aw34
12.06.12, 21:52
Słuchajcie samorządowców a żaden dobry nauczyciel do tego zawodu nie przyjdzie, żaden dobry fachowiec. Teraz jak nie pensja to niektórych kusiły wakacje (wartosć dla kobiet z małymi dziećmi). Wraz z proponowanymi zmianami pracy bedzie więcej , pieniędzy mniej, prestiż żaden. Oczywiscie nauczycieli nie zabraknie tylko czy o takich wam chodzi. W wersji papierowej chwali się szkoły samorządowe co to nie biorą czesnego, każą nauczycielom więcej pracować za mniejsze pieniądze. Te mnijesze pieniądze to 1500 zł za 26 godzin przy tablicy i zlikwidowanie wakacji, często kontrakty od września do czerwca. Ludzie w małych miejscowościach godzą sie na ten wyzysk bo nie mają innej opcji, w innych miejscowościach po roku takiej pracy uciekaja gdzie pieprz rośnie. To ma byc ten wzór traktowania nauczyciela, budowania szacunku do zawodu. Samorządy jęczą, ze subwencji im nie starcza, ale nie chwalą się, że subwencją zatykają inne dziury nie mające nic wspólnego z oświatą. Likwidują etaty bibliotekarzy, psychologów, pedagogów bo te mogą. Nie obchodzi ich jakość takiej edukacji. W szkołach samorządowych też takowych specjalistów się nie zatrudnia. Pani Pezda pisze, że nauczyciel w szkole samorządowej zarabia mniej ale jak ma wyjatkowo życzliwego dyrektora to może dostanie premię. Dobre sobie - życzliwy pan da albo nie premię (raczej nie da). Fajne jest stwierdzenie, co by było gdyby jedna polonistka uczyła wiele klas (nie znam polonisty, który na pełnym etacie uczy tylko 2 klasy). Pani redaktor nie starcza wyobraźni by zrozumieć co za sobą pociąga zwiększenie liczby uczniów a więc i prac do sprawdzenia. Bo pani redaktor uważa, że w zasadzie po lekcjach nauczyciel nie musi już pracować. Zapraszam do mojej szkoły, proszę uczyć polskiego tylko jedną klasę i proszę zobaczyć czy po lekcjach mozna już nie pracować. Szybko dyrektor miał by na głowie stado niezadowolonych rodziców. I po fatalnej ocenie pani pracy mimo karty nauczyciela zostałaby pani wywalona.