Jeden z moich kolegów, pasjonat rocka, kiedyś stwierdził że "90 % dobrej
muzyki pochodzi z Wielkiej Brytanii". Od tego czasu ten temat nie daje mi
spokoju. Postanowiłem podejść do sprawy merytorycznie.
Z 10 moich ulubionych zespołów aż 6 pochodzi z U.K., a tylko 3 z USA (nie
sumuje się do 10, bo jeden pochodzi z Kanady

). Ale za to dwa pierwsze,
najbardziej prestiżowe miejsca są obsadzone przez grupy amerykańskie. Z kolei
ze słynnego wątku Cze o 40 płytach wynika, że jeśli chodzi o mnie to pozycje
z Wielkiej Brytanii to 19 na 40, z USA 15 na 40, a 6 na 40 pochodzi z innych
krajów (Kanada, Australia, Irlandia, Szwecja).
Tak więc moje upodobania muzyczne w tej kwestii nie są jednoznaczne.
Reasumując - czy zgodzicie się z tezą, że zdecydowana większość wartośiowej
muzyki pochodzi z Wysp Brytyjskich? Bo ja chyba mogę zaryzykować
stwierdzenie, że o ile w latach '60 i '70 muzyka brytyjska dominowała, to w
latach '80 zaczęło się to zmieniać na korzyść USA, no a lata '90
i parę lat z XXI wieku jakie są za nami to już zdecydowana dominacja USA.
Oceniając, postarajmy się wziąć pod uwagę takie cechy ja popularność,
nowatorstwo, solidność artystyczna.
Hmmmmm ...