bakczysaraj 27.08.08, 14:37 jmk.livenet.pl/Lviv%2007-11.05.2007%20Part1/index.html jmk.livenet.pl/Lviv%2007-11.05.2007%20Part2/index.html Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: rikitiki nie ma juz Lwowa, jest Lviv IP: 92.3.158.* 27.08.08, 20:53 Ok, sentymentalny art. majacy polowe wspolnego z prawda. Czy pani redaktor byla na Lyczakowie? Zakazano obcokrajowcom(w domysle Polakom)nie majacym oficjalen pieczatki z jakiegos ukrainskiego urzedu oprowadzania wycieczek po cmentarzu (oficjalnie muzeum) Czyli, kiedy tam bylem miesiac temu z 5 znajomymi, po oplaceniu wstepu (rozumiem ze to konieczne na utrzymanie cmentarza w nalezytym stanie i popieram) wybiegl jakis czlowiek i kiedy zobaczyl ze chce oprowadzic moich prywatnych znajomych po Lyczakowie, zaczal sie awanturowac, ze na pewno przekrecam fakty historyczne ;-) Dalej - mlotkami porozwalane zdjecia na polskich mogilach, 85 % fotografii zostalo zniszczonych. W porownaniu z rokiem poprzednim zniszczeniu uleglo wiekszosc z nich. Dalej - skoro to jest muzeum - dlaczego przedwojenne mogily zastawiane sa wspolczesnymi grobami ukrainskimi? wystarczy popatrzec na pomniki Ordona, Ks. Zamojskiej i innych. Poecam popatrzec na mogily dawnch prezydentow Lwowa, sentorow Rzeczpospolite. Polecam popatrzec na grob czlowieka ktory zaprojektowal gmach opery. Po prawej stronie od wejscia Ukraincy zniszczyli wszystkie mogily, buduja tam teraz wielki zbiorowy pomnik swoich bohaterow, walczacych ze zla polska aokupacja ;-) Ponizej kwatery Orlat, na rowniez splantowanych swiezo mogilach budowana jest kopia kwatery Orla, dla bohaterow Ukrainy. Polecam popatrzec na zniszczone ( i dalej niszczone groby najznamienitszych rodow dawnej Rzeczpospolitej - Zamojskich, Potockich, Dzieduszyckich. ) By nie bylo ze dla mnie Lwow to tylko grobowce; Polecam porozmawiac z innymi czlonkami Kola Polskiego , opowiedza jak to pan burmistrz Sadowyj na spotkaniu z nimi pytal: "A co tutaj takiego Polacy zbudowali w czasie 600 lat okupacji" cytat. W czasie renowacji starych kamienic, zrywane sa przedwojenne zdobienia przedstawiajace orly - bo kojarza sie z polskim okupantem Na opisywanym tak pieknie Kopcu Unii Lubelskiej nie ma ani slowa wzmianki ze jest to kopiec wzniesiony dla upamietnienia tego wydarzenia. Nie mowiac juz o tym by byla tam jakas wzmianka po Polsku. co do "blekitnej flaszki" - kazdy tam powie ze Jurii Kulczyckij to byl znany Ukrainiec ;-) Wrazenie jest takie; swiadomosc tych ludzi jest na poziomie swiadmosci historycznej w Polsce w latach 70tych. kiedy to pisano w podrecznikach ze "kazdy kamien we Wroclawiu mowi po Polsku i ze jest to prastare piastowskie miasto,ktore jakims dziwnym i jakze niesprawiedliwym zrzadzeniem losu bylo 700 lat pod niemiecka okupacja" i tym podobne bzdury wladze miasta Lviv maja ogromny problem z polskim dziedzictwem materialnym tego miasta i tak naprawde czekaja az jego resztki sie zawala , albo bedzie mozna je zamalowac i wciskac kity o odwiecznym ukrainskim miescie. I smieszne i smutne Widzi pani redaktor, mam dziewczyne Ukrainke ze Lwowa, ktora szanuje i z ktora rozmawiam z tego powodu szczerze, bez kupowania ani sprzedwania tych falszywych obrazkow. Tylko ze wzajemny szacunek wymaga traktowania sie jak dorosli ludzie, bo to ze kiedys miasto bylo polskie, nie szkodzi temu ze dzis jest i pozostanie ukrainskie, tylko ten fakt wzbogaca i urozmaica. Nikt nie chce przeciez im go odebrac, a okazywanie szacunku temu wlasnie materialnemu i duchowemu dziedzictwu poprzednikow jest elementem cywilizacji wiecej wiec szacunku dla prawdy i czytelnikow Tomek Odpowiedz Link Zgłoś
misiunio2000 Spotkajmy się we Lwowie 27.08.08, 21:10 Turyści we Lwowie? To chyba jakieś nieporozumienie. Ukraina to kraj skrajnie nieprzyjazny turystom. Lwów niedorasta Wrocławiowi do pięt. A oto dowody. 1. Ukraina to przede wszystkim koszmar na granicach gdzie ludzie a więc potencjalni turyści traktowani są jak juczne bydło (patrz piesze przejście graniczne Medyka). Godziny stania w bezsensownych wielogodzinnych kolejkach na granicy, biurokratyczne absurdy z wypełnianiem kretyńskich talonczików, kwitancji i tym podobnych gówien, kompletowanie debilnych stempli. Na koniec sałdat w za dużej o 3 numery czapie wprost zapyta się po jakiego ch...a pchasz się na Ukrainę? Ukraińskie tamożniki zrobią wszystko co w ich mocy aby zniechęcić Cię do odwiedzenia do ich kraju. 2. Jeśli chcecie mimo wszystko się tam wybrać to warto zastanowić się czy warto aby ryzykować wyprawę własnym samochodem. Nie chodzi o złodziei ale o koszmarne drogi. Trochę się to powoli zmienia, ale tamtejsze drogi to dramat. Rozpadające się, straszliwie dziurawe no i na każdym kroku skorumpowana policja wyłudzająca kasę od zagranicznych kierowców, 3. Proszę pamiętać, że sieć kanalizacyjna pamięta czasy Austro- Węgier i jaśnie pana cesarza Franciszka Józefa. Od tego czasu nic nie było modernizowane. Efekt jest taki, że woda jest tylko w określonych godzinach. 4. Żadna tania linia lotnicza nie lata do Lwowa. Dostępne są tylko regularne loty LOT-em, który jest koszmarnie drogi. Za lot do Lwowa można czasami w promocji polecieć w tych pieniądzach za ocean. Reasumując za wcześnie jest jeszcze porównywać Wrocław do Lwowa. Przed Lwowem jeszcze daleka droga. Najpierw musi się zmienić mentalność tych ludzi, infrastruktura. Na chwilę obecną Ukraińcy muszą odpowiedzieć sobie na pytanie czy wogóle chcą u siebie turystów. Przede wszystkim Punkt 1 powyższej wypowiedzi sugeruje, że teraz są tam niepożądani. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rikitiki Re: Spotkajmy się we Lwowie IP: 92.3.158.* 27.08.08, 21:55 Przeadzasz. Jesli chodzi o granice to koszmar. W lape biora i polscy i ukrainscy celnicy i nikt tego nie ma zamiaru zmienic. to co tam sie dzieje wola o pomste do Allaha Drogi na wschodniej Ukrainie sa lepsze niz w Polsce, wierz mi. Ze Lwowa lata wizzair naKrym i do kijowa, a za rok bedzie latal tez do Krakowa. A co do mentalnosci to w 80% masz racje, choc musz eprzyznac ze jest naprawde bezpieczniej niz we Wroclawiu Odpowiedz Link Zgłoś
leszlong Re: Spotkajmy się we Lwowie 27.08.08, 22:40 @misiunio: Przekraczałem nieraz granicę w Medyce pieszo i autobusem. Wejście na Ukrainę było pozbawione problemów. Powrót do kraju, o to był koszmar. Straż Graniczna jeszcze w miarę, ale celnicy to zgroza. Podejrzewają każdego o przemyt, szczególnie jak ktoś ma plecaki. Twierdzenie, że za wschodnią granicą Polski nie ma dobrych dróg to brednie. Owszem Zachodnia Ukraina jest traktowana po macoszemu, ale już środek Ukrainy to lepsze drogi niż nasze krajówki czy nawet pseudo-autostrady (w tym roku byłem na Białorusi samochodem, gdzie jest jeszcze większa samowola milicji i jakoś nikt się mnie nie pytał po kiego grzyba przyjechałem autem). Wypełnianie karteczek jest absurdalne, ale nasze prawo też wymaga w razie pobytu powyżej 3 dni zameldować się w urzędzie gminy czy miasta. Jakoś nikt nie narzeka. Można wielbić polskie miasta za super nowoczesną kanalizację, ale nie traktujmy Ukrainy jako skansenu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: turysta_we_Lwowie Re: Spotkajmy się we Lwowie IP: *.range86-135.btcentralplus.com 28.08.08, 14:13 Szanowny Panie, mam nieodparte wrażenie, że prawdziwym nieporozumieniem jest dopiero Pańska wypowiedź, która ma być może jakiś sens osobisty, ale aspiruje raczej do rangi uogólnienia, na którą nie zasługuje. Tak się otóż składa, że w maju 2008 roku spędziłem wraz z żoną niemal tydzień we Lwowie, pojechawszy tam własnym samochodem po wspominanych przez Pana drogach, przez wspominaną przez Pana granicę, a na miejscu spotykałem wspominanych przez Pana Ukraińców ,,niezdecydowanych w kwestii turyzmu''. Ale przyjrzyjmy sie po kolei wszystkim Pańskim ,,dowodom''... Ad 1. hasło ,,koszmar na granicach'' Na wjazd czekaliśmy mniej niż cztery godziny, na wyjazd około sześciu. Przyjemnie nie było, bo na granicy między dużą wspólnotą polityczno-gospodarczą a resztą świata, zwłaszcza tą nieco uboższą, rzadko bywa przyjemnie (przypomnijmy sobie czasy sprzed akcesji Polski do Unii), nie ułatwiają przy tym życia pojawiające się od czasu do czasu ,,konwoje'', głównie ukraińskie, proponujące przeskoczenie kolejki, ale mnie bynajmniej nie mniej przeszkadzał brak elementarnej kultury osobistej u przekraczających granicę Polaków, za których szczerze się wstydziłem (żadna opresja nie usprawiedliwia chamstwa, chamem się człowiek rodzi, a potem z chamstwa tego albo się podźwiga, albo nie). I to jest warte podkreślenia dla usprawiedliwienia swego rodzaju nieprzyjazności pograniczników, którą teraz, kiedy opadły emocje towarzyszące pierwszym godzinom w kolejce (od czego wszyscy szybko odwykliśmy), ja nazwałbym raczej upartą pozą zawodową: istotna część przekraczających granicę to członkowie obu nacji czerpiący z tego korzyść materialną w sposób nie zawsze zgodny z prawem, którzy - tak jak niegdyś (?) nasi handlarze na Zachodzie - tworzą obraz statystycznego klienta służb pogranicznych. I to na statystycznego klienta nacelowany jest nieufny aparat celny. Zdanie sprawy z celu podróży, poparte adekwatnym stanem bagażnika skutecznie wyprowadzało pograniczników w naszym przypadku z błędu podyktowanego statystyką. I tak od początkowego uprzedzenia przeszedłem do daleko posuniętego zrozumienia, co polecam wszystkim rzetelnym turystom. Pytanie ,,po jakiego etc.'' nie padło w naszym przypadku, a na pytanie o cel podróży (ostatnio takie pytanie usłyszałem na lotnisku w Zurychu!) odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą i to wystarczyło. Trzeba wyjątkowo słabej woli, żeby dać się zniechęcić w obliczu biurokracji, znanej też z własnego podwórka, i urzędniczo-wojskowej buty podszytej kompleksem wzgl. surowości podbudowanej statystyką. Ad 2. hasło ,,warto zastanowić się czy warto aby ryzykować wyprawę własnym samochodem'' Zastanawiać się oczywiście zawsze warto, a wręcz należy, więc w części zgadzam się z autorem. Dodałbym, że warto zastanowić się, zanim prywatną traumę, o ile taka w istocie leży u podstaw postu, przyoblecze się w sutannę ogółu i uczyni z niej kazanie... Dobrze przynajmniej, że - jak wyjaśnia autor - ,,nie chodzi o złodziei'', bo o nich chodzić raczej nie może, nam też by nie chodziło, bośmy nie spotkali. A drogi... zacznijmy od Lublina - doskonałe (to nie Niemcy ani Stany Zjednoczone, a więc ocena ma charakter relatywny); potem, już za granicą znacznie gorsze, miejscami dziurawe (odcinki przygraniczne bywają - delikatnie mówiąc - rozkopane), ale nawet nie w połowie tak koszmarne jak rysowały to przed nami relacje internetowe pozostające w tonie opisu autora, które przygotowywały nas do konfrontacji z ,,dzikimi polami''. Ani drogi nie tak podłe, ani kierowcy nie prowokują (takie komentarze też spotykaliśmy), ani policji na całym sześćdziesięciokilometrowym odcinku nie spotkaliśmy (widzieliśmy - jeśli pamięć mnie nie zwodzi - raz, bez konsekwencji). Czasami przemknął jakiś tzw. wariat drogowy, nierzadko Polak. Szczerze lubię prawdziwie szybką jazdę (przy odpowiednich założeniach) i daleko mi do ślepego przestrzegania przepisów, kiedy te wydają się niepoważne, ale staram się nie forsować swojej wizji świata poza progiem mojego domu, co każe mi szanować choć trochę uregulowania obowiązujące w obcych państwach. A do husarskiej szarży brakuje mi w takich okolicznościach dowolnie umocowanego piórka. Z naszych doświadczeń okołolwowskich wynika, że to rada bardziej rzeczowa niż ta od autora dla tych, którzy myślą o wyjeździe do Lwowa własnym samochodem. Ad. 3 hasło ,,Franciszek Józef'' Kawał z wodą tylko w określonych godzinach to kawał z brodą jak ta u Franciszka Józefa. A ściślej: my akurat (zakwaterowani w hotelu) nie mieliśmy z tym żadnego problemu, nie udało się nam więc skonfrontować tego obowiązującego powszechnie poglądu z rzeczywistością. A zatem można przynajmniej zgodzić się, że są takie miejsca, w których woda jest bez przerwy, co warto podkreślić dla równowagi oceny. Nazbierało się tych słów, bo szlag mnie trafiał, trafia i trafiać będzie na nieodpowiedzialność w mowie, którą widzę u nas na każdym kroku, a która w odniesieniu do Ukrainy zawsze nabiera dodatkowego posmaku etnicznego, dla niego zaś nie znajduję usprawiedliwienia, kiedy pomyślę o - bywa - niegodnym zachowaniu moich krajan na obczyźnie. Ale jeszcze uwag kilka: 1. Hotel rezerwowałem w ostatniej chwili (na mniej niż dwa tygodnie przed majowym weekendem) i choć było trudno - udało się. Warto zadbać o to z większym wyprzedzeniem, bo od turystów we Lwowie roi się, przynajmniej w dnie majowe. W kilkunastu sprawdzanych miejscach mówiono po polsku, co sprawę ułatwia i zarazem odpowiada chyba częściowo na pytanie autora, ,,czy wogóle chcą u siebie turystów''. 2. Miejscowi, a więc w przeważającej liczbie Ukraińcy, okazywali powściągliwą (choć nie zawsze powściągliwą) życzliwość i na każdą próbę zagadnięcia w ich mowie ojczystej albo odpowiadali niezłą polszczyzną, albo sugerowali dogadywanie się metodą ,,każdy po swojemu'', co w przypadku zachodniego dialektu mowy ukraińskiej jest wyborem całkowicie bezpiecznym. Zdarzały się też przypadki, że byliśmy ściągani z ulicy przez - zda się - przypadkowego człowieka po to tylko, by obejrzeć za jego podpowiedzią jakąś polską pamiątkę (tak trafiliśmy do Kasyna Szlacheckiego, podobie udało nam się obejrzeć wnętrze budynku opery po godzinach). N.B. Nigdy nie wiązało się to z jakiegokolwiek rodzaju łapówką, wymuszeniem czy tp. 3. Lwów jest piękny pięknem wyjątkowym, bardzo swojskim (choć to wymaga jagiellońskiej idei swojskości), a przy tym bezwzględnie i obiektywnie najwyższej próby. I to połączenie przyciąga mnie do niego na tyle silnie, że żaden pogranicznik, żadna dziura w drodze ani obca trauma nie powstrzymają mnie przed kolejnymi wizytami. Z całego serca polecam podróże do Lwowa! Rafał Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JolaS Re: Spotkajmy się we Lwowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.08, 11:17 Gość portalu: turysta_we_Lwowie napisał(a): > .....prawdziwym nieporozumieniem jest dopiero Pańska > wypowiedź, która ma być może jakiś sens osobisty, ale aspiruje > raczej do rangi uogólnienia, na którą nie zasługuje. Tak się otóż > składa, że w maju 2008 roku spędziłem wraz z żoną niemal tydzień we Lwowie, pojechawszy tam ... przez wspominaną przez Pana > granicę, ... Otóż wypowiedź, do której się Pan, turyusto, tak krytycznie odnosi, może spokojnie być uogólnieniem, choć niekoniecznie generalizacją - może akurat Pan miał szczęście. Ja w zeszłym roku zaryzykowałam wyprawę w okolice Lwowa towarzysząc mojej niemal 80-letniej matce, która chciała odwiedzić swoje rodzinne strony. Z przyczyn organizacyjnych w tamtą stronę granice przekraczałyśmy pieszym przejściem Medyka-Szeginie, a z powrotem wracałyśmy tym samym przejsciem kursowym autobusem relacji Złoczów-Stalowa Wola. I było tak: > > Ad 1. hasło ,,koszmar na granicach'' > Przyjemnie nie było, ... Fakt. > ale mnie bynajmniej nie mniej przeszkadzał brak elementarnej > kultury osobistej u przekraczających granicę Polaków, ... Nie zauważyłam, w przeciwieństwie do chamstwa ukraińskich handlarzy i ukraińskich służb granicznych. Stada obładowanych tobołami Ukraińców pchały się do tej psiej budy, która udaje ukraiński posterunek celny, skutecznie odpychając od wejscia Polaków. Zwrócenie uwagi poskutkowało stekiem wyzwisk nie tylko ze strony tychże handlarzy, ale i ukraińskiego pogranicznika, który wyzywał nas od "polskie bydła", "świń" itp. A prośba o powściągnięcie jęzora wywołała bezprzykładny atak agresji i próbę pobicia starszej, bądź co bądź, kobiety. Podobnych ataków wściekłości doświadczyli młodzi ludzie z plecakami, którzy wybierali sie aż na Krym. W drodze powrotnej (przypominam - kursowy autobus) stałyśmy na granicy ponad 8 godzin i tylko uprzejmosci polskiego pogranicznika zawdzięczmy mozliwość przejścia do innego autobusu i zdążenia na połaczenie z Przemyśla, bo zanosiło się, że czekanie jeszcze potrwa. > Ad 2. hasło ,,warto zastanowić się czy warto aby ryzykować wyprawę > własnym samochodem'' > > Zastanawiać się oczywiście zawsze warto, a wręcz należy, więc > w części zgadzam się z autorem. ... Ja też w części, ale nie miałam się wtedy nad czym zastanawiać, bo samochód był w naprawie. > Ad. 3 hasło ,,Franciszek Józef'' > > Kawał z wodą tylko w określonych godzinach to kawał z brodą jak ta > u Franciszka Józefa. A ściślej: my akurat (zakwaterowani w hotelu) > nie mieliśmy z tym żadnego problemu, nie udało się nam więc > skonfrontować tego obowiązującego powszechnie poglądu > z rzeczywistością. A zatem można przynajmniej zgodzić się, że są > takie miejsca, w których woda jest bez przerwy, co warto > podkreślić dla równowagi oceny.... No cóż, miał Pan szczęście. Prawda wyglada jednak tak, że w znacznej części Lwowa dostęp do wody jest bardzo ograniczony (bywa tylko wczesnym rankiem i wieczorem), a całodobowy dostęp do wody to atut znacznie podnoszący cene mieszkań - sama widziałam oferty nowych apartamentowców (droższych wówczas niz w Warszawie), których atutem wysokopunktowanym była własnie woda. > 3. Lwów jest piękny pięknem wyjątkowym, bardzo swojskim (choć to > wymaga jagiellońskiej idei swojskości), a przy tym bezwzględnie > i obiektywnie najwyższej próby. I to połączenie przyciąga mnie do > niego na tyle silnie, że żaden pogranicznik, żadna dziura w drodze > ani obca trauma nie powstrzymają mnie przed kolejnymi wizytami. Gratuluję. Nie zamierzam zniechęcać Pana do kolejnych wizyt, ale proszę nie lukrować. Rzeczywistość i codzienność Lwowa to niestety coś innego, niż to, co Pan zobaczył okiem kilkudniowego turysty. Znam Lwów od dawna, chociaż nie bywam tam zbyt często. Widzę postępujące niszczenie wielu obiektów, zakłamywanie historii, zaburzanie ładu architektonicznego (choćby na tak chwalonym w artykule Prospekcie Swobody - dawniej Wały Hetmańskie, później Prospekt Lenina - koszmarek obiektu Ukrsocbanku naprzeciw hotelu Żorż). Owszem, dwa lata temu posprzątano nieco w śródmieściu z okazji 750-lecia Lwowa, połozono trochę dróg i chodników, odnowiono niektóre elewacje - ale np. tuż obok Opery straszą liszaje zagrzybionego, odpadającego tynku na Teatrze Dramatycznym. > Z całego serca polecam podróże do Lwowa! Ja też - masochistom. P.S. Swoją drogą zastanawiam się, jak słuzby graniczne zamierzaja obsłuzyc potencjalnych kibiców na Euro 2012. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bartek Re: Spotkajmy się we Lwowie IP: 167.202.222.* 29.08.08, 12:55 Ech.. Wszystko zależy jednak od nastawienia. A jednak, jak to zdaje się wspomniał już ktoś na tym forum, wielu Polaków żyje w przeświadczeniu, że Ukraina i Ukraińcy to totalna dzicz nie mająca światu nic do zaoferowania. Proponuję jednak postarać się wyjść poza sztywne ramy własnych światopoglądowych ograniczeń i spojrzeć na Ukrainę jako po prostu inny kraj z inną kulturą i mentalnością. Taka jest po prostu charakterystyka tamtych stron - czasem nie ma wody, a czasem droga nie jest jak stół. Ludzie za to wspaniali i życzliwi. Nie mogę się zgodzić z opinią, że tam się celowo doprowadza do ruiny rzeczy związane z Polską. Byłem niedawno w Kijowie i polecam rzut oka na budynek pod chimerami i jego historię. Osobom, które myślą o spędzeniu kilku dni na Ukrainie polecam jedno - pojechać i przekonać się na własnej skórze, czy taki klimat Wam odpowiada. Ja nie zamieniłbym go na żaden zachodnioeuropejski;-) Pozdrawiam wszystkich a szczególnie miłośników Ukrainy. Odpowiedz Link Zgłoś
patrickkolno Lwow zabierze turystow z Krakowa 27.08.08, 22:08 Nigdy we Lwowie nie bylem, tym niemniej marze od pewnego czasu aby tam sie wybrac. Zgadzam sie calkowicie z poprzednimi rozmowcami, albowiem mentalnosc ludzi z bylych Demoludow, czy z PRL-u czy ZSRR byla i jest taka sama. To widac w obecnie zawyzonych cenach w stolicy Centusow - Krakowie, i ich marnych uslugach. Ale tym niemniej zauwazylem na forach anglojezycznych ze zainteresowanie Lwowem bardzo ostatnio wzroslo. Jest to miasto duzo tansze od Krakowa, ma piekna architekture i historie, nawet jesli ulega ona zaklamaniu (polskosc Gdanska czy litewskosc Klajpedy sa ekiwalentne temu zjawisku - dla mnie Gdansk bardziej przypomina Londyn czy Amsterdam niz Warszawe)i mam przeczucie, ze to zainteresowanie bedzie roslo. Mlode pokolenia Polakow nie maja kompleksow ani nie ulegli doktrynizacji, jak starsze pokolenia, wiec niemieckosc Wroclawia im nie przeszkadza. A powojenna historia Wroclawia jest zwiazana z Polska i miejmy nadzieje, ze ta polsko-niemiecka historia tego miasta pozytywnie na nie wplynie. A Ukraina jest jeszcze daleko od Polski i trudno od nich wymagac, aby to zaklamanie tak zniknelo od razu. Mnie spotkala kiedys smieszna przygoda na 7th St na Manhattanie w NYC, gdzie mieszkaja glownie Polacy i Ukraincy. Byl festiwal ukrainski. Ktos sprzedawal obrazy i rozpoznalem panorame "Lwowa". Poprawiono mnie mowiac, ze to Lviv a Polacy okupowali to miasto i ze jest jak Paryz i czesto kreca tam filmy. Takie kompleksy z czasow komuny, bo do Paryza to mu napewno daleko. Pozdrawiam wszystkich milosnikow Lwowa, Lemberga i Lviva :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: defenestrator Re: Lwow zabierze turystow z Krakowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.08, 23:19 Byłem we Lwowie dotychczas trzy razy i muszę powiedzieć jedno: to miasto ma jakiś magnes w sobie, to jedno z tych miejsc do których chce się wracać, niezależnie od trudnego dojazdu czy fatalnych warunków w hotelu "Lwów". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tomek69 Spotkajmy się we Lwowie IP: *.master.pl 27.08.08, 23:51 Może i jest dużo prawdy w tym co wypisują moi poprzednicy , ale trzy dni temu wróciłem z Lwowa i wrażenia mam nie do opisania. Panujący wszędzie spokój, mili ludzie, brak 'buraków' na ulicach to jest to czego w Polsce już nie ma. Atmosfery panującej na rynku nie zaznasz nigdzie u nas, Kraków się chowa po prostu. Kłopoty na granicy? Przekraczajcie ją w Hrebennem, tam chyba najłatwiej, więcej kłopotów sprawiają polscy celnicy niż ukraińscy, choć urzędasy z nich nieprzeciętni. Owszem drogi w samym mieście są koszmarne ale pomału zaczynają je remontować. Poza tym poza Lwowem w kierunku Kijowa i do granicy z Węgrami są piękne autostrady. Styl jazdy Lwowiaków to coś do czego trzeba się po prostu przyzwyczaić. Całość polega bardziej na uprzejmości niż na chamstwu na drogach jakie panuje w Polsce. Nie zdziwię się jak za 5 lat cała turystyka odwiedzająca Polskę przeniesie się na Ukrainę. Wszystko tam raczkuje, ale raczkuje wielkimi krokami do przodu. Odpowiedz Link Zgłoś
krylos.com Spotkajmy się we Lwowie 28.08.08, 00:10 Ładny tekst, nawet mało typowego dziennikarskiego sentymentalizmu i dyletanctwa. I komentarze do rzeczy, cud jakiś! :) Mieszkam od paru lat we Lwowie i rzeczywiście sytuacja się polepsza, co nie znaczy, że można go już porównywać z takim Wrocławiem - to nadal niebo i ziemia. Tylko ceny się zrównują, szczególnie noclegów. Zapraszam serdecznie do Lwowa, byle nie w polskie długie weekendy. Odpowiedz Link Zgłoś
tepisarek Spotkajmy się we Lwowie 28.08.08, 16:37 "Wrocławianie powinni...swoich ziomków, Szolc-Wolfowiczów" To znaczy Niemców, bo Polacy nie nazywali sie raczej Szolc, ani nie byli z tatusia Wolfa.Naprawdę jest Pan pewien, że jak ktoś pochodzi z Wrocławia, to ma ziomków Niemców? Mieszkam we Wrocławiu od chwili przegonienia stąd Niemców i wiem na pewno, że to nieprawda. Gorzej: Wrocław za Niemców był najbardziej polakożerczym miastem w Niemczech. We Lwowie Ukraińcy, we Wrocławiu znów Niemcy...czas umierać. Odpowiedz Link Zgłoś
heraldek Opuscmy ten Wroclaw i spotkajmy się we Lwowie 28.08.08, 23:44 ...ja to mowie od czasu zakonczenia wojny.... We Wroclawiu- Breslau bedzie czysciej..... Odpowiedz Link Zgłoś
kazimierzp A ja tam będę jeździć!!! 30.08.08, 17:57 W zeszłum roku wraz z bratem pojechalismy w podróż sentymentalną-rodzinną, śladami naszej rodziny. Zrobiliśmy po zachodniej Ukrainie około 2000 km (samochodem Tico - nikt na niego nie zwracał uwagi, a wszędzie dojechał!;-). Mielismy przegląd wielu miejsc i stwierdzilismy, że każde z nich jest warte uwagi! Brody - bardzo zaniedbane miasteczko, ale sklepy nieźle zaopatrzone. Hotel nie najtańszy, ale o bardzo dobrym standardzie i ze strzeżonym parkingiem. Berdyczów - miasto raczej wybudowane na nowo, ale zachowały się: Kalsztor karmelitów, Kościół św. Barbary gdzie Balzac brał slub z panią Hańską, bardzo ciekawy cmentarz żydowski z ohelem słynnego cadyka. Spalismy u znajomych więc o hotelach trudno pisać; Żmerynka koło Winnicy (miejsce urodzenia się w 1900 roku naszej Babci). Z przekazów rodzinnych miała to być wiocha, a jest to piekne miasteczko ze wspaniałym dworcem kolejowym powstałym w XIX wieku. Kamieniec Podolski - tu nalezy być! Wspaniała twierdza, miasto okolone potęznym parowem rzeki Zbrucz. Mysmy spali w małej miejscowości przed Kamieńcem (hotelik tani ale baaardzo socjalistyczny!) ale w samym Kamieńcu są rózne możliwości noclegowe (między innymi u zakonników); Kołomyja - fajne miasteczko, z ciekawą architekturą. Zaskakujące formą muzeum pisanki (w kształcie jajka). Spalismy w hotelu pamiętającym czasy sowieckie i o podobnych obyczajach!) Otynia - Uhorniki - Miejscowość w której urodził się nasz ojciec. Obejrzelismy dom dziadków - jeszcze dzisiaj sprawia wrażenie nowego! Sptkalismy ukraińca który pamietał naszego dziadka! Stwierdził, że był to twardy Polak, nie chciał tu zostac i wyjechał do polski! Stanisławów (Iwano Frankowsk) - Miasto o nowoczesnym, bardzo zadbanym centrum. Wygląda bardzo zachęcająco. Bylismy jedynie przejazdem więc dalekich (baardzo) krewnych nie odwiedziliśmy); Stryj - Małe żydowskie miasteczko (tyle, że Żydów tu nie ma). Ma wiele uroku. Hotel "gwiazdkowy" więc nie tani, ale komfortowy. Lwów - jestem zauroczony tym miastem. Byłem wielokrotnie w Krakowie, pierwszy raz we Lwowie. Lwów to była metropolia, Kraków niekoniecznie. Teraz jest odwrotnie, ale... Za parę lat Lwów bedzie miejscem do którego będzie się jeździło jak do Pragi czeskiej! Zabytki wspaniałe, urocze zakątki. Trochę nachalnych "pomagających" ale można się opędzić! Ceny niesamowicie zróznicowane. Piwo w lokalu przy rynku dużo droższe niż we Worcławiu, ale juz w ogródku piwnym na środku placu tanie, a dobre! Warty obejrzenia skansen we Lwowie. Wpaniałe budownictwo drewniane. Musielismy wczesniej wyjechac więc skrócilismy pobyt. Niestety oczekiwanie na granicy na przejazd był straszny: 27 godzin! Nie dajemy łapówek więc kwitlismy! Ogólnie drogi na trasach tranzytowych dobre i bardzo dobre. Lokalne miejscami straszne - widać jednak że się je przebudowuje. Sieć stacji benzynowych bardzo dobra. Trzeba wiedzieć, że na stacjach nalezy najpierw zapłacić za paliwo i leje się tyle ile się zapłaciło. Nie da rady "do pełna" a później płacić! W październiku tego roku wybieram się na Ukraine ponownie. Tym razem objadę trochę więcej bo aż do Charkowa, Ługańska, Doniecka, poprzez Berdyczów, Kamieniec i Lwów!. Tam wszędzie odwiedzę tych co gościłem w Polsce, ale to już temat na zupełnie inne opowiadanie! Odpowiedz Link Zgłoś