Dodaj do ulubionych

Wychodzenie z wykładu do... toalety

22.10.14, 19:30
Dziś byłam świadkiem takiej sytuacji. Wykład z profesorem dość surowym i mocno ekscentrycznym. Koleżanka z grupy miała zapalenie pęcherza, w związku z tym kilka razy musiała wyjść do toalety, co się bardzo profesorowi nie spodobało - odjął jej punkty. Przekonuję ją, żeby poszła do tego wykładowcy na dyżur, i wytłumaczyła mu, pokazując zaświadczenie lekarskie, dlaczego musi często wychodzić do toalety. Ona jednak nie chce, bo jak twierdzi, to dla niej "wstydliwy i intymny problem" i nie wypada tłumaczyć tego komuś takiemu jak profesor, bo jak jej nie wyśmieje to się obrazi... :/ Pytam z ciekawości, jakbyście na to zareagowali?
Obserwuj wątek
    • babazgaga Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 19:49
      Jakbym była chora, to bym miała zwolnienie i siedziała w domu w ciepłym, a nie łaziła po dworze, szczególnie dziś. I pewno to bym powiedziała.
      • benia-benia Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 21:18
        Kto może to przychodzi na wykłady bo profesor odejmuje punkty za nieobecność, co się może przekładać na niższą ocenę. I to niezależnie od zwolnienia lekarskiego (były cwaniaki, co załatwiały sobie jednodniowe zwolnienia). Dlatego usprawiedliwieniem nieobecności dla profesora jest jedynie pobyt w szpitalu.
        • trzy.14 Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 16:29
          Należało PRZED wykładem poinformować profesora o problemie medycznym, nie wchodząc w szczegóły.

          Nie miałem klasycznego zapalenia pęcherza tylko kamyk w nerkach, co zawsze daje "echo" w pęcherzu i pamiętam, że to echo zupełnie wystarczyło, bym z toalety w ogóle nie chciał wychodzić.

          Ten wykładowca, co uznaje tylko szpital, jest kretynem, bo traktuje was jak dzieci.

          Natomiast dla koleżanki ważniejsze od kilku głupich punktów będzie ćwiczenie z asertywności. Jeśli teraz nie potrafi walczyć o swoje, to gdzie i kiedy się tego nauczy?
          • benia-benia Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 17:18
            trzy.14 napisał:
            > Natomiast dla koleżanki ważniejsze od kilku głupich punktów będzie ćwiczenie z
            > asertywności. Jeśli teraz nie potrafi walczyć o swoje, to gdzie i kiedy się teg
            > o nauczy?

            Pisałam, że była dziś u tego profesora. Punkty uratowane, ale samo spotkanie upokarzające, bo np. dopytywał, po co częste wychodzenie, co to za choroba, że o czymś takim nie słyszał, i takie tam... tak więc bez wejścia w szczegóły sie nie obyło... ech, pozostaje mieć nadzieję, że są jeszcze wykładowcy, dla których "nic co ludzkie nie jest obce", czego niektórzy z forumowiczów są przykładem (przynajmniej na forum) :)
            • dala.tata Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 17:25
              No coz, okazuje sie po raz kolejny, ze profesor moze byc skonczonym idiota.
              • spokojny.zenek Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 18:21
                Tylko ten jeden konkretny? Nie profesorowie w ogólności?
            • maria.francesca Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 18:49
              Czytając ten wątek mi się przypomniało, jak do profesora z którym dzielę pokój przyszła studentka usprawiedliwić się wprost, że nie przyszła na wczorajszy egzamin bo ma okres, i bardzo ją bolał brzuch, nie była w stanie. Kolega profesor oczywiście ją usprawiedliwił, problem z bolesnym okresem potraktował naturalnie i zrozumiał, może nie jako facet :) ale jako mąż i ojciec dwójki małych dzieci :). Nie wiem, jak by zareagował ten profesor z wątku, ale wykładowcy to też ludzie, czasem może trzeba po prostu szczerze porozmawiać...
    • dala.tata Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 20:15
      Mnie tez by wkurzylo kilkukrotne wychodzenie z wykladu i zalozylbym, ze kolezanka telefonuje lub cos t.p. I bym sie wkurzyl. Zalozylbym tez, ze mam do czynienia z dorosla osoba, ktora poinformowalyby mnie, ze musi mi przeskzadzac kilka razy w ciagu wykladu. a ja bym powiedzial, zeby sie zupelnie tym przejmowala. jak normalny dorosly czlwoiek.

      Zupelnie tez nie rozumiem, na czym polega intymnosc i wstydliwosc zapalenia pecherza. I co niby mialby ten profesor poweidziec: hehehe, ales ty pecherzasta? zyg zyg pecherzyk? Litosci!
      • benia-benia Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 21:23
        > Zupelnie tez nie rozumiem, na czym polega intymnosc i wstydliwosc zapalenia pec
        > herza.

        Jeśli chodzi o mnie, to też nie do końca rozumiem :) ale koleżanka jest bardzo nieśmiała, dla niej to wstydliwy problem. Twierdzi, że profesor jako mężczyzna jej nie zrozumie, źle to odbierze, że nie wypada o tym rozmawiać, itp. Cóż, ludzie są różni.
        • dala.tata Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 21:29
          no to niech cierpi :)
          • benia-benia Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 21:35
            Jak widać są wykładowcy bardziej i mniej ludzcy :)
            Miałam jej poradzić żeby powiedziała, że miała kilka pilnych telefonów z pracy, ale z Pana wpisu wynika, że częste telefonowanie też jest źle postrzegane.
            • dala.tata Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:15
              tak, bo sie kolezanka musi zdecydowac, czy pracuje czy slucha wykladu. Mnie wyjasnienie o telefoie z pracy zajezyloby.
        • charioteer1 Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 21:48
          Dla mnie zapalenie pecherza bylo zupelna egzotyka, poki mi kuzynka nie wytlumaczyla, na czym to polega. Kolezanka nie musi wchodzic w szczegoly medyczne problemu. Wystarczy, jezeli sprobuje wyjasnic, ze problem jest natury medycznej i ze bardzo jej przykro z tego powodu. Zakladam, ze profesor ma jakies kobiety w rodzinie i zdaje sobie sprawe, ze panom w pewnym wieku tez moga sie zdarzac rozne przypadlosci.
          • studentka_trzeciego_roku Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:00
            > Dla mnie zapalenie pecherza bylo zupelna egzotyka

            No widzisz, dlatego nie dziwię się w sumie studentce, że nie ma ochoty tłumaczyć obcemu facetowi, na czym polega jej problem. Skoro tak powszechna dolegliwość może być dla kogoś egzotyką... to pozostaje się tylko zastanawiać, czy ów profesor w ogóle wie, co to pęcherz :D
            • chilly Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 08:46
              studentka_trzeciego_roku napisał(a):
              > Skoro tak powszechna dolegliwość może być dla kogoś egzotyką... to pozostaje się tylko zastanawiać, czy ów profesor w ogóle wie, co to pęcherz :D
              Profesor ma przerost prostaty (wiek + siedzący tryb życia).
              Ja sam zapalenie pęcherza miałem tylko raz, i to bardzo dawno temu. Ale do dziś pamietam ten ból - nie odważyłbym się iść na zajęcia.
              A te cudowne lekarstwa, o których dziś pełno w reklamach, to nie działają?
      • studentka_trzeciego_roku Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 21:47
        dala.tata napisał:
        Zupelnie tez nie rozumiem, na czym polega intymnosc i wstydliwosc zapalenia pec
        > herza. I co niby mialby ten profesor poweidziec

        Zapewne na tym, że dziewczyna musi często robić siku, czy profesorowi akademickiemu trzeba tłumaczyć symptomy zapalenia pęcherza? A ten profesor z wątku, mógłby np. powiedzieć - o, a co to, przedszkole? Dodam, że już się z taką postawą wykładowców spotkałam (w stosunku do pytających się, czy mogą wyjść do toalety).
        • chilly Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 21:54
          Dotychczas dla mnie sprawa była jasna. Zgodnie z regulaminem studiów, jeżeli przedmiot kończy się egzaminem, to uczęszczanie na wykłady nie jest obowiązkowe. Jeśli więc ktoś uczęszcza na wykłady, ale w ich trakcie wychodzi, to znaczy, że ma ku temu ważny powód. Zwłaszcza kobieta (choć nie toleruję wyjścia w celu odebrania połączenia telefonicznego).
          Jeżeli wykład nie kończył sie egzaminem, to wpisywałem "zal" w odpowiedniej rubryce. Nie rozumiałem więc co to za punkty odejmuje profesor. Ale w tym semestrze mam wykład, który muszę zaliczyć na ocenę (niezależnie od egzaminu!). Chyba więc zacznę sprawdzać obecność i odejmować punkty :(
          • uzytkownik.nr945 Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:15
            "Ale w tym semestrze mam wykład, który muszę zaliczyć na ocenę (niezależnie od egzaminu!). Chyba więc zacznę sprawdzać obecność i odejmować punkty :("

            Lepiej oceniaj aktywność: plusiki za mądre pytanie i odpowiedzi. Podczas wykładu albo każ im raz, dwa w semestrze przygotować pytania do wykładu i oddać je przed/ po nim (w zależności od przebiegu, czy grupa ma się przygotowywać, itp.). Potem po prostu oceń te pytania.

            Bo odejmowanie punktów za zachowanie to poziom przedszkola. Nie wyobrażam sobie tego zupełnie.
            • dala.tata Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:16
              i wlasnie dlatego nie jestes nauczycielem akademickim. do tego potrzebna jest wyobraznia.
            • chilly Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 08:43
              uzytkownik.nr945 napisał:
              > Lepiej oceniaj aktywność: plusiki za mądre pytanie i odpowiedzi.
              Trudno mi sobie to wyobrazić przy 70. studentach na roku na wykładzie 15-godzinnym. Mam zadawać pytania, a po udzieleniu odpowiedzi pytać o nazwisko i stawiać plusika? Z góry też wiadomo, że aktywnych będzie kilka osób w tej grupie. No i czasu brak.
              >Podczas wykładu albo każ im raz, dwa w semestrze przygotować pytania do wykładu i oddać je przed/ po nim (w zależności od przebiegu, czy grupa ma się przygotowywać, itp.). Potem po prostu oceń te pytania.
              Ten wykład jest tylko jednym z kilku. Noce, co prawda, coraz dłuzsze, ale już nie daję rady...
              Juz lepsze byłoby kolokwium końcowe, no ale przecież jest egzamin (nie wliczany do pensum!).
              Po prostu, władze nie mają wyobraźni, a my, szare myszki, musimy zastanawiać się jak zrealizować te głupoty.

              > Bo odejmowanie punktów za zachowanie to poziom przedszkola. Nie wyobrażam sobie
              > tego zupełnie.
          • trzy.14 Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 16:35
            > Zgodnie z regulaminem studiów, jeżeli przedmiot kończy się egzaminem,
            > to uczęszczanie na wykłady nie jest obowiązkowe.

            Gdzie jest taki regulamin?
            • spokojny.zenek Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 21:19
              No jest chyba sporo takich uczelni.
            • pfg Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 21:33
              trzy.14 napisał:

              > Gdzie jest taki regulamin?

              Regulaminy studiów są lokalne dla uczelni, a zasady zaliczania poszczególnych kursów są lokalne w stosunku do uczelnianego regulaminu studiów. Na UJ wyklady z reguły *nie* są obowiązkowe (choć mogłyby być - wystarczyłowy wpisać odpowiedni wymóg do sylabusa), natomiast ćwiczenia, a zwłaszcza pracownie - owszem, tak. Wymóg obecności na pracowniach, wykonania odpowiedniej liczby ćwiczeń, na ogół jest przestrzegany dość rygorystycznie.
            • chilly Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 23:18
              trzy.14 napisał:

              > > Zgodnie z regulaminem studiów, jeżeli przedmiot kończy się egzaminem,
              > > to uczęszczanie na wykłady nie jest obowiązkowe.
              >
              > Gdzie jest taki regulamin?
              Cytuję: Na wykładach z przedmiotów niekończących się egzaminem, na seminariach,
              proseminariach, konwersatoriach, lektoratach, ćwiczeniach, zajęciach laboratoryjnych
              i warsztatowych obecność studenta jest obowiązkowa.
        • dala.tata Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:02
          Nie, nie trzeba. zkladam jednak, ze studentka nie pojdzie mowic: panie profesorze, musze robic siku. Tylko: mam zapalenie pecherza, bede musiala kilka razy wyjsc z wykladu. to takie trudne?
          • studentka_trzeciego_roku Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:19
            Wiesz, zawsze może się okazać że profesor jest bardzo dociekliwy, i będzie dopytywał, a PO CO pani będzie wychodzić z wykładu? Skoro można nie wiedzieć, na czym polega zapalenie pęcherza, to każda wersja jest możliwa.
            • dala.tata Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:21
              taaaaa. za chwile bedziemy sie zastanawiac, czy profesor bedzie chcial towarzyszyc studentce, by sprawdzic, czy na pewno sika. Litosci!!!
              • nullified Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 28.10.14, 16:07
                dala.tata napisał:

                > taaaaa. za chwile bedziemy sie zastanawiac, czy profesor bedzie chcial towarzy
                > szyc studentce, by sprawdzic, czy na pewno sika. Litosci!!!
                >

                no wiesz... może być odpowiednia rubryka w syllabusie wedle wytmagań z kaerków i co wtedy?
        • charioteer1 Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:21
          studentka_trzeciego_roku napisał(a):

          > czy profesorowi akademickiemu trzeba tłumaczyć symptomy zapalenia pęcherza?

          A co, to profesor nauk medycznych?
          • studentka_trzeciego_roku Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:24
            charioteer1 napisał:
            > A co, to profesor nauk medycznych?

            A to tylko profesor nauk medycznych powinien mieć wiedzę na temat podstaw fizjologii?
            • charioteer1 Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:27
              A to zdecyduj sie, czy fizjologia, czy patologia. Bo jezeli fizjologia, to jednak przedszkole.
              • studentka_trzeciego_roku Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:36
                charioteer1 napisał:
                > A to zdecyduj sie, czy fizjologia, czy patologia. Bo jezeli fizjologia, to jedn
                > ak przedszkole.

                Czyli co, że chodzić do toalety to tylko przedszkolakom wypada? Bo tak to zrozumiałam. :)
                A co do samej choroby, wydawało mi się oczywiste, że każdy człowiek wie, do czego służy pęcherz i jakie są konsekwencje zapalenia pęcherza moczowego. Ale jak widać, profesor to nie człowiek :)
                • charioteer1 Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:42
                  Moj dziadek przez cale zycie nie wiedzial, co to bol zeba. Moze jestem cyborgiem, przynajmniej cwierc-krwi.
                  • studentka_trzeciego_roku Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:50
                    > Moj dziadek przez cale zycie nie wiedzial, co to bol zeba.

                    Nie wiedział co to jest ból zęba, czy sam nie doświadczył bólu zęba? Bo to jest różnica.
                  • chilly Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 08:49
                    charioteer1 napisał:
                    > Moj dziadek przez cale zycie nie wiedzial, co to bol zeba.
                    Tak szybko mu wypadły?
                    Chario, po co się spierasz w sprawie oczywistej?
                    • charioteer1 Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 09:36
                      Nie wypadly:)
                      • dobrycy Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 20:56
                        Niektórym zęby rosną więcej niż 2 razy
                        • chilly Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 23:18
                          dobrycy napisał:
                          > Niektórym zęby rosną więcej niż 2 razy
                          Wampirom?
    • uzytkownik.nr945 Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:03
      W ogóle odejmowanie punktów za nieobecność albo wychodzenie to egzotyka i nie powinno mieć miejsca. Ocena powinna być tylko za wiedzę. Na wychodzenie albo przeszkadzanie w inny sposób prof mógłby zwrócić uwagę, ewentualnie w przypadkach skrajnych, wyrzucić z zajęć i tyle.

      A jak zareagować to zależy czy możecie zainteresować tymi wypaczeniami kogoś i zmusić profesora do normalnego zachowania czy sądzisz, że i tak nic nie ugracie i tylko Wy stracicie, więc lepiej się dostosować. Ale jeśli to drugie to nikt pewnie nie jest w stanie Wam poradzić co zrobić, czy iść się tłumaczyć czy nie, bo przewidzieć jak się świr zachowa nie sposób.
      • dala.tata Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:14
        zupelnie nie rozumiem, dlaczego nie mozna oceniac nieobecnosci. Bardzo wielu wykladowccow wymaga obecnosci i w wielu przypadkach jest to zdecydowanie uzasadnoine.

        Uwazam tez, ze wielokrtone wychodzenie z sali jest wkurzajace i ja tego bym nie tolerowal bez stoswonego wczesniejszego wyjasnienia.
        • studentka_trzeciego_roku Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:21
          Problem w tym, że wielu studentów zwyczajnie boi się profesorów. Znam takich. A tu jeszcze nie dość, że trzeba się usprawiedliwić, to jeszcze tak przyziemną dolegliwością...
          • flamengista rada jest tylko jedna 22.10.14, 22:28
            niech dziewczyna cierpi w milczeniu.

            A na poważnie: jak nie umie poradzić sobie z tak błahym problemem, to jak będzie w dorosłym życiu?

            Proszę się postawić w roli wykładowcy: profesor nie wie, o co studentce chodzi. A takie ciągłe wchodzenie i wychodzenie dekoncentruje i utrudnia prowadzenie zajęć. W dodatku jak inni zaczną robić to samo, to zrobi się totalny chaos.

            Mieliśmy kiedyś szkolenie z zakresu postępowania ze studentami z problemami psychicznymi. I w dyskusji z prowadzącym stwierdziliśmy to samo: by pomóc takiemu studentowi musimy wiedzieć o jego problemach.

            W tym przypadku po prostu nie ma innego wyjścia: jeśli studentka nie chce mieć obniżonej oceny, musi pofatygować się na konsultacje i wyjaśnić sytuację. Jeśli profesor jest taktowny, może obejdzie się bez tłumaczenia natury przypadłości - wystarczy sama deklaracja o problemach zdrowotnych i gotowość do pokazania zwolnienia lekarskiego.
            • tobestudent Re: rada jest tylko jedna 22.10.14, 22:42
              flamengista napisał:

              > niech dziewczyna cierpi w milczeniu.
              > A na poważnie: jak nie umie poradzić sobie z tak błahym problemem, to jak będzi
              > e w dorosłym życiu?

              Nie wierzę, zapalenie pęcherza to błahy problem???
              No i studentka już jest w dorosłym życiu...
              • flamengista sarkazm? 23.10.14, 07:44
                > Nie wierzę, zapalenie pęcherza to błahy problem???
                No błahy, to się leczy.

                > No i studentka już jest w dorosłym życiu...
                Akurat tu polemizowałbym. Wielu studentów myli studia z przedłużeniem szkoły, szczególnie że nadal utrzymują ich rodzice. Więc niektórzy to pełnoletnie (a w przypadku Ukraińców i Białorusinów, którzy przychodzą do nas w wieku 17 lat - nawet nie to) dzieci, które muszą dorosnąć.
                • tobestudent Re: sarkazm? 23.10.14, 08:34
                  > No błahy, to się leczy.

                  No to pewnie się leczy, skoro ma zaświadczenie od lekarza. Tylko, że na szybkość kuracji człowiek wpływu nie ma, drogi wykładowco.
                  • chilly Re: sarkazm? 23.10.14, 12:46
                    tobestudent napisał(a):
                    > No to pewnie się leczy, skoro ma zaświadczenie od lekarza. Tylko, że na szybkość kuracji człowiek wpływu nie ma, drogi wykładowco.
                    Witaj, Tobe. Bardzo nam Ciebie brakowało!
            • benia-benia Re: rada jest tylko jedna 23.10.14, 16:03
              flamengista napisał:

              > W tym przypadku po prostu nie ma innego wyjścia: jeśli studentka nie chce mieć
              > obniżonej oceny, musi pofatygować się na konsultacje i wyjaśnić sytuację. Jeśli
              > profesor jest taktowny, może obejdzie się bez tłumaczenia natury przypadłości
              > - wystarczy sama deklaracja o problemach zdrowotnych i gotowość do pokazania zw
              > olnienia lekarskiego.

              Dziś koleżanka była na dyżurze u profesora, zwyciężyła chęć "uratowania" punktów. Przeprosiła, tak jak radziliście. Profesor najpierw powiedział, że to bezczelność przychodzić "z czym takim" do niego, i on w ogóle nie wie, dlaczego w związku z tym musiała często wychodzić z wykładu.. Musiała mu niestety tłumaczyć, na czym polega ta przypadłość. Był wkurzony, ale spojrzał na zaświadczenie i punkty ujemne ostatecznie wykreślił, co jest najważniejsze. :)
              • chilly Re: rada jest tylko jedna 23.10.14, 16:22
                A myślałem, że to tylko sędziowie tak się zachowują...
                wyborcza.pl/duzyformat/1,141114,16844947,Janusz_Niemcewicz__Sadza_nas_technicy_prawa.html
                • spokojny.zenek Re: rada jest tylko jedna 23.10.14, 18:25
                  Tylko sędziowie? No co Ty! Wszyscy prawnicy, zwłaszcza ci udający naukowców.
              • flamengista no i bardzo dobrze 23.10.14, 16:28
                dla koleżanki brawa za odwagę, dla profesora buczenie za buractwo.
        • uzytkownik.nr945 Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:24
          Uzasadnione wielkością ego profesora dala.taty?

          Nie można oceniać nieobecności, bo twoją rolą nie jest wychowywanie kogokolwiek. Chyba, że prowadzisz zajęcia z savoir vivru. Nie jesteś też w stanie ocenić, czy osoba nie przyszła, bo ma kaca, czy ktoś z jej rodziny był mocno chory i ona musiała się nim opiekować.

          Nieobecności na dobrych uczelniach zagranicznych, na których studiowałam można było mieć dwie i nikogo nie obchodziło dlaczego je masz. Więcej - miałeś problem. Przeszkadzania w zajęciach oczywiście się nie akceptuje, ale wystarczy wyjaśnić dorosłym ludziom zasady i wymagać ich przestrzegania, a nie odejmować punkciki za złe zachowanie.
          • dala.tata Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:27
            no to sie jednak okazuje, ze nieobecnosc jest monitorowana.

            i tu nie chodzi o wychowywanie kogokowliek, ale o to, ze uznajemy, ze obecnosc na zajeciach jest konieczna ze wzgledow pedagogicznych. Tak moze byc np. na zajeciach praktycznych, laboratoriach, warsztatach itd itd. Chcialbym jednak, zeby lekarz nauczyl sie palpacji nie z ksiazki, ale na zajeciach.
            • uzytkownik.nr945 Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 22.10.14, 22:40
              Halo?

              Ja nigdy nie twierdziłam, że obecność nie powinna być monitorowana.

              Twierdziłam, że nie powinna mieć wpływu na ocenę, a ty, że powinna ("zupelnie nie rozumiem, dlaczego nie mozna oceniac nieobecnosci").

              Nie było cię na połowie zajęć (zajęć obowiązkowych) - nie podchodzisz do egzaminu.

              (Chociaż umówmy się nawet to w przypadku wykładów to słaby pomysł. Podchodziłam kiedyś do egzaminu, chociaż nie byłam ani na jednym wykładzie. Nawet na pierwszym. Nie wiedziałam nawet jak wykładowca wygląda. Dostałam najlepszą ocenę i dlaczego niby nie? W końcu materiał zrozumiałam doskonale <- mądry system).
          • flamengista halo! są nowe przepisy! 22.10.14, 22:31
            my tego nie wymyśliliśmy. Ja na swoich wykładach nie sprawdzam obecności, studenci mogą pić, jeść i żuć gumę oraz czytać gazety - pod warunkiem, że nie hałasują.

            Ale wymaganie obecności na wykładach może wynikać z kretyńskiego wymogu narzuconego przez ministerstwo - KRK. Jeśli mamy weryfikować i dokumentować efekty kształcenia, to stosując ściśle literę prawa i przepisy faktycznie jedynym wyjściem może być sprawdzanie obecności.

            I proszę nie porównywać tego z uczelniami zachodnimi - tam KRK (przynajmniej w tak bezsensownej postaci) nie mają.
            • nullified Re: halo! są nowe przepisy! 28.10.14, 16:03
              fla... możesz im nie podpowiadać? Nigdy nie wiadomo kto czyta
          • chilly Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 08:53
            uzytkownik.nr945 napisał:
            > Przeszkadzania w zajęciach oczywiście się nie akceptuje, ale wystarczy wyjaśnić dorosłym ludziom zasady i wymagać ich przestrzegania, a nie odejmować punkciki za złe zachowanie.
            Hm, ciekawe jak byś sobie poradził z przeszkadzającym pijanym studentem (autentyczne doświadczenie koleżanki na studiach zaocznych). Dla utrudnienia rozmyslań - policja nie miała prawa wchodzić na uniwersytet.
            • nullified Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 28.10.14, 16:02
              chilly napisał:

              > uzytkownik.nr945 napisał:
              > > Przeszkadzania w zajęciach oczywiście się nie akceptuje, ale wystarczy wy
              > jaśnić dorosłym ludziom zasady i wymagać ich przestrzegania, a nie odejmować pu
              > nkciki za złe zachowanie.
              > Hm, ciekawe jak byś sobie poradził z przeszkadzającym pijanym studentem (autent
              > yczne doświadczenie koleżanki na studiach zaocznych). Dla utrudnienia rozmyslań
              > - policja nie miała prawa wchodzić na uniwersytet.

              wezwałbym portiera z ochroną... (wypraszałem już pijanych i przyćpanych studentów - to groszy przypadek) geeez >.> ludzie ale wy macie problemy x.x
    • pfg Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 00:15
      benia-benia napisał(a):

      > Pytam z ciekawości, jakbyście na to zareagowali?

      Zareagowalibyśy takim oto okrzykiem: "Troll! Troll in the dungeon! I thought you'd like to know."

      Natomiast jeżeli opisana sytuacja jest autentyczna (w co wątpię), koleżance poradziłbym, żeby w wypadku takich dolegliwości została w dou i w ogóle nie przychodziła na wykład. No wiesz, zdrowie ważne. A wielokrotne wychodzenie i wchodzenie w czasie wykładu może wkurzyć nie tylko zdziwaczałego wykładowcę, ale nawet samego św. Jana Kapistrana, o słuchaczach wykładu nie wspominając.
      • tobestudent Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 08:38
        pfg napisał:

        > Natomiast jeżeli opisana sytuacja jest autentyczna (w co wątpię),

        Hmm, a co tu może nie być autentyczne? To, ze studentka zachorowała? To, że wychodziła? Czy to, że profesor się wkurzył, że wychodziła?
      • chilly Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 23.10.14, 08:56
        pfg napisał:
        > wielokrotne wychodzenie i wchodzenie w czasie wykładu może wkurzyć nie tylko zdziwaczałego wykładowcę, ale nawet samego św. Jana Kapistrana, o słuchaczach wykładu nie wspominając.
        Święty Jan Kapistran wygląda mi raczej na człowieka porywczego...
        pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Kapistran
    • filipeczko Re: Wychodzenie z wykładu do... toalety 28.10.14, 09:27
      Głupia sprawa, je to bym chyba jednak poszedł i wytłumaczył bo profesor też człowiek i w koncu powinien zrozumieć problem Twojej koleżanki.

      no i odejmowanie punktów wg mnie jest nieco głupim rozwiązaniem na studiach :P

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka