hyris
30.03.14, 22:49
wiem, że na różnych uczelniach różnie bywa.... ale u nas nie ma określonych procentowo ram zaangażowanie w prace administracyjne
efekt jest taki, że część adiunktów (tych odpowiedzialnych, ograniętych, i którym jeszcze zależy) chodzi jak zombi przygnieciona obowiązkami przy usosach, rekrutacjach, krk itd.
czy w sytuacji, kiedy w zakresie obowiązków jest tyllko pensum i minimum osiągnięć naukowych oraz obowiązek prac administracyjnych zlecanych przez władze można się jakoś wybronić przed kolejnymi "zleceniami"?
co robic, jeśli prace administracyjne plus dydaktyka (bez przygotowania, bo to już luksus) przekracza 40 godzin tygodniowo?
co na waszych uczelniach rutynowo wrzuca się w obowiązki administracyjne? mam wrażenie, że u nas adiunkci wyręczają dziekanat na każdym kroku