nastyyy
08.03.09, 13:15
.. a może warto pomyśleć gdzie tkwi przyczyna?
Pojedzmy do Pragi.. Tak bliziutko, ale przechodząc miastem można odnieść
wrażenie, że dzieli je odległość tysięcy kilometrów. Idziemy miastem - co
uliczkę/dwie stoją budki z torebkami na kupy. Więc idąc nie musisz o tym nawet
pamiętać. Bierzesz darmową (!!!) torebkę (w Polsce taka kosztuje 1zł!!) obok
stoi kosz na psie kupy. Nigdzie nie widziałam na chodniku kupy. Obserwacja..
dlatego, że wtedy sprzątałam. Uważałam, że tak trzeba. Ale miesiąc/dwa w
Polsce niestety nauczył mnie, że nic nie trzeba. Sprzątasz - potem chodzisz 10
min, bo nie ma żadnego (!) kubła, więc po 10 min wrzucam (nielegalnie) do
jakiegoś prywatnego śmietnika. Udało się. Uf. Wracam - widzę po drodze na tym
samym trawniku już kilka psów - większość bez smyczy. Kupa - idzie dalej. Parę
razy przy sprzątaniu wdepnęłam w inną kupę. Minęło troszkę czasu, w innym
miejscu zamieszkania postawili śmietniki na psie kupy. Tylko kto stawia je
koło przychodni, koło marketu, czy wzdłuż ruchliwej ulicy? Na podwórku jeszcze
nie widziałam żadnego. Ale ok, posprzątałam, idę do jednego z nich. Pies
przestraszony, skulony - nie chce iść w stronę ulicy. Pisk hamulców, warczenie
motorów. Siłą zaciągnęłam psa do śmietnika. On przestraszony, ja zła -
śmietnik jest koło chodnika, jest w nim wszystko, w nim, koło niego, pod nim.
W okół śmietnika ogólnie. Wracam zła, wrzucam kupę do zwykłego śmietnika.
Uspokajam psa. I po raz kolejny przekonuję się, że coś takiego jak sprzątanie
nie ma sensu.
Zresztą, nawet ta jedna posprzątana kupa tutaj nic nie zmieni - 90% osób nawet
na smyczy psa nie wyprowadza. A co dopiero sprzątać kupy?