r.richelieu
07.06.06, 14:23
Ponieważ wielokrotnie i tutaj podkreślano wagę braku luk w życiorysie, pytam
się, po co to rekruterom? Po co ta spowiedź z całego życia, kiedy pracodawcy
potrzebne są nasze umiejętności, a nie wiedza o każdym dniu.
Ktoś był bezrobotny i wpisać, po co? mośe nie chce, się wstydzi na przykład.
Ktoś był na macierzyńskim, po co wpisywać, jeśli znalazł opiekunkę na stałe,
a wie, że pracodawca jej nie zatrudni przez to, że ma małe dziecko.
Ktoś był chory, a może jeszcze nie wyzdrowiał, pomyśli pracodawca, po co więc
wpisywać.
Ktoś opiekował się ciężko chorym, trzeba kłamać, że umarł, że nie mamy już
żadnych zobowiązań wobec chorego?
Ktoś pracował na czarno u pracodawcy, który zagroził by nikomu nie mówił o
takiej formie "zarudnienia", znowu kłamać.
Ktoś skończył nieżyciowy bardzo kierunek i rynkowy kurs, znalazł pracę zgodną
z tym kursem, więc nie wpisuje studiów żeby nie był wykształconym za bardzo,
a 5 lat określa znowu jakąs historyjką.
Czy nie wstydzicie się przyczyniać do takiego powszechnego kłamstwa? To nie
jest już podkreślanie istotnych informacji, jak wymaga tego życiorys
funkcjonalny, to zwykłe żądanie aby kręcić, koloryzować, wręcz perfidnie
zmyślać. Obrzydliwie te Wasze praktyki