privus
02.02.24, 04:28
A na początku tych rozważań była liczba. Tak, tak - tylko liczba. Liczba, której początkiem było zero, czyli nicość. Nie może być nic, skoro jednak jest coś. Od momentu, w którym nasi praprzodkowie osiągnęli wystarczający poziom intelektualnego wyrafinowania, w niektórych umysłach zaświtała niezwykła nowatorska idea, że.prócz bytu jest niebyt i nieobecność wszelkich form. A dalej to już poszło od rozważania pojęcia "0" (zera) do "1" (jedynki - np. Rig-Weda chińskiego Lao-tsy, która powstała ok. 2600 lat temu), przez "2" (np. dwie pierwotne moce w zaostryzmie, kosmiczne bliźnięta w tradycjach Indian amerykańskich, dwie formy absolutu w hinduizmie,), "3" (np. chrześcijańską Trójcę itd.).
Buddyjska Tripitaka to też Trójca, ale skonkretyzowana na zagadnieniach przyczynowo-skutkowych przedstawiająca ten łańcuch w tradycji buddyjskiej w prostej formie zrozumiałej chyba dla każdego potrafiącego zrobić użytek z własnych szarych komórek, np.:
"Kto nie osiągnął zbawienia, ten pozostaje więźniem własnej ślepoty i zbiera owoce swoich czynów (niewiedza, ślepota)."
Co niesie za sobą ustalona w średniowieczu chrześcijańska Trójca najpierw wzbogacona do Czwórcy a później do dziesiątków tysięcy świętych?
Tylko tyle, że dynamika ilości wznoszonych na ołtarze już dawno przerosła ilość znanych zbuntowanych boskich diabłów i szatanów.
Jedynym wynikiem tego teologizowania jest nadal utrzymująca się niezależna wola życia w postaci, tzw. upostaciowania i siły popędowe jako pozostałości poprzedniego życia ujmowane w różnych jego formach w zależności od religijnego credo.