vulture
26.05.04, 22:05
Był już wieki temu wątek o zacieśnianiu więzów rodzinnych poprzez, pardon,
przepychanie żon i córek znanych artystów (bądź mężów i synów znanych
artystek) do show businessu, a konkretnie do jego muzycznego odłamu. Sióstr,
braci i kuzynów też.
Natchnęła mnie dyskusja w wątku nt. sportu z muzyce i muzyki w sporcie, a
konkretnie kwestia śpiewających małżonek Tadeusza Nalepy. Małżonka nr 1
zasłynęła wykonaniem wczesnych hitów zespołu Breakout. Małżonka nr 2 na
szczęście nie zasłynęła, ale ślad wokalny po sobie zostawiła.
Proponuję utworzyć supergrupę, składającą się z żyjących i nieżyjących
artystek, które powinny były trzymać się z dala od studia nagraniowego, gdyż
wydawanie płyt z ich głosami ma swoje zastosowanie jedynie ostatniego dnia
października.
Moje dwa typy: jeden już wspomniany - Grażyna Dramowicz. Dowód: płyta
Tadeusza Nalepy "Absolutnie", na której śpiewa w trzech utworach główne
partie wokalne.
Typ drugi: Monika Borys. Dowód: płyta "Monika Borys". Czegoś tak strasznego
świat dawno nie słyszał i długo jeszcze nie usłyszy.
P.S. To jest wątek dla jaj.