacym oficjalen pieczatki z
      jakiegos ukrainskiego urzedu oprowadzania wycieczek po cmentarzu (oficjalnie muzeum)
      Czyli, kiedy tam bylem miesiac temu z 5 znajomymi, po oplaceniu wstepu (rozumiem
      ze to konieczne na utrzymanie cmentarza w nalezytym stanie i popieram) wybiegl
      jakis czlowiek i kiedy zobaczyl ze chce oprowadzic moich prywatnych znajomych po
      Lyczakowie, zaczal sie awanturowac, ze na pewno przekrecam fakty historyczne
      ;-)

      Dalej - mlotkami porozwalane zdjecia na polskich mogilach, 85 % fotografii
      zostalo zniszczonych. W porownaniu z rokiem poprzednim zniszczeniu uleglo
      wiekszosc z nich.

      Dalej - skoro to jest muzeum - dlaczego przedwojenne mogily zastawiane sa
      wspolczesnymi grobami ukrainskimi?
      wystarczy popatrzec na pomniki Ordona, Ks. Zamojskiej i innych. Poecam popatrzec
      na mogily dawnch prezydentow Lwowa, sentorow Rzeczpospolite. Polecam popatrzec
      na grob czlowieka ktory zaprojektowal gmach opery.

      Po prawej stronie od wejscia Ukraincy zniszczyli wszystkie mogily, buduja tam
      teraz wielki zbiorowy pomnik swoich bohaterow, walczacych ze zla polska aokupacja
      ;-)
      Ponizej kwatery Orlat, na rowniez splantowanych swiezo mogilach budowana jest
      kopia kwatery Orla, dla bohaterow Ukrainy.

      Polecam popatrzec na zniszczone ( i dalej niszczone groby najznamienitszych
      rodow dawnej Rzeczpospolitej - Zamojskich, Potockich, Dzieduszyckich. )

      By nie bylo ze dla mnie Lwow to tylko grobowce;
      Polecam porozmawiac z innymi czlonkami Kola Polskiego , opowiedza jak to pan
      burmistrz Sadowyj na spotkaniu z nimi pytal:
      "A co tutaj takiego Polacy zbudowali w czasie 600 lat okupacji" cytat.

      W czasie renowacji starych kamienic, zrywane sa przedwojenne zdobienia
      przedstawiajace orly - bo kojarza sie z polskim okupantem

      Na opisywanym tak pieknie Kopcu Unii Lubelskiej nie ma ani slowa wzmianki ze
      jest to kopiec wzniesiony dla upamietnienia tego wydarzenia. Nie mowiac juz o
      tym by byla tam jakas wzmianka po Polsku.

      co do "blekitnej flaszki" - kazdy tam powie ze Jurii Kulczyckij to byl znany
      Ukrainiec
      ;-)

      Wrazenie jest takie; swiadomosc tych ludzi jest na poziomie swiadmosci
      historycznej w Polsce w latach 70tych. kiedy to pisano w podrecznikach ze "kazdy
      kamien we Wroclawiu mowi po Polsku i ze jest to prastare piastowskie
      miasto,ktore jakims dziwnym i jakze niesprawiedliwym zrzadzeniem losu bylo 700
      lat pod niemiecka okupacja"
      i tym podobne bzdury
      wladze miasta Lviv maja ogromny problem z polskim dziedzictwem materialnym tego
      miasta i tak naprawde czekaja az jego resztki sie zawala , albo bedzie mozna je
      zamalowac i wciskac kity o odwiecznym ukrainskim miescie.

      I smieszne i smutne

      Widzi pani redaktor, mam dziewczyne Ukrainke ze Lwowa, ktora szanuje i z ktora
      rozmawiam z tego powodu szczerze, bez kupowania ani sprzedwania tych falszywych
      obrazkow. Tylko ze wzajemny szacunek wymaga traktowania sie jak dorosli ludzie,
      bo to ze kiedys miasto bylo polskie, nie szkodzi temu ze dzis jest i pozostanie
      ukrainskie, tylko ten fakt wzbogaca i urozmaica. Nikt nie chce przeciez im go
      odebrac, a okazywanie szacunku temu wlasnie materialnemu i duchowemu dziedzictwu
      poprzednikow jest elementem cywilizacji

      wiecej wiec szacunku dla prawdy i czytelnikow
      Tomek
    • misiunio2000 Spotkajmy się we Lwowie 27.08.08, 21:10
      Turyści we Lwowie? To chyba jakieś nieporozumienie. Ukraina to kraj
      skrajnie nieprzyjazny turystom. Lwów niedorasta Wrocławiowi do pięt.
      A oto dowody.
      1. Ukraina to przede wszystkim koszmar na granicach gdzie ludzie a
      więc potencjalni turyści traktowani są jak juczne bydło (patrz
      piesze przejście graniczne Medyka). Godziny stania w bezsensownych
      wielogodzinnych kolejkach na granicy, biurokratyczne absurdy z
      wypełnianiem kretyńskich talonczików, kwitancji i tym podobnych
      gówien, kompletowanie debilnych stempli.
      Na koniec sałdat w za dużej o 3 numery czapie wprost zapyta się po
      jakiego ch...a pchasz się na Ukrainę? Ukraińskie tamożniki zrobią
      wszystko co w ich mocy aby zniechęcić Cię do odwiedzenia do ich
      kraju.
      2. Jeśli chcecie mimo wszystko się tam wybrać to warto zastanowić
      się czy warto aby ryzykować wyprawę własnym samochodem. Nie chodzi o
      złodziei ale o koszmarne drogi. Trochę się to powoli zmienia, ale
      tamtejsze drogi to dramat. Rozpadające się, straszliwie dziurawe no
      i na każdym kroku skorumpowana policja wyłudzająca kasę od
      zagranicznych kierowców,
      3. Proszę pamiętać, że sieć kanalizacyjna pamięta czasy Austro-
      Węgier i jaśnie pana cesarza Franciszka Józefa. Od tego czasu nic
      nie było modernizowane. Efekt jest taki, że woda jest tylko w
      określonych godzinach.
      4. Żadna tania linia lotnicza nie lata do Lwowa. Dostępne są tylko
      regularne loty LOT-em, który jest koszmarnie drogi. Za lot do Lwowa
      można czasami w promocji polecieć w tych pieniądzach za ocean.
      Reasumując za wcześnie jest jeszcze porównywać Wrocław do Lwowa.
      Przed Lwowem jeszcze daleka droga. Najpierw musi się zmienić
      mentalność tych ludzi, infrastruktura. Na chwilę obecną Ukraińcy
      muszą odpowiedzieć sobie na pytanie czy wogóle chcą u siebie
      turystów. Przede wszystkim Punkt 1 powyższej wypowiedzi sugeruje, że
      teraz są tam niepożądani.
      • Gość: rikitiki Re: Spotkajmy się we Lwowie IP: 92.3.158.* 27.08.08, 21:55
        Przeadzasz.
        Jesli chodzi o granice to koszmar. W lape biora i polscy i ukrainscy celnicy i
        nikt tego nie ma zamiaru zmienic. to co tam sie dzieje wola o pomste do Allaha

        Drogi na wschodniej Ukrainie sa lepsze niz w Polsce, wierz mi.
        Ze Lwowa lata wizzair naKrym i do kijowa, a za rok bedzie latal tez do Krakowa.

        A co do mentalnosci to w 80% masz racje, choc musz eprzyznac ze jest naprawde
        bezpieczniej niz we Wroclawiu
      • leszlong Re: Spotkajmy się we Lwowie 27.08.08, 22:40
        @misiunio: Przekraczałem nieraz granicę w Medyce pieszo i autobusem. Wejście na
        Ukrainę było pozbawione problemów. Powrót do kraju, o to był koszmar. Straż
        Graniczna jeszcze w miarę, ale celnicy to zgroza. Podejrzewają każdego o
        przemyt, szczególnie jak ktoś ma plecaki. Twierdzenie, że za wschodnią granicą
        Polski nie ma dobrych dróg to brednie. Owszem Zachodnia Ukraina jest traktowana
        po macoszemu, ale już środek Ukrainy to lepsze drogi niż nasze krajówki czy
        nawet pseudo-autostrady (w tym roku byłem na Białorusi samochodem, gdzie jest
        jeszcze większa samowola milicji i jakoś nikt się mnie nie pytał po kiego grzyba
        przyjechałem autem). Wypełnianie karteczek jest absurdalne, ale nasze prawo też
        wymaga w razie pobytu powyżej 3 dni zameldować się w urzędzie gminy czy miasta.
        Jakoś nikt nie narzeka.
        Można wielbić polskie miasta za super nowoczesną kanalizację, ale nie traktujmy
        Ukrainy jako skansenu.
      • Gość: turysta_we_Lwowie Re: Spotkajmy się we Lwowie IP: *.range86-135.btcentralplus.com 28.08.08, 14:13
        Szanowny Panie,

        mam nieodparte wrażenie, że prawdziwym nieporozumieniem jest dopiero Pańska
        wypowiedź, która ma być może jakiś sens osobisty, ale aspiruje raczej do rangi
        uogólnienia, na którą nie zasługuje. Tak się otóż składa, że w maju 2008 roku
        spędziłem wraz z żoną niemal tydzień we Lwowie, pojechawszy tam własnym
        samochodem po wspominanych przez Pana drogach, przez wspominaną przez Pana
        granicę, a na miejscu spotykałem wspominanych przez Pana Ukraińców
        ,,niezdecydowanych w kwestii turyzmu''. Ale przyjrzyjmy sie po kolei wszystkim
        Pańskim ,,dowodom''...


        Ad 1. hasło ,,koszmar na granicach''

        Na wjazd czekaliśmy mniej niż cztery godziny, na wyjazd około sześciu.
        Przyjemnie nie było, bo na granicy między dużą wspólnotą polityczno-gospodarczą
        a resztą świata, zwłaszcza tą nieco uboższą, rzadko bywa przyjemnie
        (przypomnijmy sobie czasy sprzed akcesji Polski do Unii), nie ułatwiają przy tym
        życia pojawiające się od czasu do czasu ,,konwoje'', głównie ukraińskie,
        proponujące przeskoczenie kolejki, ale mnie bynajmniej nie mniej przeszkadzał
        brak elementarnej kultury osobistej u przekraczających granicę Polaków, za
        których szczerze się wstydziłem (żadna opresja nie usprawiedliwia chamstwa,
        chamem się człowiek rodzi, a potem z chamstwa tego albo się podźwiga, albo nie).
        I to jest warte podkreślenia dla usprawiedliwienia swego rodzaju nieprzyjazności
        pograniczników, którą teraz, kiedy opadły emocje towarzyszące pierwszym godzinom
        w kolejce (od czego wszyscy szybko odwykliśmy), ja nazwałbym raczej upartą pozą
        zawodową: istotna część przekraczających granicę to członkowie obu nacji
        czerpiący z tego korzyść materialną w sposób nie zawsze zgodny z prawem, którzy
        - tak jak niegdyś (?) nasi handlarze na Zachodzie - tworzą obraz statystycznego
        klienta służb pogranicznych. I to na statystycznego klienta nacelowany jest
        nieufny aparat celny. Zdanie sprawy z celu podróży, poparte adekwatnym stanem
        bagażnika skutecznie wyprowadzało pograniczników w naszym przypadku z błędu
        podyktowanego statystyką. I tak od początkowego uprzedzenia przeszedłem do
        daleko posuniętego zrozumienia, co polecam wszystkim rzetelnym turystom.

        Pytanie ,,po jakiego etc.'' nie padło w naszym przypadku, a na pytanie o cel
        podróży (ostatnio takie pytanie usłyszałem na lotnisku w Zurychu!)
        odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą i to wystarczyło. Trzeba wyjątkowo słabej
        woli, żeby dać się zniechęcić w obliczu biurokracji, znanej też z własnego
        podwórka, i urzędniczo-wojskowej buty podszytej kompleksem wzgl. surowości
        podbudowanej statystyką.

        Ad 2. hasło ,,warto zastanowić się czy warto aby ryzykować wyprawę własnym
        samochodem''

        Zastanawiać się oczywiście zawsze warto, a wręcz należy, więc w części zgadzam
        się z autorem. Dodałbym, że warto zastanowić się, zanim prywatną traumę, o ile
        taka w istocie leży u podstaw postu, przyoblecze się w sutannę ogółu i uczyni z
        niej kazanie... Dobrze przynajmniej, że - jak wyjaśnia autor - ,,nie chodzi o
        złodziei'', bo o nich chodzić raczej nie może, nam też by nie chodziło, bośmy
        nie spotkali. A drogi... zacznijmy od Lublina - doskonałe (to nie Niemcy ani
        Stany Zjednoczone, a więc ocena ma charakter relatywny); potem, już za granicą
        znacznie gorsze, miejscami dziurawe (odcinki przygraniczne bywają - delikatnie
        mówiąc - rozkopane), ale nawet nie w połowie tak koszmarne jak rysowały to przed
        nami relacje internetowe pozostające w tonie opisu autora, które przygotowywały
        nas do konfrontacji z ,,dzikimi polami''. Ani drogi nie tak podłe, ani kierowcy
        nie prowokują (takie komentarze też spotykaliśmy), ani policji na całym
        sześćdziesięciokilometrowym odcinku nie spotkaliśmy (widzieliśmy - jeśli pamięć
        mnie nie zwodzi - raz, bez konsekwencji). Czasami przemknął jakiś tzw. wariat
        drogowy, nierzadko Polak. Szczerze lubię prawdziwie szybką jazdę (przy
        odpowiednich założeniach) i daleko mi do ślepego przestrzegania przepisów, kiedy
        te wydają się niepoważne, ale staram się nie forsować swojej wizji świata poza
        progiem mojego domu, co każe mi szanować choć trochę uregulowania obowiązujące w
        obcych państwach. A do husarskiej szarży brakuje mi w takich okolicznościach
        dowolnie umocowanego piórka. Z naszych doświadczeń okołolwowskich wynika, że to
        rada bardziej rzeczowa niż ta od autora dla tych, którzy myślą o wyjeździe do
        Lwowa własnym samochodem.

        Ad. 3 hasło ,,Franciszek Józef''

        Kawał z wodą tylko w określonych godzinach to kawał z brodą jak ta u Franciszka
        Józefa. A ściślej: my akurat (zakwaterowani w hotelu) nie mieliśmy z tym żadnego
        problemu, nie udało się nam więc skonfrontować tego obowiązującego powszechnie
        poglądu z rzeczywistością. A zatem można przynajmniej zgodzić się, że są takie
        miejsca, w których woda jest bez przerwy, co warto podkreślić dla równowagi oceny.


        Nazbierało się tych słów, bo szlag mnie trafiał, trafia i trafiać będzie na
        nieodpowiedzialność w mowie, którą widzę u nas na każdym kroku, a która w
        odniesieniu do Ukrainy zawsze nabiera dodatkowego posmaku etnicznego, dla niego
        zaś nie znajduję usprawiedliwienia, kiedy pomyślę o - bywa - niegodnym
        zachowaniu moich krajan na obczyźnie. Ale jeszcze uwag kilka:

        1. Hotel rezerwowałem w ostatniej chwili (na mniej niż dwa tygodnie przed
        majowym weekendem) i choć było trudno - udało się. Warto zadbać o to z większym
        wyprzedzeniem, bo od turystów we Lwowie roi się, przynajmniej w dnie majowe. W
        kilkunastu sprawdzanych miejscach mówiono po polsku, co sprawę ułatwia i zarazem
        odpowiada chyba częściowo na pytanie autora, ,,czy wogóle chcą u siebie turystów''.

        2. Miejscowi, a więc w przeważającej liczbie Ukraińcy, okazywali powściągliwą
        (choć nie zawsze powściągliwą) życzliwość i na każdą próbę zagadnięcia w ich
        mowie ojczystej albo odpowiadali niezłą polszczyzną, albo sugerowali dogadywanie
        się metodą ,,każdy po swojemu'', co w przypadku zachodniego dialektu mowy
        ukraińskiej jest wyborem całkowicie bezpiecznym. Zdarzały się też przypadki, że
        byliśmy ściągani z ulicy przez - zda się - przypadkowego człowieka po to tylko,
        by obejrzeć za jego podpowiedzią jakąś polską pamiątkę (tak trafiliśmy do Kasyna
        Szlacheckiego, podobie udało nam się obejrzeć wnętrze budynku opery po
        godzinach). N.B. Nigdy nie wiązało się to z jakiegokolwiek rodzaju łapówką,
        wymuszeniem czy tp.

        3. Lwów jest piękny pięknem wyjątkowym, bardzo swojskim (choć to wymaga
        jagiellońskiej idei swojskości), a przy tym bezwzględnie i obiektywnie
        najwyższej próby. I to połączenie przyciąga mnie do niego na tyle silnie, że
        żaden pogranicznik, żadna dziura w drodze ani obca trauma nie powstrzymają mnie
        przed kolejnymi wizytami.

        Z całego serca polecam podróże do Lwowa!

        Rafał
        • Gość: JolaS Re: Spotkajmy się we Lwowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.08, 11:17
          Gość portalu: turysta_we_Lwowie napisał(a):

          > .....prawdziwym nieporozumieniem jest dopiero Pańska
          > wypowiedź, która ma być może jakiś sens osobisty, ale aspiruje
          > raczej do rangi uogólnienia, na którą nie zasługuje. Tak się otóż
          > składa, że w maju 2008 roku spędziłem wraz z żoną niemal tydzień
          we Lwowie, pojechawszy tam ... przez wspominaną przez Pana
          > granicę, ...

          Otóż wypowiedź, do której się Pan, turyusto, tak krytycznie odnosi,
          może spokojnie być uogólnieniem, choć niekoniecznie generalizacją -
          może akurat Pan miał szczęście. Ja w zeszłym roku zaryzykowałam
          wyprawę w okolice Lwowa towarzysząc mojej niemal 80-letniej matce,
          która chciała odwiedzić swoje rodzinne strony. Z przyczyn
          organizacyjnych w tamtą stronę granice przekraczałyśmy pieszym
          przejściem Medyka-Szeginie, a z powrotem wracałyśmy tym samym
          przejsciem kursowym autobusem relacji Złoczów-Stalowa Wola. I było
          tak:
          >
          > Ad 1. hasło ,,koszmar na granicach''

          > Przyjemnie nie było, ...

          Fakt.

          > ale mnie bynajmniej nie mniej przeszkadzał brak elementarnej
          > kultury osobistej u przekraczających granicę Polaków, ...

          Nie zauważyłam, w przeciwieństwie do chamstwa ukraińskich handlarzy
          i ukraińskich służb granicznych. Stada obładowanych tobołami
          Ukraińców pchały się do tej psiej budy, która udaje ukraiński
          posterunek celny, skutecznie odpychając od wejscia Polaków.
          Zwrócenie uwagi poskutkowało stekiem wyzwisk nie tylko ze strony
          tychże handlarzy, ale i ukraińskiego pogranicznika, który wyzywał
          nas od "polskie bydła", "świń" itp. A prośba o powściągnięcie jęzora
          wywołała bezprzykładny atak agresji i próbę pobicia starszej, bądź
          co bądź, kobiety. Podobnych ataków wściekłości doświadczyli młodzi
          ludzie z plecakami, którzy wybierali sie aż na Krym.
          W drodze powrotnej (przypominam - kursowy autobus) stałyśmy na
          granicy ponad 8 godzin i tylko uprzejmosci polskiego pogranicznika
          zawdzięczmy mozliwość przejścia do innego autobusu i zdążenia na
          połaczenie z Przemyśla, bo zanosiło się, że czekanie jeszcze potrwa.

          > Ad 2. hasło ,,warto zastanowić się czy warto aby ryzykować wyprawę
          > własnym samochodem''
          >
          > Zastanawiać się oczywiście zawsze warto, a wręcz należy, więc
          > w części zgadzam się z autorem. ...

          Ja też w części, ale nie miałam się wtedy nad czym zastanawiać, bo
          samochód był w naprawie.

          > Ad. 3 hasło ,,Franciszek Józef''
          >
          > Kawał z wodą tylko w określonych godzinach to kawał z brodą jak ta
          > u Franciszka Józefa. A ściślej: my akurat (zakwaterowani w hotelu)
          > nie mieliśmy z tym żadnego problemu, nie udało się nam więc
          > skonfrontować tego obowiązującego powszechnie poglądu
          > z rzeczywistością. A zatem można przynajmniej zgodzić się, że są
          > takie miejsca, w których woda jest bez przerwy, co warto
          > podkreślić dla równowagi oceny....

          No cóż, miał Pan szczęście. Prawda wyglada jednak tak, że w znacznej
          części Lwowa dostęp do wody jest bardzo ograniczony (bywa tylko
          wczesnym rankiem i wieczorem), a całodobowy dostęp do wody to atut
          znacznie podnoszący cene mieszkań - sama widziałam oferty nowych
          apartamentowców (droższych wówczas niz w Warszawie), których atutem
          wysokopunktowanym była własnie woda.


          > 3. Lwów jest piękny pięknem wyjątkowym, bardzo swojskim (choć to
          > wymaga jagiellońskiej idei swojskości), a przy tym bezwzględnie
          > i obiektywnie najwyższej próby. I to połączenie przyciąga mnie do
          > niego na tyle silnie, że żaden pogranicznik, żadna dziura w drodze
          > ani obca trauma nie powstrzymają mnie przed kolejnymi wizytami.

          Gratuluję. Nie zamierzam zniechęcać Pana do kolejnych wizyt, ale
          proszę nie lukrować. Rzeczywistość i codzienność Lwowa to niestety
          coś innego, niż to, co Pan zobaczył okiem kilkudniowego turysty.
          Znam Lwów od dawna, chociaż nie bywam tam zbyt często. Widzę
          postępujące niszczenie wielu obiektów, zakłamywanie historii,
          zaburzanie ładu architektonicznego (choćby na tak chwalonym w
          artykule Prospekcie Swobody - dawniej Wały Hetmańskie, później
          Prospekt Lenina - koszmarek obiektu Ukrsocbanku naprzeciw hotelu
          Żorż). Owszem, dwa lata temu posprzątano nieco w śródmieściu z
          okazji 750-lecia Lwowa, połozono trochę dróg i chodników, odnowiono
          niektóre elewacje - ale np. tuż obok Opery straszą liszaje
          zagrzybionego, odpadającego tynku na Teatrze Dramatycznym.

          > Z całego serca polecam podróże do Lwowa!

          Ja też - masochistom.

          P.S. Swoją drogą zastanawiam się, jak słuzby graniczne zamierzaja
          obsłuzyc potencjalnych kibiców na Euro 2012.

          • Gość: Bartek Re: Spotkajmy się we Lwowie IP: 167.202.222.* 29.08.08, 12:55
            Ech.. Wszystko zależy jednak od nastawienia. A jednak, jak to zdaje
            się wspomniał już ktoś na tym forum, wielu Polaków żyje w
            przeświadczeniu, że Ukraina i Ukraińcy to totalna dzicz nie mająca
            światu nic do zaoferowania. Proponuję jednak postarać się wyjść poza
            sztywne ramy własnych światopoglądowych ograniczeń i spojrzeć na
            Ukrainę jako po prostu inny kraj z inną kulturą i mentalnością. Taka
            jest po prostu charakterystyka tamtych stron - czasem nie ma wody, a
            czasem droga nie jest jak stół. Ludzie za to wspaniali i życzliwi.
            Nie mogę się zgodzić z opinią, że tam się celowo doprowadza do ruiny
            rzeczy związane z Polską. Byłem niedawno w Kijowie i polecam rzut
            oka na budynek pod chimerami i jego historię. Osobom, które myślą o
            spędzeniu kilku dni na Ukrainie polecam jedno - pojechać i przekonać
            się na własnej skórze, czy taki klimat Wam odpowiada. Ja nie
            zamieniłbym go na żaden zachodnioeuropejski;-) Pozdrawiam wszystkich
            a szczególnie miłośników Ukrainy.
    • patrickkolno Lwow zabierze turystow z Krakowa 27.08.08, 22:08
      Nigdy we Lwowie nie bylem, tym niemniej marze od pewnego czasu aby tam sie
      wybrac. Zgadzam sie calkowicie z poprzednimi rozmowcami, albowiem mentalnosc
      ludzi z bylych Demoludow, czy z PRL-u czy ZSRR byla i jest taka sama. To widac
      w obecnie zawyzonych cenach w stolicy Centusow - Krakowie, i ich marnych uslugach.

      Ale tym niemniej zauwazylem na forach anglojezycznych ze zainteresowanie
      Lwowem bardzo ostatnio wzroslo. Jest to miasto duzo tansze od Krakowa, ma
      piekna architekture i historie, nawet jesli ulega ona zaklamaniu (polskosc
      Gdanska czy litewskosc Klajpedy sa ekiwalentne temu zjawisku - dla mnie Gdansk
      bardziej przypomina Londyn czy Amsterdam niz Warszawe)i mam przeczucie, ze to
      zainteresowanie bedzie roslo.

      Mlode pokolenia Polakow nie maja kompleksow ani nie ulegli doktrynizacji, jak
      starsze pokolenia, wiec niemieckosc Wroclawia im nie przeszkadza. A powojenna
      historia Wroclawia jest zwiazana z Polska i miejmy nadzieje, ze ta
      polsko-niemiecka historia tego miasta pozytywnie na nie wplynie.

      A Ukraina jest jeszcze daleko od Polski i trudno od nich wymagac, aby to
      zaklamanie tak zniknelo od razu. Mnie spotkala kiedys smieszna przygoda na 7th
      St na Manhattanie w NYC, gdzie mieszkaja glownie Polacy i Ukraincy. Byl
      festiwal ukrainski. Ktos sprzedawal obrazy i rozpoznalem panorame "Lwowa".
      Poprawiono mnie mowiac, ze to Lviv a Polacy okupowali to miasto i ze jest jak
      Paryz i czesto kreca tam filmy. Takie kompleksy z czasow komuny, bo do Paryza
      to mu napewno daleko.

      Pozdrawiam wszystkich milosnikow Lwowa, Lemberga i Lviva :)
      • Gość: defenestrator Re: Lwow zabierze turystow z Krakowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.08, 23:19
        Byłem we Lwowie dotychczas trzy razy i muszę powiedzieć jedno: to miasto ma
        jakiś magnes w sobie, to jedno z tych miejsc do których chce się wracać,
        niezależnie od trudnego dojazdu czy fatalnych warunków w hotelu "Lwów".
    • Gość: tomek69 Spotkajmy się we Lwowie IP: *.master.pl 27.08.08, 23:51
      Może i jest dużo prawdy w tym co wypisują moi poprzednicy , ale trzy dni temu
      wróciłem z Lwowa i wrażenia mam nie do opisania. Panujący wszędzie spokój, mili
      ludzie, brak 'buraków' na ulicach to jest to czego w Polsce już nie ma.
      Atmosfery panującej na rynku nie zaznasz nigdzie u nas, Kraków się chowa po
      prostu. Kłopoty na granicy? Przekraczajcie ją w Hrebennem, tam chyba najłatwiej,
      więcej kłopotów sprawiają polscy celnicy niż ukraińscy, choć urzędasy z nich
      nieprzeciętni. Owszem drogi w samym mieście są koszmarne ale pomału zaczynają je
      remontować. Poza tym poza Lwowem w kierunku Kijowa i do granicy z Węgrami są
      piękne autostrady. Styl jazdy Lwowiaków to coś do czego trzeba się po prostu
      przyzwyczaić. Całość polega bardziej na uprzejmości niż na chamstwu na drogach
      jakie panuje w Polsce. Nie zdziwię się jak za 5 lat cała turystyka odwiedzająca
      Polskę przeniesie się na Ukrainę. Wszystko tam raczkuje, ale raczkuje wielkimi
      krokami do przodu.
    • krylos.com Spotkajmy się we Lwowie 28.08.08, 00:10
      Ładny tekst, nawet mało typowego dziennikarskiego sentymentalizmu i dyletanctwa.
      I komentarze do rzeczy, cud jakiś! :) Mieszkam od paru lat we Lwowie i
      rzeczywiście sytuacja się polepsza, co nie znaczy, że można go już porównywać z
      takim Wrocławiem - to nadal niebo i ziemia. Tylko ceny się zrównują, szczególnie
      noclegów. Zapraszam serdecznie do Lwowa, byle nie w polskie długie weekendy.
    • tepisarek Spotkajmy się we Lwowie 28.08.08, 16:37
      "Wrocławianie powinni...swoich ziomków, Szolc-Wolfowiczów" To znaczy Niemców, bo
      Polacy nie nazywali sie raczej Szolc, ani nie byli z tatusia Wolfa.Naprawdę jest
      Pan pewien, że jak ktoś pochodzi z Wrocławia, to ma ziomków Niemców? Mieszkam we
      Wrocławiu od chwili przegonienia stąd Niemców i wiem na pewno, że to nieprawda.
      Gorzej: Wrocław za Niemców był najbardziej polakożerczym miastem w Niemczech. We
      Lwowie Ukraińcy, we Wrocławiu znów Niemcy...czas umierać.
    • heraldek Opuscmy ten Wroclaw i spotkajmy się we Lwowie 28.08.08, 23:44
      ...ja to mowie od czasu zakonczenia wojny....
      We Wroclawiu- Breslau bedzie czysciej.....
    • alexandra220 Spotkajmy się we Lwowie 29.08.08, 01:27
      naglowek ??? mniej pewny
    • kazimierzp A ja tam będę jeździć!!! 30.08.08, 17:57
      W zeszłum roku wraz z bratem pojechalismy w podróż sentymentalną-rodzinną, śladami naszej rodziny. Zrobiliśmy po zachodniej Ukrainie około 2000 km (samochodem Tico - nikt na niego nie zwracał uwagi, a wszędzie dojechał!;-). Mielismy przegląd wielu miejsc i stwierdzilismy, że każde z nich jest warte uwagi!
      Brody - bardzo zaniedbane miasteczko, ale sklepy nieźle zaopatrzone. Hotel nie najtańszy, ale o bardzo dobrym standardzie i ze strzeżonym parkingiem.
      Berdyczów - miasto raczej wybudowane na nowo, ale zachowały się: Kalsztor karmelitów, Kościół św. Barbary gdzie Balzac brał slub z panią Hańską, bardzo ciekawy cmentarz żydowski z ohelem słynnego cadyka. Spalismy u znajomych więc o hotelach trudno pisać;
      Żmerynka koło Winnicy (miejsce urodzenia się w 1900 roku naszej Babci). Z przekazów rodzinnych miała to być wiocha, a jest to piekne miasteczko ze wspaniałym dworcem kolejowym powstałym w XIX wieku.
      Kamieniec Podolski - tu nalezy być! Wspaniała twierdza, miasto okolone potęznym parowem rzeki Zbrucz. Mysmy spali w małej miejscowości przed Kamieńcem (hotelik tani ale baaardzo socjalistyczny!) ale w samym Kamieńcu są rózne możliwości noclegowe (między innymi u zakonników);
      Kołomyja - fajne miasteczko, z ciekawą architekturą. Zaskakujące formą muzeum pisanki (w kształcie jajka). Spalismy w hotelu pamiętającym czasy sowieckie i o podobnych obyczajach!)
      Otynia - Uhorniki - Miejscowość w której urodził się nasz ojciec. Obejrzelismy dom dziadków - jeszcze dzisiaj sprawia wrażenie nowego! Sptkalismy ukraińca który pamietał naszego dziadka! Stwierdził, że był to twardy Polak, nie chciał tu zostac i wyjechał do polski!
      Stanisławów (Iwano Frankowsk) - Miasto o nowoczesnym, bardzo zadbanym centrum. Wygląda bardzo zachęcająco. Bylismy jedynie przejazdem więc dalekich (baardzo) krewnych nie odwiedziliśmy);
      Stryj - Małe żydowskie miasteczko (tyle, że Żydów tu nie ma). Ma wiele uroku. Hotel "gwiazdkowy" więc nie tani, ale komfortowy.
      Lwów - jestem zauroczony tym miastem. Byłem wielokrotnie w Krakowie, pierwszy raz we Lwowie. Lwów to była metropolia, Kraków niekoniecznie. Teraz jest odwrotnie, ale... Za parę lat Lwów bedzie miejscem do którego będzie się jeździło jak do Pragi czeskiej! Zabytki wspaniałe, urocze zakątki. Trochę nachalnych "pomagających" ale można się opędzić! Ceny niesamowicie zróznicowane. Piwo w lokalu przy rynku dużo droższe niż we Worcławiu, ale juz w ogródku piwnym na środku placu tanie, a dobre! Warty obejrzenia skansen we Lwowie. Wpaniałe budownictwo drewniane.
      Musielismy wczesniej wyjechac więc skrócilismy pobyt. Niestety oczekiwanie na granicy na przejazd był straszny: 27 godzin! Nie dajemy łapówek więc kwitlismy!
      Ogólnie drogi na trasach tranzytowych dobre i bardzo dobre. Lokalne miejscami straszne - widać jednak że się je przebudowuje. Sieć stacji benzynowych bardzo dobra. Trzeba wiedzieć, że na stacjach nalezy najpierw zapłacić za paliwo i leje się tyle ile się zapłaciło. Nie da rady "do pełna" a później płacić!
      W październiku tego roku wybieram się na Ukraine ponownie. Tym razem objadę trochę więcej bo aż do Charkowa, Ługańska, Doniecka, poprzez Berdyczów, Kamieniec i Lwów!. Tam wszędzie odwiedzę tych co gościłem w Polsce, ale to już temat na zupełnie inne opowiadanie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka