Dodaj do ulubionych

Yes - legenda rocka progresywnego

IP: *.net / *.net 06.06.04, 20:02
Szkoda że nie mogę jechać. Rok temu też się nie udało. Jedynym pocieszeniem
(ale za to wspaniałym) jest wspomnienie koncertu z orkiestrą z października
2001. Oprócz orkiestry zagrali wszystko, czego można chcieć, z Close to the
Endge i the Gates of Delirium na czele.
Obserwuj wątek
    • Gość: kuternoga Re: Yes - legenda rocka progresywnego IP: *.cg.shawcable.net 06.06.04, 20:26
      Panu Robertowi Sankowskiemu podupcyl sie Ian Anderson z Jethro Tull a Jonem
      Andersonem z Yes
      • cze67 Re: Yes - legenda rocka progresywnego 06.06.04, 21:25
        Gość portalu: kuternoga napisał(a):

        > Panu Robertowi Sankowskiemu podupcyl sie Ian Anderson z Jethro Tull a Jonem
        > Andersonem z Yes

        Wydaje mi się, że nigdy nie był mocny w prog-rocku...
      • Gość: Tomek Re: Yes - legenda rocka progresywnego IP: *.chello.pl 07.06.04, 01:01
        Przykre, że temu panu Robertowi Sankowskiemu się napisało parę innych bzdur.
        Co to za ignorant?
        • Gość: grimsrund Re: Yes - legenda rocka progresywnego IP: *.dialup.telenergo.pl 07.06.04, 17:39
          No, no, tylko nie ignorant - na hip hopie się przeca zna (chyba).
    • Gość: Yessssss Moze Laurie Anderson? IP: *.arcor-ip.net 06.06.04, 20:36
    • Gość: KP nie ma lepszej muzyki niz Yes :D :D :D IP: *.physik.uni-giessen.de 06.06.04, 21:03
      nie slyszalem w swoim zyciu czegos bardziej pelnego pomyslow
      i tetniacego muzyka, niz stare albumy Yes (a slyszalem juz
      niejedno). Bylem na ich koncercie w 1998 w Warszawie i goscie
      byli nie do pobicia. To jest po prostu szkola muzyki. Szkoda
      tylko, ze zamiast White'a nie przyjedzie Bill Bruford...
      • Gość: Jacek Re: nie ma lepszej muzyki niz Yes :D :D :D IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.06.04, 21:14
        Witam !
        Podpisuję się pod Twoim stwierdzeniem.
        Co do Bruforda, to po latach (30) słuchania go w różnych formacjach,
        stwierdzam, że owszem to dobry perkusista, ale ... chyba trochę przeceniany,
        White jest równie dobry, coraz lepszy - widać to na koncertach. Na An Evening
        Of Yes Music Plus, Bruford IMO gra wręcz banalnie, no i ta elektroniczna
        perkusja - dla mnie tragedia.
        Pzdr.
        • foxy21 Re: nie ma lepszej muzyki niz Yes :D :D :D 06.06.04, 21:36
          Nie moge sie juz dooczkac!
          Jutro po raz pierwszy uslysze ich na zywo.
          Koncert ma trwac ponad 3 godziny!
          YES!
          • peternurek1 YES :-DDDDD 06.06.04, 21:44
            będzie zajebiście
            musi być
            w końcu to Yes smile)))
            • peternurek1 Re: YES :-DDDDD 06.06.04, 23:13
              oto setlista z Helsinek z 2.06
              Firebird Suite
              Going For The One
              Sweet Dreams
              I've Seen All Good People
              Mind Drive/South Side Of The Sky
              Turn Of The Century
              Foot Prints
              Mind Drive (Conclusion)
              Yours Is No Disgrace
              The Meeting
              Long Distance Runaround
              Wonderous Stories
              Time Is Time
              Roundabout
              Show Me
              Owner Of A Lonely Heart
              Second Initial
              Rhythm Of Love
              And You And I
              Ritual
              Starship Trooper
              • vampi_r Re: YES :-DDDDD 07.06.04, 12:46
                peternurek1 napisał:

                > oto setlista z Helsinek z 2.06
                > Firebird Suite
                > Going For The One
                > Sweet Dreams
                > I've Seen All Good People
                > Mind Drive/South Side Of The Sky
                > Turn Of The Century
                > Foot Prints
                > Mind Drive (Conclusion)
                > Yours Is No Disgrace
                > The Meeting
                > Long Distance Runaround
                > Wonderous Stories
                > Time Is Time
                > Roundabout
                > Show Me
                > Owner Of A Lonely Heart
                > Second Initial
                > Rhythm Of Love
                > And You And I
                > Ritual
                > Starship Trooper
                >
                >
                >


                Szkoda, że znów nie włączyli Close... do zestawu.
                Ale małe zaskoczenie, że jest trochę muzyki z albumów nie-wakemanowskich.
                Skąd inąd wiadomo, że Wakeman nie lubi grać utworów z płyt, na których on
                oryginalnie nie grał.

                PS. Ja idę na YES po raz czwarty. Najlepszy repertuarowo był chyba koncert z
                orkiestrą, bo zagrali wszystko, co wielkie.
                Ale nawet cała orkiestra nie była mi w stanie zastapić Wakemana.
                • peternurek1 Re: YES :-DDDDD 07.06.04, 12:57
                  moim małym osobistym mażeniem jest żeby zagrali coś z "Dramy" ale wiem że to
                  niemożliwe...
                • Gość: Jacek Re: YES :-DDDDD IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.06.04, 13:17
                  vampi_r napisał:

                  > Szkoda, że znów nie włączyli Close... do zestawu.<

                  Też żałuję, jak dla mnie jest za dużo komercyjnych "knotów", a za mało wielkich
                  utworów.

                  > Najlepszy repertuarowo był chyba koncert z
                  > orkiestrą, bo zagrali wszystko, co wielkie.
                  > Ale nawet cała orkiestra nie była mi w stanie zastapić Wakemana.<

                  Tak, koncert z orkiestrą był świetny, choć koniec Gates Of Delirium Howe po
                  prostu spieprzył. Wakemana nikt nie zastąpi.
                  Pzdr.


                  • Gość: maltes Re: YES :-DDDDD IP: *.ipt.aol.com 18.08.04, 13:08
                    zastapil przeciez wczesniej i lepiej gral gatesa moraz
                    a tak ode mnie to gates na yesshows stal sie calym moim zycie
                    nigdy juz nie bedzie i nigdy nie bylo takiego dziela i Tak zagranego
                    ten z wakemanem z kolei byl conajmniej kiepski
                    no i solo moraza z to be over.... mmmmmm...
        • cze67 Re: nie ma lepszej muzyki niz Yes :D :D :D 07.06.04, 18:10
          Gość portalu: Jacek napisał(a):
          Na An Evening Of Yes Music Plus, Bruford IMO gra wręcz banalnie, no i ta
          elektroniczna perkusja - dla mnie tragedia.

          Taaa, Bruford miał jazdę na elektronikę, niestety. Co nie zmnienia faktu, że to
          co zrobił na płytach Yes i King Crimson to mistrzostwo świata. Według mnie.
      • Gość: Maltes Yes yes yes IP: *.ipt.aol.com 18.08.04, 13:00
        Nie zgadzam sie z toba. Bardzo dobrze ze bruford odszedl do crimsona. Bardziej
        tam pasuje i zawsze gral bardziej jazz'owo niz reszta. To z kolei co White
        zrobil potem na tales,going i szczegolnie na gates jest genialne i pasuje
        idealnie
    • Gość: siepacz precz z postępem! IP: *.sg.gov.pl / 80.50.15.* 07.06.04, 10:19
      Ta muzyka nie jest martwa ani nie jest konserwatywna. To jest po prostu muzyka,
      a to, co nastąpiło po niej, jest muzyki zaprzeczeniem. Pampersiarscy troglodyci
      wolą oczywiście utwory "nie dłuższe niż 120 sekund", prymitywne, pardon -
      "łatwo wpadające w ucho" i do powtórzenia przez głuchego, oparte na
      jednostajnym "łup-łup-łup" i z tekstem nie wymagającym myślenia, a najlepiej
      też znajomości języka. Np. "lalalalalala" Kylie Minogue albo "fuck you fuck you
      fuck you" Eminema.
      • Gość: pagaj Re: precz z postępem! IP: 193.0.236.* 07.06.04, 12:45
        Gość portalu: siepacz napisał(a):

        > Ta muzyka nie jest martwa ani nie jest konserwatywna.

        Dla mnie jest. Zespoły takie jak Yes na początku były faktycznie
        "progresywne", sporo eksperymentowały, dążyły do stworzenia
        czegoś nowego (w granicach rocka). Ale nadszedł moment, kiedy
        grupy te wykształciły już swój styl, okrzepły w nim i...
        zaczął się zastój, lub brnięcie w coś co stało się karykaturą
        tej muzyki (vide: Emerson Lake & Palmer). Jeśli już następowały
        jakieś zmiany to raczej w kierunku muzyki dla, jak to określiłeś,
        pampersiarskich troglodytów (Yes i Genesis w latach osiemdziesiątych).
        Natomiast cały ruch neo-progresywny lat osiemdziesiątych
        i dziewięćdziesiątych to już ewidentna powtórka z rozrywki:
        kolejne kapele wychowane na starym Yes, Genesis i Pink Floyd,
        nie potrafiące ani trochę wyjść poza ten kanon.
        Wybacz, ale to właśnie dowodzi, w moim przekonaniu, martwoty
        tej formuły.

        > To jest po prostu muzyka,
        > a to, co nastąpiło po niej, jest muzyki zaprzeczeniem.

        Jak ja kocham to przekonanie fanów prog-rocka o tym, że "ich" muzyka
        jest tą jedyną i prawdziwą... Szkoda słów.

        > Pampersiarscy troglodyci
        > wolą oczywiście utwory "nie dłuższe niż 120 sekund", prymitywne, pardon -
        > "łatwo wpadające w ucho" i do powtórzenia przez głuchego, oparte na
        > jednostajnym "łup-łup-łup" i z tekstem nie wymagającym myślenia, a najlepiej
        > też znajomości języka. Np. "lalalalalala" Kylie Minogue albo "fuck you fuck you
        > fuck you" Eminema.

        kiepski, fajansiarski pop był zawsze i wszędzie. nawet w latach świetności
        prog-rocka. poza tym, nie wszystko co trwa "120 sekund" lub jest oparte
        na jednostajnym łup-łup-łup, jest z definicji złe.
        • Gość: Lukas Re: precz z postępem! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.04, 15:40
          Nie ma sie co napinac.Wiadomo ,ze nikt nie jest w stanie dzialac non stop i
          byc "progresywnym".Yes to wspanialy zespol,ale juz nie "progresywny".I z tym
          nie moga pogodzic sie jego krytycy,podkreslajac w kazdej (zlosliwej)
          notce ,ze "kiedys to to i tamto".Kiedys to i owszem....a teraz zostala piekna
          muzyka dla wrazliwych ludzi.Do zobaczenia w Sali Kongresowej wink
          • Gość: pagaj Re: precz z postępem! IP: 193.0.236.* 07.06.04, 16:48
            Gość portalu: Lukas napisał(a):

            > Nie ma sie co napinac.

            A kto tu się napina? smile

            > Wiadomo ,ze nikt nie jest w stanie dzialac non stop i
            > byc "progresywnym".

            Było paru takich w historii, którym się ta sztuka udała.
            I nie mam na myśli tylko historii rocka progresywnego.
            Inna sprawa, że etykietka "progresywny" jest zbyt ochoczo
            przyklejana czasami (ostatnio np. często to słowo
            pojawia się w recenzjach twórczości dzisiejszej muzyki
            elektronicznej), co powoduje potem różne nie porozumienia.

            > Yes to wspanialy zespol,ale juz nie "progresywny".I z tym
            > nie moga pogodzic sie jego krytycy,podkreslajac w kazdej (zlosliwej)
            > notce ,ze "kiedys to to i tamto".

            Nie jestem złośliwy, nie-progresywność Yes też mi jakoś snu
            z powiek nie spędza. Ale powiedz tak szczerze - ile NAPRAWDĘ
            DOBRYCH płyt można nagrać trzymając się twardo jednego,
            ściśle zdefiniowanego stylu? Dwie, góra trzy. Przy odrobinie
            szczęścia jedna z tych dwóch-trzech okaże się genialna,
            epokowa, odkrywcza, itd. Jak zdarzą się dwie takie płyty to
            już naprawdę nieźle (i to ma miejsce w przypadku Yes -
            "Fragile" i "Close to the Edge"). Ale potem zaczyna się
            gonienie w piętkę. Zdarzają się pojedyncze świetne kompozycje,
            ale z czasem można zauważyć (zwłaszcza jeśli nie jest się
            die-hard fanem), że kolejne albumy wywołują już coraz
            mniejszy entuzjazm, a muzyka staje się przewidywalna do bólu.

            > Kiedys to i owszem....a teraz zostala piekna
            > muzyka dla wrazliwych ludzi.

            I przeciw temu głównie protestowałem. Przeciwko przekonaniu,
            że prog-rock ma monopol na piękno, a jego fani są jakoś
            szczególnie wrażliwi (a każdy, któremu się ta muzyka nie
            podoba, niech idzie sobie słuchać disco polo).

            > Do zobaczenia w Sali Kongresowej wink

            Niestety, nie wybieram się sad
            • cze67 Re: precz z postępem! 07.06.04, 17:55
              Gość portalu: pagaj napisał(a):
              Jak zdarzą się dwie takie płyty to już naprawdę nieźle (i to ma miejsce w
              przypadku Yes - "Fragile" i "Close to the Edge").

              Ja bym Twoją listę jednakowoż uzupełnił o trzy płyty: Yes Album, Tales... i
              Relayer...
            • Gość: Lukas Re: precz z postępem! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.04, 18:28
              > Było paru takich w historii, którym się ta sztuka udała.
              > I nie mam na myśli tylko historii rocka progresywnego.

              Przez 35 lat niemal nieprzerwanej dzialalnosci?Zreszta ,Yes to specyficzny
              rodzaj zespolu - z gataunku tych ,ktore sie zmienic nie moga.Nikt - ani muzycy
              ani sluchacze - tego nie chce.Bo po co ? Od zmian sa inni artysci.

              Dlatego etykietka "progresywny" w przypadku Yes ma juz wymiar tylko
              historyczny.Niestety ,dziennikarze pokroju Leszczynskiego czy Brzozowicza nie
              umieja (lub nie chca,bo po co sie przemeczac - latwiej cos zjechac) zauwazyc,ze
              ta muzyka juz "progresywna" byc nie chce.

              > Nie jestem złośliwy, nie-progresywność Yes też mi jakoś snu
              > z powiek nie spędza. Ale powiedz tak szczerze - ile NAPRAWDĘ
              > DOBRYCH płyt można nagrać trzymając się twardo jednego,
              > ściśle zdefiniowanego stylu?

              Jak Cze67 zauwazyl ,warto by jeszcze dodac i "Yes album" i "Tales...."
              i "Relayera".A ja bym dorzucil ,mimo wszystko,jeszcze "Going for the
              one"....troche sie tego uzbieralo.A z pozostalych plyt ,bedac fanem ,mozna
              czerpac nie miejsza przyjemnosc.A jesli fanem nie jestes nikt przeciez nie
              nakazuje Ci tych plyt sluchac.....Nie kazda plyta musi byc
              odkrywcza ,przelomowa.Wystarczy ze zawiera dobre kompozycje.

              > I przeciw temu głównie protestowałem. Przeciwko przekonaniu,
              > że prog-rock ma monopol na piękno, a jego fani są jakoś
              > szczególnie wrażliwi (a każdy, któremu się ta muzyka nie
              > podoba, niech idzie sobie słuchać disco polo).

              Coz,wrazliwosc na piekno jest przy sluchaniu muzyki Yes wskazana....rock
              progresywny to "rock malowany fantazja","muzyczne pejzaze" (odwolujac sie do
              tytulu audycji P.Kosinskiego).Nie mowie,ze tu jakis monopol na piekno jest,bo
              kazdy pojmuje piekno inaczej,ale warto jednak zwrocic uwage na to jacy ludzie
              lubia prog-rocka a jacy nie wink
            • Gość: adam Re: precz z postępem! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.06.04, 18:37
              sorry koles, ale Yes nagrala w latach 90 kolejne dwie epokowe plyty "Keys To
              AScension- Keys to the Studio"- w klimacie prog rockowym ale bardzo nowoczesnie
              wyprodukowana oraz plyte "The LAdder", ktora az kipi swiezoscia i nowatorstwem
              brzmienia, swietnym pomyslem, jest zwarta i po prostu genialna. Swietna jest
              takze plyta "Open Your Eyes" laczaca z powodzeniem Jazzowe aranzacje z ciezkim
              rytmicznym brzmieniem... Poklony Yes- dla najbardziej kreatywnej kapeli ever
              kReAted
              • cze67 Re: precz z postępem! 10.06.04, 20:06
                Gość portalu: adam napisał(a):
                Swietna jest takze plyta "Open Your Eyes" laczaca z powodzeniem Jazzowe
                aranzacje z ciezkim rytmicznym brzmieniem...

                OYE to pomyłka porównywalna do płyty Big Generator. Moim zdaniem.
                • Gość: Jacek Re: precz z postępem! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.06.04, 20:17
                  cze67 napisał:

                  > OYE to pomyłka porównywalna do płyty Big Generator. Moim zdaniem.<

                  Witam !
                  Nie tylko Twoim, Dla mnie twórczość Yes zakończyła się na Dramie + kilka
                  (dosłownie) utworów z kolejnych płyt. Ale może jesteśmy za starzy, żeby docenić
                  te dokonania, które wymienia przedmówca smile.
                  Pzdr.






                  --------------------------------------------------------------------------------
                  • cze67 Re: precz z postępem! 10.06.04, 20:34
                    Gość portalu: Jacek napisał(a):

                    > Witam !
                    > Nie tylko Twoim, Dla mnie twórczość Yes zakończyła się na Dramie + kilka
                    > (dosłownie) utworów z kolejnych płyt. Ale może jesteśmy za starzy, żeby
                    docenić te dokonania, które wymienia przedmówca smile.

                    W moim przypadku jest tak, że cenię także nagrania późniejszego Yes, a płyty
                    The Ladder i Magnification chwilami zbliżają się, moim zdaniem, poziomem do
                    tych z lat 70. Ale OYE to jest jednak straszna żenada.
            • Gość: maltes o ja pierd.... IP: *.ipt.aol.com 18.08.04, 13:23
              co ty chrzanisz???
              fragile wywoluje wieksze emocje od tales i relayer???
              i zreszta od yes album?
              gratuluje stary
              zostales wlasnie moim guru...
      • Gość: heyerek Re: precz z postępem! IP: *.stacje.agora.pl 09.06.04, 12:10
        Bardzo dziwna opinia. Tak jakby po rocku "progresywnym" w historii muzyki nie
        pojawiło się nic poza tandetnym popem czy disco. A przecież i w trakcie
        eksplozji rocka "progresywnego" i po niej zaistniało mnóstwo przeróżnych
        gatunków, i ciekawszych, i bardziej ambitnych od niego. (kraut-rock, nowa fala,
        punk, hard-core, noise, industrial, avant-pop, przeróżne kierunki awangardy i
        mnóstwo, mnóstwo innych). Problem leży w tym, żeby wykazać się odrobiną
        ciekawości i aktywności w poszukiwaniu ciekawej muzyki. Jeśli ktoś opiera swoją
        opinię tylko na tym, co w większości oferują nam stacje radiowe typu Radio Zet,
        Pogoda czy PR III to rzeczywiście przedstawia się dosyć żałosny obraz nie tylko
        sceny muzycznej ale w ogóle kultury i sztuki. Ale przecież ten obraz jest
        kompletnie fałszywy!
        • Gość: Lukas Re: precz z postępem! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.04, 18:08
          >A przecież i w trakcie
          > eksplozji rocka "progresywnego" i po niej zaistniało mnóstwo przeróżnych
          > gatunków, i ciekawszych, i bardziej ambitnych od niego.
          kraut-rock, nowa fala,
          >
          > punk, hard-core, noise, industrial, avant-pop, (...)

          ROTFL!
    • Gość: fishtnak Mars Volta? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.06.04, 10:41
      A Mars Volta to nie jest rock progresywny XXI wieku, moze i inspiruja sie
      prog-rockiem, ale duzo, duzo silniej emo-rockiem.
      • Gość: pagaj Re: Mars Volta? IP: 193.0.236.* 07.06.04, 12:30
        Gość portalu: fishtnak napisał(a):

        > A Mars Volta to nie jest rock progresywny XXI wieku, moze i inspiruja sie
        > prog-rockiem, ale duzo, duzo silniej emo-rockiem.

        a cóż to za dziwadło ten emo-rock, bo pierwsze słyszę?
        w AMG też to hasło nie ma swojej strony.

        a dla mnie MV to jest prog-rock. w sensie jak najbardziej
        DOSŁOWNYM - jest progresywny, w przeciwieństwie do
        tzw. neo prog rocka, który z postępem (czyli progresem)
        nie ma absolutnie nic wspólnego. regres jak diabli
        i nuda niczym w polskim kinie.

        zresztą Sankowski napisał wyraźnie - zespoły takie jak MV
        inspirują się bardziej krautrockiem, do czego sami MV
        przyznają się bardzo chętnie.
        • foxy21 Re: YES! 07.06.04, 13:35
          Ja od rana nuce "To be over" i odliczam godziny,
          jeszcze tylko 7 zostalo!
        • Gość: fishtank Re: Mars Volta? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.06.04, 00:52
          Jest strona emo na AMG
          allmusic.com/cg/amg.dll?p=amg&uid=UIDMISS70405271822202926&sql=C4525
          A emo to skrót od emocjonalny punk

          Rzeczywiscie Mars Volta przyznaje sie do inspiracji krautrockiem (np. wywiad w
          Teraz Rock). Zreszta takze At the Drive-In zaliczane jest do emo (chociazby na
          wspomnianym AMG emo jest wymienione w gatunkach, do ktorych sie ten zespol zalicza)

          Osobiscie malo mialem do czynienia z emo, ale polecam np. zespol Coheed And
          Cambria, chociazby po to by zrozumiec, iz Mars Volta nie sa tymi jedynymi
          (aczkolwiek oczywiscie ciesze sie, iz zyskali duzo popularnosc i recenzje ich
          plyty mozna przeczytac nawet w metlaowym czasopismie)

          Nie przesadzalbym tez z progresywnoscia Mars Volty. We wspomnianym wywiadzie
          stoi przeciez: "Nie robimy niczego nowego". Oto zreszta link do tego artykulu:

          www.terazrock.pl/index.php?id_page=4&news=1&newsid=1098
          A co do prog-rocka to jak w kazdym gatunku zdarzaja sie zespoly bardziej i mniej
          kreatywne, ale definicje gatunkow sa raczej dosc scisle (i oczywiscie w duzym
          stopniiu sztuczne), ale zespoly ktore kombinuja raczej okresla sie mianem
          eksperymentalnych a prog-rock to tylko etykietka. Kraut-rockiem natomiast
          inspiruje sie wiele zespolow rozkowych np. awant-popowu Stereolab czy
          pos-rockowy Tarwater.
    • Gość: Olaf Re: Yes - legenda rocka progresywnego IP: *.in-addr.btopenworld.com 08.06.04, 14:14
      Takie etykietki, jak "progresywny" itp. to sa wymysly tzw."krytykow" itez
      oni "grzebia" dany gatunek, lub "reaktywuja" . A tak naprawde to im sie tylko
      wydaje, bo w ten sposob moga sobie podniesc, bardzo nikle poczucie wlasnej
      wartosci. A tak naprawde to zespol taki jak Pink Floyd ma miliony fanow i
      sprzedanych plyt na calym swiecie, czy sie to "krytykom" podoba czy nie.
      Natomiast pan Sankowski nawet nie moze pretendowac do miana "krytyka" gdyz on
      od poczatku pod szyldem "krytyki" wyraza po prostu swoje prywatne opinie - co
      mu sie podoba, a co nie. A ze ogolnie w "Wyborczej" wszyskim podoba sie tylko
      tzw."punk", to jak ktos nie gra owego "punka" to jest grzybem zjelczalym i
      zadne tam tzw. "obiektywne" kryteria nie wchodza w gre -np. czy ktos w ogole
      umie grac na instrumencie jakimkolwiek. Wazne zeby byl czad i teksty
      zaangazowane w cokolwiek. To ma byc krytka muzyczna ?. To jest kompletny brak
      profesjonalizmu. A Yes niestety juz nie ten co dawniej. Troche szkoda...
      • rdiaczuk Re: Yes - legenda rocka progresywnego 08.06.04, 15:32
        Mam kilka CD wykonawców rocka "progresywnego" w tym Yes. Mogę przegrać na CD.
        Chciał bym równiez powiększyć swoją listę o CD Państwa. Piszcie do mnie na
        rdiaczuk@wp.pl
    • joseph80 White/Bruford i OYE 11.06.04, 16:51
      W tym wątku była już mowa o tych dwu perkusistach. Zazwyczaj więcej opinii jest
      takich, że Bruford jest dużo lepszym perkusistą i bardziej oczekiwanym w Yes
      niż White. Ja też muszę przyznac, że bardziej lubię Bruforda, na pewno ma on
      też lepsze wyszkolenie techniczne (i to niesamowite brzmienie werblasmile, ale ja
      po ostatnim, poniedziałkowym koncercie twierdzę, że w Yes jest miejsce już
      tylko dla White`a. Gra on bardziej rockowo, dynamiczne i bardziej pasuje do
      Yes. Owszem Bruford zrobił bardzo wiele z Yes, nagrał kilka ponadczasowych
      płyt, ale czy wyobrażacie sobie jak bt brzmiała płyta Relayer z Panem B., no ja
      jakoś nie mogęsmile. White wniósł nową energię do tego zespołu, i doskonale
      wkomponował się w muzykę graną przez zespół. W swoją grę wkłada dużo serca i
      wysiłku, co widać było na koncercie. Od ostatniego koncertu bardzo polubiłem
      White`a, i zdałem sobie sprawę, że na poprzednich koncertach Yes nie zwracałem
      na niego w ogóle uwagi.

      Teraz płyta OYE. Fakt jest to komercyjna płyta, jest to prosta płyta, ale jest
      to zarazem dobra płyta, zostawiająca daleko w tyle Cyferki. MOże niechęć do
      niej bierze się z przeświadczenia fanów, że prog rockowy zespół nie powinien
      nagrywać takich płyt. Może i nie powinien, ale jak juz dokonał takiego czegoś,
      to ja dałem szansę tej płycie i znalazłęm na niej wiele ciekawych utworów i
      smaczków. A że to zupełnie inne Yes to trudno.

      pzdr
      Jos
      • cze67 Re: White/Bruford i OYE 11.06.04, 16:56
        Ja kilkakrotnie dawalem szanse OYE. Podszedlem do tej plyty bez uprzedzen.
        Niestety, w glowie nie zostala mi zadna melodia. Tylko uczucie niesmaku. Wole
        cyferki, tam przynajmniej jest przepiekny Hearts.
        • joseph80 Re: White/Bruford i OYE 11.06.04, 17:00
          cze67 napisał:

          > Wole
          > cyferki, tam przynajmniej jest przepiekny Hearts.

          To fakt jest przepiękny Hearts, ale poza nim już bledziutko, wg mnie Cyferki to
          najsłabsza płyta Yes. Dużo bardziej lubię BG.
      • cze67 Re: White/Bruford i OYE 11.06.04, 17:06
        Co do Bruforda, to ja wlasnie baaardzo zaluje, ze to nie on gra na Relayer. Na
        te wlasnie plycie przypadala by sie jego finezja, jego znakomita technika.
        • joseph80 Re: White/Bruford i OYE 11.06.04, 17:11
          cze67 napisał:

          > Co do Bruforda, to ja wlasnie baaardzo zaluje, ze to nie on gra na Relayer.
          Na
          > te wlasnie plycie przypadala by sie jego finezja, jego znakomita technika.

          Musze przyznać, ciekawa opiniasmile. Ale na pewno Sound Chaser nie byłby Sound
          Chaserem, Tym cięzkim utworem jazz rockowym, w którym wiele karakołomnych zmian
          tempa. Ten utwór nie miałby na pewno tej mocy co z White`em. Gates Of Delirium,
          Bruford też odpada, za delikatny, w tym utworze też liczy się siła, niesamowite
          tempo instrumentów, jedyny w jaki by się mógł dobrze wkomponować to To Be Over.
          Z drugiej strony White nigdy nie zagra np. Roundabout jak Bruford. Cze,
          słyszałeś Yessongs? Tam White uczynił z tego utworu niemal hardrocksmile
          • cze67 Re: White/Bruford i OYE 11.06.04, 17:17
            Bruford za delikatny??? Przepraszam Cie bardzo, ale kto gral na perkusji w np.
            Close To The Edge?
            • Gość: pagaj Re: White/Bruford i OYE IP: 193.0.236.* 11.06.04, 17:25
              cze67 napisał:

              > Bruford za delikatny??? Przepraszam Cie bardzo, ale kto gral na perkusji w np.
              > Close To The Edge?

              A Bruford w CTTE to jakoś szczególnie mocno i ostro grał? kaman, Cze! wink
              • cze67 Re: White/Bruford i OYE 11.06.04, 17:29
                Gość portalu: pagaj napisa3(a):

                > A Bruford w CTTE to jakoś szczególnie mocno i ostro gra3? kaman, Cze! wink

                Szczegolnie moze nie, ale mocno tak.

                PS. W sumie to musze przesluchac ten utwor (mialem jakies trzy miesiace
                przerwy). Jezeli dwoch facetow mi mowi, ze cos z ta ostroscia nie tak, to
                trzeba to to sprawdzic.
            • joseph80 Re: White/Bruford i OYE 11.06.04, 17:30
              cze67 napisał:

              > Bruford za delikatny??? Przepraszam Cie bardzo, ale kto gral na perkusji w
              np.
              > Close To The Edge?

              No spoko w CTTE gra dosyć mocno, ale czy tak mocno jak się wydaje?. Nie
              uwazasz, że Sound Chaser i Gates of Delirium są zagrane z większym wykopem,
              szczególnie SC. Przecież to muzyczna jazda bez trzymanki, jeden z moich
              ulubionych utworów Yes. Zresztą jak teraz się zastanawiam, to Bruford jak na
              siebie w CTTE gra bardzo mocno, ale w porównaniu do White`a to jest jednak dużo
              delikatniejsze. Nie można też zapominać o basie Squire`a, potężnym basie, który
              na CTTE chyba pokazał swoją największą siłę i to on może powoduje, że mamy
              złudzenie ze Bruford gra mocno.

              Zresztą Cze zarzuć proszę minutami tego utworu w których brufod gra ostro,
              chciałbym sie dowiedzieć co uważasz za mocne. Przeciez w pierwszej fazie
              utworu, tej najbardziej rozimprowizowanej, jego gra tez jest daleko od mocnego
              łojenia, to cały czas finezja, technika i jazzowe naleciałości. Co bardzo, ale
              to bardzo lubiesmileI nie chce by ktoś pomyślał, że mam coś przeciwko Billowi. To
              mój ulubiony pałker, powtarzamsmile
              • cze67 Re: White/Bruford i OYE 11.06.04, 17:34
                joseph80 napisa3:

                > chcia3bym sie dowiedzieć co uważasz za mocne.

                Za mocne uwazam jak jest takie "drrruddddudum"...
                • joseph80 Re: White/Bruford i OYE 11.06.04, 17:37
                  cze67 napisał:

                  > joseph80 napisa3:
                  >
                  > > chcia3bym sie dowiedzieć co uważasz za mocne.
                  >
                  > Za mocne uwazam jak jest takie "drrruddddudum"...

                  Proste, już wiem czemu tak uważasz. Bo dosyć głośno w CTTE słychać bęben
                  basowy, na którym Bill gra z dość dużą częstotliwością, zagadka rozwiązana.
          • cze67 Re: White/Bruford i OYE 11.06.04, 17:22
            joseph80 napisa3:
            Ale na pewno Sound Chaser nie by3by Sound
            > Chaserem, Tym cięzkim utworem jazz rockowym, w którym wiele karako3omnych
            zmian tempa.

            Mamy dwa kompletnie rozne punkty widzenia na gre obu perkusistow. Wedlug mnie,
            to WLASNIE na Soud Chaser bardzo by sie Bruford przydal. Nie mowie, ze White
            jest kiepskim perkusista, ale jezeli chodzi o jazzowe granie, ze zmianami
            tempa, to dla mnie wlasnie BB jest mistrzem swiata.

            Jacka DeJohnette nie licze....
            • joseph80 Re: White/Bruford i OYE 11.06.04, 17:34
              cze67 napisał:

              > joseph80 napisa3:
              > Ale na pewno Sound Chaser nie by3by Sound
              > > Chaserem, Tym cięzkim utworem jazz rockowym, w którym wiele karako3omnych
              > zmian tempa.
              >
              > Mamy dwa kompletnie rozne punkty widzenia na gre obu perkusistow. Wedlug
              mnie,
              > to WLASNIE na Soud Chaser bardzo by sie Bruford przydal. Nie mowie, ze White
              > jest kiepskim perkusista, ale jezeli chodzi o jazzowe granie, ze zmianami
              > tempa, to dla mnie wlasnie BB jest mistrzem swiata.

              Bo jestsmile, ja też tak uważam, ale na mysli miałem, że łojenie White`a byłoby
              trudne do zastąpienia na tych utworach, a Bruford by to zagrał na pewno mniej
              dynamicznie. Zresztą nie mam zamiaru sie kłócić i nawracać ciebie na White`abig_grin,
              Skończmy na tym że i jeden i drugi odegrali duże znaczenie w muzyce Yes.

              pzdr
              Jos
              • cze67 Re: White/Bruford i OYE 11.06.04, 17:38
                joseph80 napisa3:
                Zresztą nie mam zamiaru sie k3ócić i nawracać ciebie na White`abig_grin,

                A czy my sie klocimy? Zebysz tylko takie klotnie toczono na tym forum...
                Ja tez lubie White'a. Ale jeszcze bardziej Bruforda.

                > Skończmy na tym że i jeden i drugi odegrali duże znaczenie w muzyce Yes.

                Powiedzialbym nawet, ze odegrali duza role. Albo duzo znaczyli dla muzyki Yes.
                • joseph80 Re: White/Bruford i OYE 11.06.04, 17:39
                  cze67 napisał:

                  > joseph80 napisa3:
                  > Zresztą nie mam zamiaru sie k3ócić i nawracać ciebie na White`abig_grin,
                  >
                  > A czy my sie klocimy? Zebysz tylko takie klotnie toczono na tym forum...
                  > Ja tez lubie White'a. Ale jeszcze bardziej Bruforda.
                  >
                  > > Skończmy na tym że i jeden i drugi odegrali duże znaczenie w muzyce Yes.
                  >
                  > Powiedzialbym nawet, ze odegrali duza role. Albo duzo znaczyli dla muzyki Yes.

                  No jasnesmile
      • Gość: Maltes Re: White/Bruford i OYE IP: *.ipt.aol.com 18.08.04, 13:15
        nie powinienes sie chwalic ze nie zwracales uwagi na whitea
    • Gość: rockfanka Re: Yes - legenda rocka progresywnego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 14:39
      Ciekawe jak wypadna amerykanskie koncerty Yes z Dream Theater. I jak sie
      poczuja fani Yes po godzinnej dawce najswiezszej muzyki DT.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka