adam02138
06.02.10, 13:10
To co Pani Kudrycka opisala to obrazek normalnych/przecietnych szkol
w Europie czy USA (tak wiem ze w USA, i Europie sa kiepskie szkoly,
wazne sa sa dobre i bardzo dobre, ktorych u nas brak).
Problem polega na tym ze nie mozna podwyzszac poziomu szkolnictwa
wyzszego bez podniesienia poziomu kadry naukowej. Obecne przecietny
docent czy adiunkt nie nadaje sie do pracy naukowej w jakimkolwiek
znaczaqcym osrodku naukowym. Braki wiedzy, braki jezykowe, jak i
brak nawykow pracy, czy umiejetnosci poslugiwania sie nowoczesna
technologia czynia tych ludzi nieprzydatnymi. Nie wspominam o
Profesorach, gdyz poza malymi wyjatkami ci ludzie od dawna sie nie
zajmuja praca naukowa.
Zeby podwyzszyc jakosc kadry trzeba wymagac nie tylko mobilnosci, bo
co z tego ze jakis adiunkt bedzie sie wozil pomiedzy jednym kiepskim
uniwersytetm a drugim i pracowal z niegramotnym profesorem tyle ze
nie w swoim miescie? Trzeba wymagac wynikow naukowych, trzeba
wymagac umiejetnosci dydaktycznych. Te kryteria musza byc jasno
okreslone i weryfikowalne. Na przyklad badania naukowe to ne
publikacje w zeszytach redagowanych przez kolege.
Na koniec trzeba placic jak ludziom, ale dopiero po okresleniu
wymagan, bo naukowcy jak na razie pokazali, ze, tak jak lekarze, dla
kasy porzuca wszelakie standardy.
Jeszcze dodam ze uczelnie rowniez powinny miec ograniczona
autonomie, tak jak przewiduja niektore projekty. Przez 20 lat
publiczne uczelnie pokazaly ze nawet tak bogate instytucje jak UW
nie sa w stanie same soba zarzadzac. Podatnicy maja prawo oczekwac
ze ich pieniadze nie sa marnowane.