wildor
02.11.10, 22:35
"One tego nie chcą." "Machnęłam ręką."
Trzeba było nie machnąć. Trzeba było namawiać do skutku. Trzeba było informować, promować ogół Goleniowianek, a nie zachęcać wybrane spośród Pani znajomych te, które w Pani osobistej opinii miały "predyspozycje". Trzeba było powtórzyć "namawianie" po kilku latach, w tym czasie pojawiło się wiele młodych zdolnych ambitnych kobiet - może one mają predyspozycje i cechy charakteru, których brakuje paniom ze starszych roczników? Może samo "namawianie" było źle ukierunkowane i nieefektywne? Mówi Pani, że nie miała Pani kampanii, bo "nie wie jak się to robi". Może "zachęcanie" również i z tego powodu się nie powiodło?
Poza tym standardowa już garść stereotypowych, płytkich argumentów w próbie udowodnienia, jak "predyspozycje" wpływają na "przydatność" w wykonywaniu czynności i jakie to ważne u kobiety-polityka. Jedyny mądry fragment to ten, że nie potrzeba męskich cech, żeby uprawiać politykę. Owszem, nie potrzeba. Ale jednak przydałoby się mieć odwagę i stanowczość, która sprawia, że nie siedzi się w Sejmie cichutko i nie skupia na "nieskrajnych" zagadnieniach elegancko, lecz oględnie określonych jako "ogólna profilaktyka i aktywność kobiet". Czemu nie zabrać się za problemy, które sama Pani nakreśla w wywiadzie, np. nadmierna feminizacja edukacji? Wydaje się to ambitniejszym celem, niż akcja zachęcająca licealistki do pisania wypracowań o tym, kim będą w przyszłości, albo zachęcanie dzieci do rysowania "zdrowych mam". Wypadałoby więcej uwagi kierować na owe mamy - dorosłe kobiety, a nie na dzieci. Bo chyba nie będziemy oczekiwać od kilkuletnich dzieci, że... namówią mamę na cytologię. Na przykład.