Dodaj do ulubionych

Nie ma uczniów złych

IP: *.mad.east.verizon.net 04.09.02, 00:23
"Świetnie! Byłeś o sekundę szybszy niż wczoraj".


Tak, tak. "Traktor ma az trzy kola sprawne..." To nie wazne ze
traktor jest do... bani. Skad my to znamy?

Owszem takie podejscie moze pomoc przelamac mozliwe napiecia
dzieciaka. Pytanie: skad sie biora?


Jednak niestety pani minister zna bardzo plytko realia szkoly
USA. Jesli chodzi o zwykla edukacje intelektualna to jest ona na
bardzo niskim poziomie. Prawdopodbonie dzieciak z tzw "high
school" ma wiedze o niebo nizsza niz dzieci z pierwszych klas
gimnazjum czy dawnej podstawowki.

Jesli chodzi o wychowanie sportowe czyli po polsku WF to taki
dzieciak w USA nie bedzie mial zycia... dzieki sprawniejszym
rowiesnikom, bo chyba ktos przegapil fakt ze tutaj konkurencja
jest ogromna a rodzice robia wszystko by pokazac ze ich dziecko
jest lepsze i sprawniejsze. Nawet cwany dzieciak, ale ulomny
fizycznie nie poradzi sobie. Szczegolnie jesli zauwazymy ze w USA
wymaga sie znajomosci i umiejetnosci w baseball'u, football'u
amerykanskim lub koszykowce.


Nie ma dzieci zlych, ale sa roznorodnie uzdolnione. Zdaje sie ze
rola rodzicow to pobudzic dzieciaka i szukac jego zdolnosci i
zainteresowan, a nie gofdzic sie "moj dzieciak i tak nie jest
zly". W USA kazdy sobie poradzi - nawet najwieksza niemota bo to
taki kraj wbrew obiegowej opinii. Style zycia sa rozne a
berobocie kilka razy wyzsze w Polsce niz w USA. Wystarczy umiec
sprzatac, pracowac na budowie czy zmywac naczynia. Tacy ludzie sa
tez potrzebni i z tego w USA doskonale daje sie wyzyc (nie tak
jak w Polsce). Chodzi tylko o to czy dzieciak napewno chcialby
tego gdyby naprowadzic go (i siebie przy okazji) na jego unikalne
umiejtnosci.

My jednak w Polsce zyjemy w strasznych stereotypach. A to czego
pani minister chyba nie zauwaza to ze USA jest naprawde krajem
mozliwosci i nawet gdy kogos nie stac na skonczenie szkol
artystycznych to i tak moze dobrze zarabiac malujac, rzezbiac
itp. Podobnie jest z matematyka i technologia. To w Polsce wymaga
sie dyplomu informatyki od mlodego czlowieka podczas gdy ten nie
ma zadnego pojecia jak naprawde wytwrza sie przemyslopwo
oprogramowanie majac wyksztalcenie inzynierskie (nie koniecznie
informatyczne) i 10 lat doswiadczenia informatycznego. No ale
mlodzik po trzech latach miernych doswiadczen (za to z dyplomem)
bedzie juz seniorem. W moim odczuciu raczej "seniorkiem" z ligii
trampkarzy z dyplomem, ale to juz inna historia.
Obserwuj wątek
    • Gość: minister Re: Wspanianiali ministrowie IP: *.net17.katowice.pl 04.09.02, 06:25
      Nie ma uczniów złych , źli są minitrowie edukacji.Kilka dni temu
      ktoś z ministerstwa stwierdził, iż nauczyciele zarabiają średnio
      3000 zł. No cóż, może gdzieś , może w Warszawie. Pracuje w
      szkole 11 lat na pełnym etacie, chętnie przkaże pani minister
      swój pasek wypłaty na którym jest kwota 1100 zł. A dzieci? Tak
      naprawdę wszystko, jago kultura osobista, sposób zachowania,
      zależy od rodziców.Jeżli pani w Polsce mówiła, że w tym kraju
      wszystko jest idiotyczne, złe, a nauczyciele głupi, by w końcu
      wyemigrować do niewiarygodnie "wspaniałej" Ameryki, to dziecko
      odpowiednio do jej słów się zachowywało.
    • Gość: x A dzis byles o sekunde GORSZY niz wczoraj ! IP: 217.153.49.* 04.09.02, 09:31
      A co sie stanie gdy nauczyciel powie: "A dzis byles o sekunde
      GORSZY niz wczoraj !". Dzieciak pomysli sobie, ze nie dosc, ze
      ostatnio i tak byl gorszy niz wszyscy inni, to dzis jest jeszcze
      gorszy niz ostatnio, czyli wogole jest do niczego. Nastepnie
      wejdzie na dach szkoly i skoczy w dol prosto przed wejscie do
      szkoly, gdzie zderzy sie ze skutkiem smiertelnym z betonowym
      chodnikiem, na ktorym jego doczesne szczatki zostana zauwazone
      przez grupke dzieci z pierwszej klasy...
      • m-p Re: Nie ma uczniów złych??? Klituś bajtuś... 05.09.02, 16:59
        To zaklinanie deszczu. Są źli uczniowie, są uczniowie ociężali umysłowo, to
        ludzie przecież, choć mali. I chowanie głowy w piasek nikomu do dobre nie
        wyjdzie.
        Takie głupawe podejście 'politycznie poprawnych' Amerykanów zdemoralizowało,
        chyba nieodwracalnie Murzynów, kiedyś (przed Roosveltem) najbardziej pracowitą
        i religijną grupę ludności USA. Teraz są najbardziej pasożytniczą i
        zdemoralizowaną - więcej siedzi w więzieniach niż się uczy!

        Na dodatek, mieszanie uczniów słabych (ociężałych umysłowo) ze zdolnymi nie
        pomaga słabym, a przeszkadza zdolnym.
        Wyrónywanie szans - bzdura! Pan Bóg jednego czyni zdolnym, drugiego głupim. Do
        niego trzeba kierować pretensje.
        Każdy ma prawo znaleźć miejsce w społeczeństwie, ale nie może to polegać na
        tym, że głupek będzie przeszkadzał w klasie zdolnym, obniżając poziom klasy.
        A to się teraz robi, wcielając w życie negatywnie zweryfikowane idee
        Amerykanów, których zawsze stać będzie na import wykształconych ludzi z krajów,
        gdzie nie potrafi się ich docenić (Polska, ale właściwie cała Europa...)

        Podyskutujcie sobie lepiej, jak pomóc (ale tylko tym zdolnym!) dzieciom z
        byłych wiosek kołchozowych (PGRów), którym rodzice nie nie kupią biletów na
        autobus ani podręczników.
        • Gość: Waarez Re: Nie ma uczniów złych??? Klituś bajtuś... IP: *.swiecie.sdi.tpnet.pl 10.09.02, 00:24
          m-p jesteś idealnym przykładem niebezpiecznego człowieka - wypaczonego
          umysłowo, nie rozumiejącego meritum sprawy, zdecydowanego i pewnego swoich
          chorych racji. Tacy właśnie ludzie stworzyli i tworzą chaos i chorobę systemu
          polskiej edukacji gdy uzyskują wpływ na jej kształtowanie.
          Wypaczony umysłowo, gdyż skazujesz "gorszych", jakich gorszych? Czy miarą
          człowieka jest umiejętność np. całkowania? Piękno świata to nie klasyfikacja, a
          różnorodność doznań. Owszem istotnym elementem świata cywilizowanego jest praca
          i tworzenie nowych dóbr ale zarówno konsumpcyjnych jak i kulturowych ect. Czy
          baletnica albo śmieciarz powinni opanować sztukę całkowania? Nie. Niech on
          wykonuje dobrze swoją pracę, a ona niech zachwyca nas pięknem ruchu i tyle.
          Szkolnictwo to nie tylko całki, ono selekcjonuje umiejętności i predyspozycje
          uczniów oraz je doskonali dzięki czemu każdy powinien znaleźć właściwe miejsce
          w życiu społeczeństwa i wnosić w nie wiele istotnych i potrzebnych wartości.
          Krótko: nie ma ludzi niepotrzebnych i właśnie poszczególne etapy edukacji winne
          ukierunkowywać młodych ludzi na obszary, które pozwolą być im ludźmi
          wartościowymi dla nich samych jak i otoczenia. Na ile tak się dzisiaj dzieje,
          cóż pewne mechanizmy zostały stworzone np. wielostopniowe nauczanie od
          podstawówki poprzez gimnazja, szkoły średnie profilowane aż po studia –
          niestety pewne zaniechania we wdrażaniu reformy spowodowały na dzisiaj jedynie
          galimatias. Wyrównywanie szans jest czymś naturalnym, rozsądnym i koniecznym
          dającym również pogląd na innego człowieka, owszem nie może być tutaj zbyt
          dużej dysproporcji ale właśnie wielopoziomowość oraz różnorodność profili w
          wyższych stopniach nauczania ma temu zapobiegać. Rzeczywiście na razie jest nie
          najlepiej ale to winna głównie braku spójnego systemu nauczania jak i
          rozsądnych programów. I o tym należy głośno mówić, bo nie ma uczniów złych, są
          źle ukierunkowani i źle nauczani ale to nie ich wina. A że bywają coraz
          bardziej aroganccy, nic dziwnego skoro wielu Twojego pokroju ludzi p...li takie
          głupoty.

          waarez@wp.pl
          • m-p Re: Nie ma uczniów złych??? Klituś bajtuś... 10.09.02, 08:54
            Chyle czola przed sila argumentow...

            Najpierw niech sie Pan postara przeczytac i zrozumiec. Naturalnie, jesli Pana
            na to intelektualnie stac, w co, biorac pod uwage zaczecie postu od argumentum
            ad hominem, watpie.

            Nie mialem na mysli uczniow np. kulawych, tylko jak ich nazywaja tacy jak
            Pan, 'inteligentnych inaczej'
            Szkoly integracyjne to kolejna amerykanska lewacko-uniwersytecka bzdura,
            wytestowana z pozytywnym rezultatem w przykampusowych szkolach. U nas
            szczegolnie szkodliwa, bo pakuje sie ociezale umyslowo dzieci do 30 osobowych
            klas. W normalnych krajach takie klasy (jesli wogole sa!) licza 6-10 uczniow i
            to nauczyciel, nie koledzy 'wyrownuja szansy'. W naszych szkolach traca i jedni
            i drudzy - ociezalym poswieca sie za malo czasu, zdolni sie nudza. Sa za to
            tanie - kosztem rozwoju obu grup dzieci!

            Jest jescze jeden aspekt:
            zycze Panu aby jakis psychiczny bachor tak sterroryzowal dziecko, by
            plakalo przed pojsciem do szkoly. Moze sie zrozumiemy wtedy?
              • Gość: MP Re: Nie ma uczniów złych??? Klituś bajtuś... IP: *.fuw.edu.pl 10.09.02, 13:28
                Proszę Państwa!
                Po co tyle wzajemnej agresji?
                Nikt chyba nie kwestionuje tezy, że ludzie mają różne ograniczenia
                i różne predyspozycje. Nie słyszałem też takiego, który by mówił,
                że klasa trzydziestoosobowa jest lepsza od pietnastooosobowej.
                Wszyscy też wiedzą, że z kolei uczenie klasami po 30 dzieci
                jest znacznie tańsze, a kasa pusta. To czy uczą się w tych klasach
                dzieci o podobnej dojrzałości intelektualnej i emocjonalnej, czy
                też o bardzo zróżnicowanej, też ma kolosalne znaczenie - przede
                wszystkim dla łatwości zorganizowania pracy adekwatnej do możliwości
                każdego z uczniów. W skrajnych przypadkach - 30 uczniów, pięciu
                nadpobudliwych geniuszy, dziesieć zaniedbanych wychowawczo,
                a kolejne pięcioro z wyraźnym deficytem rozwoju intelektualnego
                - odpowiednie zorganizowanie pracy grupy musi graniczyć z cudem.
                Problem polega jednak na tym, że deficyty lub nadwyżki obserwowane
                u siedmio- dziesięciolatków bardzo często nie mają charakteru
                trwałego.
                Czy nie jest tak, że dzieci dojrzewają (emocjonalnie,
                intelektualnie, a nawet w poszczególnych obszarach dojrzałości
                intelektualnej) w bardzo różnym tempie? Czy nie jest tak, że to
                tempo bywa wprawdzie uwarunkowane środowiskiem rozwoju, ale
                w dużej cześci może być zdeterminowane biologicznie? Czy nie jest tak,
                że na tym etapie różnice w rozwoju mogą sięgać (w poszczególnych
                cechach) nawet kilku lat i nie wynika z tego wcale, że te różnice
                mają charakter biologicznie trwały? Czy historie życia wielu wybitnych
                ludzi nie są poszlaką dla postawienia tezy, że w bardzo wielu
                przypadkach różnice zanikają po kilkunastu latach? Zanikają jeśli
                nie zostały wcześniej wzmocnione i "wypielęgnowane"
                przez wychowawców (szkołę, rodzinę). Zawsze pozostaje oczywiście
                znaczna liczba cech stanowiących o naszych różnicach - nasze predyspozycje
                i ograniczenia. Jednak czy nie jest tak, że tylko w zupełnie
                wyjątkowych sytuacjach te ostateczne różnice i ograniczenia są
                tak głębokie, że sięgają umiejętności kształtowanych na poziomie
                szkoły podstawowej?
                Może więc jednak nie do końca jest prawdą, że w chwili poczęcia
                przypisana jest nam przynależność do szufladki obiektywnych
                głupców lub bezspornych mądrali? Pewnie prawdą jest, że
                wśród milionowej populacji rodzi się kilku takich, którym
                nic nie pomoże, albo nic nie zaszkodzi. Ale cała reszta
                jest obarczona genetycznie szansą, że przy odpowiedniej pracy
                i wysiłku wyrośnie na ludzi, jak i genetycznym ryzykiem, że
                przy braku pomocy, przy pochopnym zaszufladkowaniu, przy
                braku celnie dobranej motywacji zejdzie na psy.
                Szkoła z pustą kasą (kasą, która w trzydziestoosobowych
                klasach nie pozwala na indywidualizację podejścia do ucznia)
                nie dostrzega ucznia, a jedynie statystyczną
                normę wiekową. Tymczasem normy dobre są przy produkcji gwoździ.
                W szkole mogą powodować jedynie to, że zamiast uczenia jest
                przerabianie materiału.

                Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl

                • m-p Re: Nie ma uczniów złych??? Klituś bajtuś... 10.09.02, 15:18
                  >Tymczasem normy dobre są przy produkcji gwoździ.
                  >W szkole mogą powodować jedynie to, że zamiast uczenia jest
                  >przerabianie materiału

                  Hmmm, o takie zdanie Pana nie posądzałem :)))
                  Nie stawia to w wątpliwość tego, co Pan do tej pory napisał?
                  pozrdrawiam
                  • Gość: MP Re: Nie ma uczniów złych??? Klituś bajtuś... IP: *.fuw.edu.pl 11.09.02, 11:53
                    m-p napisał:

                    > Nie stawia to w wątpliwość tego, co Pan do tej pory napisał?
                    >

                    Myślę, że nie. Tu wyraźnie mowa o próbach nakładania norm
                    na uczniów jak na gwoździe; o niedopuszczalności takiego
                    podejśćia, że jak ktoś nie spełnia na raz i w przepisanym
                    czasie wszystkich norm, to należy go przeznaczyć do kosza
                    na odpadki.
                    Wcześniej było natomiast trochę o normach postępowania.
                    Trzymając się paraleli kowalskiej - było o normach
                    procesu technologicznego, który w szkole tym musi się różnić
                    od kuźni, że musi uwzględniać różnorodność materiału wejściowego
                    jak i dopuszczać bez żalu pewną różnorodność produktu.
                    Umiejętność pracy z tymi różnorodnościami stanowi podstawę
                    szczegółowych norm "technologicznych" dla pracy nauczyciela.
                    Nie znaczy wiec, że norm nie ma, a każdy nauczyciel sam sobie
                    sterem, żaglem i okrętem. Znaczy to tylko, że są to normy
                    postępowania z ludźmi, a nie z gwoźdźmi, z ludźmi, których
                    nie można zbyt radykalnie selekcjonować wstępnie ani wtórnie
                    pod kątem spełnienia pewnych statystycznych norm.
                    Zgadzam się całkowicie, że liczebność klas powinna ten fakt
                    uwzgledniać, szczególnie w szkole podstawowej, gdzie różnorodności
                    są najsilniejsze, a jednocześnie najmniej trwale, dynamiczne.

                    Czy nadal widzi Pan jakąś sprzeczność pomiędzy różnymi moimi
                    wypowiedziami?

                    Pozdrawiam

                    Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
                    • m-p Re: Nie ma uczniów złych??? Klituś bajtuś... 11.09.02, 21:33
                      Witam,
                      tak, po takim dictum, niestety nie, a szkoda.

                      Myślę, że różni nas wizja dobrej szkoły. Pan, według mnie oczywiście :))),
                      ma wizję szkoły zbiurokratyzowanej, nieco gogolowskiej. Zglajchszaltowanej, z
                      ankietami, ocenami, itp... .

                      Ja chciałbym, żeby każda szkoła była inna. Bo każdy dyrektor mógłby być
                      inny, bo mógłby mieć inny zespół nauczycieli. Dobrych nauczycieli, których
                      sobie sam dobrał. Innych dla szkoły, gdzie przeważają dzieci rodziców o jakiej
                      takiej kulturze, innych, gdzie przeważają blokersi. Z nauczycielami, którzy
                      mogliby być wzorcami zachowań.
                      Żeby kiepska szkoła pod kiepskim dyrektorem była likwidowana ot, tylko
                      dlatego, że rodzice do niej nie chcą swoich dzieci posyłać. Nie dlatego, że
                      dyrekcji i nauczycielom nie chce sie głupawych ankiet dla kuratorium i Gazety
                      Wyborczej wypełniać.
                      Przy tym bezrobociu... będą te wasze ankiety bedą wypełniać, oj będą. A
                      pracować jak dawniej - byle jak. Bo pracę nauczycieli jest trudno ocenić, bo
                      to się widzi po paru latach i drogi na skróty typu ankieta są, excusez le mot,
                      o kant d... rozbić.
                      pozdrawiam

                      pozdrawiam
                      • Gość: MP Re: Nie ma uczniów złych??? Klituś bajtuś... IP: *.fuw.edu.pl 12.09.02, 10:53
                        m-p napisał:

                        > Myślę, że różni nas wizja dobrej szkoły. Pan, według mnie oczywiście :))),
                        > ma wizję szkoły zbiurokratyzowanej, nieco gogolowskiej. Zglajchszaltowanej, z
                        > ankietami, ocenami, itp... .

                        ?????!!!!!

                        > Ja chciałbym, żeby każda szkoła była inna. Bo każdy dyrektor mógłby być
                        > inny, bo mógłby mieć inny zespół nauczycieli. Dobrych nauczycieli, których
                        > sobie sam dobrał. Innych dla szkoły, gdzie przeważają dzieci rodziców o
                        jakiej
                        > takiej kulturze, innych, gdzie przeważają blokersi. Z nauczycielami, którzy
                        > mogliby być wzorcami zachowań.

                        Jeśli zajrzy Pan gdzieś do archiwum, to może dostrzeże Pan,
                        że to co Pan pisze jest kropka w kropkę moją myślą przewodnią.
                        Różnica polega na tym, że ja staram się - może nieudolnie :-(
                        - głośno mysleć o pewnych krokach i sposobach, które do tego
                        mogą nas zblizyć.
                        Ba jaka jest główna przeszkoda po temu, by dyrektor mógł
                        sobie dobierać grono, o którym Pan pisze?
                        Moim zdaniem są dwie:
                        Pierwsza to Karta, która nie pozwala dyrektorowi
                        oceniać bieżącej pracy nauczyciela pod kątem cech, o których
                        Pan i inni tu piszą, która nie daje nawet cienia zagrożenia
                        nauczycielowi pracującemu byle jak, bez namysłu (nad konkretnymi
                        dziećmi!), pomysłu, staranności i rozległości przygotowania
                        (i bieżącego, i przygotowania zwanego faktycznym wykształceniem).
                        Wolno mu (dyrektorowi) oceniać tylko spełnianie sztywnych, biurokratycznych
                        przepisów i ewentualnie występ pokazowy. Nie ma żadnego znaczenia
                        czy za drzwiami szkoły czeka długa kolejka osób lepiej
                        przygotowanych, lepiej zmotywowanych, chętnych do rzeczywistej
                        pracy.
                        Druga przyczyna to motywacja samego dyrektora. I o tym też
                        wielokrotnie pisałem. To zapisy w ustawie oświatowej, które
                        nie dają możliwości bezpośrednim i pośrednim odbiorcom -
                        gminom, rodzicom - oceniać i wyciągać wnioski na podstawie
                        jakości pracy dydaktycznej szkoły. Gmina może rozstać się
                        z dyrektorem (jako osobą funkcyjną, a nie jako nauczycielem)
                        tylko za niepłacenie rachunków za światło lub inne
                        tego typu przewinienia administracyjne. Rozstać się z
                        dyrektorem, w którego szkole kiepsko uczą można jedynie
                        gdy kurator dostrzeże, że kiepskie uczenie jest efektem
                        naruszenia konkretnych przepisów.

                        Obie przyczyny są powiązane. Trudno wszak oceniać dyrektora,
                        który ma związane ręce!
                        Ankiety, programy, standardy i inne narzędzia, o których
                        pisałem, były jedynie technicznym uzupełnieniem wizji,
                        o której piszę. Bo jeśli by dyrektor miał przyglądać się
                        pracy nauczycieli, a gmina pracy dyrektora, to trzeba dać im
                        odpowiednie narzędzia. IM, A NIE KURATORYJNO-MINISTERIALNYM
                        URZĘDNIKOM! Narzędzia - wcześniej sprawdzone na szczurach -
                        z których mogą skorzystać wedle uznania, temperamentu i
                        własnej pomysłowości, a nie z nakazu czy akcji.

                        > Żeby kiepska szkoła pod kiepskim dyrektorem była likwidowana ot, tylko
                        > dlatego, że rodzice do niej nie chcą swoich dzieci posyłać.

                        Szkoła jest kiepska jakością pracy osób w niej zatrudnionych.
                        Nie chcę wstawać pół godziny wcześniej by odprowadzać córkę
                        do szkoły na drugim krańcu dzielnicy, bo szkołą po drugiej stronie
                        ulicy okazała się "kiepska" i została zlikwidowana. Chcę, żeby
                        przestała byc kiepska.

                        > Bo pracę nauczycieli jest trudno ocenić, bo
                        > to się widzi po paru latach i drogi na skróty typu ankieta są, excusez le
                        mot,
                        > o kant d... rozbić.

                        Statystycznie ma Pan rację. Tylko czasem ankietą da się coś wymusić
                        - działania pod ankietę, działania konkretne, których nie da się
                        ogadać. Ogadać, tak jak to próbowałem pokazać Panu Jackowi, gdy ogłosił
                        propozycję pytań do jednego z tematów i nikt inny mu nie odpowiedział.
                        Natomiast co do efektów po latach, to jest to dobry punkt
                        widzenia z punktu siedzenia nauczyciela. Z punktu siedzenia
                        rodzica jest to zdecydowanie niezadowalające. Co mi po tym, że
                        po latach okaże się, że moje dzieci były źle uczone? (Prawdę
                        mówiąc nawet nie bardzo rozumiem, dla kogo miałoby to być po
                        tych latach ważne i widoczne poza nimi samymi!)
                        Trzeba myśleć, jak złe uczenie dostrzec przed szkodą.
                        Nie twierdzę, że mam tu monopol na mądrość. Ale buntuję się
                        przeciwko wszystkim wypowiedziom, że to się nie da, i że to się
                        okaże dopiero po latach. To już nawet nie rosyjska, tylko
                        wietnamska ruletka (jest pistolet - szkoła, są ślepe i ostre
                        naboje - nauczyciele dobrzy i źli, tylko celuje się
                        w cudzą głowę, bo z głowy kiepskiego nauczyciela włos raczej
                        po tych "latach" nie spadnie :-( )

                        pozdrawiam

                        Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
                        • Gość: Krzysztof Homan Re: Nie ma uczniów złych??? Klituś bajtuś... IP: 62.233.233.* 26.10.02, 03:14
                          Gość portalu: MP napisał(a):

                          > Ba jaka jest główna przeszkoda po temu, by dyrektor mógł
                          > sobie dobierać grono, o którym Pan pisze?
                          > Moim zdaniem są dwie:
                          > Pierwsza to Karta [...]
                          > Druga przyczyna to motywacja samego dyrektora. [...]
                          > Obie przyczyny są powiązane. Trudno wszak oceniać dyrektora,
                          > który ma związane ręce!

                          Dyrektora szkoły powinna wybierać (i odwoływać) społeczność lokalna. Oczywiście
                          na podstawie jego wizji pracy szkoły, do której to wizji realizacji dobiera
                          sobie grono współpracowników.

                          > Szkoła jest kiepska jakością pracy osób w niej zatrudnionych.

                          A fe, mógłbym się pogniewać ;-)
                          Znam inne bardziej prawdziwe przyczyny.

                          > Nie chcę wstawać pół godziny wcześniej by odprowadzać córkę
                          > do szkoły na drugim krańcu dzielnicy, bo szkołą po drugiej stronie
                          > ulicy okazała się "kiepska" i została zlikwidowana. Chcę, żeby
                          > przestała byc kiepska.

                          I jeśli jeszcze komuś z tej części dzielnicy takie coś się zamarzy, to jest
                          szansa na poprawę. Ale wątpię, czy wielu się zechce...

                          > Trzeba myśleć, jak złe uczenie dostrzec przed szkodą.

                          A cóż tu jest do myślenia? Wystarczy zainteresować się tzw. opinią o szkole, do
                          której posyłamy swoje dziecko.

                          Pozdrawiam
      • Gość: Zielicz Re: Nie ma uczniów złych IP: 213.241.34.* 06.09.02, 12:22
        To jest dalszy ciąg tworzenia stereotypu, zgodnie z
        którym za wszystko co złe u ucznia odpowiada
        nauczyciel.Tymczasem on jest co najwyżej lekarzem
        pierwszego kontaktu. Nauczyciel nie jest w stanie na
        lekcji czy między jedną lekcja a dtugą zajmować się
        terapią poważniejszych zaburzeń, a takich jest dużo.Tym
        powinni się zajmować wyspecjalizowani fachowcy.
        Lekarz jest tylko od leczenia, ale od lekarza pierwszego
        kontaktu nie wymaga się leczenia np.HIV, raka czy
        gruźlicy.Oni tylko odsyłają do właściwego specjalisty.
        Żeby mieć z człowiekim tak dobry kontakt psychiczny jak
        psychoterapeuta(a i to nie kazdy) trzeba się ładnych parę
        lat uczyc tylko(!) tego. Przy czym terapeuci też są
        wyspecjalizowani.A nauczyciel ma się tym zająć ot tak
        mimochodem.....Tu socjopata, tam nadpobudliwy, ówdzie
        przestraszony .....
      • bo4 Re: Nie ma uczniów złych 04.10.02, 19:42
        Gość portalu: danusia napisał(a):

        > Nie wiem co was tak wścieka. Nie jestem fanem pani ministrem, ale właśnie ta
        > wypowiedź jej się udała. W prosty sposób jest powiedziane, że ucznia trzeba
        > wspierac i w niego wierzyć. Ja się z tym zgadzam, powinniśmy o tym pamietać.
        > Danusia

        Oczywiście! piękne słowa i ...tylko słowa. Nauczyciel ma wspierać ucznia ale
        MEN ma wspierać nauczyciela. To co pani przeczytała to tylko slogan typowy dla
        ludzi z SLD.Proszę oceniać realia a nie bić brawa za słowa- to już było w PZPR.
        A jakie są realia? O kasie nie będę pisał ale wspomnę o ławkach, tablicach,
        itd. Opowiem pani historię. Chodził sobie uczeń do szkoły i siadał w starych
        ławkach. lata mijały. Przyszedł sobie nauczyciel do szkoły i... usiadł w tej
        samej starej ławce. To są realia. Nauczyciele też potrzebują wsparcia a nasz
        obecny system niestety nic takiego nie daje.
    • Gość: Zielicz Re: Nie ma uczniów złych IP: 213.241.34.* 06.09.02, 12:10
      Proponuję Pani Minister miesiąc(jeszcze lepiej rok)
      praktyki w roli nauczyciela matematyki w jakimś technikum
      budowlanym czy podobnej zawodówce albo "liceum" w tym
      zespole.Oczywiście bez ochroniarzy z BOR. Ciekawe czy aby
      nie zmieni zdania?Takie slogany można wygłaszać z dobrze
      izolowanego od rzeczywistości gabinetu. Pozwalają też nie
      dostrzegać realnych problemów, a zajmować się np.
      regulowaniem ilości potwierdzeń przy wyjeździe na wycieczkę.
      Za najgłębszej komuny arkusz wycieczki trafiał na
      szczebel inspektoratu oświaty(dzielnica).Dzięki
      p.minister teraz musi trafiać do ...kuratorium i do
      organu prowadzącego. Ciekawe co oni będą robić z takimi
      stertami papierów i czy od tego wycieczki będą lepsze?
    • Gość: Danusia Re: Nie ma uczniów złych IP: 217.153.61.* 06.09.02, 23:25
      To nie możliwe, chyba nie piszecie na serio. Ja zupełnie inaczej myślę.
      Uważam , że nauczyciel powinien pomagać właśnie uczniom majacym trudności i ich
      wspierać. Uczeń zdolny nauczy sie sam, jeśli mu pokazać kirunek, a słabszemu
      trzeba pomóc.
      A to o murzynach i edukacji w USA, to po prostu obrzydliwe.
      Danusia
      • m-p Re: Nie ma uczniów złych 10.09.02, 15:51
        Danusiu droga!
        Czy to o Murzynach jest nieprawdziwe? Wątpisz w prawdziwość amerykańskich
        statystyk? Nie zastanawiało Cię nigdy, dlaczego najbardziej purytańska i
        pracowita grupa etniczna upadła na takie dno? Ja jestem zwolennikiem tezy, że z
        powodu wyrzutów sumienia białasów, pomocy socjalnej , bussingu itp.

        'Dlaczego dobrzy' ludzie nie czytają bieżących publikacji amerykańskich, tylko
        jakieś tłumaczenia sprzed 20 lat? Musimy powtarzać ich błedy? Stać nas na to?
        Nawet Amerykanów nie stać.
        Na pewno nic bieżącego nie czyta Łybacka. To co jej się spodobało, wyszło już z
        mody parę lat temu.
        Poza tym fałsz z pochwały, którą zacytowała bije tak oczywisty, że 8-letnie
        dziecko się na nią nie nabierze. Prędzej 'inteligentna inaczej' minister...

        Po co to dziecko chwalić za to, w czym jest kiepskie? Może jest ono świetne w
        historii, matematyce? A może jest po prostu sympatyczne i jest dobrym
        człowiekiem? Trzeba dzieci chwalić za to, co w nich istotnie dobre. Może
        taka 'pochwała' zburzy mu tylko hierarchię wartości i nauczy hipokryzji?
        • bo4 Re: Nie ma uczniów złych 04.10.02, 19:44
          m-p napisał:

          > Danusiu droga!
          > Czy to o Murzynach jest nieprawdziwe? Wątpisz w prawdziwość amerykańskich
          > statystyk? Nie zastanawiało Cię nigdy, dlaczego najbardziej purytańska i
          > pracowita grupa etniczna upadła na takie dno? Ja jestem zwolennikiem tezy, że
          z
          >
          > powodu wyrzutów sumienia białasów, pomocy socjalnej , bussingu itp.
          >
          > 'Dlaczego dobrzy' ludzie nie czytają bieżących publikacji amerykańskich,
          tylko
          > jakieś tłumaczenia sprzed 20 lat? Musimy powtarzać ich błedy? Stać nas na to?
          > Nawet Amerykanów nie stać.
          > Na pewno nic bieżącego nie czyta Łybacka. To co jej się spodobało, wyszło już
          z
          >
          > mody parę lat temu.
          > Poza tym fałsz z pochwały, którą zacytowała bije tak oczywisty, że 8-letnie
          > dziecko się na nią nie nabierze. Prędzej 'inteligentna inaczej' minister...
          >
          > Po co to dziecko chwalić za to, w czym jest kiepskie? Może jest ono świetne w
          > historii, matematyce? A może jest po prostu sympatyczne i jest dobrym
          > człowiekiem? Trzeba dzieci chwalić za to, co w nich istotnie dobre. Może
          > taka 'pochwała' zburzy mu tylko hierarchię wartości i nauczy hipokryzji?
          I w tym się z szanownym panem zgadzam

          bo
    • Gość: Ania Re: Nie ma uczniów złych IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.02, 15:01
      Ale mamy błyskotliwą Panią minister.Jak może nam
      ministrowac,jeśli w jej wypowiedzi widać jak na dłoni,że jej
      wiedza o nauczycielu w Polsce i realiach szkolnych jest
      zerowa.To zdarzenie jakie miało miejce w amerykańskiej szkole i
      tak Panią zachwyciło to nie żadna metoda , ani też rewelacja.To
      sprawa charakterunauczyciela i jego chęci do pracy.W Ameryce też
      sa tacy ,którym się nie chce.U nas są tez tacy
      nauczyciele,którzy się nie przejmują, nawet ministrowie tacy są!
    • Gość: Inga Re: Nie ma uczniów złych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.02, 00:47
      Początek mojej "kariery" zawodowej to jedna z lepszych szkół średnich w
      Warszawie. Choroba w rodzinie zmuziła mnie do zmiany pracy, bliżej miejsca
      zamieszkania. Zespół szkół. Dyrektor nawet nie zająknął się, że będe uczyć
      również w zawodówce. Język obcy, wtedy trudno było przyciągnąć do pracy
      nauczycieli języków. Pierwszy rok to horror! Klasy szkoły zawodowej nie były
      dzielone na grupy. Na lekcji 36 uczniów. Przez pierwsze 6 miesięcy płacz i
      zgrzytanie zębami. Koszmar! Chciałam już rzucić pracę. Rozmowy z rodziną (w 95%
      nauczycielską). Rada babci: musisz ich polubić, chwalić za każdy postęp,
      docenić nawet niewielkie starania. I tak się zaczeło... . Po 6 latach
      (technikum po szkole zasadniczej) uważam, że to było najlepsze doświadczenie
      zawodowe, jakie mogło mnie spotkać. Mogę dosyć śmiało powiedzieć, a w zasadzie
      napisać;-), że to właśnie ta "gorsza" młodzież mnie naprawdę wychowała i
      ukształtawała, jako NAUCZYCIELA. Jestem z nich naprawdę dumna! 9 osób dostało
      się na studia dzienne! Spora grupa podjeła naukę w wyższych szkołach zaocznie
      lub wieczorowo. Część oczywiście o dalszej nauce nie myśli, ale ukończyła
      szkołę srednią. Przez te lata stałam się prawie członkiem ich rodzin, czasami z
      większą uwagą słuchanym, niż ich rodzice. W domach dużo alkoholu, problemy
      samotnych matek, "wychowujące" podwórka, "kultura" blokersów, bezradni rodzice.
      Oczywiście zdarzaja się również uczniowie naprawdę ograniczeni, ale wydaję mi
      się, że część winy ponosi poprzedni system polityczny, który stawiał klasę
      robotniczą na piedestale. Powielanie wykształcenia rodziców, niemoc lub
      nieuctwo nauczycieli w szkole podstawowej, którzy według mnie powinni najlepiej
      zarabiać, bo tak naprawdę to oni mają szansę jak najwcześniej wyrównać poziom i
      nastawić pozytywnie do szkoły. Takich nauczycieli się jednak nie docenia.
      Najważniejsze są tzw. osiągnięcia np. ilość olimpijczyków. W polskiej szkole
      nadal najważniejsze są papierki, ankiety, plany wychowawcze, kryteria, których
      prawie nikt nie realizuje. Sama chodziłam do szkły średniej na zachodzie
      Europy. Jakoś nikt mnie nie maltretował pierwszego dnia szkoły (normalny dzień
      zajęć: plan lekcji był przesyłany pocztą) kryteriami ocen i wymaganiami. Za to
      często cała klasa (14 osób!) spotykała się u wychowawcy w domu i przyrządzając
      sałatki dyskutowaliśmy z nim o naszych problemach i innych niepokojach wieku
      dorastania. I taka szkoła mi się marzy! Tu w Polsce. I nie chcę więcej czytać o
      uczniach ograniczonych, czy wręcz "genetycznie" głupich! My sami traktujemy się
      jak naród przygłupów! W Japonii 40% obywateli ma wykształcenie wyższe, u
      nas... . Czy jesteśmy gorzej "wyposarzeni" ?! Uczeń może powiedzieć, że ma
      pecha, że się tu urodził i trafił do polskiej szkoły i na miernych nauczycieli.
      Ale z innej całkiem beczki, czasy Stasi Brzosowskiej powinny się w końcu
      skończyć! Jak mam zaprosić do domu 30 osób i bawić się z nimi w robienie
      sałatak i "odkrywanie" świata?! Narazie po cichu dokarmiam 4 uczniów... i mój
      mąż (cichy sponsor kanapek na drugie śniadanie- na szczęście nie jest
      nauczycielem), trochę się buntuje. Przecież płaci niemałe podatki państwu,
      które powinno pomagać... . A narazie woli pomagać górnikom, hutnikom,
      szwaczkom, do których naprawdę nic nie mam! Tylko dlaczego cały czas na
      pierwszym miejscu jest ... klasa robotnicza? Kiedy w końcu to edukacja będzie
      pierwsza?! Przepraszam za te dygresje, ale uważam, że tu leży
      przyczyna "niemocy" nauczycieli. Nikt nie będzie się angażował w niesienie
      pomocy uczniom pracując na dwóch etatach! Owszem na zachodzie tzw. pensum jest
      wyższe. Ale przeprowadzane lekcje to zwykle ok. 20 godz. tygodniowo. Reszta to
      praca ze słabszym uczniem, czas na przygotowanie się do lekcji, wizyty
      wychowawcy w domu ucznia.
      Podsumowując, uważam, że nie ma uczniów złych, są tylko niedofinansowani,
      zagonieni lub niedouczeni, mierni nauczyciele. Ale mimo wszystko niech żyją
      Stasie Brzozowskie!
      I ... obiecane podwyżki... , nauczyciel mianowany z 14 starzem, tak jak ja
      dostanie 82 zł. netto! Zycie jest piękne! Pani minister, niech się pani stuknie
      w ... główkę.
        • Gość: Majka Re: Nie ma uczniów złych IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 02.10.02, 18:15
          Bardzo podoba mi się wypowiedź Ingi.

          A o polskim eksperymencie "hołubienia" ponad 30-osobowej klasy w domu można
          przeczytać w książce wydanej przez SAS. Byłam na spotkaniu z autorami : 4 lata
          pełnej, fantastycznej opieki nad uczniami, podwójne wychowawstwo
          (nauczycielskie, bezdzietne małżeństwo)- zachwyciłam się. Przeszło mi po ich
          odpowiedzi na pytanie, czy następną klasę będą prowadzić tak samo....Okazało
          się, że oboje zrezygnowali z pracy w szkole.
      • bo4 Re: Nie ma uczniów złych 04.10.02, 20:05
        Tak, tak tak. Pani Ingo -całkowicie3 się z Panią zgadzam.
        Pani minister przeszła wspaniałą szkołe z PZPR i posiada doskonałe umiejętności
        kontaktowania się z mediami. Slogany i pieśni pochwalne to jest jej
        specjalność. Od kilku lat bardzo dobrze w tej roli sprawdaza się nasz prezydent
        który dba o naukę i...namawią do inwestowania w nią. Tylko, że na tym się
        wszystko kończy.
        W Polsce to nie nauczyciel jest zły. To system okrada go ze złdzeń. Jak można
        uczyć w tak wielkich klasach? jak? W naszym kraju klasy mające 20 uczniów są
        rozwiązywane. To skandal.
        To że klasy powinny być maksymalnie 15-to osobowe to jest normalne dla
        wszystkich- no, tu wyjątkiem są nasze władze...


        pozdrawiam,
        bo4
      • Gość: Krzysztof Homan Re: Nie ma uczniów złych IP: 62.233.233.* 26.10.02, 02:58
        Gość portalu: Inga napisał(a):

        > to właśnie ta "gorsza" młodzież mnie naprawdę wychowała i
        > ukształtawała, jako NAUCZYCIELA.

        Chyba się Pani przejęzyczyła. Myślę, że oni mogli (przecież nieświadomie) pomóc
        Pani we własnym rozwoju duchowym.

        > Przez te lata stałam się prawie członkiem ich rodzin, czasami z
        > większą uwagą słuchanym, niż ich rodzice. W domach dużo alkoholu, problemy
        > samotnych matek, "wychowujące" podwórka, "kultura" blokersów, bezradni
        rodzice.

        Kolejna Matka Teresa?

        > niemoc lub
        > nieuctwo nauczycieli w szkole podstawowej, którzy według mnie powinni
        > najlepiej zarabiać, bo tak naprawdę to oni mają szansę jak najwcześniej
        wyrównać poziom i
        > nastawić pozytywnie do szkoły.

        Marne to społeczeństwa i systemy polityczne, w których trzeba
        uczniów "nastawiać pozytywnie do szkoły".

        > często cała klasa (14 osób!) spotykała się u wychowawcy w domu i
        przyrządzając
        > sałatki dyskutowaliśmy z nim o naszych problemach i innych niepokojach wieku
        > dorastania. I taka szkoła mi się marzy! Tu w Polsce.

        A mnie się marzy, by sałatki i dyskusje odbywały się w domach własnych dzieci,
        z rodzicami.

        > My sami traktujemy się
        > jak naród przygłupów! W Japonii 40% obywateli ma wykształcenie wyższe, u
        > nas... . Czy jesteśmy gorzej "wyposarzeni" ?! Uczeń może powiedzieć, że ma
        > pecha, że się tu urodził i trafił do polskiej szkoły i na miernych
        nauczycieli.

        "Przygłup" to niewłaściwe słowo. Ale też daleko nam, jako społeczeństwu, do
        jego przeciwności.
        Uczeń ma prawo narzekać, że trafił do polskiej szkoły - ta jest w zasadzie
        jedna. Jeśli idzie o nauczycieli - z tym jest różnie.

        > Ale z innej całkiem beczki, czasy Stasi Brzosowskiej powinny się w końcu
        > skończyć! Jak mam zaprosić do domu 30 osób i bawić się z nimi w robienie
        > sałatak i "odkrywanie" świata?! Narazie po cichu dokarmiam 4 uczniów...

        A się nie skończą, dopóki znajdować się będą osoby wyręczające rodziców i
        państwo w ich obowiązkach.

        > Tylko dlaczego cały czas na
        > pierwszym miejscu jest ... klasa robotnicza? Kiedy w końcu to edukacja będzie
        > pierwsza?!

        Cóż, np. oświatą zawiadują przedstawiciele społeczeństwa, w imieniu swoich
        wyborców. Patrz wyżej - punkt o tzw. "przygłupach".


        > Owszem na zachodzie tzw. pensum jest
        > wyższe. Ale przeprowadzane lekcje to zwykle ok. 20 godz. tygodniowo. Reszta
        to
        > praca ze słabszym uczniem, czas na przygotowanie się do lekcji, wizyty
        > wychowawcy w domu ucznia.

        A w tym zdaniu pełna zgoda.

        Pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka