Dodaj do ulubionych

Pozytywnie o Wrocławiu

02.01.09, 00:29
Cześć :-)

Lada moment przeprowadzam się do Waszego miasta. Kiedy czytam wypowiedzi na
forum, trochę się martwię: tu narzekania na MPK, tu na drogi, tu na sąsiadów,
tu na knajpy, tu na Sylwester na Rynku, tu na prezydenta itd. Czy jest coś
dobrego wrocławskiego, czym moglibyście się ze mną podzielić, abym od samego
początku mogła poczuć się lepiej?
Obserwuj wątek
    • koteczka34 Re: Pozytywnie o Wrocławiu 02.01.09, 00:37
      poczekaj do wiosny, niech się zacznie robić zielono, sama zobaczysz jakie to
      piekne miasto :)
      mamy pełno podświetlanych fontann, mnóstwo parków i skwerów, PUBy wcale nie są
      tragiczne, trzeba tylko wiedziec gdzie bywać i gdzie jest zawsze miło, MPK jak
      wszędzie - raz dobrze raz źle, na korki uliczne mamy mały wpływ jako
      pasażerowie, drogi są remontowane i tak za dużo w jednym czasie więc chyba
      dobrze, że cos sie w tym kierunku zmienia ;)
      I nie słuchaj malkonetentów, przyjedż, pomieszkasz sama zobaczysz a na wiosnę -
      gwarantuję - spodoba Ci sie do końca do tego stopnia, że na pewno zechcesz tu
      zostac ;)
      Czego Ci baaardzo zycze :)
    • koteczka34 Re: Pozytywnie o Wrocławiu 02.01.09, 00:40
      A i jeszcze jedno, tempo zycia nie jest az takie jak w innych Warszawach np,
      ludzie sa bardziej przyjaźni niż fałszywi poznaniacy lub narcyzowaci warszawiacy
      tudzież mało przychylni krakowianie (bez urazy, mam przykre doświadczenia z
      przedstawicielami tych miast)
      "Mnie sie tu podoba" ;)
      • Gość: Włodek z Poznania Być może masz powody by tak pisać :-) Ale... IP: *.icpnet.pl 02.01.09, 22:42
        koteczka34 napisała:

        > A i jeszcze jedno, tempo zycia nie jest az takie jak w innych
        > Warszawach np, ludzie sa bardziej przyjaźni niż fałszywi
        > poznaniacy lub narcyzowaci warszawiacy tudzież mało przychylni
        > krakowianie (bez urazy, mam przykre doświadczenia z
        > przedstawicielami tych miast)
        > "Mnie sie tu podoba" ;)

        Jednak musiałabyś bliżej poznać z pięćdziesiąt osób z jakiegoś miasta by takimi
        ocenami zasadnie ferować. Ale może tak właśnie jest, miałaś aż tyle złych
        doświadczeń :-) Ja pracuję między dużymi polskimi miastami i moja praca sprawia,
        że wielu ludzi poznaję tez prywatnie, dla frajdy. I jakiś pogląd sobie wyrabiam.

        Urodziłem się w Poznaniu i oczywiście jestem nieobiektywny, ale nie napisałbym,
        że Poznaniacy są fałszywi. Z 8 dużych aglomeracji tak określiłbym prędzej
        mieszkańców pięciu innych, ale fałszywość na pewno w najmniejszym stopniu
        zarzuciłbym rdzennym Ślązakom, Krakowianom i Poznaniakom właśnie, jakkolwiek
        różni mieszkańcy tych aglomeracji są. Na pewno prawdą jest, że Poznaniacy (jak i
        Krakowianie) są wśród najmniej otwartych. Tak samo zresztą nieliczni Warszawiacy
        o tożsamości przedwojennej (przynajmniej tak oceniam 100% tych nielicznych,
        których poznałem). Ale może można to ocenić jako brak potrzeby akceptacji i/albo
        egocentryzm? W końcu to trzy miasta o największej tradycji w Polsce, której
        nieuniknioną konsekwencją jest poczucie pewnego zadufania.
        Pomieszkałem w życiu niemal dziesięć lat w czterech krajach Europy w różnych
        miastach, różnych regionach i Poznaniacy najbardziej kojarzą mi się z
        Londyńczykami i Mediolańczykami. Odczuwa się zadufanie, poczucie własnej
        wartości (wiadomo! pierwsza stolica Polski ;-), rezerwę, dystans, zajęcie sobą,
        pośpiech, ale też nigdy w pierwszym kontakcie nie spotka Cię obojętność,
        wyższość, czy nawet zwykła nieuprzejmość. Jest dużo poczucia potrzeby klasy,
        jakości (wiadomo oczywiście, jak różni są ludzie, tak i mają różne wzorce)
        dążenia do bycia lepszym i a przez to ocenianie innych, ale też nie ma
        epatowania, pustej egzaltacji. Poznaniacy są mocno przesyceniu duchem uczciwości
        (mam tu na myśli wewnętrzną, niedwulicową postawę, gdyż z zewnętrzną uczciwością
        jest eufemistycznie "bardzo różnie" o czym niżej w dygresji) w relacji z innymi
        ludźmi, a żeby być uczciwie przyjaznym trzeba się zaangażować. A to stoi w
        sprzeczności z przelotną, bądź płytką znajomością (taką w knajpie, na uczelni,
        czy w pracy). Czym innym jest oczywiście dobre wychowanie, kinderstuba, czy to
        co Poznaniacy lubią u Niemców, czyli pogodność na co dzień. Jeśli mówi się o
        Poznaniakach, że są mrukami, to jest to chyba najbardziej niesprawiedliwy ze
        stereotypów. Owszem, kapitalne poczucie humoru, fantazja w opowieściach i
        dowcipach, to nie tutaj, ale codzienną pogodę ducha jaką się tutaj znajduje, to
        odczułem (choć zupełnie innego rodzaju), tylko wśród Wrocławian i Krakusów. W
        Poznaniu wchodzisz do sklepu i możesz mieć skwaszoną minę, a wtedy nic się nie
        zdarzy. Jednak wchodząc w dobrym nastroju z uśmiechem masz 97% pewności, że ktoś
        po drugiej stronie podziela Twój nastrój i się z Tobą nim bezinteresownie
        podzieli. W Warszawie, Gdańsku, Olsztynie, czy Katowicach, gdzie mieszkałem
        dłużej niż 3 miesiące, tak jak we Wrocku i Krakowie, taki odsetek to koło połowy
        przy ładnej pogodzie. Poznaniacy są i owszem, zaaferowani sobą, nie żyją życiem
        innych, polityków, sąsiadów, biznesmenów, kolegów, koleżanek. Zajmują się sobą,
        gdyż wiedzą, że to zapewnia primo więcej czasu na swoje życie, secundo większą
        szansę życiowego powodzenia, jeśli się przyjaźnią i określają kogoś jako
        przyjaciółkę, przyjaciela, to jest to grono dwóch, trzech osób, a nie
        kilkanaście. Konsekwencje znaczące są tego dwie. Po pierwsze Poznań to miasto
        dogłębnej tolerancji, otwartości, gdyż w końcu każdy sam jest sobie swoim
        sterem. I nie ma burd, gdy prostytutka przyjmuje bez hałasu gości w kamienicy,
        czy bloku, nie ma zadziwienia, gdy dwóch facetów, czy dziewczyny przytulają się
        i trzymają za ręce. Ludzie się przyzwyczaili, gdyż przyzwyczajają się łatwiej.
        Zresztą szacuje się, że odsetek gejów i lesbijek w Poznaniu jest dwukrotnie
        większy niż w pozostałych dużych miastach. Po drugie Poznań to miasto o dużym
        uczestnictwie społecznym, czyli większym odsetku ludzi, którzy coś robią,
        działają, są społecznikami, tworzą, uprawiają sport, tworzą, czy choćby pasywnie
        przychodzą na wystawy, koncerty. I to są dane statystyczne, a nie moja
        subiektywna ocena.

        O tej poznańskiej uczciwości, to właśnie myślałbym w kategoriach wewnętrznej,
        samokrytycyzmu. Kilku współczesnych ogólnopolskich aferzystów to Poznaniacy,
        pilnować się trzeba jak wszędzie, przed wojną Poznań był stolicą polskiego
        seksbiznesu, a obecnie samochodowej gemyli, czyli handlu używanymi i częściami,
        a co za tym idzie dopiero niedawno został zdetronizowany jako stolica kradzieży
        samochodowych, a z tymi to profesjami uczciwość w parze średnio się dobiera, ale
        portfel w sklepie okolicznym mogę zostawić i wiem, że jak po niego wrócę w ciągu
        kilku godzin, to będzie tam nienaruszony).
        Przykładowo w Poznaniu uważa się, że wspaniała otwartość Wrocławian jest...po
        prostu podejrzana, nieautentyczna. I takie różnice mentalne, czy raczej
        stereotypy przetrwały mimo, tego, że 1/3 Wrocławian pochodzi z Wielkopolski, a
        1/4 Poznaniaków to dawni mieszkańcy Wileńszczyzny.

        Jednak przypuszczam, że jeśli założycielka wątku (której co prawda z
        poznańskiego forum nie znam, ale też nie śledzę nadmiernie intensywnie) nie
        zaaklimatyzowała się w Poznaniu przez jego zamknięcie, to być może to zadufanie
        stołeczne Poznańczyków jej właśnie nie odpowiada, może potrzebuje właśnie ludzi
        gotowych do spontanicznej, szybkiej wymiany myśli z ludźmi, których zna się
        nawet w niewielkim stopniu. Na pewno to jest wielką zaletą Wrocławian, a nie
        mogę powiedzieć, by trójka moich bliskich znajomych we Wrocławiu należała do
        ludzi niezdolnych do bliższego, uczciwego zaangażowania, nic z tych rzeczy. To
        jest dla mnie wielką zaletą Waszego miasta. Drugą jest położenie nad rzeką.
        Poznań (w 65% zniszczony w czasie Drugiej Wojny) został po wojnie wzorem
        Warszawy odsunięty od Warty, nabrzeża zniszczono, jedną z wysp zasypano, dopiero
        teraz rozpoczyna się dyskusja o tym jak do rzeki wrócić. Do tego przepięknym
        miejscem jest Ostrów Tumski, dwie stare dzielnice o ciekawym założeniu
        urbanistycznym. Czego by mi brakowało (miałem ofertę przenosin), to
        zróżnicowania powierzchni (Poznań ma 90 m różnicy miedzy najwyższym punktem, a
        Wartą), zieleni, które sprawia, że niemal z centrum miasta mogę wybrać się na
        godzinną przejażdżkę rowerem poza miasto, czy jezior, czterech w mieście i stu w
        okolicy, myślę, że dwie inne dla mnie ważne rzeczy, czyli poziom kultury, czy
        życia nocnego można ocenić podobnie, natomiast moje osobiste pasje jak sport
        samochodowy i botanika dają kolejne przewagi Poznaniowi w moich oczach.

        No to sobie popisaliśmy głównie o stereotypach ;-)
        • Gość: Włodek z Poznania Jeszcze dodam IP: *.icpnet.pl 03.01.09, 01:35
          Po pierwsze opowiem o pewnym zdarzeniu. Ostatnio (9 miesięcy temu) do Poznania
          sprowadził się człowiek, którego poznałem na pewnym forum internetowym. Pochodzi
          z Zagłębia, dekadę pracował w Warszawie, ale większość klientów miał w Poznaniu.
          Po sprowadzeniu się mieliśmy okazję się lepiej poznać. I okazało się, że jest
          człowiekiem dość mocno różniącym się od tego jak się prezentował na forum, luźno
          traktuje swoje słowa nawet publicznie wypowiadane, jak pewne poglądy z moimi
          jaskrawo się nie dopasowują. I - przy jego oczekiwaniu na zbliżenie znajomości,
          wspólne spotkania rodzinami - w którymś momencie powiedziałem mu o tym.
          Stwierdziłem, że tak chyba lepiej, niż bawić się w udawanie. Było to dla mnie,
          według wzorców moich, mojej rodziny, moich znajomych, oczywiste i uczciwe.
          Natomiast zafundowałem mu tym samym szok. Chłopak miotał się w konwulsjach od
          agresji wyrażanej nawet na tym wspólnym forum, po postawę przepraszającego
          pieska, zarzucał mi, że tak się nie postępuje, że jest to karygodne, że on w
          takiej sytuacji raczej mówiłby bzdury, albo wymyślał wykręty. Dla mnie to taka
          trochę azjatycka logika, gdy najważniejsze jest nie urazić drugiej osoby, gdyż
          przez to traci się twarz. Nie pojmuję tego. Ale nie wiem, czy jego punkt
          widzenia w Zagłębiu postrzegany jest jako norma, czy też to jakiś psychologiczny
          casus. Jednak moje postępowanie jest normą poznańską i chyba nikt grama
          fałszywości tu nie znajdzie.

          Druga, to nieunikniony wpływ na wizerunek społeczności, wynikający z dużej
          odmienności, ludzi stanowiących ludność napływową, wobec ludności miejscowej.
          Zjawisko wynika w sposób dość oczywisty z nieuniknionej powierzchownej oceny
          rzeczywistości społecznej przez ludzi napływających do nowego środowiska,
          środowiska obcego, środowiska nieznanego nie tylko po ludzku, ale też
          przestrzennie, środowiska wymagającego zawsze szybkiego dostosowania się,
          nauczenia się jego języka, jego wartości, kodów zachowań i ocen. Człowiek
          napływający znajduje rozpoznaje dla siebie oparcie w pewnych elementach
          rzeczywistości, w innych musi uczyć się wejścia w nowe środowisko, jeśli chce
          przetrwać. W takim stresie nieuniknione jest upraszczanie rzeczywistości,
          powierzchowne odbieranie.

          Najsilniej takie rozwarstwienie jest odczuwalne w Warszawie, o czym pisze się
          powszechnie. Oceny ludzi, zachowania mieszkańców wychowanych i przyjezdnych są
          diametralnie różne i Warszawa zdaje się być zapełniona ludźmi jej nieznoszącymi,
          nie potrafiącymi zaakceptować nieustannej rywalizacji, które obecna tam była już
          długo przed obaleniem komunizmu, ogromnych różnic społecznych, nie tylko
          materialnych, ale i kulturowych. Dla urodzonych Warszawiaków to folklor, w
          którym oni świetnie wiedzą jak się poruszać, jak nabierać dystansu, dla
          przyjezdnych to najczęściej, albo miasto-wiocha, albo szufladkujące miasto-narcyz.

          Taką różnicę łatwo zrozumieć przez dość typową różnicę między kierowcami
          samochodów. W większości kierowcy z małego miasta w dużym uważają, że jeździ się
          tu po chamsku, za szybko, nieuważnie, bezczelnie, agresywnie. Kierowcy z dużego
          miasta z kolei na małomiasteczkowych patrzą z góry, gdyż śmieszy ich ta mała
          sprawność, niskie tempo, strata czasu. A przecież jedni i drudzy maja mnóstwo
          wspólnego - tę samą drogę, te same kody znaków drogowych i system ruchu, a
          wreszcie ten sam cel, sprawni i zdrowo dojechać do celu.

          Poznań nie jest środowiskiem, które ułatwia start. Charakterystyka Poznaniaków
          sprawia, że dobrze radzą sobie ludzi mający jasno określony cel oraz
          zorientowani już w rzeczywistości ich otaczającej. Z jednej strony jest to
          rodzaj pozytywnej selekcji. Z drugiej jednak nie ma tego "przygarniającego
          otwarcia", które jest we Wrocławiu, choćby ono nic więcej nie dawało. Daje po
          prostu poczucie bezpieczeństwa i akceptacji na starcie. W równie zimnym jak
          Poznań Krakowie podobną rolę odgrywały niegdyś rozbudowane instytucje życia
          studenckiego. Jednak z upadkiem komunizmu straciły one na atrakcyjności przez
          wylanie się poza nie życia nocnego i rozrywkowego dla studentów.
          Natomiast we Wrocławiu charakterystyczna jest ta atmosfera wspólnoty. Częściowo
          na pewno wynika ona z historii społecznej, z tego, że wszyscy nawet starzy
          mieszkańcy są napływowi, o czym cała ich rodzina wie, że nie ma zasiedziałości.
          Podczas gdy w Poznaniu 1/4 mieszkańców wie nie tylko, że na Ostrowie rezydował w
          Pallatium Mieszko, czy że na zburzonym przez Prusaków Zamku Królewskim miał
          miejsce Hołd Pruski kończący wieki walk z Krzyżakami, gdyż to są jakieś historie
          z podręczników, ale ta ćwierć mieszkańców wie dobrze na jakiej ulicy mieszkali
          ich dziadkowie przed Drugą Wojną i jak się ona nazywała za Niemców przed
          Pierwszą Wojną oraz gdzie, na jakich ulicach były walki w Powstaniu
          Wielkopolskim, to są różnice w tzw. historiach codziennych, w opowieściach
          rodzinnych, które nawet w rodzinach tzw. niższych się pielęgnuje. To musi
          tworzyć bariery, musi sprawiać, że niektórzy czują się w Poznaniu jak na
          emigracji, jeśli nie trafią na ludzi, z którymi wejdą w bliższe, głębsze relacje.
          Częściowo jednak ta wrocławska atmosfera to pochodna bardziej jowialnej
          mentalności galicyjskiego miasta Lwowa (zawsze zadziwia mnie jak to było
          możliwe, że dwie najwybitniejsze szkoły matematyki naukowej przed wojną powstały
          w dwóch skrajnie odmiennych mentalnie miastach jak Poznań i Lwów, co tylko
          świadczy o uniwersalności samej matematyki). Wilno było w końcu jakże odmienne.
          Co więcej, we Wrocławiu wyraźnie wyczuwa się tę akceptację nowoosiedlających
          się. W całej Polsce szybko trafić można na wrocławskich patriotów, ludzi
          zakochanych w mieście, wszem i wobec tym epatujących. Często dość bezkrytycznie
          :-) I z mojego doświadczenia są to z reguły ludzie, którzy we Wrocławiu się
          osiedlili. Moje spostrzeżenia potwierdzają moich bliscy znajomi (dwie nie
          znające się pary), którzy też tak czują i dostrzegają, że studenci we Wrocławiu
          są najczęściej tym bardziej bezkrytyczni wobec miasta im później do niego
          przyjechali. Jako przykład jeden z moich znajomych podaje częsty ponoć zachwyt
          wśród osiedlonych we Wrocławiu wrocławskim Starym Miastem, które czego się ukryć
          nie da zostało w końcu po wojnie szkaradnie odbudowane co widać po zanurzeniu
          się w boczne uliczki poza rynkiem i jest to bez dwóch zdań barbarzyństwem, gdyż
          w tym samym czasie Stare Miasto w podobnie zniszczonych Warszawie, Poznaniu, czy
          Gdańsku odbudowywano dość pieczołowicie (w Poznaniu też zdarzają się kamieniczki
          w uliczkach wokół rynku, które mają starą fasadę, krój okien, ale klatka
          schodowa jest typowa dla lat 50-tych, ale jest ich zdecydowana mniejszość, a
          rynek był zburzony w 90%, poza krakowską, lubelską i toruńska starówki w Polsce
          są tak naprawdę replikami). Tak na marginesie Wrocław był z 8 głównych miast
          najbardziej zaniedbywanym przez okres komuny i otrzymywał najmniej inwestycji
          centralnych, a był to okres całkowitej centralizacji, i to się czuje jeszcze po
          dziś dzień. Dobrze, ze się wrocławska gospodarka teraz dźwiga, to kiedyś
          przywróci miastu blask. Choć oczywiście żalu o "kradzież" WBK zapomnieć się nie
          da ;-) Na pocieszenie dodam też, że Poznań był zaraz po Wrocławiu w
          niedofinansowaniu inwestycyjnym przez okres komuny. Do lat 60-tych Polska
          budowała swoją stolicę, a potem pieniądze z kredytów omijały Wrocław i Poznań.
          Późna pora i dygresje są coraz dłuższe. Zatem kończąc - ta atmosfera akceptacji
          wobec Wrocławia wzajemnie podbudowaywana przez nowych Wrocławian widoczna jest
          też w świadomych działaniach promocyjnych miasta. Gdziekolwiek się nie spojrzy,
          tam Wrocław pokazywany jest też z uśmiechniętymi młodymi twarzami. Nawet artykuł
          o sywestrze na rynku został opatrzony oczywiście zdjęciami uczestników z
          podpisem o radujących się uczestnikach zabawy. Jakby to nie było samo przez się
          oczywiste. Mnie osobiście ta euforyczność wydaje się sztuczna. Ale to specyfika
          Wrocławia, jeden z kilku czynników, które sprawiają, że mając zamieszkać w innym
          mieście
    • Gość: pawel Re: Pozytywnie o Wrocławiu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.09, 03:05
      uwazam Wroclaw za bardzooo przereklamowany

      w ogole nie moze sie rownoac z podobnej wielkosci miastami
      europejskimi, choc sam chcialby rownac sie nawet z jeszcze wiekszymi

      a Dutkiewicz to sam PR
      • koteczka34 Re: Pozytywnie o Wrocławiu 02.01.09, 17:07
        Gość portalu: pawel napisał(a):

        > uwazam Wroclaw za bardzooo przereklamowany
        >
        > w ogole nie moze sie rownoac z podobnej wielkosci miastami
        > europejskimi, choc sam chcialby rownac sie nawet z jeszcze wiekszymi
        >
        > a Dutkiewicz to sam PR

        ale Wrocław to nie tylko Dutkiewicz to jeszcze grubo ponad 500 tys innych
        mieszkańców nie do końca zwracających uwage na to co by władze miasta chciały
        tylko po prostu, mamy swoje miejsca, swoje kręgi i swoje zycie.
        Po co od razu musimy się porównywać do innych miast europejskich? To co, Berlin
        jest ciekawszym miejscem? My mamy swój klimat inne miasta mają swoje uroku.
        Ciebie Pawełku Twoja dziewczyna tez najpierw porównała z przedstawicielami
        innych miast europejskich, nim zdecydowała się na związek z Tobą, czy po prostu
        pokocvhała Cie takiego, jaki jesteś? No chyba, że nie jesteś w związku, to by mi
        dużo wyjaśniło na Twój temat.... ;)

        MONIKO - to malkontenci, daj im spokój i przyjeżdżaj! :)
    • membrum_virile Re: Pozytywnie o Wrocławiu 02.01.09, 08:32
      Nie traktuj poważnie wypowiedzi forumowych pisarzy. Tak naprawdę
      żaden z nich nie jest normalny. Budujesz sobie fałszywy obraz
      miasta, biorąc za prawdę narzekania malkontentów.
    • fantastyczna_monika Re: Pozytywnie o Wrocławiu 02.01.09, 12:22
      koteczka34, bardzo Ci dziękuję za podtrzymujące na duchu słowa. Rzeczywiście,
      ładnie opisałaś i aż mi się buzia śmieje. Poczekam do wiosny, a potem do lata -
      może zostanę na dłużej :-) Cieszę, że życie toczy się tu inny torem; mam
      nadzieję, że to miasto bardziej otwarte niż zamknięty Poznań, z którego się
      przeprowadzam ;-)

      membrum_virile - dziękuję, że odpowiadasz. Dla mnie to forum to pewnego rodzaju
      barometr wrocławskich nastrojów, ale skoro powiadasz, że tu wielu malkonentów,
      to nie będę aż tak bardzo im wierzyła.

      pawel - mam nadzieję, że tak nie będzie.

      Dzięki i wszystkiego dobrego w Nowym Roku! :-)
      • Gość: malkontent :-P Re: Pozytywnie o Wrocławiu IP: *.magma-net.pl 02.01.09, 12:38
        > membrum_virile - dziękuję, że odpowiadasz. Dla mnie to forum to
        pewnego rodzaju
        > barometr wrocławskich nastrojów, ale skoro powiadasz, że tu wielu
        malkonentów,
        > to nie będę aż tak bardzo im wierzyła.


        słuchaj się membrum-virile, a będziesz zimą w trampkach chodzić.

        Pozdr.
        Realista
        • membrum_virile Re: Pozytywnie o Wrocławiu 02.01.09, 17:11
          Widzisz, Moniko, tak fantastyczna?
          Wystarczyło uderzyć w stół i już się jeden odezwał ;)
          Potępiając w czambuł mą dobrą radę, która wcale nie mogłaby posłużyć
          do brukowania piekła...
    • fantastyczna_monika Re: Pozytywnie o Wrocławiu 04.01.09, 16:19
      Włodku - poruszyłeś wiele ciekawych kwestii. Wydaje mi się, że masz rację - w
      Poznaniu ramieniem na starcie nikt człowieka nie otoczy; raczej poczeka z
      otwarciem na samodzielną inicjatywę. Bardzo ładnie napisałeś i bardzo podoba mi
      się to, o czym mówisz. Aż szkoda, że Cię nie spotkałam np. na Św. Marcinie,
      mieszkając w Poznaniu ;-)

      A tymczasem dziękuję wszystkim, którzy się wypowiedzieli. Muszę jednak przyznać,
      że miałam nadzieję na więcej pozytywów o Wrocławiu. Może rzeczywiście zamiast na
      forum wybiorę się już jutro na Rynek :-) Do zobaczenia we Wrocławiu! :-D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka