Dodaj do ulubionych

Kelnerzy nie wypuszczają much na zapleczu

    • ararat1 NIE MAM WYDAC 29.10.08, 15:02
      uwazam, ze autor/autorka tekstu powinna zmienic zawod.
      wszyscy zdajemy sobie sprawe, ze ten zawod jest bardzo ciezki, ale
      trzeba miec do niego predyspozycje. przede wszystkim uzbroic sie w
      cierpliowosc i przywdziac maske uprzejmej obojetnosci.
      natomiast klient ma prawo wymagac rzetelnej obslugi, bo przeciez za
      to placi. i chociaz z perspektywy kelnerki/ra jest to juz setne
      zlecenie, to z punktu widzenia klienta jest to indywidualny
      przypadek obslugi i klient nie ma ochoty poczuc sie jak setny klient
      gastronomicznej tasmy produkcyjnej. sam pracuje w call center i
      mimo, ze praca i klienci bywaja upierdliwi, staram sie rzetelnie
      wykonywac swoje obowiazki i nie traktowac ich "po lebkach".
      Chce poruszyc jeszcze jeden problem: w Warszawie wielokrotnie
      spotkalem sie z zachowaniem kelnerow typu: piwo za 8 zeta, daje
      dycha, a kelner na to - nie mam wydac.
      Rozsadna odpowiedz: - to niech pan/pani idzie rozmienic, zamiast
      bezczelnie naciagac mnie na napiwek.
      Przypuszczalnie racja lezy po obu stronach, natomiast jeszcze raz:
      autorowi/autorce artykulu radze zmienic prace.
    • agalond Polska kelnerka - miks dziwki i żebraka 29.10.08, 15:05
      Wszystkim: "Przepraszam, ze bywam glodny" i "Kelner me laski nie
      robi" proponuje podjac prace kelnera na ... wystarczy jedno ruchliwe
      popolundnie, we wziétej restauracji sredniej klasy. 2 godziny w
      czasie pory obiadowej albo sobotni wieczór.
      COFNIECIE KAZDE ZLE SLOWO POD ADRESEM AUTORKI ARTYKULU I WRÓCICIE NA
      KOLANACH Z PRZEPROSINAMI NA USTACH.
      Pracowalam jako kelnerka przez dwa lata w czasie studiów. Gdybym nie
      rzucila kelnerowania pewnie pisalabym tego meila z wariatkowa!

      Oczywiscie, mili i wyrozumiali, szczodrzy klienci zdarzaja sie
      równiez, ale to wyjatki potwierdzajace regulé, ze reszta to
      niekulturalne bydlo!

      • mahoniowawiedzma agalond 29.10.08, 15:27
        odsyłam do mojej wypowiedzi. w zawodzie 3 lata. nie zamierzam wracać na kolanach
        za to co napisałam. nie zamierzam też spokojnie przyglądąć się jak
        pseudokelnerzy plują na gości restauracji, dzięki którym mają pracę. poczytaj
        sobie moją wypowiedź parę postów wyżej i potem podyskutujemy.
      • mala.emancypantka Re: Polska kelnerka - miks dziwki i żebraka 29.10.08, 17:27
        Co za idiotyczne podejscie!
        praca jako kelner/kelnerka to nie zaden obowiazek!
        jak sie nie podoba, nie pracujcie.
        albo pojedzcie i zobaczcie jak pracuje sie za granica - wrocicie do Polski i do nas na kleczkach :P
    • Gość: majki Polska to kelnerski paradoks IP: 62.189.217.* 29.10.08, 15:08
      Z jednej strony rozumiem autorkę artykułu - sam pracowałem jako
      kelner w knajpie w Sopocie i spotkałem sie chyba ze wszystkimi
      opisanymi przypadkam. I z niejednym dużo gorszym - bo chyba nigdzie
      nie widziałem gorszej klienteli niż turyści w lecie w nadmorskiej
      miejscowości...
      Według mnie problem polega na tym, że Polacy w zaściankowy sposób
      zbudowali u siebie kulture restauracyjną. Z jednej strony mało jest
      osób, które odwiedzają klasowe restauracje, więc nie mieli gdzie
      nauczyć się prawdziwej kultury. Utarte powiedzenie że "klient ma
      zawsze rację" niektórzy biorą zbyt dosłownie i myślą, że jak wydają
      50pln na posiłek dla 2 osób w średniej restauracji, to w jakiś
      sposób ich to nobilituje, i mogą się zachowywać w chamski sposób.
      Z drugiej strony tak na prawdę to w Polsce trudno znaleźć klasowych
      kelnerów. Zawód kelnera był w naszym kraju zawsze kiepsko
      postrzegany i kiepsko opłacany. Kto by chciał pracować jako kelner
      całe życie? Kto utrzyma z tego rodzinę? Nikt. Dlatego też i kelnerom
      nie zależy na tym, żeby sie doskonalić i dać klientom poznać, że
      jest się dobrym kelnerem. Tym bardziej że i tak niewielu klientów to
      doceni. Za granicą, w Hiszpanii, Francji czy Meksyku widziałem
      kelnerów z prawdziwego zdarzenia, na których aż miło popatrzeć jak
      pracują. W Polsce takich kelnerów widziałem góra 5 razy.
      To co mnie ostatnio w Polsce wkurza, to roszczeniowa postawa
      kelnerów co do napiwków. W wielu krajach napiwek to sprawa ustalona
      z góry od lat, jak coperto we Włoszech. Kiedy pracowałem w kanjpie
      nie zawsze dostawałem napiwki - jak już coś wpadło, to czułem się
      doceniony. Teraz kiedy siadam w knajpie na jedno piwo czy kawe, i
      nie dam conajmniej 10% napiwku to kelner/kelnerka potrafi spojrzeć
      krzywo albo wręcz domagać się napiwku, za minimum wysiłku.
      Czasem wydaje mi się że każdy powinien przepracować miesiąc jako
      kelner, recepcjonista itp. Po takim doświadczeniu od razu docenia
      się dobrą, miłą obsługę i wszystkim żyje się łatwiej.
    • Gość: LubięDobrzeZjeść Ech, Proszę Panią :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.08, 15:15
      Co do sztućców - podstawy savoir vivre się kłaniają :P. Mnie w domu
      uczono, że w restauracji po skończonym posiłku układa się sztućce na
      talerzu równolegle do siebie...ale OK, nie czepiam się.
      Dość często jadam z moją lepszą połową w restauracjach - nie
      dlatego, że jesteśmy WYMAGAJĄCYMI, ZAKOMPLEKSIONYMI OBCO-LUB-NIE-
      KRAJOWCAMI, LAPTOP-FREAKAMI,NIEDZIELO-ŻYCIOZATRUWACZAMI, poprostu
      często kończymy pracę tak późno i jesteśmy tak wyczerpani zmaganiem
      się z firmową rzeczywistością, że nie mamy ochoty ślęczeć w kuchni.
      W takim momencie miło jest zjeść coś dobrego w sprawdzonym miejscu
      (i nie mówię tu o barach mlecznych). Nigdy nie pozwoliłem sobie na
      chamstwo w stosunku do kelnerki (/kelnera), cenię sobie pracę każdej
      osoby (sam po studiach pracowałem na wyspach jako barman). Z
      napiwkami jest różnie, staram się coś wrzucić dodatkowo, czasem nie
      mam bo płacę kartą (sorry - nie wiedziałem, że można zapłacić
      napiwek kartą - następnym razem o tym pomyślę), czasem nie mam, bo
      nie mam - jestem takim samym zaoranym człowiekiem jak obsługujący
      mnie kelnerzy, nikogo nie traktuję z wyższością, co więcej mam
      sentyment do eleganckich ludzi przynoszących mi jedzonko... i tutaj
      mój ból... gdyż... to ja czasem czuję się niefajnie w restauracji
      dzięki obsłudze, wielokrotnie to ja się uśmiecham do kelnerki, która
      wszystko robi na opak z ciężkim fochem i w zwolnionym tępie (i nie
      mówię tu o godzinie 00.00 w knajpie, w której 15 zajętych stolików
      przypada na kelnerkę). Z artyjkułu wynika, że kelner to niedoceniony
      HEROS, zapracowany inteligent patrzący z wyższością na świnie, które
      nie dość, że są dla niego licznymi wrzodami na zadzie to jeszcze nie
      dają z własniej woli kasy ekstra. Pani Autorko - robi Pani krzywdę
      koleżankom i kolegom po fachu. Brak obiektywizmu ziejący z Pani
      artykułu dotknie każdego normalnego klienta restauracji. Nie
      przeczę, że w tłumie codziennych gości pewną część stanowią ludzie,
      których opisuje Pani jako bandę nieokrzesanych rządaczy i
      niezdecydowanych gaduł, cały problem w tym, że oni prawdopodobnie
      nie przeczytali, nie czytają i nie przeczytają tego artykułu. W
      sumie to jednak sam tracę pewność, do której grupy się zaliczam... w
      końcu ja też nie krzyżuję sztućców i lubię pogadać o jedzeniu,
      staram się też zawsze zagaić, ale być może z tego powodu też
      jestem "spalony". Ech
      • mahoniowawiedzma LubięDobrzeZjeść 29.10.08, 15:35
        też uważam, że ten śmieszny artykuł krzywdzi ludzi prasujących w tej branży.
        napisałam na ten temat tutaj mały elaborat:-) uwierz, nie wszyscy kelnerzy tak
        myślą.
    • you_look_adopted Kelnerzy nie wypuszczają much na zapleczu 29.10.08, 15:34
      Łobodzińska znajdź Ty sobie faceta. Albo zmień aktualnego. Albo kup wibrator.
      Albo persen. Cokolwiek.
      Dawno nie czytałam czegoś równie durnego.
    • Gość: manini Kelnerzy nie wypuszczają much na zapleczu IP: *.opera-mini.net 29.10.08, 15:42
    • Gość: Siuslonskee Kelnerzy nie wypuszczają much na zapleczu IP: 212.160.172.* 29.10.08, 15:46
      Jak sobie poscielesz tak sie wyspisz kotku, jak widzisz, ze
      pracodawca wymaga od ciebie wiekszego poswiecenia niz uzyskujesz
      wynagrodzenia, mowisz "NARA" i zmieniasz miejsce pracy, proste, nikt
      nikogo pod pistoletem nie trzyma, obecnie na rynku jest wiele ofert
      pracy przystosowanej wlasnie dla studentow (makdonaldy, akwizycja w
      telekomunie, orange, itd. itp.), malo to dumne posady, ale wygode i
      place mozna trafic zaspokajajaca, wystarczy wiedziec czego sie chce
      i ku temu zmierzac, a nie wbijac sobie do glowy "jest ciezko ale nie
      mam wyjscia", potem narzekac na kazdy drobny szczegol swojej pracy,
      jakby jako jedyna byla meczaca i wymagajaca, biedne raczki
      spracowane od noszenia talerzy, pomysl o stoczniowcach, pracownikach
      magazynow (sam takim bylem i nie narzekalem mimo przerzucania
      dziennie kilku ton kartonow), w obliczu takiego wszechogarniajacego
      pracodawczego syfu narzekanie na posade kelnera to jak sikanie do
      oceanu szczyn.
    • Gość: gitz Re: Kelnerzy nie wypuszczają much na zapleczu IP: 217.153.8.* 29.10.08, 15:48
      W PL napiwki też są opodatkowane, a to że tej Pani nie przyszło to głowy jest
      najlepszym dowodem jej podejścia do zycia. Wymagamy od wszystkich tylko nie od
      siebie.
    • Gość: katamaran Kelnerzy nie wypuszczają much na zapleczu IP: 170.54.160.* 29.10.08, 15:53
      Nie pracowalem jako kelner, ale pracowalem jako dostarczyciel pizzy, za co
      dostawalem 5zl/h (slownie: pięć złotych za godzine).
      I tez trafiali sie rozni klienci. Oczywiscie wszelkie skargi dotyczace jakosci
      pizzy spadaly na mnie. Nikogo nie interesowalo, ze o 16 przejazd przez miasto
      zajmuje dwa razy dluzej niz o 20.00. A napiwki? Rzadko i nad wyraz skape, ale
      czlowiek cieszyl sie z kazdych 50 gr. Raz(!) zdarzylo sie ze dostalem 10 zl
      napiwku przy zamowieniu wartym okolo 100 zl. Mimo to z pracy bylem zadowolony.
      Nigdy nie oczekiwalem napiwkow, a jak byly to sie cieszylem. Nie uwazam, ze to
      obowiazek klienta dac napiwek. Z artykulu wynika, ze jak ktos jest kelnerem to
      napiwek nalezy sie i basta. Dlaczego akurat kelnerom? Jak to sie mowi punkt
      widzenia zalezy od tego gdzie sie dupe posadzi... Rownie dobrze moznaby
      wprowadzic obowiazkowe napiwki dla:
      - listonoszy i kurierow(w wysokosci 15 % wartosci przesylki)
      - fryzjerow
      - dostarczycieli pizzy (koniecznie!)
      - kasjerow na stacjach benzynowych (najlepiej od razu wliczyc w cene benzyny)
      - kontrolerow biletow (mozna wliczyc w cene blietu)
      - urzednikow - w formie dodatkowych znaczkow skarbowych

      Powiem tak - szczerze wkurzyl mnie ten list. Przestane dawac napiwki w ogole (do
      tej pory zawsze zostawialem ok 5-10%, pare razy zdarzylo sie nawet 30% jak nie
      mialem drobnych).
      Gratuluje autorce.
    • tierralatina zmanierowana ksiezniczka, nie kelnerka 29.10.08, 16:42
      Zmanierowana ksiezniczka wybija sie z tego tekstu. Nic dziwnego, ze
      jest zle traktowana.
      Sam troche w zyciu pracowalem jako kelner/barman, kierowalem tez
      praca kelnerow/barmanow. Taka paniusie odprawilbym do domu. Jak ktos
      nie lubi ludzi, nie lubi kontaktu z nimi i tylko mysli o napiwkach to
      naprawde powinien poszukac innego zajecia.

      I nie jest tez prawda, ze na Zachodzie jest norma zostawianie
      napiwkow. Sa kraje gdzie kelnerzy maja godziwa pensje i napiwek jest
      wyjatkiem. Gdy naprawde zostalo sie szybko i milo obsluzonym, gdy
      jedzenie bylo bardzo dobre.
      A gdy kelnerka byla naburmuszona, czy kotlet zbyt slony to musialbym
      upasc na glowe zostawiajac nawet 5 groszy napiwku.
    • Gość: micky Kelnerzy nie wypuszczają much na zapleczu IP: *.upc-i.chello.nl 29.10.08, 17:05
      Przykro (wnioskujac po kometarzach) niestety, ze zwana kultura osobista jest nam obca, zarowno w lokalach gastronomicznych, jak i w zwyczajnej dyskusji na forum...I ze wyrazanie jakiejkolwiek opinii musi byc odrazu okraszone ocena i pouczaniem...przykrosc
    • magic_gazeta Polska kelnerka - miks dziwki i żebraka 29.10.08, 17:11
      5 lat w zawodzie? I taka informacja - cytuje: 'Kelner nie może zabrać nic,
      jeśli sztućce nie są skrzyżowane na środku talerza'. Czy to oznacza ze jak sa
      skrzyzowane to kelner moze?

      Polecam zasady savoir-vivre przy stole. Aby nie trzeba bylo szukac -
      podpowiem: sztucce na godzine 5 - koniec posilku; sztuce skrzyzowane - drobna
      przerwa w posilku, albo poprosze dokladke.

      Wstyd.
      • Gość: gv Re: Polska kelnerka - miks dziwki i żebraka IP: *.cable.net-inotel.pl 27.01.12, 15:34
        :)
    • gacus Polska kelnerka - miks dziwki i żebraka 29.10.08, 17:14
      W sumei autorka powinna zmienić pracę skoro jej nie pasuje ;-)

      Z drugiej strony praca z ludźmi jest wyjatkowo ciężka. Znam to z
      autopsji na przykłądzie choćby konduktora w PKP. Otóż konduktor jest
      winny wszystkiemu- począwszy od popsutej lokomotywy a skończywszy
      na zamieci śnieżnej. I top słynne burackie- płacę- wymagam!
      Dopók ludzie będą dla siebie wredni dopóty standard usług nigdy sie
      nie poprawi.
      • tymon99 Re: Polska kelnerka - miks dziwki i żebraka 29.10.08, 23:27
        lokomotywa się popsuła? to nie my, to pkp cargo
        prądu nie ma? to nie my, to pkp energetyka
        ograniczenie prędkości do 5 km/h? to nie my, to plk
    • Gość: zorientowany Kelnerzy nie wypuszczają much na zapleczu IP: *.gotadsl.co.uk 29.10.08, 17:15
      Hm wiecie pracowalem w tym zawodzie i w Polsce i w Anglii.
      Dziewczyna ma racje w Polsce ta praca to koszmar. Natomiast w Anglii
      przyjemnosc.
      Dlaczego? Proste Polacy wogole nie posiadaja kultury osobistej. Jest
      to kraj chamow i prostakow. A do tego gdy widza nad kims przewage to
      uwielbiaja sie troszke poznecac psychicznie.Tak wyglada ich stosunek
      do kelnera. Bo dlaczego nie? skoro on byl gnebiony przez swego szefa.
      Tak sfoje frustracje osobiste lubia przelac na innych.
      I niestety taki klient to jakies 75%.
    • Gość: ichi51e Re: Kelnerzy nie wypuszczają much na zapleczu IP: *.acn.waw.pl 29.10.08, 17:20
      Ku pamieci: Wroclaw, Rynek, Aleksandra... trzeba unikac...
    • Gość: grupis Kelnerzy nie wypuszczają much na zapleczu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 17:22
      Pracowałam w wakacje jako kelnerka i trudno sie nie zgodzić z autorką tego
      listu. Jest jednak druga strona medalu: podjęłam tę pracę dlatego, że to JA ją
      wybrałam. Uwielbiam kontakty z ludźmi, 'zagadywanie', uśmiech. Cechuje mnie
      niespotykana ciekawość świata i drugiego człowieka. Długo wybierałam restaurację
      w której chciałabym pracować. 'Padło' na taką, w której lubiłam siedzieć jako
      klientka. Wiedziałam, że jest smacznie, miło i w miarę profesjonalnie. Wybór
      miejsca pracy tez odegrał znaczącą rolę.
      Atmosferę w restauracji tworzy przede wszystkim obsługa i jeśli między nimi
      wszystko gra, klienci są zadowoleni. Jeśli kelnerki nie potrafią dogadać się
      między sobą cierpi klient, bo nie dostał tego, co chciał. Uwaga do gości
      restauracji: jeśli jedna kelnerka obsługuje wasz stolik, to czy naprawdę tak
      trudno zapamiętać jak wygląda i zamówienia składać tylko u niej? Zaczepianie
      mnie na środku sali i mówienie, że do tego dania mają być jednak ziemniaki,
      podczas gdy ja nie mam pojęcia do jakiego dania, jest trochę nie na miejscu. Ten
      zawód wymaga dużo pokory, cierpliwości i uśmiechu. Jeśli nie masz tych cech w
      sobie to idź do innej pracy! Nigdy nie zdarzyło mi się potraktować niegrzecznie
      klienta. Po prostu jestem niekonfliktowa w życiu ;) I nigdy nie zdarzyło mi się
      zostać potraktowaną nie tak, jak na to zasługuje będąc człowiekiem. Ile dajesz,
      tyle odbierasz. Nic więcej. Napiwki i reszta. Rano nigdy nie miałam jak wydać.
      Doszło to tego, że zawsze miałam swoje 50 zł w drobnych i to mnie ratowało. Szef
      nie zostawiał nam kasy na wydawanie. Więc to szukanie drobnych naprawdę nie
      zawsze jest wyłudzeniem napiwku. O godz. 20 już jest. Napiwki - kiedy je
      dostawałam, czułam się zażenowana. Nigdy nie wyłudziłam napiwku, wręcz
      przeciwnie, gdy napiwku nie dostałam nie pomstowałam na klientów, ale
      zastanawiałam się co źle zrobiłam podczas obsługi. Aby więcej nie popełnić tego
      błędu. Niebawem szukam następnej pracy: tez w zawodzie. Strasznie brakuje mi
      kontaktów z klientami. Pozdrawiam kelnerów (choć jestem raczej podawaczką - uczę
      się), którzy kochają swoją pracę.
    • Gość: niedzielny Kelnerzy nie wypuszczają much na zapleczu IP: 189.146.128.* 29.10.08, 17:31
      poplacz sie emo
    • Gość: sams Kelnerzy nie wypuszczają much na zapleczu IP: *.chello.pl 29.10.08, 17:53
      W kontekscie knajpy używa się raczej słowa gośc, a nie klient. Autorka natomiast
      powtarza klient w kółko.
    • Gość: M. Dlaczego kelner nie dostaje napiwku? IP: *.acn.waw.pl 29.10.08, 18:21
      Jak się zabiera klientowi talerz, na którym są skrzyżowane sztućce, to nic
      dziwnego, że nie się dostaje napiwku.
    • marekrotfl Polska kelnerka - miks dziwki i żebraka 29.10.08, 19:12
      z mojego punktu widzenia jest t artykuł, który trafia w samo sedno... jestem
      kelnerem już jakiś czas i jest to idealna forma dorobienia do studiów...to
      wszystko co jest tu opisane powinno trafić przed wejściem do restauracji do
      każdego kto ma zamiar wejść i zjeść...powinien się z tym wszystkim obeznać,
      skończyłyby się te wszystkie głupie pytania, pretensje itd =] artykuł świetny
      i trafia w 100%
    • Gość: kelner-emeryt :) Ja jestem Pan Klient... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.08, 19:33
      Po lekturze artykułu nie obyło się bez przejrzenia komentarzy - siła
      ich :), na wszystkie czasu brak. Zdecydowanie przychylam się do
      opinii, czy to aprobujących czy negujących treść artykułu, ale
      pisanych przez ludzi związanych z "horecą" zawodowo - reszta to
      laickie dywagacje. Moje sześć lat w branży gastronomicznej to był
      zdecydowanie wystarczający staż by powiedzieć sobie dość.
      A przez ten czas zdążyłem poznać kilka odmian gastronomii:

      tą "pseudo gastronomię" - te małe restauracyjki otwierane przez
      napalonych na mega zysk nadzianych prywaciarzy gdzie latasz przez
      16h na dobę jak wariat za minimalną stawkę ( jizas! jak sobie
      przypomnę jak dokładaliśmy - kelnerzy, do każego remanentu...) bez
      jakiejkolwiek umowy regulującej Twój stosunek pracy...

      przez hotelowe restauracje ( duże sieciowe hotele ) - doskonale
      wyposażone, czyste, unormowany czas pracy, umowa!!!, w miarę dobre
      pieniądze, wszystko byłoby dobrze ale ludzie!!! czy widzieliści
      kiedyś 350 osób ( hotel ma np ok 200 pokoi) walczących o jedzenie na
      bufecie śniadaniowym... a po burzy przysłowiowa "pyta", "plaża"
      etc. - jednym słowem żywego ducha....

      po, moim zdaniem, tą właściwą, a przynajmniej powoli zmierzająca w
      dobrą stronę gastronomię - gdzie Człowiek z głową i oczywiście
      pieniędzmi, przyjmuje Gości jak u siebie w domu... Restauracje gdzie
      kilku kelnerów opiekuje się jednym stołem, gdzie personel jest
      dobrze zgrany, gdzie płaca jest godziwa i kelner nie musi robić
      kocich oczu podając etui z rachunkiem - uwierzcie mi są takie
      miejsca i tacy pracodawcy, ale też niestety by w nich znaleźć
      miejsce dla siebie bycie kelnerem to niestety za mało - znajomość
      zagadnień kulinarnych, minimalna wiedza sommelierska... to początek
      drogi by wkomponować się w etykietę takiego miejsca.

      Na koniec jeszcze o napiwkach, bo to wciąż gorący temat - "jaki tip
      taki kelner" - i od zburaczałego chama można tipa dostać, trzeba
      tylko wiedzieć jak go podejść...

      PS do jednego ze zdań artykułu - sztućce skrzyżowane na talerzu jak
      najbardziej informują nas, iż Goście jeszcze nie skończyli,
      natomiast sztućce złożone na talerzu obok siebie to wyraźny znak
      końca spożywania...
    • Gość: ad 15 centów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.08, 20:17
      W czasach, gdy deser lodowy kosztował o wiele mniej niż dzisiaj, dziesięcioletni
      chłopiec wszedł do hotelowej kawiarenki i usiadł przy stoliku. Kelnerka
      postawiła przed nim szklankę wody.
      — He kosztuje deser lodowy? - spytało dziecko.
      — Pięćdziesiąt centów - odpowiedziała kelnerka. Chłopiec wyjął rękę z kieszeni i
      uważnie przeliczył zgromadzone w niej monety.
      — A ile kosztują zwykłe lody bez dodatków?
      Kelnerka niecierpliwiła się, bo kilku klientów czekało właśnie na wolny stolik
      — Trzydzieści pięć centów — rzuciła obcesowo.
      Chłopiec przeliczył monety raz jeszcze.
      — W takim razie wezmę zwykłe lody - zdecydował.
      Kelnerka przyniosła deser, położyła rachunek na stoliku i odeszła. Chłopiec
      zjadł lody, zapłacił za nie przy kasie i wyszedł. Kiedy kobieta podeszła do
      stolika, by zabrać brudne naczynia, zaniemówiła ze zdumienia. Tuż obok pustego
      pucharka leżały starannie ułożone monety: dwie pięciocentówki i pięć
      jednocentówek -jej napiwek.

      • Gość: Uzo Re: 15 centów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 20:29
        piękne, zaniemówiłem :)
    • Gość: ChiTownUSA rodacy w Polsce traktuja kelnerki jak szmaty IP: *.hsd1.il.comcast.net 29.10.08, 20:32
      Polska chamiornia nie nauczyla sie niczego przez te 20 lat od komuny
      i jeszcze bardziej schamiala, zprymitywniala i sprosciala. Mieszkam
      za granica i co roku przyjezdzam do Polski.

      Nie dosc ze te wszystkie polskie biznesmany zasrane nie daja nmikomu
      napiwkow, to jeszcze mnie opieprzali i dwrili ze mnie co rku i drwia
      ze ja jestem frajer i daje napiwek: "Przeciez ona tu zarabia".
      Polacy to sa chany w knajpach wobec obsklugo wobec kelnerow wobec
      wszystkich - bo on burak wielki klient jest.

      Polacy sa chamami i patrza na innych z gory.

      Moja meska duma nie pozwolilaby mi nigdy nie dac napiwku kelnerce
      czy kelnerowi w wysopkosci przynajmniej 20% a czasem nawet wiecej.
      Spalilbym sie ze wstydu chyba. Ale polska chamiornia w Polsce wstydu
      nie ma tylko jest prymitywna podla chamiornia - pogardliwa banda
      gnoi i tyle. Wielkie pany ternty szmendy, bmki i inne bajery, iphony
      i wszystko na pokaz a w srodku mozg chlopa od gnoju. Tak mysle o
      polskich samcach i samicach co nie daja napiwku nigdy. 100 lat do
      tylu.
      • Gość: Nimrod 7 Re: rodacy w Polsce traktuja kelnerki jak szmaty IP: *.sta.tvknaszapraca.pl 29.10.08, 21:12
        Pięknie powiedziane, jeden z nie wielu myślących na tym forum.
        Szczerze i bez ironii gratuluje postawy.. Fakty, Polacy to buraki -
        już 50lat temu zauważył to celnie Gombrowicz, a teraz to już w ogóle
        masowe zgorszenie skrzyżowane z chamieniem.
      • Gość: mr Re: rodacy w Polsce traktuja kelnerki jak szmaty IP: *.lanet.net.pl 01.11.08, 18:40
        srodku mozg chlopa od gnoju. Tak mysle o
        > polskich samcach i samicach co nie daja napiwku nigdy. 100 lat do
        > tylu.

        Uwielbiam takie teksty Polaków (tak ty jesteś Polakiem), co to tylko
        wyjechali gdzieś i dalej sobie poprawiać sobie samopoczucnie kosztem
        rodaków i leczyś swoje frustracje.
        Mam prosbę - nie przyjeżdzaj to co roku, po co ci jeżdzić do tego
        gnoju i chamstwa.
        Normalnie, przypomina się stary film - "a w Ameryce wszystko lepsze,
        ladniejsze, wieksze...
        Kurcze, to się nigdy nie zmieni.
        • Gość: Nimrod 7 Re: rodacy w Polsce traktuja kelnerki jak szmaty IP: *.sta.tvknaszapraca.pl 01.11.08, 18:48
          Wiesz, ja wcale nie wyjechałem z Polski a mam podobne odczucia co
          osoba którą skomentowałeś. Ale też i nie wyjadę, bo nie wierzę w
          mity US szczęściu. A podobne sarmacko-krytyczne opinie o Polakach
          miał też i Gombrowicz (dlatego też i młodzeż z Wszechchłopców go
          nie lubiła)
    • Gość: Ola Brawo! IP: *.ksi-system.net 29.10.08, 21:01
      również jestem kelnerką z półrocznym stażem, pracuje w dużym cafe
      barze i mimo to że jestem z innego miasta moje wrażenia dotyczące
      tej pracy są identyczne.brawo , w artykule ujelas po prostu
      wszystko. Mnie osobiście najbardziej boli to, że większość ludzi
      jest prostakami i mogli by ci czyścić buty ale generalnie jak już
      poczują, że ich ktoś obsluguje i że są górą to jarają sie tym na
      maxa.Niestety mentalność Polaków ciągle jest taka i minie sporo
      czasu zanim zrozumieją że kelner jest także człowiekiem i to
      nierzadko kapitalne wykształconym. Pamietajcie o tym ludzie! Zycze
      kazdemu zeby najpierw skosztowal smaku tej pracy a potem
      komentowal...
      • nessie-jp Re: Brawo! 29.10.08, 21:21
        > poczują, że ich ktoś obsluguje i że są górą to jarają sie tym na

        Oluniu, za to ci płacą, żebyś im usługiwała
        • Gość: Nimrod 7 Re: Brawo! IP: *.sta.tvknaszapraca.pl 29.10.08, 21:46
          Nessi
          Jak małe masz ego, by korzystając z usług czy chodząc do sklepu
          uważać, że tam jest służba i tobie usługuje...?
          Deine Lakaien po prostu (Deine Lakaien - niem. Twoi Słudzy)
          • nessie-jp Re: Brawo! 29.10.08, 22:36
            Co tu ma ego do rzeczy? I chodzenie do sklepów? Coś ci się chyba pomyliło.

            Idąc do restauracji idę tam właśnie po to, żeby mnie obsługiwano. Bo właściwie
            po co innego? Zdaniem Oluni, która komentuje własny artykuł, powinnam
            przepraszać za to, że ośmielam się żądać podania potrawy do stolika! To może od
            razu powinnam też sama po sobie sprzątnąć ze stołu, pozmywać i podłogę zamieść?
            A może ugotować też?

            W końcu m. in. po to się chodzi do restauracji, żeby się zrelaksować i poczuć
            się obsługiwanym, a nie być czyjąś obsługą.
            • Gość: Nimrod 7 Re: Brawo! IP: *.sta.tvknaszapraca.pl 30.10.08, 06:21
              Do Nessie
              Aeż Nessie, grubo przesadzasz - nie powinnaś przepraszać za to, że
              kupujesz w sklepie, ale za stosunek do obsługi. Jeśli zaraz na
              wejściu uważasz się za "Pana i Władcę", który jest tu tylko po to by
              jego obsługiwano (nieważne, że sa też innni kilienci, nieważne , że
              trzeba też czasem np. poczekać) - coż, to to już chyba będzie miało
              coś wspólnego z niedowartościowaniem....
              • nessie-jp Re: Brawo! 30.10.08, 18:42
                > kupujesz w sklepie, ale za stosunek do obsługi. Jeśli zaraz na
                > wejściu uważasz się za "Pana i Władcę", który jest tu tylko po to by
                > jego obsługiwano

                Nie, mój drogi. Nie uważam się za pana i władcę. Swój post skierowałam do osoby,
                która klientów w restauracji uważa za prostaków niegodnych jej butów czyścić.
                Która uważa, że klient oczekując od kelnera OBSŁUGI czymkolwiek się "jara" albo
                w jakikolwiek sposób karmi swoje ego.

                Takie nastawienie uważam za chore i spaczone. Jeśli ktoś ma
                • Gość: Nimrod 7 Re: Brawo! IP: *.sta.tvknaszapraca.pl 30.10.08, 19:42
                  Do Nessie
                  "Nie widzę w tym nic złego. Bo kelnerowi się płaci za to, żeby się
                  do mnie uśmiechał, a nie mnie za to, żebym
                  się uśmiechała do kelnera!"

                  Bo tak by zabolało Cie jakbyś się uśmiechnęła...... No krzywda by
                  się stała i korona z główki hrabianki by spadła...

                  • nessie-jp Re: Brawo! 30.10.08, 23:36
                    > Bo tak by zabolało Cie jakbyś się uśmiechnęła..

                    Ale o co ci chodzi, tak konkretnie? Ja naprawdę nie oczekuję, że kelner będzie
                    się do mnie uśmiechał i nie rozumiem, dlaczego takiego grymasu wymaga się ode
                    mnie. Nie mam najmniejszej ochoty zadzierać głowy do góry (bo kelner stoi nade
                    mną), zaglądać w oczka i krzywić się w fałszywym uśmiechu. Jeśli kelner
                    przystojny, to owszem, można się uśmiechnąć.

                    Ale tak naprawdę to po co kelnerowi ten uśmiech? Nie wystarczy, że grzecznie
                    (choć bez emocji) powiem: dziękuję?

                    Ano najwyraźniej - nie wystarczy. Uśmiechniesz się
                    • Gość: Nimrod 7 Re: Brawo! IP: *.sta.tvknaszapraca.pl 30.10.08, 23:46
                      Nessie, kochanie, czemu się tak żarliwie tłumaczysz... Nie słyszałaś
                      przsłów:
                      - uderz w stół to nożyce się odezwą
                      lub
                      - winny się tłumaczy...
                      hihi

                      na szczerym, zwykłym , normalnym uśmiechu nikt nigdy ne stracił...
                      Naprawdę....?

                      trochę życzliwości ne zaszkodzi.....
                    • Gość: Kelnerka Re: Brawo! IP: 193.28.187.* 22.01.12, 23:47
                      Nelly, byłam kelnerką i bardzo to lubiłam. Spotkałam wiele ciekawych osób. Artykuł jest o ludziach, którzy są po prsotu chamscy i wredni, a przecież zdarzają się mili goście;)

                      Nie raz spotykałam takich gości jak Ty, nigdy się do nich nie uśmiechałam i miałam ich gdzieś, zrobiłam swoje. Takim ludzion polecam to co się najbardziej opłaca restauracji, oszukuje jak tylko się da, a ja ktoś jest mega niemiły - nie mam skrupółów by być mega nie miłą;D nie raz zdażyło mi się komuś napluć do drinka czy sałatki.

                      Za to kiedy goście byli mili zawsze dorzucałam coś gratis, np. do szklanki wody owoce na talerzyku, albo dodatkową bitą śmietanę do kawy. Kiedy wracali załatwiałam im najlepszy stolik, albo miejsce gdy nie było miejsc. Czasem nawet nie dostawałam od takich ludzi napiwków, ale było miło i lepiej się pracowało.

                      Na Twoim miejscu zamiast czytać Pretchera zagłąbiłabym się w Coelho, Wiśniewskim, poezji. Coś dla upiększenia duszy, jeśli takową posiadasz. A uśmiech to najpiękniejsze co można dać człowiekowi w każdej sytuacji.

                      Pozdrawiam!:)
                      • Gość: melek Re: Brawo! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.12, 12:58
                        > Na Twoim miejscu zamiast czytać Pretchera zagłąbiłabym się w Coelho, Wiśniewski
                        > m, poezji.

                        BUHAHAHAHA!!!! UHHHUHAAAAHAHAHHAAHAHAHA!!! :D :D :D :D :D
                        no wlasnie widze, ze sie zagłĄbiłaś:D i to wybitnie...
                        Naburmuszony lachonek, ktory pluje ludziom w talerze i poleca czytac colelho i wisniewskiego. I kwestionuje posiadanie duszy u klientki. A kim ty jestes niunia, co?
                        Starszne. straszne. straszne.
                        • Gość: V. Re: Brawo! IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.10.13, 13:04
                          Popieram większość wypowiedzi Nelly.
                          Kiedy przychodzę do restauracji, oczekuję, że będę obsłużony. To, czy zostawię napiwek i jaki on będzie zależy od tego, jaka będzie jakość tej obsługi. Wlicza się w to także zimne jedzenie itp.

                          Autorka listu mocno przesadza ze swoją zdecydowanie ukierunkowaną opinią.
                          Do kelnerów - pracujecie w zawodzie, który polega na usługiwaniu i uśmiechaniu się. Nieraz na wysłuchiwaniu pretensji. Taka praca. Wy przynajmniej od części osób dostaniecie bonus w postaci napiwku. Większość osób nie ma co liczyć na takie dodatki.
                          • Gość: V. Re: Brawo! IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.10.13, 13:10
                            Nessy... Miało być Nessy :) Pamięć krótka, to i pisać trzeba więcej.
                • Gość: Nimrod 7 Re: Brawo! IP: *.sta.tvknaszapraca.pl 30.10.08, 19:55
                  Do Nessie

                  A nie pamiętasz z podstawóki hasła:

                  "KULTURALNYCH LUDZI UŚMIECHANIE SIĘ NIE TRUDZI..."
          • tomek854 Re: Brawo! 30.10.08, 01:43
            Gość portalu: Nimrod 7 napisał(a):

            > Nessi
            > Jak małe masz ego, by korzystając z usług czy chodząc do sklepu
            > uważać, że tam jest służba i tobie usługuje...?
            > Deine Lakaien po prostu (Deine Lakaien - niem. Twoi Słudzy)

            Nie trzeba po niemiecku. Można po polsku. Kelnerzy, sprzedawcy, konduktorzy -
            wszyscy oni nazywają się po polsku "obsługa". Własnie dlatego, ze ich rolą jest
            OBSŁUGIWANIE.

            Ja wiem, ze to jest takie nauczycielksie - nas na przykład wychowawca w
            technikum gonił żebyśmy nie mówili "sprzątaczka" tylko "pani sprzątająca". Jak
            zaczęliśmy go nazywać "pan nauczający" albo "pan wychowujący" to przestał.

            Własnie takie zachowania pokazują, że traktujesz tych ludzi z góry, bo wstydzisz
            sie nazwać po imieniu to co robią. A to nie jest nic złego pracować w obsłudze,
            być sprzątaczką, kelnerem (a nie panem donoszącym jedzenie :P) czy kierowcą. Sam
            też rózne rzeczy w życiu robiłem i się niczego nie wstydze.
            • Gość: Nimrod 7 Re: Brawo! IP: *.sta.tvknaszapraca.pl 30.10.08, 06:38
              Do Tomka 854

              1) Po co na każdyk kroku w dyskusji ze mną przypominasz mój zawód.
              awód jak zawód? Poinformowałem o nim normalnie, fakt zboczył mnie
              zawodowo - jeśli chodzi o stanowczość i upór - ale nie życzę sobie
              co chwilę lekko ironicznego komentarza "panie profesorze"
              2) sorki - akurat jestem zatrudniony na etacie nauczyciela -
              bibliotekarza a tam etat nie 18 godzin (po 45min) ale 30 godzin (po
              60min) + 7 godzin lekcyjnych (45min) (bo uczę też normalnego
              przedmiotu) + fakultet dla maturzystów + kółko modelarskie + kółko
              poezji współczesnej = tydzień pracy 48 gdzin. Udowodnłem Ci na rękę
              swóje nieliczne godziny pracy jako nauczyciela
              Też mógłbym co chwila w poście do ciebie pisać - och, panie
              ierowco..., mr. wheelman:) (po prównannie do Drivera III było by
              zenujące - niski poziom gry)
              3)CYTAT: "Za biedny pan jest" - aha, czyli dochodzimy już do
              typowego ostatecznego argumentu koronnego wszystkich Polaków: ile to
              mam kasy na koncie i czym jeżdze - ŻENUA... (aż boje się jaki a
              raczej czego porównania może dotyczyć kolejny etap) A może tak
              porywalizujemy na ilość wrażliwości czy przeczytanych książek,
              znanych wierszy....
              To jest właśnie bogactwo duchowe. Pewnei zaraz napisze, że nie włoże
              tego do garka (ileż osób mi już tak na forach różnych odpisywało....)
              Sorki, ale zawsze akurat wkładam tyle ile mi i żonie potrzeba
              4) "zyg zyg marchewka" - > to, że mam swoje zdanie od lat
              ukształtowane to nie kwestia stania zawsze na bakier do ciebie czy
              kogoś innego. Ni epochelbiaj sobie.. Naprawde sądziłes, ze w ciągu 2-
              3 dni, po kilku postach radyklnie zmienie podejście do świata akurat
              w tej kwestii. PO prostu zawsze byłem przeczulony na konsumpcjonizmi
              jakoś zawsze przykro mi byóo na widok ludzi tam pracujących. Sory,
              taki jestem i już. I mam do tego prawo. I co - do gazu ze mna??
              Inni płaczą na widok pokrzywdzonych sarenek, Rumunów na ulicy - ja
              akurat na to :)))
              • Gość: Nimrod 7 Re: Brawo! IP: *.sta.tvknaszapraca.pl 30.10.08, 06:40
                Do Tomka 854
                5) co do niemieckiego Deine Lakaien - aluzja do znanego w pewnych
                kregach muzyki alternatywnej zespołu darkwave. nie załapałeś, nie
                znasz nie musisz bo to muzyczna nisza
                • tomek854 Re: Brawo! 30.10.08, 15:52
                  Gość portalu: Nimrod 7 napisał(a):

                  > Do Tomka 854
                  > 5) co do niemieckiego Deine Lakaien - aluzja do znanego w pewnych
                  > kregach muzyki alternatywnej zespołu darkwave. nie załapałeś, nie
                  > znasz nie musisz bo to muzyczna nisza

                  No, to fakt, nie moje klimaty ;-)
              • Gość: Nimrod 7 Re: Brawo! IP: *.sta.tvknaszapraca.pl 30.10.08, 06:51
                Do Tomka 854
                6)jeszcze o nauczycielach, rozumiem Cię, że zrezygnowałeś z zawodu
                ze względu na atmosferę w ppracy w szkle. Mnie też w tej pracy o
                dziwo NIE przeszkadzaja dzieciaki (a raczej młodzież), a częś grona -
                zadufana w sobie, z takim mniemaniem, ze nawet by tu na forum nie
                pisali(bo nie mieli by z kim, według nich) - no z taką grupą ludiz
                naprawde cieżko mi sie pracuje. Dlatego rozumiem Cie Tomaszu
                doskonale. Ale zawód swój lubie, nie zmienie - dlatego, ze to m.in.
                budzetowka (stalosc wyplaty, i brak zwierzchnika w postaci
                PRYWACIARZA BURAKA) Po prostu nie nadaje sie do pracy w sektorze
                prywatnym (pre3dyspozycje moi drodzy)
                • Gość: Nimrod 7 Re: Brawo! IP: *.sta.tvknaszapraca.pl 30.10.08, 07:17
                  Do Tomka 854
                  6) OBSŁUGA - kwestia pojęć. Piszesz o "spzrątaczce" i próbie
                  nazywania jej "Panią Sprzątaczką". Nie widzisz, że to tylko
                  desygnaty. Nazwy. Nazwy same w sobie nic nie znaczą, a "język myślą
                  kłamie" (jak mawiał poeta). Chodzi tylko o stosunek, podejście, do
                  obsługi. Jeśli z góry czujemy sie na pozycji wyższe, a teko kto na
                  sobsługuje traktujemy gorzej niż g***, to żadne określenia i pojecia
                  tego nie zmienią. Tu chodzi tylko o takie wewnętrzene poczucie,
                  zachowanie się względem drugiego człowieka
                  7) Czepiałeś sie mojego zawodu - a jaka jest obiegowa opinia o
                  kierowcach?? - że tyle sobie jeżdż i zwiedzają. A jak już maja kursy
                  zagraniczne, to mają kursy do Paryża, Hiszpanii, Wielkiej Bryanii,
                  widzą tyle ciekawych miejsc i jeszcze, darmozjadą płacą za to. Taka
                  jest, Tomaszu, obiegowa opinia o kierowcach (jak ta o nauczycielach
                  co podałeś). Aha - co do obiegowych opinii o kierowcach: to Wy jako
                  grupa społeczna macie nawet swoje kurtyzany (TIRówki) -> w ramach
                  zasady popyt/podaż o czymś o świadczy... Wiem, miałem nie być
                  złośliwy, ale pięknym za nadobne....
                  • tomek854 Re: Brawo! 30.10.08, 16:03
                    Gość portalu: Nimrod 7 napisał(a):

                    > Do Tomka 854
                    > 6) OBSŁUGA - kwestia pojęć. Piszesz o "spzrątaczce" i próbie
                    > nazywania jej "Panią Sprzątaczką". Nie widzisz, że to tylko
                    > desygnaty. Nazwy. Nazwy same w sobie nic nie znaczą, a "język myślą
                    > kłamie" (jak mawiał poeta). Chodzi tylko o stosunek, podejście, do
                    > obsługi. Jeśli z góry czujemy sie na pozycji wyższe, a teko kto na
                    > sobsługuje traktujemy gorzej niż g***, to żadne określenia i pojecia
                    > tego nie zmienią. Tu chodzi tylko o takie wewnętrzene poczucie,
                    > zachowanie się względem drugiego człowieka

                    No wlasnie ja o tym pisalem. Przez myslenie, ze sama nazwa jakiegos zawodu moze
                    byc upokarzajaca i probowanie ukrycia tego zawodu pod inna nazwa pokazujemy
                    wlasnie, ze stawiamy sie wyzej. Nikt jakos nie oczekuje zeby inne zawody nazywac
                    "panami leczacymi" "panami adwokatujacymi" czy "paniami profesorujacymi",
                    prawda? ;-)

                    Co do natomiast samego meritum, czyli tego w czym nasze opinie sie roznia:
                    oczekiwanie ze wszyscy dookola beda nam uslugiwac jest chamstwem, ale
                    oczekiwanie ze obsluga bedzie nas obslugiwac jest jak najbardziej na miejscu.
                    Oczywiscie jest tu kwestia uprzejmosci, ale juz sama relacja
                    obslugujacy-obslugiwany ustala pewna hierarchie. I w zachowywaniu tej hierarchii
                    nic zlego nie widze. Oczywiscie, ze cos takiego w zyciu prywatnym na przyklad by
                    nie przeszlo, ale tu jest jak najbardziej ok - innymi slowy: za to kelnerowi
                    placa, zeby uslugiwal, chociaz prywatnie by tego nie robil. Tak samo
                    smieciarzowi placimy za to, zeby grzebal sie w smieciach i chociaz robienie tego
                    prywatnie jest upokarzajace, to kiedy robi sie to zawodowo nie jest w tym nic
                    zlego (ja w mojej "karierze" przez 10 dni mylem kiedys przenosne kible i nie
                    widze w tym zadnego problemu). Sa tez oczywiscie inne aspekty sprawy: na
                    przyklad lekarz ma placone miedzy innymi za macanie kobiet po cyckach za co w
                    prywatnym zyciu dostal by po pysku :D

                    > 7) Czepiałeś sie mojego zawodu - a jaka jest obiegowa opinia o
                    > kierowcach?? - że tyle sobie jeżdż i zwiedzają.

                    Szczerze mowiac ja jestem zachwycony mozliwosciami zwiedzania jakie dala mi
                    praca kierowcy. Zwiedzilem wiele angielskich miast, cale Highlands i zajechalem
                    na sam koniec swiata, czyli Wyspy Zachodnie i to bylo wspaniale. Prawda jest
                    jednak to, ze wiekszosc kierowcow zwiedza glownie autostradowe parkingi,
                    magazyny, fabryki i obszary przemyslowe. Ja po prostu mialem szczescie do
                    fajnych prac ;-)

                    A jak już maja kursy
                    > zagraniczne, to mają kursy do Paryża, Hiszpanii, Wielkiej Bryanii,
                    > widzą tyle ciekawych miejsc i jeszcze, darmozjadą płacą za to.

                    O ile nie sa to SAME miody, to musze sie w duzej mierze zgodzic z tym
                    twierdzeniem ;-)

                    Taka
                    > jest, Tomaszu, obiegowa opinia o kierowcach (jak ta o nauczycielach
                    > co podałeś). Aha - co do obiegowych opinii o kierowcach: to Wy jako
                    > grupa społeczna macie nawet swoje kurtyzany (TIRówki) -> w ramach
                    > zasady popyt/podaż o czymś o świadczy... Wiem, miałem nie być
                    > złośliwy, ale pięknym za nadobne....

                    ;-) Spoko. Tak na marginesie przypomnial mi sie jeden kawal: czym sie rozni
                    nauczyciel-pedagog od nauczyciela-pedofila? Pedofil naprawde kocha dzieci ;-)
                    Oczywiscie nic do Ciebie, po prostu chcialem zakonczyc to z usmiechem ;-)
                    • Gość: Nimrod 7 Re: Brawo! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.10.08, 16:26
                      Do Tomka 854

                      Zaczne cytatem z Twojej wypowiedzi:

                      "Oczywiscie jest tu kwestia uprzejmosci, ale juz sama relacja
                      obslugujacy-obslugiwany ustala pewna hierarchie. I w zachowywaniu
                      tej hierarchii nic zlego nie widze. Oczywiscie, ze cos takiego w
                      zyciu prywatnym na przyklad by nie przeszlo, ale tu jest jak
                      najbardziej ok - innymi slowy: za to kelnerowi placa, zeby
                      uslugiwal, chociaz prywatnie by tego nie robil. Tak samo
                      smieciarzowi placimy za to, zeby grzebal sie w smieciach i chociaz
                      robienie tego prywatnie jest upokarzajace, to kiedy robi sie to
                      zawodowo nie jest w tym nic zlego"

                      I właśnie z tym się całkowicie zgadzam. W całym tym sporze z Panem
                      chodziło mi tylko o kulturę i wzajemną szeroko pojętą życzliwość dla
                      człowieka.
                      Pewnie, że nie tylko śmieciarz ma płacone za to by grzebać w
                      koszach, a i lekko nie ma adwokat bo musi wyciągać pedofila, którego
                      wszyscy najchętniej by udusili - ale za to ma płacone (inne
                      pieniądze of corz)
                      Wiadomo, że w relacjak kilent - sprzedawca; rodzic - dziecko;
                      nauczyciel - uczeń są, były i będą pewne hierarchie. Ale tak samo
                      jak masz kapryśnych (po prostu chamskich klientów), masz i
                      despotycznych rodziców, jak i nauczycieli wyciągnieętych żywcem
                      z "Ferdydurke" ("Słowacki wielkim poetą był"). Owszem - czasami
                      trzeba posatwić się ostro jak np. obsługa ma Cie totalnie gdzieś i
                      ewidentnie się z Ciebie naśmiewa, podobnie jak trzeba być czasem
                      stanowczym rodzicem dla dziecka, czy ostrym i narzucającym swoje
                      zdanie nauczycielem dla ucznia, który za wszelką cenę ne chce
                      opanować podstawy programowej (ale w konsekwencji dla jego dobra, bo
                      dziek temu zda łatwiej mature)
                      W suemi to odnosze wrażenie, że tak naprawde stoimy po tej samej
                      stronie barykady, a "walczymy" tylko o wzajemną życzliwość czy
                      prosty, podstawowy, elementary wręcz szacuek dla drugiegi człowieka..
                      Niemniej, szczerze i bez ironii, dziękuje za miłą i pasjonuącą
                      dyskusję.
                      Pozdrawiam panie Tomaszu
                      N7
                      • tomek854 Re: Brawo! 30.10.08, 21:27
                        Gość portalu: Nimrod 7 napisał(a):
                        > I właśnie z tym się całkowicie zgadzam. W całym tym sporze z Panem
                        > chodziło mi tylko o kulturę i wzajemną szeroko pojętą życzliwość dla
                        > człowieka.

                        No właśnie. W sumie się zgadzamy, jedynie ja po przeczytaniu tego artykułu po
                        prostu odniosłem wrażenie że kultury i życzliwości do swoich klientów (a co za
                        tym idzie w pewnym sensie i chlebodawców) zabrakło jego autorce...

                        > Niemniej, szczerze i bez ironii, dziękuje za miłą i pasjonuącą
                        > dyskusję.
                        > Pozdrawiam panie Tomaszu
                        > N7

                        Ja też pozdrawiam, dziękuję i przepraszam za co poniektóre złośliwostki z mojej
                        strony... I za nic także się nie gniewam, żeby nie było :P

                        Tośmy sobie pokadzili. Choćmy teraz wspólnie upatrzyć sobie następną ofiarę :D
                        (żart!).
                • tomek854 Re: Brawo! 30.10.08, 15:54
                  Gość portalu: Nimrod 7 napisał(a):

                  > Do Tomka 854
                  > 6)jeszcze o nauczycielach, rozumiem Cię, że zrezygnowałeś z zawodu
                  > ze względu na atmosferę w ppracy w szkle. Mnie też w tej pracy o
                  > dziwo NIE przeszkadzaja dzieciaki (a raczej młodzież), a częś grona -
                  > zadufana w sobie, z takim mniemaniem, ze nawet by tu na forum nie
                  > pisali(bo nie mieli by z kim, według nich) - no z taką grupą ludiz
                  > naprawde cieżko mi sie pracuje. Dlatego rozumiem Cie Tomaszu
                  > doskonale. Ale zawód swój lubie, nie zmienie - dlatego, ze to m.in.
                  > budzetowka (stalosc wyplaty, i brak zwierzchnika w postaci
                  > PRYWACIARZA BURAKA) Po prostu nie nadaje sie do pracy w sektorze
                  > prywatnym (pre3dyspozycje moi drodzy)

                  No, to jest temat na inna dyskusje. Ja po prostu znalazlem nastepna pasje i
                  rzucilem wykanczanie moich nauczycielskich uprawnien na rzecz czegos innego - po
                  drodze mialem dwa lata za kolkiem, bo niestety pieniazki na drzewach nie rosna,
                  a (niestety) kierowca w UK jeszcze do niedawna pensje poczatkujacego polskiego
                  nauczyciela zarabial w 2-3 dni...

                  No a dzieki temu moglem sobie teraz pojsc na studia - rozne sa drogi ludzkie, no
                  ale nie o tym dzisiaj sobie gawedzimy ;-)
              • tomek854 Re: Brawo! 30.10.08, 15:52
                Gość portalu: Nimrod 7 napisał(a):

                > Do Tomka 854
                >
                > 1) Po co na każdyk kroku w dyskusji ze mną przypominasz mój zawód.
                > awód jak zawód? Poinformowałem o nim normalnie, fakt zboczył mnie
                > zawodowo - jeśli chodzi o stanowczość i upór - ale nie życzę sobie
                > co chwilę lekko ironicznego komentarza "panie profesorze"

                Oj dobrze juz dobrze, nie ja zaczalem, ale niech bedzie - niniejszym koncze ;-)

                > 2) sorki - akurat jestem zatrudniony na etacie nauczyciela -
                > bibliotekarza a tam etat nie 18 godzin (po 45min) ale 30 godzin (po
                > 60min) + 7 godzin lekcyjnych (45min) (bo uczę też normalnego
                > przedmiotu) + fakultet dla maturzystów + kółko modelarskie + kółko
                > poezji współczesnej = tydzień pracy 48 gdzin. Udowodnłem Ci na rękę
                > swóje nieliczne godziny pracy jako nauczyciela
                > Też mógłbym co chwila w poście do ciebie pisać - och, panie
                > ierowco..., mr. wheelman:) (po prównannie do Drivera III było by
                > zenujące - niski poziom gry)

                To tez byl zarcik, sam pracuje i studiuje a tez mam czas ;-)

                > 3)CYTAT: "Za biedny pan jest" - aha, czyli dochodzimy już do
                > typowego ostatecznego argumentu koronnego wszystkich Polaków: ile to
                > mam kasy na koncie i czym jeżdze - ŻENUA... (aż boje się jaki a
                > raczej czego porównania może dotyczyć kolejny etap) A może tak
                > porywalizujemy na ilość wrażliwości czy przeczytanych książek,
                > znanych wierszy....
                > To jest właśnie bogactwo duchowe. Pewnei zaraz napisze, że nie włoże
                > tego do garka (ileż osób mi już tak na forach różnych odpisywało....)
                > Sorki, ale zawsze akurat wkładam tyle ile mi i żonie potrzeba

                Ale ja wcale nie chcialem uderzac w ton "za biedny pan jest" tylko chodzilo mi o
                to, ze placac wiecej mozna wiecej wymagac. To, ze nie zaplacisz znacznie wiecej,
                a oni sie zobowiaza do czegos, co jest trudne do wykonania, to dla nich zaden
                biznes - oni Ci moga dac tylko realne obietnice. Chyba, ze zaplacisz tyle, zeby
                to pokrylo koszta stawania na glowie - i o to mi chodzilo.

                > 4) "zyg zyg marchewka" - > to, że mam swoje zdanie od lat
                > ukształtowane to nie kwestia stania zawsze na bakier do ciebie czy
                > kogoś innego. Ni epochelbiaj sobie.. Naprawde sądziłes, ze w ciągu 2-
                > 3 dni, po kilku postach radyklnie zmienie podejście do świata akurat
                > w tej kwestii. PO prostu zawsze byłem przeczulony na konsumpcjonizmi
                > jakoś zawsze przykro mi byóo na widok ludzi tam pracujących. Sory,
                > taki jestem i już. I mam do tego prawo. I co - do gazu ze mna??
                > Inni płaczą na widok pokrzywdzonych sarenek, Rumunów na ulicy - ja
                > akurat na to :)))

                Ja sobie bynajmniej nie pochlebia. Raczej lekko przeraza mnie stanowisko "mam
                swoje zdanie i i tak go nie zmienie, chocby mi tu dziesieciu profesorow w
                dwuletniej dyskusji logicznie wykazalo ze nie mam racji".

                To jest mniej wiecej takie stanowisko, jakie Dawkins opisal w odniesieniu do
                ludzi religijnych w "Bogu urojonym" :-)
      • aegis_of_heart Re: Brawo! 30.10.08, 09:22
        Gość portalu: Ola napisał(a):

        > Mnie osobiście najbardziej boli to, że większość ludzi
        > jest prostakami i mogli by ci czyścić buty ale generalnie jak już
        > poczują, że ich ktoś obsluguje i że są górą to jarają sie tym na
        > maxa.

        Podobnie jak autorce, proponuję się leczyć. Poważnie.

        Szukanie problemów poza sobą plus "rojenia o potędze" (własnej plus
        projektowanie na innych własnych skrzywień) to nic zdrowego.
      • Gość: ewka Re: Brawo! IP: *.ucd.ie 30.10.08, 12:20
        no to skoro masz takie wspaniale wyksztalcenie, to co robisz kelnerujac?
        owszem klient tez moze byc chamem, ale niestety powiedzenie 'nasz klient, nasz pan' jest prawdziwe. Place i wymagam. Nie podoba mi sie, to zmieniam lokal. A jak sie zbierze takich jak ja wiecej, to restauracja bankrutuje.
        I tak wychodzi na nasze :P
        • Gość: Akasha Re: Brawo! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.10.08, 14:31
          Ewka - > padnie restauracja, to pójde sobie pracować w innym
          miejscu, phi co za problem, mało to już pracy zmieniałam... Grunt to
          sie do roboty nie przywiązywać.
          Wam to sie klientom wydaje, ze jak jestem w pracy to Pana Boga za
          ro9gi zlapalam. Wyrzuca mnie, strce prace - od razu wezme do innej..
          Ostatnio chocby byl taki przypadek, ze z Tesco wyrzucli z nagana
          pracownika dzialu multimedia bo popijał i wynosił sobine gry w celu
          skopiowania a pozniej od nosil
          I wiecie co -> w media markcie wzieli go z pocalowaniem reki.....
      • Gość: kelnerka Re: Brawo! IP: *.chello.pl 15.11.08, 22:32
        Powiem szczerze,że artykuł jest dobry.Jak go czytałam to momentami się śmiałam
        wyobrażając sobie siebie podczas tego zamiatania czy rozkładania stolików w
        lecie.Śmiałam się z tego chociaż sama to robię.To co zostało zawarte w artykule
        jest prawdą,ale zdecydowanie przesadzoną.Wiele osób,wypowiadających się na ten
        temat ma rację,że zostały zestawione tylko negatywne aspekty.Niektórzy piszą
        dlaczego mają dawać napiwek skoro za obsługę w banku nikt nie oczekuje
        napiwku.Odpowiem na to pytanie.Otóż zawód kelnera polega na tym,by dogodzić
        klientowi jak najbardziej,obskakujemy go z każdej strony,pytamy:a może to do
        picia,a może tamto,a czy państwo jeszcze czegoś potrzebują?,czy smakowało? I
        powiedzcie mi dlaczego nie zostawić napiwku takiej osobie?Najbardziej
        wnerwiający jest fakt,kiedy klienci mówią,że coś jest niedobre.Nie
        powiedziałabym,że jest niedobre tylko im nie smakują!A wspomniane fundamentalne
        ppytanie w artykule:co pani poleci,rzeczywiście powala.Skąd mam wiedzieć czy
        pani ma ochotę na drób,wołowinę czy wieprzowinę?A może zjadłaby jakąś
        rybę.Oczywiście zawsze jest wyjście z takiej sytuacji:ja mówię,że mogę
        zaproponować z każdego rodzaju mięsa po 1 potrawie.no chyba,że klienci już mają
        wybrany rodzaj mięsa to wtedy problem jest zupełnie z głowy.Co do osób płacących
        kartą nie zgodzę się w 100%.W moim przypadku wiele osób płaciło kartą i
        zostawiało normalnie napiwek i to niejednokrotnie wysoki.Niemcy wcale nie są
        tacy źli :) Często witają się z kelnerami po polsku i wtedy warto im
        powiedzieć,że bardzo dobrze:) Od razu pojawi się na ich twarzach
        uśmiech.Generalnie nie miałam jeszcze ani jednych klientów z Niemiec,którzy by
        mi nie zostawili napiwku. Nie zgodzę się z tym,że my kelnerzy nie lubimy jak
        ktoś zamawia dużo napojów.Powiem szczerze,że podanie 4 coli i 3 soków czy tam 4
        kaw to nie problem,ale nie ma nic bardziej wnerwiającego jak podasz napoje i
        ktoś ci mówi,aaaa to może ja też wezmę.Czy nie można było tego od razu
        powiedzieć?Oczywiście nie zawsze to wnerwia,tylko wtedy gdy mamy na głowie 8
        stolików po 6 osób i wchodzących cały czas klientów,czyli krótko mówiąc nie
        nadążasz podać tego dodatkowego napoju,bo musisz posadzić jednych a potem
        drugich a potem nagle kuchnia cię woła,bo ooo cholera już dania na jakiś stolik
        wychodzą,a że jest zasada:najpierw wydajemy ciepłe a potem martwimy się o
        napoje,to już inna sprawa.I de facto klient czeka na ten napój np. 15 min. W
        sumie nie dziwię się,że się denerwuje,bo sama bym się denerwowała.Ale uwierzcie
        mi,że gdybym zrobiła inaczej,czyli zaniosła napój a w tym czasie dania,by stygły
        to od razu opierdziel od szefa...Jedna osoba napisała,że nie ma zamiaru czekać
        na podejście klienta nie wiadomo ile czasu,potem na podanie dania godzinę a na
        rachunek pół godziny.W profesjonalnej restauracji danie wydaje się w
        ok.40min.napisałabym więcej,ale brakuje mi znaków:) Pozdrawiam kelnerów!
    • Gość: kelnerka z 2 letnim doswiadczeniem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 21:17
      ten artukul jest sluszny w 90%. wlasnie tak, dokladnie tak wyglada praca
      kelnera. smutne ale prawdziwe. i do tych wszystkich, ktorzy wytykaja autorce
      tekstu jakies bledy, niezadowolenie z zycia i tym podobne bzdury ,to proponuje
      zatrudnic sie w jakiejs restauracji i sprawdzic na wlasnej skorze.

      • Gość: ewka Re: z 2 letnim doswiadczeniem IP: *.ucd.ie 30.10.08, 12:43
        po to sie ksztalcilam przez te wszystkie lata, zeby nie skonczyc jako kelnerka. Jesli ktos decyduje sie na jakas prace, bierze ja ze wszystkimi plusami i minusami, jakie z niej wynikaja.
        pracuje w tech supporcie, rozmawiam z dziesiatkami ludzmi codziennie, wymaga sie ode mnie zebym nie tylko rozwiazala ich problem, ale tez byla mila i uprzejma. A jak mi sie nie podoba to zawsze moge zostac sprzataczka, zero kontaktu z kimkolwiek albo pracowac w magazynie.
        Pisalam juz, ze klient tez potrafi byc chamski, ale nie mozesz sie skarzyc, ze ktos wymaga od ciebie przyniesienia jedzenia, kawy/herbaty, odpowiedzi na pytanie co jest najchetniej zamawianym daniem czy poinformowanie co sie na nie sklada. To jest sednem tego zawodu! Ja np nie moge powiedziec nikomu, ze nie obchodzi mnie ich problem z komputerem, a najlepiej zeby sobie poszli, bo przeszkadzaja mi odpisywac na maile, a w ogole to za malo zarabiam i nie powinni zawracac mi glowy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka