Dodaj do ulubionych

Doktorat to nie fanaberia

12.10.10, 17:45
Niezbyt przekonujące są argumenty panów doktorantów. Czy wszyscy spośród 30 tysięcy doktorantów w Polsce to rzeczywiście przyszli uczeni, czy też "coraz bardziej różnorodne są ich motywacje i predyspozycje"? Dlaczego i wedle jakiego klucza miałoby się obficie finansowac tylko tysiąc, pozostawiając pozostałe 29 tysięcy bez żadnego stypendium? A czy panowie doktoranci nie słyszeli o stypendiach promotorskich? Artykuł prof. Hartmana, na który odpowiadają, rzeczywiście był kiepski, ale odpowiedź panów Gendźwiłła i Izdebskiego jest zupełnie chaotyczna.
Obserwuj wątek
    • popisuarka W Polsce jest za duzo doktorantow! 12.10.10, 18:09
      Polska nie potrzebuje az tylu doktorow. Polska nie ma dzis wlasnego przemyslu, a wiec nie ma wlasnej mysli technicznej, stad tez nie potrzebuje nawet inzynierow, gdyz maszyny i urzadzenia importowane z Chin i tzw. Zachodu moga obslugiwac i naprawiac technicy (a do powazniejszych awarii i tak trzeba wzywac zagranicznych fachowcow).
      Podobnie jest z medycyna: wystarcza nam dzis zwykli lekarze, gora specjalisci, bo i tak nie ma w budzecie pieniedzy na utrzymanie istniejacych szpitali i klinik.
      A w humanistyce i naukach spolecznych to profesorow, doktorow habilitowanych i jeszcze niehabilitowanych mamy olbrzymi nadmiar, i przez conajmniej 10 lat nie bedzie w tych dziedzinach pracy dla nowych doktorow.
      Powtarzam raz jeszcze: zaopotrzebowanie na nauke jest generowane glownie albo przez przemysl, albo przez wojsko. Poniewaz Polska nie ma dzis wlasnego przemyslu, a tylko montownie i file zagranicznych firm, a polskie wojsko jest w trakcie demontazu, to nie ma dzis w Polsce zapotrzebowania na nauke i naukowcow.
      Stad tez nalezy zliwidowac studia doktoranckie, jako zbedne, w ramach koniecznych ciec budzetowych.
      A jak ktos koniecznie chce uprawiac nauke, to moze to przeciez robic na wlasny rachunek, albo za granica.
      Serdecznie pozdrawiam
      KAGAN czyli lech.keller@gmail.com
      • popisuarka Konkursy na stypendia doktoranckie 13.10.10, 14:31
        Kiedy ja stawalem do takiego konkursu na Monash University w Melbourne, Australia (na Australian Postgraduate Awards (APA) - www.unisa.edu.au/resdegrees/scholarships/australian.asp,
        to bylo na samym tylko Monash University ponad 100 kandydatow dopuszczonych do niego, a tylko 10 stypendiow. Ja zajalem miejsce 11, ale ze prymus dostal takze stypendium z Oxfordu, to zrezygnowal z tego australijskiego i ja sie na nie zalapalem. Wtedy bylo to jednak mniej niz owo dzisiejsze AUD22,500 p.a. I nalezy tez pamietac, ze AUD22,500 (na reke) to bez trudu wyciaga kasjerka w supermarkecie. Stad tez dorabialem jako programista komputerow, przez co przedluzylo mi sie pisanie rozprawy o kolejne 3 lata...
        lech.keller@gmail.com
      • absurdello Idąc tym tropem myślenia, przestańmy 15.10.10, 11:53
        płodzić młode, bo przecież taniej będzie je sprowadzić z Chin, gdzie jest ich nadmiar.
        Potem zlikwidujmy Polskę, bo po co ona komu, język niechodliwy, historia niezrozumiała, ludzie nieprzystosowani do rzeczywistości, praktycznie wszystko co miało jakąś wartość zostało zniszczone albo wykupione przez obcych, więc po co to wszystko komu ?
        W razie czego sprowadzi się ludzi z Chin, do uprawy ziemi (i jeszcze zrobią to taniej, nie założą 15 związków zawodowych w jednym zakładzie pracy, teczek na nich nie będzie, bo są nie z tego terenu, czysty zysk).
        • popisuarka Re: Idąc tym tropem myślenia, przestańmy 15.10.10, 12:28
          Zrozum, ze to tylko osrodki badawczo-wdrozeniowe generuja popyt na nauke czyli na badania podstawowe, bez ktorych nie mialy by one na czym oprzec swych badan. Starajac sie wyprzedzic, czy chocby 'tylko' dogonic konkurencje, firmy szybko zauwaza, ze potrzebuja wynikow badan podstawowych i albo same zaczna je robic (np. tak robi m. in. IBM), albo tez beda naciskac na panstwo, aby to ono zajelo sie na serio tymi badaniami, przeznaczajac jednoczesnie srodki na dofinansowywanie owych badan podstawowych. Kazdy praktycznie rzad zignoruje petycje naukowcow, uwazajac ze domagaja sie oni od panstwa drogich zabawek, ale nie zignoruje petycji kapitalu, ktory przeciez finansuje kampanie wyborcze najwazniejszych partii politycznych... Stad jesli chcemy miec prawdziwa nauke, musimy miec prawdziwy, polski przemysl: fabryki moga byc za granica, ale centrala i osrodki R&D (B+R) musza byc w Polsce i musza byc wlasnoscia naszego narodowego, polskiego kapitalu!
        • junk92508 Re: Idąc tym tropem myślenia, przestańmy 18.11.10, 17:51
          > Potem zlikwidujmy Polskę, bo po co ona komu, język niechodliwy, historia niezro
          > zumiała, ludzie nieprzystosowani do rzeczywistości, praktycznie wszystko co mia
          > ło jakąś wartość zostało zniszczone albo wykupione przez obcych, więc po co to
          > wszystko komu ?

          Tyle że akurat to że doktorów i doktorantów mamy za dużo to fakt... z większości nie będzie żadnego większego pożytku...

          System powinien być zmieniony - każdy dostałby szansę na początek - godziwą kasę...
          ale jak przez te parę lat nie zacznie produkować czegoś na światowym poziomie to
          koniec - powrót na gołą pensję nauczycielską.

          Przez światowy poziom rozumiem publikowanie w najważniejszych światowych periodykach w dziedzinie.

          Jesteśmy zbyt biedni by finansować słabą pracę naukową...
      • megasceptyk to wszystko jest faktem 19.11.10, 08:57
        mądrym ine trzeba tego tłumaczyć
        a cała reszta i tak ma inne zadanie :)
      • tea_fighter W polsce jest za dużo pieniaczy 19.11.10, 09:17
        Jak rozumiem,
        piszesz takie głupoty i podpisujesz się mailem, aby komuś zrobić głupi kawał (liczysz na to, że zaspamują mu skrzynkę).
        No powiem ci, że to nie wygląda dobrze.
        Powinieneś/powinnaś się leczyć.

        • nostryfikacja Re: W polsce jest za dużo pieniaczy 19.11.10, 11:09
          Znow ad personam?
    • 4004stefan Doktorat to nie fanaberia 12.10.10, 20:29
      nauka to biznes !!! MY głupcy !!! jak najwięcej doktorantów, stypendiów i grantów, gdy choć jedne badania na 1000 będą udane to się OPŁACA. Konkurencja, upór, talent i poczucie humoru wyłoni najlepszych. Pozostali wniosą duży wkład będąc nauczycielami, predsiębiorcami czy politykami ;) NIE trzymajmy się tej upiornej idei, że najpierw trzeba się nauczyć skakać na głowę żeby nalali wody do basenu ...
    • rhayader.pl Re: Doktorat to nie fanaberia 13.10.10, 00:10
      I odezwały się dwa trolle internetowe z betonowymi łbami z forum Doktorat - nauka - uczelnia, czyli pfg i słynny "lesio" (obecnie pod nickiem "popisuarka"). W przeciwieństwie do was, doktoranci coś robią i nie zajmują się tylko plotkowaniem na forach internetowych. Wracajcie na swoje forum, na którym tak lubicie obrzucać się nawzajem błotem, a doktoranci niech uczą się od wszystkich, tylko nie od was.
      • pfg Re: Doktorat to nie fanaberia 13.10.10, 07:52
        Ach, i oto rhayader.pl, z właściwym sobie taktem i merytorycznym wkładem w dyskusję. Pozdrawiam, pozdrawiam.
        • rhayader.pl Re: Doktorat to nie fanaberia 13.10.10, 20:51
          W przeciwieństwie do ciebie, przedkładam merytoryczny wkład w naukę nad plotkowanie na forach (z którego nic nie wynika, a które ty nazywasz "merytorycznym wkładem w dyskusję"). Mierne osiągnięcia naukowe dr hab. Pawła F. Góry (znanego pod nickiem pfg) dobitnie potwierdzają, że plotkarstwo na forach internetowych już dawno zastąpiło u niego pracę naukową.
          • pfg Re: Doktorat to nie fanaberia 13.10.10, 21:11
            Przebóg, jam poznany! Co prawda każdemu wystarczą dwa kliknięcia do odkrycia Straszliwej Tajemnicy mojej tożsamości. Ale widzisz, ja, w przeciwieństwie do ciebie, nie wstydzę się tego, co robię. Ty najwyraźniej się wstydzisz, bo ukrywasz się pod nickiem.

            Nawiasem mówiąc, nie sądzę, żebyś był kompetentny do oceniania moich osiągnięć.
            • rhayader.pl Re: Doktorat to nie fanaberia 13.10.10, 21:22
              A ja sądzę, że warto, aby twoje osiągnięcia (a raczej ich brak) ocenili czytelnicy - i ci bardziej, i mniej kompetentni. W końcu żyjesz (a raczej gnijesz) za pieniądze podatników. Wystarczy wpisać nick "pfg" do wyszukiwarki, żeby każdy na własne oczy zobaczył, jakie są faktyczne "osiągnięcia" dr hab. Pawła F. Góry.
              • pfg Re: Doktorat to nie fanaberia 13.10.10, 21:50
                Nic nie rozumiesz, mój biedny, anonimowy rhayaderze.pl. Ponieważ nie ukrywam swojej tożsamości - naprawdę każdemu wystarczą dwa kliknięcia - kto ciekaw, może mnie oceniać. A ja nie mam powodów do wstydu.
                • rhayader.pl Re: Doktorat to nie fanaberia 13.10.10, 22:49
                  To, że ty nie poczuwasz się do wstydu, to jeszcze o niczym nie świadczy. Natomiast to, czym się zajmujesz całymi dniami, doskonale obrazuje choćby fakt, jak szybko odpowiadasz na moje posty. Dodam, że nie jest to jedyne forum, w którym uczestniczysz (z nie mniejszą aktywnością). Myślę, że w końcu ktoś powinien zebrać twoje najbardziej aroganckie wypowiedzi z internetu i wysłać je twoim zwierzchnikom. Miejmy nadzieję, że przynajmniej niektórzy z nich zrozumieją, jakie świadectwo wystawiasz jednostce, w której pracujesz. Póki co, przynajmniej twoi studenci dowiedzą się, z kim mają do czynienia.
                  • pfg Re: Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 08:14
                    Drżę z przerażenia. Któż jednak podejmie się tego niewdzięcznego, acz niewątpliwie szlachetnego, zadania, zdemaskowania mojego aroganckiego oblicza? Zgłaszasz się na ochotnika, mój anonimowy kolego?
                    • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 14:30
                      Nie martw sie PFG. Na mnie podobne typy jak z tego forum tez donosily. Mialem niezla zabawe, jak mi w dziekanacie pokazywali te donosy, niestety, w 100% anonimowe, a wiec trafiajace do kosza...
                      A dla ulatwienia pracy PT Donosicielom, podaje tez bezposredni link do mnie:
                      www.cetrad.info/?action=pessoas/viewPerson&id=90
                      • tuluz-lotrek Re: Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 17:22
                        A czym PFG ma się martwić? Przecież na jego wydziale na pewno każdy poza najbardziej oderwanymi od rzeczywistości już dawno wie o jego działalności na forach i blogu, też mi rewelacja. W Polsce każdy, ale to każdy, kto pojawi się w mass-mediach pod nazwiskiem (nawet jeśli tylko ktoś inny o nim napisze), raczej wcześniej niż później zostanie opluty przez różne rhayadery. Taka gmina.
                        • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 19:33
                          Niby niczym, ale ktos na jego Wydziale moze przeciez zrobic zly uzytek z tych donosow... Glupkow i zawistnych w Polsce przeciez dzis nie brak, szczegolnie na uniwersytetach...
                          • europaprykarz Co jeszcze znajdziesz na uniwerku 18.11.10, 16:47
                            Niezmiernie interesująca dyskusja, w ramach wkładu własnego podsyłam artykuł, również na temat.
                            • nostryfikacja Re: Co jeszcze znajdziesz na uniwerku 23.11.10, 17:37
                              Dzieki!
                              • ajent.007 Re: Co jeszcze znajdziesz na uniwerku 10.12.10, 11:14
                                -:)
          • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 14:25
            Odczep sie koles od PFG! Co on ma robic, jak nie ma on porzadnych funduszy na badania? Ja tez nie mam zadnych funduszy na badania, tylko gola pensje plus gabinet z biurkiem, komputerem, internetem i telefonem (ale tylko do rozmow wewnetrznych). Z takim wyposazeniem to nie da sie dzis robic nauki na serio, a mozna tylko ja pozorowac. Ja nawet jak jade na konferencje, to najczescxiej place z wlasnej kieszeni. Na szczescie, placa mi (so far) regularnie i nie najgorzej. Ale, jak juz napisalem, za moja pensje (odpowiadajaca pensji wykladowcy czy tez assistant professor'a) to mnie nie stac na finansowanie wlasnych badan naukowych, nawet tak relatywnie tanich jak w mojej dziedzinie (ekonomii).
            Pozdr.
          • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 16:59
            Jesli h=7 PFG to malo, to jak zdefiniujesz "wybitne osiągnięcia naukowe"?
          • maly_zlosliwiec Re: Doktorat to nie fanaberia 19.11.10, 05:40
            Pan Góra jest bardzo sensownym gościem.
            Po dekadzie wspominam go bardzo dobrze. Nie jest to częsta przypadłość w takich instytucjach. Życzyłabym innym kontaktu z kimś takim.
      • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia 13.10.10, 14:38
        Widze, ze kolega rhayader.pl ma tylko pseudoargumenty typu "ad personam" i wrzuca mnie do jednego worka z pfg...
        Ustosunkuj sie lepiej rhayader do mej tezy, ze poniewaz w Polsce nie ma dzis oddolnego, czyli realnego zapotrzebowania na nauke, a wiec i na naukowcow, to nie ma sensu finansowanie tejze nauki (a wiec i doktorantow) z budzetu panstwa, a wiec przez podatnikow!
        Kagan czyli lech.keller@gmail.com
        • rhayader.pl Re: Doktorat to nie fanaberia 13.10.10, 21:01
          Jak zwykle trafiłeś kulą w płot, bo to nie są moje argumenty. Łatwo to sprawdzić.

          Nadal nie rozumiesz, dlaczego nikt, kto cię choć trochę zna, nie próbuje ustosunkowywać się do twoich tez?
          • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia??? 14.10.10, 14:32
            Anonimowe bluzgi i donosy to sa zadne argumenty. I czemu nie masz odwagi sie podpisac po swymi donosami i oszczerstwami?
      • nostryfikacja Re: Doktorat to nie fanaberia 18.11.10, 20:26
        Ulzyło ci, rhyader?
    • ichbines Doktorat to nie fanaberia 13.10.10, 10:39
      Drodzy Autorzy,
      jakże nieuważnie przeczytaliście Panowie mój artykuł! Na maszynie do pisania wystukałem swoją pierwszą książkę, czyli pracę magisterską. Potem dostałem stypendium doktoranckie i drugą książkę/doktorat pisałem w znacznie lepszych warunkach. Taka tam była opowieść z morałem. Ponadto: nie napisałem, że jestem przeciwko stypendiom, lecz przeciwko dalszemu zwiększaniu wydatków rządowych na stypednia doktoranckie. Zwróciłem uwagę, że możliwości stypednialnych i zarobkowych mają dzisiejsi doktoranci więcej niż kiedykolwiek wcześniej, w związku z czym postuluję, aby kolejne wydatki rządowe finansowały nie stypendia, lecz podniesinie poziomu studiów. Ująłem się też za sprawiedliwym rozdziałem stypendiów, podobnie jak Panowie. Bardzo Panów proszę - najpierw dokładnie czytamy, potem polemizujemy. Socjolog i historyk jak mało kto muszą umieć się skupić i zrozumieć przekaz. Kłaniam się, Jan Hartman
      • popisuarka Do Pana Jana Hartmana 13.10.10, 14:44
        Czy to aby na pewno Pan Jan Hartman napisal tu jako ichbines?
        Jesli tak, to prosze o kontakt na lech.keller@gmail.com
        I ponawiam ma teze, ze poniewaz w Polsce nie ma dzis oddolnego, czyli realnego zapotrzebowania na nauke, a wiec i na naukowcow, to nie ma sensu finansowanie tejze nauki (a wiec i doktorantow) z budzetu panstwa, a wiec przez podatnikow!
        Kiedy ja stawalem do takiego konkursu na Monash University (na Australian Postgraduate Awards (APA) - www.unisa.edu.au/resdegrees/scholarships/australian.asp, to bylo na samym Monash ponad 100 kandydatow dopuszczonych do niego, a 10 stypendiow. Ja zajalem miejsce 11, ale ze prymus dostal takze stypendium z Oxfordu, to zrezygnowal z tego australijskiego i ja sie na nie zalapalem. Wtedy bylo to jednak mniej niz owo dzisiejsze AUD22,500 p.a. I nalezy tez pamietac, ze AUD22,500 (na reke) to bez trudu wyciaga kasjerka w supermarkecie. Stad tez dorabialem jako programista komputerow, przez co przedluzylo mi sie pisanie rozprawy o kolejne 3 lata...
        • popisuarka Re: Do Pana Jana Hartmana 13.10.10, 17:03
          Dodam tylko, ze jestem, i to jak najbardziej, za finansowaniem w Polsce nauki, ale najpierw trzeba by te nauke doglebnie zreformowac, aby nie byly to pieniadze stracone. Wracamy wiec do kwestii otwarcia polskiej nauki na swiat, zniesienia nostryfikacji, habilitacji, belwederskiej profesury itd. Obecne status quo na polskich wyzszych uczelniach bowiem oznacza zwykle kumoterstwo, tzw. prorodzinna polityke zatrudniania na wyzszych uczelniach (czytaj: polityke zatrudniania potomstwa profesorow), wsobny wychow pracownikow naukowych (od magistra do rektora na tej samej uczelni) oraz zamkniecie sie na swiat, w tym nieuznawanie w Polsce dyplomow z najlepszych swiatowych wyzszych uczelni.

          Stad wiec jedyna rada jest pozbycie sie tego balastu w postaci PRLowskich profesorow poprzez nastepujace reformy:
          1. Zlikwidować wreszcie te dożywotnie, belwederskie profesury (przeżytek feudalno-PRLowski, który powoduje, iż nie można się pozbyć profesora, którego wiedza dawno temu się zdeaktualizowała).
          2. Zlikwidować habilitacje, jako kolejny feudalno-PRLowski przeżytek, uniemożliwiający awans prawdziwym naukowcom, a jednocześnie zweryfikować doktoraty i podwyższyć wymogi ich uzyskiwania.
          3. Nie uznawać dyplomów z podejrzanych uczelni (np. ze Słowacji), choćby były one unijne, a natomiast uznawać dyplomy czołowych uczelni świata, niezależnie od kraju, w którym zostały one uzyskane.
          4. Wprowadzić uczciwe, otwarte konkursy na stanowiska od asystenta do profesora, w których jury składało by się z cudzoziemców, wylosowanych przez komputer z puli ekspertów (na to musza się znaleźć fundusze).
          5. Wprowadzić w Polsce, jako obowiazujace prawo, Europejska Kartę Naukowca oraz Kodeks Postępowania przy Rekrutacji Pracowników Naukowych:
          64.233.183.132/search?q=cache:lXz9qRRQ4OUJ:europa.eu/eracareers/pdf/kina21620b8c_pl.pdf+karta+naukowca&hl=pl&ct=clnk&cd=1&gl=pl
          6. Zlikwidować autonomie uczelni państwowych - są one finansowane przez podatników, i przed podatnikami muszą wiec one odpowiadać.
          7. Wprowadzić wreszcie ograniczenia w wieloetatowości pracownikow naukowych.
          8. Zlikwidować PAN (dyrekcję, nie instytuty, które powinny być połączone z uczelniami wyższymi).
          9. Zamiast rozpraszać fundusze na finansowanie małych laboratoriów, nalezy przeznaczyć je na udział Polski w takich instytucjach międzynarodowych jak CERN czy ESA.
          10. Przestać gadać o reformie, a zacząć ją wreszcie wdrażać! W przeciwnym wypadku, takie uczelnie jak PWr, UWr, UPWr nadal pętać sie będą na koncu tabeli, gdzies w piątym tysiącu rankingu światowych uczelni.
          Pozdrawiam!
          KAGAN czyli lech.keller@gmail.com
          • trzy.14 Re: Do Pana Jana Hartmana 13.10.10, 18:26
            > 1. Zlikwidować wreszcie te dożywotnie, belwederskie profesury

            TAK!

            > 2. Zlikwidować habilitacje, jako kolejny feudalno-PRLowski przeżytek, uniemożli
            > wiający awans prawdziwym naukowcom, a jednocześnie zweryfikować doktoraty i pod
            > wyższyć wymogi ich uzyskiwania.


            WARUNKOWE TAK (habilitacja nie jest przeżytkiem PRL-u; nie jest barierą dla prawdziwych naukowców; ale obecnie jest szkodliwa)


            > 3. Nie uznawać dyplomów z podejrzanych uczelni (np. ze Słowacji), choćby były o
            > ne unijne, a natomiast uznawać dyplomy czołowych uczelni świata, niezależnie od
            > kraju, w którym zostały one uzyskane.

            TO NIE JEST ISTOTNY PROBLEM

            > 4. Wprowadzić uczciwe, otwarte konkursy na stanowiska od asystenta do profesora
            > , w których jury składało by się z cudzoziemców, wylosowanych przez komputer z
            > puli ekspertów (na to musza się znaleźć fundusze).

            BZDURA

            > 5. Wprowadzić w Polsce, jako obowiazujace prawo, Europejska Kartę Naukowca oraz
            > Kodeks Postępowania przy Rekrutacji Pracowników Naukowych:

            CO TO ZMIENI??? Konstytucja PRL była najlepsza na świecie!


            > 6. Zlikwidować autonomie uczelni państwowych - są one finansowane przez podatni
            > ków, i przed podatnikami muszą wiec one odpowiadać.


            COŚ W TYM JEST NA RZECZY. Zamiast likwidować autonomii, lepiej
            wprowadzić więcej odpowiedzialności, rzucić w wir konkurencji, dać prawo do bankructwa!

            > 7. Wprowadzić wreszcie ograniczenia w wieloetatowości pracownikow naukowych.

            TAK. Ale przede wszystkim zweryfikować znaczenie słów "pracownik naukowy".

            > 8. Zlikwidować PAN (dyrekcję, nie instytuty, które powinny być połączone z ucze
            > lniami wyższymi).

            TAK. Albo do uczelni, albo samofinansowanie

            > 9. Zamiast rozpraszać fundusze na finansowanie małych laboratoriów, nalezy prze
            > znaczyć je na udział Polski w takich instytucjach międzynarodowych jak CERN czy
            > ESA.

            To nie jest takie oczywiste. W tych dużych projektach i tak jesteśmy pariasami.
            To tak, jakby postulowac zamknięcie małych i srednich przedsiębiorstw i postawić na kombinaty.

            > 10. Przestać gadać o reformie, a zacząć ją wreszcie wdrażać! W przeciwnym wypad
            > ku, takie uczelnie jak PWr, UWr, UPWr nadal pętać sie będą na koncu tabeli, gd
            > zies w piątym tysiącu rankingu światowych uczelni.

            REFORMA JEST WDRAŻANA! Tylko czy wypali?
            • popisuarka Re: Do Pana Jana Hartmana 13.10.10, 18:39
              1. Zgoda.
              2. Habilitacja jest przeszkoda dla prawdziwych naukowców, ktorzy zamiast sie rozwijac naukowo, musza tracic cenny czas na pisanie nikomu nie potrzebnych rozpraw i na uzeranie sie z administracja na szczeblu uczelni i Centralnej Komisji (kolejny feudalno-bolszewicki przezytek do likwidacji).
              3. To JEST istotny problem. Przez to polska nauka zamyka sie na swiat, a ja musze pracowac za granica.
              4. To jak inaczej zapewnic, aby selekcja naukowcow byla merytoryczna?
              5. Zmieni sporo, gdyz rekrutacja na te stanowiska bedzie musiala byc bardziej przejrzysta.
              6. Jesli ktos zyje z cudzych pieniedzy, to musi odpowiadac przed tym, ktory mu te pieniadze daje.
              7. OK.
              8. J.w.
              9. Tylko wielkie, monopolistyczne przedsiebiorstwa daja realny, to jest ekonomiczny zysk. To jest prawo ekonomii, zweryfikowane empirycznie. Nie ma sensu na marnowanie kapitalu w malych firmach, gdzie daje on, z definicji, tylko suboptymalny zysk. Podobnie jest i w nauce...
              10. Wdrazana jest tylko PSEUDOREFORMA Pani Basi.
              POZDROWKA!
              Kagan (lech.keller@gmail.com)
              • trzy.14 Re: Do Pana Jana Hartmana 13.10.10, 19:00
                Ad 2. Habilitacja kładzie nacisk na sukces indywidualny. To podstawowy błąd systemowy. W jego efekcie mamy tabuny profesorów uczelnianych uganiających się za doktorantami, a powinno być odwrotnie.
                Ad 3. Kwestia dyplomów słowackich straci rację bytu, gdy wydział/uczelnia bedą mogły zbankrutować.
                Ad 4. Ad 5. Konkursy będa uczciwe, gdy to będzie się... opłacać! Żadne przepisy tego nie wymuszą,a cz mogą pomóc (tak jak prawo nie zrobi z obywatela świętego, ale złe prawo większośc obywateli skundli).
                Ad 6. Odpowiedzialność wymaga ZWIĘKSZENIA autonomii! Inaczej welcome to PRL.
                Ad 9. Rozumiem, że Pan chce, by środki szły na badania ważne. Ale ważne badania mogą dotyczyć multum dziedzin: medycyny, paleontologii, inżynierii etc. A nasze zyski z uczestnictwa w wielkim LHC - poza publikacjami - są ŻADNE.
                Ad 10. Lepsza pseudo nawet reforma niż rewolucja.
                Kłaniam się.
                • popisuarka Re: Do Pana Jana Hartmana 13.10.10, 19:36
                  2. Zgoda. Dzis w nauce niewiele sie da zrobic pojedynczo. Nawet w ekonomii. Chyba, ze jak to sie dzis robi w Polsce (i, niestety, nie tylko): kompilacje z cudzych publikacji.
                  3. A co z Wielką Arabską Libijską Dżamahirijją Ludowo-Socjalistyczna? Ona ma rope, wiec nie zbankrutuje...
                  5. Zgoda, ale prawo tez musi byc tu zmienione.
                  6. Autonomia moze byc tylko wtedy, gdy owe uczelnie beda w ponad 50% finansowane z czesnego i innych pozabudzetowych zrodel.
                  7. Sami nie zbudujemy drugiego LHC.
                  10. Dojrzelismy do rewolucji, zbyt dlugo odkladajac reforme.
                  Uklony!
    • tbarbasz Doktorat??? 13.10.10, 11:31
      Wyciągnąłem niedawno swój egzemplarz mojej pracy doktorskiej. Jakże ubogo wygląda! Napisany na maszynie, ręcznie wykonane rysunki, powklejane zdjęcia...
      Ale równocześnie trzy samodzielne (opublikowane przed doktoratem) prace w poważnych recenzowanych "zachodnich" czasopismach (i kilka, których byłem współautorem), udział (z referatami) na międzynarodowych konferencjach specjalistycznych (Paryż, Tokio, Wielka Brytania, Budapeszt) i co najważniejsze obrona w Instytucie w Warszawie (pracowałem na Uczelni w Krakowie!).

      Proponowano mi po stażu asystenckim studia doktoranckie. Egzamin zadałem - i uciekłem (były Szef się na mnie wręcz obraził) przechodząc na etat asystenta na inną uczelnię. Było to bardzo dawno (ok. 35 lat temu) ale studia doktoranckie do dziś uważam za idiotyzm. To po prostu seryjna produkcja doktorów służąca jedynie zaspokojeniu wymagań stawianych tzw. "pracownikom samodzielnym" w celu uzyskiwania kolejnych stopni. Dlatego doktorantów jest tak dużo - i dlatego zdeprecjonowano tytuł naukowy doktora. A kto tych doktorów wypromował? Kto pisał pozytywne referencje słabych prac? Panowie Docenci oraz Profesorowie. Ci sami, którzy potem biadolili nad ich jakością! I doprowadzili do sytuacji, w której idąc przez korytarze uczelniane z rzadka uświadczymy tabliczkę z napisem "mgr" - za to "dr" ci dostatek.
      Student kończy studia, przechodzi (na tej samej uczelni) na studia doktoranckie, broni się przed komisją na swoim wydziale - a potem zaczyna na nim pracować nad habilitacją (bo go wyrotują!). Jak mu wyjdzie to koledzy dadzą mu "uczelnianego" i zabiera się za "produkcję" kolejnych doktorów... Oczywiście ze studiów doktoranckich.

      Jak miło! Własny sosik, własne gniazdo... Dziś można kupić pracę magisterską - jutro zapewne pojawią się oferty "pracę doktorską tanio napiszę".
      Rzeczywista weryfikacja prawie nie istnieje. Środowisko broni statu quo - do rzadkości należą obrony prac poza własnym wydziałem. Ta zaraza przeniknęła już także do uczelni artystycznych - tytułomania naukowa górą! Lobby "profesorskie" - nie mam na myśli Profesorów przez duże "P" - ale niestety, wielu już wymarło. Ciągłość "szkół naukowych" już praktycznie nie istnieje - za to mamy freblówkę, scientometrię i pisanie prac na stopień. Młody człowiek kończy studia mając 25 lat, planowo około 28-29 lat powinien skończyć kolejne studia (doktoranckie), a mając mniej więcej 37 lat habilitować się. A tymczasem P.A.M.Dirac napisał:
      "Wiek nad fizykiem wisi jak bat,
      oby umarł, będąc wciąż żywym
      mając 30 lat"
      (Nobla odebrał mając lat 31). No, ale to nie pracował na polskiej uczelni w XXI wieku.

      Polsce nie potrzeba prac doktorskich i hablitacyjnych zatwierdzonych przez różne Komisje i Superkomisje. Polsce potrzeba PRAWDZIWYCH NAUKOWCÓW. Inaczej nasze "prestiżowe" uczelnie dalej będą tkwić w rankingach w okolicach 400 miejsca.
      • popisuarka Re: Doktorat??? 13.10.10, 14:47
        Zgadzam sie w 100% z tym, co napisal tbarbasz i prosze o kontakt na lech.keller@gmail.com
        P.A.M.Dirac napisał:
        "Wiek nad fizykiem wisi jak bat,
        oby umarł, będąc wciąż żywym
        mając 30 lat"
        (Nobla odebrał mając lat 31). No, ale to nie pracował na polskiej uczelni w XXI wieku.
        Polsce nie potrzeba prac doktorskich i hablitacyjnych zatwierdzonych przez różne Komisje i Superkomisje. Polsce potrzeba PRAWDZIWYCH NAUKOWCÓW. Inaczej nasze "prestiżowe" uczelnie dalej będą tkwić w rankingach w okolicach 400 miejsca.
    • elektryczny.klecznik Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 13.10.10, 12:43
      Niech mi ktoś mądry napisze, dlaczego na zachodzie doktorant nie może podejmować pracy zawodowej, ma się zajmować wyłącznie pracą na uniwersytecie i korzystać ze stypendium (około 20000koron w Danii)? Czy my w naszym pięknym kraju forsujemy jakieś nowe wzorce? Bo wydaje mi się, że to tak, jak na wrocławskim rynku, gdzie nie wolno jeździć rowerami. Zatrzymano mnie, wlepiono mandat, na wszelkie argumenty o tym, jak jest gdzie indziej, usłyszałem jedynie krótkie "bo oni się na nas nie wzorują".

      o_O


      WTF?!?
      • tbarbasz Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 13.10.10, 13:06
        elektryczny.klecznik napisał:

        > Niech mi ktoś mądry napisze, dlaczego na zachodzie doktorant nie może po
        > dejmować pracy zawodowej, ma się zajmować wyłącznie pracą na uniwersytecie i ko
        > rzystać ze stypendium (około 20000koron w Danii)?

        Tak było również w Polsce - między innymi dlatego właśnie nie rozpocząłem studiów doktoranckich.
        Jest bowiem mały szkopuł 20000 DDK =~ 10000 PLN (Złotych).
        • elektryczny.klecznik Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 13.10.10, 14:25
          Zgadza się, tak wygląda średni przelicznik.

          Czyli co, banalne błędne koło - uczelnie nie są w stanie godziwie wynagrodzić doktorantów, skutkiem czego ludzie się na doktorat albo nie piszą, albo piszą się i pracują przy okazji, w wyniku czego doktorat robią nie w trzy lata, a w pięć, sześć czy ile tam, że o jakości pisanego po robocie doktoratu nie warto wspominać? W efekcie mamy grono pełnych resentymentu doktorów, którzy bazując na własnym ponurym doświadczeniu wiedzą, że przecież da się jakoś doktorat w Polsce zrobić - wystarczy skakać między robotą a nauką. Git.

          Jedźcie, kochani, za granicę. Tu karmią, płacą i cieszą się, że mają młodych naukowców pod ręką.
          • popisuarka Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 13.10.10, 14:59
            Nie za bardzo karmia!
            Np. w Australii to najbardziej prestizowy Australian Postgraduate Award (APA), przyznawany za "exceptional research potential", to tylko $22,500 per annum for 3 years (2010 stipend rate). Oczywiscie, tak nedze grosze (centy) nie sa opodatkowane...
            www.unisa.edu.au/resdegrees/scholarships/australian.asp
            A tyle, jak nie wiecej, to wyciaga "na reke" sprzataczka...
            Przypominam, ze srednia w Australii to brutto prawie 65 tys. dolarow na rok:
            Full-time adult earnings in Australia are now A$64,594 a year.
            www.livingin-australia.com/wages-in-australia/
            Tak wiec srednia placa na reke to dzis w Australii okolo 51 tys. dolarow na rok
            (patrz www.ato.gov.au/scripts/taxcalc/calculate_tax.asp)
            czyli ponad 2 razy wiecej niz stypendium doktoranckie.
            Kagan czyli lech.keller@gmail.com
            • elektryczny.klecznik Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 13.10.10, 21:27
              Ależ karmią. Dostajesz na rękę 12000 koron (stypendium naukowe, żeby nie było). Miesiąc życia (mieszkanie, żarcie) to koszt jakiś 7000 - 9000 koron, zależnie od tego, co jesz i gdzie mieszkasz, ale nie są to warunki spartańskie. I nie piszę o peryferiach. To warunki kopenhaskie.

              Oczywiście, merca sobie za to nie kupisz potem, ale powiedz, że to nie godne. Gdyby na życie przeznaczać całą sumę, można by spokojnie mieszkać i jeść bez lęku o żołądek.
              • popisuarka Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 14.10.10, 14:04
                OK, ale to DANIA! Wiem, bowiem moja corka byla tam semestr w ramach wymiany studentow z Australia. Ale Dania to WYJATEK potwierdzajacy regule, a jest ona taka, ze stypendia doktoranckie sa niskie, na ogol na poziomie zasilku socjalnego albo tylko marginalnie od niego wyzsze.
                Pozdr.
                • gavrila_ardalionovitch Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 15.10.10, 11:00
                  Brednie. W Niemczech, Finlandii, Holandii doktorant dostaje 1500 euro/mc albo więcej. Wiem, bo moi znajomi pisali tam doktoraty. Dania to wcale nie wyjątek. Polska to wyjątek. Tu szacunek jest dla klasy robotniczej, nie dla naukowców.
                  • popisuarka Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 15.10.10, 11:32
                    Konkretne dane prosze. Ja podalem link i jeszcze raz go podam:
                    www.unisa.edu.au/resdegrees/scholarships/australian.asp#unisa
                    A ty podaj teraz podobne do Niemiec, Finlandii i Holandii ...
                    • titta Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 18.11.10, 16:59
                      Maja ci przyslac wyciagi z konta?
                      W wielu miejscach nie ma mowy o stypedium, bo naturalna rzecza jest, ze doktorant zostaje zatrudniony. Szwecji wlasciwie musi byc zatrudniony przez uniwersytet.
                    • annadaa Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 18.11.10, 23:16
                      Prosze
                      UK
                      (netto, stypendium jest nieopodatkowane, jest sie studentem): www.stfc.ac.uk/Funding%20and%20Grants/640.aspx

                      Holandia:
                      - na przykladzie Leiden odpowiedz jak wyglada doktorat: www.lorentz.leidenuniv.nl/freqques.html
                      - oferta doktoratu w Amsterdamie, juz po dacie ale jasno czarno na bialym ile sie dostaje i na jakich warunkach jest sie zatrudnionym (zjedz do conditions of employment) www.academictransfer.com/employer/UVA/vacancy/5319/lang/en/

                      • nostryfikacja Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy??? 19.11.10, 01:22
                        A ja jak dostalem stypendium doktoranckie w Australii, to nie mialem zadnego zakazu wykonywania innej pracy. Tak wiec nie uogolniaj na podstawie niereprezentatywnej probki! Kto ci dal dyplom ukonczenia studiow, skoro nie masz najmniejszego pojecia o metodzie pracy naukowej?
                        • annadaa Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy??? 19.11.10, 10:08

                          australia australia, uspokujmy sie z australia, to dopiero jest mala probka.

                          natomiast nie mowilam nic o zadnym zakazie, na ten temat sie nie bede wypowiadac, tylko odpowiadalam na wczesniejsza wymiane zdan przez gavrila_ardalionovitch i popisuarka:

                          >>gavrila_ardalionovitch 15.10.10, 11:00 Odpowiedz cytującOdpowiedz
                          >>Brednie. W Niemczech, Finlandii, Holandii doktorant dostaje 1500 euro/mc albo więcej.
                          >>popisuarka 15.10.10, 11:32 Odpowiedz cytującOdpowiedz
                          >>Konkretne dane prosze. [...] A ty podaj teraz podobne do Niemiec, Finlandii i Holandii ...

                          dane do UK i Holandii zalaczone byly wczesniej. chcesz wiecej, poszukaj sobie sam

                          nostryfikacja napisała:

                          > A ja jak dostalem stypendium doktoranckie w Australii, to nie mialem zadnego za
                          > kazu wykonywania innej pracy. Tak wiec nie uogolniaj na podstawie nierepreze
                          > ntatywnej probki! Kto ci dal dyplom ukonczenia studiow, skoro nie masz najmniej
                          > szego pojecia o metodzie pracy naukowej?
                          • nostryfikacja Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy??? 19.11.10, 11:06
                            Popelnilas annadaa bardzo powazny blad, dyskwalifikujacy ciebie jako naukowca...
                    • annadaa Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 18.11.10, 23:41
                      a przy okazji, takie informacje mozna latwo znalezc w sieci. doktoratu nie dostaje sie za czekanie az ktos poszuka za nas czegos co wiedziec chcemy....
                      • nostryfikacja Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 19.11.10, 01:14
                        Widze, ze masz kompleksy na tle zagranicznego doktoratu...
                        I zrozum, ze dobra organizacja pracy, szczegolnie w nauce, polega na tym, ze pracuja za ciebie INNI!
                        • annadaa Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 19.11.10, 10:00
                          nie na poziomie doktoratu
                • titta Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 18.11.10, 16:56
                  Czyzby? Stypendia w calej skandynawi sa na tym samym poziomie (ciut nizsze w Szwecji, ciut wyzsze w norwegi, ale adekwatne do kosztow zycia). Znajomy w Angli dostawal jakies 1.3 raza wiecej. Wlasciwie nikt ze znajomych (niezaleznie w jakim kraju, nie narzeka).
                  Cos marnie sie starales o finasowanie...
                • wiedzma007 Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 18.11.10, 20:30
                  Norwegia, University of Bergen - stypendium 2300NOK netto miesiecznie ~11 100PLN przez 3 lata.
                  Pozdrawiam serdecznie!

                  P.S. Profesorowie szanuja tutaj studentow, ich czas i prace :-)
                  • tokar.84 Re: Zachodni doktorat - Szwajcaria 19.11.10, 10:47
                    ETH Zürich ~4500 CHF na rękę miesięcznie = ~13000 PLN. Pensja wzrasta co rok (doktorat 3-4 lata). Kokosy to nie są, ale starcza na baaaardzo wygodne życie. A warunki do pracy wprost idealne.

                    Pozdrowienia!
                    • nostryfikacja Re: Zachodni doktorat - Szwajcaria 19.11.10, 11:04
                      1. Ile jest takich stypendiow.
                      2. To chyba dla wybranych Szwajcarow, gdyz tyle, to na zachodzie Europy zarabia adiunkt, a nie doktorant... Np. ja tyle zarabiam z doktoratem na panstwowym uniwerytecie...
                      • tokar.84 Re: Zachodni doktorat - Szwajcaria 19.11.10, 11:27
                        1. To nie stypendium, ale etat (wissenschaftlicher Mitarbeiter). Żeby zostać przyjętym na studia doktoranckie trzeba najpierw znaleźć zatrudnienie w labie.
                        2. Nie ma rozróżnienia na "wybranych Szwajcarów" i "innych". Pensje są regulowane przez państwo.
            • adclient Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 18.11.10, 18:14
              Nie kłam Pan
              wystarczy spojżeć na oferty w UK:

              www.jobs.ac.uk/job/ABY178/phd-studentship-in-materials-chemistry/
              (stawka powyzej to standardowa stawka dla tego councilu, sa tez inne metody finansowania)

              13200gbp pa to ok. 5000pln/miesiac (studenci sa zwolnieni z podatkow). Mnie osobiscie 2-pokojowe mieszkanie w centrum Glasgow kosztuje 400funtow - zostaje 700 funtow na jedzenie i wycieczki.

              Co prawda nie jest to tyle, ile moglbym zarobic jako poczatkujacy inzynier w mojej dziedzinie (28k+, po odjeciu podatkow zostaje kolo 18k+ ) ale z pewnoscia nie chodze glodny.

        • popisuarka Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 13.10.10, 14:57
          Na tzw. Zachodzie stypendia doktorackie sa relatywnie tak samo niskie jak w Polsce.
          Np. w Australii najbardziej prestizowy Australian Postgraduate Award (APA), przyznawany za "exceptional research potential", to tylko $22,500 per annum for 3 years (2010 stipend rate). Oczywiscie, tak nedze grosze (centy) nie sa opodatkowane...
          www.unisa.edu.au/resdegrees/scholarships/australian.asp
          A tyle, jak nie wiecej, to wyciaga "na reke" sprzataczka...
          Przypominam, ze srednia w Australii to brutto prawie 65 tys. dolarow na rok:
          Full-time adult earnings in Australia are now A$64,594 a year.
          www.livingin-australia.com/wages-in-australia/
          Tak wiec srednia placa na reke to dzis w Australii okolo 51 tys. dolarow na rok
          (patrz www.ato.gov.au/scripts/taxcalc/calculate_tax.asp)
          czyli ponad 2 razy wiecej niz stypendium doktoranckie.
          Kagan czyli lech.keller@gmail.com
          • gavrila_ardalionovitch Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 15.10.10, 11:04
            Popisuarka widać wykształcony człowiek, na zachodzie w Australii :) Pomijając brak znajomości podstaw geografii, sytuacja doktorantów w Australii nijak ma się do ich sytuacji w zachodniej Europie czy Stanach Zjednoczonych.
            • popisuarka Re: Zachodni doktorat - zakaz innej pracy! 15.10.10, 11:35
              Australia i Nowa Zelandia zaliczaja sie politycznie i kulturowo do Zachodu, choc obie leza na wschod od Polski. Podobnie jak Cypr, lezacy geograficznie 100% w Azji, jest czescia Unii Europejskiej!
              I podaj wreszcie linki do stron pokazujacych stypendia doktoranckie w krajach, o ktorych piszesz.
              Oto moj link do Australii:
              www.unisa.edu.au/resdegrees/scholarships/australian.asp#unisa
          • wielki_czarownik Pomijasz jeden aspekt 18.11.10, 18:12
            W Australii za stypendium da się przeżyć - mimo, że w stosunku do średniej pensji jest ono niskie. W Polsce za stypendium doktoranckie przeżyć się nie da, bo z bólem starcza ono na wynajem pokoju i chińską zupkę.
      • ubiquitousghost88 Bo "zachodni doktorat" to wielka lipa, kochanieńki 13.10.10, 18:56
        elektryczny.klecznik napisał:

        > Niech mi ktoś mądry napisze, dlaczego na zachodzie doktorant nie może po
        > dejmować pracy zawodowej, ma się zajmować wyłącznie pracą na uniwersytecie i ko
        > rzystać ze stypendium (około 20000koron w Danii)? Czy my w naszym pięknym kraju
        > forsujemy jakieś nowe wzorce? Bo wydaje mi się, że to tak, jak na wrocławskim
        > rynku, gdzie nie wolno jeździć rowerami. Zatrzymano mnie, wlepiono mandat, na w
        > szelkie argumenty o tym, jak jest gdzie indziej, usłyszałem jedynie krótkie "bo
        > oni się na nas nie wzorują".
        >
        > o_O
        >
        >
        > WTF?!?
        >
        >
        • popisuarka Bo "zachodni doktorat" to wielka lipa, kochani 13.10.10, 19:04
          Racja! Nie ma to jak doktorat ze Slowacji albo jeszcze lepiej, z Libii!
          Umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem [b]Republiki Słowackiej [/b]o wzajemnym uznawaniu okresów studiów oraz równoważności dokumentów o wykształceniu i nadaniu stopni i tytułów uzyskanych w Rzeczypospolitej Polskiej i Republice Słowackiej, sporządzona w Warszawie dnia 18 lipca 2005 r. (weszła w życie 1 lutego 2006 r.).
          Porozumienie między Rządem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej a [b]Libijską Arabską Dżamahiriją Ludowo-Socjalistyczną [/b]o wzajemnym uznawaniu studiów, świadectw, dyplomów i Stopni naukowych, sporządzone w Trypolisie dnia 8 września 1987 r. /nie opublikowane, zatwierdzone Uchwałą Rady Ministrów nr 26/89 z dnia 23 lutego 1989 r./ .
          Wiecej na:
          www.nauka.gov.pl/szkolnictwo-wyzsze/system-szkolnictwa-wyzszego/mobilnosc-akademicka-i-zawodowa/uznawanie-wyksztalcenia/akty-prawne/
    • ko-kr Doktorat to czasami wilczy bilet. 13.10.10, 14:17
      W Polsce już część doktorów nie ma pracy (w tym i ja). Szczególnie dotyczy to kierunków humanistycznych. Na inną pracę nie masz co liczyć, bo masz za duże wykształcenie, a pracy na uczelniach czy instytucjach nie ma. Stąd po ostatniej pracy, którą zlikwidowano zostałem na bruku z nic niewartym świstkiem w ręku. Po wielu tygodniach szukania dochodzę do wniosku, że w Polsce lepiej nie mieć wykształcenia żadnego lub tylko średnie. Dlatego prawdopodobnie zostanie mi wyjazd do Anglii, gdzie z doktoratem będę robił kanapki i jeździł z dostawami (taką pracę mi zaproponowano). Ale przynajmniej będę miał co jeść.
      • popisuarka Re: Doktorat to czasami wilczy bilet. 13.10.10, 15:02
        A czego oczekujesz w sytuacji, gdy rocznie produkuje sie w Polsce kilkanascie tysiecy doktorow przy realnym zapotrzebowaniu na kilkunastu?
        Zrozum, ze studia doktoranckie sa dzis w Polsce glownie po to, aby dalej opoznic wejscie mlodych ludzi na mocno niezrownowazony rynek pracy.
        Kagan czyli lech.keller@gmail.com
      • adclient Re: Doktorat to czasami wilczy bilet. 18.11.10, 18:16
        Doktorat w dziedzinie humanistycznej? np. z Histori??? A po co to komu?
    • ubiquitousghost88 Kto swej pracy nie potrafi uszlachetnić doktoratem 13.10.10, 18:53
      ...ten zasługuje na tytuł robola honoris causa, a nie doktorat.
      "Naukowców" od bólu zębów to u nas jak mrówków...
    • trzy.14 Re: Doktorat to nie fanaberia 13.10.10, 19:04
      Ciekawa byłaby analiza, w jakich dziedzinach ilu mamy doktorantów, ilu z nich dostaje stypendia, ilu za studia doktoranckie PŁACI, a ilu z nich broni doktoraty?
      Na mojej uczelni najmniej doktorantów ma wydział... informatyki!
      Najwięcej - pedagodzy, prawnicy, socjolodzy etc "humaniści".
      Najwięcej płacących za swoje studia doktoranckie jest prawników.

      Wszystkie te zjawiska maja swoje przyczyny... i skutki. Np. rosnące bezrobocie wśród doktorów pedagogiki.
      • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia 13.10.10, 19:43
        To chyba oczywiste. Informatykowi nie jest potrzebny doktorat do uzyskania pracy. Co wiecej, moze on wrecz przeszkadzac, gdyz olbrzymia wiekszosc doktoratow z informatyki to sa de facto doktoraty z matematyki.
        A co do pedagogow, prawnikow czy socjologow i ogolnie "humanistow" - tu mamy wyrazna nadprodukcje absolwentow w stosunku do znikomej chlonnosci rynku pracy.
        Stad tez nalezy ograniczyc prawnie ilosc doktorantow w tych dziedzinach, np. na 1-2 per promotor, aby nie produkowac rzesz sfrustrowanych pseudointeligentow...
        Pozdr.
        Kagan - lech.keller@gmail.com
        • italx1 Re: Doktorat to nie fanaberia 19.11.10, 00:52
          popisuarka napisała:

          > To chyba oczywiste. Informatykowi nie jest potrzebny doktorat do uzys
          > kania pracy
          . Co wiecej, moze on wrecz przeszkadzac, gdyz olbrzymia wiekszos
          > c doktoratow z informatyki to sa de facto doktoraty z matematyki.
          Hehe, nie. I dlaczego ma on przeszkadzać?
          • nostryfikacja Re: Doktorat to nie fanaberia 19.11.10, 01:12
            Jak pisalem: Olbrzymia większość doktoratów z informatyki to są de facto doktoraty z matematyki, a więc nie mają one nic wspólnego z praktyką... Wiedza zddobyta podczas pisania takiego teoretycznego doktoratu jest więc balastem w pracy zawodowej.
            • italx1 Re: Doktorat to nie fanaberia 19.11.10, 01:30
              No tu oczywiście niekoniecznie tak jest. Doktoraty z dziedziny bioinformatyki, baz danych i data miningu, statycznej weryfikacji programów mają lub mogą mieć w przyszłości praktyczne zastosowanie. Choć pewnie trudno by było znaleźć firmę na polskim rynku, która by była rezultatami takich prac zainteresowana. To nie klepanie stronek w htmlu.
              Ale utożsamia Pan określenia 'informatyk' i 'programista'. A to nie to samo.
              • nostryfikacja Re: Doktorat to nie fanaberia 19.11.10, 11:19
                Informatyk to programista. Jesli ktos nie potafi programowac, to nie jest informatykiem, a np. matematykiem albo technikiem od instalowania Windows.
                • italx1 Re: Doktorat to nie fanaberia 19.11.10, 20:59
                  A każdy ekonomista to księgowy.
                  • nostryfikacja Re: Doktorat to nie fanaberia? 21.11.10, 13:35
                    Każdy ekonomista zna księgowosc, ale nie kazdy ksiegowy zna sie na ekonomii...
                    • dominatress Re: Doktorat to nie fanaberia? 22.11.10, 10:26
                      Dodam, ze wiele osob myli ksiegowosc, czyli technike prowadzenia kont, z rachunkowoscia, czyli umiejetnoscia projektowania systemu kont...
                      Roznica jak pomiedzy operatorem komputera, a jego programista...
                      Pozdr. dla PFG!
      • pfg Re: Doktorat to nie fanaberia 13.10.10, 21:07
        trzy.14 napisał:

        > Na mojej uczelni najmniej doktorantów ma wydział... informatyki!
        > Najwięcej - pedagodzy, prawnicy, socjolodzy etc "humaniści".
        > Najwięcej płacących za swoje studia doktoranckie jest prawników.

        Wszystko to jest całkowicie zrozumiałe.

        Zdolni absolwenci informatyki łatwo znajdują pracę w firmach, za prawdziwe pieniądze, a doktorat nie jest im potrzebny do rozwoju *zawodowego* - już raczej jakieś specjalistyczne kursy branżowe, certyfikaty. Zarobki dysponującego sporym doświadczeniem zawodowym informatyka pracującego w dużej firmie przewyższają nie tylko stypendium doktoranckie, ale także pensję profesora informatyki. Niezdolnych absolwentów nie chcą za to uczelnie.

        Pedagodzy, socjolodzy i >>etc "humaniści"<< mają trudności w znalezieniu pracy, więc opóźniają swoje wejście na rynek pracy robiąc studia doktoranckie. Często też kierują się błędnym przeświadczeniem, że doktorat poprawi ich przyszłą pozycję zawodową.

        Z prawnikami za to jest zupełnie inaczej. Po pierwsze, wśród prawników (i lekarzy) doktorat uważany jest za podniesienie kwalifikacji *zawodowych*. Co jednak ważniejsze, po drugie, doktor prawa może przystąpić do egzaminu adwokackiego lub radcowskiego (nie jestem pewien, czy do pozostałych też) bez konieczności robienia aplikacji. Unika się w ten sposób bardzo trudnego egzaminu wstępnego na aplikację, a później konieczności pół-niewolniczej pracy na rzecz patrona w czasie aplikacji. Dlatego też, jak przypuszczam, wśród prawników jest tak wiele osób gotowych płacić za swoje studia doktoranckie.
        • trzy.14 Re: Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 09:38
          Ja to wiem, Pan to wie, niejaki Kagan to wie, choć w Australii mieszka, więc i ministerstwo (niezależnie od opcji politycznej) to wie... I co robi?
          • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 14:10
            Kagan teraz w Portugalii mieszka, a co do reszty to w zasadzie zgoda. Tyle, ze Pani Basia nie jest naukowcem tylko prawnikiem, wiec nic nie wie, nawet nie wie, ze nic nie wie...
        • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 14:05
          Dobrze to wyjasniles, PFG!
    • elgregorius Doktorat to nie fanaberia 13.10.10, 20:02
      Należy zadać pytanie: na co komuś doktorat?
      Tytuł ten jest niezbędny osobie która chce zostać wykładowcą uniwersyteckim. O wyborze decyduje uczelnia, a osoba wybrana prowadzi zajęcia już jako magister. Zarabia więc niezłe pieniądze. Raczej nie pochodzi z biednej rodziny, a bardzo często jest synem lub córą profesora - np. dynastie Wróbel, Kantyka na UŚ. Te osoby bez stypendium nie zginą.
      • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia 13.10.10, 20:05
        RACJA! Dzis w Polsce wystarczy gora setka stypendiow doktoranckich i gora tysiac doktorantow. Na wiecej nie ma zapotrzebowania...
      • gavrila_ardalionovitch Re: Doktorat to nie fanaberia 15.10.10, 11:11
        Doktorant nie dostaje żadnych pieniędzy za prowadzenie zajęć. Są one traktowane jako praktyka zawodowa. Lepiej gdyby osoby nie mające zielonego pojęcia o czym mówią, nie wypowiadały głośno swoich kompromitujących opinii.
        • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia 15.10.10, 11:36
          Zalezy gdzie. W cywilizowanych krajach placi sie za kazda wykonana prace...
    • turpin Collegium Invisibile to doskonała nazwa - 13.10.10, 20:20
      - wyników polskich prac tych Wybitnych Polskich Naukowców istotnie jakby nie było widać.

      Decyzja o próbie zrobienia kariery naukowej w Polsce w zasadzie dyskwalifikuje kandydata, bo świadczy o niezdolności do prostej analizy oczywistych faktów.
      • popisuarka Re: Collegium Invisibile to doskonała nazwa - 14.10.10, 14:06
        Brawo turpin. ktoren napisał: Decyzja o próbie zrobienia kariery naukowej w Polsce w zasadzie dyskwalifikuje kandydata, bo świadczy o niezdolności do prostej analizy oczywistych faktów.
    • mamula66 W USA doktoranci nei dostaja gwiazdki z nieba 13.10.10, 22:58
      "Czy prof. Hartman naprawdę myśli, że na najlepszych amerykańskich i brytyjskich uczelniach ktokolwiek, kto robi porządny doktorat, jednocześnie pracuje poza swoją jednostką, a już tym bardziej poza nauką?"

      W USA studia doktoranckie sa platne i doktorant musi za nei zaplacic. Owszem, jak jest zdolny to promotor cos odpali ze swojego grantu, ale sa to pieniadze nedzne. Wiec albo doktoranci sa bogaci z domu i stac ich na oplaty, albo zalatwiaja sobie jakies dofinansowania, na przyklad za kolor (w rzadkich wtoadkach - za zdolnosci) albo - normalnie, pracuja w przemysle.

      To jakies dziwne wyobrazenie polskie ze to Rzad musi zaplacic doktorantowi pensje. Nie musi. Doktorat to inwestycja w samego siebie.
      • pfg Re: W USA doktoranci nei dostaja gwiazdki z nieba 14.10.10, 08:21
        mamula66 napisał:

        > Wiec albo doktoranci [...]
        > albo - normalnie, pracuja w przemysle.

        Jednak, panie A.L., jest to trudne - o ile w ogóle możliwe - do zrealizowania w dyscyplinach eksperymentalnych, gdzie wymagana jest fizyczna obecność doktorantów w labie. Tam doktorant albo ma stypendium (prawda, marne i na ogół z grantu), albo nie jest doktorantem.
        • popisuarka Re: W USA doktoranci nei dostaja gwiazdki z nieba 14.10.10, 14:11
          W naukach scislych to na Zachodzie sa na ogol dostepne wyzsze stypendia, fundowane np. przez przemysl.
        • mamula66 Re: W USA doktoranci nei dostaja gwiazdki z nieba 18.11.10, 19:33
          "Jednak, panie A.L., jest to trudne - o ile w ogóle możliwe - do zrealizowania w dyscyplinach eksperymentalnych.."

          Fizyka to nie jedyna branza eksperymentalna. Tam rzeczywiscie sprzet trzeba kupic. Znam ludzi ktorzy robili doktorat na uczelni a 90% spedzali w firmie farmaceutycznej albo komputerowej, laczac przyjemne z pozytecznym - zatrudnienie na etat z robieniem doktortau.

          Natomiast znajoma panienka robiaca doktorat na temat w rodzaju (przetlumaczone na warunki polskie) "kulturotworcze znaczenie koncowek enc i onc w jezyku polskim 16 stulecia na dolnym Mazowszu" neistety zarabiala na zycie pracujac w 7 /11 i robiac kanapki. Inna, robiaca doktorat z metod numertcnych do obliczania pzreplywu cieczy przez srodowiska porowate musiala pracowac jako programistka bo promotor zaplacil tuition ale nie mial pieniedzy na wiecej.

          Jeszcze raz napisze: doktorat, podobnei jak studia sa osobista inwestycja doktoranta i nie widze powodu aby podatnik komus do prywatnych inwestycji sie dokladal.

          A.L.
      • popisuarka Re: W USA doktoranci nie dostaja gwiazdki z nieba! 14.10.10, 14:07
        W Australii tez. Wyzej zamiescilem dane na temat jak marne sa australijskie stypendia doktoranckie...
      • dr_pitcher Re: W USA doktoranci nei dostaja gwiazdki z nieba 15.10.10, 05:21
        mamula66:
        Chyba znamy inne USA. Owszem, w tych ktore ja znam, studia dokotranckie sa platne, ale wiekszosc studentow dostaje stypendia oraz mozliwosc "dorobienia" (tzw. TA). Nie sa to kokosy, ale wyzyc sie da. Wiekszosc promotorow, lub departamentow placi swoim studentom.
        • popisuarka Re: W USA doktoranci nei dostaja gwiazdki z nieba 15.10.10, 11:38
          Otoz to. Te stypendia doktoranckie sa (na ogol) na poziomie socjalnego zasilku dla osob bez pracy, a nie kwalifikujacych sie (z roznych powodow) do otrzymania zasilku dla bezrobotnych...
        • mamula66 Re: W USA doktoranci nei dostaja gwiazdki z nieba 18.11.10, 19:24
          "ale wiekszosc studentow dostaje stypendia oraz mozliwosc "dorobienia" (tzw.
          > TA). Nie sa to kokosy, ale wyzyc sie da. Wiekszosc promotorow, lub departament
          > ow placi swoim studentom"

          Owszem. Dostaja stypendia jak dostaja. Wiekszosc promotorow placi jak ma z czego. A jak nei dostaja to nei dostaja. Nie ma instytucjalnego obowiazku placenia doktorantom, ani nie ma 100% pewnosci ze stypendium dostana. Podstawowe zmartwienie promotora to "skad wezme pieniedze na doktoranta X". Z grantu, oczywiscie. Ilosc pozycji TA jest w porownaniu do ilosci studentow, sladowa, i jest to pozycja na ogol na semestr bez gwarancji ze bedzie trwala dluzej, wiec prosze nie sugerowac ze to jest sposob na przezycie.

          Natomiast w Polsce chce sie zeby doktorat robili "godnie": dostawali od Rzadu szmal na zycie i na samochod
      • shinko Re: W USA doktoranci nei dostaja gwiazdki z nieba 19.11.10, 04:43
        A to dziwne, ja robie doktorat w USA i zamiast za niego placic placi mi uczelnia co 2 tyg w doalarach na konto stypendium...
        • nostryfikacja Re: W USA doktoranci nei dostaja gwiazdki z nieba 19.11.10, 11:12
          Ja tez dostawalemw Australii pieniadze za pisanie doktoratu. Ale nalezalem do malej, uprzywilejowanej grupki doktorantow ze stypendium... Olbrzymia wiekszosc doktorantow nie miala bowiem tego stypendium, a wielu wrecz placilo za studia doktoranckie...
    • 4004_stefan Długa dyskusja - ale gdzie konkurencyjność w nauce 14.10.10, 10:30
      Porównania i rankinki wyrzucają nas z gry.
      Doktoranci mają rację, NALEŻY inwestować w ich doktoraty,
      ale w zamian powinni przyjąć do wiadomości, że oceni ich rynek,
      że prowadzą badania aby swoje osiągnięcia SPRZEDAĆ.
      Sztuką jest sprzedać swoje osiągnięcia, ale czasem łatwiej sprzedają się MIERNE badania.
      Dla dyskutantów, proszę przeczytać kilka publikacji z listy filadelfijskiej,
      wiele z nich jest na poziomie zeszytów naukowych ale jak dobrzez zbeletryzowane i osadzone w kontekście innych badań.
      Osiągnięcia naukowe są w zasięgu ręki, ale tylko 20% to talent i badania i aż 80% to marketing. TEGO właśnie uczą w USA.
      • popisuarka Re: Długa dyskusja - ale gdzie konkurencyjność w 14.10.10, 14:16
        Masz racje, ze dzis osiągnięcia naukowe są (czesto) w zasięgu ręki, ale tylko 20% to talent i badania i aż 80% to marketing. TEGO właśnie uczą w USA.
        I dla tego tez, nauka upada, najbardziej zas w USA, bo tam upada ona z b. wysokiego pulapu. Np. dawniej Nobel z fizyki dostawalo sie za wielkie odkrycia (np. struktury atomu). A dzis? Ostatnim naprawde wielkim fizkiem, ktory dostal Nobla, byl Gell-Mann za kwarki. Ale to bylo w roku 1969, czyli ponad 40 lat temu...
    • misio18315 Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 10:33
      Chcąc zrobić doktorat z nauk technicznych potrzeba niestety czasu. Albo siedzisz w laboratorium albo w jakiś firmach, teraz już tylko państwowych bo prywatne nie chcą dawać dostępu do pewnych urządzeń. Zresztą prezesi firm państwowych nie są zainteresowani poprawą ich pracy - zwiększeniem wydajności i efektywności. Bardzo rzadko się zdarza aby można było pogodzić doktorat z praca zarobkową chyba, że ma cie kto utrzymywać.
      • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 14:19
        W Polsce nie ma juz praktycznie polskiego przemyslu, wiec nie mozna w niej dzis zrobic prawdziwego doktoratu z nauk technicznych czy scislych...
        Mozna go dzis robic tylko na Zachodzie, badz tez w Chinach czy Japonii, gdzie przemysl (nie wazne, czy prywatny czy tez panstwowy) scisle wspolpracuje z nauka.
        • agent.orange Re: Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 15:09
          > W Polsce nie ma juz praktycznie polskiego przemyslu, wiec nie mozna w niej dzis
          > zrobic prawdziwego doktoratu z nauk technicznych czy scislych...
          > Mozna go dzis robic tylko na Zachodzie, badz tez w Chinach czy Japonii, gdzi
          > e przemysl (nie wazne, czy prywatny czy tez panstwowy) scisle wspolpracuje z na
          > uka.


          Do robienia doktoratu z nauk ścisłych przemysł nie jest potrzebny, w skrajnych wypadkach wystarczy komputer aby wszystko spisać.
          • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 16:43
            Do zrobienia PRAWDZIWEGO doktoratu potrzebny jest przemysl, aby sfinansowal badania. Oczywiscie, mozna robic doktorat "The Polish Way", czyli jako kompilacje wyjatkow z juz opublikowanych wynikow cudzych badan i z prac innych osob. Do takiego pseudodoktoratu wystarczy oczywiscie komputer z internetem, plus ew. biblioteka. Ale taki doktorat nic nowego nie wniesie nowego do nauki, a wiec nie bedzie nigdy prawdziwym doktoratem...
            • agent.orange Re: Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 19:22
              o> Do zrobienia PRAWDZIWEGO doktoratu potrzebny jest przemysl, aby sfinansowal
              > badania
              . Oczywiscie, mozna robic doktorat "The Polish Way", czyli jako komp
              > ilacje wyjatkow z juz opublikowanych wynikow cudzych badan i z prac innych osob
              > . Do takiego pseudodoktoratu wystarczy oczywiscie komputer z internetem, plus e
              > w. biblioteka. Ale taki doktorat nic nowego nie wniesie nowego do nauki, a wiec
              > nie bedzie nigdy prawdziwym doktoratem...

              Mam wrażenie, że ma pan nikłe pojęcie nt. badań prowadzonych w różnych dziedzinach nauk ścisłych. Badania z fizyki teoretycznej prowadzone na różnych uczelniach na świecie prawdopodobnie nigdy nie będą miały nic wspólnego z przemysłem. Co nie znaczy oczywiście, że są niepotrzebne. Albo taki CERN: zderzenia w akceleratorach nie mają na celu dostarczenia rozrywki przemysłowi, mam wrażenie że większość funduszy pochodzi z kas państwowych z części przeznaczonej na badania. Albo taki Nobel z fizyki, z roku 2006 jak pamiętam dobrze, za mikrofalowe promieniowanie tła pochodzące ze Wszechświata - gdzie Pan widzi zastosowanie tego w przemyśle?
              Niestety ale dla wielu ludzi to, czego nie można zjeść, kupić lub użyć jest bezwartościowe, jednakże istnieją na świecie pewne idee których drążenie nie przynosi wymiernego zysku.
              • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 19:41
                Kiedy Roentgen wykryl swe promienie X, to nie myslal o ich zastosowaniach np. w metalurgii. Ciolkowskiego traktowano jako fantaste. Galvani te zpewnie nie polaczyl swych zab z przemyslem elektrotechnicznym czy tez elektronicznym...
                Wielkie firmy na Zachodzie, np. IBM, finansuja dzis bardzo abstrakcyjne badania, gdyz nigdy nie wiadomo, co z nich moze wyniknac...
                A ten Nobel za mikrofalowe promieniowanie tła pochodzące z "poczatku" Wszechświata to dostali w roku 1978 inzynierowie firmy Bell, pracujacy nad antenami do bardzo krotkich fal (wysokich czestotliwosci).
                Bez przemyslu telekomunikacyjnego i radiowo-elektronicznego to by tego Nobla nie bylo...
                Sam mi Pan dal doskonaly przyklad na scisle zwiazki nauki z przemyslem!
                Pozdr.
                • zombiesieradz Re: Doktorat to nie fanaberia 14.10.10, 23:58
                  Od przynajmniej dwóch lat obserwuję wzmożoną dyskusję na temat szkolnictwa wyższego w Polsce. Można nie zgadzać się z minister Kudrycką, jednak jej propozycje wzmagają dyskusję na ważny z punktu widzenia przyszłości Polski problem.
                  Wiele napisano już na tym forum, częściowo zgadzam się z argumentami p. Kellera i p. Góry, nie zamierzam zatem powtarzać już wypowiedzianych uwag.
                  Krótka polemika z p. Kellerem:
                  To prawda, że w Polsce powiązanie przemysłu z nauką jest niewielkie. Jak sam Pan jednak napisał, w Polsce przemysł nieomal nie istnieje. Czy to na pewno wystarczający powód, by zredukować liczbę doktorantów w Polsce do minimum? A może jest dokładnie odwrotnie? Może niezagospodarowani specjaliści z różnych dziedzin, np. fizyki, chemii, biologii będą świetnym argumentem dla nowoczesnego światowego przemysłu, by lokował u nas nie tylko montownie, ale także centra badawcze? Wydaje się, że nasi specjaliści nie mający wygórowanych aspiracji finansowych mogą za niewielkie pieniądze przynosić ogromne zyski potencjalnym inwestorom. Ponadto nie do końca zgadzam się z tezą, że ścisły związek przemysłu z nauką jest pozbawiony wad. Tam, gdzie ten związek jest bardzo duży, uczelnie i instytuty często są obiektem silnych lobby, które nie są zainteresowane postępem w szerokim tego słowa znaczeniu, a jedynie dostarczeniem danych (np. eksperymentalnych) do bardzo konkretnego projektu. Skutkuje to nikłym zainteresowaniem takich instytucji badaniami podstawowymi, które w szerszym kontekście społecznym i dłuższym wymiarze czasowym, są dla nas wszystkich nie do przecenienia.

                  Co trzeba zrobić - moim zdaniem - to pilnie poprawić jakość studiów, każdego stopnia, także doktoranckich. Niestety, musi się to wiązać ze wzrostem nakładów na naukę. Moi adwersarze rozdzierają szaty, iż wiele jest przykładów w szkolnictwie wyższym marnotrawienia pieniędzy podatników. To z pewnością prawda, ale podejrzewam (nie dysponuję żadnymi badaniami), iż znacznie większe publiczne pieniądze marnotrawione są w innych aspektach funkcjonowania naszego państwa (zamówienia publiczne, system ubezpieczeń społecznych, korupcja, niewydolny aparat urzędniczy, służba zdrowia). Wszędzie tam, gdzie są pieniądze podatników, jest również pokusa na ich sprzeniewierzenie. Czy jednak drastyczne zmniejszenie liczby doktorantów - jak sugeruje p. Keller - to nie jest wylanie dziecka z kąpielą? Przecież w krajach zachodnich, doktoranci są "tanią siłą roboczą" instytucji naukowych. Tam zwiększa się liczbę oferowanych przewodów doktorskich, bo to się zwyczajnie opłaca instytutom i uniwersytetom. Doktoranci dostają jednak godziwe pieniądze, a dodatkowa praca jest wręcz zabroniona. Jak wyobrazić sobie dobry doktorat, z publikacjami w prestiżowych periodykach, kiedy student musi godzić pracę na uczelni/ w instytucie z dodatkową pracą nie związaną z tematem przewodu doktorskiego? Z doświadczeń zarówno własnych (jestem doktorantem fizyki, pracuję w jednym z niemieckich instytutów), jak i wielu przyjaciół doktorantów, doktorów i profesorów wynika jasno: bardzo dobrą pracę doktorską (przynajmniej w naukach ścisłych i przyrodniczych) można napisać wyłącznie wówczas, gdy spełnionych jest klika warunków:
                  - doktorant ma dostęp do dobrze wyposażonych laboratoriów i nowoczesnego sprzętu,
                  - doktorant przeznacza minimum 60 h tygodniowo na pracę naukową,
                  - doktorant ma środki finansowe zapewniające komfort spokojnej pracy (moim zdaniem 1000 PLN jest kwotą dalece niewystarczającą),
                  - doktorant pracuje w ambitnym zespole, umożliwiającym rozwój (także poprzez wyjazdy naukowe i konferencje).
                  Na chwilę obecną w Polsce praktycznie nie istnieje szansa, by spełnić wszystkie warunki jednocześnie. Optymistyczne jest jednak to, że jest kilka grup w Polsce, które ambitnie starają się "gonić" najlepsze ośrodki naukowe na świecie. Pozwala na to (często krytykowana) Unia Europejska: 7 program ramowy, dzięki której polscy naukowcy mogą (i często coraz skuteczniej to czynią) aplikować o wsparcie finansowe projektów i doposażanie laboratoriów.
                  Może zatem nie rewolucja - jak sugerują niektórzy - a mądre zmiany wymuszające poprawę jakości badań naukowych w Polsce są najlepszym rozwiązaniem, które w perspektywie wielu lat najprawdopodobniej bardzo się naszemu krajowi opłacą?

                  Pozdrawiam, Łukasz
                  • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia 15.10.10, 12:18
                    zombiesieradz napisał: (...) Krótka polemika z p. Kellerem:
                    «To prawda, że w Polsce powiązanie przemysłu z nauką jest niewielkie. Jak sam Pan jednak napisał, w Polsce przemysł nieomal nie istnieje. Czy to na pewno wystarczający powód, by zredukować liczbę doktorantów w Polsce do minimum? A może jest dokładnie odwrotnie? Może niezagospodarowani specjaliści z różnych dziedzin, np. fizyki, chemii, biologii będą świetnym argumentem dla nowoczesnego światowego przemysłu, by lokował u nas nie tylko montownie, ale także centra badawcze?»
                    1. Tak nie bedzie, gdyz ci absolwenci beda niezatrudnialni (unemployable) w nowoczesnych osrodkach badawczych, ze wzgledu na skandalicznie niski poziom nauczania na polskich wyzszych uczelniach technicznych i wydzialach nauk scislych na uniwerytetach (przestarzala aparatura, przestarzala metoda nauczania a przede wszystkim przestarzala wiedza wykladowcow i ich negatywny dobor i wsobny wychow, spowodowany habilitacja, nostryfikacja i belwederska profesura).
                    2. Nawet, gdyby te centra powstaly, to wyniki ich dzialalnosci nie zostana w Polsce, a zostana wywiezione za granice, a zyski z tych centrow i tak nie trafia nigdy do kieszeni Polakow mieszkajacych w Polsce.

                    « Wydaje się, że nasi specjaliści nie mający wygórowanych aspiracji finansowych mogą za niewielkie pieniądze przynosić ogromne zyski potencjalnym inwestorom. »
                    A co z zyskami dla Polski? Co nam z tego, ze np. IBM zatrudni kilkunastu czy nawet kilkudziesieciu polskich inzynierow i fizykow, skoro wyniki ich pracy beda przejete przez zagraniczny kapital (tu IBM)? Znow bedziemy tylko de facto eksporterem taniej sily roboczej... ?
                    Polecam tu:
                    moraine.salon24.pl/225689,z-polski-chce-wyemigrowac-wiecej-ludzi-niz-z-iraku
                    «Ponadto nie do końca zgadzam się z tezą, że ścisły związek przemysłu z nauką jest pozbawiony wad. Tam, gdzie ten związek jest bardzo duży, uczelnie i instytuty często są obiektem silnych lobby, które nie są zainteresowane postępem w szerokim tego słowa znaczeniu, a jedynie dostarczeniem danych (np. eksperymentalnych) do bardzo konkretnego projektu. Skutkuje to nikłym zainteresowaniem takich instytucji badaniami podstawowymi, które w szerszym kontekście społecznym i dłuższym wymiarze czasowym, są dla nas wszystkich nie do przecenienia. »
                    Zrozum, ze osrodki badawczo-wdrozeniowe generuja popyt na badania podstawowe, bez ktorych nie mialy by one na czym oprzec swych badan. Starajac sie wyprzedzic, czy chocby 'tylko' dogonic konkurencje, firmy szybko zauwaza, ze potrzebuja wynikow badan podstawowych i albo same zaczna je robic (np. tak robi m. in. IBM), albo tez beda naciskac na panstwo, aby to ono zajelo sie na serio tymi badaniami, przeznaczajac jednoczesnie srodki na dofinansowywanie owych badan podstawowych. Kazdy praktycznie rzad zignoruje petycje naukowcow, uwazajac ze domagaja sie oni od panstwa drogich zabawek, ale nie zignoruje petycji kapitalu, ktory przeciez finansuje kampanie wyborcze najwazniejszych partii politycznych... Stad jesli chcemy miec prawdziwa nauke, musimy miec prawdziwy, polski przemysl: fabryki moga byc za granica, ale centrala i osrodki R&D (B+R) musza byc w Polsce i musza byc wlasnoscia naszego narodowego, polskiego kapitalu!

                    «Co trzeba zrobić - moim zdaniem - to pilnie poprawić jakość studiów, każdego stopnia, także doktoranckich. Niestety, musi się to wiązać ze wzrostem nakładów na naukę. Moi adwersarze rozdzierają szaty, iż wiele jest przykładów w szkolnictwie wyższym marnotrawienia pieniędzy podatników. To z pewnością prawda, ale podejrzewam (nie dysponuję żadnymi badaniami), iż znacznie większe publiczne pieniądze marnotrawione są w innych aspektach funkcjonowania naszego państwa (zamówienia publiczne, system ubezpieczeń społecznych, korupcja, niewydolny aparat urzędniczy, służba zdrowia). Wszędzie tam, gdzie są pieniądze podatników, jest również pokusa na ich sprzeniewierzenie.
                    »
                    Jakosc to mozna poprawic, jak sie ma pieniadze. Tymczasem Skarb Panstwa ich nie ma: jedzie, i to od lat, na deficycie budzetowym. Trzeba by wiec podniesc podatki, a na to nie pojdzie obecny, neoliberalny rzad Tuska, Bedzie on raczej, na rozkaz zachodnich bankierow, ciac wydatki, w tym i na nauke...

                    «Czy jednak drastyczne zmniejszenie liczby doktorantów - jak sugeruje p. Keller - to nie jest wylanie dziecka z kąpielą? Przecież w krajach zachodnich, doktoranci są "tanią siłą roboczą" instytucji naukowych. Tam zwiększa się liczbę oferowanych przewodów doktorskich, bo to się zwyczajnie opłaca instytutom i uniwersytetom. Doktoranci dostają jednak godziwe pieniądze, a dodatkowa praca jest wręcz zabroniona. Jak wyobrazić sobie dobry doktorat, z publikacjami w prestiżowych periodykach, kiedy student musi godzić pracę na uczelni/ w instytucie z dodatkową pracą nie związaną z tematem przewodu doktorskiego? Z doświadczeń zarówno własnych (jestem doktorantem fizyki, pracuję w jednym z niemieckich instytutów), jak i wielu przyjaciół doktorantów, doktorów i profesorów wynika jasno: bardzo dobrą pracę doktorską (przynajmniej w naukach ścisłych i przyrodniczych) można napisać wyłącznie wówczas, gdy spełnionych jest klika warunków:
                    - doktorant ma dostęp do dobrze wyposażonych laboratoriów i nowoczesnego sprzętu,
                    - doktorant przeznacza minimum 60 h tygodniowo na pracę naukową,
                    - doktorant ma środki finansowe zapewniające komfort spokojnej pracy (moim zdaniem 1000 PLN jest kwotą dalece niewystarczającą),
                    - doktorant pracuje w ambitnym zespole, umożliwiającym rozwój (także poprzez wyjazdy naukowe i konferencje).
                    Na chwilę obecną w Polsce praktycznie nie istnieje szansa, by spełnić wszystkie warunki jednocześnie. Optymistyczne jest jednak to, że jest kilka grup w Polsce, które ambitnie starają się "gonić" najlepsze ośrodki naukowe na świecie. Pozwala na to (często krytykowana) Unia Europejska: 7 program ramowy, dzięki której polscy naukowcy mogą (i często coraz skuteczniej to czynią) aplikować o wsparcie finansowe projektów i doposażanie laboratoriów.»
                    1. W warunkach ostrego deficytu budzetu i zapowiadanych ciec w wydatkach, jedynie drastyczne ograniczenie ilosci studentow, w tym tez i doktorantow, moze poprawic jakosc studiow, a wiec i jakosc absolwentow. Przestanmy konkurowac ilosciowo i zacznijmy wreszcie konkurowac JAKOSCIOWO!
                    2. Te postulaty mego adwresarza sa po prostu nierealne w polskich warunkach, w warunkach ostrego deficytu budzetu i zapowiadanych ciec w wydatkach...
                    3. Unia jest finansowana glownie przez Niemcy, a Niemcy nie sa zainteresowane w utracie swego przewodnictwa w Europie pod wzgledem nowoczesnych technologii. Stad tez Unia, pod naciskiem Niemiec nigdy nie pozwoli, aby za niemieckie pieniadze powstala w Europie konkurencja dla niemieckich firm...

                    «Może zatem nie rewolucja - jak sugerują niektórzy - a mądre zmiany wymuszające poprawę jakości badań naukowych w Polsce są najlepszym rozwiązaniem, które w perspektywie wielu lat najprawdopodobniej bardzo się naszemu krajowi opłacą?»

                    Jeszcze raz sie wiec zapytam KTO ZA TO ZAPLACI? W warunkach ostrego deficytu budzetu i zapowiadanych ciec w wydatkach, nie ma co liczyc na Skarb Panstwa. Polskiego przemyslu praktycznie juz nie ma, a Unia Europejska, pod naciskiem Niemiec, nigdy nie pozwoli, aby za niemieckie pieniadze powstala w Europie konkurencja dla niemieckich firm .

                    Pozdrawiam!
                  • italx1 Re: Doktorat to nie fanaberia 19.11.10, 01:42
                    W zupełności się z Panem, panie Łukaszu, zgadzam!
    • zombiesieradz Współczesna nauka to biznes, ale także idee. 15.10.10, 00:05
      Od przynajmniej dwóch lat obserwuję wzmożoną dyskusję na temat szkolnictwa wyższego w Polsce. Można nie zgadzać się z minister Kudrycką, jednak jej propozycje wzmagają dyskusję na ważny z punktu widzenia przyszłości Polski problem.
      Wiele napisano już na tym forum, częściowo zgadzam się z argumentami p. Kellera i p. Góry, nie zamierzam zatem powtarzać już wypowiedzianych uwag.
      Krótka polemika z p. Kellerem:
      To prawda, że w Polsce powiązanie przemysłu z nauką jest niewielkie. Jak sam Pan jednak napisał, w Polsce przemysł nieomal nie istnieje. Czy to na pewno wystarczający powód, by zredukować liczbę doktorantów w Polsce do minimum? A może jest dokładnie odwrotnie? Może niezagospodarowani specjaliści z różnych dziedzin, np. fizyki, chemii, biologii będą świetnym argumentem dla nowoczesnego światowego przemysłu, by lokował u nas nie tylko montownie, ale także centra badawcze? Wydaje się, że nasi specjaliści nie mający wygórowanych aspiracji finansowych mogą za niewielkie pieniądze przynosić ogromne zyski potencjalnym inwestorom. Ponadto nie do końca zgadzam się z tezą, że ścisły związek przemysłu z nauką jest pozbawiony wad. Tam, gdzie ten związek jest bardzo duży, uczelnie i instytuty często są obiektem silnych lobby, które nie są zainteresowane postępem w szerokim tego słowa znaczeniu, a jedynie dostarczeniem danych (np. eksperymentalnych) do bardzo konkretnego projektu. Skutkuje to nikłym zainteresowaniem takich instytucji badaniami podstawowymi, które w szerszym kontekście społecznym i dłuższym wymiarze czasowym, są dla nas wszystkich nie do przecenienia.

      Co trzeba zrobić - moim zdaniem - to pilnie poprawić jakość studiów, każdego stopnia, także doktoranckich. Niestety, musi się to wiązać ze wzrostem nakładów na naukę. Moi adwersarze rozdzierają szaty, iż wiele jest przykładów w szkolnictwie wyższym marnotrawienia pieniędzy podatników. To z pewnością prawda, ale podejrzewam (nie dysponuję żadnymi badaniami), iż znacznie większe publiczne pieniądze marnotrawione są w innych aspektach funkcjonowania naszego państwa (zamówienia publiczne, system ubezpieczeń społecznych, korupcja, niewydolny aparat urzędniczy, służba zdrowia). Wszędzie tam, gdzie są pieniądze podatników, jest również pokusa na ich sprzeniewierzenie. Czy jednak drastyczne zmniejszenie liczby doktorantów - jak sugeruje p. Keller - to nie jest wylanie dziecka z kąpielą? Przecież w krajach zachodnich, doktoranci są "tanią siłą roboczą" instytucji naukowych. Tam zwiększa się liczbę oferowanych przewodów doktorskich, bo to się zwyczajnie opłaca instytutom i uniwersytetom. Doktoranci dostają jednak godziwe pieniądze, a dodatkowa praca jest wręcz zabroniona. Jak wyobrazić sobie dobry doktorat, z publikacjami w prestiżowych periodykach, kiedy student musi godzić pracę na uczelni/ w instytucie z dodatkową pracą nie związaną z tematem przewodu doktorskiego? Z doświadczeń zarówno własnych (jestem doktorantem fizyki, pracuję w jednym z niemieckich instytutów), jak i wielu przyjaciół doktorantów, doktorów i profesorów wynika jasno: bardzo dobrą pracę doktorską (przynajmniej w naukach ścisłych i przyrodniczych) można napisać wyłącznie wówczas, gdy spełnionych jest klika warunków:
      - doktorant ma dostęp do dobrze wyposażonych laboratoriów i nowoczesnego sprzętu,
      - doktorant przeznacza minimum 60 h tygodniowo na pracę naukową,
      - doktorant ma środki finansowe zapewniające komfort spokojnej pracy (moim zdaniem 1000 PLN jest kwotą dalece niewystarczającą),
      - doktorant pracuje w ambitnym zespole, umożliwiającym rozwój (także poprzez wyjazdy naukowe i konferencje).
      Na chwilę obecną w Polsce praktycznie nie istnieje szansa, by spełnić wszystkie warunki jednocześnie. Optymistyczne jest jednak to, że jest kilka grup w Polsce, które ambitnie starają się "gonić" najlepsze ośrodki naukowe na świecie. Pozwala na to (często krytykowana) Unia Europejska: 7 program ramowy, dzięki której polscy naukowcy mogą (i często coraz skuteczniej to czynią) aplikować o wsparcie finansowe projektów i doposażanie laboratoriów.
      Może zatem nie rewolucja - jak sugerują niektórzy - a mądre zmiany wymuszające poprawę jakości badań naukowych w Polsce są najlepszym rozwiązaniem, które w perspektywie wielu lat najprawdopodobniej bardzo się naszemu krajowi opłacą?

      Pozdrawiam, Łukasz
      • nostryfikacja Re: Współczesna nauka to biznes, ale także idee. 18.11.10, 20:37
        Panie kolego z Sieradza. Akurat znam to miasto - mialem tam wyklady na WSHE.
        I ad rem: aby zagospodarowac tych polskich doktorow, to trzeba KAPITALU. Pytanie: skad go wziac? Zachodnie banki nam go nie pozycza, gdyz Polska wedkug zalecen IMF, Banku Swiatowego i UE ma byc krajem LOW-TECH, krajem sprzataczek i hydraulikow... :(
        lech.keller@gmail.com
    • stanislaw32 Are we training too many scientists? 15.10.10, 11:15
      www.the-scientist.com/article/display/24540/
      Zalaczony powyzej artykul pokazuje ze problem ksztalcenia naukowcow jest rozwazany na calym swiecie. Nie mam w tej chwili na mysli doktorow nauk humanistycznych, nie mam zdania na ich temat, ale doktorow nauk scislych.
      W chwili obecnej wszystkie rozwiniete kraje zachodu maja wyrazny nadmiar wyksztalconych ludzi. Znamienny jest przyklad Kanady ktora nadal chce przyciagac glownie wyksztalconych imigrantow ale potrzebuje tak naprawde pracownikow budowlanych. W efekcie Toronto slynie z najlepiej wyksztalconych taksowkarzy na swiecie.
      Wyjatkiem moga byc male kraje europejskie jak Szwajcaria ktora jest zmuszona do importu naukowcow poniewaz ma bardzo duzo przemyslu i u siebie zlokalizowane badania naukowe, a nie jest w stanie sama wyprodukowac tylu naukowcow. W praktyce jednak niemiecka czesc preferuje Niemcow, francuska Francozow itd.

      Z punktu widzenia dlugoterminowej polityki kraju nie ma najmniejszej watpliwosci ze im wiecej lepiej wyksztalconych ludzi tym lepiej. Lepsze wyksztalcenie nie jest warunkiem wystarczajacym ale czynnikiem sprzyjajacym wyzszemu potencjalowi intelektualnemu spoleczenstwa. W dobrze wyksztalconym spoleczenstwie nie do pomyslenia bylby chociazby konflikt pod krzyzem. Jesli chce sie przyciagnac nowoczesne firmy i zachecic do badan naukowych a nie tylko produkcji -potrzeba wielu wyksztalconych ludzi.

      Z drugiej strony rzecz nalezy rozwazyc z punktu widzenia konkretnych ludzi.
      Doktorzy to w ogromnej wiekszosci ludzie ktorzy potrafia odnalezc sie w wielu sytuacjach i poradzic w wielu zawodach. Jednak z powodu swojej waskiej specjalizacji jak rowniez faktu ze przygotowanie doktoratu czyni ich starszymi od kolegow ktorzy sa wprost po studiach maja oni ogromne problemy ze znalezieniem pracy. Nie wynika to bynajmniej z niecheci do przekwalifikowania. Raczej jest to niechec wobec nich ktora bierze sie z zawisci, badz niezrozumienia ze czlowiek ktory poradzil sobie z praca doktorska poradzi sobie nierzadko rowniez przy urzadzeniu ktore widzi pierwszy raz na oczy. Czlowiek po doktoracie poradzi sobie rowniez w firmie zajmujacej sie handlem.
      Swego czasu mialem rozmowe kwalifikacyjna w Boston Consulting w Wraszawie. Pak Klesyk ktory tam wowczas pracowal a teraz jest bodaj nadal dyrektorem ZUS powiedzial mi ze mam doskonaly zyciorys ale nie mam doswiadczenia w biznesie. Zaskoczylo mnie to o tyle ze moglem mu to powiedziec przez telefon jak rowniez mogl to sobie przeczytac w moim cv, nie musialem w tym celu przyjezdzac z zagranicy do Warszawy, bylo to nota bene jedyne interview za ktora nie dostalem zwrotu kosztow podrozy. Wracajac do tematu, wiele osob o malej wyobrazni, nie rozumie potencjalu doktorow. Osobe dla ktorej jedynym sposobem na naprawienie osiagniec firmy sa masowe zwolnienia trudno nazwac przenikliwa i kreatywna.
      Innymi slowy wiecej wyksztalcenia oznacza wieksze klopoty ze znalezieniem pracy.
      Wielu doktorow moze owszem otworzyc swoj wlasny biznes, ale nie wszyscy maja jednak odpowiednie mozliwosci finansowe. Inni specjalizuja sie w technikach ktore wymagaja np sprzetu ktory kosztuje kilka milionow euro nie biorac pod uwage pozniejszego utrzymania itp

      Moja odpowiedz rzadowi: powinno sie sprzyjac wszelkiego rodzaju edukacji. Co prawda wyksztalconymi ludzmi trdniej jest manipulowac ale dla dobra kraju tak jest lepiej.
      Moja odpowiedz osobom rozwazajacym doktorat: przeczytajcie artykul podany przeze mnie powyzej. Pamietajcie ze im wieksze wyksztalcenie tym trudniej znalezc prace. Mowie o tym niestety z wlasnego i wielu moich kolegow na calym swiecie doswiadczenia.



      • stanislaw32 PhD = Pizza Hut Delivery 15.10.10, 11:32
        Nawasem mowiac w kraju w ktorym mieszkam, doktorat czyli PhD kojarzy sie coraz bardziej z Pizza Hut Delivery (duze litery PHD na pudelkach z pizza)...
        • popisuarka Re: PhD = Pizza Hut Delivery 15.10.10, 12:29
          Tak musi byc w sytuacji nadmiaru owych doktorow i coraz nizszej ich jakosci...
      • popisuarka Re: Are we training too many scientists? YES! 15.10.10, 12:26
        Ogolnie sie z Toba zgadzam. Ale:
        1. Polscy doktorzy nauk scislych i technicznych sa dzis na ogol niezatrudnialni (unemployable) w nowoczesnych osrodkach badawczych, a to ze wzgledu na skandalicznie niski poziom nauczania na polskich wyzszych uczelniach technicznych i wydzialach nauk scislych na uniwerytetach (przestarzala aparatura, przestarzala metoda nauczania a przede wszystkim przestarzala wiedza wykladowcow i ich negatywny dobor i wsobny wychow, spowodowany habilitacja, nostryfikacja i belwederska profesura).
        2. Nawet, gdyby w Polsce byla dostateczna ilosc dobrych doktorow nauk scislych i technicznych i zagraniczny kapital zalozyl by dla nich w Polsce centra R&D (B+R), to wyniki ich dzialalnosci nie zostana w Polsce, a zostana wywiezione za granice, a zyski z tych centrow i tak nie trafia nigdy do kieszeni Polakow mieszkajacych w Polsce.
        3. Zrozum, ze to osrodki badawczo-wdrozeniowe generuja popyt na badania podstawowe, bez ktorych nie mialy by one na czym oprzec swych badan. Starajac sie wyprzedzic, czy chocby 'tylko' dogonic konkurencje, firmy szybko zauwaza, ze potrzebuja wynikow badan podstawowych i albo same zaczna je robic (np. tak robi m. in. IBM), albo tez beda naciskac na panstwo, aby to ono zajelo sie na serio tymi badaniami, przeznaczajac jednoczesnie srodki na dofinansowywanie owych badan podstawowych. Kazdy praktycznie rzad zignoruje petycje naukowcow, uwazajac ze domagaja sie oni od panstwa drogich zabawek, ale nie zignoruje petycji kapitalu, ktory przeciez finansuje kampanie wyborcze najwazniejszych partii politycznych... Stad jesli chcemy miec prawdziwa nauke, musimy miec prawdziwy, polski przemysl: fabryki moga byc za granica, ale centrala i osrodki R&D (B+R) musza byc w Polsce i musza byc wlasnoscia naszego narodowego, polskiego kapitalu!
        4. Jakosc edukacji (w tym na poziomie doktoratu) to mozna poprawic, jak sie ma pieniadze. Tymczasem Skarb Panstwa ich nie ma: jedzie, i to od lat, na deficycie budzetowym. Trzeba by wiec podniesc podatki, a na to nie pojdzie obecny, neoliberalny rzad Tuska, Bedzie on raczej, na rozkaz zachodnich bankierow, ciac wydatki, w tym i na nauke...
        5. W warunkach obecnego ostrego deficytu budzetu i zapowiadanych ciec w wydatkach, jedynie drastyczne ograniczenie ilosci studentow, w tym tez i doktorantow, moze poprawic jakosc studiow, a wiec i jakosc absolwentow. Przestanmy konkurowac ilosciowo i zacznijmy wreszcie konkurowac JAKOSCIOWO!
        6. Z kolei Unia Europejska jest finansowana glownie przez Niemcy, a Niemcy nie sa zainteresowane w utracie swego przewodnictwa w Europie pod wzgledem nowoczesnych technologii. Stad tez Unia, pod naciskiem Niemiec nigdy nie pozwoli, aby za niemieckie pieniadze powstala w Europie konkurencja dla niemieckich firm...
        7. Tak wiec jeszcze raz sie wiec zapytam KTO ZA TO ZAPLACI? W warunkach ostrego deficytu budzetu i zapowiadanych ciec w wydatkach, nie ma co liczyc na Skarb Panstwa. Polskiego przemyslu praktycznie juz nie ma, a Unia Europejska, pod naciskiem Niemiec, nigdy nie pozwoli, aby za niemieckie pieniadze powstala w Europie konkurencja dla niemieckich firm .
        Z pozdrowieniami...
        • stanislaw32 Re: Are we training too many scientists? YES! 15.10.10, 12:58
          > Polscy doktorzy nauk scislych i technicznych sa dzis na ogol niezatrudnialni a to ze wzgl
          > edu na skandalicznie niski poziom nauczania na polskich wyzszych uczelniach

          Z tym akurat sie niezupelnie zgadzam. Bardzo wiele jednak sie zmienia i sie zmienilo. Ja na przyklad jestem absolwentem UJ i robilem doktorat na zachodzie. Wyjechalem z tej prostej przyczyny, ktora sam podales powyzej: chlodna kalkulacja tego co moge zrobic tu i tam.
          Jednak spotykam coraz wiecej absolwentow polskich uczelni na zachodnich uczelniach rowniez takich ktorzy robili doktoraty w Polsce i musze przyznac ze nie tylko nie ustepuja swoim zachodnim kolegom ale nierzadko sa od nich lepsi. Fakt nie zawsze trenowali na najlepszym sprzecie ale z powodow maglowanych wlasnie przez artykuly ktore tu komentujemy -te osoby ktore w nauce zostaly to nierzadko prawdziwi pasjonaci i ludzie ponadprzecietni a wiec szybko odnajduja sie w nowych okolicznosciach. Sprytem i zaangazowaniem jak rowniez samodzielnoscia nadrabiaja inne braki. Rowniez posiadajac typowo polska ceche niedowierzanie autorytetom -stanowia swietny material na eksperymentatorow w przeciwienstwie np do mlodych naukowcow w Japonii ktorym pieniedzy nie brak ale ktorzy nie potrafia zakwestionowac autorytetu.
          Zaczalbym zreszta od samego faktu ze ja jako absolwent UJ nie mialem najmniejszych problemow w odnalezieniu sie w zagranicznym osrodku. Teraz mam doktorantke z Polski i bardzo to sobie chwale. Jest sprytna, ma mocne podstawy, korzystania z lepszego sprzetu kazdy sie w koncu nauczy, najgorzej jest z jezykiem ale i tego kazdy sie nauczy zyac za granica.

          > 3. Zrozum, ze to osrodki badawczo-wdrozeniowe generuja popyt na badania pods
          > tawowe
          , bez ktorych nie mialy by one na czym oprzec swych badan.

          Jest to podejscie bardzo komercyjne i brzmi przekonywujaco ale niekoniecznie jest to podejscie sluszne. Pamietam laureata Nagrody Nobla Ilia Prigogine, ktorego zapytano czym on sie wlasciwie zajmuje i jakie to ma zastosowanie w przemysle. On odpowiedzial ze moze fundacja Nobla postanowila wyroznic kogos kogo badania nie beda szkodzic srodowisku...
          Wiekszosc wielkich odkryc powstawala przez mniejszy lub wiekszy przypadek. Kazdy krok w lepszym zrozumieniu swiata jest w efekcie stosowany predzej czy pozniej w jakims urzadzeniu ktore ulatwia zycie ale nie zawsze jest to efekt natychmiastowy i przewidywalny.
          Ukierunkowane badania nierzadko koncza sie niczym.
          W chwili obecnej w epoce kryzysu firmy malo inwestuja w swoj wlasny R&D tnac wydatki wlasnie na R&D bo managerowie nie maja wyobrazni ale kieruja sie krotkoterminowym zyskiem. W takim klimacie pieniedzy na badania podstawowe jest jeszcze mniej.
          To wlasnie takie krotkowzroczne nastawienie na natychmiastowy efekt finansowy doprowadzilo do kryzysu finansowego. Podobnie inwestowanie w badania wylacznie majace zastosowanie jest nierozsadne dlugoterminowo.
          Jest taki profesor w Lubece (Hilgenfeld), ktory caly zycie badal bialka malo znanych wirusow. To takie zupelnie nieznane wirusy ktore nam nie szkodza, pokaszlemy posmarkamy i na drugi dzien wirusow nie ma. Wiekszosc jego kariery ludzie smiali sie z niego. Pare lat temu kiedy wybuchla epidemia SARS w Chinach okazalo sie ze wirus SARS jest BARDZO podobny do tych wirusow ktore on zna juz bardzo dobrze. Natychmiast zostal zaproszony do Chin jako VIP i jego kariera potoczyla sie jak sie domyslasz inaczej. Pracowal akurat nad zwiazkami ktore nadawaly sie na potencjalny lek przeciw takim wirusom. Wystraczylo dokonac paru przerobek. Co by bylo gdyby nikt nie chcial zajac sie ta dziedzina bo nie miala kiedys zadnego sensu?

          > 5. W warunkach obecnego ostrego deficytu budzetu i zapowiadanych ciec w wyd
          > atkach, jedynie drastyczne ograniczenie ilosci studentow, w tym tez i doktorant
          > ow, moze poprawic jakosc studiow, a wiec i jakosc absolwentow.
          Przestanmy
          > konkurowac ilosciowo i zacznijmy wreszcie konkurowac JAKOSCIOWO!

          Nadal uwazam ze naszym doktorantom niewiele brakuje ale zgadzam sie z ta teza: lepiej mniej a lepszych -chocby z tego powodu ze nie ma pozniej dla nich pracy.

          Pozdrowienia
          • popisuarka Re: Are we training too many scientists? YES! 15.10.10, 14:03
            1. Przytaczasz wyjatki, ktore potwierdzaja regule. Popelniasz elementarny blad osob wyksztalconych w Polsce: wyciagasz daleko idace wnioski na podstawie znajomosci niereprezentatywnej probki. Pociesze Cie, ze absolwenci zachodnich uczelni tez czasem robia ten blad, ale nie za tak czesto jak Polacy, gdyz sa oni (na ogol) uczeni metody pracy naukowej.
            Z moich obserwacji wynika zas, ze marni polscy profesorzy wypuszczaja dzis rzesze jeszcze marniejszych absolwentow, w tym i doktorow...
            2. Odkrycia moze i powstaja przypadkowo, ale aby je zrobic trzeba miec najpierw odpowiedni sprzet. A on kosztuje, i to sporo. A ze pieniadze maja glownie ich wytwornie, czyli banki, to tez tam lezy glowne zrodlo finansowania nauki w zdrowej gospodarce: przemysl zglasza do banku zapotrzebowanie na finanse w celach badawczych (R&D), i bank daje temu przemyslowi pozyczke.
            Oczywiscie, czesc badan podstawowych musi finansowac panstwo z podatkow wszystkich podatnikow, ale jest pewien limit, do ktorego mozna podnosic podatki badz tez zadluzac skarb panstwa. O tym zas naukowcy siedzacy w przyslowiowych "wiezach z kosci sloniowej" nie chca nawet wiedziec. No coz, to jest wynik braku znajomosci ekonomii. Ale czemu sie dziwic w kraju, gdzie nawet ministrowie finansow (np. 'profesor' Leszek Balcerowicz czy tez obecny nasz minister Jacek Rostowski ) nie maja majmniejszego pojecia o prawach rzadzacych wspolczesna gspodarka?
            3. I ciesze sie, ze sie zgadzamy co tego, ze w nauce liczy sie tylko i wylacznie JAKOSC, a nie ILOSC...
            Pozdr. z Portugalii
      • pfg Re: Are we training too many scientists? 15.10.10, 17:40
        stanislaw32 napisał:

        > Z punktu widzenia dlugoterminowej polityki kraju nie ma najmniejszej watpliwosc
        > i ze im wiecej lepiej wyksztalconych ludzi tym lepiej. Lepsze wyksztalcenie nie
        > jest warunkiem wystarczajacym ale czynnikiem sprzyjajacym wyzszemu potencjalow
        > i intelektualnemu spoleczenstwa.

        Pod warunkiem, że mówimy o ludziach wykształconych, nie zaś o rzeszach takich, którzy otrzymali mało znaczący papier zwany "dyplomem". Niestety, system finansowania edukacji wyższej wyraźnie, straszliwie, absurdalnie preferuje ilość kosztem jakości. Mamy tłumy studentów po coraz słabszych szkołach średnich i tłumy absolwentów po coraz słabszych studiach. W 1990 mieliśmy w Polsce niecałe 400 tysięcy studentów. Teraz mamy prawie dwa miliony. Pięć razy więcej! Rozkład zdolności, predyspozycji nie zmienił się tak bardzo w ciągu niespełna pokolenia, a więc przeciętny poziom studiów musiał spaść. Ale nasi politycy - wszystkich opcji - są tymi tłumami zachwyceni i są z nich niepomiernie dumni.
        • popisuarka Re: Are we training too many scientists? YES! 15.10.10, 17:45
          Pelna zgoda, PFG! Jeden prawdziwy inteligent jest wart conajmniej 10 razy tyle (jak nie wiecej) co czworka cwiercinteligentow (zaleznosc jest tu bowiem wykladnicza, a nie liniowa, a calosc nie jest prosta, arytmetyczna suma jej czesci). Tak wiec zwiekszajac ilosc doktorow, magistrow i licencjatow/inzynierow kosztem ich jakosci, powodujemy OBNIZENIE POTENCJALU NAUKOWEGO I INTELEKTUALNEGO danego kraju, tu Polski...
      • tajemniczy_don_pedro Skoro mówimy o USA... 20.11.10, 03:32
        ...to sytuacja jest niejasna. Trudno powiedzieć, czy kształcimy za dużo, czy też raczej NIH marnuje pieniądze w takim stopniu, że zamyka w ten sposob drogę do tenure track. To, że marnotrawstwo w NIH wzrosło ostatnio, jest raczej bezdyskusyjne. Czynnik pierwszy marnotrawstwa: zgoda na gargantuiczne "indirect costs" (czyli to, co miałoby iść na naukę, idzie na administrację - w coraz większym stopniu). Czynnik drugi, wydawanie pieniędzy na totalne bzdury (typu 800 tysięcy na program mycia genitaliów w Afryce; nie żartuję).
    • sanmartino List Jana Hartmana 15.10.10, 12:16
      Przeczytałem dziś oba artykuły: doktorancki i profesorski i trochę mną wstrząsnęło. Jan Hartman ma może dużo racji pisząc, że potrzeba większych środków na ciekawsze studia doktoranckie niż na same stypendia, oraz mówiąc że III stopień studiów stał się masowy, więc nie można go wspierać wszystkich a priori. Tu zgoda i chyba nikt się tu nie będzie spierał.
      ALE:
      Ton listu Hartmana bądź co bądź profesora jest co najmniej obraźliwy. Atakuje on doktoranta za wygórowane oczekiwania, i "zalewanie smutków piwem". Hartman w żaden sposób nie odnosi się on jednak do systemu, czyli tzw. ludzi nauki, uczelni, którzy odpowiedzialni są za to, że polska nauka, poza nielicznymi chlubnymi wyjątkami, jest na szarym europejskim końcu, nie mówiąc o rankingach światowych. Nie wiem jak wyglądają studia doktoranckie w naukach ścisłych, ale w humanistycznych takowe prawie nie istnieją. Doktoranci traktowani są jako darmowa siła robocza (znam instytuty gdzie doktoranci byli nawet opiekunami roku, czy szefami objazdów naukowych gratis za uśmiech dyrektora), która doczłapuje się do doktoratu i o przyjęciu na etat po obronie decyduje postawa "mierny ale wierny", a nie dorobek. Nie ma otwartych konkursów, wszystko odbywa się w ramach hodowli własnej. Co przy standardach dobrych uczelni zagranicznych (open calls for lecturers, research assistans etc.) jest skandalem. Do tego na takich wydziałach jak prawo, prowadzone są masowe 'studia doktoranckie' w formie zaocznej (sic!), o których można powiedzieć wszystko, ale nie to, że jest to nauka.
      Uczelnie idą na ilość, a nie jakość pracy naukowej, która rozgrywa się wewnątrz krajowego kółka wzajemnej adoracji. Poza tym, w polskim systemie przyjęte jest, że zarobki zdobywa się dużą liczbą godzin dydaktycznych, a nie udziałem w projektach i grantach badawczych. Dlatego po habilitacji, profesorowie uczą w kilku kiepskich szkołach sprzedając wielokrotnie ten sam wykład. Humaniści rzadko biorą udział w międzynarodowym obrocie naukowym, i nie chodzi tu tylko o konferencje, ale publikacje w ważnych czasopismach naukowych. Nawet prof. Hartman ma tylko kilka tekstów opublikowanych w takich 'dżurnalach', choć i tak jest jednym z niewielu który się może czymś takim wykazać.
      Niewątpliwie studenci i doktoranci mogą mieć czasami wygórowane oczekiwania finansowe, w kontekście zarobków naukowców na jednym etacie, a fakt dofinansowanie samych studiów doktoranckich nic tu nie wniesie, bo uczelnie i tak są rzadko zapewnić jakikolwiek poziomu takich zajęć. Poza tym, jeśli humaniści nie będą konfrontować swoich prac z innymi, a na to trzeba środków, a jedynie obracając się w lokalnym zatęchłym świadku, to nic z tego nie wyniknie dla polskiej nauki. Przykład doktorantki pielęgniarki mimo, że heroiczny świadczy tylko o głębokiej patologii polskiego systemu. Szkoda, że taki celebryta jak Hartman tego nie rozumie.
      Konkludując, tak wyższe stypendia nic nie wniosą do poziomu polskiej nauki, ale to nie problem "braci doktoranckiej", ale uczelni i kadry naukowej, która w swym zatęchłym świadku, będzie blokować wszystkie reformy mogące zachwiać status quo marazmu i prowincjonalnych układów.
      • stanislaw32 Re: List Jana Hartmana 15.10.10, 12:30
        Odnoszac sie do twojego listu chcialbym tylko nadmienic ze owszem na pozycje np lecturera na zachodzie rozpisywane sa konkursy ale tez lecturer nie jest tym samym co doktorant.
        Doktorantow we wszystkich krajach zachodu wybiera sie w praktyce jednosobowo wedlug widzimisie supervisora. Owszem czasami oglasza sie mniej lub bardziej oficjalnie ale nie ma zadnych regul. Wiem bo sam zatrudnialem ostatnio doktoranta w kraju zachodnim :)
        Pomylka wziela sie zapewne z faktu ze Lecturer (Wlk Brytania i Irlandia) odpowiada Assistant Professor (USA) i jest to samodzielny pracownik naukowy (PI), natomiast w Polsce nawet doktorantow nazywa sie potocznie "asystentami" czy tez "asystentami profesora". Tych natomiast na zachodzie nazywa sie graduate student lub PhD student.
        • popisuarka Re: List Jana Hartmana 15.10.10, 12:59
          Na Zachodzie sa oglaszane konkursy na kazde stanowisko naukowe badz naukowo-dydaktyczne, a w tym wiec i dla doktorantow, szczegolnie tych ze stypendiami doktoranckimi.
          Zajrzyj np. na witryne: www.jobs.ac.uk/
          W Polsce zas wyraznie odroznia sie doktoranta od asystenta. Doktorant to student, a asystent to pracownik. Oczywiscie, z reguly jest tak, ze asystent jest doktorantem, ale nie na odwrot (to sa odrebne zbiory, majace tylko mala czesc wspolna: asystentow-doktorantow).
          Polecam elementy teorii zbiorow i logiki matematycznej...
          • stanislaw32 Re: List Jana Hartmana 15.10.10, 13:25
            > Na Zachodzie sa oglaszane konkursy na kazde stanowisko naukowe badz naukowo-
            > dydaktyczne
            , a w tym wiec i dla doktorantow, szczegolnie tych ze stypendiam
            > i doktoranckimi.

            Zaczne od tego ze zanim zaczalem robic doktorat na zachodzie dostalem sie na studia doktoranckie w Polsce i musze przyznac ze nie bylo latwo. Byla komisja, byl egzamin, zaledwie kilka osob z roku sie dostalo.
            Na zachodzie ostatnio sam przyjowalem doktoranta i owszem tez odbyl sie "konkurs" ze zglaszajacych sie osob wybralem te ktora mi odpowiadala.
            Innego rodzaju procedury obowiazuja w przypadku przyjmowania np lecturera a inne (w praktyce brak procedur) w przypadku przyjmowania doktoranta i tak jest w USA, Niemczech, UK czy Irlandii, w innych krajach nie pracowalem ale mam kolegow.

            Mam takie wrazenie ze masz jednostronnie negatywne zdanie na temat nauki polskiej. Tak jakbys mial pewien uraz.
            Ja mialem takie podejscie w chwili wyjazdu z Polski. Moje slowa znalazly sie wtedy w pewnym krytycznym artykule we Wprost, te slowa zapamietali chyba wszyscy moi koledzy tak ze powrot do Polski jest dla mnie wlasciwie wykluczony :)
            Jednak z czasem poznajac nauke w innych krajach zrozumialem ze owszem system zachodni jest sprawiedliwszy i bardziej przejrzysty ale nie rozni sie az tak bardzo od Polski.
            Nie nie ma zadnej przepasci, zadnego muru. Jest przepasc finansowa, tak.

            > Polecam elementy teorii zbiorow i logiki matematycznej...

            Ha ha.
            Wszyscy wielcy naukowcy ktorych spotkalem cechowali sie niesamowita pokora.
            Ci ktorzy niczego nie osiagneli chetnie wytykaja innym bledy i wszystkich dokola pouczaja.
            • popisuarka Re: List Jana Hartmana 15.10.10, 13:48
              Swiat nie jest idealny, ale nauka polska jest w sytuacji tragicznej, i to do lat. Powod? Glownie jej TRZY UPIORNE SIOSTRY: habilitacja, nostryfikacja i belwederska profesura, ktore skutkuja wsobnym wychowem naukowcow i zamknieciem sie polskiej nauki na swiat, a wiec jej nieuchronna smiercia...
              Nie mozna jej wiec porownywac do zachodniej: polska nauka to wciaz jest PRLowska Syrenka, ktora sie psuje srednio co tysiac przejechanych kilometrow, zachodnia zas to VW Golf, ktory idealem moze nie jest, ale mozna nim smialo przejechac bez najmniejszej awarii z Warszawy do Lizbony i z powrotem...
              I o ile wiem, to doktoranta moze profesor przyjac, na "widzi mi sie", gdy spelna on(a) formalne kryteria, ale mowa byla o stypendiach doktoranckich, na ktore musza byc organizowane konkursy.
              A jak ktos nie rozroznia studenta od pracownika, to nie powinien innych uczyc, szczegolnie zas doktorantow...
              • klawiatura_zablokowana Re: List Jana Hartmana 19.11.10, 09:53
                Przecież stypendia dr SĄ przydzielane w trybie konkursowym. Co więcej, walka jest zajadła - możesz zapierdzielać cały rok po konferencjach, produkować artykuły, a potem dostajesz mało punktów, bo papierka nie doniesiesz, pani w dziekanacie go zgubi, albo oceniającej komisji się coś tam nie spodoba.
                Konkursy na stypendia to niewolnicza praca pomieszana z rosyjską ruletką - komu się uda w tym roku i czyja ciężka praca zostanie doceniona.
                Jedno jest pewne: bez harówy stypendium nie dostaniesz na 100%. Z harówą możesz dostać albo i nie. Przy czym nie zawsze twoje szanse są mierzalne w sposób merytoryczny, bo część doktorantów nie dostaje stypy z powodów organizacyjnych, nie mówiąc już o tym, że system punktacji NIGDY nie jest do końca jasny (żeby dało się np. przeprowadzić sensowną symulację, na ile pkt można liczyć), kryteria potrafią zmieniać się co roku (!!!), a odwołań oczywiście nikt nigdy nie uwzględnił.
                Dodajmy, że ten system ma MOTYWOWAĆ :D
                Dodajmy, że wywalczone pomimo tych wszystkich pułapek pieniądze są śmieszne i wręcz głodowe, mogą stanowić co najwyżej dodatek do pensji... czyli pracujesz normalnie zarobkowo, zapierdzielasz na uczelni (+dydaktyka, za którą się osobno nie płaci, czy masz 9 godzin czy 90), wykazujesz się dodatkowo, żeby mieć dorobek i dostać stypendium... i tacy jak prof. Hartman uważają, że jest ci zdecydowanie za dobrze, żyjesz jak pączek w maśle normalnie XD
                Oczywiście o życiu prywatnym zapomnij, bo w trybie życia pt. 8 h dziennie pracy + kilka (4-5) h dziennie pracy na uczelni + pisanie artykułów i prezentacji konferencyjnych po nocach, to się każdy rozsądny małżonek rozwiedzie...
                • nostryfikacja Re: List Jana Hartmana 19.11.10, 11:08
                  Odroznij prace wydajna od pracy ciezkiej. No coz, ty wciaz mylisz wydajnosc pracy z jej inetensywnoscia...
                  Trzeba sie wiec dobrze ustawic i zrobic tak, aby na ciebie pracowali inni. tT jest zeszta esencja KAPITALIZMU!
            • pipetteman Re: List Jana Hartmana 15.10.10, 17:10
              U nas w Leicester tez sie oglasza konkursy i tak jak piszesz, wlasciwie az do poziomu lecturera wybiera sie w tych konkursach kandydatow najbardziej w danym momencie odpowiadajacych osobie, ktora ma grant pozwalajacy placic im pensje. To jest zupelnie normalne i klarowne. Spor z Kellerem chyba nie o to, a o powszechnosc tego rozwiazania i o to, ze w Polsce tego wogole nie ma. Nikt przy zdrowych zmyslach przeciez nie bedzie negowal Twojego prawa do dobierania sobie najlepszych wedlug Ciebie studentow/postdocow.

              System zachodni zwlaszcza oparty na anglosaskim, jest nie tylko bardziej sprawiedliwy i przejrzysty, ale rowniez dzieki temu znacznie bardziej efektywny stad zaskoczyla mnie twoja konstatacja, ze na dobra spraw nie rozni sie on od tego ktory zmutowal w Polsce. Prosze rozwin mysl.
              Ja widze wielkie roznice poczawszy od stosunkow w pracy, kulturze, etosie naukowym poprzez finansowanie, szanse rozwoju i droge kariery. Z mojego doswiadczenia i Niemcy (mniej ale i tak bardzo), i Anglia (znacznie bardziej) odstaja od naszego polskiego grajdolka.
              To wcale nie znaczy, ze czesc polskich naukowcow i studentow nie ma wielkiego potencjalu, ale moglo by ich byc znacznie wiecej i nie tylko finanse stoja na przeszkodzie.

              ...podobala mi sie puenta (LOL)

              Pozdrawiam
              • popisuarka Re: List Jana Hartmana 15.10.10, 17:31
                Witam!
                Oczywiscie, ze na Zachodzie to szef tez sobie dobiera zespol. Ale na Zachodzie to taki szef jest pozniej rozliczany z tego co robi, wiec na ogol przyjmuje tych z najlepsza wiedza, a nie tych, co to znaja odpowiednie osoby, jak to sie dzieje w 99.99% przypadkow w Polsce...
                Po prostu w Polsce profesor jest swieta krowa, ktorej ruszyc nie mozna, bo straci sie tzw. minimum kadrowe... W polskiej nauce panuja dzis stosunki mafijne, wzajemne swiadczenie sobie uslug typu pozytywnego recenzowania bezwartosciowych publikacji i paniczny wrecz starch przed otwarciem sie na swiat, a wiec przed zniesieniem nostryfikacji, habilitacji i belwederskiej profesury...
                I ja tez "widze wielkie roznice poczawszy od stosunkow w pracy, kulturze, etosie naukowym poprzez finansowanie, szanse rozwoju i droge kariery. Z mojego doswiadczenia i Niemcy (mniej ale i tak bardzo), i Anglia (znacznie bardziej) odstaja od naszego polskiego grajdolka."
                A polscy naukowcy to dzis nie maja juz (niestety) praktycznie zadnego potencjalu, gdyz "dzieki" strajkom organizowanym przez NSZZ Solidarnosc to w latach 1980-1989 Polska byla poza swiatowym systemem nauki, a po roku 1989 do glosu doszla mafia profesorska, ktora utrzymala w Polsce te naukowa autarkie. A autarkia w nauce, tak jak i gospodarce (poza wielkimi, praktycznie samowystarczalnymi kolosami typu Chin, Indii, USA czy Rosji/ZSSR, i to tez, jak wiemy z historii, nie zawsze) prowadzi do zalamania, podobnie jak i w gospodarce...
                Polscy naukowcy i studenci sa w wiekszosci inteligentni, ale sama inteligencja nie wystarczy dzis do osiagniecia sukcesu w nauce. Trzeba jeszcze wiedzy, pracowitosci i pieniedzy, a tego polskim naukowcom i studentom brakuje, i to bardzo...
                Pozdrawiam z Portugalii
        • sanmartino Re: List Jana Hartmana 15.10.10, 14:57
          Pewnie nie wyraziłem się dość precyzyjnie. Chodziło mi to, że w Polsce młodzi naukowcy po doktoracie rzadko mają szanse do przystąpienia w otwartym konkursie na adiunkta, czyli generalnie na tzw. etat. W dobrych uczelniach zagranicznych przeprowadzane są przejrzyste procedury zatrudniania 'lecturers', 'associated professor' itp. W Polsce bardzo rzadko ma to miejsce, choć zdarzają się chlubne przypadki. Nie ma przejrzystości, a kumoterstwo jest na porządku dziennym. Co do praktyki uczelni zagranicznych odnośnie rekrutacji na studia doktoranckie ze stypendium, to faktycznie wiele zależy od konkretnej uczelni i konkretnego supervisora, ale nie zawsze jest tak. Jest jednak sporo otwartych programów doktoranckich opartych o konkurs projektów.
          Myślę, że wytykanie kumoterstwa i niskiego poziomu studiów w Polsce, to nie przejaw frustracji ludzi, którzy są poza systemem, ale przejaw koniecznej walki o to jak ma wyglądać polska nauka w przyszłości. Jest niezaprzeczalnym faktem, że uczelnie przede wszystkim idą w ilość studentów, a nie w jakoś nauczania czy tym bardziej działalność naukową i innowacyjną. A podstawowym źródłem dochodów kadry są godziny dydaktyczne w kilku ośrodkach, a nie praca naukowa. Oczywiście wynika to z niedofinansowania systemu, ale również postawy samych pracowników naukowych, którzy uważają, że samo prowadzenie zajęć to już wielki wkład. Nie biorąc udziału w szerszym obrocie naukowym, wielu leczy kompleksy wobec zagranicy, wydając swoje doktoraty i habilitacje w tłumaczeniu, w polskich wydawnictwach, których potem pies z kulawą nogą nie zacytuje. Ale za publikacje angielsko-języczne jest więcej punktów! Więc mamy zalew konferencji międzynarodowych ze Słowacją, Litwą i Ukrainą i wszystkie oczywiście po angielsku i punkty się zbiera. Z resztą system punktowy z samej swojej konstrukcji blokuje rozwój. Profesor, który raz na czas jest recenzentem doktoratu lub habilitacji, i wygłosi po raz setny ten sam key note, albo zasiądzie w prezydium jakieś tam konferencji, nie musi w ciągu roku wykazać się już żadnym wkładem w naukę, żadnym tekstem, bo ma i tak więcej punktów niż młody doktor publikujący przełomowe artykuły. Praktycznie, po habilitacji nie ma już żadnej weryfikacji, żadnej metody oceny pracy pracownika.
          Krótko mówiąc, jeśli nie zmieni się postrzeganie nauki od góry, to nawet świetne granty doktoranckie niewiele wniosą. To musi iść systemowo: konkursy, weryfikacja pracy na wszystkich szczeblach. Zniesienie przynajmniej profesury belwederskiej, z habilitacją to trochę inna sprawa. Stosunek kadry to jakichkolwiek zmian można przeczytać w raporcie rektorów odnośnie reformy szkolnictwa wyższego. Ogólna konkluzja - jest ok, tylko więcej kasy. Porażająca lektura.
          • popisuarka Re: List Jana Hartmana 15.10.10, 16:10
            1. W Polsce od dawna nie ma otwartych konkursow na stanowiska naukowe i naukowo-dydaktyczne. Te konkursy, ktore sa w Polsce, sa lipne, gdyz kryteria ustawiane sa wyraznie pod znanego z gory kandydata, czesto syna lub corki profesora z tej samej uczelni a nawet wydzialu czy katedry.
            2. Za granica tez sie czesto zdarzaja ustawiane konkursy, ale nie sa one tam regula, tak jak w Polsce. Po prostu na Zachodzie nie ma chowu wsobnego naukowcow, wzmacnianego tzw. nostryfikacja, czyli w praktyce nieuznawaniem w Polsce doktoratow z czolowych wyzszych uczelni swiata, habilitacja, ktora eliminuje z Polski naukowcow (w tym tez polskiego pochodzenia) pracujacych w USA, Kanadzie, Australii, UK i wielu innych panstwach czy wreszcie na Zachodzie sa tylko profesorowie uczelniani, a nie belwedersko-panstwowi, jak w Polsce.
            3. Tzw. miedzynarodowe konferencje w j. angielskim ze ze Słowacją, Litwą czy Ukrainą nie maja po prostu sensu i sa kryminalnym marnowaniem pieniedzy polskich podatnikow.
            4. Jak Pan napisal: praktycznie, po habilitacji nie ma już żadnej weryfikacji, żadnej metody oceny pracy pracownika. Stad ponad 90% polskiej profesury to typowe marte dusze, marnotrawiace pieniadze przeznaczone przez rzad, czyli zabrane podatnikom, na nauke i szkolnictwo wyzsze.
            5. W tej systuacji, to kazdy grosz przeznaczony na polska nauke i polskie szkolnictwo wyzsze to grosz stracony.
            6. Co wiec robic? O tym w nastepnym poscie.
            Pozdr.
            • popisuarka Ci wiec robic? Reformowac! 15.10.10, 16:11
              Obecne status quo na polskich wyzszych uczelniach oznacza zwykle kumoterstwo, tzw. prorodzinna polityke zatrudniania na wyzszych uczelniach (czytaj: polityke zatrudniania potomstwa profesorow), wsobny wychow pracownikow naukowych (od magistra do rektora na tej samej uczelni) oraz zamkniecie sie na swiat, w tym nieuznawanie w Polsce dyplomow z najlepszych swiatowych wyzszych uczelni.

              Stad wiec jedyna rada jest pozbycie sie tego balastu w postaci PRLowskich profesorow poprzez nastepujace reformy:
              1. Zlikwidować wreszcie te dożywotnie, belwederskie profesury (przeżytek feudalno-PRLowski, który powoduje, iż nie można się pozbyć profesora, którego wiedza dawno temu się zdeaktualizowała).
              2. Zlikwidować habilitacje, jako kolejny feudalno-PRLowski przeżytek, uniemożliwiający awans prawdziwym naukowcom, a jednocześnie zweryfikować doktoraty i podwyższyć wymogi ich uzyskiwania.
              3. Nie uznawać dyplomów z podejrzanych uczelni (np. ze Słowacji), choćby były one unijne, a natomiast uznawać dyplomy czołowych uczelni świata, niezależnie od kraju, w którym zostały one uzyskane.
              4. Wprowadzić uczciwe, otwarte konkursy na stanowiska od asystenta do profesora, w których jury składało by się z cudzoziemców, wylosowanych przez komputer z puli ekspertów (na to musza się znaleźć fundusze).
              5. Wprowadzić w Polsce, jako obowiazujace prawo, Europejska Kartę Naukowca oraz Kodeks Postępowania przy Rekrutacji Pracowników Naukowych:
              64.233.183.132/search?q=cache:lXz9qRRQ4OUJ:europa.eu/eracareers/pdf/kina21620b8c_pl.pdf+karta+naukowca&hl=pl&ct=clnk&cd=1&gl=pl
              6. Zlikwidować autonomie uczelni państwowych - są one finansowane przez podatników, i przed podatnikami muszą wiec one odpowiadać.
              7. Wprowadzić wreszcie ograniczenia w wieloetatowości pracownikow naukowych.
              8. Zlikwidować PAN (dyrekcję, nie instytuty, które powinny być połączone z uczelniami wyższymi).
              9. Zamiast rozpraszać fundusze na finansowanie małych laboratoriów, nalezy przeznaczyć je na udział Polski w takich instytucjach międzynarodowych jak CERN czy ESA.
              10. Przestać gadać o reformie, a zacząć ją wreszcie wdrażać! W przeciwnym wypadku, takie uczelnie jak PWr, UWr, UPWr nadal pętać sie będą na koncu tabeli, gdzies w piątym tysiącu rankingu światowych uczelni.
              • micro5 Re: Ci wiec robic? Reformowac! 18.11.10, 20:49
                Brawo a czy wiecie że jedna godzina zajęć ze studentami kosztuje Państwo w granicach od 1500 do 2500 złotych 45 minut tak więc najwyższa pora zlikwidować bzdurne profesury belwederskie i habiltacje nawet te kupione na Ukrainie , Słowacji czy Białorusi. Nie pracownik naukowy rządzi uczelnią a ekonomista . Dyplomy zagranicznych uczelni są zagrożeniem dla wychowu wsobnego i tutaj jest problem dla matactwa wieloetatowości co opanowało malę uczelnie. prowadzi to że małych miasteczkach każa uczelenka prowadzi identyczne badania szczególnie w zakresie odnawialnych źróel energii i biotechnologii budując laboratoria za fundusze unijne gdzie bedzie tłuczona prywata
          • pipetteman Re: List Jana Hartmana 15.10.10, 17:23
            A dlaczego niby z habilitacja to mialaby byc inna sprawa... do kosza! To jest tylko przeszkoda i zadne ochy i achy nad kolejnym stopniem wtajemniczenia tego nie zmienia. Strata czasu, ktory ambitny naukowiec moglby poswiecic na pisanie grantow i publikacji. Coraz bardziej wydaje mi sie ze utrzymania habilitacji chca Ci ktorzy tak naprawde boja sie otwartosci i konkurencji. Na zachodzie tego nie ma i wszystko dobrze funkcjonuje.
            Co do reszty pelna zgoda.
            Polskie punkty to jest kolejny przejaw zlosliwej mutacji naszego systemu nauki. Pisanie do szuflady, recenzje etc. Powinnismy zaadoptowac liste filadelfijska z wylaczeniem tylko filologi dla ktorych, to jest nierealistyczne.
            • popisuarka Re: List Jana Hartmana 15.10.10, 17:40
              1. Oczywiscie, ze habilitacja to dzis nic wiecej jak tylko bolszewicko-feudalny przezytek, ktory sluzy tylko odsiewaniu niepokornych i promowaniu "miernych, ale wiernych".
              2. Filologia to zas nie nauka, podobnie jak np. ksiegowosc, to jest po prostu rzemioslo, a wiec nie ma dla nich miejsca na wyzszych uczelniach, a tylko w szkolach zawodowych (dla kowali, slusarzy, stolarzy, ksiegowych czy tez tlumaczy). Co to za sens placic "profesorom" od polonistyki pieniadze zabrane podatnikom , skoro kazde polskie dziecko z IQ 100 i wiecej nie ma najmniejszych trudnosci w uzywaniu jezyka polskiego? A filologie obce to w Polsce ponury zart - oni tam nie znaja jezykow, ktorymi sie zajmuja, i to nawet w stopniu pozwalajacym na swobodne zamowienie obiadu czy tez kupno billetu kolejowego...
              Pozdr.
      • popisuarka Re: List Jana Hartmana 15.10.10, 12:32
        Cala ta patologia wynika glownie z tego, ze nie mamy juz polskiego przemyslu. Zrozum, ze to osrodki badawczo-wdrozeniowe generuja popyt na nauke, czyli na badania podstawowe, bez ktorych nie mialy by one na czym oprzec swych badan. Starajac sie wyprzedzic, czy chocby 'tylko' dogonic konkurencje, firmy szybko zauwaza, ze potrzebuja wynikow badan podstawowych i albo same zaczna je robic (np. tak robi m. in. IBM), albo tez beda naciskac na panstwo, aby to ono zajelo sie na serio tymi badaniami, przeznaczajac jednoczesnie srodki na dofinansowywanie owych badan podstawowych. Kazdy praktycznie rzad zignoruje petycje naukowcow, uwazajac ze domagaja sie oni od panstwa drogich zabawek, ale nie zignoruje petycji kapitalu, ktory przeciez finansuje kampanie wyborcze najwazniejszych partii politycznych... Stad [u]jesli chcemy miec prawdziwa nauke, musimy miec prawdziwy, polski przemysl: fabryki moga byc za granica, ale centrala i osrodki R&D (B+R) musza byc w Polsce i musza byc wlasnoscia naszego narodowego, polskiego kapitalu! [/u]
      • fakter Re: List Jana Hartmana i inne 18.11.10, 23:39
        Większość wspomnianych w powyższych wypowiedziach patologii nie dotyczy, na szczęście dla Polski, nauk ścisłych. U nas liczą się tylko publikacje w czasopismach międzynarodowych z listy ISI (tzw. filadelfijskie), dlatego nasz dorobek nie odstaje od krajów zachodnich. Dobrym miernikiem jest wkład polskich badań w badania światowe mierzony liczbą publikacji i cytowań dla poszczególnych dyscyplin. Dla przykładu, "dorobek" polskiej fizyki w stosunku do "dorobku" fizyki światowej to ponad 3%, dla chemii czy matematyki jest to trochę mniej, a dla nauk społecznych poniżej 0,1%. Dla porównania, wkład polskiej gospodarki w gospodarkę światową to ok. 0,5%. Niestety przedstawiciele nauk społecznych zarabiają przeciętnie więcej niż przedstawiciele nauk ścisłych i to jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe!
        • nostryfikacja Re: List Jana Hartmana i inne 19.11.10, 01:18
          W naukach scislych licza sie odkrycia naukowe, a nie ilosc publikacji.
          Polska fizyka to od lat jest wrecz zart. Zadnych realnych osiagniec, zadnego Nobla od czasow Madame Curie, ktora byla zreszta uczona FRANCUSKA, tyle ze polskiego pochodzenia...
          Mierzenie wkladu w nauke iloscia publikacji to chyba byl zart. W nauce, jak w gospodarce, liczy sie bowien nie ilosc, a JAKOSC!
          lech.keller@gmail.com
    • aekielski Doktorat to nie fanaberia 15.10.10, 13:22
      Jak ja bym miał doktorat, to cały świat i pół Ameryki stało by przede mną otworem. Był bym jednym z najbogatszych ludzi świata. Gdyby to nie wyszło, to tak jak docent pracował bym u majstra.
      • popisuarka Re: Doktorat to nie fanaberia 15.10.10, 16:13
        Musial bys miec doktorat z zachodniej wyzszej uczelni, a nie polski pseudodoktorat, ktorym mozna sobie dzis tylko tylek podtrzec, jak sie nie ma tatusia, mamusi, wujka czy cioci profesora na uczelni...
    • popisuarka 100 postow 15.10.10, 17:54
      I dobrze, bowiem toi jest bardzo wazny temat...
      • popisuarka Re: 100 postow! 16.10.10, 13:11
        Teeaz widac, ze na tym watku pisze sie glownie z pracy...
    • popisuarka Doktorat to nie fanaberia? 18.10.10, 11:21
      W Polsce to dzis raczej tak, bo po nim pracy nie ma...
    • popisuarka List Otwarty do Profesora Macieja Żylicza 19.10.10, 13:09
      List Otwarty do Profesora Macieja Żylicza,
      Prezesa Fundacji na rzecz Nauki Polskiej

      Szanowny Panie Profesorze,

      Z wielka ciekawoscia przeczytalem wywiad z Panem Profesorem na witrynie Newsweeka (Nauka czyni wolnym - www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/dodatek-kariera-w-nauce/nauka-czyni-wolnym,66013,2). Jednakze trudno mi sie zgodzic z nadmiernie optymistycznym i z gruntu rzeczy falszywym obrazem polskiej nauki i jej perspektyw, a szczegolnie perspektyw dla mlodych (i nie tylko) polskich naukowcow, ktore Pan Profesor przedstawia w swym wywiadzie. Oto moje bardziej szczegolowe uwagi:

      1. Gdzie sa te wolne etaty dla naukowcow w Polsce? Jakos nie zauwazylem, aby polskie wyzsze uczelnie czy tez instytuty naukowe poszukiwaly pracownikow naukowych albo naukowo-dydaktycznych. Prosze podac linki do tych ogloszen, bowiem jakos ich nie moge nigdzie znalezc…
      2. Panie Profesorze! Bardzo prosze nie pisac glupstw, ze “Pieniądze w polskiej nauce są dziś porównywalne do tych na Zachodzie”. Ja np. pracuje w najubozszym kraju “starej” UE, czyli w Portugalii, gdzie zarabiam jako “szeregowy” badacz (researcher) na reke okolo 12 tys. zlotych na reke, przy porownywanych, jaki nie nizszych kosztach utrzymania sie. Zaznaczam, ze moja pensja jest dosc typowa na Zachodzie dla pracownikow naukowych z doktoratem w krajach o wyzszych kosztach utrzymania, np. w Szwecji czy w Niderlandach jest ona odpowiednio wyzsza). Orientuje sie w tych stawkach wynagrodzen, gdyz czesto wyjzezdzam na rozne konferencje naukowe, gdzie dosc popularnym tematem konwersacji sa wlasnie zarobki naukowcow, a poza tym obserwuje dosc uwaznie place na zachodnioeuropejskim rynku pracy dla naukowcow (w Polsce takiego rynku zreszta praktycznie nie ma). A w Polsce, bez habilitacji, i bez uznania mojego australijskiego doktoratu (odmowiono mi bowiem jego nostryfikacji na UW) moglbym byc tylko asystentem z pensyjka okolo 2 tys. zlotych, a z uznanym doktoratem gora adiunktem za mniej niz 3 tys. zlotych.
      3. Ci, ktorzy wracaja z Zachodu , to sa dzis albo potomkowie obecnej profesury, ktorzy maja niejako zagwarantowana kariere w polskiej nauce na zasadzie prorodzinnej polityki zatrudniania na polskich wyzszych uczelniach i w PAN, badz tez ci, ktorych na Zachodzie po prostu nie chca. Taka jest niewygodna dla Pana Profesora prawda…
      4. Poziom polskich studentow i doktorantow jest obecnie niestety, ale wrecz tragiczny, gdyz tragiczny jest tez poziom polskich naukowcow, ich “mistrzow” i nauczycieli. Zawsze jak przyjada na moj uniwersytet polscy profesorowie, to sie wrecz wstydze, ze jestem Polakiem, ze wzgledu na ich niekompetencje, a szczegolnie za ich fatalny angielski (oni nawet nie wiedza jak przy pomocy komputera sprawdzic pisownie swych prezentacji).
      5. Na koniec: czemu dla mnie nie ma miejsca w Polsce? Czemu moge byc stypedysta Portugalskiej Fundacji Rozwoju Nauki (FCT - Fundação para a Ciência e Tecnologia: alfa.fct.mctes.pt/index.phtml.en), a nie moge byc stypendysta jej polskiego odpowiednika? Czemu moj doktorat (PhD) z Monash University w Melbourne, Australia, jest uznawany w Portugalii, a nie jest uznawany w Polsce? Czy to jest aby na pewno zdrowa sytuacja, Panie Profesorze?

      Z wyrazami szacunku,

      Lech Keller-Krawczyk , PhD (Monash)
      Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento
      (CETRAD), Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
      www.cetrad.info/?action=pessoas/viewPerson&id=90
      Email: lech.keller@gmail.com

      Vila Real, 19 października 2010
    • popisuarka A co sadzicie o FNP? 20.10.10, 16:31
      www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/dodatek-kariera-w-nauce/nauka-czyni-wolnym,66013,3
    • mol_chemiczny PFG, oni proponują wspieranie 1000 najlepszych! 18.11.10, 16:52
      PFG, oni proponują wspieranie 1000 najlepszych! Przeczytałeś artykuł do końca? A może ćwiczyłeś na nim techniki szybkiego czytania?
      • pfg Re: PFG, oni proponują wspieranie 1000 najlepszyc 18.11.10, 20:39
        mol_chemiczny napisała:

        > PFG, oni proponują wspieranie 1000 najlepszych!

        A jak wybierzesz 1000 najlepszych? Jak porównasz pomysł gościa, który chce badać cmentarzysko celtyckie z II wieku z projektem kobiety, która bada wielowymiarowe funkcje analityczne, jedno i drugie zaś z projektem biochemika, który tak naprawdę nie jest projektem tegoż biochemika, ale jego promotora, dysponenta unikalnej aparatury? I na którym etapie mamy wybierać 1000 najlepszych? Na etapie pomysłu? Kto wówczas oceni, czy pomysł nie jest przypadkiem OKDR? Dopiero po uzyskaniu pierwszych wyników? To z czego doktorant ma żyć i za co prowadzić badania do tego czasu?
        • foofer Re: PFG, oni proponują wspieranie 1000 najlepszyc 20.11.10, 17:02
          > A jak wybierzesz 1000 najlepszych?

          To proste. Na Zachodzie ten problem rozwiązano dawno. Każdy kto się dostaje na czołowe uczelnie dostaje pełne finansowanie. Każdy---na tych uczelniach. Reszta ciuła. Dostają się tylko najlepsi. Ludzie, nie projekty. Bo wiadomo, ze najlepsi ludzie zrealizują przynajmniej dobre projekty.

          Ale w Polsce to nierealnee, bo nie ma przede wszystkim mistrzów, a w dalszej kolejności organizacji. Wypadałoby jednak, żeby ci pseudo-mistrzowie, a w rzeczywistości nieudacznicy z habilitacją się nie wyżywali ze swoją żółcią na studentach.

          W Princeton na przykład płaci studentom, tak---płaci, prawie wszystkim studentom za "czytanie książek" co polskich dr hab. tak oburza. Refundacje czesnego i ponadto przyzwoite stypendium otrzymuje tam nawet większość studentów undergraduate.

          Nawet UJ przyciągający głównie studentów z Bochni, Bielska-Białej i okolic, czy tak samo moloch UW z mazowsza nigdy takimi uczelniami nie będą.

          Żeby wyłonić 1000 najleepszych należałoby selekcji dokonać na zewnątrz tego systemu. Tak jak w zamyśle mialy dzialać Środowiskowe Studia Doktoranckie Matematyki. Ale jak powiedziałem, to nierealne, bo jak sie okazało przy ŚSDM, nie ma mistrzów z prawdziwego zdarzenia.

          W Polsce wielką wagę przywiązuje się do metody holistycznej. PFG zauważa, ze doktorantów jest 30 tysiecy na przykład, w innym miejscu mędrcy sie zastanawiają jak uzdrowić 137 uczelni publicznych i 300 prywatnych jako cały system, nie zwracając uwagi na szmatławość jaką jest tuzin kierunków "informatyka stosowana" na każdym wydziale AGH, czy odgapianie tego pomysłu przez znajdujący sie po drugiej stronie ulicy UJ (czekam, aż przykładem Wydziału Fizyki, poloniści sie przemalują na Wydział Polonistyki i Informatyki Stosowanej, bo przecież komputer jest dzis głównym narzędziem pracy filologa, tak samo jak fizyka, a system składu tekstu jest Turing-complete). Zwracam uwagę, ze w Stanach nikomu nie przeszkadza, ze sa uczelnie typu PoDunk State, czy korespondencyjny University of Phoenix. Każdy zna wartość diploma mills, a dba się po prostu, zeby najlepsze uczelnie sie do nich nie upodabniały. Polska, ze swoim 50% stopniem skolaryzacji jest za to jednym wielkim diploma mill Europy, gdzie tak samo wegiel jak i diamenty przerabia sie na koks.
          • nostryfikacja PFG, oni proponują wspieranie 1000 najlepszych 21.11.10, 13:32
            Racja, foofer. Polska, ze swoim 50% stopniem skolaryzacji jest za to jednym wielkim diploma mill Europy, gdzie tak samo wegiel jak i diamenty przerabia sie na koks.
            Ale jak to samo pisalem na forum Doktorat-Nauka-Uczelnia, to mi moje posty kasowali!
    • winniepooh Re: Doktorat to nie fanaberia 18.11.10, 17:00
      humany w ogóle nie powinny wypowiadać się na temat nauki, bo to czym oni się trudnią nauką nie jest. wypociny pisane na kiblu mogą coś znaczyć dla humana, ale np. taki biolog laboratorium sobie sam w piwnicy nie zorganizuje.

      by the way Jaś Hartman swoją piwniczno-klozetową produkcję wiekopomnych dzieł prowadził będąc zatrudnionym na UJ jako asystent. strach pomyśleć co musiałby robić gdyby faktycznie był bez pracy i środków do życia. kłamczuszek.
      • tajemniczy_don_pedro Popieram! 20.11.10, 01:39

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka