100op 15.03.06, 20:40 Przejżyjcie na oczy!!! www.pis.org.pl/multimedia.php#wideoframe Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
jakobitka Pamieci prof. Pańko i insp. Falzmana 15.03.06, 22:37 Akuszer wielkich afer Autorem programu gospodarczego Platformy Obywatelskiej i nieoficjalnym kandydatem tej partii na ministra finansów jest Stefan Kawalec, matematyk- ekonomista, były członek KOR, współautor i reżyser scenariusza przekazania polskich banków i instytucji finansowych w ręce kapitału zagranicznego, człowiek, którego nazwisko przewijało się przy okazji wszystkich największych afer w sektorze finansowym. Nie ma praktycznie żadnej większej afery w systemie finansowo-bankowym w ciągu ostatnich 16 lat, w której nie przewijałoby się nazwisko Stefana Kawalca, prawej ręki Leszka Balcerowicza, w czasach gdy jako wicepremier i minister finansów wprowadzał w życie słynny plan transformacji polskiej gospodarki. Okrągły Stół w pigułce - tak można określić charakter związku, jaki połączył Kawalca, działacza KOR, z Balcerowiczem - długoletnim pracownikiem Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu i Leninizmu. Przy Okrągłym Stole, jak wiadomo, lewica PZPR-owska dogadała się z własnymi dysydentami z lat poprzednich, a ich wspólnym mianownikiem na gruncie gospodarki stał się doktrynalny neoliberalizm. Prawa ręka Balcerowicza Kawalec już w 1989 r. został dyrektorem i doradcą w Ministerstwie Finansów, a od 1991 r. wiceministrem. Z Balcerowiczem związał się jeszcze podczas studiów, a potem, w latach 80., podczas pracy w Instytucie Funkcjonowania Gospodarki Narodowej SGPiS (dziś SGH). Jako działacz "Solidarności" w stanie wojennym był internowany i właśnie w więzieniu zajął się studiowaniem ekonomii. Wcześniej, w latach 70., ukończył Wydział Matematyki na Uniwersytecie Warszawskim. - To był taki czwórkowy student, nie wybitnie uzdolniony, ale dobry, a przy tym spokojny, solidny, rzeczowy - mówi o nim jeden z ówczesnych pracowników naukowych. Kawalec od początku zaangażował się w KOR, przynosił na uczelnię "bibułę". Mówiło się, że był inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa. Niektórzy ostrzegali go, że KOR w rzeczywistości znajduje się pod parasolem SB, że nie jest to taka do końca uczciwa opozycja. - Nie komentował tych ostrzeżeń. On w ogóle więcej słuchał, niż mówił - twierdzi nasz rozmówca. Kariera Kawalca w resorcie finansów rozwinęła się błyskawicznie. To jemu wszechpotężny wtedy wicepremier Balcerowicz powierzył koordynację negocjacji Polski z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. On także otrzymał zlecenie kierowania przygotowaniem i wdrożeniem programu restrukturyzacji i prywatyzacji banków państwowych. Z ramienia Balcerowicza odpowiadał też za przeprowadzenie liberalizacji rynku ubezpieczeniowego. Czy tylko nagonka? Zaczęło się od słynnej afery Art B, czyli wyprowadzenia z polskiego systemu bankowego przez panów Bagsika i Gąsiorowskiego - pod okiem wszechwładnego Balcerowicza - blisko pół miliarda dolarów za pomocą tzw. oscylatora. Winowajcy, uprzedzeni zawczasu, zbiegli za granicę. Jak ujawniła wówczas prasa, wiceminister Kawalec doskonale znał obu aferzystów. Gdy wokół sprawy Art B zrobił się szum, media otwarcie wysunęły wobec niego zarzut wzięcia 150 tys. USD łapówki od Bagsika i Gąsiorowskiego. Nie dane mu jednak było oczyścić się z tych zarzutów - być może niesłusznych - przed sądem. Korupcyjne spekulacje umarły śmiercią naturalną, nie doczekawszy się większego zainteresowania ze strony prokuratury. Skok "elit" na kasę O ile przy aferze Art B nazwisko Kawalca pozostało w cieniu, o tyle już przy kolejnej aferze finansowej - związanej z prywatyzacją Banku Śląskiego - trafiło wprost na czołówki gazet. Rzecz miała miejsce w początkach rządów premiera Waldemara Pawlaka (1994/1995). Opinią publiczną wstrząsnęła informacja, że akcje BŚ, wycenione przez resort finansów na 500 tys. starych złotych za jedną akcję, w pierwszym notowaniu na giełdzie osiągnęły 13,5-krotne przebicie. Posiadacze akcji po "preferencyjnej" cenie z dnia na dzień zostali miliarderami i multimiliarderami. Skarb Państwa stracił krocie. A kto zarobił? Oczywiście inwestor strategiczny - holenderski ING-Bank, wybrany przez resort finansów pod kierunkiem Marka Borowskiego, i zarząd oraz pracownicy Banku Śląskiego, którzy, za zgodą resortu finansów, mieli możliwość zakupienia trzy razy większej puli akcji po cenie wyjściowej, niż dopuszczało prawo (otrzymali na to preferencyjny kredyt w... Banku Śląskim!). Prawdziwy jednak skandal wybuchł, kiedy okazało się, że duże ilości akcji poza kolejnością zakupiły powszechnie znane osobistości ze świata polityki i mediów. To był po prostu skok "elit" na kasę! Nie ma mocnych I właśnie osobą, która przygotowywała i nadzorowała tę prywatyzację, był... Stefan Kawalec, wiceminister, tym razem u boku nowego szefa - Marka Borowskiego. Jego nazwisko obiegło czołówki wszystkich gazet, dzienników radiowych i telewizyjnych, a premier Pawlak natychmiast zdymisjonował wiceministra. I wtedy stała się rzecz zdumiewająca: pryncypał Kawalca - Marek Borowski, ten sam, który dziś chce reprezentować w wyborach prezydenckich tzw. "lewicę o czystych rękach" - zamiast w obronie interesów Skarbu Państwa - stanął w obronie swego wiceministra. Użył nawet argumentu ostatecznego - zagroził podaniem się do dymisji! I dał głowę, bo Pawlak się nie ugiął, Kawalca wyrzucił, a dymisję ministra finansów skwapliwie przyjął. Nie nastąpił potem żaden "koniec świata", rząd Pawlaka (PSL - SLD) utrzymał się, a tylko w resorcie finansów miejsce Borowskiego zajął Grzegorz Kołodko. W tym czasie NIK, na wniosek sejmowej komisji przekształceń własnościowych kierowanej przez Bogdana Pęka, przeprowadziła kontrolę prywatyzacji BŚ, w wyniku której stwierdzono szereg rażących uchybień i przestępstw. Jeszcze w toku czynności NIK skierowała wnioski do prokuratury przeciwko Kawalcowi i kilku innym osobom. Pojawiły się pogłoski o tzw. liście Pęka, na której mieli się znajdować politycy i dziennikarze, którzy nieuczciwie dorobili się na aferze prywatyzacyjnej (w posiadaniu tej listy był w rzeczywistości Lesław Paga, przewodniczący Państwowej Komisji Papierów Wartościowych). To wtedy właśnie Pęk przyznał przed kamerami, że obawia się o swoje życie i w związku z tym nosi broń... Zmowa milczenia O tym, jak wysoko umocowani byli autorzy złodziejskiej prywatyzacji Banku Śląskiego, może zaświadczyć pewien incydent: otóż kontrolerzy NIK - rzecz niesłychana - zostali wyrzuceni z Banku Śląskiego przez obsługę. Po prostu odmówiono im wglądu w dokumenty dotyczące prywatyzacji, a to pod pretekstem... ochrony tajemnicy bankowej (!). Ani Dom Maklerski Banku Śląskiego, ani... minister finansów nie udostępnili kontrolerom listy akcjonariuszy, marszałek Sejmu zaś utajnił raport NIK w tej sprawie. Szefem NIK był wtedy Lech Kaczyński. Mimo kłód rzucanych pod nogi w połowie 1995 r. warszawska prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia w sprawie Kawalca i drugiego wiceministra - Henryka Chmielaka. Niestety, do dzisiaj nie wiadomo, co się z tą sprawą stało. Może zawędrowała na dno szuflady, a potem umorzono ją na takiej zasadzie jak postępowanie przeciwko prezydenckiemu ministrowi Markowi Ungierowi? Jedynym skazanym w aferze Banku Śląskiego okazał się... szef banku Stefan Rajczyk... Pozostali nie tylko nie odpowiedzieli za przekręt, ale zostali nawet wynagrodzeni dobrymi posadami. Chmielak poszedł pracować do Polisy-Życie. Kawalec trafił do Commercial Union i Banku Handlowego. A następca Borowskiego w resorcie finansów - Grzegorz Kołodko, cisnął raport NIK do kosza i dokończył prywatyzację Banku Śląskiego, przekazując kontrolę nad nim inwestorowi zagranicznemu. Przehandlowali bank W Banku Handlowym Kawalec został szefem doradców przy prezesie BH Cezarym Stypułkowskim, zaufanym Aleksandra Kwaśniewskiego. Bank Handlowy to nie był taki sobie zwyczajny bank. Trzeba wiedzieć, że w czasach PRL to właśnie Bank Handlowy prowadził wszystkie transakcje dewizowe komunistycznego państwa ze światem za Odpowiedz Link Zgłoś