Dodaj do ulubionych

Moze cos o Electric Light Orchestra

IP: *.dowco.com 10.05.02, 22:19
podyskutujmy
Obserwuj wątek
    • Gość: gaspar Re: Moze cos o Electric Light Orchestra IP: *.opa-carbo.com.pl 11.05.02, 11:48
      Dla mnie najlepszą płytą ELO jest "Time"z81r-płyta mego dzieciństwa.Począwszy
      od niesamowitego intro jest tu równa jazda aż do końca,z wyróżnieniem
      instrumentalnego "Kolejnego ataku serca"-Płyta klasyk-polecam.
    • lp.atezag.atzcop o Electric Light Orchestra 11.05.02, 19:34
      Och, to jeden z moich "najważniejszych" zespołów. Zacząłem ich słuchać gdzieś,
      gdy miałem 10 - 11 lat (teraz mam 22).
      Jako, że jestem fundamentalistycznym zwolennikiem tylko końca lat
      sześćdziesiątych i początku lat siedemdziesiątych w muzyce rockowej, moje trzy
      ulubione płyty Elektryków, to ich trzy pierwsze płyty :
      -ELO (No Answer) (kocham wszystkie kompozycje z tego niezbyt przecież
      popularnego albumu - no, nie jest to taka prosta muzyka jak ELO z późniejszych
      lat /prosta nie znaczy zła w tym wypadku/)
      -ELO II
      -On A Third Day - też cudna

      Późniejsze płyty też słuchałem kiedyś bez przerwy i mam do nich ogromny
      sentyment - prawie wszystkie kompozycje Jeffa Lynne ze starego ELO były na
      wysokim poziomie (nawet lata 80. - choć nie ukrywam, że ów sentyment ma duże
      znaczenie).
      Ostatniej płyty (Zoom) jednak nie ocenię dobrze - mimo powrotu Lynne'a (bo
      oczywiście to kuriozalne ELO Two Part pominę milczeniem) nie jest to już TA
      muzyka.
      Pozdrawiam serdecznie!
    • Gość: Toto ELO !!!! IP: *.proxy.aol.com 11.05.02, 23:11
      Bardzo lubie.Oczywiscie duze znaczenie ma tu tez fakt ze to byla muzyka z mojej
      mlodosci(koniec 70-tych poczatek 80-tych).Ale tylko do momentu odejscia
      Lynna.Potem to juz nie to samo.A jego powrot, nie wiem , nie czuje tej
      atmosfery.
      • Gość: soso Re: ELO !!!! IP: 195.41.66.* 13.05.02, 12:55
        'Time' to kanon. Daje sie sluchac i dzisiaj ale reszta plyt ELO to bylo czesto
        kopiowanie wciaz i wciaz tego samego pomyslu. Stad moze zespol nie tak calkiem
        z gornej polki.

        Osobiscie zas bardzo cenie Lynna we wszelkich kolktywach, w ktore tak czesto
        wchodzil. Mysle, ze jest dobrym kompozytorem i producentem a 'Travelling
        Wilburies' czy wspolpraca z 'Eurythmics' a dokladniej z Davem Stewartem to dla
        mnie dobre przyklady dobrej roboty.
        Pewnie mozna podac wiecej bo zdaje sie, ze nawet organizowal jakies koncerty na
        zbozny cel czy ku pamieci.

        soso
        • cze67 Re: ELO !!!! 13.05.02, 14:55
          Bardzo cenilem ELO przed ponad 10 laty, byl to dla mnie wazny zespol. Jako fan
          Beatlesow nie moglem zreszto nie lubic ich innego fana - Jeffa Lynna. Lynn mial
          lekkosc komponowania chwytliwych (i chwytajacych za serce) melodii. Uwielbialem
          Discovery, Time, Out Of The Blue, New World Record. Po Time mniej, poszli na
          latwizne. Ostatnia plyta jest niezla.
          Nie lubilem Lynna natomiast jako producenta innych wykonawcow. To co zrobil z
          Free as a Bird wola o pomste do nieba.
          Ale ELO pozostanie dla mnie milym wspomnieniem...
    • Gość: mrb Re: Moze cos o Electric Light Orchestra IP: 80.48.122.* 26.06.02, 10:25
      Wydaje mi się, że należy wyróżnić co najmniej trzy zespoły posługujące się
      nazwą ELO. Pierwszy ELO, to właściwie kontynuacja The Move, czasy współpracy
      Jeffa Lynne'a i Roya Wooda. Z tego okresu - rok 1971 -pochodzi płyta "The
      Electric Light Orchestra", wydana w USA pod błędnym tytułem "No Answer", a w
      roku 1972 w Wielkiej Brytanii, już pod właściwym tytułem. Dodać tu można, iż
      zespół The Move powstał w roku 1966, a Jeff Lynne dołączył do niego w 1970.

      Właściwy zespół ELO nagrywał płyty w latach 1973 - 1986 (od "ELO II"
      do "Balance Of Power"). Były to czasy dominacji Jeffa Lynne'a, ale na brzmienie
      zespołu mieli też wpływ jego koledzy, np. Richard Tandy, Bev Bevan i -
      gościnnie - Louis Clark.

      Ostatni ELO to kontynuacja solowej twórczości Jeffa. Po płycie "Armchair
      Theatre" z 1990 roku nastąpiła długa przerwa, aż w 2001 roku otrzymaliśmy
      przeciętną płytę "Zoom" (która jednak - jak na wykopalisko archeologiczne -
      zadziwiająco dobrze się sprzedawała). Nie będę tu wspominał ELO part II -
      zespołu niezłego na koncertach, ale kiepskiego jeśli chodzi o nowe utwory.

      Moim zdaniem dawny ELO miał trzy cechy wyróżniające:

      Po pierwsze: był przebojowy, ale w najlepszym tego słowa znaczeniu, bez
      podlizywania się ludziom o najniższych gustach (co robi np. pewien polski
      zespół, często omawiany na tym forum).

      Po drugie: był w pewnym sensie nowatorski. Chodzi mi o to, że każda jego
      kolejna płyta różniła się od poprzedniej. Na przykład "ELO II" (1973) powstała
      w okresie fascynacji rockiem symfonicznym, "On The Third Day" (1973) to czasy
      glam rocka, "Discovery" (1979) - disco, "Time" (1981) - płyta science fiction o
      podróży w czasie do końca XXI wieku - miała klimat new romantic,
      natomiast "Balance Of Power" (1986) to muzyka typowa dla drugiej połowy lat 80-
      tych.

      Po trzecie: członkowie ELO nigdy nie ulegli modzie na sztuczną muzykę "z
      komputera" i sami potrafili grać na wielu instrumentach, a Jeff Lynne również
      potrafił samodzielnie komponować i śpiewać, czym różni się od wielu "artystów"
      pojawiających się już od lat 80-tych (jako efekt żle rozumianej działalności
      marketingowej).

      Może nie robi dobrego wrażenia, gdy "starszy" artysta podlizuje się młodszym,
      próbując grać ich muzykę. Spodziewałem się jednak, że Jeff Lynne podpatrzy to,
      co dzieje się w obecnej muzyce i spróbuje twórczo to wykorzystać na swojej
      nowej płycie. Było by to po prostu zgodne z tradycją dawnego ELO. I właśnie
      tej "nowatorskości" najbardziej brakowało mi na płycie "Zoom", i może przede
      wszystkim dlatego trudno mi ją uznać za prawdziwą płytę ELO.
      • Gość: ole elo Re: Moze cos o Electric Light Orchestra IP: *.dowco.com 26.06.02, 21:19
        Dlaczego sadzisz ze Zoom nie ma nowych elementow. Posluchaj
        gitarowych solo Jeff'a. Poza tym pierwasza plyta z zaproszonymi goscmi
        - Harrison i Starr ( nie liczac kilku utworow z poczatkow istnienia nagranych
        z M. Bolanem z T Rex. rowniez texty sa pardziej dojrzale i przemyslane.
        Moze przez nowa sympatie Jeff'a. Czy znasz alternatywna
        wersje Ordinary Dream zaaranzowana w stylu Out of the Blue - bajka.

        pozdrawiam, ELO rules
        • Gość: mrb Re: Moze cos o Electric Light Orchestra IP: 80.48.122.* 28.06.02, 10:21
          Gość portalu: ole elo napisał(a):

          > Dlaczego sadzisz ze Zoom nie ma nowych elementow. Posluchaj
          > gitarowych solo Jeff'a. Poza tym pierwasza plyta z zaproszonymi goscmi
          > - Harrison i Starr ( nie liczac kilku utworow z poczatkow istnienia nagranych
          > z M. Bolanem z T Rex. rowniez texty sa pardziej dojrzale i przemyslane.
          > Moze przez nowa sympatie Jeff'a. Czy znasz alternatywna
          > wersje Ordinary Dream zaaranzowana w stylu Out of the Blue - bajka.

          Prawdę mówiąc spodziewałem się więcej nowości. Wprowadzanie elementów techno lub
          rapu mogłoby razić u takich artystów, jak Mike Oldfield czy The Rolling Stones,
          ale na pewno nie u ELO (tym bardziej, że utwór "From The End Of The World" - z
          1981 r. - może być uznany za prekursorski wobec techno).

          Marc Bolan zagrał gościnnie na dwóch utworach z płyty "On The Third Day" (1973
          r.): "Showdown" i niemalże hard rockowym "Ma-Ma-Ma-Belle". I trzeba przyznać, że
          jest tam słyszalny (przynajmniej jego gitarowa solówka na "Showdown"), natomiast
          George Harrison i Ringo Starr na "Zoom" są praktycznie nierozpoznawalni (podobnie
          jak Richard Tandy, który pomagał w nagraniu jednego utworu).

          Niestety nie znam tej wersji "Ordinary Dream" i przyznam, że nie wiedziałem też,
          że Jeff ma nową sympatię.

          Pozdrawiam
          • Gość: ole elo Re: Moze cos o Electric Light Orchestra IP: *.dowco.com 28.06.02, 20:25
            Rosi Vella tak sie nazywa owa pani. Jezeli ogladales VH1 Storytellers albo PBS concerts to
            stoi ona tuz obok Lynne'a. Poznali sie podczas nagrywania Traveling Willburies I. Na perkusji gral tan
            Jim Keltner ktory tez bral udzial w nagraniu plyty Rosi "Zazu" w 1986. Nawiasem mowiac ostatnio
            zupelnie przypadkowo kupilem ten LP za marne $2, ale muzyka zupelnie nijaka. Pierwsze porownanie
            to cos ala Olivia NJ.

            Harrisona slychac dosyc wyraznie, trudna nie poznac jego charakterystycznej slide guitar. Jezeli masz
            dostep do napstero podobnych programow to poszukaj tej wersji OD - mnie rzucila na kolana i nie
            potrafie wytlumaczyc sobie dlaczego nie znalazla sie na plycie.

            We Wrzesniu wychodzi ELO 2 w edycji First Light na ktorym beda chyba 3 utwory z MB

            udanego we(lo)ekend'u
            • Gość: zoom Re: Moze cos o Electric Light Orchestra IP: *.dowco.com 09.07.02, 23:01
              Jeff Lynne jest zajety praca w studiu, dokancza posmiertny album swojego przyjaciela George"a
              Harrison'a, good luck Jeff!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka