maria.francesca
30.09.14, 05:20
Tak mniej więcej brzmi tytuł programu dla studentów na zaprzyjaźnionej uczelni zagranicznej. Polega on na tym, że studenci zapraszają dowolnego wykładowcę na lunch, który jest refundowany przez uczelnię (dla wszystkich stron). Celem tego jest bliższe poznanie się, na gruncie bardziej osobistym, w końcu profesor też człowiek, i musi jeść :)
Piszę o tym w kontekście ostatnich wątków, które się tu pojawiły. A to profesor się boi, że student go sfilmuje podczas jedzenia, więc śniadania je w pokoju hotelowym, a lunchu nie je wcale. A to student jest bardzo niezadowolony, jak się na stołówce dosiada do niego wykładowca, bo się nie czuje "swobodnie".
Zastanawia mnie, dlaczego studenci i wykładowcy za granicą nie mają takiego problemu. I zakładając, że uczelnia finansuje obiad - poszlibyście na lunch w towarzystwie studenta? :)