26.09.17, 14:01
Pytam niedoświadczony - 26 września nadal nie ma informacji o losach wniosku. Czy na podstawie wcześniejszych doświadczeń oznacza to załatwienie odmowne?
Obserwuj wątek
    • niecierpekpospolity Re: Opus13 26.09.17, 15:47
      Nie. Z informacji na stronach NCN wynikało, że panele były do 9 września (był komunikat o utrudnionym kontakcie z pracownikami). Wyniki pierwszego etapu są dostępne w OSF co najmniej miesiąc później, a często zajmowało to więcej czasu. Chyba w ostatnich edycjach wszystkie (pozytywne/negatywne) wyniki z danego panelu były mniej więcej w tym samym czasie, czyli to że ich nie ma nie znaczy, że szansa dostania jest większa/mniejsza, ale tutaj głowy sobie uciąć nie dam, o zbyt małej liczbie wniosków mam dane.
      • sulfolan Re: Opus13 26.09.17, 20:07
        Dziękuję. Czyli zwykła nierychliwość.
        • sulfolan Re: Opus13 10.10.17, 08:05
          Hmm. Ja jestem taki niecierpliwy, czy NCN ugiął się już pod własnym ciężarem. Ponad miesiąc na objawienie wyników pierwszego etapu? Toż nie będę miał czasu się odwołać.
          • niecierpekpospolity Re: Opus13 12.10.17, 10:48
            Komunikat w tej sprawie:
            ncn.gov.pl/aktualnosci/2017-10-12-awaria-osf?language=pl
            Zdaje się, że możesz być w jednym z tych nieszczęsnych paneli. I jak zwykle w sprawach informatycznych NCN daje do zrozumienia, że wina jest po stronie OPI, a nie NCN.

            Co do odwoływania się, to nie polecam. Po pierwsze, kiedyś NCN publikował statystyki odwołań i ich przyznawalność jest na poziomie jednocyfrowego procenta, to już lepiej złożyć drugi raz poprawiony wniosek. Po drugie, w którejś nowelizacji zapisano, że odwoływać się można tylko od spraw formalno-proceduralnych, ustawa dotyczyła wszystkich agencji i ministerstwa, NCN sam zamieszczał w tej sprawie komunikat. Innymi słowy, jeśli nie będzie błędów formalnych w postępowaniu, to odwołanie "z urzędu" oddalą, a termin kolejnego składania może przepaść.
    • lightsmyth Re: Opus13 11.10.17, 21:46
      Dostałem właśnie jednego Opusa z 13 konkursu do recenzji, więc na pewno pierwszy etap musi być już klepnięty. A wyniki drugiego pewnie na krótko przed zakończeniem kolejnego konkursu (listopad/grudzień).
      • trzy.14 Re: Opus13 11.10.17, 23:36
        Niezakwalifikowany przez panel I

        "We wniosku brak zwięzłego określenia hipotez naukowych projektu. "

        Być może to prawda, nie pamiętam, co było we wniosku, ale jak widzę swoją recenzję, to bardzo chciałbym się dowiedzieć, kto ją napisał. Z drugiej strony gdy odrzucę "ja", to wciąż uważam, że recenzje powinny być anonimowe. I jak tu żyć z taką sprzecznością, naprężeniem ścinającym?

        Czy projekt badawczy musi stawiać hipotezy? A może celem projektu jest opracowanie narzędzia lub metodologii, albo udowodnienie twierdzenia, które komuś innemu otworzy jakieś drzwi, albo zbadanie jakiegoś związku, materiału etc?
        • trzy.14 Re: Opus13 11.10.17, 23:46
          Przy czym w czasie między złożeniem wniosku a jego oceną przyszły mi do głowy zupełnie nowe, moim zdaniem lepsze pomysły co i jak badać, ktoś tam nawet napisał do nas zainteresowany naszą najnowszą publikacją, która się ukazała po złożeniu wniosku, już ten ktoś by się brał do pisania ciągu dalszego, więc i tak nie trzymałbym się obietnic, bo na końcu rozliczaliby mnie tylko z liczby i impact factorów publikacji. Ale jak tu żyć, bez grantu, czyli masełka dla doktorantów i adiunktów?
          • dobrycy Re: Opus13 12.10.17, 08:35
            trzy.14 napisał:
            Ale jak tu żyć, bez grantu, czyli masełka dla doktorantów
            > i adiunktów?
            Normalnie - na prywatnym chlebku z zakładowym smalcem! U nas znaczna
            część profesury nigdy nie zaznała masełka!
        • eni.huso Re: Opus13 12.10.17, 09:48
          no jak? projekt bez hipotezy? ubawiłam sie.
          przepraszam :(
          • zitterbewegung Re: Opus13 12.10.17, 11:43
            Hipoteza powinna być warunkiem formalnym, badanym na etapie sprawdzenia wypracowania przez panią. W szczególnych przypadkach za usprawiedliwieniem można by dopuścić złożenie oświadczenia o posiadaniu hipotezy.
        • zitterbewegung Re: Opus13 12.10.17, 11:47
          Oczywiście że nie musi. Chyba że musi, ponieważ rozprawka składa się z: wstępu, rozwinięcia i zakończenia.
          • eni.huso Re: Opus13 12.10.17, 21:15
            tak nabijajcie sie. moze wreszcie niektórzy zrozumieją
            • zitterbewegung Re: Opus13 12.10.17, 22:10
              Metodę naukową, czy jej folklorystyczną wykładnię? Stąd w ogóle blisko do tej jałowej dyskusji co jest a co nie jest nauką. Jeśli konieczne jest stawianie hipotez, czy efektem nie powinno być stworzenie teorii? Stawianie hipotezy i tworzenie teorii drogą narodu do znaczącego wkładu.
            • trzy.14 Re: Opus13 12.10.17, 22:22
              Zacytuję uczoną Jordankę:
              We need more investment in administrative systems and more flexibility, because science is unpredictable and creative. www.nature.com/news/developing-nations-need-more-than-just-money-1.22797

              Niedawno w gazetach donieśli, że ktoś zmierzył na nowo średnicę protonu i wyszło mu 20% różnicy względem dotychczasowych pomiarów, które w dodatku były ze sobą dość zgodne. Gdyby ten ktoś chciał kilka lat temu dostać na te badania grant w NCN, to jaką miałby postawić hipotezę? Że dotychczasowe pomiary są do bani? A może skromnie - "stawiam hipotezę badawczą, że potrafię zmierzyć średnicę protonu inaczej niż moi uczeni poprzednicy". Czy jednak hipoteza badawcza nie powinna dotyczyć Natury a nie samego naukowca? No i gdzie w takiej antropocentrycznej i pasywnej hipotezie element "disruptive science"? Czy będąc ministrą finansów, dałaby Pani komuś z pół miliona, najlepiej dolarów, na zmierzenie dawno zmierzonego?

              Zaplanować można tylko to, co już się wie. Dobrze zaplanowany grant, jeśli zostanie wykonany zgodnie z planem, to grant, w którym wnioskodawca, składając wniosek, miał już większą część zaplanowanych badań wykonaną, a kolejny grant potrzebny mu jest na sfinansowanie badań, które zgłosi do kolejnego grantu. Raz tak zrobiłem i się udało, ale to był krótki grant. Teraz zaś wszyscy mówią, że skoro grant NCN tak trudno dostać, szaleństwem jest pisanie wniosku na mniej niż maksymalne 3 lata (Opus). Ja nigdy nie porzucam raz rozpoczętego tematu, ale nigdy tez nie wiem, dokąd on mnie zaprowadzi i co w związku z tym będę robił w nauce i z nauką za rok, cóż dopiero za lat 3,5, gdy obecnie pisany wniosek byłby w końcowej fazie realizacji.

              Tak naprawdę z recenzji dowiedziałem się, że w skróconym opisie wniosku nie przekonałem recenzenta, który w mojej dziedzinie prawdopodobnie jest ignorantem, że warto sfinansować moje pomysły. Czyli sfuszerowałem wniosek (jako życiowy optymista, zakładam brak złej woli recenzentów), choć znałem akurat te zasady gry.

              Druga mozliwośc jest taka, że poziom elity biorącej granty tak się upał na tych grantach, że odjechał od mojego poziomu o lata świetlne i szkoda mojego czasu i wysiłków na składanie wniosków (w zasadzie od wielu lat znajduję okołołonaukowe źródła utrzymania poza NCN, więc wniosków zbyt często nie składam, bo doba ma tylko 24 godziny, mogłem więc jednak na tych chałturach zupełnie wypaść z gry). Prawdę mówiąc grant NCN potrzebny mi jest do badań tylko po to, bym przez 3 lata nie musiał, podkreślę: musiał, chałturzyć (choć lubie swoje dotychczasowe chałtury, które zasługują na lepsze określenie, niech będzie: "projekty").

              Tak więc z tego, co miałem zrobić za 400 tys w 3 lata, zrobię w 3 lata lepszą połowę za darmo. Pozornie czysty zysk dla każdego.
              • dobrycy Re: Opus13 12.10.17, 23:03
                trzy.14 napisał:

                > Zaplanować można tylko to, co już się wie. Dobrze zaplanowany grant, jeśli zost
                > anie wykonany zgodnie z planem, to grant, w którym wnioskodawca, składając wnio
                > sek, miał już większą część zaplanowanych badań wykonaną, a kolejny grant potrz
                > ebny mu jest na sfinansowanie badań, które zgłosi do kolejnego grantu.
                No wiadomo że granty w PL sie pisze na to co sie już ma zrobione. NCN to jest taka
                atrapa nauki dla uczonków w PL żeby sie mogli poczuć jak na zachodzie.
                To tak jak z jeżdzeniem resorakiem i samochodem. Wynika to ze skali
                finansowania, chociaż w czasach NCNowych i tak jest dużo lepiej niż wcześniej.
                Gdyby Sykstus IV działał jak NCN to znana kaplica byłaby pomalowana wapnem
                a malunki wyryte gwoździem przez pielgrzymów.
              • eni.huso Re: Opus13 13.10.17, 00:13
                „Niedawno w gazetach donieśli, że ktoś zmierzył na nowo średnicę protonu i wyszło mu 20% różnicy względem dotychczasowych pomiarów, które w dodatku były ze sobą dość zgodne. Gdyby ten ktoś chciał kilka lat temu dostać na te badania grant w NCN, to jaką miałby postawić hipotezę?”

                Przyznam, że nie znam się na protonach, ale czy te 20% to znaczy ze protony są większe czy mniejsze? To tak z ciekawości. Czy inna wielkość protonów ma wpływ na coś? Elektrony krążą inaczej? Jakie to ma znaczenie dla ludzkości?
                Czy w tym wspomnianym badaniu średnicy ktoś dostał nową maszynkę i się nią „bawił” i efektem ubocznym była publikacja, czy też dostał milion dolarów na to aby ponownie zmierzyć protony?
                Chyba w każdej dziedzinie nauki co chwila są dodawane albo uściślenia albo całkowicie lecą rozdziały z podręczników. Trudno mi się odnieść do tematyki w której jestem noga :/. Ale bazując na tym przykładzie. Jakie możemy postawić pytanie naukowe co do tych protonów?

                „A może skromnie - "stawiam hipotezę badawczą, że potrafię zmierzyć średnicę protonu inaczej niż moi uczeni poprzednicy"”

                Moim zdaniem to nie jest hipoteza badawcza, chyba że to był sarkazm – w takim razie nie zrozumiałam.

                „Czy będąc ministrą finansów, dałaby Pani komuś z pół miliona, najlepiej dolarów, na zmierzenie dawno zmierzonego? „
                Na zmierzenie z którego nic nie wyniknie – nie.

                „Dobrze zaplanowany grant, jeśli zostanie wykonany zgodnie z planem, to grant, w którym wnioskodawca, składając wniosek, miał już większą część zaplanowanych badań wykonaną,”

                Szczerze mówiąc nie znam osobiście takiego przypadku. Wszyscy których znam pisza w ciemno, stawiają hipotezy. Często wyniki są nieoczekiwane i wychodzi inaczej (nie ze odwrotnie), ale co z tego – bo to i tak odkrycie i tak można stworzyć jakąś teorię (rozwikłać rąbek tajemnicy).

                „ Ja nigdy nie porzucam raz rozpoczętego tematu, ale nigdy tez nie wiem, dokąd on mnie zaprowadzi i co w związku z tym będę robił w nauce i z nauką za rok, cóż dopiero za lat 3,5, gdy obecnie pisany wniosek byłby w końcowej fazie realizacji. „

                Ja tez nigdy nie wiem. Doświadczenia się walą, organizmy żywe padają, albo zachowują się inaczej, co z tego? No tyle ze stres chyba gdy sprawozdanie końcowa się zbliża.

                „Tak naprawdę z recenzji dowiedziałem się, że w skróconym opisie wniosku nie przekonałem recenzenta, który w mojej dziedzinie prawdopodobnie jest ignorantem, że warto sfinansować moje pomysły.”

                Albo właśnie jest znawcą? Może lepiej przyjąć krytykę, pomyśleć nad dobrą hipoteza - uzasadnic ją, a nie strzelać focha 😉
                To jak z tymi protonami?

                • zitterbewegung Re: Opus13 13.10.17, 00:46
                  Jakie mozemy postawic pytanie naukowe do tych protonów? To pytanie do uczestników programu Jeopardy! (Va Banque)

                  A jakie jest znaczenie pracy pojedyńczego człowieka? Czy ktokolwiek ma na cokolwiek wpływ? A jakie jest znaczenie nauki w ogóle dla ludzkości, w porównaniu np z niewolnictwem? Czy nauka jest ekonomiczna? Czy ta dyskusja ma sens?

                  Czaje że w badaniach z kreatywnym użyciem statystyki trzeba wypełnić rubryki z hipotezami żeby opublikowac wniosek, w naukach podstawowych jednak używa się implikacji wprost korzystając z metod racjonalności.

                  O protonie. Odpowiedź na hipotezę o istnieniu dobrego pytania: średnica protonu zależy od fundamentalnych stałych, zmienia się dużo w strukturze całej teorii, a także w rozumieniu co to w ogóle jest rozmiar cząstki kwantowej (dualizm korpuskularno falowy czyni to pojęcie oczywistym tylko w domenie częstotliwości transformaty Fouriera). Dziura się powiększa, od 4% w 2010 (pamietam te publikacje w Nature) do 20% teraz.

                  Oczywiście w realnym świecie to wszystko jest nieważne, bo na codzień z mikrofizyki spotyka się tylko chemię. Tak zawsze było z fizyką. Na przykład mechanika kwantowa powstała w atmosferze poprzedniego końca fizyki, kiedy wytłumaczono już WSZYSTKO (nazwya sie to teoriami klasycznymi) z wyłącznie jednym wyjątkiem promieniowania ciała doskonale czarnego, potem sie okazało że promieniowania w ogóle itd.
                  • eni.huso Re: Opus13 13.10.17, 10:19
                    no to jakie moze byc to pytanie o proton konkretnie?
                    ja nie potrafię wyczuc ani ironii ani sarkazmu. tym bardziej na piśmie.  szczerze nie wiem czy to jaja czy prawdziwe wywody.
                    praca pojedynczego czlowieka moze byc znikoma lub odwrotnie miec bardzo duze znaczenie. sa liderzy ktorzy wszystko wymyslaja i ciagna a osoby w zespole sa tylko po to aby fizycznie pomóc bo lider sie nie rozdwoii.
                     jakie znaczenie ma nauka dla ludzkosci? naprawde? ma chronic od głodu, chorob i wojen. kazdy naukowiec zaliczy sie do ktorejs z tych kategorii nie? wtedy nauka jest ekonomiczna i warto inwestowac zeby ludzkość byla jeszcze lepiej chroniona.

                    nie pamietam o tych protonach wiecej niz to ze sa. skoro sa mniejsze czy to znaczy ze atomy sa scisniete czyli czasteczki sa "mniejsze" czyli tych cząsteczek moze byc w danej objętości wiecej? czy tez nie ma to znaczenia bo orbity sie nie zmieniaja? mnostwo pytan ( pewnie jakbym poczytala to bym znalazla odpowiedzi ;) ).
                    nie mniej jednak moze bardziej zyciowy przyklad " ludzie noszący kolorowe skarpety sa bardziej szczęśliwi" ale czy szczesliwsi ludzie wybieraja kolorowe skarpety. czy tez wkladanie kolorowych powoduje transdukcje sygnalową i czlowiek staje sie szczesliwszy?


                    "Oczywiście w realnym świecie to wszystko jest nieważne, bo na codzień z mikrofizyki spotyka się tylko chemię. "
                    nie ma zadnego zastosowania? a bycie podstawą podstaw wszystkiego?
                    • dobrycy Re: Opus13 13.10.17, 19:02
                      eni.huso napisała:

                      > no to jakie moze byc to pytanie o proton konkretnie?
                      "Wpływ rozmiaru protonu na budzenie świadomości narodowej w XXI w."


                      > ja nie potrafię wyczuc ani ironii ani sarkazmu. tym bardziej na piśmie.  szczer
                      > ze nie wiem czy to jaja czy prawdziwe wywody.
                      Aż mi sie wierzyć nie chce, że są gdzieś krainy szczęśliwe w których
                      naukowcom za młodu nie spuchł gruczoł ironii i sarkazmu

                      > praca pojedynczego czlowieka moze byc znikoma lub odwrotnie miec bardzo duze zn
                      > aczenie. sa liderzy ktorzy wszystko wymyslaja i ciagna a osoby w zespole sa tyl
                      > ko po to aby fizycznie pomóc bo lider sie nie rozdwoii.
                      >  jakie znaczenie ma nauka dla ludzkosci? naprawde? ma chronic od głodu, chorob
                      > i wojen. kazdy naukowiec zaliczy sie do ktorejs z tych kategorii nie? wtedy nau
                      > ka jest ekonomiczna i warto inwestowac zeby ludzkość byla jeszcze lepiej chroni
                      > ona.
                      Zdecydowanie lepiej inwestywować w religię, dzięki czemu wojen i głodu nie zabraknie


                      >
                      > nie pamietam o tych protonach wiecej niz to ze sa. skoro sa mniejsze czy to zna
                      > czy ze atomy sa scisniete czyli czasteczki sa "mniejsze" czyli tych cząsteczek
                      > moze byc w danej objętości wiecej? czy tez nie ma to znaczenia bo orbity sie ni
                      > e zmieniaja? mnostwo pytan ( pewnie jakbym poczytala to bym znalazla odpowiedzi
                      > ;) ).
                      Na rozmiar atomów wpływ ma geometria chmur elektronowych, protony i tak są bardzo małe


                      > nie mniej jednak moze bardziej zyciowy przyklad " ludzie noszący kolorowe skarp
                      > ety sa bardziej szczęśliwi" ale czy szczesliwsi ludzie wybieraja kolorowe skarp
                      > ety. czy tez wkladanie kolorowych powoduje transdukcje sygnalową i czlowiek sta
                      > je sie szczesliwszy?
                      >
                      Na pewne pytania nauka nie odpowiada, pozwala tylko stwierdzić że jest tak a nie inaczej
                      a nie dlaczego.

                      >
                      > "Oczywiście w realnym świecie to wszystko jest nieważne, bo na codzień z mikrof
                      > izyki spotyka się tylko chemię. "
                      > nie ma zadnego zastosowania? a bycie podstawą podstaw wszystkiego?
                      Myśle, że ludzi rozmiar protonu obchodzi tyle co zeszłoroczny śnieg.
                      • eni.huso Re: Opus13 14.10.17, 20:11
                        "Aż mi sie wierzyć nie chce, że są gdzieś krainy szczęśliwe w których
                        naukowcom za młodu nie spuchł gruczoł ironii i sarkazmu"

                        niektórym za to za młodu spuchło własne ego

                        myslę że ludzi bardzo obchodzą protony
                        doczytałam
                    • trzy.14 Re: Opus13 13.10.17, 21:48
                      Nigdy nie byłem ekspertem NCN. Wyobrażam sobie jednak, że to odbywa się tak, jak recenzowanie wniosków doktorantów. Ja pisałem recenzje - na kilka zdań, jakże inaczej - biologom, filologom, chemikom, informatykom - wszystko w tym samym konkursie, wszystko wokół "gospodarki opartej na wiedzy". Kilkadziesiąt wniosków w dwa wieczory. Doktorant poświęcił wnioskowi tydzień, a ja maksymalnie 15 minut. Wniosek ma być tak napisany, żeby nawet krowa z wrażenia machnęła ogonem.

                      Druga sprawa to kwestia, kogo system grantowy powinien wspierać, a kogo wspiera naprawdę. W moim przypadku podejrzewam, że żaden recenzent nigdy o mnie nie słyszał (co daje co najmniej -10% wyniku oceny na wejściu), więc posługiwał się prostymi heurystykami, np. *skąd jestem*, gdzie i jak często publikuję, ile mam cytowań, a do tego zajrzał do zwięzłego omówienia wniosku, to coś, co się wypełnia na początku i liczy sobie około strony. Będę miał prace w Nature lub PRL, nawet jako 10. współautor, to moje szanse na uzyskanie grantu gwałtownie wzrosną. Proste jak budowa cepa. Pojawia się więc pytanie, czy ta cała biurokracja okołograntowa ma sens? Czy naprawdę z grantów NCN sfinansowano jakieś przełomowe odkrycie, obietnicy którego od mojego wniosku domagał się jeden z recenzentów?

                      A może wziąć na warsztat ranking "Nature", oni tam honorują publikacje tylko w kilkudziesięciu czasopismach na świecie, no więc ogłosić, że każda polska grupa badawcza, która samodzielnie opublikuje w jednym z tych czasopism artykuł dostaje na badania milion, a niesamodzielnie od ćwierć do pół miliona, do wydania maksymalnie w dwa lata, na cokolwiek, np. na pensje. Tak po prostu.

                      Na stole cały czas pozostaje pomysł grantów chlebowych, czyli prostego konkursu, w którym zgłasza się swoje publikacje z ostatnich 2,3,4 lat (niewłaściwe skreślić) i komputer dzieli, powiedzmy, 100 milionów na autorów prac przekraczających jakiś próg wyznaczony przez politykę państwa (mam nadzieję, że takowa istnieje?). I czekamy na wyniki, myślę, że ruszyłoby się bardzo szybko bez gróźb wywalania "leni" na bruk, ciągłych sprawozdań, ocen okresowych i tym podobnych metod kijkopodobnych. Ale jakże tak oddać władzę jakiemuś komputerowi?
                      • zitterbewegung Re: Opus13 13.10.17, 22:15
                        Granty to taki poor man's venture capital. U zarania pomysłu były badania spekulatywne, jak startupy aspirujące do wchłonięcia przez korporacje. Moment w którym to wlasnie jest backbone korporacji z PI na kontraktach menadzerskich, albo ze granty służą do kontynuacji co 5 lat badan prowadzonych od 20, tak jak nasze Maestro (to co uczelnia powinna dbać o to co ma na stanie) - to są pokazy akrobatyczne.
                        • trzy.14 Re: Opus13 13.10.17, 23:48
                          zitterbewegung napisał:

                          > Granty to taki poor man's venture capital. U zarania pomysłu były badania speku
                          > latywne, jak startupy aspirujące do wchłonięcia przez korporacje.

                          Jeśli tak, to grantów spekulatywnych nie można rozliczać liczbą publikacji pograntowych ani miejscem publikacji wyników, bo inaczej natychmiast przestaną byc spekulatywne. Z drugiej strony nie jest tak, jak przed wojną, że w PL było 13 uniwerków i 13 tysięcy maturzystów mających prawo do podjęcia studiów, a więc pracowników naukowo-dydaktycznych było pewnie w całym kraju tyle, co obecnie na UW i można było założyć, że wśród morza analfabetów każdy z nich jest prawdziwym diamentem godnym wsparcia. A dziś? Jak wesprzeć 100 tys. wyrobników, jak z nich wyłuskać ten przedwojenny tysiąc czy pięć wart prawdziwego wsparcia? Aaaa, dorobkiem, tak zwanym CV, a ten opiera się na danych bibliometrycznych, skoro recenzent ma na wniosek 15 minut.
                        • trzy.14 Re: Opus13 14.10.17, 00:07
                          Pozwolę sobie zacytowac samego siebie z maila do znajomego:


                          Dotarła do mnie groza sytuacji. Spójrz tu:

                          (strona internetowa)

                          Groza tylko częściowo polega na tym, że ja nigdy żadnego grantu nie rozliczę 19 publikacjami. Prawdziwa groza polega na tym, że badania w powyższym grancie kręcą się wokół "buzz words" i moim zdaniem niczego trwałego ani specjalnie interesującego nie wnoszą do nauki. Typowe modelarstwo. Nie jestem XXXlogiem, ale nie wydaje mi się, by prościutkie modeliki matematyczne mogły coś tłumaczyć z zakresu XXXlogii tylko dlatego, że nikt tego jeszcze nie próbował, a XXXlodzy nie znają się na modelowaniu i łykają wszelkie metody ilościowe.

                          Groza polega też na tym, że wśród autorów są studenci studiów licencjackich, co brzmi pięknie, ale obnaża też prostotę warsztatu, jaki kryje się za tymi pracami. Tu masz przykład, na końcu jest pseudokod symulacji,

                          (strona internetowa)

                          do wykonania dla w miarę rozgarniętego studenta 2., najpóźniej 3. roku, nawet jesli przed przyjściem na studia komputera nie widział na oczy.

                          No więc groza mnie ogarnia, bo żeby policzyć coś *ze zrozumieniem* współczesnymi zaawansowanymi metodami numerycznymi, potrzeba znacznie więcej, niż oferują jakiekolwiek studia magisterskie (w Polsce); innymi słowy, rozgarnięty doktorant (a nie licencjusz!) najpierw z 2 lata musi uczyć się warsztatu. Potem próbować wykorzystać go do obliczenia procesów interesujących przemysł, bez gwarancji na sukces i z perspektywą publikacji w dość niszowym, specjalistycznym czasopiśmie za 15-25 punktów. Jak on ma się ścigać z gościem, który naprodukuje, lub któremu naprodukuje się przy "buzz words lab" w ramach doktoratu z 5-10 papierów?

                          Groza polega na tym, że nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek, kto nie dysponuje pieniędzmi publicznymi, lecz własnymi, zechciał finansować badania jak w grancie powyżej, których celem jest tak naprawdę publikowanie (i drenowanie). Jednocześnie nie widzę mechanizmów promujących badania w tematach/metodach mających przełożenie na realne życie.

                          (...) Ja w każdym razie jestem podwójnie przerażony, bo ewidentnie sytuacja z "czuwaniem technologicznym" została poprzez naszą punktozę spetryfikowana do rozmiarów trudnych do wyprostowania. Kiedyś można było mówić "jesteście słabi, bo nie publikujecie". Jak dziś powiedzieć, "jesteście słabi, bo co prawda publikujecie, ale 5 liter"? Kto ma decydować, co jest, a co nie jest 5 literami?
                          • dystansownik Re: Opus13 14.10.17, 08:46
                            Duża część problemu wynika z milczącego przyzwolenia środowiska naukowego na takie postępowanie. Znam wiele przypadków lanserstwa naukowego na które przymyka się oko i co najwyżej w kuluarach na konferencjach coś się wspomni z szyderczym uśmieszkiem, a jeśli dostanie się papier takiej osoby do recenzji, to napisze się kurtuazyjnie, że wszystko jest ok z jakimiś uwagami, które nie rzutują na jakość pracy. Po co? Bo kto wie czy za miesiąc, rok czy dwa nie będzie się samemu recenzowanym przez tą osobę lub kogoś z jej katedry.
                            Wielu ludzi prześlizguje się na tym do habilitacji. Ich publikacji nie cytuje nikt poza nimi samymi lub bliskimi kolegami, ale to nie ważne. Poziom warsztatu badawczego takich osób to często też tragedia. Stosowanie np. modeli obliczeniowych w ogóle nie przystosowanych do danego zagadnienia, w oparciu o dane oderwane od rzeczywistości, ale porównanie ich (często przez dopasowanie na siłę) z wynikami uzyskanymi z super wypasionego sprzętu kupionego w grancie już daje okazję do publikacji, najlepiej na konferencji zagranicznej za którą zgarnie się 15 pkt. Ten sam temat odgrzeje się jeszcze z kilka razy i jest łącznie ze 100 pkt. Przecież to więcej niż za artykuł w Nature, czyli rośnie nam wspaniały naukowiec światowej klasy. ;)
                            • trzy.14 Re: Opus13 14.10.17, 12:15
                              Sęk w tym, że wśród tych 19 publikacji są i takie, które ukazały się w czasopismach "dość prestiżowych". Są też cytowania, bo jest współpraca międzynarodowa. Grant z pewnością rozliczono śpiewająco. Tylko że to wszystko o k.d. rozbić.

                              Odpowiedź znajomego, z politechniki:
                              cóż ja Ci mogę odpowiedzieć?
                              że nie są mi znane publikacje polskie z afiliacja uczelni technicznych, które rozwiązują istotne problemy? (wyjątki potwierdzają regułę)
                              że zwalnia się dobrych inżynierów/praktyków - często z własnymi firmami - bo nie publikują?
                              Ze również członkowie KEJN przyznają, że punktoza wpłynęła negatywnie na przebieg procesu dydaktycznego?

                              Czego Ty sie spodziewasz?
                              Że sytuację uratują kręgi, które przejmą jeszcze więcej kasy niż obecnie przez nowy podział dotacji dydaktycznej w oparciu o parametryzację publikacyjną?
                              Że ci co ostatnie 8 lat (jak Kulczycki) zajmowali się listami, bibliometrozą, etc przyznają się teraz, ze nie mieli racji i osiągnęli skutki przeciwne do zamierzonych?
                              Będą dalej reformowali socjalizm aż do jego upadku



                              Reasumując: miara stała się celem. Chcieliście punktów, to je macie. Ale całą technologię dalej sprowadzacie z Zachodu. Kult Cargo na wyższym stopniu wtajemniczenia.

                              I jeszcze o zwalnianiu "niepublikujących właścicieli firm". Często to są jedyne osoby, które coś potrafią, bo inaczej nikt by z nimi poza uczelnią nie chciał rozmawiać. Gdyby ktoś dał mi wolną rękę w zatrudnianiu kadry dydaktycznej na wyższych uczelniach, to posiadanie habilitacji na potrzeby studiów licencjackich/inżynierskich uznałbym za dowód zbyt wysokiego wykształcenia nieprzystającego do zadań, jakich realizacji oczekiwałbym od nauczyciela akademickiego. Z kolei na politechniki - poziom inżynierski - z otwartymi ramionami przyjmowałbym ludzi, którzy mają dość świeże doświadczenie pozaakademickie w branży, której dotyczy kierunek studiów i dawałbym specjalne "punkty" nie za publikacje, tylko pracę w systemie 2 dni na uczelni, 3 w biznesie, lub organizował zajęcia na zasadzie 1-2 miesiące silnie skoncentrowanej dydaktyki, 9-10 miesięcy tylko w nauce lub biznesie.

                              Sensem istnienia uczelni jest kształcenie, a sensem wykonywania pracy naukowej jest uzyskanie zdolności do kształcenia na najwyższym możliwym poziomie. W dobie masowych studiów 1. stopnia, ten drugi sens przenosi się na kadrę studiów magisterskich i doktoranckich.
                              • dystansownik Re: Opus13 15.10.17, 15:07
                                Tu sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Owszem, jest na uczelniach technicznych trochę ludzi, którzy dzięki stałem kontaktowi z praktyką robią lepszą dydaktykę. Jest też masa takich, co dorabiając na lewo i prawo, olewa pracę na uczelni. Gorzej, bo znam też takich, którzy jedno mówią na uczelni i konferencjach, a sami całkiem inaczej postępują w swojej praktyce zawodowej. Ostatecznie wszystko sprowadza się do konkretnych przypadków.

                                Zresztą wystarczy też popatrzeć na kwestie doktoryzowania u nas, w porównaniu do niektórych krajów zachodnich. W UK bardzo często absolwenci studiów doktoranckich idą do firm komercyjnych, albo właśnie wręcz z nich przychodzą aby zaocznie zrobić doktorat, kontynuując swoją karierę. U nas prawie wszyscy doktoranci to świeżaki tuż po magisterce, którzy mają wyidealizowaną wizję pracy naukowej albo marzy im się ciepła posadka na uczelni do emerytury.
                      • pan.toranaga Re: Opus13 13.10.17, 23:42
                        >Kilkadziesiąt wniosków w dwa wieczory.
                        qurcze, to ja jakiś jeleń jestem, kilkanaście wniosków (jako ekspert) to robię w miesiąc. Ja naprawdę staram się przeczytać wniosek i go zrozumieć. Z tym, że jak nie rozumiem, to uznaję to za problem wnioskodawcy. Podobno Buffet powiedział, że nie inwestuje w rzeczy których nie rozumie i w ten prosty sposób nie stracił niczego na bańce internetowej. Więc ja też nie inwestuję pieniędzy podatnika w biznes, którego mimo szczerych starań nie rozumiem. Może utrąciłem jakąś perłę, ale częściej uratowałem podatnika.
                        • trzy.14 Re: Opus13 14.10.17, 00:15
                          pan.toranaga napisał:

                          > qurcze, to ja jakiś jeleń jestem, kilkanaście wniosków (jako ekspert) to robię
                          > w miesiąc.

                          Recenzja doktoratu zajmuje mi co najmniej miesiąc. Teraz recenzję artykułu zrobiłem w 3 wieczory (czasopismo polskie, pozornie "łatwe", ale nawet "reject" dla autorów z Chin trzeba po ludzku uzasadnić), a z drugiego już ślą ponaglenie, że się lenię.

                          Ale z rozmów z ludźmi z panelów wiem, że oni może kiedyś wczytywali się w całe wnioski, ale teraz już nie. Mnie to nie dziwi. Nawet w ramach jednej dyscypliny kolega nie jest w stanie zrozumieć tego, co robi kolega z pokoju obok. A gdzie kontekst, który pozwoliłby cenić rzeczywistą pozycję wniosku i wnioskodawcy w jego pod-pod-poddziałce dyscypliny oraz znaczenie wniosku dla całej dyscypliny?
                          • prof_baltazar Re: Opus13 14.10.17, 09:16
                            trzy.14 napisał:

                            > pan.toranaga napisał:
                            >
                            > > qurcze, to ja jakiś jeleń jestem, kilkanaście wniosków (jako ekspert) to
                            > robię
                            > > w miesiąc.
                            >
                            > Recenzja doktoratu zajmuje mi co najmniej miesiąc. Teraz recenzję artykułu zrob
                            > iłem w 3 wieczory (czasopismo polskie, pozornie "łatwe", ale nawet "reject" dla
                            > autorów z Chin trzeba po ludzku uzasadnić), a z drugiego już ślą ponaglenie, ż
                            > e się lenię.
                            >
                            > Ale z rozmów z ludźmi z panelów wiem, że oni może kiedyś wczytywali się w całe
                            > wnioski, ale teraz już nie.
                            > .......
                            > ny?

                            ... tak powstają polskie makulaturowe "wynalazki", o których na świecie nikt nie słyszał. Wg. jak piszesz polskich uczonych pochodna liczona z definicji klasycznej bez celu, sensu i weryfikacji nie przystająca do postawionego problemu to nauka, również w przypadku gdy daje błędne wyniki, liczona dla ciągu a to już nie nauka bo "my i nasi przyjaciele" potrafimy tylko mnożyć przez dwa i dodawać pięć, inne działania to już nie nauka. Tak argumentowane są recenzje pisane w przypływie natchnionego-uniesienia naukowego wybitnego polskiego geniuszu naukowego przyjaciół Mariana. Wybitny polski uczony potrafi zanegować w swojej recenzji topowy kierunek badań, które na świecie są potwierdzone przez uznanych naukowców i wyniki.
                            Pomijam recenzje typu objawowego w których recenzent pisze że „diabeł go męczy” lub każe szukać czegoś co nie istnieje. Publikacje stały się polityką wpierania przyjaciół.
                    • nobooks Re: Opus13 13.10.17, 22:34
                      eni.huso:
                      > nie ma zadnego zastosowania? a bycie podstawą podstaw wszystkiego?

                      Troszkę się zapętliłaś? Odkrywanie natury rzeczy to właśnie jakby badania podstawowe. Pytanie jakie jest? co jest? po co jest? nie poddają się schematowi z hipotezą o logice dwuwartościowej. A zastosowania to jakby przeciwieństwo badań podstawowych, a już na pewno w polskich systemach grantowych.
                      • eni.huso Re: Opus13 14.10.17, 20:16
                        zamień sobie "zastosowanie" na "znaczenie"
              • sendivigius Re: Opus13 15.11.17, 15:43
                trzy.14 napisał:


                > Niedawno w gazetach donieśli, że ktoś zmierzył na nowo średnicę protonu i wyszł
                > o mu 20% różnicy względem dotychczasowych pomiarów, które w dodatku były ze sob
                > ą dość zgodne.

                Ja ostatnio zmierzylem predkosc swiatla u siebie w labie i wyszlo mi 2.85E8, co gorsza predkosc byla inna wzdluz i w poprzek do korytarza. Z poczatku bylem rozbawiony. Ale teraz to boje sie mierzyc cokolwiek innego.
                • piotrek786 Re: Opus13 15.11.17, 17:44
                  jaka była niepewność pomiaru ? ;)
                  • sendivigius Re: Opus13 15.11.17, 18:48
                    piotrek786 napisał(a):

                    > jaka była niepewność pomiaru ? ;)

                    Przez lata wydawalo nam sie ze cos jak 100 fs, co odpowiada drodze 0.03 mm. Urzadzenie nazywa sie autocorrelator. A teraz wszyscy myslimy aby kupic nowe linijki albo nowe zegarki. Zyjemy tu w innej czasoprzestrzeni.
        • piotrek786 Re: Opus13 15.11.17, 17:28
          ja od czasu gdy dostałem (jeszcze w kbnie) recke typu.: podjęty temat bardzo ciekawy ale niemożliwy do realizacji itd. a temat był w tym czasie już zbadany (za własne pieniążki ) a nawet publikacja w AIChE Journal była przyjèta to zrozumiałem, że merytoryka rozmija siè z tym naszym grajdołkiem..
          • katia.seitz Re: Opus13 16.11.17, 14:54
            To nie tylko kwestia polskiego grajdołka (że tak się wtrącę, przepraszam...)
            Dostałam z zachodniego wydawnictwa recenzję mojego book proposalu (nauki społ.), w której to recenzji recenzent dowodził, iż opisywanych przeze mnie badań nie da się zrealizować. Szkopuł w tym, że nie tylko je zrealizowałam, ale jasno napisałam o tym w tymże proposalu... (Pozostałych dwoje recenzentów zrozumiało rzecz właściwie).
            • piotrek786 Re: Opus13 16.11.17, 19:18
              Fakt, powiedzmy grajdołka bolońskiego. Fakt faktem, ze obserwacje z topowego brytyjskiego univ. gdzie jakiś czas przyszło mi swego czasu pracować pozwalają uogólnić, ze to gonitwa karierowiczów już jest a nie nauka. Ponoć Perelman dal sobie spokój z "nauka" po ofercie "kolegów" z USA dotyczącej autorstwa widmo za kasę kilku prac. Ale własnych doświadczeń z poza Europy nie posiadam wiec pauperyzacji/papieryzacji całościowej mogę sie tylko domyślać. Moj dorobek pisarski jest marny, jest tak, bo pierwszy przełożony żeby udowodnić swój najistotniejszy wkład bez końca sprawdzał i odkładał publikacje moich art., ponieważ było, co robić w przemyśle uczestniczyłem, o czym juz tutaj pisałem kilka razy w kilku "awanturach" na istotna skale. Zresztą czytacze widza, ze raczej styl moich wpisów jest typowy dla inżyniera ze znacznymi brakami w formie... Ale np. zanim sobie dałem spokój z nauka udało mi sie zrobić kilka spraw na zasadzie: ktoś wygrał Granta i ni w ząb nie wiedział, jak go wykonać. W tych sytuacjach przyjmowano mknie do zespołu. Takim sposobem np. byłem odpowiedzialny za pewien supereksperyment z olbrzymimi zagrożeniami - w tym i życia - w projekcie za kilkadziesiąt mln pln. I ponieważ osoby nadzorujące bały się sie odpowiedzialności a profesorzy z komitetu sterującego zajmowali sie pisaniem pincsetnych wersji publikacji wtórnych to okazało sie, ze w zakresie całej technologii i projektowania kompleksowego jest olbrzymia dziura i nikogo z kilkuset osób zamieszanych w cały projekt nie interesuje realizacja instalacji pilotowej -notabene będącej emanacja i clue prac w dużym projekcie. JA sie wyżyłem i zbudowalem z pomoca wylonionej na zasadzie: „kto naprawdę najlepszy ten to robi" prototypowa instalacje za kilkanaście baniek. Zadziałała zadziwiająco dobrze pomimo, ze po Polsku wszyscy życzliwi jak juz stanęła wróżyli katastrofę i porażkę. Pisze o tym, dlatego, bo przez ostatnie 2 lata starałem się sie uzyskać jakikolwiek grant pozwalający wykorzystać doświadczenia uzyskane na tej prototypowej w skali międzynarodowej instalacji i delikatnie rzecz biorąc nikt ze mną na ten temat gadać nie chciał a wszystkie wnioski trafiały do kosza. Bo sukces i merytoryczna wiedza w Polsce to nie wszystko. Musi być jeszcze "to cos". Ciekawostka – w trakcie eksperymentu zebrano około 3 600 000 wyników pomiarów o unikalnym charakterze. Do dzisiaj 99,92 % – dokładnie liczyłem ;> - nie znalazło ujścia w żadnej publikacji bo szanowni eksperci od tej „technologii” SA na etapie „starej pierwy” i nawet prostego bilansu masy nie SA w stanie wykonać.
    • dr_mo Re: Opus13 15.11.17, 14:00
      Są wyniki. Jeszcze nie na stronie, ale już w osf.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka