hanjan76
13.08.09, 11:29
Mieszkam we Wrocławiu. Duże miasto, można pomyśleć –cywilizacja i wysoka
kultura. Można…
Tak się cudownie złożyło, że mogę pozwolić sobie na łączenie opieki nad 8
miesięcznym synkiem z pracą w domu. Od czasu do czasu muszę jednak wyskoczyć z
nim do sklepu i zrobić zakupy. W południe i rano ludzi w sklepach jest mniej
niż po południami. Niestety dla synka, jak i dla mnie, musimy iść na te zakupy
razem. Pod domem mamy duży supermarket, i zdarza się raz w tygodniu, że do
niego wchodzimy po pieluchy, żarcie dla małego itd. Większe zakupy zostawiam
partnerowi, który robi je raz miesiącu.
Ale do rzeczy.
W supermarketach są kasy pierwszeństwa – do których jako baba w wózkiem
zasuwam o ile wszędzie jest długa kolejka. Przy mniejszej łatwiej pójść do
kasy normalnej, bo do kasy uprzywilejowanej stoją zawsze tłumy – niekoniecznie
uprzywilejowanych. Wbrew pozorom często osoby uprzywilejowane szybciej
załatwią sprawunki w kasie normalnej bo w tej specjalnej, stoją ci którym stać
się nie chce i sądzą że tam będzie szybciej.
I tak, jeśli pójdę do normalnej kasy i ustawię się w normalnej kolejce to
zakupy zastaną skasowane i zapłacone, a ja z wózkiem i tak muszę przejść przez
kasę dla uprzywilejowanych bo nasz wózek nie zmieści się w normalnym
przejściu. Blokuję więc kasę, w której robiłam zakupy, bo czekają po drugiej
stronie, a kasjer(-rka) nie chce obsługiwać kolejnego klienta i czeka aż je
zabiorę. Ja tymczasem zasuwam z wózkiem do kasy pierwszeństwa lub na koniec
sklepu, żeby wypuścili mnie bramkarze, sprawdzając za każdym razem wózek czy
czegoś nie wynoszę i wracam po zakupy od drugiej już strony.
Można prościej prawda. Można podejść do kasy pierwszeństwa bo jest ona dla
matek z wózkami, które podchodzą w niej rzekomo bez kolejki. I tu właśnie jest
problem. Za każdym razem kiedy próbuję się do niej „wcisnąć” – nie pcham się
do samego przodu i nie wymuszam pierwszeństwa przed tymi którzy wyłożyli już
swe zakupy, lecz jako druga, trzecia osoba. Niestety to bez znaczenia.
Za każdym razem spotykają mnie nieprzyjemności ze strony osób stojących w
tejże kolejce – w 90 proc. facetów, którzy głośno komentują ten fakt,
pokrzykują a nawet starają się mnie przegonić . Dodam, że to często eleganccy
faceci w krawatach, pewni siebie niby-biznesmeni, wyskakujący po lunch do
sklepu i stający do kasy uprzywilejowanej – bo tam przecież najszybciej. Na
moją odpowiedź, że to kasa dla uprzywilejowanych, - pada, że na obrazku
wiszącym nad kasą jest narysowana kobieta w ciąży z dzieckiem na rękach i
osoba wózku inwalidzkim i nie nic na temat baby z wózkiem.
Jeśli ustawie się w kolejce uprzywilejowanej ale na końcu – ochrzani mnie
kasjerka, że nie poszłam do przodu i jak zobaczy menager to ją ochrzani….
Jestem zmęczona bo wyjście do sklepu powoduje stres związany ze staniem w
kolejce. Absurdalne a jednak. Nikt nie lubi być łajany bez powodu. Nie chce mi
się też za każdym razem tłumaczyć, że jednak mam pierwszeństwo, a jak nie
wydam z siebie dźwięku to kolejka nabiera rumieńców, podnosi się coraz więcej
głosów, dochodzę do kasy bez słowa ale prawie zmasakrowana nienawiścią
stojących za mną, i tak źle i tak nie dobrze. Można się nie przejmować i
niektóre mamy tak robią, ale nit nie lubi być nieustannie opluwany.
Co ciekawe kiedy na zakupy musi iść mój partner i to on staje z wózkiem w
kolejce dla uprzywilejowanych nikt mu nic nie mówi, wszyscy patrzą na niego z
dumą, że kochany tatuś wziął dziecko na spacer i jeszcze zakupy zrobi po
drodze. Na niego patrzą z dumą tylko, za fakt że jest facetem z wózkiem, na
mnie bo jestem babą, babą z wózkiem a więc robię to co Takie Normalne!
W żadnym innym kraju się z tym nie spotkałam. W Polsce baba z wózkiem staje
się problemem. Niech rodzi i najlepiej siedzi w domu, żeby nie blokowała
kolejek, nie wykłócała się o podjazdy na krawężnikach itd.
Słabo jest w tym kraju… nie chcę być niemiła ale w końcu zasuną jakąś wiązką
niecenzuralną i zrobię się taka jak oni.