bosman_plama
24.08.10, 08:47
A czytał Pan to? Bo to może jednak nie takie złe? Może to tylko gra z
literaturą, jak powieści Fforde o agentach wywiadu zajmujących się
obroną literatury i skaczących z powieści do powieści, by bronić ich
przed terrorystami ingerującymi w treść? Nie wszystko, co wychodzi od
klasyki to płytkie popłuczyny. Nie pamiętam, czy Eyvind dostał Nobla
akurat za "fale przyboju", w których po swojemu opowiada "odyseję",
nawet jeśli jednak nie, to i tak znakomita powieść. Baricco z "Homer.
Iliada" także stanął na wysokości zadania. Z gry wywołanym przez pana
Szekspirem powstała sztuka "Rosencrantz i Guildenstern nie żyją".
Owszem, w żadnym z przywołanych nie pojawiają się zombie, wampiry i
wilkołaki (choć z zastrzeżeniem - całego cyklu Fforde nie czytałem).
Ale zgrabna popkulturowa gra nie wyklucza i takiej możliwości.