joan.29
07.08.09, 22:15
Chciałam opisać niemiłą historię jaka mnie dziś spotkała na Brochowie. Jestem
w 38tc od wczoraj obserwuję u siebie objawy które mogłyby wskazywać na
rozpoczynającą się akcję porodową. Dzisiaj we wczesnych godzinach
popołudniowych niesamowicie zaczął boleć mnie kręgosłup, na początku czekałam
że może przejdzie, próbowałam ten ból rozchodzić, niestety nie mijał.
Wieczorem zdecydowałam się pojechać na IP tym bardziej że zaczęły mnie łapać
również skurcze. Na IP zostałam potraktowana przez pielęgniarkę (położną)
wręcz chamsko, naskoczyła na mnie że co ja zawracam głowe bólami
kręgosłupa,ona skurczy nie słyszy (ktg nie zrobiono),ale z wielkiej łaski
zadzwoniła po lekarkę. Ból kregosłupa nadal mam tak silny że ledwo wdrapałam
się na fotel ginekologiczny, na co usłyszałam "niech lepiej pani powie ile
przytyła to będzie pani wiedziała od czego kręgosłup boli", z bólu ciężko było
mi unieść nogi na strzemiona i tu znowu komentarz "niech pani nie przesadza tu
babcie 90-letnie podnoszą nogi a pani taka młoda nie może", na koniec jeszcze
usłyszałam że następnym razem to mam przyjechać do porodu a nie z bólem
kręgosłupa i udawanymi skurczami. Tu zareagowałam bo już mi podniosła
ciśnienie że jest to moja pierwsza ciąża skoro czuje silne napinanie brzucha
to są to dla mnie skurcze, a poza tym każdy poród przebiega inaczej i chyba
rzadko porody przebiegają ksiażkowo. Z tego co wiem od koleżanek które juz
rodziły może zacząć się silnym bólem kręgosłupa. Fianł tego taki że dzidziuś
przycisnął mi nerw kulszowy, ale do licha w 38tc chyba mam prawo się niepokoić
i chyba lepiej pojechać na IP i sprawdzić czy wszystko jest w porządku niż
zjawić się za późno. Za te ciężkie pieniądze jakie mamy sciągane z pensji na
służbę zdrowia opiekę w razie potrzeby mamy wspaniałą. Aż sie odechciewa...