cze67
06.02.03, 14:01
Na poczatku wyjasnie - jestem wielbicielem szeroko pojetej muzyki rockowej.
Moja wiedza na temat muzyki klasycznej jest mikra. Nad czym boleje, poniewaz
porusza ona wiele strun w mojej duszy, ktorych to muzyka rockowa nie jest w
stanie poruszyc. To tytulem wstepu.
Skad tytul tego watku. Uwielbiam Bacha. Mozarta cenie. Zycie Bacha bylo
(sprostujcie mnie) nudne, zona, kilkanascioro dzieci, praca kantora w
podrzednym miescie. Zycie Mozarta (niestety, opieram sie jedynie na filmie
Formana, nie smiejcie sie ze mnie), bylo blizsze temu, co obecnie okresla
sie, w przypadku muzyki rockowej, jako sex, drugs and rocknroll. Byl
synonimem obecnego idola - geniusz z rozrywkowa dusza. Teoretycznie - to
wlasnie jego tworczosc powinna mnie bardziej porywac.
A jednak nie - to Bach, ten nudny wyrobnik, ktory co tydziem musial napisac
nowa kantate, ten gruby gbur otoczony ta gromadka dzieci, to On jest dla mnie
kims wyjatkowym. To Jego muzyki moge sluchac godzinami, bezkrytycznie. To ona
porusza mnie najbardziej. To On jest dla mnie najwiekszym geniuszem
wszechczasow.
Janie Sebastianie - dzieki Ci!
Wolfgangu Amadeuszu - zawsze bedziesz dla mnie, zaraz po Nim, numerem dwa.