Dodaj do ulubionych

Technologiczna niepodległość Polski

11.11.24, 14:28
Prof. Sankowskiego przedstawiać nie trzeba. Na twitterze opublikował właśnie manifest, niekoniecznie od razu komunistyczny, za to być może ostatni nienapisany przez Stucznego Inteligenta.
Przytaczam w całości jako Znak Czasu, wyróżnienia moje, wystarczą jako komentarz:

Polska musi koniecznie w najbliższych latach stworzyć instytucje akademickie na najwyższym światowym poziomie. Dla naszej technologicznej niepodległości musimy doprowadzić do tego aby nasze uczelnie znalazły się na szczytach rankingów, oraz stworzyć nowe instytucje badawcze, które zawalczą o prym w wybranych krytycznych technologiach. Dla przykładu celem nowo powstającego Instytutu Ideas jest bycie globalnym liderem w dziedzinie SI.

To właśnie instytucje naukowe 4tej generacji, tzn. globalnie konkurencyjne, ale lokalnie funkcjonujące, odegrają kluczową rolę w najbliższych latach w walce o talenty. Mimo, że koncepcja uczelni 4tej generacji nie pojawia się wprost w Raporcie Banku Światowego o Rozwoju Świata: worldbank.org/en/publication/wdr2024, to dla mnie nadal ten dokument pozostaje najważniejszym dokumentem pro-rozwojowym. Wyróżnia się on spośród innych dokumentów, włączając w to Raport Draghiego, tym, że pokazuje bardzo wyraźnie procesy ekonomiczne i społeczne odpowiedzialne za powstawanie innowacji. Wielokrotnie powtarzaną koncepcją przez cały ten dokument jest aspekt "nagradzania osiągnięć" (ang. rewarding merit), co jest kluczowe we wszystkich procesach transformacji, także tym jaki czeka naszą akademię, bo jak mówią autorzy "Sukces zależy od tego, jak dobrze społeczeństwa potrafią balansować siły tworzenia, zachowania i destrukcji. Mogą to osiągnąć poprzez dyscyplinowanie istniejących podmiotów, nagradzanie osiągnięć i wykorzystywanie kryzysów".

Kryzysy to właśnie ogromna szansa dla nowych instytucji, a kryzys w polskiej nauce jest obecny od miesięcy, bo polska nauka jak tonęła tak chyba nadal tonie. Wyjdziemy z niego przede wszystkim opierając nasze decyzje na merytorycznych przesłankach, bo jak pisze Bank Światowy "wzmacnianie podstawowych umiejętności nie zawsze wymaga większych nakładów finansowych, ale wymaga efektywnego wydatkowania środków". Tylko silniejsze instytucje naukowe w Polsce będą w stanie generować globalne innowacje, a tylko na takich innowacjach mogą wyrosnąć globalne start-upy, a jak mówi Bank Światowy "talent jest marnowany wszędzie tam, gdzie zdobyte dzięki edukacji, szkoleniom i doświadczeniu zawodowemu umiejętności są przydzielane nie na podstawie zasług, lecz według innych czynników niezależnych od jednostek".


No jednak skomentuję.
Albo rażąca naiwność, albo cyniczny apel o kasę dla siebie w imię "niepodległości technologicznej Ojczyzny, Narodu, Polski!".
Obserwuj wątek
    • pan.toranaga Re: Technologiczna niepodległość Polski 11.11.24, 22:04
      zacznę od komentarza: a może nie alternatywa, tylko koniunkcja, tylko wtedy należy usunąć "cynicznie".
      Jakby Sankowski był humanistą to bym powiedział, że to takie humanistyczne pitu-pitu. A tak powiem, że informatyczne pierdu-pierdu. Zaczynamy od argumetu z autorytetu (Bank Światowy locutus, causa finita).

      >Dla naszej technologicznej niepodległości musimy doprowadzić do tego aby nasze uczelnie znalazły się na szczytach rankingów.
      Pierwsza niejasność: mam to rozumieć dosłownie, czy nieco metaforycznie, czy mają być lepsze niż są, czy tylko lepiej sklasyfikowane?


      Ja mam takie pytanie do wszystkich szanghajczyków. Otóż oni niemal wyprowadzili wzór, bo ja wiem, zrobili jakąś regresję, że każdy wzrost w tym rankingu o jedną pozycję podnosi o... no właśnie o ile? A nawet mniejsza o ile - co podnosi? Proszę mi pokazać związek między szczytami rankingów i technologiczną niepodległością, czy inną powszechną szczęśliwością, czy choćby z trądzikiem młodzieńczym.
      A ja powiem, że problem leży gdzie indziej, chodzi o infrastrukturę. Mianowicie my trzymamy samochody pod chmurką i mamy za mało garaży. A jak wiadomo sensowny start-up powstaje tylko w garażu. Jeśli się mylę to proszę powiedzieć gdzie jest błąd w rozumowaniu, Panie Sankowski.

      >a kryzys w polskiej nauce jest obecny od miesięcy, bo polska nauka jak tonęła tak chyba nadal tonie.

      Czytam gazety więc wiem, że nasza nałka tonie od roku 1364.

      > tylko silniejsze instytucje naukowe w Polsce będą w stanie generować globalne innowacje, a tylko na takich innowacjach mogą wyrosnąć globalne start-upy.

      Start-up, słowo jak dzwon. Tyle, że do najważniejszych start-upów należą Uber, Airbnb czy Instacart (a company ... that operates a grocery delivery and pick-up service accessible via a website and mobile app). Poprawcie mnie, jeśli się mylę, to wszystko wymaga bardzo dopracowanego software'u, na pewno sama skala operacji jest problemem, ale przecież to wszystko są dość standardowe problemy informatyczne. Żadnego rocket science tu nie potrzeba.

      • dobrycy Re: Technologiczna niepodległość Polski 12.11.24, 05:15
        pan.toranaga napisał:

        > zacznę od komentarza: a może nie alternatywa, tylko koniunkcja, tylko wtedy nal
        > eży usunąć "cynicznie".
        > Jakby Sankowski był humanistą to bym powiedział, że to takie humanistyczne pitu
        > -pitu. A tak powiem, że informatyczne pierdu-pierdu. Zaczynamy od argumetu z au
        > torytetu (Bank Światowy locutus, causa finita).
        >
        > >Dla naszej technologicznej niepodległości musimy doprowadzić do tego aby n
        > asze uczelnie znalazły się na szczytach rankingów.
        > Pierwsza niejasność: mam to rozumieć dosłownie, czy nieco metaforycznie, czy ma
        > ją być lepsze niż są, czy tylko lepiej sklasyfikowane?
        >
        >
        > Ja mam takie pytanie do wszystkich szanghajczyków. Otóż oni niemal wyprowadzili
        > wzór, bo ja wiem, zrobili jakąś regresję, że każdy wzrost w tym rankingu o jed
        > ną pozycję podnosi o... no właśnie o ile? A nawet mniejsza o ile - co podnosi?
        > Proszę mi pokazać związek między szczytami rankingów i technologiczną niepodleg
        > łością, czy inną powszechną szczęśliwością, czy choćby z trądzikiem młodzieńczy
        > m.
        Nie wiem dokładnie, ale wydaje mi się że Chińczycy w czasach udawania
        murzyńskości wobec zachodu zrobili ranking w którym ten wypadał dobrze
        więc go łyknął. No a teraz już nie muszą udawać.


        > A ja powiem, że problem leży gdzie indziej, chodzi o infrastrukturę. Mianowicie
        > my trzymamy samochody pod chmurką i mamy za mało garaży. A jak wiadomo sensown
        > y start-up powstaje tylko w garażu. Jeśli się mylę to proszę powiedzieć gdzie j
        > est błąd w rozumowaniu, Panie Sankowski.

        Co prawda ja nie Sankowski, ale to proste - hamerykanie mają więcej samochodów, większe
        i lepsze to i mają garaże i lepsze narzędzia. Wystarczy poogladać yt aby zobaczyć co przeciętny
        amerykański zjadacz hamburgerów ma w garażu. A w pl nawet jak ma garaż, to raczej
        po to aby się było gdzie napić wódki po kryjomu przed żoną, mówiąc że sie idzie naprawiać auto.


        >
        > >a kryzys w polskiej nauce jest obecny od miesięcy, bo polska nauka jak ton
        > ęła tak chyba nadal tonie.
        >
        > Czytam gazety więc wiem, że nasza nałka tonie od roku 1364.

        Może właśnie jest tu efekt Pigmaliona.

        >
        > > tylko silniejsze instytucje naukowe w Polsce będą w stanie generować glob
        > alne innowacje, a tylko na takich innowacjach mogą wyrosnąć globalne start-upy.
        >

        Hahaha już to widze. Jakie innowacje i startdupy wyrosły z polskich spółdzielni grantowych
        w NCNie.


        >
        > Start-up, słowo jak dzwon. Tyle, że do najważniejszych start-upów należą Uber,
        > Airbnb czy Instacart (a company ... that operates a grocery delivery and pick-u
        > p service accessible via a website and mobile app). Poprawcie mnie, jeśli się m
        > ylę, to wszystko wymaga bardzo dopracowanego software'u, na pewno sama skala op
        > eracji jest problemem, ale przecież to wszystko są dość standardowe problemy in
        > formatyczne. Żadnego rocket science tu nie potrzeba.
        >

        Chciałbym, aby minister Gdula do każdego zjadacza grantów wysłał ankietę (publikową
        potem na stronach mnisw) ile startdupów stworzył i o ile zwiększył PKB oraz ogólny
        dobrostan. Co zrobił więcej niż jego koledzy bez grantów, i nie mam tu na myśli
        wyjazdu na konferencję do Meksyku czy Brazylii, czy opublikowania 10 takich samych
        papierów według tego samego schematu, które chat gpt by napisało jak by miało doktorantów.

        • sendivigius Re: Technologiczna niepodległość Polski 12.11.24, 20:40
          dobrycy napisał:


          > amerykański zjadacz hamburgerów ma w garażu. A w pl nawet jak ma garaż, to racz
          > ej
          > po to aby się było gdzie napić wódki po kryjomu przed żoną, mówiąc że sie idzie
          > naprawiać auto.

          Jankesy (i Dixi) sa pod tym wzgledem dobrze spolonizowane, co dziala dopoki sie nie ma dzieci w wieku "teen".
    • tadeusz.rysiakiewicz Re: Technologiczna niepodległość Polski 13.11.24, 16:31
      no a komu dawac pieniadze, jesli nie najlepszym?
      • dobrycy Re: Technologiczna niepodległość Polski 13.11.24, 19:21
        potrzebującym. Najlepsi i tak sobie zdobędą. Albo nie są tacy najlepsi. Albo tylko się im wydaje.
        • tadeusz.rysiakiewicz Re: Technologiczna niepodległość Polski 14.11.24, 16:54
          brzmi jak prawdziwy komunizm
          • dobrycy Re: Technologiczna niepodległość Polski 14.11.24, 17:18
            Wszystko co sie komuś nie podoba to komunizm. "no a komu dawac pieniadze, jesli nie najlepszym"
            to faszyzm i darwinizm społeczny.
            • tadeusz.rysiakiewicz Re: Technologiczna niepodległość Polski 17.11.24, 02:01
              tyle ze darwinizm spoleczny poprawia pule genową gatunku
              • dobrycy Re: Technologiczna niepodległość Polski 17.11.24, 08:13
                nie inaczej twierdził jeden malarz, rozumiem że Twoja pula genowa jest najlepsza
                • tadeusz.rysiakiewicz Re: Technologiczna niepodległość Polski 17.11.24, 12:53
                  zle rozumiesz… ale radzi sobie dopoki reguly gry nie sa zepsute socjalizmem
      • trzy.14 Re: Technologiczna niepodległość Polski 14.11.24, 23:26
        Tu jest taki fajny artykuł w oko.press: oko.press/rzad-glodzi-nauke-polski-nie-stac-na-oszczedzanie-na-niej

        "Rząd głodzi naukę. Polski absolutnie nie stać na oszczędzanie na niej"

        I widzę tam takie zdanie wypowiedziane ze śmiertelną powagą:

        Jeśli nie uda się znaleźć więcej pieniędzy, Rada NCN zapowiada drastyczne kroki, np. wstrzymanie niektórych konkursów, co jeszcze bardziej ograniczy możliwość prowadzenia badań naukowych w Polsce.


        Czyli nie ma nauki poza NCN? Czy też ja coś źle rozumiem. Mo jeśli tak jest, jeśli nauki nie da się uprawiać poza NCN, to może ewaluację ograniczymy wyłącznie do kierowników projektów NCN?
        • dobrycy Re: Technologiczna niepodległość Polski 15.11.24, 06:24
          Prawdziwe jest twierdzenie: Ci co mają granty nie umieją prowadzić badań bez pieniędzy z grantów i im się wydaje że się nie da. Ministerstwo powinno zażądać podczas kategoryzacji do podawania które publikacje powstały z jakiego grantu i wtedy mielibyśmy obraz ile nauki powstaje dzięki NCN. Stawiam, że mniejszość, która kosztuje 100x tyle co reszta, i jest być może troche lepsza pod względem wskaźników (punktów) bo raczej nie pod kątem jakości. Bo jak trzeba natrzaskać 10-20 takich samych artykułów na opusa, teraz jeszcze w open accessie, gdzie jedynym kryterium jest okładka i punkty, to nie ma czasu na zawartość. A jak system trwa dłużej, to ci co dbają o zawartośc zostaną wyścignięci przez tych od ilości i wskaźników.
          • sendivigius Re: Technologiczna niepodległość Polski 15.11.24, 20:51
            dobrycy napisał:

            A jak syste
            > m trwa dłużej, to ci co dbają o zawartośc zostaną wyścignięci przez tych od ilo
            > ści i wskaźników.

            Jak obecnie zostac wielkim naukowcem. To proste.

            1. Dajcie mi pieniadze to se nakupiem aparatury.
            2. Dajcie mi pieniadze to zatrudniem technikow do zbierania danych z tej aparatury
            3. Dajcie mi pieniadze to zatrudniem doktorantow do opracowania danych
            4. Dajcie mi pieniadze to zaplacem za tlumaczenie na angielski
            5. Dajcie mi pieniadze to zaplacem za publikacje w open akces
            6. Dajcie mi pieniadze to se kupiem togem, gronostaje i bendem paradował "dumny i ubrany ładnie".



            • dobrycy Re: Technologiczna niepodległość Polski 16.11.24, 07:23
              No na tym polega system grantowy który przyszedł z zachodu. Profesora ocenia się po tym ile
              pieniędzy przyniósł uczelni. A że u nas było inaczej, to reformy Kudryckiej i powstanie NCN miało na celu wybudowanie od podstaw nowych naukowców. Jako doktoranci bez wiedzy i zgody profesora
              mogli dostać grant preludium, dać kasy kolegom któzy zrobili za nich doktoraty. Potem taki obrotny
              doktorant stawał się doktorem dostającym sonatine czy sonatę i znowy najmował do wykonania
              roboty innych, a publikacje publikował najlepiej w open accessach, bo jak się zapłaci
              to wydawca w stylu mdpi wszystko wydrukuje. Jak natrzaskał ileś artykułów dostawał
              opusa, haba, profesora i taki "organizator" jest teraz wielkim naukowcem i mówi
              że jak zniknie NCN, to zniknie nauka, bo on tylko dzięki NCN i umiejętność "organizacji" pracy i innych
              i żerowaniu na nich zaistniał.
        • pan.toranaga Re: Technologiczna niepodległość Polski 17.11.24, 21:06
          Wywiad z prof. Maciejem Żyliczem oko.press/trzeba-zmiesc-bylejakosc-w-nauce-maciej-zylicz. Quis custodiet ipsos custodes (kto skontroluje kontrolujących) jak mawiali starożytni, choć to powiedzenie przypisywane jest Stalinowi. A ja się pytam, kto zreformuje reformatorów?
          Ale zostawmy nowe, skuteczne rozwiązania, które profesor proponuje.
          Profesor identyfikuje 4 dziedziny, gdzie mamy jakieś szanse: 1) IT – w zakresie sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego 2) fizyka kwantowa, 3) nowe materiały 4) technologie kosmiczne związane z satelitami.

          Podoba mi się tekst komentarza pod wywiadem:
          Niestety pan profesor również w wywiadzie całkowicie pominął biotechnologię. I wiem dlaczego, nie mamy w niej spektakularnych osiągnięć, ponieważ jest skrajnie niedofinansowana, a bez pieniędzy nic nie da się tu zrobić. Szerokie badania z zastosowaniem komórek są najdroższe na runku. Dlatego każdy szanujący się kraj ładuje w biotechnologię ogromne pieniądze, bo to oznacza rozwój nowych technologii ważnych dla m.in. medycyny i znacznie więcej.

          Kiedy ja mówię "sypnijcie kasę na toranagologię, od której co prawda nie ludzkość nie będzie żyła zdrowiej, dłużej, syciej i weselej, ale za to się dowie tego i owego o świecie" to słyszę w odpowiedzi, "skoro z toranagologii nie ma startdupów, to się od...".
          Biotechnolog/żka pisze dość otwarcie, że to są makabrycznie drogie badania, każdy dobrze wie, że nas na nie nie stać, więc są na takim sobie poziomie, a nawet jakby były na hiper-duper, to Big Pharma tak rozdrapała rynek, że tam się szpilki nie włoży. Ergo: bogactwo PL zależy w równym stopniu od biotechnologii, co od toranagologii. I nie dajmy się szantażowi moralnemu "każdy szanujący się kraj ładuje w biotechnologię ogromne pieniądze".
          • trzy.14 Re: Technologiczna niepodległość Polski 17.11.24, 22:00
            Panie Toranaga,
            jeszcze nie czytałem, ale od razu sprowadzę na ziemię: w fizyce kwantowej osiągamy i prześcigamy od jakichś 70 lat. Cieszmy się, że wciąż z grubsza rozumiemy, co robią inni. Jednak żeby tu zrobić przełom, trzeba dużych zespołów o bardzo szeroko rozrzuconych specjalizacjach, powiedzmy, fizyka ciała stałego ultra niskie temperatury, ultra niskie ciśnienia, może optyka kwantowa, teoretycy itp. itd. i nawet pojedyncze osoby, może i zespoły tu się znajdzie, a;e do sukcesu komercyjnego zawsze potrzeba trzymającej się Ziemi wizji oraz ultra wysokich pieniędzy.

            Żylicz mógł mieć na myśli tzw. komputery kwantwe. To by znaczyło, że proponuje Polsce kierunki rozwoju na podstawie lektury "Faktu", no niech będzie, "Super Expressu". To mniej więcej tak, jak by po kilku załogowych misjach na Księżyc ogłosić, że ludzkość, w tym Polska, jest mocarstwem międzyplanetarnym.

            Prosty przykład: Pod Wrocławiem budują fabrykę paneli FV i mają ambicje udoskonalać zakupioną technologię. Inżynierów znaleźli w Indiach. A przecież w fotowoltaice na samym dnie też jest fizyka kwantowa. Czy o takich innowacjach kwantowych myślał Żylicz? Zaraz biorę się za lekturę.
          • dobrycy Re: Technologiczna niepodległość Polski 17.11.24, 22:44
            No ale jest prestiż, a to najważniejsze. Na zachodzie mają biotechnologów to i my możemy. To nic, że będą robić to co na zachodzie tylko gorzej, ale granty sie należą, bo na zachodzie dostają. To mi przypomina jak dziecko coś chce i mówi, że koledzy mają, to ono też powinno.
            • pan.toranaga Re: Technologiczna niepodległość Polski 17.11.24, 22:58
              Lepiej bym tego nie ujął.
              Podobnie toranagologia jest na poziomie jedynie e szanujących się krajach.
          • trzy.14 Re: Technologiczna niepodległość Polski 18.11.24, 01:02
            Kupujemy sprzęt zakodowany przez producentów, którzy mogą być kiedyś po drugiej stronie barykady. Kto koduje takie rzeczy? Fizycy kwantowi.

            To kompletna bzdura.

            Idźmy dalej:

            Australijczycy opracowali raport dotyczący poziomu naukowego w zakresie 44 technologii przyszłości. Są tam m.in. cztery technologie związane z fizyką kwantową. Europa w porównaniu do Chin i Stanów Zjednoczonych prawie nie liczy się w tym zestawieniu. Co zaskakujące, Polska w zakresie tych nowych technologii kwantowych plasuje się bardzo wysoko, na ósmym-dziesiątym miejscu na świecie.

            To jest typowy zabieg erystyczny, pozwolę sobie go nazwać - przeniesienie znaczenia. Zastosowany prawdopodobnie nieświadomie, co bardzo źle świadczy o autorze tych słów, a pośrednio - o całym jego wywodzie. Najpierw bowiem mówi o poziomie naukowym, by po chwili gładko utożsamić ten zapisany papier z technologią. To byłoby śmieszne, gdyby nie było tragiczne. Redaktor tego nie zauważa, wszyscy łykają jak dogmat wiary, jakby zrozumienie podstaw mechaniki kwantowej było równoważne umiejętności i możliwości zbudowania i jeszcze zaprogramowania użytecznego komputera kwantowego. Lekarz, który o zawałach wie wszystko, nie skonstruuje aparatury do zakładania stentów.

            Ale my wolimy wszystko kupić niż dojść do własnych rozwiązań.

            Tu mamy spłycenie bardzo poważnego problemu. Przecież nie jest tak, że nie próbowaliśmy. Ale z jakichś powodów w większości przypadków nam nic nie wyszło. Nawet z karabinkiem grot mamy nie lada problem, by niezawodnie działał nie tylko na strzelnicy, ale i w warunkach polowych przez lata a nie parę miesięcy.

            W czym jesteśmy w Polsce dobrzy?

            W IT – w zakresie sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. W pewnych technologiach związanych z fizyką kwantową, o czym już wspomniałem. I w niektórych technologiach dotyczących nowych materiałów, a także technologiach kosmicznych związanych z satelitami.


            Finansowanie IT w Polsce ma jedną przewagę: w większości przypadków te inwestycje nie wymagają super drogiego sprzętu. Wyjątkiem jest... sztuczna inteligencja. Dzięki temu, można w IT stosunkowo tanio pozostawać za USA zaledwie o kilka-kilkanaście lat do tyłu. Podczas gdy np. w technologiach półprzewodnikowych jesteśmy za nimi o co najmniej 2 pokolenia. Tylko że ja piszę o finansowaniu szerokiego IT a nie tylko uczenia maszynowego, bo te 4 obszary zidentyfikowane przez Żylicza to w najlepszym przypadku koncentracje grup interesu. Polska jest nieistotnym pionkiem w technologiach satelitarnych, w nowych materiałach *technologiach* kwantowych czy - pozwolę sobie zaryzykować - uczeniu maszynowym. Bowiem od publikacji z zakresu AI do autonomicznej taksówki czy choćby oprogramowania, które niedawno ściągnęło rakietę nośną dokładnie na platformę startową droga jest niezwykle daleka. I wiąże się z gigantycznymi kosztami.

            Z powodów, których do końca nie rozumiem, polscy naukowcy uważają, że o naszych sukcesach nie opłaca się w ogóle mówić, bo i tak tego nikt nie zrozumie.


            A ja to rozumiem. Gdyby większość z nas zaczęła opowiadać przystępnym językiem o tym, czym się zajmuje, to (a) doznałaby szoku poznawczego, że zajmuje się fedrowaniem gowinków i (b) opinia publiczna doznałaby szoku poznawczego, że przez tyle lat finansowała bezsensowne miarkowanie walenia głową w mur.

            Nasz kolejny błąd jest taki, że na uczelniach nie uczymy przedsiębiorczości.

            Gościu urwał się z choinki? Po pierwsze, od przedsiębiorczości są firmy. I tu mógłbym skończyć. Ale dodam: gdybym miał w sobie choć trochę przedsiębiorczości, to nie siedziałbym na uczelni. To samo moi koledzy i koleżanki. Tak, byłem na kursie przedsiębiorczości dla uczonków. Własnej firmy nie założę.

            Jedną z najważniejszych rzeczy, która niszczy polską naukę, jest to, że u nas na uczelniach i w instytutach badawczych nie ma rzetelnej oceny indywidualnych osiągnięć badaczy.


            I znowu - głęboki problem spłycony do granic możliwości. Pierwsze pytanie, to czy istnieją uniwersalne kryteria oceny pracy pracownika naukowo-dydaktycznego. No nie, tu zawsze podstawą jest jakaś polityka naukowa (lub jej brak), która u nas zwykle jest wypadkową interesów lokalnej GTW. Po drugie, czy praca w nauce jest taką samą pracą jak choćby zawód lekarza? W sensie, czy dopuszczamy częstą rotację pracowników? Dlaczego sekretarka za praktycznie te same pieniądze ma stabilną pracę, a asystent czy adiunkt - nie? Jak płytki jest rynek pracy lekarzy, a jak - naukowców? Czy naukowiec ma prawo na 10 lat przed emeryturą się wypalić - i co wtedy?

            Szczerze, tych zupełnie niepracujących naukowo w moim otoczeniu jest bardzo niewielu. Z reguły wypełniają inne zadania akademickie, czy to w administracji, czy dydaktyce. Zastąpienie 1/3 kadry "młodymi zdolnymi" jest, po pierwsze, nierelane, bo tych młodych zdolnych za te warunki pracy i płacy po prostu nie ma, a po drugie powiedzmy, że Polska zwiększyła o 30% liczbę publikacji (co jest niemożliwe przy utrzymaniu poziomu finansowania - ta 1/3 zaczęłaby przecież konkurować o środki na badania z górną 1/3 i albo szybko zabrakłoby wszystkim, albo wytworzyłaby się nowa grupa "słabo publikująca", albo może potworzyłyby się większe spółdzielnie produkujące tyle samo artykułów w więcej osób). No dobrze. Mamy o 30% więcej publikacji. I co z tego?

            "rzetelnej oceny". Rzetelnej? Co to znaczy? Takiej, w wyniku której 10% załogi co dwa lata wylatuje z pracy?

            Redaktor:
            Starszym naukowcom pewnie trudno się przestawić na system grantowy. Ale młode pokolenie rozumie, że nie może liczyć wyłącznie na pensje, tylko musi występować o granty.

            To jest najbardziej tragiczny stan świadomości, jaki można sobie wyobrazić. Nie skontrowany przez Żylicza, a więc on uznaje go za swój. No do nędzy, czyli granty naprawdę służą nie nauce, tylko uzyskaniu dodatków do pensji? Dobrze wiemy, że dokładnie tak jest, ale dlaczego nikt z tego powodu nie podnosi rabanu, nie robi rabacji? Pieprzenie kotka o prestiżu i doskonałości przykrywką dla walki o mamonę, możliwość spłaty hipoteki za klitkę w W-wie czy choćby zabrania rodziny raz na parę lat na wakacje mad Adriatyk? Czy po prostu zniesienie ekonomicznego przymusu dorabiania poza uczelnią? Noż kurka, nie chce mi się tego dalej czytać. I boję się pytać, to nieeleganckie, jakie dochody osiąga Żylicz na emeryturze, że tego nie widzi? Jakim sposobem doszedł do tego, że na stare lata ma gdzie mieszkać? Ilu naukowców może powtórzyć tę ścieżkę życiową, jakakolwiek ona jest?

            System (grantowy) się całkowicie zablokował.


            Zdziwiony? Ja się dziwię, że zaczęto to dostrzegać tak późno. Ten system jest nieskalowalny, wewnętrznie sprzeczny, promując tworzenie NOWYCH grup badawczych i pogłębiając dolinę śmierci akademickiego wieku średniego i późnego. Ci młodzi, co byli na grantach Kudryckiej, gdzie oni są? Poza Akademią? W Akademii poza systemem grantowym i na antydepresantach? A może w Akademii plus w jakiejś formie dorabiania?

            Teraz trwa wielka dyskusja na temat peryferii i centrów. Są dwa centra – Warszawa i Kraków – i są peryferia.

            Już choćby z punktu widzenia UE cala Polska to peryferia.
            I skąd tu ten Kraków? Z siedziby NCN-u?

            Gdy pieniędzy jest bardzo mało, znacząca część grantów idzie do centrów.

            A może pieniędzy jest mało, ponieważ znacząca część grantów idzie do centrów i np. śmietanka warszawsko-krakowska nie ma wystarczającej motywacji do molestowania "swoich" polityków? Geograficzny czy (pod-)dyscyplinarny rozkład funduszy to decyzja polityczna a nie uniwersalne prawo natury.

            Jeśli pieniędzy byłoby więcej, szanse miałyby również peryferia.

            Kompletna bzdura. Jeżeli pieniędzy byłoby więcej, to wzrosłyby kwoty indywidualnych grantów. Tak jak obserwuje się to od powstania NCN (oczywiście z uwzględnieniem inflacji).

            [i]Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, którą kieruję, rozdysponowuje pieniądze unijne w ramach funduszy strukturalnych. Dajemy m.in., w ostrej konkurencji, 20-
            • trzy.14 Re: Technologiczna niepodległość Polski 18.11.24, 01:11
              (ciąg dalszy - wpis był za długi :-) )

              Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, którą kieruję, rozdysponowuje pieniądze unijne w ramach funduszy strukturalnych. Dajemy m.in., w ostrej konkurencji, 20-30 grantów rocznie młodym osobom w ramach programu First Team, żeby zbudowały swój samodzielny zespół naukowy, gdziekolwiek chcą w Polsce. To są fantastyczne osoby. Ale potem kończy się ich grant i zazwyczaj nawet nie dostają propozycji z uniwersytetu czy instytutu PAN, gdzie pracowali, żeby zostać.

              I on nie widzi, że przyłożył rękę do stworzenia systemu, który nie może działać dłużej niż kilka lat? Bo nawet gdyby te osoby dostały propozycję z uczelni (i wygrały konkurs), to co z zespołem? Nowy grant na nowy zespół? Po 3 latach nowy grant na nowy zespół? Skąd te granty, jeśli liczba chętnych co roku zwiększa się o 20-30 osób, a są jeszcze kierownicy zespołów utworzonych z grantów NCN, a może i wykonawcy w tych grantach też zapragnęliby stałej pracy w Akademii? I dlaczego dziś wciąż stawiać na młodych spoza Akademii, skoro wychowaliśmy już całe pokolenie nieznające innego świata niż ten grantowy? Laureaci grantów NCN, FNP i co tam jeszcze. Jaką ofertę mamy dla nich? Gałąź i sznurek?


              Widzą, że na uczelniach, w wyniku wewnętrznych „konkursów”, etaty dostają często dużo gorsi od nich.

              Jeżeli prof. Żylicz zna przypadki, w których konkury były z góry ustawione, to niech z tym idzie do prokuratora a nie gazety. Nie, że takich nie ma, tylko że z ręką na sercu w takich nie uczestniczyłem i - co ważniejsze - to jest fałszywy argument przerzucający odpowiedzialność na jakieś mityczne "uczelnie".

              Słowo "gorsi" w kontekście swoich kolegów jest absolutnie skandaliczne. Czy ktoś wyobraża sobie górnika z Bytomia mówiącego, że ci z Bogdanki są "gorsi"? A może lekarze sami między sobą publicznie dzielą się na doktorów Hausów i konowałów? I to wszystko potem idzie w świat. No i "gorsi" wymagałoby wytłumaczenia - w jakim sensie gorsi? Bo w tej chwili na uczelniach chyba 100% etatów wynika z potrzeb dydaktycznych i ma to swoje systemowe uzasadnienie.

              Wiedzą, jak się robi prawdziwą naukę, ale w swoim kraju dostają zimny prysznic.

              Oj, ojkofobia! Nie starałem się o etat na uczelni w USA, Francji, UK czy Szwajcarii, ale w zasadzie wszystko, co na ten temat czytam, prowadzi do tego samego wniosku: blokada (lub "blokada") etatów akademickich jest zjawiskiem powszechnym. Jak ktoś chce etatu niezablokowanego z powodów mniej więcej merytorycznych, to proponuję, bo ja wiem, Kiszyniów? Ułan-Bator? Grozny! Czy naprawdę mam napisać, ilu naukowców z Zachodu znalazło juz swoją cichą przystań w Polsce, nie mogąc znaleźć sobie pracy bliżej domu? Jak to było z naszą Sabiną? Rodzina w Niemczech, postdock w Szwecji?

              [i[Od wielu lat aplikacje o granty składano do nas, do FNP, w języku angielskim. Dzięki temu wnioski w naszych konkursach oceniali eksperci z zagranicy. [/i]

              Z całym szacunkiem to jest kolejny objaw murzyńskości. Ludzie, przecież wychowaliście już sobie fantastycznych liderów grup naukowych, oni na pewno doskonale ocenią, kto spośród młodych zasługuje na wsparcie!

              Jakim cudem ktoś z zagranicy ma wiedzieć, co jest potrzebne Polsce? Chyba że inwestujemy w mityczną - kolejny raz - "czystą naukę". Naprawdę jesteśmy tak bogaci?

              nie ma polskiej terminologii, to ja muszę wysłać taką aplikację za granicę, żeby ją ocenić.

              Debilny argument. Nie wstyd z czymś takim wychodzić do "ministrów"?

              Do tego dochodzą konflikty interesu. Nasze środowisko jest małe, wszyscy się znają, więc trzeba szukać zagranicznych recenzentów.

              A może problem leży gdzie indziej? I skąd pewność, że tych zagranicznych nie można by zastąpić (a) rzutem kostką lub (b) prostym algorytmem opartym na bibliometrii (sumaryzny IF itp.) Skąd pewność, że recenzenci zagraniczni nie znają polskich wnioskodawców?

              Niezależny EKSPERT jest niezbędny by ocenić, czy wniosek w ogóle ma ręce i nogi. I tylko to powinien oceniać. Decyzja o finansowaniu MUSI być podejmowana w kraju. Choćby po to, by 100% grantów nie szło na teorię strun.

              Moi koledzy z nauk społecznych, twierdzą, że nawet jeżeli zajmują się lokalnymi problemami, to mogą zostać one włączone w szerszy dyskurs i stać się częścią uniwersalnej całości, a w ten sposób być interesujące nie tylko dla wąskiej grupy specjalistów. Tak rodzą się badania naukowe, które trafiają do światowego obiegu.

              Proponuję zastanowić się, dlaczego naukowcy z USA nie muszą ogłaszać swoich odkryć po niemiecku. I z drugiej strony - czy naprawdę Przegląd Sejmowy ma się zamienić w The Poliż Sejm Review? Od razu zaczną go czytać na Harvardzie?

              Każdy wynik pracy naukowej, niezależnie od tematyki, wymaga weryfikacji dokonywanej przez szeroko rozumianą społeczność naukową na świecie. Jeżeli opracowania będą tworzone wyłącznie po polsku, weryfikacji nie będzie.


              Znowu murzyńskość i ojkofobia. I wielki kwantyfikator tam, gdzie on nie ma prawa być. I dogmatyzm. I niewiara we własne, na "własnych" funduszach wykarmione kadry.

              Jak powinno się dziś finansować naukę?
              Trzeba zacząć od tego, że należy to robić w sposób konkurencyjny.


              To dlaczego na szczeblu UE płaczecie, że Zachód sekuje utalentowaną Polskę? Że dopłacamy do naukowców niemieckich, a przecież Pierwotne Prawo Natury głosi, że to Niemcy zawsze finansują Polskę.

              Kończę, a to dopiero połowa wywiadu. Ten wpis i tak ma rekordową długość. Kto to przeczyta?



              • pan.toranaga Re: Technologiczna niepodległość Polski 18.11.24, 11:12
                Ja przeczytałem. Znakomity rozbiór krytyczny, jak by to powiedzieli historycy.
              • sendivigius Re: Technologiczna niepodległość Polski 18.11.24, 17:28
                trzy.14 napisał:


                > Kończę, a to dopiero połowa wywiadu. Ten wpis i tak ma rekordową długość. Kto
                > to przeczyta?

                Probowalem wyszukiwarki ale niewiele znalazlem, a recznie nie trafilem akurat. Idzie o to, ze to forum obchodzi 20-lecie nabijania sie z Żylicza, Jajszczyka i podobnych. Sam pamietam moje wpisy, że takie gadnanie to jaja z pogrzebu. Dlaczego autor tego wywiadu nie wyciagnal wywiadu jednego z tych panow sprzed 20-lat i nie zapytal wprost - "A gdzie Szanowny Pan byl przez ten czas?"
            • dobrycy Re: Technologiczna niepodległość Polski 18.11.24, 16:32
              trzy.14 napisał:

              > Kupujemy sprzęt zakodowany przez producentów, którzy mogą być kiedyś po drug
              > iej stronie barykady. Kto koduje takie rzeczy? Fizycy kwantowi.

              >
              > To kompletna bzdura.
              >
              > Idźmy dalej:
              >
              > Australijczycy opracowali raport dotyczący poziomu naukowego w zakre
              > sie 44 technologii przyszłości. Są tam m.in. cztery technologie z
              > wiązane z fizyką kwantową. Europa w porównaniu do Chin i Stanów Zjednoczonych p
              > rawie nie liczy się w tym zestawieniu. Co zaskakujące, Polska w zakresie tyc
              > h nowych technologii kwantowych plasuje się bardzo wysoko, na ósmym-dziesiątym
              > miejscu na świecie
              .


              Ciekawe jak to policzył. Technologią kwantową można poza tym nawet nazwać wszystko.
              Nawet produkcje magnesów na lodówki - to że magnes istnieje i sie lepi do drzwi
              lodówki jest zjawiskiem kwantowym. Produkując u chińczyka magnesy na lodówki
              rozwijamy więc technologie kwantowe. Nie mówiąc o produkcji np. farb które mają
              takie a nie inne widma absorpcyjne. Jak na to odpowiednio spojrzeć to już człowiek z Cro-Magnon
              rozwijał technologie kwantowe. Co do reszty - brednie takich dziadków byłyby śmieszne
              gdyby nie to że oni mieli wpływ na to jak wyglądał polska polityka naukowa, kult cargo, murzyństwa
              i punktozy oraz grantozy. Nie mam nerwów na to.
              • pan.toranaga Re: Technologiczna niepodległość Polski 18.11.24, 16:55
                Swoją drogą Żylicz, o ile wiem, jest z wykształcenia fizykiem, a nie biologiem, choć poświęcił się w całości biologii. To jest zdaje się naukowiec dużego formatu, co oczywiście wiem z drugiej ręki, bo trudno mi to ocenić.
              • trzy.14 Re: Technologiczna niepodległość Polski 19.11.24, 03:40
                Tu też Australia, tez technologie kwantowe, ale nie ma nas w pierwszej dziesiątce...

                www.industry.gov.au/publications/list-critical-technologies-national-interest/quantum-technologies

                Zwracam uwagę, że zalinkowałem dokument ministerialny i jednocześnie publiczny. Analiza, na podstawie której prowadzi się (a przynajmniej sprawia się takie wrażenie) ŚWIADOMĄ POLITYKĘ państwa, której kierunki można wytłumaczyć tzw. szaremu podatnikowi.

                Niestety, ranking w którym Russia zajmuje 6. miejsce na świecie i nie będący rankingiem wiarołomstwa, kradzieży i morderstw - wygląda podejrzanie.

                I zwracam uwagę, że jeżeli doda się do siebie "wkłady do nauki" tylko tych państw europejskich, które zostały wymienione w pierwszej dziesiątce, to Europa przegania USA. Po zliczeniu UE + UK na pewno w publikacjach przeganiamy też Chiny.
                • dobrycy Re: Technologiczna niepodległość Polski 19.11.24, 07:07
                  Kiedyś tu wysyłałem linka do filmu jak EEVBlog był u takiego badacza (obaj są z Australii), i był nawet wątek. Było pokazane laboartorium i badania. Dlatego te brednie Żylicza powodują u mnie zajady. Z czym do ludzi.
    • pan.toranaga Witold M. Orłowski w tym temacie 16.11.24, 22:42
      www.rp.pl/biznes/art41453931-potrzebny-jest-broker-laczacy-nauke-i-biznes
      Od razu ostrzegam: to jest reklama opłacona przez Łukasiewicza. Podkreślenia moje.
      Po ponad dziesięciu latach na B+R wydajemy dwukrotnie większy odsetek PKB, ale wzrósł też znacznie nasz PKB, najszybciej w Unii Europejskiej. W związku z czym nasze wydatki zdecydowanie się zwiększyły. Gdyby prawdą było to, że główna bariera to niewystarczające pieniądze, to powinniśmy być w Polsce świadkami spektakularnej poprawy w zakresie innowacyjności gospodarki.
      (...)
      Gdy spojrzymy na unijne porównanie innowacyjności krajów – European Innovation Scoreboard – to, pomijając pewne zastrzeżenia metodologiczne, warto zauważyć, że w ciągu dekady Polska z miejsca 24. na 27 krajów, przesunęła się jedynie na miejsce 23., o włos wyprzedzając Słowację. To także dowodzi, że żaden przełom nie nastąpił. W raporcie pokazuję też, że poprawa tego wskaźnika nastąpiła głównie z powodu wzrostu nakładów, a nie efektów. Analiza danych prowadzi do stwierdzenia, że poziom wydatków na B+R w relacji do PKB wzrósł w zasadzie do wysokości takiej, jakiej należałoby się spodziewać przy naszym poziomie PKB na głowę mieszkańca. Natomiast efekty gospodarcze, które można zmierzyć, są zdecydowanie niższe niż można by się było spodziewać przy tym poziomie wydatków. Czyli coś było nie tak z wiarą, że decydującym czynnikiem słabości polskiego rynku badań naukowych jest brak pieniędzy na B+R. Nastąpiła tu bardzo wyraźna poprawa, a mimo to nie ma odpowiednich efektów, bo nie nastąpiła poprawa w funkcjonowaniu ekosystemu innowacji.
      (...)
      Jak się wydaje, wzrost odnotowany w minionej dekadzie wynikał głównie ze zwiększenia wydatków na digitalizację. Dziesięć lat temu można było jeszcze sądzić, że otwieranie kanałów sprzedaży przez internet czy tworzenie systemów komunikacji to wielka innowacja. Dziś są to standardowe narzędzia pracy biznesu, a tymczasem miernik wydatków na B+R będzie je cały czas traktować jako wydatki na innowacyjność gospodarki. Pewną rolę odegrały też zmiany podatkowe i podejścia organów podatkowych do tego, co jest zgłaszane jako wydatki innowacyjne. Wcześniej były one bardzo rygorystyczne, żądały pokazania udokumentowanych efektów, potem tę zasadę znacznie rozluźniono.
      • trzy.14 Re: Witold M. Orłowski w tym temacie 17.11.24, 00:28
        Skokowy wzrost nakładów, jakie Polska raportuje do raportów OECD w zakresie R&D, nastąpił za młodego Morawieckiego. W uczelniach nic ani drgnęło. Nawet mucha nowa nie przyleciała. Nie ma powodów sądzić, że przedsiębiorstwa nagle zaczęły wydawać miliardy złotych na innowacje. Więc wnioskuję, że to jakaś innowacja statystyczna kogoś od "bankstera" Morawieckiego.

        Współpracowałem kiedyś z firmą, która "przepaliła" ponad 10 mln zł. na Produkt, Którego Nie Ma (PKNM). Żadna dygitalizacja, choć produkt w swej istocie miał być w komputerze. Ciekawe doświadczenie poznawcze. Na ok. 100 pracowników tylko jedna osoba ogarniała od strony merytorycznej istotę projektu, ale i ona w szczegółach technicznych MUSIAŁA polegać na wiedzy ok 5 osób "na dole". Reszta ufała, że ktoś wie, do czego to wszystko zmierza i wykonywała zadania szczegółowe bez wiedzy wyższego rzędu, po co to, co im zlecają. Kazali, płacą, top robię. Nie wierzę, że w ten sposób mogą kiedykolwiek dociągnąć projekt do szczęśliwego finału. Za to o ile w zarządzie spora rotacja, bo PKNM, to jedna jedyna osoba pozostaje w firmie niezwalnialna.

        Więc tu na tym przykładzie mamy np. takie bariery czysto cywilizacyjne.
        1. Niewydolny system ekspercki rekomendujący do finansowania projekty podwyższonego ryzyka, a projekty obiecujące coś naprawdę innowacyjnego zawsze do takich należą.
        - dotyczy to projektów zarówno publicznych, jaki i prywatnych i mieszanych
        2. Niewydolny system zarządzania firmą technologiczną. Akurat tam do zarządzania posługiwano się metodykami "zwinnymi", które sprawdzają się u "klepaczy kodu", czyli masz konkretne zadanie i określony czas na jego wykonanie. To może działać tylko przy działaniach rutynowych, a nie tam, gdzie trzeba pokonać bariery czysto intelektualne, których nikt przed nami nie pokonał. To nie podlega ścisłemu planowaniu.
        3. Niewydolny system nadzoru nad projektami współfinansowanymi przez państwo, np. poprzez NCBiR. Zresztą, prywatny inwestor też nie za bardzo ma do kogo zwrócić się o poradę. Da ogłoszenie w prasie? Rozwiesi ogłoszenie na przystankach autobusowych?
        4. Trudno mi odnieść się do problemu kadr. Widząc sporo doktorantów i młodych doktorów w firmie technologicznej można pomyśleć, że to dobrze, młodzież się przy okazji kształci. Ale jednocześnie z tyłu głowy jest, że to dlatego, żeby było po taniości i że to idealni pracownicy tam, gdzie zarząd nie lubi "głupich pytań".

        • dobrycy Re: Witold M. Orłowski w tym temacie 17.11.24, 08:23
          Takie rzeczy się dzieją, jak innowacyjność jest dekretowana odgórnie. Wtedy rozwijana jest innowacyjność tak jak rozumie ją jakiś urzędnik albo prezes wyższego szczebla który nigdy nic nie wymyślił, bo nie od tego jest. Ten sam problem jest z nauką, jak w filmie z sąsiedniego wątka od Pani Sabiny. Jak kierunkiem nauki rządzą pieniądze i urzędnicy, to mamy gospodarkę/naukę planowaną która jak wiemy z historii rozwija się w kierunku ilości/policzalnosci kosztem jakości. Jak myślicie, czy Einstein dostałby OPUSa na teorie względności?
          A Pasteur, Roentgen czy Skłodowska którą sie niesłusznie Polacy chwalą? Czy Edison dostałby grant z
          NCBiR? A jakby dostali, to na czym musieliby się skupić, i co na tym by ucierpiało?
          Te wszystkie techniki zarządzania, scrumy agile i inny szajs, tak jak i metoda kija bez marchewki sprawdza się jak trzeba tanio wyprodukować dużo produktów które wiadomo (np. pracownicy wiedzą) jak produkować.
          Zastosowanie metod gospodarki planowanej/biznesu produkcji trampków do rozwoju nauki
          daje efekty takie jak widzimy - produkcje śmiecia. Gdy oceniającym nie jest ten kto z czegoś korzysta
          i komu to jest do czegoś potrzebne, następuję otwarcie pętli sprzężenia zwrotnego która doskonaliłaby produkt. Tak się też dzieje jak jest monopol/oligopol.
          • sendivigius Re: Witold M. Orłowski w tym temacie 17.11.24, 14:19
            dobrycy napisał:

            > Takie rzeczy się dzieją, jak innowacyjność jest dekretowana odgórnie.

            > Zastosowanie metod gospodarki planowanej/biznesu produkcji trampków do rozwoju
            > nauki
            > daje efekty takie jak widzimy - produkcje śmiecia.


            Ja tylko od lat sie zastanawiam jak to jest ze wszyscy o tym wiedza a jednak system trwa. Jesli mam na cos stawiac, to winie za to zmiane elit. Kiedys elity byly albo pieknoduchowsko-humanistyczne (feudalizm) albo inzynierskie (PRL et al.), ewentualnie lojerskie (wczesne USA). Obecnie sa excelowo-managerskie. I jeszcze żeby, ale to takie samouki albo po szkolach Gotowania na Gazie. Dla mnie swietnym przykladem tego problemu jest wlasnie (chyba) niedzielny program TOK FM "Strefa Szefa albo to co sie wypisuje w GW w dziale Praca. Jest to taki bełkot że zęby bolą ale wciąż ci ludzie pisza i mowia to ze smiertelna powaga i wyzszoscia demiurgów nowych czasow.
          • trzy.14 Re: Witold M. Orłowski w tym temacie 17.11.24, 21:41
            dobrycy napisał:

            > Takie rzeczy się dzieją, jak innowacyjność jest dekretowana odgórnie.

            W tym przypadku to raczej efekt Wizji bez Podstaw. Szalenie niebezpieczna w tym sensie, że jak się paru inwestorów na takiej sparzy, to wrócą z pieniędzmi do klubów piłkarskich.
            J
            > ak myślicie, czy Einstein dostałby OPUSa na teorie względności?

            PO teorii względności - prawdopodobnie tak. Na pewno, gdy zaczęły o nim pisać gazety. NA teorię względności nie dostałby złamanego centa, czy tam feniga, bo czyż pracował w prestiżowym ośrodku naukowym? Czy miał 10 publikacji, a każda z Hirszem jak stąd do Hiroszimy? Czy miał doświadczenie w kierowaniu grupami badawczymi? I w ten deseń.

            • dobrycy Re: Witold M. Orłowski w tym temacie 17.11.24, 21:46
              Oczywiście, że w pytaniu chodziło o dostanie opusa przed odkryciem a nie po, bo np. jakieś
              odkrycie mogło wymagać pieniędzy, środków na badania itp. W końcu teza jest, że bez grantów
              nie ma nauki, więc ja to rozumiem że najpierw są granty a potem noble a nie na odwrót.
              • trzy.14 Re: Witold M. Orłowski w tym temacie 17.11.24, 22:10
                To tak nie działa. Dobrze wiemy, że wnioski grantowe zawsze składa się na coś, co przynajmniej częściowo jest już zrobione (np. w poprzednim grancie).

                Już widzę harmonogram takiego wniosku.

                W pierwszym półroczu wprowadzimy do równania tensor metryczny
                W drugim półroczu - skalar krzywizny
                W trzecim - stałą grawitacji
                w czwartym - prędkość światła podniesioną do potęgi, która będzie będzie przedmiotem dalszych badań
                w piątym - tensor energii pędu
                W szóstym zdecydujemy, czy prawą stronę równania zapisać z plusem czy minusem.
                W siódmym przeprowadzimy badania nad stałą kosmologiczną.
                W ósmym ten pomysł odrzucimy, żeby w przyszłości można było wystąpić o granty badające tę ciekawą hipotezę.
                • dobrycy Re: Witold M. Orłowski w tym temacie 17.11.24, 22:40
                  No i recenzenci by pewnie napisali - autor ma nikłe doświadczenie w tym temacie, poza tym te całe krzywizny i tensory badał już Riemann i nic z tego nie wyszło. Budżet też jest źle zaalokowany, poza tym nie ma nic go zarządzaniu i przechowaniu danych. Czy autor ma jakieś nagrody, był gdzieś na stażu? Jak rozliczył poprzednie granty i tensory już badano więc nie są innowacyjne, teraz na czasie są kwaterniony (przypominam - granty recenzują nie tylko specjaliści, a ujęcie macierzowe/wektorowe wcale wtedy nie było popularne).
                  Wniosek oceniamy na 60%. Finansowanie jest od 90%. Za to pewnie finansowanie by dostali badacze cieplika.
        • pan.toranaga Re: Witold M. Orłowski w tym temacie 17.11.24, 21:51
          >Więc wnioskuję, że to jakaś innowacja statystyczna kogoś od "bankstera" Morawieckiego.

          Poniekąd sam Orłowski daje odpowiedź:
          Pewną rolę odegrały też zmiany podatkowe i podejścia organów podatkowych do tego, co jest zgłaszane jako wydatki innowacyjne. Wcześniej były one bardzo rygorystyczne, żądały pokazania udokumentowanych efektów, potem tę zasadę znacznie rozluźniono.
          • behavior_science2 Re: Witold M. Orłowski w tym temacie 27.11.24, 22:31
            Czego to się nie napisze, jakiej wody nie zamąci, piany nie wzbije, aby wygodnie i beztrosko żyć na koszt podatnika. Z tekstu Prof. Sankowskiego wysłania się spójna konkluzja, że ma to ... ... ... . Latami wypracowany oderwany od realiów rzeczywistości słowotok, bez większego składu i sensu.

            Finansowanie: Tworzenie instytucji na światowym poziomie i osiąganie czołowych miejsc w rankingach wymaga ogromnych nakładów finansowych. Polska gospodarka może nie być w stanie sprostać tym wymaganiom bez znacznego wsparcia zewnętrznego, co może rodzić pytania o suwerenność decyzji i zależność od międzynarodowych funduszy.

            Czas: Proces tworzenia i rozwijania instytucji naukowych jest długotrwały. Oczekiwanie, że nowe instytucje szybko staną się globalnymi liderami, może być nierealistyczne, szczególnie w kontekście skomplikowanych procesów biurokratycznych i administracyjnych, które mogą spowalniać postęp.

            Kultura akademicka: Polska akademia może zmagać się z oporem wobec zmian. Istnieje ryzyko, że tradycyjne struktury i podejścia będą hamować innowacje i wprowadzanie nowych metodologii badawczych. Dostosowanie kultury akademickiej do wymagań globalnej konkurencyjności może być trudne.

            Nierówności regionalne: Koncentracja zasobów i talentów w wybranych instytucjach może prowadzić do nierówności regionalnych. Mniejsze ośrodki akademickie mogą zostać zepchnięte na margines, co wpłynie na równomierny rozwój nauki w całym kraju.

            Brak natychmiastowych rezultatów: Społeczeństwo i politycy mogą oczekiwać szybkich wyników, co nie zawsze jest możliwe w nauce i badaniach. Brak natychmiastowych rezultatów może prowadzić do frustracji i zniechęcenia, a także do ewentualnego wycofania wsparcia finansowego.
            • tadeusz.rysiakiewicz Re: Witold M. Orłowski w tym temacie 30.11.24, 12:32
              bez pierwszego kroku bedziemy tkwic w niemożności
    • piotr_mud Re: Technologiczna niepodległość Polski 26.11.24, 22:24
      A kto to ma wdrożyć? Wyselekcjonowane stado punktozaurów , które nie ma pojęcia o przemyśle 4.0 za to chyżo biegnie do wszelkich dolin krzemowych, akceleratorów przemysłu wodorowego i dużo gada zamiast cokolwiek robić? Ech…
      • pan.toranaga Re: Technologiczna niepodległość Polski 30.11.24, 18:07
        "punktozaur". Ładne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka