marian391
28.01.11, 12:10
Wierzę w rzetelność ministra Millera, co nie przekłada się w zaufanie do pracy kierowanej przez niego komisji. W pracach jej można aż nadto dopatrzeć się analogii z wyjaśnianiem katastrofy w Mirosławcu. Też tam obwiniono kontrolera lotów i osoby z niskich szczebli dowodzenia, pomijając sytuacje w siłach powietrznych i ich dowództwie. Podobnie teraz usiłuje się „rozmydlić odpowiedzialność” dopatrując się błędów wieży w Smoleńsku – szczególnie akcentuje to płk Grochowski – odpowiedzialny m.in. za bezpieczeństwo lotów. Wydaje się, że min Miller jest w pewnym sensie manipulowany przez niektórych „fachowców” z komisji. Dowodem tego była całkowicie nieprofesjonalna i fatalna politycznie animacja przedstawiona przez polską komisję, która dostarczyła tylko amunicji obozowi Kaczyńskiego. A przecież fakty są oczywiste.
1. Załoga wielokrotnie była informowana o sytuacji pogodowej i o tym, że nie ma warunków do lądowania. Już po informacji z Mińska powinna zostać podjęta decyzja o lądowaniu na lotnisku zapasowym.
2. Zgoda na próbne podejście została udzielona na wyraźną prośbę dowódcy załogi. Wieża pomimo panującej tam nerwowości zachowywała się cały czas poprawnie. Błędy w określaniu położenia samolotu wynikały z możliwości sprzętowych. Faktyczne położenie pilot powinien określać na podstawie przyrządów a nie wskazań z wieży, – o czym nie wspomniano podczas polskiej animacji.
3. Błędy polskiej załogi – kierowanie się wskazaniem radiowysokościomierza, lądowanie na autopilocie, nie reagowanie na sygnały zbliżania się do ziemi – były chyba nie tyle wynikiem braku jej umiejętności, co atmosfery panującej w kokpicie. Na która złożyło się:
- zmarginalizowanie załogi przez gen Błasika, który zamiast dowódcy złożył meldunek o gotowości do lotu, co przy wcześniejszym jego negatywnym stosunku do kpt. Protasiuka nie mogło być obojętne dla dowódcy załogi;
- brak decyzji prezydenta, było jednak decyzją podtrzymującą lądowanie w Smoleńsku, co w świetle pojawiającej się informacji o „tajnej instrukcji” jest decydujące;
- obecność gen Błasika w kokpicie, który wbrew głoszonym opiniom nie była zwykłym pasażerem, był dowódcą SP RP i przełożonym załogi, mającym nie tylko prawo, ale i obowiązek wydać jej zakaz lądowania, nie tylko tego nie uczynił, ale w krytycznej fazie lotu robił komuś wykład na temat „mechanizacji skrzydła” rozpraszając załogę.
4. Nie jest chyba rzeczą normalną, aby przygotowanie do lotu z prezydentem odbywało się bez
nadzoru przez dowództwo sił powietrznych. W szczególności odnosi się to do:
- rezygnacji z tzw. Lidera zwłaszcza w świetle faktów podawanych przez ambasadora J. Bahra;
- wyboru Smoleńska, jako miejsca lądowania pomimo sygnałów strony rosyjskiej, że lotnisko to nie spełnia wymagań. To obowiązkiem dowództwa sił powietrznych było uświadomienie politykom, że lądowanie na tym lotnisko jest niebezpieczne.