Dodaj do ulubionych

crescendo u vivaldiego

15.11.04, 19:12
Miałem ostatnio okazję porównać 3 część koncertu na 2 wiolonczele g-moll RV
531 Vivaldiego w 2 wykonaniach. Jedno to płyta którą mam, grają Anner Bylsma
i Anthony Pleeth z Academy of Ancient Music Hogwooda. Drugie puściła dziś
rano Dwójka: solistów nie pomnę (2 polskie nazwiska, chyba jedna Karolina?),
i 'Amadeus' z Duczmal. Brzmienie wersji polskiej było bardziej miękkie,
wiolonczele na ile się moje profańskie ucho zorientowało zagrane bardziej
solistycznie w przeciwieństwie do bardziej 'wtopionych' u Hogwooda. Ale co
ciekawe, u Duczmal usłyszałem w pewnym momencie jakby crescendo orkiestrowe,
którego za nic nie mogę zlokalizowac u Hogwooda. Czy w ogóle u Vivaldiego są
crescenda? Czy to nie weszło jakoś później? Jeśli tak, to co sądzić o
Duczmal? Czy może się w ogóle przesłyszałem?? (rano było smile )
Obserwuj wątek
    • schaetzchen Re: crescendo u vivaldiego 15.11.04, 21:45
      Skoro Karolina, to pewnie Jaroszewska, córka Duczmal.
      Cóż, o wykonawstwie muzyki dawnej możnaby długo pisać i są pewnie na forum osoby
      bardziej wykształcone w tym względzie ode mnie.
      Sprawa wiolonczel - to mogła być licentia poetica reżysera dźwięku (chociaż na
      pewno wykonawcy maczali palce w ustalaniu proporcji).
      Crescendo - Vivaldi go raczej w nutach nie zaznaczył smile Nie wiem, kto "wynalazł"
      (czy odkrył?) crescendo smile Generalnie - faktycznie, w muzyce baroku raczej
      operuje się płaszczyznami typu piano - forte, ale... no właśnie, tu się minutę
      zastanawiałam co dalej napisać. Bo to raczej chodzi o charakter dźwięku, wibrato
      (że nie wspomnę na tym czy gra się na instrumentach z epoki) a nie to, czy jest
      crescendo, czy go nie ma. Tak że bez usłyszenia tego nagrania ciężko cokolwiek
      napisać...
      • zamek Crescendo 15.11.04, 23:00
        to raczej wynalazek kompozytorów z tzw. szkoły mannheimskiej (Stamicowie,
        Quantz, Cannabich etc.), a zatem czasy troszkę późniejsze.
    • dobiasz Re: crescendo u vivaldiego 15.11.04, 23:26
      bwv1004 napisał:

      > Miałem ostatnio okazję porównać 3 część koncertu na 2 wiolonczele g-moll RV
      > 531 Vivaldiego w 2 wykonaniach. Jedno to płyta którą mam, grają Anner Bylsma
      > i Anthony Pleeth z Academy of Ancient Music Hogwooda. Drugie puściła dziś
      > rano Dwójka: solistów nie pomnę (2 polskie nazwiska, chyba jedna Karolina?),
      > i 'Amadeus' z Duczmal. Brzmienie wersji polskiej było bardziej miękkie,
      > wiolonczele na ile się moje profańskie ucho zorientowało zagrane bardziej
      > solistycznie w przeciwieństwie do bardziej 'wtopionych' u Hogwooda. Ale co
      > ciekawe, u Duczmal usłyszałem w pewnym momencie jakby crescendo orkiestrowe,
      > którego za nic nie mogę zlokalizowac u Hogwooda. Czy w ogóle u Vivaldiego są
      > crescenda? Czy to nie weszło jakoś później? Jeśli tak, to co sądzić o
      > Duczmal? Czy może się w ogóle przesłyszałem?? (rano było smile )

      Crescendo świadomie i celowo przewidziane przez kompozytora pojawia się, jak
      już wspomniał Zamek, w szkole mannheimskiej, ale... czy nie istniało wcześniej
      jako środek stosowany ad libitum przez wykonawcę? Tutaj już podejrzewam, że
      argumenty będą po obu stronach.

      Pięknie crescenda i diminuenda grają u Vivaldiego oczywiście szaleni baro(c)
      kowi makaroniarze, np. Il Giardino Armonico.

      - - -
      Dobiasz
      • bwv1004 Re: crescendo u vivaldiego 16.11.04, 10:47
        Dziękuję za odpowiedzi. Też miałem wrażenie, że crescendo się od Mannheimu
        zaczęło, ale potrzebowałem upewnienia się u fachowców. I rozumiem, że sprawa
        nie jest taka prosta. Niestety, włoskich ogrodników mam, ale nie w Vivaldim,
        jeno w koncertach Brandenburskich... Ale też sobie kiedyś posłucham wnikliwie
        pod kątem crescendów.
        • dobiasz Re: crescendo u vivaldiego 16.11.04, 11:37
          No bo to chyba Mannheimczycy pierwsi zaczęli robić taki trick, że oprócz
          zażądania w nutach normalnego crescenda, czyli zwiększania poziomu głośności,
          robili "crescendo" za pomocą instrumentacji - czyli stopniowo zwiększając
          obsadę, dodając kolejne instrumenty, co powoduje narastanie masy. Chyba też robi
          to Haydn, ale głowy nie dam, bo klasycyzm jest raczej moją piętą achillesową
          (nie znoszę tej epoki i unikam jak ognia).

          Co do baroku - przyjął się ten dogmat o dynamice płaszczyznowej, ale IMHO ma on
          dość słabe podstawy. Owszem, na organach, czy klawesynie trudno zrealizować
          zmiany dynamiczne. Trzeba mieszać rejestrami, zdwajać głosy itp. itd. Ale fakt,
          że jednak stosowano te tricki chyba dowodzi, że zwracano uwagę na dynamikę. A
          jeśli zwracano, to głupio byłoby gdyby równocześnie nie korzystano z
          dynamicznych możliwości tych instrumentów, które takowe posiadają. A, że tego
          nie zapisywano... to zupełnie inna sprawa. Łuków legatowych też chyba nie
          zapisywano, ale bynajmniej z tego nie wynika, że dopiero klasycy wynaleźli legato.

          A u "ogrodników" dynamika jest boska zwłaszcza w ostatniej części "Lata".

          - - -
          Dobiasz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka