Gość: Artur
IP: *.aster.pl
03.08.08, 20:49
Będąc w wieku około 50 nie można już liczyć na kredyt na 30-40 lat i
nie ma sie też ochoty do wytężonej pracy żeby takiż spłacać. Wielu
ludzi w tym wieku, także ja, ma za to już jakieś oszczędności. Od
jakiegoś czasu zastanawiam się nad czymś takim:
Zamiast szukać w Warszawie lepszego mieszkania, takiego za milion,
chcę wydać część tej kasy na domek na prowincji, a za oszczędzoną
resztę żyć sobie spokojnie do emerytury, być może dorabiając co
nieco z jakiejś działalności gospodarczej.
Moja kalkulacja jest następująca. Mam 1 mln oszczędności. Kupuję
przyzwoity domek do remontu w malowniczej okolicy (góry lub morze do
wyboru) za 300 tys., za dodatkowe 200 robię z domu wygodną
rezydencję. Z pozostalych 500 mln wypłacam sobie do emerytury stałą
pensję. Uwzgędniając dodatkowe środki wynajmu mojego obecnego
mieszkanka powinno to dawać 4-5 tys./mies. przez 15 lat. Potem
dostanę emeryturę. Może w miedzyczasie coś jeszcze zarobię, ale na
luzie. Wyślę też do robory młodszą żonę. Nauczycielka wszędzie
znajdzie pracę. Czy to nie lepsze niż dalszy wyścig szczurów w
Warszawie. Wydając całe oszczędności na dobre mieszkanie musiałbym
harować dalej na bieżące wydatki. Czy nie lepiej wyjechać na
prowincję i żyć na luzie, mając czas na majsterkowanie, ogródek i
ewentualnie spróbowanie swoich sił w jakimś drobnym biznesie?