Gość: witek
IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl
27.01.03, 18:02
Bracia Kaczyńscy, twórcy PiS-u – partii science fiction – aby nie tracić
podczas Kongresu zbyt wiele czasu na duperele typu wybory, ustalili między
sobą, iż Lech Kaczyński będzie nadal zajmował się uprawianiem prezydentury
Warszawy. Znaczy to, że będzie sprawdzał osobiście, chodząc po stolicy, czy
prawdą jest, że jak słupek rtęci spada poniżej 0oC to zaczyna się robić
zimno, a jak idzie powyżej to wręcz przeciwnie i czy faktycznie występuje
takie zjawisko w przyrodzie, iż gdy kierowca autobusu miejskiego w czasie
mrozu wyłącza ogrzewanie, to szyby zamarzają, a pasażerom leci z gęby para
gęsta od przekleństw. Takimi i podobnymi eksperymentami pan Lech ma się
zajmować ku chwale Warszawy do momentu ogłoszenia naboru na prezydenta kraju.
Drugi pod względem ważności Kaczyński (Jarosław) wziął na swoje barki całą
kierowniczą rolę partii i został się przy pomocy prawie 100% poparcia
prezesem PiS-u. Kontrkandydata nie było, bo i po kiego grzyba, jak każdy
członek partii kocha Jarka dogłębnie. A tych dwóch cymbałów, którzy nie
głosowali na Jego Miłość Jarosława (jeden był przeciw, a drugi się
wstrzymał), jak tylko ustali się ich personalia, natychmiast wyrzuci się z
partii na zbitą, sobaczą mordę. Zawieszenia członka w prawach nie przewiduje
się, gdyż członek PiS-u ma być zawsze aktywny. Kapciowym (prawą ręką), tym
razem już prezesa Jarosława, będzie nadal trzeci Kaczyński (Ludwik), nie
wiedzieć czemu upierający się przy nazwisku Dorn. Jest to o tyle ciekawa
postać na polskiej scenie politycznej, że aż fascynująca. Ilekroć Ludwik
zabierze głos publicznie, nikt nie ma pojęcia o czym mówi, a tym bardziej do
czego zmierza. To się jakoś w medycynie nazywa, ale nie jesteśmy aż tak
zafascynowani paplaniną kapciowego, by wertować Encyklopedię Zdrowia.
Po tak sprawnie przeprowadzonych wyborach prezes Jarosław, nie owijając w
bawełnę, oświadczył, iż PiS, widząc rozkład lewicowych elit, widząc SLD,
który umie rządzić źle albo jeszcze gorzej, już dziś z całą pewnością jest w
stanie sprawować władzę lepiej, sprawniej, a przede wszystkim uczciwiej od
ekipy Millera. Po tym wyznaniu ręce delegatów same złożyły się do oklasków,
przechodząc w owację wsie wstajut. Delegatom z radości lica pojaśniały, oczy
zabłysły, bo mało kto z nich, jadąc na Kongres wiedział, że jest już gotowy
do sprawowania władzy. Taki Walendziak wiedział, ale on ma w umowie o pracę
zagwarantowany dygnitarski stołek. W TV (Gość Jedynki – 21.01.) p. Wiechu
zapewnił, że PiS, w sensie intelektualnym i programowym jest gotowy do
przejęcia władzy. A co mu tam, jemu zapewnić jest łatwiej niż splunąć.
Krzaklewskiemu też zapewniał drugą turę, rzucając na szalę własne być albo
nie być w polityce, TV Puls, a jakże, sukces intelektualny, programowy i
finansowy itd... Zresztą co nas obchodzą zapewnienia tego skompromitowanego,
żałosnego człowieczka i tej całej PiSdowatej partii.
PS PiS u władzy? Niemożliwe, by Bóg miał być dla nas aż tak okrutny.