Dodaj do ulubionych

Rio Bravo - Piosenki Na Droge

IP: 198.176.19.* 22.08.03, 11:46
Muzyka country ma równie wiele twarzy i odmian co muzyka pop czy
rock. Jest tu miejsce zarówno na ostre, country-rockowe granie,
jak i na typowo cowboysko-włóczęgowskie ballady śpiewane przy
ogniskach i na werandach Dzikiego Zachodu. Płyta Lonstara „Rio
Bravo. Piosenki na dobrą drogę” przybliża nam ten drugi, mocno
tradycyjny nurt tego gatunku. Nagrań dokonano
praktycznie „live”, jedynie solówki gitarowe zostały dograne
później. Za całe instrumentarium służy Lonstarowi gitara
akustyczna, harmonijka ustna i....głos.
Płyta zawiera 12 standardów muzyki country i folk. Rozpoczyna
się najbardziej chyba w Polsce znaną balladą cowboyską „My
Rifle, My Pony and Me”, spopularyzowaną przez świetne wykonanie
Deana Martina w kultowym westernie „Rio Bravo”. Dalej znajdziemy
bardziej i mniej znane utwory w opracowaniu akustycznym.
Wspaniale i zaskakująco brzmi „Six Days on the Road”, utwór
grany przede wszystkim w bardzo dynamicznych wykonaniach przez
zespoły „zelektryfikowane”. Ciekawie słucha się surowej
akustycznej wersji „Me and Bobby McGee”, utworu znanego z
repertuaru m.in. Kenny Rogersa czy Janis Joplin. Płyta kończy
się jednym z najpopularniejszych standardów country –
piosenką „Country Roads Take Me Home” autorstwa Johna Denvera,
artysty bardziej w gruncie rzeczy folkowego niż countrowego.
Jeśli szukacie nowocześnie brzmiącego country, to nie
znajdziecie go na tej płycie Lonstara. Jeżeli jednak
chcielibyście w swoim mieszkaniu na 10 piętrze wieżowca poczuć
dym ogniska, usłyszeć uszami wyobraźni skrzypienie drewnianego
bujanego fotela o deski werandy i posłuchać pięknych opowieści
snutych przez człowieka, przed którym świat country nie ma
tajemnic, to kupcie to wydawnictwo. Jak wspomniałem, płyta
nagrywana była systemem bliskim pierwszym nagraniom Roberta
Johnsona czy filmowym „Soggy Bottom Boys” ze znanego obrazu „O’
Brother, Where Art Thou?” – krzesło, gitara, mikrofon i muzyka.
W efekcie dźwięk uzyskany nie jest cyfrowo sterylny, lecz oddaje
atmosferę wieczornego muzykowania na wspomnianej werandzie,
nawiązując w ten sposób do okresu powstawania tej niezwykłej
muzyki. Dla tych, którzy chcą zachwycić płeć przeciwną podczas
ogniskowych biesiad, proponuję przećwiczyć synchronizację ruchu
ustami z płytą, zaopatrzyć się w przenośny odtwarzacz, poczekać
do zmroku, włączyć „Rio Bravo...” i.....sukces towarzyski
zapewniony! O ile oczywiście nie wysiądą w połowie utworu
baterie. Bowiem samodzielnie podrobić głos Lonstara chyba nikt
nie potrafi.
Bardzo ważna płyta w dorobku artysty – myślę, że warto mieć w
domu dowód hołdu złożonego countrowej tradycji. Polecam.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka